Trzy siostry  - Antoni Czechow - ebook
Wydawca: Literatura Net Pl Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Trzy siostry - Antoni Czechow

Jedna z najbardziej znanych sztuk Czechowa, której akcja osadzona jest w środowisku drobnomieszczańskim.

Tytułowe Trzy siostry to panny Olga i Irina oraz zamężna Masza, żona nauczyciela Fiodora Kułygina. Głównym wątkiem opowieści, a także marzeniem sióstr jest powrót do Moskwy, w którym upatrują odmiany losu, uczynienia życia ciekawszym i lepszym. Marzenie to jednak staje się coraz bardziej mgliste i ma coraz mniejszą szansę na realizację. W tej scenerii rozgrywa się dramat ich życia – niespełnionego, przegranego, pogrążonego w prowincjonalnej monotonii.

Sztukę Czechowa można również obejrzeć na scenach wielu teatrów w Polsce i na świecie.

Opinie o ebooku Trzy siostry - Antoni Czechow

Fragment ebooka Trzy siostry - Antoni Czechow






Antoni Czechow

Trzy siostry

dramat w czterech aktach

Literatura.net.pl


Konwersja: Nexto Digital Services








Osoby:


Andrzej Prozorow

Natasza – jego narzeczona, później żona

Olga

Masza - jego siostry

Irina

Fiodor Kułygin – nauczyciel gimnazjalny, mąż Maszy Aleksander Wierszynin – podpułkownik, dowódca baterii Mikołaj Tuzenbach

– baron, porucznik Wasilij Solony – sztabskapitan Iwan Czebutykin

– lekarz wojskowy Aleksy Fiedotik – podporucznik Włodzimierz Rode – podporucznik

Fierapont – stary stróż z zarządu ziemstwa

Anfisa – niańka, osiemdziesięcioletnia staruszka Rzecz dzieje się w mieście gubernialnym








Akt pierwszy



W domu Prozorowów; salon z kolumnami, za którymi widać dużą salę jadalną; południe; na dworze słonecznie, wesoło; w sali nakrywają stół do śniadania; Olga

w granatowym uniformie nauczycielki żeńskiego gimnazjum cały czas poprawia zeszyty uczennic – chodząc po pokoju i na stojąco; Masza

w czarnej sukni, z kapeluszem na kolanach siedzi i czyta książkę; Irina

w białej sukni stoi zamyślona.


Olga

Ojciec zmarł dokładnie rok temu, właśnie piątego maja, w dniu twoich imienin, Irino. Było bardzo zimno, śnieg padał wtedy. Zdawało mi się, że nie przeżyję tego, tyś leżała bez przytomności, jak umarła. Ale minął rok i wspominamy o tym spokojnie, ty już jesteś w białej sukni, twarz ci promienieje. (zegar bije dwunastą) I wtedy też bił zegar. (pauza) Pamiętam, kiedy ojca nieśli, grała orkiestra, potem te salwy na cmentarzu. Ojciec był generałem, dowódcą brygady, a jednak ludzi przyszło niewiele. Co prawda, deszcz wtedy padał. Deszcz i śnieg.


Irina

Po co wspominać!


(w sali za kolumnami, koło stołu, ukazują się: baron Tuzenbach, Czebutykin

i Solony)


Olga

Ciepło dziś, można siedzieć przy otwartych oknach, a brzozy jeszcze się nie zazieleniły. Ojciec został dowódcą brygady i wyjechaliśmy wszyscy z Moskwy jedenaście lat temu, ale doskonale pamiętam, że o tej porze, na początku maja, w Moskwie już ciepło, wszystko kwitnie, tonie w słońcu. Jedenaście lat minęło, a pamiętam wszystko, jakbym wyjechała dopiero wczoraj. Mój Boże! Dziś obudziłam się rano, zobaczyłam tyle światła, zobaczyłam wiosnę i serce aż drgnęło z radości i nie wiem, co bym dała, żeby wrócić do rodzinnego miasta.


Czebutykin

Figa z makiem!


Tuzenbach

Co za brednie!


(Masza

zamyślona nad książką cicho gwiżdże piosenkę)


Olga

Maszo, nie gwiżdż. Jak można! (pauza) Przez to, że co dzień jestem w szkole, a potem aż do wieczora daję lekcje, mam ciągłe bóle głowy i nachodzą mnie takie myśli, jakbym już była stara. Bo rzeczywiście, od czterech lat, od chwili, gdy zostałam nauczycielką, po prostu czuję, jak młodość i siły gasną we mnie stopniowo, dzień po dniu. A rośnie i krzepnie tylko marzenie...


Irina

Żeby już wrócić do Moskwy! Sprzedać dom, wszystko zlikwidować i do Moskwy...


Olga

Tak! Czym prędzej do Moskwy.


(Czebutykin

i Tuzenbach

śmieją się)


Irina

Brat pewnie zostanie profesorem uniwersytetu, więc i tak nie będzie tu mieszkał. Najgorzej z tą biedną Maszą.


Olga

Masza

co rok będzie przyjeżdżała do Moskwy na całe lato.


(Masza

cicho gwiżdże piosenkę)


Irina

Bóg da, że wszystko się ułoży. (patrząc przez okno) Śliczna

dziś pogoda. Nie wiem, dlaczego tak mi lekko na sercu! Rano pomyślałam, że to moje imieniny i nagle poczułam się szczęśliwa, przypomniało mi się dzieciństwo, kiedy jeszcze żyła mama. I jakie cudne myśli mnie kołysały, jakie myśli!


Olga

Dzisiaj jesteś taka promienna, wyglądasz cudownie. I Masza

też jest piękna. Andrzej byłby przystojny, ale bardzo się roztył, nie do twarzy mu z tym. A ja zestarzałam się, schudłam, chyba dlatego, że gniewam się w szkole na uczennice. Dziś na przykład jestem wolna – siedzę w domu – i już mnie głowa nie boli i czuję się młodsza niż wczoraj. Mam dwadzieścia osiem lat dopiero... Wszystko pięknie, wola boska, ale mnie się wydaje, że gdybym wyszła za mąż i mogła cały dzień siedzieć w domu, byłoby mi lepiej. (pauza) Kochałabym męża,


Tuzenbach

(do Solonego)

Mówi pan takie brednie, że przykro słuchać. (wchodząc do salonu) Aha, byłbym zapomniał. Dziś złoży państwu wizytę nasz nowy dowódca baterii, Wierszynin (siada przy pianinie)


Olga

A! Bardzo się cieszę.


Irina

Czy stary?


Tuzenbach

Raczej nie. Czterdzieści, czterdzieści pięć najwyżej, (cicho gra) Wygląda na porządnego chłopa. Niegłupi – to pewne. Tylko za dużo mówi.



Irina

To ciekawy człowiek?


Tuzenbach

Tak, dosyć, ale ma żonę, teściową i dwie córeczki. W dodatku drugi raz żonaty. Składa wizyty i wszędzie opowiada, że ma żonę i dwie córeczki. Paniom też opowie. Żona jakby niespełna rozumu, z długim dziewczęcym warkoczem, mówi bardzo górnolotnie, jakaś filozofka, często próbuje popełnić samobójstwo, chyba po to, żeby dogryźć mężowi. Ja bym dawno uciekł od takiej, a on to znosi, chociaż narzeka.


Solony (wchodząc z Czebutykinem)

Jedną ręką udźwignę tylko półtora puda, a dwiema pięć, nawet sześć. Z tego wynika, że dwaj ludzie są silniejsi od jednego nie dwukrotnie, ale trzykrotnie, a może i więcej...


Czebutykin

(idąc czyta gazetę)

Przy wypadaniu włosów... dwa gramy naftaliny na pół butelki spirytusu... rozpuścić i używać co dzień... (zapisuje w notesie) Zanotujmy. (do Solonego) Więc mówię panu, buteleczkę zatykamy koreczkiem, a przez koreczek przechodzi szklana rurka... Potem bierze pan szczyptę zwykłego, najzwyklejszego ałunu...


Irina

Panie doktorze, kochany panie doktorze!


Czebutykin

Co, moja malutka, moja pociecho?


Irina

Niech pan powie, dlaczego jestem dziś taka szczęśliwa? Jakbym płynęła pod żaglami, nade mną ogromne błękitne niebo, fruwają wielkie białe ptaki. Dlaczego to tak? Dlaczego?


Czebutykin

(całując obie jej ręce, z czułością) Ptaku mój biały...


Irina

Kiedy się dziś obudziłam, wstałam i umyłam się, zaczęło mi się zdawać, że rozumiem wszystko, co się dzieje na świecie, i że wiem, jak trzeba żyć. Kochany panie doktorze, ja wiem wszystko. Człowiek, kimkolwiek by był, powinien pracować, pracować w pocie czoła, bo w tym, tylko w tym zawiera się cały sens i cel jego życia, wszystkie jego radości. Jak to dobrze być robotnikiem, który wstaje o świcie i tłucze kamienie na szosie, albo pastuchem, albo nauczycielem, który uczy dzieci, albo maszynistą na kolei... Boże, być nawet me człowiekiem, ale choćby wołem roboczym, zwyczajnym koniem, czymkolwiek, aby tylko pracować – wszystko to lepsze niż życie młodej kobiety, która budzi się o dwunastej w południe, potem pije kawę w łóżku, potem ubiera się przez dwie godziny... Ach, jakie to okropne! Czasami w upalny dzień tak się chce pić, jak mnie teraz chce się pracować. I jeżeli nie będę wstawała wcześnie i nie wezmę się do pracy, to niech pan przestanie się ze mną przyjaźnić, panie doktorze.


Czebutykin



(tkliwie) Przestanę, przestanę...


Olga

Ojciec przyzwyczaił nas do wstawania o siódmej rano. Więc Irina

budzi się o siódmej i przynajmniej do dziewiątej leży i rozmyśla. A twarz ma taką poważną! (śmieje się)


Irina

Ciągle mnie uważasz za małą dziewczynkę, więc dziwi cię, że mam twarz poważną. Skończyłam dwadzieścia lat.


Tuzenbach

Tęsknota za pracą, o Boże, doskonale to rozumiem! Jeszcze nigdy w życiu nie pracowałem. Urodziłem się w Petersburgu, zimnym i próżnującym, w rodzinie, która nie miała pojęcia o pracy, o żadnych troskach. Pamiętam, kiedy przyjeżdżałem do domu ze szkoły kadetów, lokaj ściągał mi buty, ja kaprysiłem, a moja matka patrzyła na mnie z uwielbieniem i dziwiła się, jeżeli ktokolwiek patrzył inaczej. Chroniono mnie przed pracą. Ale wątpię, żeby udało się uchronić, bardzo wątpię. Zbliża się czas, nadciąga coś wielkiego, zanosi się na ogromną, wspaniałą burzę, która już idzie, jest blisko i wkrótce wymiecie z naszego społeczeństwa lenistwo, obojętność, niechęć do pracy, zgniłą nudę. Zacznę więc pracować, a za jakieś dwadzieścia pięć lat będzie pracował każdy człowiek. Każdy!


Czebutykin

A ja nie będę.


Tuzenbach

Pan się nie liczy.


Solony

Za dwadzieścia pięć lat pana, dzięki Bogu, już nie będzie na świecie. Za parę lat szlag pana trafialbo może ja tak się wścieknę, że wpakuję panu kulę w łeb, mój aniele, (wyciąga z kieszeni flakon perfum i opryskuje sobie pierś i ręce)


Czebutykin

(śmieje się)

A ja rzeczywiście całe życie nic nie robiłem. Jakem skończył uniwersytet, to już nie kiwnąłem palcem w bucie, nawet nie przeczytałem żadnej książki, czytam tylko gazety... (wyciąga z kieszeni drugą gazetę) Proszę... Z gazet wiem, że był, dajmy na to, jakiś tam Dobrolubow, a co pisał – nie mam pojęcia... diabli go wiedzą... (słychać stukanie w podłogę) A właśnie... Wołają mnie, ktoś do mnie przyszedł. Zaraz wrócę... poczekajcie... (szybko wychodzi, rozczesując brodę)


Irina

On chyba coś knuje.


Tuzenbach

Tak. Wyszedł z uroczystą miną, pewnie zaraz przyniesie pani jakiś prezent.


Irina

Jak mi przykro!



Olga

Tak, to okropne. On zawsze robi głupstwa.


Masza

„Jest nad zatoką dąb zielony, na dębie złoty łańcuch lśni... Na dębie złoty łańcuch lśni..." (wstaje i cicho nuci!)


Olga

Coś ty taka niewesoła dzisiaj, Maszo? (Masza

nucąc wkłada kapelusz)


Olga

Dokąd?


Masza

Do domu.


Irina

To dziwne...


Tuzenbach


Przecież to imieniny!


Masza

Co za różnica?... Przyjdę wieczorem. Do widzenia, moja najmilsza... (całuje Irinę) Życzę ci jeszcze raz, żebyś była zdrowa, szczęśliwa. Dawniej, kiedy żył ojciec, do nas na imieniny zawsze przychodziło ze czterdziestu oficerów, gwarno było w domu, a dziś tylko półtorej osoby i cicho jak na pustyni... Już pójdę... Chandra mnie gryzie od rana, tak mi smutno, ale nie zwracaj na to uwagi... (smiejąc się przez łzy) Później pogadamy, a tymczasem do widzenia, moja droga, pójdę sobie.


Irina

(niezadowolona) Jakaś ty, doprawdy...


Olga

(ze łzami) Ja cię rozumiem, Maszo.


Solony

Jeżeli filozofuje mężczyzna, to z tego, owszem, wychodzi filozofistyka czy tam sofistyka, ale jeżeli kobieta albo dwie kobiety, to wyjdzie tylko wiercenie dziury w brzuchu.


Masza

Co pan chce przez to powiedzieć, okropnie groźny człowieku?


Solony

Nic! „Zipnąć nie zdążył nawet, a już z misiem na karku miał sprawę", (pauza)


Masza

(do Olgi ze ziością) Nie becz!



(wchodzą: Anfisa

i Fierapont

z tortem)


Anfisa

Tutaj, tutaj, ojcze. Wejdź, nogi masz czyste, (do Iriny) Z ziemstwa od Protopopowa... kołacz.


Irina

Dziękuję. I jemu też podziękuj. (bierze tort)


Fierapont

Czego?


Irina

(głośniej)

Podziękuj!


Olga

Nianiu, daj mu pieroga. Idź, Fieraponcie, zaraz ci dadzą imieninowego pieroga.


Fierapont

Czego?


Anfisa

Chodźmy, Fieraponcie Spiridonowiczu. Chodźmy, (wychodzi z Fierapontem)


Masza

Nie lubię tego Protopopowa. Nie należy go zapraszać.


Irina

Wcale go nie zapraszałam.


Masza

I dobrze.


(wchodzi Czebutykin, za nim żołnierz ze srebrnym samowarem; szmer zdziwienia i niezadowolenia)


Olga

(zasłaniając twarz rękami) Samowar! To straszne! (idzie do stołu w sali jadalnej)


Irina

Kochany panie doktorze, co pan wyrabia!


Tuzenbach

(śmieje się) Mówiłem pani.


Masza

Doktorze, jak panu nie wstyd?


Czebutykin

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com