Twoja kompetentna rodzina. Nowe drogi wychowania  - Jesper Juul - ebook
Wydawca: MiND wydawnictwo Kategoria: Poradniki Język: polski

Twoja kompetentna rodzina. Nowe drogi wychowania ebook

Jesper Juul

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 146

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Twoja kompetentna rodzina. Nowe drogi wychowania - Jesper Juul

Co mówi o nas zachowanie naszych dzieci? Dlaczego dorośli muszą się stale rozwijać? Jak być dobrym przywódcą w rodzinie? Jakiego zainteresowania potrzebują dzieci? Co jest ważniejsze: posłuszeństwo czy samodzielność? Rodzina to miejsce, w którym wszyscy powinni czuć się dobrze. Niestety, to również miejsce, gdzie rodzą się konflikty i ścierają różne interesy. Jesper Juul, doświadczony pedagog i terapeuta rodzinny, dzieli się refleksjami na temat najczęstszych problemów rodziców i dzieci: agresji, niewłaściwej komunikacji, konfliktów przy stole, zachwiania życzliwych relacji, braku właściwego przywództwa dorosłych.

Opinie o ebooku Twoja kompetentna rodzina. Nowe drogi wychowania - Jesper Juul

Fragment ebooka Twoja kompetentna rodzina. Nowe drogi wychowania - Jesper Juul







Jesper Juul

Twoja kompetentna rodzina

Nowe drogi wychowania

MiND


Tytuł oryginału

DIE KOMPETENTE FAMILIE. NEUE WEGE IN DER ERZIEHUNG DAS FAMILY-LAB BUCH

 

Projekt graficzny 

PIOTR GIDLEWSKI

 

Przekład 

DARIUSZ SYSKA

 

Korekta 

HANNA RYCHLIK

 

Rysunki 

NELA I MIKOŁAJ

 

© 2007 by Kösel Verlag, a division of Verlagsgruppe Random Mouse GmbH, München, Germany 

© Copyright for the Polish translation and edition by Wydawnictwo MiND Dariusz Syska, 2011

 

www.wydawnictwomind.pl

 

ISBN 978-83-62445-08-0

Wydawnictwo MiND Dariusz Syska

ul. Sarnia 21, 05-807 Podkowa Leśna

tel./fax 22 729 02 82

www.wydawnictwomind.pl

mind@wydawnictwomind.pl

 

Konwersja: NetPress Digital Sp. z o.o.


WSPÓLNE ŻYCIE W RODZINIE

Mężczyzna i kobieta mogą żyć razem i tworzyć rodzinę na bardzo wiele sposobów i żaden ekspert nie jest w stanie powiedzieć, który z nich daje gwarancję sukcesu. Zbyt wiele różnych uwarunkowań wchodzi tu w grę. Nie da się zaplanować wspólnego życia z drugą osobą, tak samo jak życia po prostu. Można je tylko przeżyć.

Nie istnieje zatem matematyczna formuła szczęścia. Z drugiej strony, wiemy już niemało o tym, na co powinniśmy zwracać szczególną uwagę.

 

O atmosferze panującej w rodzinie decyduje jakość wspólnego życia dorosłych. Ono nadaje ton życiu w domu.

 

Powyższe zdanie może wydać się na pierwszy rzut oka mało przekonujące, zważywszy na to, jak choroba dziecka potrafi zaciążyć na atmosferze domowej, albo jak wyczerpujące bywa nocne wstawanie do płaczącego niemowlęcia czy pełne napięcia oczekiwanie na wieczorny powrót spóźniającej się nastolatki. Są to jednak w gruncie rzeczy tylko uczucia – co prawda uzasadnione – wywołane przez przemijające zdarzenia. To nie uczucia wyznaczają atmosferę w rodzinie, lecz sposób, w jaki dorośli potrafią wspólnie radzić sobie z uczuciami. Czy rozmawiam szczerze z partnerem o moich troskach? Czy moje emocje są traktowane poważnie przez pozostałych członków rodziny? Od tego wszystko zależy.

Jak radzimy sobie z konfliktami?

We wszystkich rodzinach rodzą się konflikty, których nie da się uniknąć ani rozwiązać na poczekaniu, i to niezależnie od tego, jak bardzo ludzie się kochają czy jak często ze sobą rozmawiają. Niektóre z nich są tak mocno zakorzenione w naszej indywidualnej egzystencji, że wybuchają wciąż na nowo i potrzeba dziesięciu czy dwudziestu lat, żeby sobie z nimi poradzić. Atmosfera w domu zależy w głównej mierze od tego, jak radzimy sobie właśnie z takimi konfliktami.

Większość ludzi bardzo boi się utraty partnera i z byle powodu od razu popada w panikę. Inni potrzebują nieco czasu do zastanowienia, zanim podejmą dialog. Jeszcze inni od razu biorą się do omawiania problemu i chcą znaleźć rozwiązanie jeszcze przed zachodem słońca. Niektórzy traktują konflikty jako element walki o władzę w domu i zawsze muszą postawić na swoim, inni zaś są elastyczni i od początku dążą do kompromisu. O szczęściu danej rodziny decyduje to, czy obie strony pojmują konieczność istnienia konfliktów i czy chcą wspólnie znaleźć metodę radzenia sobie z nimi. Jeśli ów sposób jest akceptowany przez oboje partnerów, to jest on właściwy, dzięki czemu rodzina może stać się dla dzieci miejscem bezpiecznym.

 

Dwie rzeczy są potrzebne do stworzenia dobrej atmosfery w rodzinie: miłość i chęć bycia ze sobą.

 

Nie wystarczy, że dwoje dorosłych się kocha – muszą jeszcze chcieć ze sobą być. Wszyscy przeżywamy czasami chwile czy godziny, albo nawet całe dnie, kiedy wolelibyśmy żyć sami: jest zbyt wiele kłótni, czujemy się pozostawieni samym sobie, życie wydaje się zbyt skomplikowane… Takie uczucia są całkiem normalne i dzieci nie powinny ponieść z ich powodu większej szkody, jeśli sobie z tymi uczuciami radzimy. Być uczciwym wobec siebie i otwarcie o nich mówić – to wszystko, co możemy i co powinniśmy robić.

Dzieci pragną harmonii. Nienawidzą, kiedy między rodzicami panuje dysharmonia, choć potrafią sobie z tym poradzić, jeśli czują, że rodzice naprawdę chcą ze sobą być. Nie ma zatem powodu, by zatajać przed nimi konflikty – poza tym i tak nie jest to możliwe. Dzieci często wyczuwają zbliżającą się kłótnię jeszcze zanim dorośli zdadzą sobie z tego sprawę. W sytuacjach konfliktowych nie należy szukać winnego, ale brać na siebie odpowiedzialność za swój wkład w nieporozumienia. W każdym konflikcie czy walce o władzę zawsze biorą przecież udział dwie osoby.

Często pochodzimy z zupełnie różnych rodzin i przynosimy zupełnie różne doświadczenia i marzenia. Nikt od razu nie opanowuje sztuki życia akurat z tą osobą, z którą chce założyć rodzinę. Nazywam to sztuką, ponieważ wchodzą tu w grę rzeczy, które są potrzebne również do stworzenia prawdziwego dzieła sztuki: intuicja, uczciwość, radość, krytyczna refleksja, a przede wszystkim praktyka, praktyka, praktyka. W chwilach powodzenia całe ciało i duszę ogarnia zaś uczucie spełnienia.

Wydaje się, że życie rodzinne byłoby prostsze, gdyby partnerzy byli do siebie bardziej podobni. Albo gdyby można było wysłać kogoś do serwisu i odebrać po jakimś czasie zreperowanego i bez wad. Niestety, to niemożliwe. To samo dotyczy dzieci: przychodzą na świat z indywidualnymi cechami i ich zachowanie zależy w dużej mierze od tego, jak dorośli podchodzą do ich indywidualności.

 

Życie z dziećmi w rodzinie nie polega na tym, co potocznie nazywamy wychowaniem. Decydująca jest jakość indywidualnego i wspólnego życia dorosłych. Życie dorosłych ma większy wpływ na dzieci niż jakiekolwiek świadome próby i metody wychowawcze.


ODPOWIEDZIALNOŚĆ CZY POSŁUSZEŃSTWO?

Jaki jest cel wychowania? Tytuł tego rozdziału wskazuje na zasadniczy wybór, przed którym stoimy. Dla dzieci, tak samo jak dla dorosłych, nie jest dobrze, jeśli rodzice próbują obrać kurs pośredni między odpowiedzialnością i posłuszeństwem.

Historycznie rzecz biorąc, posłuszeństwo było dla wielu pokoleń oczywistym celem wychowania. Społeczeństwo jako całość miało charakter autorytarny i to odbijało się także w życiu rodzin, funkcjonowaniu szkół i miejsc pracy. Zachowywać się społecznie znaczyło: nie sprzeciwiać się autorytetom. Można jednak powątpiewać w psychologiczne i egzystencjalne korzyści takiego nastawienia.

Potem społeczeństwa zachodnie zostały zalane falą antyautorytaryzmu i demokracji. Kobiety powstały przeciw dyskryminacji. Nasza wiedza na temat dzieci dosłownie eksplodowała, zmieniając fundamentalnie nasze poglądy. Przez wiele dziesięcioleci wychowanie autorytarne, ze swoimi sztywnymi zasadami, normami i karami, konkurowało z wychowaniem demokratycznym, dającym dziecku więcej wolności. W końcu wielu z nas odkryło, że ani jedno ani drugie nie jest do końca przekonujące.

Jeśli wierzyć wynikom badań, to najlepszym sposobem wychowania jest to, które nazywamy dzisiaj wychowaniem przez autorytet.

 

Najwięcej nadziei pokładamy w wychowaniu, w którym rodzice stanowią dla dziecka autorytet, ale nie są autorytatywni. W którym rodzice uznają swoją władzę i nie unikają wiodącej roli w rodzinie, ale dbają o integralność dzieci.

 

Wielkie pytanie brzmi: jak się to robi? Na szczęście, wiemy już sporo na ten temat i znamy rodziny z tego rodzaju doświadczeniami.

Jednak faktem jest, że tego typu wychowanie pozostaje wciąż czymś nowym. Dopiero pokolenie, które nie dalej jak dziesięć lat temu zostało rodzicami, dzisiaj pierwsze próbuje w ten sposób wychowywać swoje dzieci. Nie jest to łatwe: nie wystarczy unikać błędów popełnianych przez własnych rodziców i wyszukać sobie jakiegoś guru wśród ekspertów i autorów.

Dzieci są bardzo różne – tak, jak rodzice. To, co sprawdza się w jednej rodzinie, w innej może być całkowitą pomyłką. Nawet często używane pojęcia: granice, troska, reguły, poświęcanie uwagi itd., są różnie rozumiane przez różnych ludzi, którzy podchodzą do nich z perspektywy własnych poglądów i doświadczeń. To nieuniknione – i bardzo dobrze! W przeciwnym razie mielibyśmy uniformizację roli rodzica.

Odkryć własne wartości

W kwestii wychowania dzieci poszukiwanie jedynie słusznej metody nie jest dobrym pomysłem. Dobrym pomysłem jest natomiast zastanowienie się nad wyznawanymi przez siebie wartościami.

  • W co wierzę?
  • Co uznaję za najważniejsze ludzkie potrzeby?
  • Które wartości przekazane przez moich rodziców sprawdziły się, a które należy wyrzucić za burtę?

Dzieci są zawsze skłonne do współdziałania z rodzicami i chcą sprawiać im radość. Jeśli tak się nie dzieje, może wynikać to z kilku przyczyn.

  • Rodzice stracili umiejętność odczuwania radości i całą swoją energię kierują na „problemy”.
  • Dzieci nie mogą jeszcze bardziej starać się współdziałać bez istotnej szkody dla siebie.
  • Rodzice nie poświęcili dzieciom dość czasu, by mogły dowiedzieć się i nauczyć, czego rodzice naprawdę od nich chcą.
  • Dorośli nieświadomie rzucają dzieciom kłody pod nogi.

Oczywiście, chcielibyśmy, żeby dzieci trzymały się tego, co im mówimy – ale czy rzeczywiście bylibyśmy zadowoleni z bezwzględnego posłuszeństwa? Czy naprawdę chcemy, żeby robiły coś tylko dlatego, że im to nakazujemy? Czy chcemy, żeby potem w swoim życiu bezwolnie ulegały każdemu autorytetowi?

Czy nie jest tak, że raczej życzylibyśmy sobie, by bardziej polegały na własnym zdaniu, rozwinęły indywidualny krytycyzm, brały odpowiedzialność za swoje decyzje i nie pozwalały się ani stłamsić, ani zwieść, ani zmanipulować?

Przez długi czas rodzice myśleli, że można mieć wszystkie te rzeczy naraz: uległe dziecko w domu i samodzielne poza domem. Ale w tym jest sprzeczność. Dzieci nie są w stanie wypełnić obu tych wymogów równocześnie, nawet gdyby bardzo chciały.

Kiedy dzieci i nastolatki przez dłuższy czas zachowują się w sposób, który nie tylko nie zgadza się z życzeniami rodziców, ale również szkodzi samym dzieciom, jest to oznaką, że w rodzinie dzieje się coś niepokojącego, co przeszkadza im w naturalnym współdziałaniu. Rodzice obierają wtedy, często nieświadomie, fałszywą drogę, którą muszą skorygować, jeśli chcą, żeby dziecko na nowo odzyskało samodzielność.

 

Najpierw trzeba poznać własne dzieci i siebie samych jako rodziców. Wychowanie jest uczeniem się przez praktykę (learning by doing) i szukaniem własnej drogi. Dzieci nie potrzebują doskonałych rodziców, ale autentycznych ludzi z krwi i kości, którzy może nie wiedzą wszystkiego, ale za to są stale gotowi, żeby się rozwijać.


GRANICE

Granice wyznaczane dzieciom przez rodziców funkcjonowały kiedyś jak policyjne nakazy i zakazy. Były to przepisy określające zachowanie we własnych czterech ścianach i zachowanie poza domem, które często różniły się od reguł obowiązujących dorosłych.

Nigdy nie było łatwo wyznaczać dzieciom granic, ale był czas, kiedy panowała w tym względzie większa jednomyślność. Nigdy też nie było łatwo skłonić dzieci do ich przestrzegania. Stale odwoływano się do napomnień, kar czy zachęt – które odnosiły taki skutek, że dzieci albo akceptowały granice, albo uczyły się je omijać i prowadzić podwójną grę. System ten mógł funkcjonować tylko dzięki temu, że dorośli stosowali przemoc.

Z różnych powodów większość rodziców nie próbowała kwestionować tego systemu ani zmienić swojego postępowania. Nie pytali, czy granice same w sobie albo sposób ich egzekwowania nie są czymś wątpliwym. Wszyscy byli zgodni co do tego, że jeśli coś nie funkcjonuje w tym systemie, to winne są dzieci – i zarówno doświadczeni rodzice, jak i eksperci zalecali wtedy dodatkowe zacieśnienie granic. „Muszą wszak istnieć jakieś granice” – mówili dorośli, kiwając z dezaprobatą głowami nad zachowaniem młodzieży, choć sami udzielali sobie nawzajem dyspensy od ich przestrzegania.

Dzisiaj minął już czas policyjnych nakazów i zakazów dla dzieci, a rodzice stracili prawo do stosowania przemocy. Jednak nie wszystkim ułatwiło to życie. W wielu rodzinach pojawiły się problemy, często wymagające fachowej pomocy psychologicznej.

Czym są granice?

Granice pokazują to, czego chcemy i czego nie chcemy, co lubimy i czego nie lubimy, w co możemy się zaangażować, a co odrzucamy, co dla siebie i bliskich uważamy za dobre, a co uważamy za złe. Są to te normy i reguły, do których jesteśmy tak przekonani, że sądzimy, iż powinny obowiązywać wszystkich.

Niektóre granice dają się wyrazić poprzez praktyczne reguły. Robimy to, ustalając na przykład: czy dzieci mają zdejmować buty, wchodząc do domu, czy nie; czy jemy posiłki wspólnie całą rodziną, czy tak jak każdy chce; czy ścielimy łóżka przed wyjściem z domu; czy dzieciom wolno oglądać telewizję tyle, ile chcą, czy też jakoś im to ograniczamy; czy mogą wchodzić do sypialni rodziców bez większych ceregieli, czy też powinny najpierw zapukać?

Inne granice mają bardziej osobisty charakter, na przykład: czy nie robi wam różnicy, gdy dzieci używają was jako ścianki wspinaczkowej, kiedy tylko chcą; czy przeszkadza wam, jeśli korzystają z łazienki w czasie, gdy siedzicie na sedesie, czy też wolelibyście być wtedy sami; denerwuje was, kiedy przeklinają, czy nie; lubicie, kiedy dzień zaczyna się spokojnie, czy też nie przeszkadza wam hałas w domu od samego rana?

Inne granice z kolei odpowiadają pewnym ogólniejszym zasadom i mogą dotyczyć na przykład pory kładzenia się spać, dopuszczania dzieci do rozmów dorosłych, praktykowania religii czy wykonywania obowiązków domowych.

Jakie są wasze granice?

Każdy z nas powinien mieć jasność, gdzie leżą jego granice i, jeśli to możliwe, dlaczego akurat tam.

Mój osobisty przykład: kiedy trzydzieści lat temu zostałem ojcem, uważałem, że najlepiej dla naszego syna będzie, jeśli od początku nauczy się zasypiać w swoim pokoju. Jego matka była tego samego zdania. Sądzę, że moje przekonanie miało trzy przyczyny: po pierwsze, sam bardzo późno dostałem swój pokój i synowi chciałem zapewnić ten luksus od razu. Po drugie, zależało mi na tym, żeby nasza sypialnia pozostała terytorium dorosłych. A po trzecie, czytałem książki na temat wychowania, które przekonywały, że moje podejście jest słuszne. (Później wrócę do tego przykładu i opowiem, jak to się skończyło).

Większość ludzi nie ma trudności ze stosowaniem granic, które wcześniej gruntownie przemyśleli. Są jednak sytuacje, kiedy uświadamiamy sobie ich istnienie dopiero wtedy, gdy zostaną naruszone przez dzieci lub dorosłych. Warto przemyśleć te pierwsze i te drugie granice. Należy rozmawiać z partnerem lub z dziećmi, jeśli są one już dostatecznie duże, żeby ustalić, których granic możemy bronić z czystym sumieniem.

Sama rozmowa i refleksja nie zawsze wystarczą. Z reguły do ustalenia granic potrzebny jest też jakiś konflikt. Często dopiero w konkretnej sytuacji możemy odkryć, że mamy z naszym partnerem różne poglądy na określone granice, albo nabieramy wątpliwości co do własnego stanowiska.

Trzeba być cały czas świadomym, że granice nie są prawdą objawioną. Możemy mieć dla nich dobre uzasadnienie, ale gdy uważamy je za jedynie słuszne, skutkiem mogą być poważne konflikty w rodzinie.

Wyznaczanie granic

Dwadzieścia pięć czy trzydzieści lat temu wyznaczanie granic było dużo prostsze niż dzisiaj. Wynikało to przede wszystkim z jednomyślności względem granic i zgodności między wychowaniem w rodzinie, przedszkolu i szkole. Dorośli mieli dużo więcej przekonania niż dzisiaj co do tego, jakie wychowanie jest „słuszne”, a jakie nie. Jeśli nachodziły ich wątpliwości, mogli popytać rodzinę i przyjaciół i z reguły otrzymywali jednakową odpowiedź. Zawsze mogli liczyć na szerokie wsparcie otoczenia. Większość dorosłych była święcie przekonana, że dzieci powinny nauczyć się podporządkowywania dorosłym i posłuszeństwa – w razie konieczności nawet przy użyciu kar i przemocy. Istniały co prawda różnice w sprawie celów i metod wychowawczych pomiędzy różnymi warstwami społecznymi, ale w obrębie każdej z nich panowała jednomyślność.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Znacznie wzbogaciła się nasza wiedza o dzieciach i ich rozwoju. W Encyklopedii matki (Buch der Mutter) z 1925 roku zdecydowanie odradzano rodzicom wspólne spożywanie z dziećmi obiadu przy stole. Potem przyszły dziesięciolecia, kiedy wspólne jedzenie uznawano za coś szczególnie ważnego i wartościowego, a dziś zbliżamy się do sytuacji, kiedy to rodzice sami decydują, czy wolą wspólne posiłki, czy też każdy członek rodziny samodzielnie troszczy się o jedzenie.

Jak rodzice mają to rozstrzygać? Na czym się oprzeć? Czy należy brać pod uwagę względy psychologiczne i zdrowotne? Czy też powinien przeważać praktyczny punkt widzenia i wzgląd na godziny pracy lub sposób korzystania z czasu wolnego? Czy chodzi o to, co rodzice uważają za przyjemniejsze rozwiązanie? Jaką rolę grają ich własne wspomnienia z dzieciństwa: czy zapamiętali uczucie pogodnego rozluźnienia przy posiłkach czy raczej wspomnienie nieprzyjemnej ciszy? Czy znajdują radość w przygotowywaniu pięknych posiłków, czy raczej uczynili domowy ołtarz z mikrofalówki? I niezależnie od tego, jaka jest nasza decyzja, można zadać pytanie: czy ma ona służyć osiągnięciu, czy raczej uniknięciu czegoś? Czy marzenia, czy raczej koszmary kształtują reguły życia w naszej rodzinie i nasze granice?

Tak czy siak, nieograniczona wszechwładza rodziców nad dziećmi należy w naszej kulturze już niemal zupełnie do przeszłości – i z tego możemy się tylko cieszyć. Konsekwencją tego jest jednak konieczność znalezienia nowego sposobu na budowanie wspólnoty ze swoimi dziećmi. Bowiem twierdzenie, że dzieci najlepiej dorastają w rodzinach, w których panują pewne granice, nadal pozostaje prawdziwe. Tylko że te granice nie są już regułami z doczepionymi zakazami i karami, które wypowiadali dawni rodzice, typu: „Musisz!” i „Nie wolno!”.

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że istnieją teraz dwa typy rodziców: pierwsi próbują trwać przy starym wychowaniu autorytarnym, a drudzy je odrzucają, ale mają kłopot z zastąpieniem go czymś nowym i lepszym.

Ci pierwsi często postrzegają dzieci jako buntownicze i pozbawione szacunku, natomiast drudzy doprowadzają do tego, że przejmują one dowodzenie w rodzinie. Oba zjawiska mają równie fatalne skutki.

Najistotniejsza różnica w stosunku do przeszłości polega na tym, że granice nie przypominają dziś podłączonego do prądu ogrodzenia otaczającego dziecko, ale wyrażają osobistą wolę rodziców. Zamiast pytać: „Co wolno dziecku?”, musimy zadać sobie teraz pytanie: „Na czym mi zależy – i jakie ma to konsekwencje dla mojego dziecka?”. Nie istnieje już społeczny konsens, który mówi nam, co jest właściwe, dopuszczalne i dobre dla dziecka, a co nie. O to wszystko musimy teraz pytać się sami, choć dla niektórych będzie to nowe i niezwykłe zadanie. Innymi słowy, nieodzowne jest teraz, abyśmy odkryli, kim jesteśmy my – i kim są nasze dzieci – a to wymaga czasu.

Często słyszy się, że dzieci „sprawdzają” swoje granice, a wielu pedagogów i rodziców uważa, że powinno się im wyznaczać więcej granic i w ogóle być surowszym i bardziej konsekwentnym w wychowaniu. Moje doświadczenie uczy, że lepiej darować sobie tego typu „diagnozy”, a zamiast tego zastanowić się, z czego wynika zachowanie dzieci.

 

Dzieci, które rzekomo „sprawdzają” swoje granice, próbują w ten sposób po znać prawdziwą osobowość swoich rodziców. Chcą dowiedzieć się, kim w istocie są rodzice i na czym im zależy.

 

Dzieci wypróbowują swoje granice – co oczywiście nie ułatwia obcowania z nimi – gdy rodzice nie potrafią sami zdefiniować siebie i swoich oczekiwań: gdy tylko odgrywają rolę rodzica, czyli starają się sprostać jakiemuś wzorcowi, który uważają za właściwy.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com