Szczęście błogosławieństw - Anselm Grün - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2009

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 157 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Szczęście błogosławieństw - Anselm Grün

W Kazaniu na Górze, które dla wielu teologów jest najważniejszym fragmentem Ewangelii, Jezus osiem razy nazywa błogosławionymi ludzi, którzy się smucą, są prześladowani i pragną sprawiedliwości. Anselm Grün odkrywa błogosławieństwa jako drogę ćwiczeń prowadzącą do udanego, zdrowego życia, a jednocześnie jako Jezusową obietnicę szczęścia. Obietnicę, której jedynym warunkiem jest podążanie śladami tęsknoty ukrytej w każdym człowieku, by być na podobieństwo Boga, by być cichym, pokornym i miłosiernym.

Opinie o ebooku Szczęście błogosławieństw - Anselm Grün

Fragment ebooka Szczęście błogosławieństw - Anselm Grün







Tytułowa

Anselm Grün

Szczęście błogosławieństw

Osiem dróg do udanego życia


Redakcyjna

Tytuł oryginału: Glückseligkeit

Der achtfache Weg zum gelingenden Leben

Copyright © Verlag Herder Freiburg im Breisgau 2007

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Jedność, Kielce 2009

Tłumaczenie

Ryszard Zajączkowski

Redakcja i korekta

Paulina Zaborek

Redakcja techniczna

Wiktor Idzik

Projekt okładki

Justyna Kułaga-Wytrych

ISBN 978-83-7660-644-6

Wydawnictwo Jedność

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży: tel. 41 349 50 50

Redakcja: tel. 41 349 50 00

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Marcin Satro

© Copyright Wydawnictwo JEDNOŚĆ


Wprowadzenie

Wszyscy ludzie dążą do szczęścia. Zgadzają się co do tego filozofowie, teologowie i psychologowie od czasów antycznych aż po współczesność, niezależnie od tego, jak odmienne są ich poglądy na inne sprawy. Tego samego zdania są wielcy i tak różni od siebie pisarze, jak choćby Fiodor Dostojewski, Hermann Hesse czy Graham Greene. „Wszyscy ludzie pragną być szczęśliwi” – ten aksjomat wielkiego greckiego filozofa Platona przejęli zarówno teolog św. Augustyn, jak i psycholog Zygmunt Freud. Filozofia od zawsze traktowała siebie jako ars bene et beate vivendi, jako naukę o dobrym i szczęśliwym życiu oraz wskazówkę, jak je osiągnąć.

Jednak w dziejach filozofii i teologii, pomimo podobnej perspektywy w spojrzeniu na szczęście, zawsze rozumiano je inaczej. Filozofia antyczna mówi o tym, że szczęście lub szczęśliwość można osiągnąć poprzez praktykowanie dobrego życia.

Boecjusz, filozof chrześcijański, około 500 roku streścił antyczną naukę o szczęściu w sformułowanej przez siebie definicji: „Szczęście jest stanem doskonałym dzięki nagromadzeniu wszystkich dóbr”. Szczęśliwy jest ten człowiek, którego najgłębsze tęsknoty i pragnienia doznają ukojenia, który pozostaje w zgodzie z samym sobą, w pokoju z własną duszą, w spokoju umysłu, w radości serca i w dobrym samopoczuciu ciała.

Św. Tomasz z Akwinu przejął tę naukę o szczęściu. Dostrzegł jednak jeszcze inny wymiar, definiując szczęście zarówno z punktu widzenia życia doczesnego, jak i wiecznego. W doczesnym życiu człowiek jest w stanie o własnych siłach dążyć do szczęścia i osiągać je. Ale wieczną szczęśliwością, która nigdy nie ustaje, może obdarzyć wyłącznie łaska Boża.

W czasach nowożytnych filozofia ujmuje szczęście w jeszcze inny sposób. Szczęście jest czymś zmysłowym, związanym z przyjemnością. Według Immanuela Kanta jest ono „świadomością przyjemności życia, posiadaną przez istotę rozumną, świadomością, która nieprzerwanie towarzyszy całemu istnieniu tej istoty”. Dla tego wielkiego filozofa niemieckiego idealizmu szczęście nie ma znaczenia moralnego. Powstaje przez zaspokojenie potrzeb. Za Kantem podąża nowoczesna filozofia, która dostrzega w szczęściu przede wszystkim jakość przeżyć. W efekcie takiego ujęcia Zygmunt Freud pojmuje szczęście jako „przeżywanie silnych przyjemności”.

W obecnych czasach uważa się, że szczęście można sobie „sprawić”. Również w całkowicie popularnym i pozbawionym refleksji rozumieniu spotkamy się z taką opinią, nierzadko podbudowaną naukowo: Wystarczy tylko pobiegać, a zaleją nas hormony szczęścia i będziemy szczęśliwi. Albo wystarczy pojechać na weekend do jakiegoś ekskluzywnego hotelu i skorzystać z jego oferty, a wtedy pojawi się szczęście. Wszystko to może okazać się rzeczywiście pomocne, by dobrze się poczuć. Ale nie jest to szczęście, o którym mówi grecka filozofia. Współczesny filozof Christoph Quarch określa nowoczesne szczęście mianem happiness. Jego zdaniem stało się ono artykułem konsumpcyjnym. Ale nasze doświadczenie życiowe pokazuje, że szczęścia nie da się kupić. Posiada ono odmienną jakość, jest przejawem udanego życia. Aby życie było udane, potrzebny jest natomiast wysiłek duchowy. Seneka sformułował tę kwestię w następujący sposób: „Wcale nie jest łatwo osiągnąć szczęśliwe życie”. Do tego konieczne jest właściwe nastawienie. Szczęście jest zatem kwestią wewnętrznej postawy oraz interpretacji wszystkiego, co nas spotyka. Oczywiście istnieją drogi do szczęścia. Ale kroczenie nimi może kosztować wiele wysiłku i oznacza przede wszystkim pożegnanie się z iluzją, że szczęście można posiąść na zawsze.

Niektórzy krytycy chrześcijaństwa wysuwają wobec niego zarzut, jakoby było ono wrogiem szczęścia. Twierdzą, że w Biblii szczęście nie jest celem człowieka, że chodzi w niej wyłącznie o naszą relację z Bogiem. Jednak po dokładniejszej analizie pogląd jest nie do obronienia. Jeżeli staranniej przyjrzymy się przekazom Starego i Nowego Testamentu na tle żydowskiej mądrości oraz greckiej filozofii, wówczas przekonamy się, że ludzkie szczęście jest jak najbardziej istotnym tematem Biblii.

W niniejszej książce chodzi mi o to, aby dokładniej naświetlić różnorodne ślady tego tematu w trakcie refleksji nad głównym tekstem. W tym celu konieczny jest choćby krótki passus na temat duchowego i językowego kształtu antycznego świata, w którym powstała Biblia i z którego czerpie ona swoje wyobrażenia.

Jeżeli przyjrzymy się aspektowi językowemu, to stwierdzimy, że grecka filozofia znała trzy słowa na określenie tego, co w języku niemieckim opisujemy słowem szczęście (Glück).

Pierwszym pojęciem jest eudaimonia. Eu znaczy dobry, zaś daimon oznacza anioła duszy. Chodzi tu o wewnętrzną sferę duszy, duchowy potencjał tkwiący w człowieku. Platon pod pojęciem daimon rozumie boski element należący do natury człowieka, największą z jego naturalnych zdolności, która ma swoją siedzibę w rozumie: szczęście jest stanem, w którym boski element w człowieku nie skarłowaciał i nie został zduszony, lecz rozwija się aktywnie w całej swojej mocy i pełni. Szczęśliwy jest zatem ten człowiek, który ma dobrą relację z własną duszą, tzn. ze swoim boskim rdzeniem. Jestem w stanie pracować nad tą relacją dla zwiększenia potencjału mojej duszy. Dla Greków jest to przede wszystkim ćwiczenie cnót, jakimi obdarza mnie szczęście. Za największą cnotę uchodzi mądrość. W medytacji lub w refleksji dostrzegam siebie i w ten sposób przeżywam szczęście we mnie. Arystoteles, uczeń Platona, widzi szczęście człowieka w działaniu kontemplacyjnym, w kontemplacji prawdy dla niej samej. Jeżeli człowiek się zdecyduje – bez ukrytych zamiarów – na prawdę istnienia i będzie nad nią medytował, doświadczy szczęścia. Dla filozofów stoickich to przede wszystkim etyka (ars vitae – sztuka życia) ma wskazywać człowiekowi drogę ku szczęściu.

Drugim pojęciem oznaczającym szczęście jest eutyche. Tyche to przypadek. Eutyche oznacza zatem to, co się nam przydarza dobrego. Mówimy: „Miałem szczęście”. Chcemy przez to powiedzieć: „Spotkało mnie szczęście”. To szczęście przychodzi do nas z zewnątrz. Spotyka nas. Nie da się go wywołać poprzez własne postępowanie.

Trzecie pojęcie jest jeszcze istotniejsze, jeżeli pragniemy zbliżyć się do biblijnego rozumienia szczęścia: makarios. Pojęcie to oznacza „szczęśliwy, błogosławiony”. U Greków zastrzeżone było wyłącznie dla bogów, którzy na Olimpie byli wolni. Nie musieli pracować ani ponosić trudów życia. Nie musieli brać nikogo pod uwagę. Byli w pełni sobą, całkowicie w zgodzie ze sobą, niezależni od innych ludzi i od zewnętrznych, obcych sił. Byli szczęśliwi z powodu nieśmiertelności i dlatego, że się nie starzeli. Właśnie to trzecie pojęcie – makarios – stosuje Biblia w Starym Testamencie na określenie stanu człowieka, który kieruje się Bożymi przykazaniami, zaś w Nowym Testamencie na określenie człowieka, który słucha słów Jezusa i postępuje zgodnie z nimi. Pewna kobieta zawołała do Jezusa: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz On rzekł: Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają” (Łk 11,27)1. Jezus błogosławi swoich uczniów, ponieważ przeżywają jego obecność: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” (Łk 10,23). Szczęśliwy jest więc zdaniem Jezusa ten, kto widzi Go w jego boskiej tajemnicy, kto Go rozumie i kieruje się Jego słowami. Można by więc powiedzieć, że szczęścia możemy dostąpić dzięki przeżyciu, które jest nam dane, na przykład przez intensywne doświadczenie Boga. Szczęście uzależnione jest od naszych czynów, od słuchania i przestrzegania słów Jezusa.

Ponieważ w Kazaniu na Górze Jezus ośmiokrotnie stosuje słowo makarios, jest to dla naszego tematu tekst o nadrzędnym znaczeniu. Ośmiokrotnie Jezus nazywa ludzi szczęśliwymi lub błogosławionymi czy też uszczęśliwionymi. Teksty błogosławieństw miały w dziejach egzegezy i duchowości bardzo różnorodne interpretacje, dominujące znaczenie odgrywają jednak przede wszystkim dwie, bardzo odmienne od siebie.

Pierwsza rozumie błogosławieństwa jako zapowiedź łaski: Błogosławieństw dostępują ściśle określeni ludzie w ściśle określonych sytuacjach, natomiast błogosławieństwo jest zawsze przeciwieństwem tego, czego ludzie doświadczają na tym świecie, czyli nędzy, smutku, prześladowań. Taka teologiczna interpretacja przeważa zwłaszcza w tradycji ewangelickiej: Bóg dokonuje zbawienia człowieka, natomiast człowiek pozostaje całkowicie bierny.

Druga interpretacja postrzega błogosławieństwa głównie jako przestrogi etyczne. Za tą interpretacją podąża zwłaszcza wykładnia pierwotnego Kościoła. Błogosławieństwa są dla niego etapami na drodze ku doskonałości. Grecki mistyk żyjący w IV wieku, Grzegorz z Nyssy, traktuje na przykład błogosławieństwa jako drogę na szczyt góry. Błogosławi się tutaj osiem cnót, które chrześcijanin powinien wprowadzać w życie. Zatem droga do szczęścia wiedzie również przez własne czyny oraz ćwiczenie ośmiu postaw, które Jezus tu błogosławi. Cel tej wewnętrznej drogi do osiągnięcia zadowolenia i szczęścia nie ma jednak wyłącznie natury psychologicznej – w rezultacie jest celem duchowym. Szczyt góry to dla Grzegorza z Nyssy symbol mistycznego doświadczenia Boga; zjednoczenia człowieka z Bogiem. Tam, wysoko na górze, człowiek jest wolny od świata i odczuwa bliskość Boga. Grzegorz z Nyssy widzi ludzkie szczęście (makariotes) w upodobnieniu się do Boga. Jeżeli człowiek zostanie doprowadzony przez Jezusa na górę, w pobliże Boga, i poprzez ćwiczenie ośmiu cnót będzie coraz bardziej upodabniał się do Niego, wtedy stanie się naprawdę szczęśliwy.

Dlatego interpretacja Kazania na Górze dokonana przez Ojców Kościoła nigdy nie miała wyłącznie wymiaru etycznego ani wyłącznie moralizatorskiego. Rozumiana była raczej jako droga do Boga podzielona na etapy; jako droga jednoczenia się z Bogiem. Już Orygenes dostrzegał to wewnętrzne powiązanie drogi etycznej i mistycznej. Sądził on, że Jezus sam daje nam moc, byśmy wprowadzali w życie cnoty, o których wspomina w błogosławieństwach. Wystarczy, żebyśmy tylko wykorzystali tę moc i odpowiedzieli na nią własną mocą. Jezus nie obdarza nas nią wyłącznie po to, byśmy dotarli na górę szczęścia. On sam jest jednocześnie właściwym darem. Jest On Królestwem Niebieskim. Pociechą, która nas pocieszy. Ziemią, którą posiadamy. Jest On zapłatą, którą otrzymujemy. Poprzez cnoty docieramy do Chrystusa, który jest w nas. A poprzez Chrystusa docieramy do naszego prawdziwego Ja, do drogocennej perły, dla której warto wszystko poświęcić (por. Mt 13,45); do naszego najczystszego szczęścia. Dlatego Orygenes pojmuje błogosławieństwa jako chrześcijańską drogę sztuki życia, jako duchową drogę do prawdziwego szczęścia.

Ojcowie Kościoła interpretowali osiem błogosławieństw w oparciu o filozofię grecką. Dzisiaj mamy do czynienia z dialogiem między religiami. Dlatego natychmiast narzuca się podobieństwo ośmiu błogosławieństw do „szlachetnej ośmiostopniowej ścieżki” Buddy. Ośmiostopniowa ścieżka lub ośmioraka droga ma według Buddy prowadzić do oświecenia oraz do wewnętrznego pokoju. Ma uwalniać od żądzy i otwierać naszą duszę na Boga. Osiem stopni tej drogi to dla Buddy: 1. Właściwy pogląd (wiedza o cierpieniu); 2. Właściwe postanowienie (myśli wolne od żądzy); 3. Właściwe słowo; 4. Właściwy czyn; 5. Właściwy żywot; 6. Właściwy wysiłek (opanowanie ducha); 7. Właściwa uważność; 8. Właściwa medytacja („Szczęśliwy człowiek, który posiadł spokój ducha i czujność”). Kto kroczy tą ośmiostopniową drogą, ten dostąpi szczęścia oświecenia. Przechodzi przez ten świat, wkraczając do doskonałości.

Osiem błogosławieństw to dla Jezusa droga do szczytu niebiańskiej kontemplacji, a jednocześnie do doskonałości Bożej. Kto ćwiczy tych osiem postaw, ten ma udział w całości bytu, w Boskiej doskonałości. Liczba „osiem” posiada również głębsze znaczenie symboliczne. Święty Augustyn interpretuje ją w oparciu o muzykę. Oktawa ponownie podejmuje zasadniczy ton. Zgodnie z takim symbolicznym rozumieniem, osiem błogosławieństw ma czynić człowieka na powrót takim, jakim pierwotnie miał być w planie stworzenia. Ósmy dzień jest dniem zmartwychwstania, który nie zna zmierzchu, i dlatego, jak pisał Otto Betz, spokój u kresu będzie trwał wiecznie, a ósmy dzień pomieści w sobie wieczną szczęśliwość. Ten wieczny spokój będzie trwał nadal w ósmym dniu i nie zakończy się w nim, bo w przeciwnym razie nie byłby wieczny. Dlatego ósmy dzień będzie tym, czym był pierwszy, i w ten sposób pierwotne życie okaże się nie minionym, lecz naznaczonym pieczęcią wieczności. Osiem błogosławieństw umożliwia nam zatem kontakt z pierwotnym blaskiem oraz szczęściem początku, jakiego mogli doświadczać ludzie w raju.

W naszych czasach teologiczna i filozoficzna interpretacja Kazania na Górze krążyła głównie wokół kwestii, czy przy jego pomocy da się konkretnie żyć i kształtować świat. I tak na przykład były kanclerz Niemiec, Helmut Schmidt, uważał – w ślad za tradycją ewangelicką – że przy pomocy Kazania na Górze nie da się uprawiać polityki ani kierować państwem. Niektórzy ewangeliccy interpretatorzy są zdania, że Kazanie na Górze pozwala wyłącznie przejrzeć się w lustrze, w którym można dostrzec, że jesteśmy grzesznikami, w lustrze, które wyraźnie pokazuje, że nie jesteśmy w stanie wcielić w życie obrazu człowieka, jaki ukazuje nam Jezus, i dlatego wraz z naszą grzeszną egzystencją jesteśmy skazani na łaskę Boga.

Teolog Joseph Ratzinger broni się zarówno przed wyłącznie moralną interpretacją, jak również przed rozumieniem wskazującym tylko na potrzebę łaski dla człowieka. Interpretacja moralna „nie pocieszy nas, lecz zniszczy”. Jednak z drugiej strony nie wystarcza również taka interpretacja, według której ukazano tu wyłącznie marność wszelkich ludzkich czynów i działań; że widoczne jest wyłącznie tyle, że nie dokonujemy niczego, a wszystko jest łaską. Tekst ten, zdaniem Ratzingera, ukazuje nam tylko wyraźnie, że w mroku ludzkiej grzeszności wszelkie różnice są bez znaczenia i nie ma powodu, aby się chełpić, ponieważ wszyscy zasługują na potępienie i wszyscy zostaną uratowani wyłącznie dzięki łasce. Według Ratzingera ten tekst przerażająco dobitnie uświadamia nam naszą potrzebę przebaczenia, ale pragnie nam przekazać też coś innego. Nie chce stawiać nas pod znakiem sądu i przebaczenia, co uczyniłoby wszelkie ludzkie działanie obojętnym. Ma na celu udzielenie nam wskazówki odnośnie do naszego życia: Pragnie nakierować nas na „więcej”, na ten „nadmiar” i tę wielkoduszność, która nie oznacza, że nagle staniemy się bezbłędnie „doskonałymi”, lecz że będziemy poszukiwać postawy miłości, która nie wylicza, lecz właśnie kocha.

W oparciu o tę interpretację, jak również o interpretację pierwotnego Kościoła, chciałbym w dalszej części książki ukazać błogosławieństwa jako drogę ćwiczeń prowadzącą do udanego życia, jako sztukę zdrowego życia, sztukę bycia szczęśliwym. W błogosławieństwach według mnie dochodzi do głosu tęsknota człowieka za szczęściem oraz obietnica, że tęsknota ta nie trafi w próżnię. Błogosławieństwa przemawiają do naszej tęsknoty za udanym życiem. Pozwalają zetknąć się ze światem, który nie zajmuje się wyłącznie problemami dnia codziennego, z naszym pragnieniem czegoś zupełnie innego. Dzięki temu, że błogosławieństwa podtrzymują przy życiu naszą tęsknotę za szczęściem na tym świecie, zmieniają go. Dla filozofa Maksa Horkheimera najważniejszym zadaniem religijnych rytuałów i słów jest to, że w naszym jednowymiarowym społeczeństwie rozbudzają tęsknotę za czymś zupełnie innym, co czyni nasz świat bardziej ludzkim. Błogosławieństwa są oknami, które umożliwiają spojrzenie na nasze tęsknoty za odmienną rzeczywistością. Nie ukazują politycznej czy społecznej utopii, która nigdy nie nastąpi, lecz możliwości, które są złożone w naszym sercu, możliwości, o których zapomnieliśmy lub których już zupełnie nie dostrzegamy, zajmując się wyłącznie banalnymi sprawami.

Fascynujące i zaskakujące jest to, że Jezus obiecuje swoim uczniom, którzy próbują wprowadzić w życie osiem postaw, to samo szczęście, które Grecy rezerwowali wyłącznie dla bogów Olimpu. Jeżeli stwierdzę ten fakt i umieszczę go w centrum mojego wyjaśnienia, wtedy ta interpretacja nie odsunie na margines pozostałych wyjaśnień. Jednakże swoje uzasadnienie czerpię ze słów, którymi Mateusz kończy pierwszą część Kazania na Górze: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Tymi słowami Jezus mówi ni mniej ni więcej tylko: Jeżeli ćwiczymy tych osiem postaw i cnót, wtedy mamy udział w Bogu, wtedy jesteśmy całkowicie podobni do Boga, szczęśliwi jak Bóg, doskonali jak Bóg, wolni jak Bóg, wtedy jesteśmy prawdziwie makarioi, szczęśliwi jak bogowie na Olimpie.

W swojej interpretacji będę opierał się na przekładzie, który Ulrich Luz przedstawił w swoim obszernym komentarzu do Ewangelii św. Mateusza. Wciąż będę przy tym zwracał uwagę na trudności z dokonaniem właściwego przekładu. Pierwsza trudność pojawia się już przy tłumaczeniu słowa makarios. „Szczęśliwy” (niem. glücklich) brzmi dla niektórych banalnie. „Błogosławiony” (niem. selig) jest słowem pochodzenia obcego, stosowanym dzisiaj wyłącznie w kontekście religijnym i odnosi się najczęściej do zbawienia na tamtym świecie. Można by przetłumaczyć makarios jako bezgranicznie szczęśliwy (niem. glückselig), uwzględniając w ten sposób oba aspekty. Podobnie jak uczynił to Ulrich Luz, decyduję się w przekładzie tekstów na „szczęśliwy”, nawet jeżeli tytuł niniejszej książki całkowicie świadomie pozostawia otwartymi oba te wymiary.


1 Wszystkie cytaty z Pisma Świętego pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2003 (przyp. red.).


Góra – łącznik pomiędzy niebem a ziemią

Mateusz rozpoczyna Kazanie na Górze zdaniem o doniosłym znaczeniu: „Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę” (Mt 5,1). W języku greckim brzmi to właściwie w ten sposób: Wyszedł na górę. Z pewnością autor ma na myśli górę Synaj. Mateusz widzi w Jezusie nowego Mojżesza. Podobnie jak kiedyś Mojżesz otrzymał na górze Synaj Boże Prawa i zaniósł je na dół swojemu ludowi, tak teraz Jezus przynosi wyjaśnienie tych Praw, aby ludzie poprzez poznanie i przestrzeganie tych wskazówek dotarli do celu swojej drogi, aby byli szczęśliwi.

Góra posiada we wszystkich religiach znaczenie duchowe. W Izraelu na myśl przychodzi święta góra Horeb (Synaj), na której Bóg obdarzył swój lud prawem. Mateusz z pewnością odwołuje się do tego żydowskiego punktu widzenia. Prawo było dla Żydów dobrodziejstwem, którego udzielił im Bóg, by ich życie było udane. Lud wychwala Boga za prawo. Dzięki niemu możliwe jest dobre życie we wspólnocie. Zaś każdy z osobna wie, jak powinien żyć, by móc odnaleźć wewnętrzny spokój oraz szczęście.

W innych religiach góra jest miejscem szczególnej bliskości z Bogiem. Jest łącznikiem pomiędzy niebem a ziemią, a przez to ulubionym miejscem spotkania Boga z człowiekiem. Bogu oddaje się często cześć na szczytach gór. Wiele religii zna świętą górę jako centralny punkt, pępek świata. Wspinaczka na szczyt świętej góry jest symbolem wewnętrznej drogi oczyszczania człowieka. I tak św. Jan od Krzyża opisał mistyczną drogę oczyszczenia jako wspinaczkę na górę Karmel. Góry są często miejscami rytuałów inicjacji, rozumie się je i doświadcza jako duchowe ośrodki mocy.

Jeżeli przy interpretacji Kazania na Górze uwzględnimy wszystkie te znaczenia, wtedy możemy rozumieć błogosławieństwa jako drogę inicjacji, jako drogę, na której odsłania się nam tajemnicę człowieczeństwa i tajemnicę Boga. Na górze spotykamy Jezusa nie tylko jako Tego, który jednoczy w sobie niebo i ziemię. Również Jego słowa otwierają nam okno, przez które widzimy jaśniejące nad nami niebo. Celem błogosławieństw nie jest pokazanie, jak mizerni jesteśmy wobec wymagań stawianych przez Jezusa. Na górze jako duchowym ośrodku mocy Jezus pragnie raczej umożliwić nam kontakt z naszą własną mocą, z potencjałem, który tkwi w naszej duszy. Na górze chce nam pokazać wielkość, do jakiej zdolne jest nasze serce. Pragnie wydobyć nas z codzienności, w której często zapominamy, że jesteśmy przecież dziećmi światła, dziećmi Boga.

Grzegorz z Nyssy traktuje górę jako miejsce, na które podążamy za Jezusem, by wznieść się z naszych niskich i ograniczonych poglądów „na duchową górę najwznioślejszych rozważań”. Góra jest otoczona Bożym światłem. Pozwala dostrzec rzeczy, których w codziennym życiu zwykle nie zauważamy. Począwszy od czasów Grzegorza wspinaczka na górę stała się istotnym symbolem mistycznej drogi chrześcijanina. Jeżeli wejdziemy wraz z Chrystusem na górę, odnajdziemy Go tam jako tego, który uleczy nasze choroby i weźmie na siebie naszą słabość. My zaś będziemy mogli „dotrzeć z Jezusem na wymarzony szczyt i ujrzeć wokół wszystkie dobra, jakie Słowo ukazuje każdemu, kto podąży za nim ku górze”. Błogosławieństwa, które Jezus wygłasza na górze, pragną zachęcić nas do patrzenia na Boga w jego doskonałości, a jednocześnie pomóc rozbłysnąć godności człowieka powołanego przez Boga, światłości nieba na ziemi, dzięki jego postępowaniu.


Błogosławieństwo – obietnica życia w pełni

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.