Upadek Arcymaga - Przemysław Kałaska - ebook
Wydawca: E-bookowo Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 98 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Upadek Arcymaga - Przemysław Kałaska

Czem, młody acz niebywale utalentowany mag gnębiony i poniżany podczas nauki w akademii postanawia zbiec wykradając tajemnice swych mistrzów. Jak się jednak niebawem okazuje nauczyciele nie mają zamiaru pozwolić mu odejść bez walki. W pogoń za zbiegiem wyrusza Nia, akademicka miłość Czema. Czy zdesperowany chłopak zdoła obronić swą nowo nabytą wolność i nakłonić ukochaną do porzucenia dotychczasowych mentorów? Jak zakończy się pierwsza desperacka próba wypowiedzenia lojalności czarnoksięskiej elicie? Odpowiedź znajdziecie w tej pełnej zwrotów akcji powieści o zaskakującym zakończeniu.

Przemysław Kałaska

Chęć pisania książek towarzyszyła mi przez całe dzieciństwo. Możliwość tworzenia nowych światów w których nie obowiązują prawa i zasady naszej szarej rzeczywistości. Wówczas podejmowałem nieśmiałe próby literackie których efekty niestety zaginęły. Impuls do rozwinięcia twórczości pojawił się w czasach gimnazjum kiedy to zacząłem pisać do gazetki szkolnej.

Najpierw wydałem serię komiksową nieco później zrodziła się koncepcja stworzenia serialu literackiego Smoczy Szmaragd. Do napisania powieści Wróg z Przeszłości umotywowała mnie i dała natchnienie niezbyt dobrze zakończona osobista historia w której główne role odegrałem wraz z koleżanką z klasy. By uhonorować pamięć tych wydarzeń i w pewnym stopniu nadać im szczęśliwe zakończenie pozwoliłem sobie nie zmieniać imion bohaterów. Reszta historii stała się literackim odniesieniem oraz metaforą. Kolejny rok nie zaowocował w sukcesy osobiste.

Pierwsze liceum do jakiego trafiłem okazało się miniaturową wersją reżimu autorytarnego pod maską pięknych obietnic kryjącego ofiary zbrodni intelektualnych oraz opresji. Właśnie w tym siedlisku zepsucia i degeneracji napisałem powieść przygodową którą być może jeszcze zaprezentuję. Upadek Arcymaga który stał się mym literackim debiutem Powstał później gdy niby senny koszmar powrócił dramat czasów gimnazjalnych który zmotywował mnie do stworzenia Wroga z Przeszłości.

Co prawda moje drugie liceum było dokładną odwrotnością pierwszego jednak esencja problemu była innej natury. Tym razem dramat trwał dwa lata i był bardziej intensywny. Bohaterowie i sceneria się zmienili, zmieniły się również charaktery jednak esencja tragedii pozostała ta sama. Przeżycia całego okresu liceum natchnęły mnie do napisania Upadku Arcymaga. Dzieła rewolucyjnego jeśli chodzi o świat Fantazy. Historia ukazana w Upadku Arcymaga jak cały świat Fantazy posiada jedynie luźne odniesienia do rzeczywistości, jest to przede wszystkim opowieść o Miłości oraz Walce z Systemem, który morduje marzenia.

Opinie o ebooku Upadek Arcymaga - Przemysław Kałaska

Fragment ebooka Upadek Arcymaga - Przemysław Kałaska

Upadek Arcymaga

Wersja Autorska

Autor: Przemysław Kałaska

Skład i okładka: Łukasz Klepaczewski

Wyd. Fabryka Informatyki

ISBN 978-83-63661-00-7

Copyright © 2012 by Przemysław Kałaska,Warszawa 2012

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadacza praw autorskich.


Wstęp

Wojny się skończyły. Miasta odbudowano. Zgliszcza spalonych wsi porosła trawa. Armie wróciły do domów. Miecze przekuto na kosy. Ostrza toporów, które niegdyś spłynęły krwią przysłużyły się karczowaniu lasów gdyż te musiały ustąpić miejsca sadom i pastwiskom. Wojownicy zmienili się w rolników. Magowie wrócili do swych wież by uczyć następców. Wykrwawione narody wreszcie mogły cieszyć się pokojem i dostatkiem. Lata mijały, bohaterowie pól bitewnych umarli i stali się historią, ta zaś zmieniła się w legendę. W końcu nikt już nie pamiętał, o co tak naprawdę przelewali krew pradziadowie. Po przodkach pozostały jedynie monumentalne cytadele oraz kuszące zaginionymi skarbami opowieści . . . .

Prolog

Drzwi otworzyły się z lekkim zgrzytem a w wejściu pojawił się niewysoki mężczyzna. Szary studencki płaszcz spięty pod szyją srebrną klamrą skrywał całą jego postać. Nowoprzybyły pozdrowił gestem siedzącego we wnętrzu komnaty Arcymaga a gdy ten odpowiedział ledwie dostrzegalnym skinięciem głowy, wśliznął się do środka i posłusznie zajął wskazane przez przełożonego miejsce po drugiej stronie rzeźbionego kamiennego biurka. Młodzian ważył w myślach słowa, którymi chciał się zwrócić do przełożonego a po chwili zastanowienia przemówił cichym lecz pewnym głosem Mistrzu popełniłem błąd studiując zakazane księgi Arcymag spojrzał w stronę adepta a na jego twarzy w miejsce początkowego zaskoczenia zjawiła się furia. Adept wiedząc, że za chwilę przełożony odbierze mu głos dając upust wściekłości w niekończącej się tyradzie o wpajanym adeptom regulaminie i zawiedzionym zaufaniu kontynuował gdyż nie przeczytałem ostatniej z nich a jest akurat w pana gabinecie mógłby mi pan podać te słowa zbiły Arcymaga z tropu, stał przez chwilę z szeroko otwartymi oczyma wbitymi w siedzącego beztrosko studenta. Po dłuższej chwili milczenia zadygotał ze złości i począł krzyczeć coś nieskładnie o skandalu i wyrzuceniu z akademii. Młodzian spodziewał się takiego obrotu sprawy, wstał z wolna zdejmując z głowy zasłaniający dotąd twarz kaptur. Niespodziewanie przerwał przełożonemu proszę mi dać księgę w przeciwnym razie będę musiał posunąć się do bardziej drastycznych sposobów by odebrać tego Arcymag nie mógł już znieść, w jednej chwili ujął stojącą obok jego zdobionego fotela brzozową laskę i wykonując niedostrzegalny ruch dłoni wymamrotał kilka słów a z końca jego laski wystrzelił skrzący się tysiącami barw pocisk, adept był przygotowany także na ten ruch, pośpiesznie wykonał gest wprawiający w działanie kontr zaklęcie, poblask pocisku przygasł a on sam rozpłynął się jak miraż na pustyni. Młodzian nie docenił jednak siły zaklęcia, które rozbił jedynie w połowie i rażony niespodziewanym ciosem wystrzelił nad podłogę zatrzymując się dopiero na ścianie. Przeceniłeś własne siły młodzieńcze —wymamrotał Arcymag stając nad pokonanym. Adept jednak przewidział i to, wypowiedział ostatnią strofę zaklęcia rozbijającego nadłamaną wcześniej magiczną barierę wokół budowli uczelni, po czym wprawił w działanie ostatnie przygotowane na dzisiaj zaklęcie usuwające spod budynku kamień węgielny. Ściany komnaty zadrżały. Arcymag wykonywał gesty mrucząc pod nosem zaklęcia wstrzymujące zapadanie się gmachu a młodzian korzystając z chwili nieuwagi swego byłego mistrza chwycił zakazaną księgę zaobserwowaną już wcześniej na półce za przełożonym i w jednej chwili znalazł się na korytarzu. Pędząc krętymi schodami w dół dziękował w duszy przeznaczeniu, że Arcymag okazał się dostatecznie naiwny by wpaść w pułapkę samolubstwa, z którego słynął. W rzeczywistości zawalił się jedynie pomnik poprzedniego Arcymaga stojący na dziedzińcu przed szkołą dając odczuć wstrząs w komnacie na górze natomiast zaklęcie usuwające kamień węgielny rozbiło się o drugą warstwę barier magicznych, której nawet wszyscy studenci razem wypowiadający inkantację burzącą nie byliby w stanie przełamać. Teraz dzięki tej koszernej mistyfikacji młodzian zdobył ostatnią część czarnej trylogii i mógł spokojnie opuścić akademię gdyż zarówno studenci jak i nauczyciele zgromadzili się na dziedzińcu by zobaczyć, co się stało a tylnie wejście pozostało niestrzeżone.

I. Ścigany

Nim zapadł zmrok Czem, bo tak brzmiało imię młodziana był już daleko, tak że wysokie wieże akademii stanowiły teraz zaledwie znikający wraz z ostatnimi promieniami słońca punkt na horyzoncie. Chłopak znał dobrze metody czarowników i zdawał sobie sprawę, że w kwestiach pościgu korzystają ze starych sprawdzonych sposobów, które opracowano wieki przed ich narodzinami. Zapewne kierującym pościgiem będzie sam Arcymag lecz wątpliwe by osobiście opuścił akademię. Ten obowiązek spadnie więc na któregoś z niskiej rangi wykładowców, który z kolei wyznaczy do tej roli któregoś z zaufanych uczniów. Oczywiście Zaszczyty za schwytanie Czema spłyną w największej mierze na Arcymaga a najmniejszej na studenta. Z kolei kara jeśli nie uda im się go złapać najsrodzej dotknie ucznia. Pościg rozpocznie się o świcie gdyż Arcymag cały pierwszy dzień strawił na sprawy proceduralne a że on był ostatnią osobą, która Czema widziała wówczas to właśnie on musi sporządzić raport odnośnie ucieczki, co znając jego niechęć do tego typu papierkowej roboty będzie odkładał do ostatniej chwili. Tak więc biurokracja, którą Arcymag sam stworzył zabrała pierwsze najcenniejsze minuty kiedy Czema najłatwiej było złapać, teraz natomiast gdy młodzian dotarł już do wzgórz pojmanie go sprawi magom co najmniej poważne kłopoty. Noc minęła chłopakowi szybko. Obudził się przed świtem jak to miał w zwyczaju. Rano zjadł przeznaczoną na pierwszy dzień porcję sucharów, którą popił dwoma łykami wody z manierki. Musiał oszczędzać gdyż teraz czekała go przeprawa przez morze wydm, które niemal od każdej strony oddzielało akademię od reszty cywilizowanego świata. Istniała co prawda droga przez wydmy lecz idąc nią Czem zostałby pojmany najwyżej po trzech dniach pościgu a on nie zamierzał ułatwiać ścigającym zadania. Trasę ucieczki opracował z uwzględnieniem wszelkich możliwych utrudnień tak by ścigający możliwie najszybciej stracili nad nim przewagę i droga na wschód przez wydmy wydawała się najlepszym rozwiązaniem. Ścigający nie będą mogli użyć koni ani psów gdyż temperatury panujące na wydmach szybko doprowadzą zwierzęta do śmierci, jeżeli nie będą pojone dostatecznie często, jeśli zaś magowie zdecydowaliby zabrać je ze sobą musieliby wieść też cysternę wody a to pogrzebałoby wszelkie szanse na pojmanie Czema. Gdy wstało słońce ścigany był gotów do drogi. Godzinę temu tak jak było to do przewidzenia od czarnego punkcika na horyzoncie obdzielił się drugi punkcik przesuwający się powoli w jego stronę. Chłopak szedł teraz szybko by dotrzeć do następnego miejsca postoju przed zmrokiem. Na noc zarówno on jak i ścigający go będą musieli stanąć gdyż po zmroku temperatura spada na wydmach do ekstremalnie niskiego poziomu. Czem był na to dobrze przygotowany wybierając na miejsce postoju położoną w zagłębieniu grotę gdzie czekały na niego przygotowane wcześniej rzeczy. Tam maksymalnie docierał gdy w dni wolne wymykał się z akademii próbując różnych tras ucieczki. Na pustyni czas płynął wolno, dzień wydawał się nie mieć końca. Po pierwszej godzinie marszu Czem nieświadomie zwolnił kroku tak więc dotarcie do jaskini zajęło mu więcej czasu niż się spodziewał tak, że ostatnie metry wspinaczki na szczyt nad szczeliną odbywał w niemal zupełnych ciemnościach. O ile podczas dziennej wędrówki cierpiał z powodu nadzwyczajnego gorąca to teraz nie mógł narzekać na nic takiego. Po zachodzie słońca upał odpuścił i przez jakąś godzinę szło się wcale dobrze lecz później temperatura jeszcze spadła i gdy Czem docierał do groty każdy oddech objawiał się smugą pary. Po omacku znalazł wejście do groty i znając z pamięci jej rozkład bezbłędnie dotarł do pozostawionego przez siebie zaopatrzenia. Nie wywoływał magicznego światła gdyż na tym odludziu każdy magiczny gest odbiłby się głośnym echem a energia użyta do tego czynu od razu zostałaby wykryta przez ścigających Czema i nieomylnie doprowadziłaby ich w miejsce jego pobytu. Dwa pierwsze dni podróży były najgorsze. Czem dręczony niepewnością jak daleko i z której strony znajduje się pościg gnał przez pustynię z niespotykanym wcześniej u siebie uporem. Żar lał się z nieba a suchość powietrza przypominała panującą w jego ustach i gardle. Młodzian oszczędnie gospodarował wodą gdyż nie wiedział dokładnie ile czasu będzie jeszcze musiał przebywać na tym niekończącym się morzu piasku i kamieni a nie mógł niestety sprawdzić za pomocą magii jak daleko znajduje się jego cel, miasto Szwa. Jedyne miejsce w które magowie z jego akademii nie będą mieli odwagi się zapuścić a które jest równie bezpiecznym schronieniem co środek pustyni dla podróżnika nieposiadającego manierki z wodą. Szwa było miastem barbarzyńców z którego organizowali oni w zamierzchłych czasach wyprawy na równinę by palić, plądrować, gwałcić, mordować i brać w niewolę magów. W dawnych czasach miasto to stało się siedzibą tak zwanych łowców magów, barbarzyńców wyspecjalizowanych w wyszukiwaniu i zabijaniu wszystkich posługujących się magią ludzi. Wówczas to miejsce okryło się czarną legendą, która krążyła w pokoleniach czarowników i która przetrwała do dnia dzisiejszego. Czem kierując swe kroki właśnie do tego miasta miał skrytą nadzieję, że w jego murach nie ma już tak wielu łowców magów jak dawniej i że kilka iluzji rzuconych przed wkroczeniem w obręb Szwa zapewni mu względne bezpieczeństwo przynajmniej na jakiś czas. Z obliczeń chłopaka wynikało, że znajdował się on o siedem do dziewięciu dni drogi od miasta, czyli realizował swój plan ucieczki z dniem zapasu co natchnęło go złudną nadzieją, że pozostawił pościg daleko w tyle i że wreszcie będzie mógł odpocząć. Tak więc trzeciego dnia ruszył po wschodzie słońca a nie przed jak to robił dotychczas i wolnym niemal spacerowym krokiem. Poczucie bezpieczeństwa nie trwało jednak długo. Nim słonce zaczęło się zniżać ku zachodowi na horyzoncie nieco na lewo od trasy, którą szedł Czem pojawiły się cztery ludzkie sylwetki zbliżając się zwolna do chłopaka. Z początku Czem wpadł w panikę i rzucił się do szaleńczej ucieczki. Nie przebiegł jednak trzydziestu metrów jak już nogi odmówiły mu posłuszeństwa i padł na piasek dysząc ciężko ze zmęczenia, tymczasem ludzie na horyzoncie wyraźnie zauważyli uciekającą postać gdyż ruszyli biegiem w ślad za nią machając rękoma i wykrzykując co jakiś czas coś do siebie nawzajem. Młodzian zdał sobie sprawę, że dalsza ucieczka jest bezsensowna i nie ma szans powodzenia jeśli szybko nie wymyśli czegoś co pozwoli mu zyskać na czasie. Czem musiał użyć magii. Młodzian wstał z ziemi zdejmując z pleców tobołek, następnie splótł ręce nad głową i oschłym od gorąca głosem zaczął powoli i wyraźnie wypowiadać kolejne strofy magicznych inkantacji. Postaci ścigających go osób rosły w oczach z każdą chwilą gdy chłopak stał bez lęku na wzgórzu z rękoma splecionymi nad głową. Niebo nad Czemem pokryło się chmurami a zza jego pleców zawiał magiczny wiatr niosąc ze sobą tumany piasku, które po chwili skryły chłopaka. Wbiegający już na wzgórze gdzie stał magowie zaczęli w pośpiechu schodzić z powrotem, jednak burza była szybsza dopadając ich na stoku wzniesienia. Czem stał jeszcze przez chwilę z zamkniętymi oczyma a wokół niego wirował piasek sypiąc się we wszystkie zakamarki jego twarzy, później otworzył oczy i próbował skryć się gdzieś przed burzą, którą sam wywołał, lecz było już za późno i padł pod zwałami wciąż sypiącego się zewsząd piasku.

II. Niewolnik

 

II. Niewolnik

Obudził się następnego ranka. Zamglonymi oczyma dojrzał sznur ludzi i zwierząt powoli maszerujących przez pustynię. Jeźdźcy na przedzie karawany widocznie zauważyli wpół przysypaną piaskiem postać, gdyż zaczęli coś krzyczeć do pozostałych zatrzymując pochód. Czem zbierając ostatek sił wysunął dłoń spod piasku unosząc ją do nieba po czym wszystko znów spowiły ciemności. Po chwili ktoś uniósł jego głowę i podstawił do ust manierkę z wodą. Kilka łyków cieczy przywróciło chłopaka do rzeczywistości. Wszystkie mięśnie bolały go uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Dwóch barczystych mężczyzn w skórach wzięło go za ramiona i zaciągnęło do żelaznej klatki stojącej na niewysokim drewnianym wozie ciągniętym przez parę wielbłądów. W klatce byli też inni ludzie niektórzy potwornie wychudzeni, inni całkiem krzepcy lecz wszyscy skuci łańcuchami. Czem wyciągnął rękę w stronę miejsca, w którym leżał i wymamrotał

moje rzeczy — lecz jeden z przebywających dotąd na wozie barbarzyńców już się zajął dokładnym przeszukaniem okolicznej pustyni. Młody adept magii znów zapadł w sen. Świat wokół niego zdawał się kurczyć i