Wesoły figlarz - Józef Chociszewski - ebook
Wydawca: Inpingo Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 84 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wesoły figlarz - Józef Chociszewski

Wesoły figlarz” to zbiór krótkich utworów – powiastek, opowiadań, dowcipów i żartów – które autor zebrał spośród opowieści ludowych krążących w różnych rejonach. Komizm w nich zawarty rozbawi także współczesnego czytelnika. Józef Chociszewski był przede wszystkim redaktorem i wydawcą. W swojej karierze opiekował się wieloma tytułami prasowymi. Był także zaangażowanym działaczem narodowym oraz prowadził ożywioną działalność społeczną jako organizator wielu stowarzyszeń kulturalno-oświatowych. Poprzez swoje działania często narażał się władzom pruskim, za co karano go i więziono. Był także autorem wielu książek, utworów teatralnych i artykułów oraz wydawcą książek popularnych z zakresu historii i literatury polskiej.

Obecne wydanie zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Wesoły figlarz - Józef Chociszewski

Fragment ebooka Wesoły figlarz - Józef Chociszewski




Spis treści

  1. Hu! Hu!
  2. Nie masz reguły bez wyjątku
  3. Jak się to ładnie chłopi bawili w karczmie, podczas kiedy w kościele odbywało się nabożeństwo
  4. Kazanie Bernardyna
  5. Chłop i diabeł
  6. Wilk i parobek
  7. Dowcipy polskiego chłopa
  8. Przebiegły młynarz
  9. Kto wygrał zakład?
  10. Rodzina Krzywoustych
  11. Wykręty śpiocha
  12. Chłop i astronom
  13. Ucieszna historia o trzech Żydach, o ich podróży, bijatyce i o różnych innych przygodach
  14. Bzik
  15. Skutki przestrachu
  16. Dwie ucieszne historie o pijakach
  17. Dziwna choroba i dziwne lekarstwo
  18. Żyd się w szkło zamienił
  19. Ucieszna przygoda, jaka się dawnymi czasy czterem ludziom w lesie przytrafiła
  20. Fraszki i żarciki
  21. Kolofon

Hu! Hu!

czyli jak to Bartek diabła w lesie wywoływał i co go za to spotkało

Między miasteczkami Mikstatem a Grabowem, które są położone w powiecie ostrzeszowskim, leży wieś Chlewo. Tam przed trzydziestu laty żył parobek Bartek Rzemień. Był to dziwny człowiek. Wszelką robotę znał dobrze i byłby się mógł z czasem czegoś dorobić, ale cóż, kiedy on nie pracą, ale w inny sposób chciał przyjść do majątku. Broń Boże przez kradzież, gdyż Bartek przez całe życie ani tyle nikomu nie ukradł, co czarne za paznokciem. Myślał on wiecznie o skarbach zaklętych w ziemi. Słyszał o tym wiele, jak się to w ziemi palą pieniądze, których czarci strzegą, a że był bardzo łatwowiernym, przeto sądził, że mógłby takie skarby wydobyć, a potem być sobie panem i nic nie robić. Zmiarkowali to inni parobcy, przeto postanowili wypłatać figla Bartkowi, co się też istotnie stało.

Razu pewnego był Bartek w stajni przy koniach, ale koledzy jego Franek i Michał udawali, że nie wiedzą o tym. Zaczęli oni następującą rozmowę:

Franek. Michał, ja bym ci coś powiedział, ale się boję, żeby tego szelmy Bartka nie było gdzie w pobliżu, bo jakby nas podsłuchał, toby było po wszystkiemu.

Bartek, słysząc to, aż dech w sobie zaparł, aby się nie wydać, że jest w stajni.

Michał. Ej co tam, Bartka nie ma, gdyż niedawno szedł do stodoły, dlatego duchem prędko powiadaj, o czym wiesz.

Franek. Oto dziś w nocy paproć kwitnie, a tam w lesie na granicy Przedborowa są bardzo wielkie skarby w ziemi zakopane. Ja wiem sposób, żeby je z ziemi wydobyć, ale się okrutnie boję, gdyż z biesem nie ma co żartować.

Michał. Olaboga! więc to diabeł tych skarbów pilnuje, o niech mnie ręka Boska broni, żebym miał iść po te skarby, chyba bym ja umarł ze strachu.

Franek. Toć i mnie aż ciarki przechodzą, gdy sobie wspomnę na biesa przeklętego, ale kiedy znowu strasznie mnie ciągną te wielkie bogactwa, które by dziś można z ziemi wydobyć. Powiadał mi kulawy Wojtek, zwany Torbą, co to chodzi po żebrocie, że tam samych talarów jest kilka korcy, a dukaty, złote naczynia, kielichy, monstrancje itd.

Michał. O najsłodszy Jezu z takimi skarbami! Ale kiedy to nie dla nas te wszystkie wspaniałości, bo jakby człowiek chciał wziąć, toby mu pewnie diabeł łeb ukręcił, a potem co po skarbach.

Franek. Ej nie – są i na biesa sposoby. Kulawy Wojtek za parę kieliszków wódki opowiedział mi, jak by można dostać te bogactwa.

Michał. A czemu on nie idzie po nie do lasu?

Franek. Po pierwsze, że jest pijak, a pijacy nie mają dostępu, bo czart ma za wielką moc nad nimi, a potem musi to być zupełnie zdrowy człowiek na ciele, jak np. Bartek. Oj, oj, czy go aby tu nie ma gdzie w pobliżu, bo on gotów na wszystko.

Michał. Ha! to trudno nam będzie, bo i ja nie jestem zdrów zupełnie, bo raz po raz noga mnie boli, ale powiedz, Franku, co to trzeba zrobić, aby te skarby wydobyć.

Franek. Oj tak, tak – co prawda i mnie często głowa boli, więc i ja nic nie dostanę. A co się tyczy tych praktyk, to tak się ma robić. Trzeba wziąć ze sobą kredę trzykrólową i trochę wody święconej i książkę do nabożeństwa. Potem jak się przyjdzie o północy do lasu w to miejsce na granicy, gdzie stoi ów okrutny dąb pomiędzy trzema brzozami, wtedy trzeba nakreślić naokół siebie święconą kredą koło, a już czart nie ma przystępu. Tak wówczas zrobisz cztery krzyże na cztery strony świata i krzykniesz: „Hu! hu! diable przybywaj!” Bies przyleci i będzie oblatywał przy kole, ale nic nie zrobi. Dobrze jednak, jakby się za bardzo zbliżył, pokropić go trochę święconą wodą. Otworzyć książkę do nabożeństwa i zmówić z niej na pamięć jaką modlitwę, a w końcu krzyknąć: „Biesie, biesie, biesie! – Czarcie, czarcie, czarcie! dawaj skarby, bo są mi potrzebne!”  Diabeł nie da zaraz skarbów, jeno jeszcze będzie figle wyprawiał – a mianowicie będzie walił batem stojącego w kole, ale to nic, bo choć będzie okrutnie bolało, nic się temu stojącemu w kole nie stanie, gdyż święcona kreda i woda go obronią. Prawda, że go będzie bolało, gdyż diabeł będzie walił niemiłosiernie, ale też niedługo będą pieniądze.

Michał. Oj szkoda, szkoda, że my tych bogactw nie dostaniemy. No, niech się tylko Bartek dowie o tych sprawach, a będzie jutro panem.

Franek. Przecież go tu nie ma. Dobrzeć by było, aby jaki chrześcijański człowiek dostał te skarby, bo by można wiele dobrego zrobić. Ale już pójdźmy do naszej roboty.

I odeszli.

Na Bartka poty biły, tak go ta rozmowa poruszyła. Wystarał się zaraz o kredę i wodę święconą, oraz o książkę do nabożeństwa. Po 11 godzinie w nocy poszedł nasz parobek do lasu na granicę Przedborowa, a wnet pod dębem zakreślił naokół siebie koło święconą kredą i zaczął się modlić.

Kiedy sądził, że już północ, zrobił cztery krzyże w cztery świata strony i krzyknął: „Hu! hu! diable przybywaj!” Niedługo zaszumiało coś w krzakach, a wnet zbliżyły się dwie postacie i zaczęły smagać biczami Bartka. Ten zniósł z początku mężnie sypiące się nań baty, kropiąc wodą i żegnając naokół. Ale cóż, były to bardzo przebiegłe diabły, gdyż walą coraz potężniej, że już nareszcie Bartek nie mógł wytrzymać, dlatego zaczął czym prędzej uciekać do wsi. Ale szelmy diabły gonią go, a walą po grzbiecie, wołając: „A niech ci się nie zachciewa cudzych pieniędzy, bierz się do roboty, a będziesz miał skarby!” Bartek jak nie urżnie drapaka, to leciał niby najszybszy zając, tak, że nawet diabli nie mogli go dogonić.

Bartczysko biedne przyszło zbite do stajni, myśląc sobie: „Dostałem w skórę, jak nigdy w życiu, pieniędzy ani grosza, a jeszcze jak się wyda, będzie wstyd i śmiech”.

Nazajutrz znowu Franek i Michał przy stajni rozmawiają, niby nie wiedząc, że Bartek zbity leży na słomie. Franek mówi: „Oj, oj, dobrze żeś nie poszedł, bo zapomniałem o ważnej rzeczy, gdyż trzeba jeszcze wziąć w środek koła paproć i mieć ją na kapeluszu, jak się tego nie zrobi, można okrutnie w skórę dostać, a bogactwa przepadną. Ale powiadał mi kulawy Wojtek, że taki człowiek, co od diabłów dostał w skórę, ma potem okropne szczęście. Czego się tknie, wszystko idzie, jak z płatka, tylko musi się nie lenić do pracy, a przyjdzie do majątku”.

Posłuchajcie, co się stało w lat dziesięć. Niedaleko od Chlewa mieszkał zamożny gospodarz, który opływał we wszystko jak pączek w maśle. Miał woły, stodoły i pszczoły, piękny sad, dobrą żonę, a powiadali o nim, choć trudno temu dać wiarę, że talary mierzył kwartami. Któż to taki? To nasz znajomy Bartek Rzemień. Nauka w las nie poszła. Dostawszy takie cięgi, zmienił się Bartek nie do poznania. Poszedł najpierw do spowiedzi św., a potem jął się pracy. Pot lał mu się z czoła, tak robił usilnie, a że kropli wódki nie wziął w usta, był przy tym oszczędny, to też dorobił się wkrótce majątku.

Oj tak, tak, zdałyby się niejednemu takie baty. Próżniaki, pijaki, gdyby dostali taki basarunek jak Bartek, może by się poprawili, a może i nie, bo niejeden i kijem dostanie i biedy się nacierpi, a jednak wciąż pije przebrzydłą gorzałkę, gotując sobie wieczną zgubę. Pijacy, kiedyż przyjdziecie do rozumu!