Ważna droga od Bozi do Boga - Livka - ebook
Wydawca: AreopagXXI Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 89 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 2 godz. 30 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ważna droga od Bozi do Boga - Livka

„Nam – rodzicom pozostaje tylko spakować dzieci w drogę ku dorosłości. Wyposażyć ich bagaż w to, co najwartościowsze. Dać kompas, który zawsze będzie wskazywał właściwy kierunek. Pokazać, w co wierzymy. Wszak i z tego zadania rozliczy nas Bóg”.

Do wspólnej rodzinnej podróży, którą wyznacza Boży kompas zaprasza @Livka, popularna blogerka portalu Areopag21.pl i autorka książki Ważna droga od Bozi do Boga.

Ważna droga od Bozi do Boga. Książka dla rodziców o tym, jak prowadzić dzieci do nieba to zbiór pełnych humoru, zabawnych i nierzadko wzruszających opowieści mamy, która – pewnie jak większość mam – pragnie wychować swoje dzieci na dobrych, mądrych i szczęśliwych ludzi. W centrum życia sześcioosobowej rodziny z Trzebini jest Bóg, który niczym GPS wyznacza kierunki ich życiowej podróży. „Często o Nim rozmawiamy. Na spacerze i przed snem, podczas obiadu i jazdy samochodem, w zgodzie i po kłótni, w lesie i nad morzem, rankiem i w środku nocy, na urlopie i pędząc do szkoły” – pisze @ Livka.

Dzięki historiom @Livki opowiedzianym lekko, z dystansem i bez pouczania, rodzice znajdą cenne wskazówki (np. jak prowadzić trudne rozmowy o homoseksualizmie, Harrym Potterze, czy śmierci) a także wiele inspirujących pomysłów na wspólne spędzanie wolnego czasu.

Ze wstępu:

„Kiedyś zaczęłam spisywać te dialogi. Żeby nie umknęły ulotnej pamięci. Najpierw w notesie, potem na portalu Areopag 21.pl. Kiedyś będą dla synów wspaniałą pamiątką. Może dzięki niej odnajdą w dorosłym życiu okruchy swej dziecięcej wiary i ufności? A może skłonią kogoś do tego, by częściej o wielkich sprawach rozmawiać z małym człowiekiem? Może kiedyś nauczą się czegoś same od siebie? Ja się od nich uczę każdego dnia :-) Wydaje mi się, że szczerej wiary i ufności musimy się uczyć właśnie od nich.

Wszystkim rodzicom i sobie samej życzę świadomego udziału w tej wspaniałej przygodzie – wychowywania do świętości. Ważna to droga… przeprowadzić swe dziecko od Bozi do Boga”.

Autorka o sobie:

"Nie wiem co o sobie napisać, bo ja kompletnie nieciekawa jestem. Po pierwsze jestem żoną, a po drugie matką. Czasem, jak każda matka, zapominam, że kolejność powinna być właśnie taka. Męża Wojciecha (niewątpliwie najlepszego na świecie) – mam od 13 lat. Dzieci to trzej synowie: Michał – lat 12, Adam lat 10, Kuba lat 7. Moją rodzinę dopełniła niedawno maleńka Córeczka. Piękny dar i nowe zadanie. A w Niebie mamy jeszcze małego Jasia. Dzieci by mi nie wybaczyły, gdybym nie uzupełniła tej listy o psa Milo, który jak podkreślają też jest członkiem rodziny.

Szczerze mówiąc nie pamiętam jak trafiłam na Areopag21.pl. Pewnie przez przypadek coś kliknęłam. Skomentowałam jakiś tekst (zwykle tego nie robię, ale musiało mnie zaintrygować), a któryś z uczestników dyskusji zasugerował, że w serwisie można prowadzić swojego bloga. Najpierw miałam opory, widząc tam same sławy, ale potem ksiądz wygłosił kazanie (właściwie to była mowa do dzieci przygotowujących się do Pierwszej Komunii Św.) i nie miałam gdzie zapisać swoich przemyśleń… więc wstawiłam je na Areopag21.pl. Potem już jak coś dzieci ciekawego powiedziały, co skłaniało do refleksji, to tam zapisywałam. To tak na szybko... bo obiad trzeba gotować..."

Patroni: Gość Niedzielny, Radio Warszawa, Religia TV, Legimi. Partnerzy: Poczta Polska, Renovabis

Opinie o ebooku Ważna droga od Bozi do Boga - Livka

Fragment ebooka Ważna droga od Bozi do Boga - Livka








Zamiast wstępu

Usłyszałam kiedyś na kazaniu dla rodziców: „Jeśli chcecie, by wasze dzieci były uczciwe, sami musicie być uczciwi. Jeśli chcecie, by były prawdomówne, nie możecie kłamać. Jeśli chcecie, by miały dobre serce to i wy musicie być dobrzy”. Wymyśliłam sobie ciąg dalszy tej refleksji: „Jeśli chcę, by moje dzieci były święte i osiągnęły kiedyś Niebo, to sama muszę być święta! Dążyć do świętości w każdej chwili i każdego dnia”.

Prosta recepta! Ta złota rada ma jeden feler. Łatwiej ją zapisać, niż wprowadzić w życie. Każdego dnia staram się na nowo i na nowo mi się nie udaje… Kiepsko świecę przykładem. Cóż począć?

Pomaga świadomość, że wraz z Mężem jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za wychowanie dzieci, ale… za wychowanie ich do świętości! Warto się starać. Im więcej próbuję je nauczyć, tym więcej sama korzystam. Każdego dnia na nowo zdumiewa mnie trafność słów Jezusa z Mateuszowej Ewangelii: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”.

Pan Bóg oddał nam pod opiekę trzech synów. Chciałam ich na wstępie króciutko opisać, jednak zwięźle się nie da. Każdy jest inny… i każdy najwspanialszy. Wiem, że kiedyś pójdą własną drogą. Może założą rodziny? Zrealizują marzenia i dziecięce plany? A może ich wybory będą wbrew naszym oczekiwaniom? Nie wiem. Zapełnią pustą kartę życia własną treścią.

Nam – rodzicom pozostaje tylko spakować dzieci w drogę ku dorosłości. Wyposażyć ich bagaż w to, co najwartościowsze. Dać kompas, który zawsze będzie wskazywał właściwy kierunek. Pokazać, w co wierzymy. Wszak i z tego zadania rozliczy nas Bóg.

Często o Nim rozmawiamy. Na spacerze i przed snem, podczas obiadu i jazdy samochodem, w zgodzie i po kłótni, w lesie i nad morzem, rankiem i w środku nocy, na urlopie i pędząc do szkoły… Spostrzeżenia chłopaków niejednokrotnie wywarły na mnie piorunujące wrażenie. Zdumiewa mnie to, jak wiele mogę nauczyć się od własnych synów. Jak swą dziecięcą mądrością walą w gruzy moje dorosłe dylematy.

Kiedyś zaczęłam spisywać te dialogi. Żeby nie umknęły ulotnej pamięci. Najpierw w notesie, potem na portalu Areopag 21.pl. Kiedyś będą dla synów wspaniałą pamiątką. Może dzięki niej odnajdą w dorosłym życiu okruchy swej dziecięcej wiary i ufności? A może skłonią kogoś do tego, by częściej o wielkich sprawach rozmawiać z małym człowiekiem?

Życie toczy się dalej… Moją rodzinę dopełniła niedawno maleńka Córeczka. Piękny dar i nowe zadanie. Czy podołam? Wszystkim rodzicom i sobie samej życzę świadomego udziału w tej wspaniałej przygodzie – wychowywania do świętości. Ważna to droga… przeprowadzić swe dziecko od Bozi do Boga.


Jezus jest w sercu – na serio!

Widział ktoś bijące serce w przekroju poprzecznym? Moi synowie mieli okazję zobaczyć serce nienarodzonej siostrzyczki. Niecierpliwie oczekiwali na badanie USG, na którym po raz pierwszy mieli zobaczyć dzieciątko. Nie wiedzieliśmy jeszcze wówczas, czy będzie chłopczykiem, czy dziewczynką. Najmłodszy odkrył jednak, że maleństwo, choć jeszcze nie przyszło na świat, już ma w swym sercu Jezusa.

Panowie wkroczyli do gabinetu pełni ekscytacji. Lekarz uśmiechnął się, widząc tak liczną delegację. Potraktował chłopaków z pełnym profesjonalizmem.

– Co panowie przyszliście zobaczyć? Co mam sprawdzić? – zapytał, myśląc, że synowie zechcą poznać płeć dziecka.

– Proszę sprawdzić, czy dziecko żyje – zarządził mój Najmniejszy.

Lekarza lekko zaskoczyło takie postawienie sprawy, ale posłusznie zabrał się za badanie. Przyłożył tylko głowicę USG do mojego brzucha i zapewnił, że dzieciątko żyje.

– Nic nie widzę. Na pewno żyje? Jest pan pewien? – chciał wiedzieć Mały.

– Żyje, żyje… a co jeszcze mam sprawdzić? – dopytywał.

Ponieważ nikt nie zareagował, zabrał się za rutynowe badanie obwodu główki, brzuszka, itd.

– Nie rusza się! – Młody nie wytrzymał. – Żyje na pewno? Najważniejsze żeby żyło – synek wiercił się na stołeczku i widać było, że dotychczasowe badanie go nie uspokoiło. Lekarz się poddał. Zbliżył głowicę do serca dziecka i włączył głos, by było słychać jego bicie.

– Słyszysz? To jest serduszko. Teraz dokładnie widać i słychać, jak bije… Dziecko żyje – zapewnił po raz kolejny.

Nareszcie synek odetchnął z ulgą. Dopiero teraz z kolei panowie zaczęli domagać się ujawnienia płci. Niestety panienka nie chciała współpracować, skromnie zasłaniając, co najważniejsze części ciała.

– Nic z tego panowie. Nie dowiecie się dzisiaj, czy będziecie mieć brata – poddał się lekarz po dłuższym badaniu.

– Ale jest nadzieja – westchnęli, bo na bracie zależało im najbardziej.

Rutynowe badanie dobiegło końca, ale coś lekarzowi nie dawało spokoju. Wrócił do badania serca i wyjawił, co go niepokoi.

– Widzi pani, tutaj w jednej z komór jest taki jaśniejszy punkcik. Proszę się nie martwić, to nie powinno być nic groźnego, ale sugerowałbym wizytę u kardiologa prenatalnego – podsumował.

Każdy, kto słyszał od lekarza słowa „trzeba to sprawdzić”, wie jak trudno jest w tym momencie się nie martwić. Zmartwiłam się natychmiast, a moja twarz wyrażała chyba wszystko, co czuję. Najmłodszy to zauważył.

– Mamusiu, nie martw się! Nawet jak nasze dziecko ma chore serduszko, to Pan Jezus już tam jest i już je leczy – zapewnił.

– Gdzieś ty Pana Jezusa zobaczył? – pytam.

– Zobacz. Dzieciątko w sercu ma jego znak – wskazał na ekran, gdzie przegrody serca układały się w wyraźny znak krzyża.

– Każdy człowiek tak ma. To są przegrody w sercu. Tylko przypominają krzyż – próbowałam wyjaśnić.

Opuściłam gabinet z mieszanymi uczuciami. Wieczorem już w domu, wspólnie oglądaliśmy wydrukowane zdjęcia maleństwa. Największą furorę robiło to, na którym widać wyraźnie jak dziecko ziewa. Mały oczywiście podziwiał również wydrukowany obraz serca.

– Widzisz, mamuś, ten krzyż? Myślałem, że tylko tak się mówi, że Pan Jezus jest w sercu każdego człowieka. A On tam jest. Naprawdę!!! – zapewnił z radością.

– „Mieć Pana Jezusa w sercu”, to znaczy myśleć o Nim, kochać Go, cały czas żyć tym, czego Pan Jezus nas uczył. Myślę, że to jest taka przenośnia. Jeśli się mówi o kimś, że ma Jezusa w sercu to znaczy, że Go kocha – próbowałam wyjaśnić.

– Nieprawda! Mamo! Każdy ma Jezusa w sercu! Jezus jest w sercu każdego człowieka! Zostawił w nim nawet swój znak. Tylko nie wszyscy ludzie odkryli jeszcze, że Jezus tam jest i może ich serce uleczyć – wyjaśnił wyraźnie zdenerwowany, że nie pojmuję tak oczywistych spraw. W końcu pojęłam.

– Faktycznie, chyba masz rację, kochanie. Myliłam się – przyznałam.

– Na pewno mam rację. Na serio! – odparło moje kochanie.

PS. U kardiologa dowiedzieliśmy się, że serduszko jest w znakomitej kondycji, a wymarzony braciszek jest siostrzyczką.


Mam żal do gejów!

– Mamo, a kto to jest gej?

Wiedziałam! Wiedziałam, że kiedyś to pytanie padnie. Dlaczego, jednak musiało paść z ust ośmiolatka? Tyle lat miał Najstarszy syn, gdy zaczął „zgłębiać” temat homoseksualizmu. Dużo to, czy mało? Mnie osobiście słowa „gej”, czy „lesbijka” zaintrygowały około osiemnastego roku życia. Zatem nikt mi już nie wmówi, że homo-promocja w naszym kraju to fikcja! Pytanie zasadnicze. Jak odpowiedzieć na takie pytanie dzieciom.

– Gej, to pan, który woli umawiać się na randki z drugim panem – wyjaśniłam.

– Zamiast z dziewczyną?

– Właśnie.

Tyle wystarczyło odpowiedzieć trzy lata temu…Temat ucichł, aż do minionej soboty.

– Idziemy? – Najmłodszy, wybierając się na wycieczkę, wziął Średniego za rękę.

– Tylko, czasem nie dawaj mi buziaka. Żeby ludzie nie pomyśleli, że jesteśmy gejami – usłyszałam od sześciolatka!

Zamurowało mnie na moment, więc udałam, że niczego nie słyszałam. Kilka godzin później, będąc już na górskim szlaku, rozpoczęłam „wypytywanie”.

– A skąd wy wiecie, kto to jest gej?

– Nie wiem skąd wiem. Ale wiem. Gej to taki pan, który chce się ożenić z drugim panem – wyjaśnił mi sześciolatek. – I się całują.

– Ale to jest straszny grzech! – ku mojemu zdumieniu odparł dziewięciolatek (czyżby wpływ lekcji religii?).

– Myślisz, że to grzech?

– Straszny. Panu Bogu to się nie podoba.

– A dlaczego?

– Bozia zupełnie inaczej to zaplanowała. Gdyby chciała, żeby chłopak żenił się z chłopakiem, to chłopaki mogliby rodzić dzieci. A nie mogą. Więc chłopak z chłopakiem jest bez sensu. I dlatego tak nie może być – wyjaśnił mi Średni.

– Rozmawialiście o tym na religii?

– Nie. Tyle to sam wiem.

– Masz rację – odrzekłam. Cóż mówić więcej?

Miałam kiedyś nadzieję, że najtrudniejsze pytanie, jakie zadadzą mi synowie, to „skąd się biorą dzieci”? Ale trudniejsze wątpliwości miały się dopiero posypać:

– A czy jak kocham brata, to znaczy, że jestem gejem?

– A jak on nie ma koleżanek i bawi się tylko z chłopakami, to znaczy że będzie gejem?

– Mamo, a co się stanie, jak się okaże, że wyrosłem na geja?

– Kochani… – próbowałam zapanować nad sytuacją. – Gejów na świecie jest bardzo niewielu. Małe szanse, że wyrośniecie na gejów. Normalne jest, że na razie jesteście dziećmi i wolicie bawić się z kolegami. Jak będziecie starsi, zaczną się wam podobać dziewczyny. Zresztą ja już się modlę o wasze powołanie. O to też, żebyście kiedyś znaleźli sobie wspaniałe żony, które będziecie bardzo ale to bardzo kochać. Tak bardzo jak wasz tatuś kocha mnie – gadałam, gadałam i wydawało się, że na twarzach znów zalśni uśmiech. A tu Średni sobie przypomniał:

– Gejów nie jest mało. Widziałem ich w telewizji… Było dużo.

– Kochani. Myślę, że jeszcze za wcześnie na takie zmartwienia. Ważne, że jesteście moimi superchłopakami!

– No… I nawet jak zostanę gejem, to za nic na świecie nie wymaluję sobie tęczy na włosach! Obiecuję ci mamo! – zadeklarował Średni.

– Dzięki ci, synku.

I właśnie o to do gejów i homo-lobbystów mam straszny żal. Nie o to, jak żyją i z kim śpią! Bardziej o to, że mój sześcioletni syn już dziś zastanawia się, czy nie wyrośnie na geja! Tak jak i starsi. To tak, jakby się martwili, czy przypadkiem nie zachorują na raka. Choć w drugim przypadku prawdopodobieństwo jest zapewne większe. Promocja działa, niestety. Czy tego chcemy, czy nie. A ja nie umiem z dziećmi na ten temat rozmawiać. Uczę się tego i kiepsko mi idzie. A mam świadomość, że rozmowy będą coraz trudniejsze!


Czy od Bozi można dojść do Boga?

– Mamo, a o co w tym wszystkim chodzi? – zapytał Najmłodszy. Czy Wasze dzieci też najtrudniejsze pytania zadają w porannym ferworze, między wkładaniem butów i pakowaniem tornistrów?

– O co pytasz – kompletnie nie wiedziałam do czego zmierza.

– No o co chodzi w tym całym Ojcze nasz, Zdrowaś Mario… O co chodzi w tych wszystkich modlitwach – chciał wiedzieć mój przedszkolak o poranku.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.