Udane życie - to wciąż możliwe. Jak cieszyć się każdym dniem. - Valerio Albisetti - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2008

Udane życie - to wciąż możliwe. Jak cieszyć się każdym dniem. ebook

Valerio Albisetti

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 99 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Udane życie - to wciąż możliwe. Jak cieszyć się każdym dniem. - Valerio Albisetti

Coraz więcej ludzi traci sens życia, wstaje, pracuje, zarabia, może nawet odnosi sukcesy, ale czy widzi celowość swoich wysiłków?! Ileż to razy słyszymy: „Nie warto... Bez szans... Do czego mi to jest potrzebne. Tyle się trudzę i co z tego mam! To nie ma sensu!”. Nawet dzieci mają zwyczaj tak mówić.

V. Albisetti, w sobie właściwym stylu, bezpośrednim i stanowczym, woła: „Dość! Tak dłużej być nie może!”. Niezależnie od tego, co cię przykrego w życiu spotkało, jakie nieszczęście cię dotknęło, i dalej, niezależnie od tego, co cię w życiu ominęło, ile szans przeszło ci koło nosa, musisz sobie raz na zawsze uświadomić, że udane życie – to wciąż możliwe! A dlaczego? Bo życie, czyli to, co samo w sobie jest dobre, nie może być w efekcie finalnym nieudane! No sam pomyśl! Po prostu nie może!

Valerio Albisetti, psycholog i psychoterapeuta, jedna z najbardziej znaczących postaci współczesnej psychoanalizy. Profesor uniwersytecki, ceniony konsultant w zarządzaniu przedsiębiorstwami, uczestnik międzynarodowych konferencji, autor licznych książek z zakresu psychoduchowości – prawdziwych bestsellerów tłumaczonych na wiele języków.

Opinie o ebooku Udane życie - to wciąż możliwe. Jak cieszyć się każdym dniem. - Valerio Albisetti

Fragment ebooka Udane życie - to wciąż możliwe. Jak cieszyć się każdym dniem. - Valerio Albisetti







Valerio Albisetti

Udane życie – to wciąż możliwe

Jak cieszyć się każdym dniem


Tytuł oryginału: Una vita a tutto tondo

Come costruire il proprio percorso


PAOLINE Editoriale Libri

© FIGLIE DI SAN PAOLO, 2007

Via Francesco Albani, 21-20149 Milano


© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2008


Przekład z języka włoskiego

Krystyna Kozak


Redakcja i korekta

Paulina Zaborek


Redakcja techniczna

Marcin Satro


Projekt okładki

Justyna Kułaga-Wytrych


Zdjęcie na okładce

Jupiter Images/EAST NEWS



ISBN 978-83-7660-527-2


Wydawnictwo Jedność

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży tel. 041 349 50 50

Redakcja tel. 041 368 11 10

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl


Poszukiwaczom sensu

Wędrowcom ducha

Życie jest prawdziwe w takiej mierze,

w jakiej potrafimy je interpretować.


Wstęp

Wszystko należy do Boga, wszystko do Niego powraca.

Być może kiedyś, gdy rzeczywistością były jeszcze mity oraz poszukiwanie sensu własnego życia, zło, cierpienie i porażki mogły nabierać znaczenia dzięki poczuciu odpowiedzialności i bojaźni Boga.

Obecnie, w trzecim tysiącleciu, wydaje się, że mamy z tym pewne trudności. Poszukiwanie stało się bardziej indywidualne, bardziej osobiste, a co za tym idzie – trudniejsze. Czujemy się bowiem osamotnieni w poszukiwaniu znaków, wskazówek, które pomogłyby nam zachować pogodę ducha, odnaleźć znaczenie i sens w świecie, który pogrążył się w bezładzie, powierzchowności, w życiu często bolesnym, ale przecież jeszcze bardziej powabnym.

Mimo wszystko: widząc, że jesteśmy, żyjmy!

Oto nasz czas.

Piszę, abyśmy odzyskali nadzieję.

Abyśmy zrozumieli, że wszystko ma jakiś sens.

Bóg jest we wszystkim, po to, aby do nas mówić, aby nas kochać, aby nam błogosławić.

Może chodzić o radość, tragedię, porażkę. To sposób, w jaki reagujemy na to, co nam się przydarza i co determinuje bieg naszego życia!

Zawsze, we wszystkim co kiedykolwiek pisałem, próbowałem uczyć, że rzeczą fundamentalną jest widzieć – widzieć wszystko i dogłębnie. I że za każdą tragedią zawsze stoi nadzieja i sens.

Coraz bardziej doceniam moc słów. Tych autentycznych, głębokich, które dotykają ludzkiej duszy, które ją wyrażają, towarzyszą jej, nadają sens, ukazują wieczność, siłę i moc absolutną.

Piękno.

Tajemnica.

Dlatego chciałbym, aby ta praca mogła być wystawiona na scenie teatralnej. Nawet jeśli pozostanie książką do czytania, nad którą można się zastanawiać, medytować.

Dlatego tekst jest tak skonstruowany, aby można go było przedstawić, odegrać, wykrzyczeć, wyszeptać, porwać.

Milczący.

Jak nasze życie.

Jest to tekst, który przekazuję moim licznym czytelnikom, mojej wielkiej rodzinie.

Zresztą, jest to język, którego zawsze starałem się używać. Który chce być prosty, a jednocześnie mocny, silny, pełen energii i życia.

Może to nowy sposób pisania.

Ograniczony do najmniejszych pojęć.

Zasadniczy i głęboki.

Mogą go zrozumieć ludzie, którzy pokornie, cicho i anonimowo, starają się mimo wszystko być nosicielami swojej osobistej historii. Którzy mają odwagę wejść w głąb siebie, biorąc odpowiedzialność za to wszystko, co tam odkryją.

W tej trudnej, być może heroicznej podróży, a nie w marzeniach czy romantycznych złudzeniach, znajdują szacunek dla samego siebie.

Nie narzekają, nie szukają ofiar czy katów, nie opłakują swoich zranień, cierpień, boleści.

Wszystko powierzają Bogu, nadając temu sens.

Uważają swoje zranienia za święte.

Myślę, że Bóg każdemu z nas postawi następujące pytania:

„Czy tam, na ziemi, byłeś tym, kogo Ja wezwałem po imieniu, zanim się jeszcze narodziłeś?

Czy zrealizowałeś cel, dla jakiego posłałem cię na ziemię?”.


CZĘŚĆ PIERWSZA

PEWIEN OKRES

Dwanaście lat

Mija dwanaście lat, odkąd świadomie czy nieświadomie pogrążyłem się w otchłani.

Otchłani samego siebie.

Byłem niejako na tronie. Leniwie wyciągnięty na wygodnym, wielkim łożu. Wysoko, na piętrze.

Chciałem zejść, czy może raczej zostałem zrzucony na niższe piętra.

Nie wiem.

Znalazłem się na ziemi. Chodziłem pieszo drogami świata, spałem na twardych łożach, samotny wśród ludzi, mężczyzn i kobiet, doświadczałem ukąszeń głodu, żaru pragnienia.

Samotny.

Straszliwie samotny.

Zacząłem się bać.

Ciemności, cierpienia, bólu, kobiet, mężczyzn, własnego ciała i umysłu.

Czułem się bezsilny.

Kruchy.

Nagi.

Opuszczony.

Opuszczony przez Boga.

To wszystko płynęło – tak czułem – w mojej krwi przez dwanaście długich lat.

Aż do dziś, kiedy piszę te słowa.

Życzę sobie, abym mógł, kiedy napiszę ostatnie zdanie tej książki, podnieść głowę z jakąś iskierką światła.

Nadziei.

Odległe doświadczenie

Dwanaście lat, podczas których do mojego życia wkradła się również śmierć.

Odszedł mój ojciec.

Myślałem, że żartuje. A może chciałem w to wierzyć.

Sam.

Nie płakałem.

Długo nie rozumiałem.

Kiedy spoglądam wstecz, zauważam, że niewiele w życiu zrozumiałem.

Myślałem, że rozumiem, ale było inaczej.

Kiedy myślę o ojcu, myślę o wojowniku, o walecznym samuraju.

O kimś odważnym.

Chciałbym oddać mu cześć.

Jeśli jego duch żyje, wie, że nadal go kocham, że jestem z niego dumny, jak zawsze.

Dwanaście lat porażki w miłości.

Raporty z przygotowań, doświadczeń, miejsc uczenia się, życiowych lekcji, tak nas prowadzi modne dziś myślenie pozytywne... w jakim kierunku?

Bez celu.

Bez Boga.

W rzeczywistości jedynie rozdzierający ból, pękające serce, zaciskające się gardło, a w żyłach płomień wściekłości, gwałtu, buntu wobec ludzi tak oziębłych, tak bezlitosnych.

Niestałych.

Aż po zaufanie tej ostatniej kobiecie.

O oczach koloru morza.

Ukrywającej swą wewnętrzną pustkę.

Igrającej z uczuciami.

Pojawiła się, pisząc pewne fragmenty „Pieśni nad Pieśniami”. Tym mnie zwiodła.

Aby następnie odkryć pustkę swoich słów, fałsz przyrzeczeń, obłudę uśmiechu, gorzki miód swych ust, banalne życie, brak szacunku dla drugiego człowieka, wyśmiewanie, pogardę, pychę, niekomunikatywność.

Niejasność, nielojalność, nieuczciwość.

Aż po próbę pozbawienia mnie marzeń.

Pragnienia życia.

Odebrania mi nadziei.

Czułem się zdradzony.

Wykorzystany, porzucony.

Mam żal do samego siebie, że dałem się wykorzystać.

Nikt nie może nas zranić, jeśli na to nie pozwolimy.

Dlatego powinniśmy zawsze utrzymywać nasze serce w kontakcie z Bogiem. To konieczna pomoc.

Tylko w ten sposób nasze serce stanie się czułe, łagodne, silne.

Jeżeli przyjmujemy wypaczoną wizję osoby, która chce nas widzieć innymi niż jesteśmy, albo utożsamiać nas tylko z naszymi słabymi stronami, to jest to negatywne działanie.

Wtedy pamięć się zamazuje, wspomnienie staje się żywsze, a następnie zanika. Otwierają się dawne rany, jak mówią psychoanalitycy, poczucie opuszczenia w dzieciństwie przez ukochane osoby, brak uczucia, nieobecność czułości, pieszczot, uśmiechu.

Do tego stopnia, że wszystko dzieje się odwrotnie.

Projekcja.

Dostrzeganie w drugim człowieku tego, co jest w nas samych.

Wszystko się miesza.

Dwanaście lat błądzenia po świecie w poszukiwaniu celu, sensu.

Dwanaście lat cierpienia, utraty tożsamości.

Utraciłem również zdrowie fizyczne.

Dwanaście lat, które doprowadziły mnie do średniego wieku, gdy wszystko zaczyna szarzeć, staje się niejasne; kiedy czujesz, że naprawdę wkraczasz w schyłek życia.

W jesień.

Twoje przekonania upadają niczym pożółkłe liście z drzew. To tutaj kurczowo chwytasz się życia, rozpaczasz nad minioną młodością, zaczynasz nienawidzić wszystkich, którzy cię otaczają: młodych – z zazdrości, starszych – dlatego, że przypominają ci, dokąd zmierzasz.

Dlaczego nie poszukuję bezpieczeństwa uczuciowego, rodzinnego?

Dlaczego nie wystarcza mi praca?

Dlaczego nie zadowalam się spokojnym życiem?

Dlaczego czuję się zaniepokojony, poszukuję czegoś głębszego, definitywnego?

Absolutnego?

Może dlatego szukam miłości, która mnie nie wykorzysta; miłości, która mnie nie zdradzi; miłości, która mnie nie rozczaruje?

Ale czy taka miłość jest możliwa wśród ludzi?

Być może przez krótką chwilę.

Jednak drugi człowiek wymknie ci się w jakiś sposób, gdyż jest nieodwołalnie inny od ciebie.

Jest innym człowiekiem.

Zdecydowanie.

Światło z góry

„Przyjemne jest światło

i miło oczom widzieć słońce.

Tak więc jeżeli człowiek wiele lat żyje,

ze wszystkich niech się cieszy

i niech pomni na dni ciemności,

bo będzie ich wiele.

Wszystko, co ma nastąpić, to marność.

Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej,

a serce twoje niech się rozwesela

za dni młodości twojej.

I chodź drogami serca swego

i za tym, co oczy twe pociąga;

lecz wiedz, że z tego wszystkiego

będzie cię sądził Bóg!

Usuń przygnębienie ze swego serca

i oddal ból od twego ciała,

bo młodość jak zorza poranna szybko przemija.

Pomnij jednak na Stwórcę swego

w dniach swej młodości,

zanim jeszcze nadejdą dni niedoli

i przyjdą lata, o których powiesz:

«Nie mam w nich upodobania»;

zanim zaćmi się słońce i światło,

i księżyc, i gwiazdy,

i chmury powrócą po deszczu;

w czasie, gdy trząść się będą stróże domu,

i uginać się będą silni mężowie,

i będą ustawały kobiety mielące,

bo ich ubędzie,

i zaćmią się patrzące w oknach;

i zamkną się drzwi na ulicę,

podczas gdy łoskot młyna przycichnie

i podniesie się do głosu ptaka,

i wszystkie śpiewy przymilkną;

odczuwać się nawet będzie lęk przed wyżyną

i strach na drodze;

i drzewo migdałowe zakwitnie,

i ociężała stanie się szarańcza,

i pękać będą kapary;

bo człowiek zdążać będzie

do swego wiecznego domu

i kręcić się już będą po ulicy płaczki;

zanim się przerwie srebrny sznur

i stłucze się czara złota,

i dzban się rozbije u źródła,

i w studnię kołowrót złamany wpadnie;

i wróci się proch do ziemi, tak jak nią był,

a duch powróci do Boga, który go dał.

Marność nad marnościami – powiada Kohelet –

wszystko jest marnością” (Koh 11,7-10; 12,1-8)1.

NADAĆ SENS ŻYCIU

Człowiek rodzi się ze zdolnością do nadawania sensu swojej egzystencji.

Po to się rodzi. Moim zdaniem tylko po to.

Być może wszystko, co ci się przydarza jest konieczne do wzrastania w dobroci i mądrości.

W takiej wizji życia nieważne są rezultaty, lecz to, jak je osiągamy.

Cel jest już w samej drodze.

Śmierć i tak nas dopadnie, a jeśli nie żyliśmy?

Jeśli nie żyliśmy tak naprawdę, w pełni, wyrażając całą naszą istotę, prawdziwy powód, dla którego przyszliśmy na ziemię?

Jeśli nie ukończyliśmy naszego posłannictwa?

Myślę, że jesteśmy niczym aniołowie na służbie Boga, posłani przez Niego na ziemię, aby uszlachetnić naszą małostkowość, oczyścić nasze serce z nieczystości, uwolnić się z balastu grzechu, przezwyciężyć nerwice, potrzeby, słabości.

Aby pokonać strach.

Opuszczenie, odrzucenie.

Aby pokonać niemoc.

To wszystko dokonuje się w takiej mierze, w jakiej odkrywamy swoją prawdziwą istotę, prawdziwą naturę, z jaką Bóg nas powołał.

Nasze prawdziwe imię.

Bóg posyła nas na tę ziemię, aby dać nam możliwość odkrycia imienia, jakim nas powołał.

Przychodzimy na ziemię, nie znając go, a nasze posłannictwo polega właśnie na tym, by je odkryć.

Wszyscy ludzie i wszystko, co spotykamy podczas naszej podróży przez tę ziemię, służy do tego, aby przedsięwzięcie się powiodło.

Przede wszystkim relacje, jakie nawiązujemy z ludźmi, z którymi się spotykamy, do których się przywiązujemy, z którymi dzielimy doświadczenia: to nasza droga wzrastania.

Niestety, większość z nas powróci do Boga z niedokończonym posłannictwem, bo świadomie albo nieświadomie, nieważne, wykorzystała życie tylko dla zaspokojenia swojego „ja”, własnych potrzeb, nerwic i wymagań, wykorzystując innych, zamiast poznawać dogłębnie siebie.

Aby poznać siebie

Zatem w celu odkrycia naszej istoty…

Naszej autentyczności…

Jedynej i niepowtarzalnej…

Nigdy nie powinniśmy wykorzystywać innych ludzi, lecz tylko rzeczy.

I nigdy nie czynić ludzi rzeczami!

Lęk przed cierpieniem i niepewność nie pozwalają ludziom nawiązać bezpośredniego kontaktu ze swymi najgłębszymi emocjami, gdzie mieszka ich prawdziwie imię.

W ten sposób żyją bez sensu, nie nadając prawdziwego, właściwego imienia swemu życiu. W rzeczywistości bawią się w życie.

Uważają, że żyją, ale nie żyją.

Jednym z pierwszych celów, który należy osiągnąć jest świadomość samych siebie. Przeżyłem takie doświadczenie w młodzieńczym wieku, w okresie idealnym dla odnalezienia kierunku ziemskiej drogi, świadomości samego siebie.

Trzeba zejść w głąb minionych lat. Tutaj może pomóc narzędzie psychologiczne, jakim jest autoanaliza.

Autoanaliza

Zasadniczo istnieją trzy metody autoanalizy:

– metoda autobiograficzna,

– metoda swobodnych skojarzeń,

– analiza marzeń sennych.

Metoda autobiograficzna

Spróbujcie opisać swoje życie, odkąd sięgacie pamięcią.

Po zakończeniu pisania sami będziecie zdumieni tym, co przeczytacie. Zobaczycie siebie w innym niż dotychczas świetle.

Opiszcie postać swojego ojca tak, jak go przeżywaliście; postać matki, jak ją przeżywaliście; postaci wszystkich pozostałych członków rodziny: rodzeństwa, wujostwa, dziadków, kuzynów, jak je przeżywaliście; istniejące obecnie relacje między wami a każdą z tych osób.

Opiszcie wspomnienia z dzieciństwa, z wieku dojrzewania, przeżywane emocje, sympatie, powstające uczucia, ówczesnych przyjaciół, swoją seksualność, naukę, pracę, ulubione rozrywki, rozczarowania, nieprzyjaciół, ogólne relacje z innymi, plany na przyszłość.

Na podstawie swoich doświadczeń i relacji z innymi ludźmi zrozumiecie, kim tak naprawdę jesteście. Zaobserwujecie, jak wasz charakter rozwijał się albo komplikował. Uświadomicie sobie swoją prawdziwą naturę.

Spróbujcie, a przekonacie się, że było warto.

Ale bądźcie wobec siebie uczciwi!

Pamiętajcie: nigdy nie oszukujcie siebie!

Przyznajcie się do popełnionych błędów.

Tylko w ten sposób możecie poznać siebie.

Spróbujcie zobaczyć, kim naprawdę jesteście.

Przydatne będą także odpowiedzi na serię pytań o siebie i o swoje problemy.

Nie można odpowiedzieć „nie wiem”.

– Za jakiego pokroju osobę siebie uważam?

– Jak pokazuję się na zewnątrz, jak zachowuję się wobec innych?

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com