Trudna miłość  - Jennifer Taylor - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Trudna miłość - Jennifer Taylor

Rose Tremayne została matką w bardzo młodym wieku. Okoliczności zmusiły ją do oddania dziecka do adopcji. Jej syn Daniel trafił do domu lekarza Owena Gallaghera. Po śmierci przyrodniej matki Daniel szuka kontaktu z Rose, która jest obecnie pielęgniarką. Owen nie chce, by cokolwiek zakłóciło spokój ich domu, więc jest przeciwny spotkaniu Daniela z biologiczną matką. Nie może jednak temu zapobiec. Wcześniej sam poznaje Rose i widzi w niej tylko wroga. Na domiar złego podejmuje ona pracę w jego szpitalu...

Opinie o ebooku Trudna miłość - Jennifer Taylor

Fragment ebooka Trudna miłość - Jennifer Taylor







Jennifer Taylor

Trudna miłość

Tłumaczyła Katarzyna Ciążyńska

Harlequin


Droga Czytelniczko!


Oto nasza czerwcowa oferta:


Misja w górach (Medical Duo) – Dopiero podczas dramatycznych wydarzeń na wyspie Richard zaczyna rozumieć, jakbardzo kocha Holly;

Lekarz do wzięcia (Medical Duo) – Hamish bardzo długo musiał namawiać Kate, by wyjechała z nim do Szkocji;

Trudna miłość (Medical) – Owen obawia się, że biologiczna matka jego adoptowanego syna wprowadzi zamęt nie tylko w życie chłopca, lecz i w jego własne...

Rozsądna narzeczona (Medical) – Deirdre widziała w Shayu

wspaniałego mężczyznę, on zaś uważa, że ma same wady. Jakgo przekonać, że jest inaczej?


Zapraszam do lektury








Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.



Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


Tytuł oryginału: The Consultant’s Adopted Son

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2006

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka






© 2006 by Jennifer Taylor

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znakfirmowy Wydawnictwa Harlequin i znakserii Harlequin Medical są zastrzeżone.


Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: COMPTEXT® , Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona


ISBN 978-83-238-3817-3

Indeks 325260


MEDICAL – 385

Konwersja: Nexto Digital Services


ROZDZIAŁ PIERWSZY




Wiedział, że to ona, gdy tylko stanęła w drzwiach. Rozpoznał ją, choć nigdy dotąd jej nie spotkał. Jej włosy miały ten sam miodowozłoty odcień co włosy Daniela. Wszedłszy do baru, przekrzywiła głowę i rozglądała się identycznie, jakrobił to jej syn.

Owen Gallagher zacisnął dłoń na szklance. Przygotowywał się do tego spotkania, ale widząc podobieństwo między tą kobietą a Danielem zrozumiał, w jak niebezpiecznej sytuacji się znalazł. Jeśli nie zachowa rozwagi, straci syna. Ta myśl była nie do zniesienia. Kochał Daniela ponad wszystko i nie pozwoli, żeby ktoś mu go odebrał.

Nagle do pubu weszła spora grupa ludzi i Owen stracił kobietę z oczu. Przeklął pod nosem i wstał, usiłując odnaleźć ją wzrokiem. Powinien był do niej podejść, gdy tylko ją zobaczył, zamiast siedzieć i martwić się, co go czeka. Zwykle się nie wahał. W pracy nie mógł sobie na to pozwolić, bo często decydował o ludzkim życiu. Ufał swojemu instynktowi, a jednak teraz bał się mu zawierzyć. Ta sytuacja dotyczyła go zbyt osobiście i nie powinien liczyć na to, że sam instynkt poprowadzi go właściwą drogą. Musi kierować się rozumem, nie sercem, gdyż przyszłość Daniela zależy od jego decyzji.

Tłum nagle rozpierzchł się po kątach, a Owen odetchnął z ulgą, widząc, że kobieta podchodzi do baru. Wstał i po paru sekundach znalazł się obok niej. Była wyższa i szczuplejsza, niż sobie wyobrażał. Miała na sobie czarny garnitur z białą bluzką i czarne pantofle na niskim obcasie. Ubranie było dosyć kiepskiej marki. Żakiet był za luźny w talii, a rękawy za długie.

Widział teraz jej twarz z profilu. Serce mu zamarło, kiedy śledził wzrokiem łuk jej brwi, prostą linię nosa i pełne wargi. Z profilu jeszcze bardziej przypominała Daniela. Owen nie był tchórzem, a jednakz trudem zapanował nad paniką, która go ogarniała. Ta kobieta może zburzyć spokój Daniela...

Błądził spojrzeniem po jej opadających na ramiona włosach, gęstych i prostych, które połyskiwały w świetle lampy nad barem. Kiedy pochyliła głowę, by wyjąć z torebki portmonetkę, miał ochotę ich dotknąć, sprawdzić, czy są takie zimne i gładkie, na jakie wyglądają.

Opuścił rękę i wciągnął nerwowo powietrze. To bez znaczenia, jakie są jej włosy w dotyku. Ważne, że są takie same jak włosy Daniela. Im szybciej to zaakceptuje, tym łatwiej o nich zapomni. Jeśli będzie skupiał uwagę na podobieństwie między matką i synem, emocje nie pozwolą mu działać logicznie. Nie wiedział o niej nic poza tym, że stanowiła zagrożenie. Wtem kobieta się odwróciła. Owen przeraził się, kiedy ich oczy się spotkały. Jeszcze nie był gotowy na rozmowę.

– Przepraszam...

Miała zachrypnięty głos. Przeszły go ciarki, kiedy usłyszał go po raz pierwszy. Do tej pory porozumiewali się listownie. On wysłał jej krótki list, proponując spotkanie, a ona odpisała jeszcze zwięźlej, wyrażając zgodę. Nie zastanawiał się nad brzmieniem jej głosu, więc teraz z przerażeniem stwierdził, że ten głos wydał mu się bardzo seksowny.

Odsunął się, by mogła przejść, a kiedy mu podziękowała, czuł już gęsią skórkę na całym ciele. Raptem zabrakło mu powietrza. Pospieszył do wyjścia. Miał jedno pragnienie – uciec od sytuacji, która okazała się o wiele bardziej stresująca, niż się spodziewał. Dotknął klamki i uświadomił sobie, że nie może uciec. Najpierw musi jej coś wytłumaczyć. Nabrał powietrza w płuca i zawrócił. Nigdy takbardzo jakw tej chwili nie potrzebował spokoju ducha.


Rose znalazła wolny stoliki usiadła. Postawiła kieliszek na tekturowej podkładce. Nie miała ochoty na drinka, zamówiła go, ponieważ tego do niej oczekiwano. Kiedy człowiekwchodzi do pubu, zamawia drinka. Taki tu porządek, w przeciwieństwie do jej życia, które z wolna zamieniało się w koszmar. Przeszył ją strach, wzięła do ręki kieliszek i upiła łyk wina z nadzieją, że ją uspokoi. Od chwili, gdy wyraziła zgodę na to spotkanie, denerwowała się coraz bardziej.

Nie miała pojęcia, czego chce od niej Owen Gallagher, poza tym, że miało to coś wspólnego z Danielem, którego osiemnaście lat temu oddała do adopcji. Od tamtej pory nie było dnia, by o nim nie myślała. Czegóż takiego chce dowiedzieć się od niej Owen Gallagher? Czy nie zapomniała o swoim dziecku? Taką miała nadzieję, ponieważ wtedy nie byłoby problemu z odpowiedzią. Nigdy nie przestała myśleć o Danielu, nigdy nie przestała żałować tego, że okoliczności zmusiły ją do rozstania z synem. Żałowała, chociaz Żbyła przekonana, że postąpiła słusznie.

Rose odstawiła kieliszek drżącą ręką. Do tej pory nie dopuszczała do siebie myśli, że Daniel może być chory i dlatego Gallagher ją odszukał. Cały czas znajdowała w prasie historie o matkach, które po latach łączyły się z dziećmi z powodu ich choroby. Nie zniosłaby, gdyby jej syn był nieuleczalnie chory...

Poderwała się od stolika, bo nie była w stanie usiedzieć spokojnie, dręczona podobnymi przypuszczeniami. Gallagher umówił się z nią na siódmą, a siódma już minęła. Może się rozmyślił? W takim razie nie ma sensu dłużej czekać...

– Pani Tremayne? Jestem Owen Gallagher. Dziękuję, że zgodziła się pani na to spotkanie.

Rose stłumiła okrzyk. Mężczyzna ją zaskoczył.

– Dopiero co spotkaliśmy się w barze – zauważyła.

– Tak. Proszę usiąść.

Wskazał jej krzesło. Rose zajęła miejsce po prostu dlatego, że nie wiedziała, co zrobić. Dlaczego wcześniej jej się nie przedstawił? Dlaczego stał i przyglądał się jej w taki dziwny sposób?

Zauważyła go od razu, oczywiście. Nawet w tym tłumie się wyróżniał. Wysoki i ciemnowłosy, spodobałby się każdej kobiecie. Kiedy siadał, objęła go spojrzeniem i zobaczyła świetnie skrojony szary garnitur, śnieżnobiałą koszulę, jedwabny krawat i otaczającą go aurę dostatku. Zadrżała. Takiego człowieka nie można lekceważyć.

– Lepiej od razu przejdę do rzeczy, pani Tremayne. Osiemnaście lat temu razem z moją zmarłą żoną zaadoptowaliśmy pani syna.

– Zmarłą żoną? – powtórzyła. – To pana żona nie żyje?

– Tak. Laura zmarła dwa lata temu, po długiej chorobie. – Informował ją o tym bez widocznego bólu, ale Rose miała do czynienia z wieloma osobami, które nie okazywały cierpienia.

– Proszę wybaczyć – powiedziała cicho. – To musiał być dla pana ciężki okres, dla pana i dla Daniela.

– Tak. – W jego grafitowych oczach pojawił się cień zdziwienia. Zdała sobie sprawę, że mężczyzna nadal opłakuje żonę. Mimo to podjął energicznie: – Daniel był bardzo związany z matką, śmierć Laury to był dla niego poważny cios. Gdyby żyła, jestem pewien, że sprawy wyglądałyby zupełnie inaczej. Danielowi nie wpadłby do głowy ten idiotyczny pomysł, żeby panią poznać.

– Żeby mnie poznać? – Rose odniosła wraz ˙enie, że sala zaczyna wokół niej wirować. Owen Gallagher prosi ją o spotkanie nie dlatego, że jej syn jest chory, tylko dlatego, że Daniel chce się z nią zobaczyć?

– Muszę pani powiedzieć, że jestem przeciwny temu pomysłowi. Do tej pory nie istniała pani w jego życiu, więc nie widzę powodu, dla którego miałaby pani odegrać jakąkolwiek rolę w jego przyszłości. Dlatego właśnie poprosiłem panią o spotkanie, żeby wszystko było jasne.

– Co konkretnie ma pan na myśli? – Może przesadza, ale zdawało jej się, że słyszy w jego głosie groźbę.

– Nie życzę sobie, żeby ingerowała pani w życie Daniela. Chłopakma za sobą dwa trudne lata, jest bardzo wrażliwy. W tej chwili przygotowuje się do egzaminów. Nie zamierzam pozwolić, żeby pani pokrzyżowała jego plany, kiedy najbardziej potrzebne jest mu skupienie.

– Pan mi nie pozwoli? – spytała z niedowierzaniem. – Przepraszam, ale panu się chyba wydaje, że dysponuje pan jakimś boskim prawem do Daniela. Jeśli on chce się ze mną spotkać, to jego wybór. Pan nie ma z tym nic wspólnego.

– Pani słowa dowodzą tylko, jak mało wie pani o byciu rodzicem.

Zranił ją, ale tym się nie przejmował. Dbał po prostu o syna, choć w rzeczywistości sam chciał decydować, co jest dla niego dobre. Nie akceptował faktu, że w tej sprawie Daniel ma coś do powiedzenia. Zamierzał dyktować synowi, jakma się zachować...

– Być może ma pan rację, ale wiem, że jeśli zabroni pan Danielowi kontaktów ze mną, może się to na panu zemścić. On pana znienawidzi i się od pana odsunie.

– Sądzę, że znam Daniela lepiej niż pani. W chwili obecnej najbardziej potrzeba mu spokoju. Spotkanie z panią byłoby dla niego zbyt dużym stresem.

– Dowiedziałby się, kim jest i skąd się wziął. Czy pan nie widzi, że to mogłoby mu raczej pomóc?

– Albo by go jeszcze bardziej wytrąciło z równowagi. W tej chwili Daniel jest w takim stanie, że nie nadaje się do podejmowania ważnych decyzji. Nie będę stał z boku i przyglądał się, jak pani rujnuje jego życie.

– To absurdalne! Dlaczego miałabym rujnować jego życie? Pragnę dla Daniela najlepszego, takjakpan. A pana zdaniem jakon się poczuje, dowiadując się, że nie chcę się z nim spotkać?

– Z początku może czuć się zawiedziony, ale przejdzie mu. W końcu nic o pani nie wie poza tym, że oddała go pani do adopcji. Jest pani dla niego kimś obcym i życzę sobie, żeby takpozostało.

– Ale to nie pan o tym decyduje, prawda? Tylko Daniel. – Patrzyła mu prosto w oczy. – Przykro mi, ale nie zamierzam odmawiać mojemu synowi. Jeśli się ze mną skontaktuje, spotkam się z nim.

– Mimo że wyjaśniłem pani, że mu to zaszkodzi?

– Tak, ponieważ nie zgadzam się z pańską oceną. Uważam, że dzięki spotkaniu ze mną Daniel łatwiej pogodzi się z tym, co się stało.

– Moim zdaniem pani nie wynagrodzi mu straty matki. Daniel uwielbiał Laurę, więc jeśli robi sobie pani jakieś nadzieje, proszę o tym zapomnieć. Jest o wiele bardziej prawdopodobne, że będzie gorzko rozczarowany, kiedy okaże się, że nie spełnia pani jego oczekiwań.

– Muszę podjąć to ryzyko – powiedziała cicho, bo nie chciała, by wiedział, jakbardzo ją zranił.

– Ja nie jestem gotowy podjąć tego ryzyka.

Pochylił się nad stolikiem, a Rose się przestraszyła. Do tej pory nie mogła nic zrobić dla swojego syna, upewniła się tylko, czy niczego mu nie brakuje. Teraz ma szansę mu pomóc. Znajdzie odwagę do walki z tym mężczyzną.

– Grozi mi pan? Bo takto zabrzmiało. Powinien pan jednakwiedzieć, że ja sobie na to nie pozwolę.

– To nie groźba, tylko stwierdzenie. Nie dopuszczę do tego, żeby zmarnowała pani życie mojemu synowi.

– Rozumiem. – Zaśmiała się gorzko. – Zdaje się, że pan już zdecydował. Uznał pan, że nie jestem odpowiednią osobą, a przecież nie ma pan żadnych podstaw, żeby twierdzić, że skrzywdzę Daniela.

– Nie mam też podstaw wierzyć, że mu pani pomoże – rzekł. – Pani go porzuciła, a to chyba dowodzi, jak niewiele on dla pani znaczy. Jeśli zechce pani ze mną współpracować, okażę pani wdzięczność.

– Okaże mi pan wdzięczność? Co to znaczy?

Rose zakręciło się w głowie. Czy on nie zdaje sobie sprawy, jakciężko jej było rozstawać się z dzieckiem, które urodziła? Jeszcze teraz budziła się czasami z płaczem, przypominając sobie tamte tygodnie. Tylko kobiety, które tego doświadczyły, mogłyby zrozumieć jej poczucie straty. Nosiła żałobę po dziecku, które nie umarło, a ten człowiekma czelność ją oskarżać.

– Co to znaczy? – powtórzyła, podnosząc głos, aż para siedząca przy sąsiednim stoliku na nich zerknęła.

– Ciszej, proszę. – Gallagher nachylił się. – Może pani lubi robić z siebie widowisko, ale ja nie. Przyszedłem pani powiedzieć, że nie życzę sobie, aby kontaktowała się pani z moim synem, a nie po to, żeby się kłócić. Daniel już napisał do pani list. Ale może zdołam panią przekonać do bardziej rozsądnego działania.

Włożył rękę do kieszeni i wyjął grubą kopertę.

– Tutaj jest pięć tysięcy funtów. Będą należały do pani, jeśli nie odpowie pani na ten list.

Położył kopertę na środku stolika. Rose patrzyła przerażona. On naprawdę sądzi, że ją przekupi!

– Nie chcę pańskich pieniędzy. – Przesunęła kopertę z powrotem, czując piekące łzy. – Może to pana zdziwi, ale mnie nie można kupić. Bardzo bym nie chciała, żeby Daniel dowiedział się, jakdaleko się pan posunął.

Wstała i weszła w tłum, który zebrał się przy barze. Jeden z mężczyzn próbował złapać ją za rękę, ale odepchnęła go, ignorując gwizdy, które towarzyszyły jej do wyjścia. To nie bolało takjaksłowa, które właśnie usłyszała.

Zobaczyła nadjeżdżający autobus i podbiegła na przystanek. Zapłaciła za przejazd i usiadła. Autobus zatrzymał się, dając pierwszeństwo samochodowi, który wyjeżdżał z parkingu przed pubem. Serce Rose zabiło mocniej, gdy rozpoznała w kierowcy Gallaghera.

Obejrzał się, czy droga jest wolna. Serce Rose zabiło jeszcze mocniej, gdy zauważyła wyraz jego twarzy. Nigdy nie widziała kogoś, kto by aż takcierpiał. Z trudem znosiła myśl, że to ona jest za to odpowiedzialna.

Wiedziała, że tego dnia została jego wrogiem, choć wcale tego nie chciała. Nie miała pojęcia, co dalej. Jedno było pewne: Owen Gallagher zrobi wszystko, by trzymać Daniela z dala od niej.


– Przepraszam. Miałam panią oprowadzić, ale rozpętało się istne piekło. Tutaj powinna być wolna szafka, proszę zostawić płaszcz i iść na oddział. A ja pani w wolnej chwili wszystko pokażę.

Rose westchnęła, patrząc, jakpielęgniarka oddziałowa się oddala. Była przyzwyczajona do pośpiechu na oddziale ratunkowym, ale byłoby miło, gdyby ktoś pokazał jej, co i jak. Otworzyła drzwi pokoju socjalnego, weszła i rozejrzała się. Był to typowy pokój dla personelu, ze stertami kubków na suszarce i rzędem metalowych szafek. Widziała setki podobnych pokoi, odkąd zaczęła pracować dla agencji pielęgniarskiej, więc nie rozumiała, dlaczego ten widoktakją przygnębił. Może dlatego, że czuła się przybita spotkaniem z Owenem Gallagherem w pubie?

Zdjęła płaszcz i powiesiła go w pustej szafce. Od tamtego wieczoru minął ponad tydzień, ale wspomnienie to nadal jej ciążyło. Była zła, że facet próbował ją przekupić, ale najbardziej dręczył ją widok jego twarzy za szybą samochodu. Choć to on potraktował ją haniebnie, nie czuła satysfakcji, że sprawiła mu ból. Chciała nawet do niego napisać, tylko co? Że nie zamierzała go zdenerwować?

Wyszła z pokoju. Pielęgniarka oddziałowa stała przy telefonie, a na widokRose uniosła rękę. Kiedy odłożyła słuchawkę, Rose wiedziała, że stało się coś poważnego.

– Karetki w drodze – wyjaśniła pielęgniarka. – Ranni będą tu za jakieś cztery minuty, musimy wszystko przygotować. Mam nadzieję, że pracowała pani już na reanimacji?

– Wiele razy – odparła Rose, idąc za kobietą.

Właśnie minęła siódma rano, a poczekalnia była już pełna. Cięcia budżetowe spowodowały, że zamknięto wiele mniejszych oddziałów ratunkowych. Szpital św. Anny należał do największych w tej części Londynu. Cieszył się też znakomitą opinią, więc Rose z radością podjęła tam pracę.

– Pracowałam chyba we wszystkich oddziałach ratunkowych w centrum Londynu – oznajmiła, gdy pielęgniarka prowadziła ją do sali reanimacyjnej.

– Naprawdę? – Kobieta odetchnęła z ulgą. – Więc tym razem trafiło nam się złoto. Nie zliczę już przypadków, kiedy agencja przysyłała nam personel nie mający pojęcia o pracy na ratunkowym. Przynajmniej nasz szef nie dostanie dziś ataku apopleksji.

Urwała, bo druga pielęgniarka wystawiła właśnie głowę zza drzwi, by poinformować, że przyjechała pierwsza karetka. Potem zwróciła się do Rose:

– Proszę się zorientować, gdzie są wszystkie potrzebne rzeczy. Kiedy pojawią się pacjenci, nie będzie czasu, żeby panią kierować.

Rose wzięła głęboki oddech. Nie po raz pierwszy rzucano ją na głęboką wodę, i pewnie nie ostatni. Za każdym razem, gdy zaczynała pracę w nowym szpitalu, musiała zaznajomić się z oddziałem. Przez sekundę pomyślała, jakcudownie byłoby mieć stałą pracę. Ale szybko odsunęła tę myśl. Agencja płaci dwa razy tyle, ile zarobiłaby na etacie, a to w tej chwili stanowi najważniejszy argument.

Rozejrzała się po sali. Wyposażenie było bardzo nowoczesne. Z podziwem zerknęła na sprzęt do radiografii połączony z systemem komputerowym – tutaj nie trzeba czekać na wywołanie kliszy.

– Mężczyzna, lat siedemnaście, poważne uszkodzenia nogi.

Drzwi otworzyły się gwałtownie i ratownicy wwieźli pierwszego pacjenta. Rose słuchała z uwagą szczegółów na temat stanu chłopaka i leków, jakie już otrzymał. Z pomocą ratowników przenieśli chłopca z wózka na łóżko. Pielęgniarka oddziałowa popatrzyła na nią.

– Rozbierz go, dobrze? Lekarz już idzie... A, o wilku mowa.

Rose spojrzała na drzwi. Słyszała, że pielęgniarka coś do niej mówi, ale słowa do niej nie docierały. Widziała tylko mężczyznę, który szedł ku niej szybkim krokiem, wysokiego i ciemnowłosego. Czuła, że krew uderza jej do głowy. Co robi tutaj Owen Gallagher?


ROZDZIAŁ DRUGI




Nie wiedział dotąd, co to znaczy zaniemówić ze zdumienia. Co ona tu robi? Zanim spróbował znaleźć odpowiedź, drzwi się otworzyły i wwieziono kolejnego pacjenta.

– Łóżko numer dwa. Suzanne, ty się nim zajmij. Przyjdę do ciebie, jakzbadam tego – rzucił Owen, czując, że serce mu wali nieprzytomnie. Nie patrząc na Rose, pochylił się nad rannym chłopcem. – Co o nim wiemy?

– Motocyklista z poważnymi obrażeniami nóg. Dziesiątka w skali Glasgow – wyjaśniła Rose.

Kiedy usłyszał ten głos z lekką chrypką, ciarki przeszły mu po skórze. Zacisnął wargi, a ona dalej przekazywała mu informacje o pacjencie. Nie wolno mu widzieć w niej atrakcyjnej kobiety. To tylko zagrożenie dla jego syna.

– Trzeba go intubować. Czy ktoś mógłby zdjąć mu ubranie? Jakmam go zbadać, do diabła?

Zabrał się za intubowanie chłopca, ignorując fakt, że wszyscy zamilkli. Zazwyczaj tak się nie zachowywał, ale to nie był zwykły dzień. Nie miał pojęcia, co Rose Tremayne zamierza uzyskać, pojawiając się na jego oddziale, ale takczy owaknie pozwoli jej zbliżyć się do Daniela.

Niełatwo było mu przełknąć myśl o jej dwulicowo ści. Przeklął pod nosem i wepchnął rurkę do gardła pacjenta. Rob Lomax, jeden z dwójki młodych lekarzy przygotowujących się do specjalizacji, spojrzał na niego ze zdziwieniem.

– Wszystko w porządku?

– Tak. Sugeruję, żebyś skupił się na tym, co do ciebie należy, zamiast martwić się o mnie.

Owen zignorował wymianę spojrzeń personelu. Później ich przeprosi, kiedy sam się uspokoi. Jeśli się uspokoi, poprawił się, bo Rose Tremayne nadal krzątała się wokół łóżka. Skąd ona się tu wzięła?

Jedyną osobą zdolną odpowiedzieć na to pytanie była sama Rose, ale w tej chwili na pewno jej nie zapyta. Zakończył intubowanie, a ona przecięła skórzaną kurtkę chłopca. Potem zaczął go badać – wymacał złamane żebra i przemieszczone ramię.

– Prześwietlenie – warknął, przechodząc do nóg pacjenta, które były w okropnym stanie. Prawa kość piszczelowa przebiła skórę, lewa stopa była wykręcona pod takdziwnym kątem, że ścięgna zostały zerwane. Poskładanie tego zajmie ortopedom dobrych kilka godzin, pomyślał ponuro i zwrócił się do Beth Humpreys, radiologa:

– Obie nogi i jak zwykle: kręgosłup, klatka piersiowa i miednica. Kopię proszę wysłać na ortopedię.

Kiedy Beth zapewniła go, że zrobi, co trzeba, poszedł zobaczyć, jakradzi sobie Suzanne. Choć była bardzo zdolna, czasami brakowało jej wiary w siebie.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com