Uwolnij się i wyjdź światu naprzeciw - Sheila Walsh - ebook
Wydawca: Święty Wojciech Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 300 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Uwolnij się i wyjdź światu naprzeciw - Sheila Walsh

Przeczytaj to raz jeszcze. I jeszcze raz. Trudno uwierzyć? Tak. Ale to prawda! TAK! Czasem trudno nam uwierzyć, że możemy się uwolnić od ciężarów, które nas przygniatają. W Chrystusie jest to możliwe. Możemy cieszyć się Bożą miłością i obdarzać nią innych. Autorka tej książki mówi nam - krok po kroku - jak to robić. Wolność zaczyna się, gdy uwolnisz samą siebie. Autorka prowadzi Czytelniczki drogą do wolności w Chrystusie. Podczas tej drogi stawia czoła najtrudniejszym problemom, które przygniatają kobiety. Odważnie i ufnie, z wiarą i nadzieją, staje wobec ciężaru wielu złych wspomnień, strachu i niepewności, aby powiedzieć nam wszystkim: I ty możesz odnaleźć pokój. Możesz żyć w wolności. Zacznij już teraz - i zobacz, jak Bóg może ci pomóc!

Sheila Walsh, kobieta wiary i mówczyni, jest autorką książki Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda, wydanej przez Wydawnictwo Święty Wojciech.

Opinie o ebooku Uwolnij się i wyjdź światu naprzeciw - Sheila Walsh

Cytaty z ebooka Uwolnij się i wyjdź światu naprzeciw - Sheila Walsh

Żaden człowiek nie ugiął się pod ciężarem dnia. Dopiero, gdy ciężar jutra zostaje dodany do brzemienia dziś, ich waga przekracza to, co człowiek może unieść. Nigdy się tak nie obarczaj. A jeśli spostrzegasz, że jesteś tak obarczony, zapamiętaj przynajmniej że: to twoja wina, a nie dzieło Boga. On błaga cię, byś to Jemu pozostawił przyszłość, a sam zajmował się chwilą obecną. George MacDonald
Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto ja dokonuję rzeczy nowej; pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Iz 43,18-19

Fragment ebooka Uwolnij się i wyjdź światu naprzeciw - Sheila Walsh







Wstęp

PLAN RATUNKOWY BOGA -
BY ZOSTAŁ CI DORĘCZONY,
MUSISZ SIĘ UWOLNIĆ

Któregoś niedzielnego poranka, gdy przygotowywałam się do wyjścia do kościoła, poczułam się zniechęcona i śmiertelnie znużona. Belle, nasza trzyletnia suczka rasy bichon frise[1], spojrzała na mnie z głębokim współczuciem, jakby chciała powiedzieć; „Jeśli ty toniesz, ja idę na dno razem z tobą”. Tak oto czułam się tego ranka. Wiele aspektów mojego życia biegło bardzo pomyślnie, ale istniały także obszary, wobec których czułam się bardzo bezradna.

Gdy spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, usłyszałam, jak Bóg wypowiada do mnie trzy słowa:

Ja cię uwolnię!

Nie dotarł do mnie dźwięk, ale głos Boga w mojej duszy trudno było pomylić. Przeraziła mnie jasność tego przesłania.

Nie zdarza mi się to co dzień! Często Bóg przemawia do mnie za pośrednictwem Biblii, mojego pastora, przyjaciół czy piękna przyrody. Jednak bardzo rzadko słyszałam Jego głos tak majestatyczny, czysty i skierowany bezpośrednio do mnie: Ja cię uwolnię !

Wydawało się, że podłoga mojej łazienki stała się ziemią świętą. W głębi duszy dokładnie wiedziałam, od jakiej sytuacji Bóg obiecywał, że mnie zachowa. Jakiekolwiek dalsze udawanie, że radzę sobie z problemem ścinającym moje serce i duszę niczym mroźna zima jezioro, byłoby naciąganiem ślepego oddania Belle, nie wspominając nawet o wszechmogącym i wszechwiedzącym Bogu.

Myślałam tak: Jak też Bóg może mnie przed tym zachować ? Już samo to pytanie pokazało moje podejście do bycia uratowaną. Czuję się dużo bardziej komfortowo z prostym scenariuszem – mam problem, Bóg mnie z niego wybawia i życie toczy się dalej. Bóg jednak chce od nas o wiele więcej. Chce rozwinąć przed nami wolność rozciągającą się daleko poza jednorazową interwencję; chce, byśmy doświadczali życia w wolności.

Na moje pytanie odpowiedziano szybko i wyraźnie, gdy słowa Boga, dźwięcząc, powracały do mnie: Ja cię uwolnię !

Gdy znowu usłyszałam silny i przepełniony miłością głos Boga, wiedziałam już, że „jak” nie miało tu nic do rzeczy. Co więcej „jak” było śmieszne w kontekście „kto”.

Bóg chciał tylko jednego: bym przyjęła Jego obietnicę i zaufała Mu. Nic więcej.

Odpowiedziałam na to bardzo prostą modlitwą: „Ojcze, dziękuję ci. Wierzę Ci, ufam Ci i będę próbowała trwać w Twojej obietnicy. Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądało moje uwolnienie ani kiedy ono nastąpi, ale Ty to wiesz i to mi wystarczy. Obdarzaj mnie, proszę, swoją łaską w te dni, gdy będzie mi trudno Ci ufać i gdy będę chciała czegoś więcej. Pomóż mi zrezygnować z samodzielnego załatwiania spraw, które tylko Ty możesz załatwić”.

Cóż to oznacza – być uwolnioną?

Tego ranka w kościele „przypadkowo” nasz pastor czytał fragment z listu św. Pawła do kościoła we Filipii:

Bracia, chcę, abyście wiedzieli, że moje sprawy przyniosły raczej korzyść Ewangelii, tak iż kajdany moje stały się głośne w Chrystusie w całym pretorium i u wszystkich innych. (…) Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył. Wiem bowiem, że to mi wyjdzie na zbawienie (Flp 1,12n, 18n[2]).

Podczas gdy zastanawiałam się nad tym fragmentem przez kolejnych parę dni, do głowy przychodziły mi takie oto pytania:

• Skąd Paweł wiedział, że sytuacja, w której się znalazł, przyczyni się do jego wyzwolenia?

• Cóż to oznacza: być wyzwolonym?

• Czy wyzwolenie zawsze wiąże się ze zmianą sytuacji, czy też czasem pozostaje ona bez zmian, podczas gdy Bóg zmienia nas?

• Czy istnieje jakaś biblijna rama czasowa określająca, jak oraz kiedy wyzwolenie się dokonuje?

• Czy Bóg zawsze wyzwala swoje dzieci? A jeśli nie, to dlaczego tego nie czyni?

• Czy każdy wierzący potrzebuje wyzwolenia?

Wiedziałam, że potrzebuję odpowiedzi – i że nie powinnam się poddawać, póki nie przestanie mnie to niepokoić. Podjęłam więc próbę zbadania i zrozumienia, co dla osoby wierzącej oznacza: być wyzwolonym.

A jak to wygląda w twoim wypadku? Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, co to oznacza: być wyzwoloną? Czuć się wyzwoloną? Boża obietnica wyzwolenia mnie pociągała za sobą wiele rzeczy, które sprawiły, że musiałam się zatrzymać i pomyśleć. Jeśli On mnie wyzwoli, wtedy ja musiałabym zrezygnować z wielu elementów układanki, których mimo usilnych starań nie potrafiłam dopasować. Musiałam to w sobie przewalczyć, gdyż każdy z elementów był dla mnie cenny i czułam, że powinnam być w stanie je dopasować. Przeczuwałam jednak, że Bóg proponował mi znacznie więcej niż pobieżną naprawę czy ratunek; oferował mi całkiem nowy sposób na życie. Nie miałam pewności, czy jestem na to gotowa ani nawet czy jestem w stanie podołać tej podróży. A przecież nadciągające wybory były boleśnie oczywiste. Mogłam nadal toczyć samotną walkę, przepychając się przez kolejny dzień, lub mogłam trzymać Boga za słowo – i uwolnić się.

Zacznijmy od łaski

Nie wiem, co cię skłoniło do sięgnięcia po tę książkę. Może jesteś w tarapatach finansowych, małżeńskich, trwasz w trudnym związku, spętana bólem ze swojej przeszłości, lub po prostu pragniesz żyć pełnią, którą proponuje Chrystus. Jakiekolwiek są twoje losy, wyobrażam sobie, że w głębi duszy pragniesz wyzwolenia. Uwolnienia. Zapraszam cię więc do lektury tej książki. Żywię nadzieję i modlę się, by była dla ciebie błogosławieństwem. I chcę, byś wiedziała, że będę ci towarzyszyć podczas tej podróży.

Chcę również, byś wiedziała, że cenię twój czas i energię. Niewiele kobiet może sobie pozwolić na to, by usiąść i się zastanawiać: Co mam teraz zrobić? Pamiętając o tym, skrupulatnie wybierałam cytaty biblijne oraz zdarzenia z mojego życia, by wpłynąć na zmianę w twoim życiu i w twojej wędrówce z Chrystusem.

Przeanalizujemy wiele kwestii, z którymi kobiety często się borykają – ale zanim do tego przejdziemy, uważam, że idealnym sposobem rozpoczęcia będzie łaska. Jeśli tak samo jak ja wyczerpałaś własne zasoby, znajdujesz się w doskonałym położeniu, by przyjąć Bożą łaskę. Tam, gdzie prawo zniewala, tam łaska wyzwala. Jeśli prawo, ten bezduszny nadzorca, przygniata cię wewnętrznie lub zewnętrznie, to świeżość łaski jest właśnie dla ciebie.

Być może przygniata cię to, co się kiedyś zdarzyło. Serce mnie boli, gdy pomyślę o czasie, który my, córki Ewy, straciłyśmy na rozpamiętywaniu tego. Chrystus umarł, by wyrównać nasze rachunki z Bogiem. Spłacił przygniatający dług, który spowodował zerwanie naszej relacji z Ojcem, a przecież tak często spędzamy całe życie w sali dłużników, jak gdyby ten rachunek wciąż nie był uregulowany. Droga siostro, jesteś wolna – musisz po prostu się uwolnić.

A jeśli wciąż jesteś więźniem braku przebaczenia? Żyjemy na upadłej planecie, na której deszcz potwornych niesprawiedliwości spada zwykle wtedy, gdy jesteśmy na to najmniej przygotowane. Gdy rani nas ktoś, komu ufałyśmy, ból i gniew mogą być wyniszczające. Odkryłam, że jednym z najpotężniejszych duchowych oręży, w które wyposażył nas Bóg, jest dar przebaczenia. Zemsta sprawia, że czujemy się wszechmocne, ale również nas upośledza. Jest ona jedną z rzeczy, od których najtrudniej się uwolnić. Być może właśnie dlatego, gdy za pomocą Bożej łaski uczymy się uwalniać z zemsty i przebaczać, wynikająca z tego wolność jest aż tak szokująca.

Czy stare nawyki powstrzymują cię przed staniem się taką kobietą, jaką chciałabyś być? Czy karmisz swe słabości tym, czego najbardziej pożądają – skrytością? W każdym uczynku czy zachowaniu, które ukrywasz, można odnaleźć wolność i uwolnienie, oraz łaskę, by w tym procesie pokochać i zaakceptować samą siebie.

Współwięźniem skrytości jest wstyd. To on wmawia ci, że nic ci się nie należy, że jesteś beznadziejnie niedoskonała, niewarta miłości ani zbawienia. Śmierć Chrystusa na krzyżu za ciebie jest ogłuszającym krzykiem, że jest wprost przeciwnie. W tej książce przyjrzymy się drodze, którą odbył Baranek Boży, stając się twoim wstydem, tak byś ty mogła się stać umiłowaną córką Boga.

Czy kiedykolwiek zadawałaś sobie pytanie o cel życia? Czy to, jak ciężko pracujesz, dbając o rodzinę, ma jakiekolwiek znaczenie? Czy ktokolwiek tak na prawdę docenia, że postępujesz uczciwie i honorowo? Czy, gdy w niedzielny poranek czekasz w kościele w kolejce do damskiej toalety by odświeżyć dłonie, kobiety przed tobą, zabijające czas oczekiwania plotkami, wiedzą lub w ogóle je to obchodzi, że właśnie ty dolałaś mydła do pojemników oraz rozłożyłaś świeże kwiaty na blatach? W kulturze, która nad charakter przedkłada urok osobisty, chcę ci udowodnić, że twoje życie ma dla Boga znaczenie. To tak, jakby wtajemniczono nas w boski żart, w którym to, co ważne wydaje się w ogóle bez znaczenia, a rzeczy, które w naszej kulturze zamiata się pod dywan jako nic nieznaczące, okażą się kiedyś czystym złotem, gdy Bóg uniesie jego róg.

A co ze strachem? Czy czasem z obawą myślisz o tym, jak potoczy się twoje życie? Czy nie podejmujesz Bożych wyzwań, bo zastanawiasz się: „co będzie jeśli”? W świecie pozbawionym Boga strach byłby nie tylko na miejscu; byłby wręcz nieunikniony. Jednak nie takie jest twoje przyrodzone prawo. Jako córka Króla, urzeczywistniasz w swym życiu historię miłości. Nie pomyl jej jednak z operą mydlaną czy hollywoodzkim hitem. Ta historia została przypieczętowana drogocenną krwią Chrystusa. Należysz do Niego i nikt nie jest w stanie wyrwać cię z Jego ręki.

Czy czujesz się samotna? Wiele z nas prowadzi zaganiane, samotne życie. Nawet jeśli jesteśmy otoczone ludźmi, nawet rodziną, możemy się czuć odizolowane i opuszczone. Być znaną to ryzykowna sprawa. Bo cóż, gdy w momencie ostatecznego wyjścia z kokonu, gdy jesteśmy gotowe rozłożyć skrzydła i pofrunąć, ktoś nas wyśmiewa – a nawet gorzej, po prostu odwraca się do nas plecami i dalej rozmawia ze swoją przyjaciółką? Gdy rodzi się dziecko i pierwszą twarzą, na której skupia swój wzrok jest twarz kochającej matki, rozdarcie z raju zostaje częściowo zaleczone. Jeśli w kolejnych latach ojciec, rodzina i przyjaciele będą tę miłość i akceptację umacniać, trudno będzie dziecku wmówić, że nie jest warte pokochania. Niestety wielu ludziom odmawiano w dzieciństwie miłości, której potrzebowali i pożądali, co powodowało, że rozdarcie obecne od czasów raju się powiększało. Jeden z największych darów duchowych powtórnych narodzin polega na tym że, gdy oddajemy swoje życie Chrystusowi, dostrzegamy, jak bardzo jesteśmy cenione. Masz Ojca, który cię uwielbia, którego raduje twój śmiech, który podziwia twoje talenty i który ociera każdą łzę, spadającą z twoich rzęs. Jego miłość da ci odwagę, by opuścić kokon i pofrunąć.

Być może wyruszasz w tę podróż tak, jak czyniłam to ja, będąc częściowo w rozpaczy. Przyglądasz się swojej sytuacji i wątpisz, że kiedykolwiek cokolwiek się w niej zmieni. Nie chodzi o brak wiary w to, że Bóg ma wszystko pod kontrolą, po prostu żyjesz w świecie, w którym decyzje innych ludzi często wpływają na twoje życie. Czy Bóg może ci pomóc, zanim zmieni się twoja sytuacja? Wierzę, że może. Doświadczyłam i wciąż doświadczam, że może. I temu właśnie się przyjrzymy: naszym własnym historiom i temu, co się przydarzyło innym. Zagłębimy się też w Słowo Boże.

Nasz Pan i Zbawca Jezus Chrystus pragnie obdarzyć cię łaską i pokojem, do których masz przyrodzone prawo jako Jego dziecko. Jezus oddał całą swoją chwałę i wziął na siebie wszystkie nasze niedoskonałości i grzechy, byśmy mogły być wolne – prawdziwie wolne.

Na początku naszej wspólnej podróży proponuję taką modlitwę:

Kochany Ojcze,

Na początku tej książki prosimy, byś zechciał namaścić nasze uszy, byśmy mogły słyszeć. Namaścić nasze oczy, byśmy mogły widzieć. I namaścić nasze serca, i obdarzyć nas chęcią podążania za Tobą.

W imię Jezusa,

Amen.


1.

ŚWIEŻO UPIECZONA ŁASKA
DLA ZŁAKNIONYCH DUCHOWO

A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi. Natomiast Prawo weszło, niestety, po to, by przestępstwo jeszcze bardziej się wzmogło. Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska.

(Rz 5,18-20)

Stan umysłu dostrzegający Boga we wszystkim jest dowodem na wzrost w łasce i na wdzięczne serce.

Charles G. Finney

Łaska związuje cię więzami o wiele silniejszymi niż więzy, którymi mogą cię związać służba czy obowiązek. Łaska jest darmowa, ale gdy raz ją przyjmiesz, zostajesz już na zawsze związany z Dającym i zobowiązany do przyjęcia ducha Dającego. Podobne stwarza podobne. Łaska sprawia, że stajesz się łaskawy, Dający sprawia, że sam zaczynasz obdarzać.

E. Stanley Jones

Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień.

(2 Kor 4,16)

Oto jest tajemnica łaski: nigdy nie przybywa za późno.

François Mauriac

Nigdy nie chciała, by jej dzieci się martwiły, lecz po stracie męża była zdruzgotana. Zdarzały się dni, kiedy wyczołgiwała się rano z łóżka tylko dlatego, że czekały na nią trzy głodne buzie.

Bez pensji męża rodzina ledwo przędła, szczególnie gdy przychodziło do kupowania ubrań. Z dziewczynkami było łatwiej – dzięki uprzejmości przyjaciół z jej małego kościoła, którzy mieli córki tylko trochę starsze od jej dzieci, miała stałe źródło spódniczek i swetrów.

Trudniej było z synkiem. Jedyny jego przyjaciel był w tym samym wieku i tego samego wzrostu, zatem spodnie i koszulki, które były na niego zbyt kuse, były również za małe na jej synka. A ten błyskawicznie wyrastał ze spodni. Ponieważ w tym miesiącu nie odłożyła żadnych pieniędzy, zdecydowała się prosić Boga o pomoc. I chociaż nie chciała, żeby dzieci się martwiły, pragnęła, by wiedziały, że opiekuje się nimi bardzo praktyczny, kochający Ojciec, który rozumie ich potrzeby i jest w stanie je zaspokoić. Tego wieczoru po kolacji powiedziała im, jak się sprawy mają.

– Wasz brat potrzebuje nowych spodni, a ja nie mam pieniędzy, by je kupić, poprosimy więc Boga, aby nam je dał – powiedziała.

Młodsza córka była sceptyczna. – Czy Bóg trzyma w niebie dodatkową parę spodni? Aniołowie chyba ich nie noszą – mówiła.

– Nie będzie to dla Niego żaden problem – odpowiedziała z uśmiechem matka. – Jeśli Bóg potrafi stworzyć z niczego planetę, z pewnością potrafi znaleźć parę spodni dla twojego brata.

Chwycili się więc za ręce, a ona się modliła: – Boże Ojcze, dziękujemy Ci za opiekę nad nami. Dziękujemy Ci, że wiesz, czego potrzebujemy, zanim o to poprosimy. Zachęcałeś nas, byśmy prosili w imię Jezusa. Wiesz, że potrzebujemy spodni, więc proszę Cię o nie i z góry Ci za nie dziękuję.

– I co teraz? – dopytywała się młodsza dziewczynka. – Czy do naszych drzwi zadzwoni anioł, czy też przyślą nam spodnie pocztą?

– Poczekamy, zobaczymy! – odrzekła matka, mrugnąwszy znacząco okiem.

Następnego wieczoru przyjaciółka wpadła na filiżankę herbaty. Wychodząc, zostawiła paczkę. – Kupiłam je dla Toma, ale coś mi się zdaje, że on urósł o kilkanaście centymetrów w jedną noc! Są na niego dużo za krótkie. Może będą pasowały twojemu synowi?

Matka znalazła w paczce trzy pary nowiutkich spodni, które na jej synka pasowały jak ulał. Była ogromnie wdzięczna, a jej młodsza córka aż skamieniała z wrażenia.

Dostrzegać Boga we wszystkim

Charles Finney powiedział kiedyś „Stan umysłu, który pozwala dostrzegać Boga we wszystkim, dowodzi wzrastania w łasce i wdzięcznego serca”[3]. Stwierdzenie to było dla mnie kiedyś wyzwaniem. Czy kiedykolwiek przeczytałaś coś podobnego i dostrzegłaś w tych słowach prawdę, choć wciąż zmagasz ze zrozumieniem tego, co „dostrzeganie Boga we wszystkim” oznacza w codziennym życiu?

Weź pod lupę swoje życie, właśnie w tym momencie. Czy trudno ci dostrzec Boży palec we wszystkim, co się obecnie wydarza? Z czym się obecnie zmagasz i czy jest to coś, czego nie chciałaś?

W tym momencie myślę o jednej z moich przyjaciółek, której córeczka jest chora. Wraz z mężem czekają na wyniki badań. Myślę też o szkolnej przyjaciółce Barry’ego, której mały synek poważnie zachorował, przeszedł tak wiele bolesnych zabiegów i wciąż daleko mu do wyzdrowienia. Przychodzi mi również na myśl kobieta, która jest w wojsku w Iraku i która pisała, że słucha nagrań z konferencji Kobiet Wiary[4]. Czasem tylko one utrzymują ją przy zdrowych zmysłach, gdy widzi, jak jej przyjaciele giną na wojnie.

Wszystkie te trudne życiowe sytuacje sprawiają, że niełatwo jest dostrzec stałą obecność Boga. Do największych niespodzianek w mojej duchowej podróży należą chwile, w których okazuje się, że Bóg wytrwale przygotowywał moje serce na czasy, gdy nic nie idzie według planu, a ja sama zauważam, że On ma wszystko pod kontrolą. Nie muszą to być sytuacje tak ekstremalne, jak te, które opisałam powyżej. Często nawet w drobnych sprawach dostrzegam rękę Boga. To łaska, to dar.

O najlepszych planach myszy i ludzi[5]

Gdy czytałam słowa Charlesa Finneya i zapisywałam je w notatniku, nie zdawałam sobie sprawy, że Bóg wsunął mi do kieszeni tę krótką frazę na właśnie taki dzień, jak wczoraj. Gdy rozmyślam o tym, co się wczoraj zdarzyło, nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. W każdym razie dostąpiłam łaski. Pozwólcie, że przybliżę wam tło całej historii.

W styczniu 2008 roku wraz z Barrym zdecydowałam, że ponieważ od pięciu lat nie mieliśmy prawdziwego urlopu, wybierzemy się całą rodziną w jakieś fajne miejsce na wiosenne ferie. Barry znalazł świetną ofertę hotelu w Cancún, w Meksyku. Ponieważ mieszkamy w Teksasie, a od Cancún dzielą nas tylko dwie godziny lotu, pomysł wydawał się znakomity.

Na kilka dni przed podróżą wyciągnęłam wszystkie rzeczy, które mogły być potrzebne. Sprawdziłam nasze paszporty i zorientowałam się, że paszport Christiana jest nieważny. Barry zadzwonił do linii lotniczej, gdzie powiedziano mu, że musimy mieć tylko odpis aktu urodzenia Christiana.

Nadszedł ów wielki dzień. Pojechaliśmy na lotnisko dużo wcześniej, by zdążyć na poranny lot. Okazaliśmy nasze paszporty oraz akt urodzenia Christiana.

Urzędniczka zapytała: – A gdzie trzeci paszport?

– Nie mamy – powiedział Barry. – Ale mamy za to akt urodzenia.

– Nie mogą państwo polecieć bez paszportu – odrzekła.

– Ale dzwoniliśmy i pytaliśmy o to jednego z waszych pracowników – wyjaśniał Barry, a jego nadzieja kurczyła się z każdą chwilą.

– Nie mogą państwo opuścić kraju bez paszportu – wszyscy to wiedzą – odrzekła urzędniczka, patrząc na nas tak, jakbyśmy byli ciemni jak tabaka w rogu.

– Dlatego zadzwoniliśmy, proszę pani – Barry dzielnie kontynuował.

– To już nie mój problem – odpowiedziała. – Następny proszę!

Christian był już cały zapłakany. Czułam się okropnie ze względu na niego. Bardzo się cieszył na ten wyjazd, a oto tkwiliśmy na lotnisku z górą bagaży i nie mieliśmy pojęcia co ze sobą zrobić, bo odwożący nas znajomi już odjechali.

– Tak mi przykro, Christian – powiedziałam. – Spróbujemy coś wymyślić.

Razem z Christianem wzięliśmy walizki i poszliśmy w stronę ławek, podczas gdy Barry pozostał przy kontuarze, próbując rozwiązać nasz problem. Pół godziny później zadzwoniliśmy po taksówkę. Gdy tylko dostaliśmy się do domu, natychmiast włączyliśmy komputer, by sprawdzić, co można zrobić. Odkryliśmy, że jeśli dotrzemy do Houston w Teksasie następnego ranka, w tamtejszym biurze paszportowym mogliby wystawić Christianowi paszport jeszcze tego samego dnia. Pojechaliśmy więc z powrotem na lotnisko i wsiedliśmy do samolotu do Houston.

– Gdy już tam dojedziemy, znajdziemy jakiś hotel w pobliżu biura paszportowego albo lotniska – oświadczył Barry.

Czy aby na pewno?

Po dotarciu do Houston obdzwoniliśmy wszystkie hotele, które nam przyszły do głowy, nigdzie nie było miejsca. Pozostały nam Motel 6, Motel 5, oraz Motel 21, ale nie było miejsca w gospodzie. Okazało się, że w mieście zorganizowano zjazd pilotów helikopterów – któż mógł wiedzieć, że było ich aż tylu! W końcu, gdy byliśmy już gotowi szukać stajni i żłobu, znaleźliśmy hotel z jednym wolnym pokojem. Byliśmy już jednak bardzo głodni i zmęczeni.

– Mamo, myślisz, że mógłbym zjeść stek? – zapytał Christian. – Jestem strasznie głodny.

– Masz ferie, skarbie – powiedziałam. – Zobaczmy, co hotel ma do zaoferowania.

No cóż, mieliśmy do wyboru… nic. Dowiedzieliśmy się, że restauracja jest już zamknięta, ale chętnie zawiozą nas do jakiejś innej. Powiedzieliśmy recepcjonistce, że chcemy zjeść stek, ale nie w jakimś bardzo eleganckim miejscu, bo nasze stroje po całym dniu nie wyglądały zbyt elegancko. Wspomniała nam o świetnej restauracji, z kucharzem, który pracował w hotelu Bellagio w Las Vegas. Szczerze mówiąc, było mi już wszystko jedno, czy pracował u Denny’s w Farfurze, chcieliśmy po prostu coś zjeść. Hotelowy samochód podrzucił nas pod restaurację i miał nas odebrać za godzinę. Doskonale!

Kiedy usiedliśmy przy stole, zaczęłam przeglądać menu. Nagle poczułam ból, bo Christian kopnął mnie w kostkę.

– Co ty robisz, dziecko? – zapytałam.

– Mamusiu, ta kobieta jest goła! – szepnął.

Uniosłam wzrok i dopiero w tym momencie dotarło do mnie, że ściany były pokryte czerwonym aksamitem i ozdobione czarno-białymi zdjęciami półnagich kobiet!

– Barry! Spójrz na ściany! – powiedziałam, ale on już na nie patrzył.

– Dobry Boże, cóż to jest za miejsce? – wyszeptałam. Zerknęłam na menu. Restauracja nazywała się The Strip Place. W swojej naiwności myślałam, że chodziło o stek bez kości – ale najwidoczniej nie.

Christian zaczął dramatyzować.

– Moje oczy, moje oczy; moje piękne, niewinne oczy!

– Po prostu spuść wzrok i patrz na serwetkę – powiedziałam.

Kiedy wybuchnął śmiechem, zorientowałam się, że ci sami ludzie, którzy projektowali ściany, najwyraźniej zaprojektowali również serwetki.

W ewangelickiej panice pomyślałam: „Zaśpiewajmy hymn; będziemy śpiewać hymn!”. Ten, który przyszedł mi do głowy, należał do ulubionych mojej babci, „Rock of Ages” (Skała wieków). Druga zwrotka wydawała się najbardziej przejmująca:

W swoich rękach nic przynoszę,

W Twój krzyż wrosnąć chcę, i proszę,

Naga, Ciebie, o odzienie…

Do błagań Augusta M. Toplady dodałam najszczersze własne:

Panie, wybaw mnie z tego kramu;

Dobry Boże, spójrz na gors tej pani!

Mieliśmy problem. Byliśmy głodni, nie mieliśmy czym dojechać, a do tego otaczały nas zdjęcia kobiet, pokazujących nam, jak hojnie Bóg je obdarzył.

– W porządku, Christian, umawiamy się tak – powiedziałam. – Wiem, że zwykle nie pozwalamy ci oglądać filmów na mp3 w restauracjach, ale to tutaj uznałabym za… nadzwyczajne okoliczności. Włącz więc sobie Sponge Boba i nie podnoś wzroku, póki nie przybliżę do twojej buzi widelca.

Tym sposobem przebrnęliśmy przez kolację i dotarliśmy z powrotem do hotelu. Po dłuższym niż zwykle wspólnym pacierzu Christian zapytał mnie: – Czy sądzisz, że Bóg się przez to rozgniewał?

– Chodzi ci o to, że rozgniewał się, bo zostaliśmy? – zapytałam.

– No nie wiem, mamo – tak o wszystko… – odrzekł.

– Nie sądzę, by Bóg był na nas zły – powiedziałam. – Myślę jednak, że zasmuciło Go, iż te panie myślały, że muszą się rozebrać. Wiem jednak, że On je kocha i pragnie dla nich wszystkiego, co najlepsze.

– Czy sądzisz, że On je kocha tak mocno, jak ciebie? – pytał dalej.

– Dokładnie tak samo – odpowiedziałam.

– Nawet jeśli robią coś, czego On nie chce, by robi­ły? – zapytał.

– Christian, miłość Boga do nas nie zależy od naszego zachowania – zapewniałam go. – Płynie ona z Jego serca i charakteru. To łaska.

Łaska wszędzie

Zdaję sobie sprawę, że ta bzdurna niedogodność ma się nijak do sytuacji zagrożenia życia, które opisałam wcześniej. Ale o to właśnie mi chodzi. Gdy przeżywam jakiś kryzys, jako osoba wierząca od czterdziestu lat (zawierzyłam swe życie Chrystusowi gdy miałam jedenaście lat) zwykle wiem, że powinnam prosić Boga o siłę, łaskę i o to, by mnie prowadził, i robię to. Załamują mnie natomiast drobiazgi. Chwile, gdy coś krzyżuje moje plany i wydaje się, że nikogo nie obchodzi, co się stanie. Wtedy właśnie po raz kolejny muszę się uczyć ufać Bogu. Jest to dla mnie trudne, bo oznacza, że muszę zrezygnować ze swoich planów.

Gdy wraz z Christianem siedzieliśmy na lotnisku w Dallas, otoczeni naszymi bagażami i rozczarowani, nastąpiła chwila prawdziwego człowieczeństwa i łaski, w której nasze głowy się zetknęły i prosiliśmy Boga, by nas przeprowadził przez te trudne chwile. Nie musieliśmy być silni. Nie musieliśmy zrobić tego po swojemu. Nie musieliśmy stosować się do jakichkolwiek zasad ani dorastać do czyichkolwiek oczekiwań. Musieliśmy po prostu być uczciwi i autentyczni.

Dotarliśmy w końcu do Cancún z dwudniowym opóźnieniem. Ale byliśmy tam. Całą trójką siedliśmy na plaży, ramię przy ramieniu, gdy zachodziło słońce. Christian powiedział: – To prawda, że trochę trwało nim znaleźliśmy się tutaj i widziałem rzeczy, których żaden wnuk baptysty nie powinien nigdy oglądać, ale Bóg towarzyszył nam na każdym kroku.

Dla mnie był to cud łaski. Nie, nie chodzi o to, że w końcu udało nam się tu dotrzeć, ale o to, że Bóg towarzyszył nam na każdym kroku – i jedenastolatek to dostrzegał, nawet gdy coś krzyżowało nasze plany.

Gdy patrzę wstecz na swoje życie, przychodzi mi na myśl wiele takich sytuacji, a ja reagowałam na nie w bardzo różny sposób. Dziś wiem, że Boża łaska za każdym razem była blisko, ale czasami nie sięgałam wystarczająco daleko, by ją otrzymać. By mieć ręce wolne do przyjęcia łaski, muszę chcieć puścić to, czego się uczepiłam.

Pomyśl o swojej własnej podróży. Czy dostrzegasz w swoim życiu, jak wzrastasz w łasce, nie tylko w wielkich, ale i w małych chwilach, które mogą nas obrabować z pokoju i radości?

To nie fair!

I tak obserwowałam, jak mój syn wzrasta w swoim zrozumieniu łaski, a największą przeszkodą było dla niego to, w jaki sposób łączył Bożą przychylność ze swoim zachowaniem. Christian uważa, że gdy postępujemy dobrze, Bóg pochwala nasze prawe postępowanie, a gdy się potykamy i upadamy, On marszczy czoło. (Czy potraficie sobie wyobrazić, jak trudno jest mnie jako matce nie pozwolić, by to przekonanie towarzyszyło mu jeszcze przez kilka lat, powiedzmy tak do trzydziestki?). Muszę mu co chwila powtarzać, że Bóg nie jest harcmistrzem ani nauczycielem savoir vivre’u. Jego miłość jest szczodra nawet bez skruchy.

Sądzę, że jest to jedna z najtrudniejszych doktryn, do których mamy przylgnąć sercem i umysłem. Coś nas skłania do tego, byśmy czuli, że zasłużyliśmy na to, co nas spotyka. A tak naprawdę w Bożej łasce nie mamy żadnego udziału. Trudno nam to przełknąć. Wiemy, że na wspólnym stole nie stawiamy tak dużo jak Bóg, ale chcemy czuć, że mamy wkład w sukces drużyny! Co więcej każdego dnia na nowo jesteśmy obdarzani Bożą łaską, co oznacza, że nie musimy bazować tylko na tym, co było dostępne wczoraj. W rzeczy samej, wczorajsza łaska jest już czerstwa. Ona była świeżo upieczona przez Boga w kontekście tego, co zdarzyło się wczoraj, ale dziś mamy całkiem świeżą dostawę związaną z tym, co właśnie nas spotyka.

Christian nie jada dużo na śniadanie. W letnie poranki często wybiega na dwór bawić się z kolegami, z niczym więcej poza posmakiem pasty do zębów w ustach. A potem wraca do domu, skarżąc się: – Mamusiu, przymieram głodem!

Czy zdarza ci się kiedykolwiek przymierać duchowym głodem w połowie dnia? Świeżutka łaska jest dostępna od momentu, gdy rano otwierasz oczy, aż do chwili, gdy wieczorem wczołgujesz się pod kołdrę.

Gdy jesteśmy nasyceni Bożą łaską, o wiele łatwiej nam przekazywać ją innym; ale gdy sami korzystamy tylko z głodowych racji, niewiele mamy do darowania.

Trudno nam też pojąć, że tą samą hojną łaską obdarzani są ci, którzy według nas zupełnie na nią nie zasługują. Być może żadna przypowieść nie ilustruje tego lepiej niż jedna spośród tych w Ewangelii według św. Mateusza. Jezus opowiedział historię o właścicielu winnicy, który zatrudnił pierwszych robotników o szóstej rano, a uzgodnioną stawką był jeden denar. Zatrudnił on również więcej rąk do pracy o dziewiątej, w południe, o piętnastej i siedemnastej.

Gdy przyszło do wypłaty dniówki, nakazał majstrowi, by zaczął od tych, którzy przepracowali tylko ostatnią godzinę. Gdy zaś robotnicy, którzy pocili się w polu przez cały dzień, uświadomili sobie, że maruderzy z końca dnia otrzymują po denarze, przez chwilę mieli nadzieję, że ich własna wypłata wzrośnie proporcjonalnie. Tak się jednak nie stało, dostali jak reszta po denarze. Zmęczeni całodzienną pracą byli wściekli i wybrali najgłośniejszego krzykacza w grupie, by poskarżył się gospodarzowi. Ten jednak nie wziął pod uwagę ich argumentów.

Zwrócił się więc do tego, który mówił za całą resztę: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. (Mt 20, 13-16).

Królestwo Boże nie ma nic wspólnego z naszą miarą sprawiedliwości. Z naszej perspektywy łatwo jest rozróżnić dobrych i złych ludzi – Bóg naucza jednak, że nie istnieje ktoś taki jak dobry człowiek. Wszyscy jesteśmy grzesznikami, którzy potrzebują Bożej łaski: „Jak jest napisane: Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga” (Rz 3,10-11).

Jeśli jesteś podobna do mnie, pomyślałaś: No cóż, jasne, rozumiem, że w pewnym sensie wszyscy jesteśmy grzesznikami, Panie, ale są wśród nas tacy, którzy robią dużo mniej złego niż inni. Nie powiesz mi, że to się nie liczy.

Pokusa, by szufladkować grzech, by postrzegać innych jako mniej zasługujących na Bożą łaskę niż my sami, jest bardzo silna. Życie wypełnione łaską wzywa nas do tego, byśmy odłożyli na bok naszą miarę sprawiedliwości, nie tylko w kontekście tego, jak postrzegamy samych siebie, ale również tego, jak widzimy i osądzamy innych. Gdy mowa o zbawieniu i Bożej miłości do nas, nasze listy tego, co uznajemy za dobre zachowanie, są nic nie warte.

Obietnica łaski

Przyjrzeliśmy się już problemowi legalizmu, nadszedł więc czas, by przyjąć obietnicę łaski. Trudno jest przekonywać innych do tego, czym nie pozwoliliśmy sami się pobłogosławić, ale prawda pozostaje niezmienna:

• Bóg kocha cię taką, jaka jesteś właśnie teraz.

• Kocha cię, choć zna całą prawdę o tobie.

• Przebacza ci, nawet jeśli sama nie potrafisz sobie przebaczyć.

• Nie pokocha cię bardziej, choćbyś nie wiem co zrobiła.

• Nie pokocha cię mniej, choćbyś nie wiem co zrobiła.

Na tym polega Boża łaska.

Zatrzymaj się na chwilę w ciszy nad tymi prawdami. Jak się mają do twoich wyobrażeń? Czy trudno w nie uwierzyć? Być może, gdy spojrzymy na własną przeszłość i przyniesiemy ją do stóp Krzyża, łatwiej będzie nam przyjąć łaskę Bożą. Przypomnij sobie, co powiedział kiedyś Marcin Luther: „Człowiek musi znaleźć się w zupełnej rozpaczy, by był gotowy przyjąć łaskę Chrystusa”[6].

Wyzwolenie odkryte

1. Czy wierzysz – nie tylko swoim umysłem, ale i w głębi duszy – że Bóg kocha cię taką, jaka właśnie teraz jesteś?

2. Czy sądzisz, że jest coś, co mogłabyś zrobić, żeby Bóg cię bardziej pokochał lub bardziej cię cenił?

3. Na kogo spośród twojego kręgu najtrudniej jest ci rozciągnąć łaskę?

4. Co może być tego przyczyną?

Modlitwa o wyzwolenie

Boże Ojcze,

Dziękuję Ci za łaskę, którą właśnie w tej chwili mi ofiarujesz.

Zachowaj mnie od zwątpienia w siebie i strachu.

Pomóż mi częstować się Twoim wspaniałym darem w postaci świeżo upieczonej łaski każdego ranka. Dziękuję Ci, że Twoja miłość i łaska zapraszają wszystkich nas na tę ucztę. Dozwól, bym podzieliła się dziś tą ucztą z innymi.

Przez wzgląd na Jezusa,

Amen.


2.

TA MARTWA RELIGIA JEST JUŻ PO DACIE PRZYDATNOŚCI
DO SPOŻYCIA

Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełniania Prawa za pomocą uczynków, czy też stąd, że daliście posłuch wierze? Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem? Czyż tak wielkich rzeczy doznaliście na próżno? A byłoby to rzeczywiście na próżno.

Ga 3,2-4

Część z najbardziej prawych ludzi na świecie jest również najbardziej zgorzkniała i najbardziej nieszczęśliwa, gdyż podświadomie uwierzyli, że ich szczęście zależy od tego, że będą bardziej cnotliwi od innych ludzi.

Thomas Merton

Pozwól, by twa religia była mniej teorią, a bardziej fascynacją.

G.K. Chesterton

Gdy Chrystus zmarł, zabrał ze sobą ten cały zdominowany regułami sposób życia i złożył go w grobie, pozostawiając cię w wolności do „poślubienia” zmartwychwstałego życia oraz zrodzenia „owocu” wiary w Boga.

por. Rz 7,4

Przepisy przytępiają apetyt na Chrystusa. Radość zaś intryguje.

Calvin Miller

Była pewna, że dzisiaj jej torba jest cięższa niż wczoraj. Albo, być może, tak sobie wmawiała, bo była po prostu wykończona przez wszystko, co działo się w jej życiu. Nie spała zbyt dobrze poprzedniej nocy i obudziła się z potwornym bólem głowy.

Nalała kawy do termosu i skierowała się ku drzwiom, chwytając w przelocie odbicie swojej bladej twarzy w lustrze. Gdy tylko przekroczyła próg, natarczywy dzwonek jej telefonu wciągnął ją z powrotem do mieszkania.

– Brakowało nam cię wczoraj wieczorem – usłyszała wyraźnie zdenerwowany głos.

– Tak. Przykro mi. Późno dotarłam do domu i byłam bardzo zmęczona, i nie wyprowadzałam psa na spacer już od dwóch dni. I nie jestem…

– Och, rozumiemy to – przerwał głos. – Tak łatwo jest wpaść w złe nawyki. Pamiętaj, że wierzący usiłujący walczyć w pojedynkę jest łatwą zdobyczą dla wroga.

– Wiem, tylko że…

– W zeszłym tygodniu też opuściłaś spotkanie modlitewne. Wiesz, nie wystarczy wpadać jedynie w niedzielne poranki – naciskał głos. – Jeśli chcesz być częścią ciała Chrystusa, musisz przychodzić i robić, co do ciebie należy.

– Właściwie to trudno jest mi to teraz robić – powiedziała.

– Szczerze mówiąc, widzimy to. Cóż, zobaczmy, czy uda ci się przez parę nocy wcześnie położyć, tak, byś mogła przed niedzielą wrócić do formy.

– Spróbuję, tylko że…

– No to cześć.

– Tylko że… W środę wieczorem chodzę na chemioterapię…

Ale głos już znikł.

Pragnąc być słyszaną

Wszystkie pragniemy być usłyszane. Chcemy być postrzegane takie, jakie naprawdę jesteśmy, a nie takie, jakie czasem wydajemy się być. Podobnie jak kobieta w tej anegdocie żałujemy, że życie nie zwolni na tyle, byśmy były w stanie opowiedzieć, przez co przechodzimy. Jestem pewna, że ktoś, kto dzwonił, miał dobre intencje, ale dobre intencje często pozostawiają nas w samotności i chłodzie. Pragniemy, by widziano w nas człowieka, a nie tylko numer na kościelnej liście obecności.

Czy kiedykolwiek pragnęłaś, by twoi przyjaciele, ci najbliżsi, a nawet twój mąż, dostrzegli w tym, co mówisz, to, co naprawdę dzieje się w twoim sercu? Czy pomyślałaś: Czy naprawdę nie dostrzegają tego w moich oczach? Czyż nie wiedzą, że tonę?

Żyjemy, niestety, w świecie, w którym wszystko toczy się bardzo szybko, i wciąż zbyt często pod koniec kolejnego dnia uzmysławiamy sobie, że żadne ze spotkań, które odbyliśmy, nie miało większego znaczenia. Dlaczego tak się dzieje? Czy dlatego, że inni nie chcą nas wysłuchać lub dostrzec naszych potrzeb? Czy jest tak może dlatego, że nie chcemy tych potrzeb ujawnić? Czy z obydwu powodów?

Wyobrażam sobie, że najczęściej nie mówimy innym o swoich potrzebach, gdyż nie chcemy, by źle o nas myślano. Czy czułaś się kiedykolwiek niezrozumiana lub osądzana przez przyjaciół – chrześcijan? Jeśli tak, to dobrze wiesz, że to jedna z najbardziej bolesnych ran, jakich może doświadczyć ludzka dusza. Być może podjęłaś kiedyś ryzyko i opowiedziałaś przyjaciołom o swoich zmaganiach – i zamiast pocieszenia doświadczyłaś potępienia. Być może zdarzyło się to w czasie, gdy już i tak czułaś się wystawiona na ciosy losu, a reakcja twoich przyjaciół pogłębiła cierpienie. Zamiast poczuć, że lepiej cię rozumieją, poczułaś jeszcze większe osamotnienie. Nauczyłaś się więc po prostu chować wszystko w sobie.

Ludzkie serca nie są ukształtowane wedle przepisów, a gdy inni usiłują wcisnąć nas we własne ramy, zawsze wywołuje to zranienia. Wszyscy pragniemy być znani, ale ponieważ obawiamy się reakcji otoczenia, nauczyliśmy się chronić. Być osobą znaną nie zawsze jest bezpieczne.

Cóż jednak wtedy, gdy to właśnie my zadajemy ból? Co, jeśli nie jesteśmy osądzanymi, lecz osądzającymi?

Bez kwiatów dla mojego chłopca

Spotkałam ją na konferencji kobiet. Poproszono mnie o wygłoszenie mowy na otwarcie i zakończenie dnia wypełnionego seminariami i warsztatami. Wpadłyśmy na siebie na korytarzu, gdy próbowałyśmy odnaleźć drogę do określonych pokojów. Kiedy rozmawiałyśmy, idąc obok siebie, odkryłyśmy, że łączy nas najcenniejsza rzecz: obie jesteśmy matkami chłopców. Ona wyprzedziła mnie na tej ścieżce, bo jej syn był już wtedy w szkole średniej. Christian miał ukończyć dwanaście lat, jeśli taka wola Boża, do czasu gdy ta książka trafi w wasze ręce.

– Szkoda, że gdy mój syn miał dwanaście lat, nie wiedziałam tego, co wiem teraz – powiedziała.

– A co zrobiłabyś inaczej? – zapytałam, mając nadzieję, że czegoś się nauczę.

– Otworzyłabym swoje oczy na prawdę – powiedziała. – Otrząsnęłabym się z negowania rzeczywistości.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.