W tajnej służbie - Lee Child - ebook
Wydawca: Albatros Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 504 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka W tajnej służbie - Lee Child


Do Jacka Reachera, jak zwykle podróżującego bez celu po Stanach, zgłasza się kobieta, E. M. Froelich, z propozycją zabicia wiceprezydenta Armstronga. Twierdzi, że chodzi o sprawdzenie skuteczności ochrony, którą kieruje. Po kilku dniach Reacher demonstruje jej, jak z pomocą dawnej sierżant Neagley, mógł zabić Armstronga trzy razy. Reacher jest pewien, że w tej sprawie chodzi o coś więcej, niż zwykłe ćwiczenia…

Opinie o ebooku W tajnej służbie - Lee Child

Cytaty z ebooka W tajnej służbie - Lee Child

Niewiele. Zamknęli się w sobie, uparci jak diabli. Ale widać też, że potwornie się denerwują. Tkwią w potrzasku. Najwyraźniej boją się ujawnić, kto im kazał umieścić tam list. Tak samo jednak boją się utraty pracy i może więzienia. Tak czy inaczej, nie mogą wygrać. Kiepsko to wygląda.
Przez sekundę stał bez ruchu, czując ukłucie rutynowej ciekawości. Był to wyuczony odruch, jak oddychanie. Ale czy uprzejmość pozwala przeszukać dom gospodarza, bo tak nakazuje nawyk? Oczywiście, że nie. Nie potrafił jednak oprzeć się pokusie.
Możesz nam zaufać, nie schrzanimy sprawy tak jak oni. Pochodzimy z miejsca, w którym nie wolno niczego spieprzyć. Z miejsca, w którym nie ma żadnych zasad. Możemy ją odzyskać, wiemy, jak to zrobić. Załatwimy złych ludzi i sprowadzimy ją tu, bezpieczną, bez pudła. Jasne? Obiecuję ci to. Ja ci obiecuję.
Ofiara musi być przekonana, że coś jej grozi. Powiedziałbym, że porywacze żony opisali mu, co z nią zrobią, jeśli zacznie mówić, a wasze przybycie wywołało kryzys, bo przestraszył się, że coś powie. Może nawet chciał mówić, ale wiedział, że mu nie wolno. Wolę nie zgadywać, czym dokładnie mu zagrozili.
Joe miał dobry gust. Z bliska wyglądała dobrze, dobrze pachniała. Idealna cera, duże oczy, długie rzęsy. Ładne kości policzkowe, mały prosty nos. Sprawiała wrażenie gibkiej i silnej. Atrakcyjna, bez dwóch zdań. Zastanawiał się, jak by to było obejmować ją, całować, iść z nią do łóżka.
Wyobraźcie sobie, jakie to uczucie, z psychologicznego punktu widzenia. Jesteście wspaniałymi sportowcami, wściekle ambitnymi, lecz dobrze wiecie, że i tak będziecie często przegrywali. Musicie to sobie uświadomić, w przeciwnym razie będzie was to gnębiło.
Ale nasze mózgi działały inaczej. W głębi ducha Joe był typem mózgowca, niewinnym, więcej – naiwnym. Nigdy nie uciekał się do nieczystych zagrań. Dla niego wszystko było jak partia szachów. Odbiera telefon, ustala termin spotkania, jedzie na nie. Zupełnie jakby przesuwał skoczka czy wieżę. Nie spodziewał się, że ktoś może się zjawić i rozwalić całą szachownicę.
Działać bardzo spokojnie, bez paniki i przede wszystkim skutecznie. W ten sposób upieczesz dwie pieczenie przy jednym ogniu. Zachowując spokój, nie pozwolisz zyskać człowiekowi z wewnątrz. Jeśli ci się uda, udaremnisz plany człowieka z zewnątrz.
Reacher pokręcił głową. – Nie możesz. Jeśli to zrobisz, co dzień będziesz w każdym cieniu widziała zagrożenie. A on będzie się ukrywał przez następne cztery lata. Po prostu zachowaj spokój. Bądź twarda.
Jaka jest wasza pierwsza reakcja? – spytał Stuyvesant. – Żart czy prawdziwa groźba? – Prawdziwa – odparła Neagley. – Tak myślę. – Na razie to nie ma znaczenia – dodał Reacher. – Ponieważ jak dotąd nic się nie stało, a póki nie dowiemy się czegoś więcej, zachowujmy się, jakby była prawdziwa.
Jesteś dobra w swojej pracy? – spytała Neagley. Froelich się zawahała. – Tak – odpowiedziała po chwili. – Dość dobra. – Nie, jesteś najlepsza, absolutnie najlepsza ze wszystkich. Jesteś tak dobra, że trudno w to uwierzyć – sprostował Reacher. – Tak właśnie musisz myśleć – podchwyciła Neagley. – Nakręć się, podkręć tak mocno, że nie będziesz mogła sobie wyobrazić, że jakikolwiek palant mógłby zbliżyć się do ciebie nawet na milion kilometrów ze swoim durnowatym liścikiem.
Nie, to było głupie. Przecież takie rzeczy się zdarzają. Zwykły związek, miał swój początek i koniec. Nic wyjątkowego w dziejach ludzkości czy nawet w moich własnych dziejach. Często to ja odchodziłam.
Ty mi powiedz. Jak można kogoś wystraszyć, nie zostawiając śladów? – Zagrozić czymś prawdopodobnym. Na przykład tym, że spotka ich krzywda. – Ich albo kogoś, na kim im zależy. Tak, że dosłownie sparaliżuje ich strach.
nie mówiąc ani słowa. Był blady i zmęczony, wyglądał na człowieka dręczonego problemami, w którym poczucie zdrady i słusznego gniewu walczy z urzędniczym instynktem ukrywania wszystkiego, co się da. A
Mówię tylko, że każdy z nas jest w czymś dobry. A tak się składa, że ja jestem dobry akurat w tym. Może tylko w tym. Nie jestem z tego dumny, ale też się nie wstydzę. To i tak niczego nie zmieni, nic nie mogę poradzić. Jestem genetycznie zaprogramowany, by wygrywać. To kwestia kilku pokoleń.
Tak naprawdę decyzję podjąłem błyskawicznie, odruchowo. Jeśli ich niepokoję, chcę, żeby niepokoili się nadal, zgadywali. Chciałem też ich wkurzyć, odciągnąć od Armstronga. Lepiej, żeby na jakiś czas skupili się na mnie.
Albo ma rację, albo się myli. Jeśli ma rację, wkrótce się dowiemy, bo wypruje sobie żyły, żeby nam pokazać. Problem w tym, że nie dopuszcza do siebie myśli, iż może się mylić. Za bardzo mu zależy na tym, by mieć rację.
Uważam, że pierwsza faza była naprawdę niezwykła. Listy? Proszę pomyśleć o ryzyku, o wysiłku, jakiego wymaga jego zminimalizowanie. Zainwestowali niewiarygodnie dużo środków we wstępną fazę planu. Muszę więc założyć, że uznali, iż warto.
To łatwiejsze niż mówienie o własnych. Kryła się też w nim porozumiewawcza nuta, jakby mówili: wszyscy wiemy, jak wygląda sytuacja, więc pomówmy o kimś, kto stoi obok. A także: teraz ma pan okazję podziękować nam za to, że ocaliliśmy jej tyłek. Jej i pana.
Ale coś mnie tu uderzyło, coś, czego tu nie ma. Politycy to ludzie cyniczni, wykorzystują wszystko, co stawia ich w dobrym świetle. Weźmy na przykład jego matkę. Mamy tu mnóstwo szczegółów dotyczących jej stopni w college’ u i pracy farmaceutki. Po co? – By zdobyć przychylność niezależnych kobiet i drobnych biznesmenów.