Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski - ebook
Wydawca: WAB Kategoria: Kryminał Język: polski Rok wydania: 2007

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 410 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 11 godz. 43 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski

Nagroda Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej powieści kryminalnej i sensacyjnej roku 2007

Teodora Szackiego, warszawskiego prokuratora, łatwo rozpoznać na miejscu zbrodni. Wysoki, szczupły, w zbyt dobrym jak na urzędnika garniturze, o młodej twarzy, z którą kontrastują zupełnie siwe włosy. Stoi trochę z boku, wściekły, że znów kogoś zamordowano po siedemnastej, dokonując zamachu na jego poukładane życie rodzinne lub – zależnie od dnia– przeszkadzając mu w nieudolnym flircie, który może to poukładane życie doszczętnie zburzyć.

W chłodną niedzielę 5 czerwca 2005 roku Szacki rozpoczyna nowe śledztwo. W klasztorze,w centrum miasta, zamordowano jednego z uczestników niekonwencjonalnej terapii grupowej, w czasie której pacjenci wcielali się w role swoich bliskich. Przypadkowe zabójstwo podczas włamania? Taka jest oficjalna wersja, gdyż Szackiemu trudno uwierzyć w hipotezę, że sprawcą zbrodni jest któryś z uczestników terapii. A jeśli tak, to dlaczego? Czy motywu należy szukać w nich samych, czy w osobach, które odgrywali podczas terapii? Każde przesłuchanie dostarcza informacji jeszcze bardziej wikłających sprawę. Prokurator ma nadzieję, że dokładne zbadanie przeszłości denata – osoby pozornie nieciekawej i bezbarwnej – pozwoli wykryć przyczynę zabójstwa i znaleźć sprawcę. Są jednak tajemnice, których nie odkrywa się bezkarnie – rodzinne tajemnice strzeżone przez siły potężniejsze niż rodzina.

Jerzy Pilch o "Uwikłaniu"

„Ukazało się Uwikłanie – doskonały polski kryminał współczesny. Tak jest: w literaturze polskiej pojawił się nie lada majster: Zygmunt Miloszewski – pisarz rasowy.”

„Miloszewski potrafi dać napięcie nawet w scenie przeglądania starych gazet”

„pokazała się bardzo dobra, polska, współczesna powieść kryminalna”

Opinie o ebooku Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski

Cytaty z ebooka Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski

Zasada jest taka, że ktoś w systemie musi wziąć na siebie pokutę i najczęściej jest to dziecko, które wchodzi do sytemu jako nowe. Proszę zrozumieć, że to, co nie zostało rozwiązane, nie znika samoistnie, lecz wchodzi do systemu. Wina i zło zostają, są cały czas obecne i odczuwalne przez wszystkich. Dziecko, wchodząc do systemu, bierze na siebie ciężar przywrócenia równowagi, ponieważ przejmuje winę, lęk i złość.
Był głodny, ale szkoda mu było kilkunastu złotych na śniadanie. Z drugiej strony, pomyślał, dopiero początek miesiąca, pieniądze jeszcze są na koncie. Nie po to tyle lat męczył się na studiach, aplikacji i asesurze, żeby teraz nie móc sobie pozwolić
Miał urzędową pensję – taką samą miał prokurator w centrum Warszawy i w Pipidówku Głuchym na Ścianie Wschodniej. Żadnych dodatków. Ustawowy zakaz dorabiania w jakikolwiek sposób poza wykładami, na które i tak musiałby mieć specjalną zgodę – zakładając, że ktoś w ogóle by mu taki rarytas zaproponował. Nienormowany czas pracy, co w praktyce oznaczało sześćdziesiąt godzin tygodniowo. Na dokładkę musiał asystować przy krojeniu trupów i bez szemrania wykonywać dyspozycje swoich rozlicznych przełożonych. W całej prokuraturze więcej było szefów i kierowników niż dyrektorów w państwowych przedsiębiorstwach. Społeczeństwo uważało, że prokurator to ten zły gość, który wypuszcza bandytów złapanych przez dobrą policję. Ewentualnie zły gość, który tak spieprzył papierkową robotę, że sąd musi wypuścić bandytę. Półgłówki z Wiejskiej z kolei były pewne, że mają swoją prywatną armię do nękania przeciwników politycznych. Nie ma co, zajebista robota, pomyślał z goryczą. Warto było kuć na studiach.
czekanie na coś, czekanie na kogoś, czekanie na czekanie. Czekanie jako wymówka, żeby absolutnie nic nie robić. Czekanie jako najbardziej męcząca profesja świata. Górnik przodowy jest bardziej wypoczęty ode mnie, użalał się w myślach,
Z miłości. Z miłości do ojca. Naruszył system, odchodząc z domu i nie żegnając się z rodzicami, i nigdy tego nie odrobił – nie oddał należnej im czci. Zasada jest taka, że ktoś w systemie musi wziąć na siebie pokutę i najczęściej jest to dziecko, które wchodzi do sytemu jako nowe. Proszę zrozumieć, że to, co nie zostało rozwiązane, nie znika samoistnie, lecz wchodzi do systemu. Wina i zło zostają, są cały czas obecne i odczuwalne przez wszystkich. Dziecko, wchodząc do systemu, bierze na siebie ciężar przywrócenia równowagi, ponieważ przejmuje winę, lęk i złość. Rozumie pan?
Trudna sprawa. Istnieje pewna teoria, teoria pól morfogenetycznych, którą się wykorzystuje do tłumaczenia terapii Hellingera. Wedle tej teorii to, jacy jesteśmy, zależy nie tylko od genów, ale też od pola elektromagnetycznego.
Choroba zawsze jest sygnałem zakłócenia porządku. Główna jej dynamika to „lepiej ja niż ty”. Decydujemy się na cierpienie, aby ulżyć innemu członkowi rodziny. Dopiero przywrócenie porządku i równowagi pozwala chorobę wyleczyć.
Pan myśli, że kpi, a tak naprawdę ma pan rację. Skąd pewność, że wcześniejsza śmierć to zawsze strata? Że to zawsze gorsze rozwiązanie? Że trzeba przed nią ratować za wszelką cenę? Być może z życia wyłania się coś, co jest większe od niego. W duszy każdego z nas istnieje potrzeba, aby po wypełnieniu życia przyszedł koniec. U niektórych pojawia się wcześniej. Rozumie pan to?
A więc musi pan być wszechmocnym człowiekiem, skoro chce pan stawać na drodze śmierci. Ja czuję wobec niej pokorę. Jeśli pozbawia pan kogoś prawa do śmierci, to tak naprawdę okazuje pan brak szacunku tej osobie. Stawanie na drodze śmierci jest nierozsądnym przekonaniem o własnej wielkości.
Skąd pewność, że wcześniejsza śmierć to zawsze strata? Że to zawsze gorsze rozwiązanie? Że trzeba przed nią ratować za wszelką cenę? Być może z życia wyłania się coś, co jest większe od niego. W duszy każdego z nas istnieje potrzeba, aby po wypełnieniu życia przyszedł koniec. U niektórych pojawia się wcześniej. Rozumie pan to?
Wyglądała jak alegoria lata. Jej świeżość i energia były wręcz nie do zniesienia i Szacki pomyślał, że powinien uciec, w przeciwnym razie nie będzie w stanie się im oprzeć i zamieni swoje budowane z mozołem przez tyle lat życie w kupkę dymiących zgliszcz.
A więc musi pan być wszechmocnym człowiekiem, skoro chce pan stawać na drodze śmierci. Ja czuję wobec niej pokorę. Jeśli pozbawia pan kogoś prawa do śmierci, to tak naprawdę okazuje pan brak szacunku tej osobie. Stawanie na drodze śmierci jest nierozsądnym przekonaniem o własnej wielkości.
Kasia się zabiła, żeby ulżyć Telakowi, żeby zabrać ze sobą część jego winy. A pan mówi, że za wszelką cenę trzeba stanąć na drodze śmierci. Jak można nie uszanować tak pięknego aktu miłości i poświęcenia? Trzeba przyjąć dar tego dziecka. Inaczej ono po śmierci czuje się odrzucone. Miłość po prostu jest. Nie ma możliwości wywierania wpływu. Jest bezsilna. I jest tak głęboka, że aż boli. Głęboka więź i ból należą do siebie.
Często zastanawiał się, czy to prawda, że każdy ma swoją cenę. Za ile na przykład on byłby w stanie umorzyć śledztwo? Sto tysięcy, dwieście tysięcy? Ciekawe, przy jakiej kwocie zacząłby się zastanawiać, zamiast po prostu powiedzieć „nie”.
każdy się na mnie gapi i każdy ode mnie czegoś chce. Taki, że nie mam przed sobą żadnej przestrzeni. Taki, że jestem więźniem własnej rodziny, hakiem, na którym wisi cały ten popieprzony układ. Czy raczej system, jak nazywał to Rudzki.
Sam cierpiał na typowe zboczenie prokuratora – miał wrażenie, że każdy kłamie, i starał się rozpoznać, w którym momencie. Ale wiedział też, że normalni ludzie, dopóki im się nie powie wprost, że są okłamywani, albo dopóki się nie palnie horrendalnie niewiarygodnej bzdury, biorą wszystko za dobrą monetę.
Jaki z tego wniosek? – zapytał siebie Szacki. Taki, że każdy się na mnie gapi i każdy ode mnie czegoś chce. Taki, że nie mam przed sobą żadnej przestrzeni. Taki, że jestem więźniem własnej rodziny, hakiem, na którym wisi cały ten popieprzony układ. Czy raczej system, jak nazywał to Rudzki.
nie rozstawał się z cyfrowym dyktafonem, na który wszystko nagrywał. Służbowe spotkania, pomysły, notatki, rozmowy, terminy. Niektórzy po prostu pamiętają, niektórzy zapisują, niektórzy robią notatki w komórce. A on nagrywał.
Prasa też popełnia błędy, panie prokuratorze. Jak każda władza. – Różnica polega na tym, że prasy nie wybieramy w wyborach powszechnych – odciął się Szacki. – Historia uczy, że władza samozwańcza popełnia najwięcej błędów. I najzręczniej je tuszuje.
Może są tak potężni, że nawet nie wiedzą, że gdzieś tam w okopach kilku żołnierzy sojuszniczej armii próbuje stawić czoło przeważającym siłom nieprzyjaciela. Może uznali, że ten odcinek frontu i tak już jest stracony i trzeba raczej skierować posiłki gdzie indziej?