Szef perfekcjonista  - Maggie Kingsley - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Szef perfekcjonista - Maggie Kingsley

Gabriel Dalgleish miał bardzo wymagających rodziców, którzy żądali, by we wszystkim był najlepszy. Gabriel poniekąd spełnił ich ambicje. Został jednym z najlepszych w kraju neonatologów, jego oddział musiał funkcjonować perfekcyjnie. Pracownicy jednak uważają go za szefa z piekła rodem. Po raz pierwszy zastanawia się nad swoim charakterem, gdy poznaje Maddie. Ta pielęgniarka o wysokich kwalifikacjach nagle postanawia przyjąć pracę „zwykłej” sekretarki. Gabriel tego kompletnie nie rozumie...

Opinie o ebooku Szef perfekcjonista - Maggie Kingsley

Fragment ebooka Szef perfekcjonista - Maggie Kingsley






Maggie Kingsley

Szef perfekcjonista

Harlequin


Tytuł oryginału: The Good Father

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2006

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka






© 2006 by Maggie Kingsley

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lubcałości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lubumarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.


Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: COMPTEXT® , Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona


ISBN 978-83-238-5093-9

Indeks 325260


MEDICAL – 391

Konwersja: Nexto Digital Services


Droga Czytelniczko!


Oto nasze sierpniowe propozycje:

Głos serca (Medical Duo) – Eve i Hugh zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, lecz nie potrafili sobie tej miłości wyznać...

Oświadczyny (Medical Duo) – Kirsty i Jake mieli za sobą złe

doświadczenia i uważali, że bliskość drugiego człowieka stanowi zagrożenie...

Szef perfekcjonista (Medical) – Maddie przekonuje Gabriela, że nie musi być perfekcyjnym mężem i ojcem, że wystarczy kochać...

Warto było czekać (Medical) – Jan myślała, że nie wybaczy

Chrisowi jego karygodnego postępku, a tymczasem nie znała całej prawdy...


Zapraszam do lektury,



















Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.



Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


ROZDZIAŁ PIERWSZY




Czasami po prostu nie warto wstawać z łóżka, pomyślała Maddie, siedząc w biurze oddziału intensywnej opieki medycznej noworodków szpitala Belfield i czując, że z każdą mijającą sekundą jej pewność siebie się ulatnia. Wtedy byłoby lepiej naciągnąć kołdrę z powrotem na głowę i zapomnieć o wysiłkach związanych ze znalezieniem pracy. Dzisiejszy dzień na pewno potwierdzi moją hipotezę.

– To będzie pestka – oznajmiła Nell, słysząc, że jej kuzynka Maddie wybiera się na rozmowę kwalifikacyjną. – Trochę pisania na komputerze, porządkowanie papierów i odbieranie telefonów. Dasz sobie radę, Maddie.

Doktor Washington wyraźnie nie podzielał tej opinii. Czytając podanie Maddie, coraz bardziej marszczył brwi.

– Panno Bryce – zaczął, patrząc na nią ze zdziwieniem. – Czy mogę spytać, dlaczego stara się pani o tę pracę?

Bo Charlie i Susie muszą jeść. Bo Nell uważa, że to stanowisko byłoby dla mnie idealne. Ale chyba zwariowała.

– No cóż, zawsze lubiłam pracować z ludźmi – odparła z udawanym entuzjazmem, chcąc zrobić wrażenie osoby, która od dzieciństwa marzy o tym, by przez pół roku zastępować sekretarkę na oddziale intensywnej opieki noworodków. – Ta praca wydała mi się interesująca... ambitna. Mam świadectwa ukończenia kursów dla sekretarek...

– Tak, jedno z maszynopisania, a drugie z informatyki. Oba uzyskane na kursach wieczorowych. Ale przecież jest pani dyplomowaną pielęgniarką i przez cztery lata pracowała pani na oddziale noworodków w Hillhead General. Dlaczego ktoś posiadający takie doświadczenie stara się o posadę sekretarki?

Maddie nieraz zadawała sobie to pytanie. Kiedy miała naprawdę zły dzień i nachodziły ją czarne myśli, zaczynała zastanawiać się, czy będzie tak już zawsze. Ale nie miała żadnych wątpliwości, nie żałowała swojej decyzji.

– Zrezygnowałam z pielęgniarstwa, bo muszę zajmować się dziećmi. Nie jestem w stanie brać nocnych dyżurów...

– Przecież mogłyby korzystać z naszego szpitalnego żłobka.

– Charlie ma osiem lat, a Susie czternaście, więc oboje są już w wieku szkolnym.

– Pani córka ma czternaście lat? – powtórzył doktor Washington, zerkając na jej podanie. – Ale... tu jest napisane, że pani ma dwadzieścia dziewięć lat.

– Nie jestem matką tych dzieci. Moja siostra i jej mąż zginęli dwa lata temu w wypadku samochodowym. Rodzice Johna, to znaczy mojego szwagra, bardzo chcieliby pomóc, ale są za starzy, żeby opiekować się wnukami, moi rodzice nie żyją, więc...

– Rozumiem. Z pewnością nie jest pani łatwo, ale nasz neonatolog, doktor Dalgleish, wymaga od persone lu najwyższych kwalifikacji. Wprawdzie posiada pani dyplom sekretarki, ale właściwie nie ma pani doświadczenia.

– Kurs ukończyłam z wyróżnieniem – oznajmiła, starając się opanować drżenie głosu. – Szybko się uczę...

– Panno Bryce, nie kwestionuję pani zapału ani chęci do ciężkiej pracy – przerwał jej z zakłopotaniem. – Prawdę mówiąc, jestem pewny, że gdyby doktora Dalgleisha nie wezwano do nagłego przypadku, to on przeprowadzałby z panią tę rozmowę i powiedziałby to samo. O tę posadę stara się kilka naprawdę doświadczonych sekretarek.

Maddie dobrze o tym wiedziała, ponieważ w poczekalni siedziała razem z ośmioma eleganckimi kobietami, które miały na sobie stroje typowe dla urzędniczek. Ona była ostatnia w kolejce i zdawała sobie sprawę, że należy do zupełnie innego świata.

– Doktor Dalgleish oczywiście rozważy pani podanie. Jeśli pani kandydatura zostanie przyjęta, zawiadomimy panią mniej więcej za tydzień.

Była to już jej trzecia rozmowa kwalifikacyjna, więc zdała sobie sprawę, że wygłoszona przez niego formułka oznacza w istocie odmowę. Znajdę coś, pocieszyła się w duchu. Może nie tak blisko domu, no i nie spotykałabym Nell, która pracuje właśnie tutaj, ale muszę coś znaleźć. Wydałam już prawie wszystkie oszczędności.

– Dziękuję, że poświęcił mi pan tyle czasu – odrzekła z wymuszonym uśmiechem. – Doceniam to.

– Cała przyjemność po mojej stronie. Żałuję tylko, że... – Nie dokończył, bo w tym momencie otworzyły się drzwi. – Gabriel! – zawołał z ulgą. – Właśnie o tobie mówiłem.

– Mam nadzieję, że same dobre rzeczy – odrzekł mężczyzna, wchodząc do pokoju.

Maddie odwróciła się w jego stronę. Nell nie kłamała.

– Jest wysoki i ciemnowłosy – rzekła jej kuzynka, opisując Gabriela Dalgleisha. – Ma trzydzieści parę lat i jest dość przystojny. To doskonały neonatolog.

No cóż, istotnie jest wysoki, przyznała. Prawie metr dziewięćdziesiąt, szerokie ramiona, gęste ciemne włosy i szare oczy. Można uznać go za dość atrakcyjnego.

– Doktorze Dalgleish, przedstawiam pannę Bryce, jedną z kandydatek na stanowisko sekretarki.

– Biorąc pod uwagę porę dnia oraz to, że zamierzałem osobiście przeprowadzić rozmowy kwalifikacyjne, tyle mogę sam wywnioskować – mruknął doktor Dalgleish, nie witając się z Maddie, co bardzo ją zirytowało.

– Do widzenia, doktorze Washington – rzekła, obdarzając go miłym uśmiechem, a następnie spojrzała chłodno na Gabriela Dalgleisha i dodała: – Miło mi było pana poznać.

– Chwileczkę – zawołał ostrym tonem neonatolog, kiedy ruszyła w kierunku drzwi. – Dlaczego nie stara się pani o posadę pielęgniarki na moim oddziale?

– Dlaczego nikt nie nauczył pana dobrych manier? – spytała z rozdrażnieniem, nie mogąc się powstrzymać.

Na jego twarzy dostrzegła wyraz złości, ale wcale się tym nie przejęła. Nie będzie tu pracować, więc nigdy już nie zobaczy tego aroganta, zatem może mówić, co zechce.

Przez chwilę wszyscy troje milczeli.

– Przepraszam, jeśli moje pytanie wydało się pani nieco... opryskliwe – rzekł w końcu doktor Dalgleish. – Byłbym jednak wdzięczny za odpowiedź.

– Jak już wyjaśniłam doktorowi Washingtonowi – zaczęła obojętnym tonem – mam pod opieką dwoje dzieci. A zanim zaproponuje mi pan żłobek, dodam, że dzieci są już w wieku szkolnym, a opiekunka nie wchodzi w rachubę.

– Czy to jedyny powód? – zapytał.

– Gabriel, panna Bryce już wyjaśniła, że...

– Pozwól jej odpowiedzieć, Jonah.

Maddie miała wielką ochotę oznajmić mu, że nie pracowałaby jako pielęgniarka na jego oddziale, nawet gdyby zaproponował jej podwójną pensję i darmowy samochód. Doszła jednak do wniosku, że była już wobec niego wystarczająco nieuprzejma.

– Tak, to jedyny powód – odparła.

Doktor Dalgleish przeglądał jej formularz zgłoszeniowy.

– Gabriel, czy masz jeszcze jakieś pytania?

– Nie, ale chciałbym, żeby pani zaczekała kilka minut – odrzekł, nie unosząc nawet głowy znad papierów.

Dlaczego nie powiesz tego wprost? – pomyślała Maddie. Czyżby był to dla ciebie aż tak wielki wysiłek, ty arogancki draniu? Uśmiechnęła się przelotnie do doktora Washingtona i wyszła z pokoju.

– Chyba pobiłeś swój rekord, Gabriel – oznajmił Jonah. – Udało ci się zachować nieuprzejmie wobec nieznajomej osoby już w minutę po jej poznaniu.

– Uważam, że panna Bryce całkiem nieźle dała sobie z tym radę – odrzekł z przekąsem, a Jonah szeroko się uśmiechnął i zaczął porządkować rozrzucone na biurku papiery.

– A tak między nami, Gabriel. Jeśli następnym razem okaże się nagle, że nie możesz osobiście prowadzić rozmów kwalifikacyjnych, będę ci bardzo wdzięczny za zmianę ich terminu. Dzisiaj rywalizowało osiem kobiet, w tym siedem o identycznych kompetencjach i doświadczeniu, a ja...

– Do pointy, Jonah. Którą z nich byś wybrał?

– Ruth Haddon. Nie śmiała się jak hiena i od szesnastu lat pracuje w tym zawodzie...

– A ja chcę pannę Bryce.

Jonah spojrzał na niego z niedowierzaniem.

– Co takiego? Na litość boską, Gabriel, przecież ona ma najsłabsze kwalifikacje ze wszystkich kandydatek i...

– Za cztery miesiące Lynne Howard wyemigruje z rodziną do Nowej Zelandii. Madison Bryce idealnie nadaje się na to stanowisko.

Jonah otworzył usta ze zdumienia.

– Gabriel... – zaczął po chwili. – Przypominam ci, że panna Bryce nie ubiega się o posadę Lynne, lecz Fiony. Ona nie chce pracować jako pielęgniarka. Ma dzieci...

– Dla mnie może mieć cały ogród zoologiczny. Jest mi to zupełnie obojętne. Kiedy tylko zerknąłem na jej podanie, natychmiast zadzwoniłem do Hillhead General. Wyobraź sobie, że wystawiono jej tam znakomitą opinię.

– Gabriel, ty w ogóle mnie nie słuchasz. Madison Bryce nie chce wracać do zawodu pielęgniarki. Jej dzieci... to znaczy siostrzenica i siostrzeniec, są sierotami. Ona opiekuje się nimi od dwóch lat, ponieważ ich rodzice zginęli w wypadku samochodowym.

– Och, dzieciaki! – zawołał Gabriel z lekceważeniem. – Ręczę, że kiedy tylko znajdzie się na naszym oddziale i zda sobie sprawę z tego, co straciła, rezygnując z zawodu pielęgniarki, skwapliwie skorzysta z okazji i po wyjeździe Lynne natychmiast zajmie jej miejsce.

– Naprawdę uważasz, że ona nagle zmieni zdanie? – zawołał Jonah, a Gabriel spojrzał na niego z irytacją.

– Oczywiście, że tak. Żadna kobieta przy zdrowych zmysłach nie zrezygnuje dobrowolnie z kariery zawodowej. Poza tym do nas należy uświadomienie jej tego, że może popełnić nieodwracalny błąd.

Jonah spoglądał na niego w milczeniu, a potem potrząsnął głową.

– Nie masz dzieci, prawda, Gabriel?

– Przecież dobrze wiesz, że nie. Nie jestem żonaty... zresztą ty też nie, więc o co ci chodzi?

– O nic. To tylko taka uwaga...

– Ale głupia. Posłuchaj, Jonah, zaufaj mi w tej sprawie. Jeśli przez cztery miesiące będziemy dla niej uprzedzająco mili, to zapewniam cię, że zastępstwo za Lynne mamy jak w banku.

– Zamierzasz być uprzedzająco miły dla kobiety, która wytknęła ci, że nie nauczono cię dobrych manier? Muszę to zobaczyć na własne oczy.

– Jonah...

– No dobrze, już dobrze. – Uniósł ręce w geście rezygnacji. – Ty tu rządzisz, więc jeśli chcesz zatrudnić Madison Bryce, niech będzie. A tak między nami... odniosłem wrażenie, że ona naprawdę potrzebuje tej pracy.

Mnie też tak się wydaje, przyznał w duchu Gabriel. Ile ona ma lat? Jeśli dobrze pamiętam, dwadzieścia dziewięć. Hm, moim zdaniem wygląda na starszą. Na pewno nie odmładzają jej cienie pod oczami ani wyjątkowa bladość twarzy, ostro kontrastująca z krótkimi kręconymi kasztanowymi włosami. Jest zmęczona, udręczona i zestresowana.

– Gabriel...?

Jonah patrzył na niego z zaciekawieniem, a on, wyrwany z zamyślenia, mruknął coś z irytacją. Doszedł do wniosku, że zatrudniając pannę Bryce, przekona ją, iż jej przyszłość to praca pielęgniarki. Był pewny, że jego decyzja jest rozsądna i wszystkim wyjdzie na dobre.

– Chodźmy przekazać pannie Bryce dobrą nowinę.


– Chce mnie pan zatrudnić? – spytała Maddie z niedowierzaniem. – Naprawdę proponuje mi pan posadę?

– Jeśli ją pani przyjmie – odrzekł Gabriel.

Jeszcze tego ranka modliła się, by dostać tę pracę, ale to było zanim poznała doktora Dalgleisha. Dwie minuty w jego towarzystwie w zupełności wystarczyły, by upewniła się, że jest wyniosłym arogantem.

Och, na litość boską, Maddie! – skarciła się w duchu. Przecież nikt od ciebie nie wymaga, żebyś się z nim wiązała. On ma być twoim przełożonym, a jeśli nawet okaże się szefem z piekła rodem, to przecież umowa o posadę sekretarki opiewa tylko na sześć miesięcy.

– Tak, przyjmuję – odparła. – Kiedy mam zacząć?

– W najbliższy poniedziałek.

Poniedziałek? Wiedziała, że w związku z nową pracą musi spytać w szkole, czy Charlie i Susie będą mogli codziennie przychodzić tam o pół godziny wcześniej. I że musi znaleźć dla nich jakieś zajęcia po szkole.

– W porządku. Poniedziałek mi odpowiada – oznajmiła.

– Wobec tego może teraz pokażemy pani miejsce pani pracy – zaproponował Gabriel, a potem poprowadził ją przez poczekalnię do drzwi z napisem: „ODDZIAŁ INTENSYWNEJ OPIEKI MEDYCZNEJ NOWORODKÓW”. – Belfield zbudowano w czasach wiktoriańskich. W ciągu trzech ostatnich lat udało nam się zebrać dość pokaźne fundusze na jego adaptację i teraz mamy jakby trzy pododdziały. Intensywnej terapii dla najciężej chorych noworodków, opieki specjalnej dla tych, które trzeba karmić przez rurkę, podawać tlen oraz...

– Opieki przejściowej, gdzie przygotowuje się je do opuszczenia szpitala – dokończyła Maddie, a potem przygryzła wargi. – Ojej, przepraszam. Siła przyzwyczajenia.

– Nic nie szkodzi – mruknął Gabriel, zerkając znacząco na Jonaha. – W istocie... – Urwał, bo w tym momencie odezwał się jego pager. Kiedy rzucił na niego okiem, cicho westchnął i odwrócił się do Jonaha: – Czy możesz mnie zastąpić, a ja przyłączę się do was nieco później? – spytał i pospiesznie odszedł.

– Wygląda na to, że znów jest pani skazana na moje towarzystwo – powiedział Jonah.

– Myślę, że jakoś to zniosę – zażartowała z uśmiechem. – I bardzo proszę zwracać się do mnie po imieniu... to znaczy Maddie.

– Pod warunkiem, że ty będziesz mówiła do mnie

Żadnych żartów na temat wielorybów, tonących okrętów i przynoszenia pecha. Możesz mi wierzyć, że nieraz już to słyszałem.

– Czy uważasz, że dziewczyna, którą nazwano Madison, ma prawo żartować z twojego imienia?

– Chyba nie – przyznał. – Raz w miesiącu zmieniamy szyfr – wyjaśnił, stukając w klawisze z cyframi umieszczone obok drzwi na oddział. – Fiona wymyśla kombinacje złożone z dat urodzin członków personelu i różnych rocznic. Teraz układanie kodów będzie na twojej głowie.

Kiedy weszli na oddział, Maddie ogarnęło dziwne uczucie tęsknoty. Wszystko wydało jej się znajome: zapach środków antyseptycznych, nieznośnie wysoka temperatura panująca w części dla wcześniaków, bo tracą one ciepło znacznie szybciej niż dzieci urodzone w terminie. A nawet tablica z korka, na której wdzięczni rodzice wieszają fotografie swoich pociech.

– Lynne, przedstawiam ci naszą nową sekretarkę, Maddie Bryce – oznajmił Jonah, kiedy podeszła do nich niska kobieta w średnim wieku. – Maddie, to jest Lynne Howard, najlepsza przełożona pielęgniarek w całym Belfield.

– Pochlebstwami możesz dużo zyskać, Jonah – zauważyła Lynne ze śmiechem. – Witaj na pokładzie, Maddie.

– Czy dziś po południu coś się u was wydarzyło? – spytał Jonah.

– Było cicho i spokojnie. No, poza przypadkiem małego Ralstona. Właśnie skończyliśmy kontrolne badania, a Gabriel wykluczył bradykardię wywołaną wadą serca, ale mimo wszystko obawiamy się, że może wystąpić bezdech.

– Zgłoszę go na pneumografię, ale teraz...

– Napiłbyś się kawy.

– Widzę, że wiesz, czego się można po mnie spodziewać – westchnął, a Lynne szeroko się uśmiechnęła.

– Po prostu jesteś uzależniony od kofeiny. Maddie, czy masz ochotę na kawę?

– Jeśli nie sprawi to zbyt dużego kłopotu.

– Skądże znowu. Aha, i przepraszam za medyczny żargon – ciągnęła Lynne, kiedy Jonah zniknął za drzwiami z napisem: „OPIEKA SPECJALNA”. – Bradykardia to...

– Nieprawidłowe zwolnienie pracy serca, a bezdech występuje wtedy, gdy niemowlę po prostu „zapomina” oddychać. Kiedyś pracowałam jako pielęgniarka na oddziale noworodków, ale teraz mam pod opieką dzieci, więc...

Lynne pokiwała głową ze współczuciem i zrozumieniem.

– To kwestia godzin pracy, prawda? Na dobrą sprawę nigdy nie wiemy, w jakie dni będziemy zajęte... nawet na której zmianie. Ja niebawem opuszczam ten oddział – ciągnęła, wprowadzając Maddie do swojego pokoju i włączając czajnik. – Mojemu mężowi zaproponowano posadę w Nowej Zelandii, więc za cztery miesiące pożegnamy Glasgow – dodała z westchnieniem, wsypując kawę do dwóch kubków.

– Pewnie jesteś bardzo przejęta tym wyjazdem.

– Z jednej strony uważam, że to wielka okazja dla mojego męża i naszych dzieci, ale z drugiej... Naprawdę bolesne będzie rozstanie z przyjaciółmi, porzucenie pracy, którą uwielbiam, ale... – Wzruszyła ramionami. – No cóż, rodzina zawsze jest na pierwszym miejscu.

Owszem, przytaknęła w myślach Maddie.

– Przepraszam za bałagan – ciągnęła Lynne, zabie

rając z krzesła teczki z dokumentami. – Dziś po południu zastępuję siostrę Sutherland, która ma jakiś rodzinny problem.

– Niestety, to ja jestem tym problemem – wyznała Maddie, gwałtownie się rumieniąc, a kiedy Lynne spojrzała na nią ze zdumieniem, dodała: – Nell jest moją kuzynką. Ktoś musiał zająć się dziećmi, więc...

– Zatem ty jesteś tą Maddie, o której Nell ciągle opowiada, ciotką Charliego i Susie, tak?

Maddie kiwnęła potakująco głową.

– Nell ucieszy się, że dostałaś tę pracę. Od wielu dni mówi, że idziesz na rozmowę kwalifikacyjną. Czy chcesz do niej zadzwonić, żeby przekazać dobre wiadomości?

– Dziękuję, ale wolę powiedzieć jej o tym w domu.

Wtedy będę też mogła dowiedzieć się, dlaczego przekonywała mnie, że Gabriel Dalgleish jest w porządku.

– Od jak dawna doktor Dalgleish jest ordynatorem oddziału? – spytała.

– Prawie od trzech lat.

– Sprawia wrażenie człowieka... – Maddie zawahała się, szukając słów. – Hm, dążącego za wszelką cenę do celu.

Lynne przez chwilę w milczeniu mieszała kawę.

– Jego celem jest to, żeby nasz oddział był najlepszy nie tylko w Glasgow, lecz w całej Szkocji.

– Ma bardzo ambitne plany. Czy jest dobrym chirurgiem?

– Nie potrafiłabym policzyć wcześniaków, którym uratował życie, kiedy my wszyscy straciliśmy nadzieję. A obserwując go podczas operacji, można się naprawdę dużo nauczyć.

– Czy jest aż tak dobry?

– Owszem. Nie ma rzeczy, której nie wie na temat wcześniaków. Ale nie przesadzę, twierdząc, że jest też największym, najbardziej bezwzględnym arogantem, z jakim kiedykolwiek miałam nieszczęście pracować.

– Wygląda na to, że czeka mnie sześć miesięcy fajnej zabawy – zauważyła Maddie posępnym tonem.

– Witaj w Alcatraz.

Już ja sobie z tobą porozmawiam, kuzyneczko Nell, pomyślała Maddie, gniewnie marszcząc brwi.


– Maddie, wiedziałam, że szukasz roboty. Gdybym powiedziała ci, że on jest szefem z piekła rodem, nigdy nie złożyłabyś tam podania – otwarcie przyznała Nell, zerkając łakomym wzrokiem na słój z kruchymi ciasteczkami. – Niektórzy go lubią – dodała, biorąc sobie jabłko.

– Wymień choćby jedną osobę.

– No dobrze, nikt go nie lubi – poddała się Nell, a widząc, że otwierają się drzwi do kuchni, zawołała: – Hej, dzieciaki, wasza mądra ciocia załatwiła sobie pracę.

– Czy to znaczy, że dostanę moje wymarzone adidasy? – spytała Susie, rzucając tornister na podłogę.

Maddie szybko obliczyła coś w pamięci.

– Tak, dostaniesz. Za pół godziny będzie zapiekanka z serem i sałata, więc masz trochę czasu, żeby zacząć odrabiać lekcje.

– Praca domowa jest okropnie nudna – mruknęła Susie, ale podniosła tornister i bez sprzeciwu wyszła z kuchni.

– Jak było w szkole, Charlie? – spytała Maddie.

– W porządku.

Charlie stał obok stołu. Był poważnym, niezbyt wysokim chłopcem. Miał duże niebieskie oczy i bardzo jasne włosy.

– Więc dostałaś pracę – powiedział, szurając stopą po wyłożonej płytkami podłodze.

– Nic się nie zmieni, Charlie – zapewniła go łagodnym tonem Maddie. – Będziecie tylko musieli chodzić do szkoły trochę wcześniej i zostawać po lekcjach trochę dłużej.

– Lubiłem wiedzieć, że w dzień jesteś tutaj – wymamrotał, a ona poczuła bolesne ukłucie w sercu.

– Charlie...

– Muszę iść odrabiać lekcje – oznajmił i wyszedł, zanim zdążyła dokończyć zdanie.

Przynajmniej powiedział coś o mojej pracy, pomyślała, głęboko wzdychając. Wprawdzie był wyraźnie niezadowolony z tego powodu, ale dobrze, że w ogóle przemówił. W ciągu minionych dwóch lat bywały okresy, kiedy całymi dniami milczał. Wtedy z rozpaczy krajało jej się serce.

– Wszystko będzie dobrze, Maddie – pocieszyła ją Nell. – Zobaczysz.

– Mam taką nadzieję, ale trochę się boję...

– Niepotrzebnie. Będziesz pracować ze wspaniałymi lekarzami, z którymi łatwo nawiązać kontakt.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com