Stadion Wrocław - Michał Lein - ebook
Wydawca: Novaeres Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Stadion Wrocław - Michał Lein

Sportowe emocje już za nami. W naszym kraju po Euro zapanowała melancholia za dawnymi, lepszymi czasami w polskiej piłce nożnej. Polska była współgospodarzem najważniejszego europejskiego turnieju. Co nam, zwykłym Polakom oraz kibicom, zostało po Euro?

 

Książka pt. „Stadion Wrocław – nieopowiedziana historia” to wspomnienia prosto z placu budowy jednego z pierwszych w Polsce nowoczesnych stadionów. Całkiem subiektywna, humorystyczna, z lekką nutą ironii i żartu, pozwala spojrzeć na przygotowania, jak i na samo Euro z dystansem i z perspektywy czasu. Bez politycznych niuansów, gry interesów, medialnej podpuchy.

 

Budowę eurostadionu śledzimy od początku. Dowiemy się, kto wymyślił we Wrocławiu nowy gatunek żaby i dlaczego Niemcy cieszyli się, kiedy znaleźli niewybuch z II wojny światowej. Poznamy opinie ludzi zaangażowanych w budowę oraz zabawne anegdoty i ciekawostki, o których nie pisała prasa, nie nadawało radio ani nie pokazywała telewizja.

Opinie o ebooku Stadion Wrocław - Michał Lein

Fragment ebooka Stadion Wrocław - Michał Lein





Strona redakcyjna


Wstęp

Kiedy wpadłem na pomysł napisania niniejszej książki, był początek 2012 roku. Polski rząd przymierzał się wtedy do ratyfikowania kontrowersyjnej umowy ACTA, grupa hakerów skutecznie blokowała serwery polskiego sejmu, prezydenta, premiera, MON-u i... ministra Pawła Grasia. Pogłębiał się ogólnoświatowy kryzys ekonomiczny, Grecja i Włochy znowu zbankrutowały. Justyna Kowalczyk wygrywała kolejne zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich, deklasując Marit Bjorgen w pogoni za – czwartą już – Kryształową Kulą. Szczypiorniści trenera Bogdana Wenty po niewiarygodnym i zaciętym boju zremisowali ze Szwecją (później okaże się, że niepotrzebnie). A na Dolnym Śląsku, we Wrocławiu, trwała jeszcze budowa Stadionu Miejskiego, jednego z czterech obiektów przygotowywanych do rozgrywek w ramach Euro 2012. Wówczas sam jeszcze nie wiedziałem, czy zdążymy na czas... Ale głęboko w to wierzyłem.

Siedząc przed telewizorem tamtego zimowego wieczoru i słuchając medialnych doniesień, nie zdawałem sobie sprawy, że właśnie zaczynam mieć swój mały, własny udział w „wielkiej” historii. Dotarło to do mnie dopiero prawie pół roku później, w czerwcu, kiedy oczy milionów kibiców z całego świata zwrócone były na Polskę i Ukrainę.

Trzy mecze podczas Euro odbyły się na wrocławskim stadionie, który wspólnymi siłami projektowało i budowało tysiące ludzi, w tym ja i moi pracownicy. W poniższej książce przedstawiam kulisy tego przedsięwzięcia. Życzę miłej lektury!


1. Trudny początek, czyli coś z niczego

Na wybór gospodarza Euro 2012 czekaliśmy aż do kwietnia 2007 roku. O prawo do zorganizowania turnieju Polska i Ukraina rywalizowały z Włochami oraz duetem Chorwacja – Węgry. 18 kwietnia 2007 roku usłyszeliśmy upragnioną informację – Komitet Wykonawczy UEFA ogłosił wówczas, że to właśnie Polacy wraz ze wschodnimi sąsiadami będą organizować jedną z największych imprez piłkarskich na świecie.

Od tego dnia w kraju rozpoczęły się gorączkowe przygotowania. Władze sześciu miast: Gdańska, Poznania, Krakowa, Chorzowa, Warszawy oraz Wrocławia ubiegały się o przyznanie im statusu Miasta Gospodarza Euro 2012. W najbardziej krytycznych momentach, na przykład gdy w mediach pojawiły się wątpliwości, czy budowa stadionu we Wrocławiu ma szansę zostać dokończona, odrzucone kandydatury Krakowa i Chorzowa powracały jako ewentualne miejsca rozgrywek. Niektórzy wprost przepowiadali, że Wrocław straci prawo do organizacji turnieju.

My, czyli kadra inżynierska Generalnego Wykonawcy Instalacji (GWI), nigdy nie braliśmy takiej ewentualności pod uwagę.

***

Na przełomie 2009 i 2010 roku nastąpiła kontrowersyjna zmiana Generalnego Wykonawcy (GW). – W planie pierwszego wykonawcy generalnego, który wygrał przetarg, zakładano wylewanie pewnych elementów żelbetonowych na mokro – opowiada pan Bolesław Marciniszyn, inspektor ds. sanitarnych w spółce Wrocław 2012. – W praktyce oznaczało to, że w żaden sposób nie zdążymy wybudować stadionu na Euro. Nikt nie widział szans na poprawę sytuacji. Kiedy opóźnienia sięgnęły trzech miesięcy, Prezydent Miasta Wrocławia wypowiedział umowę temu konsorcjum i z wolnej ręki wybrano bawarską firmę Max Bögl. Niemcy zaproponowali składanie stadionu z prefabrykatów żelbetonowych, co pozwoliło nam ukończyć budowę na czas, choć termin i tak był dość krótki – wspomina pan Bolesław Marciniszyn. – Generalny Wykonawca został podmieniony po zamknięciu najtrudniejszych prac, po tak zwanym „wyjściu z ziemi”. Oznaczało to, że miejsce, w którym miał powstać Stadion Miejski, było już wtedy przygotowane na rozpoczęcie budowy.

***

Sytuacja wyglądała wówczas następująco: do Euro pozostały już tylko dwa lata. Pierwszy Generalny Wykonawca wytoczył miastu proces o sposób wyboru swojego następcy. Media spekulowały zaś, które miasto zastąpi Wrocław w charakterze gospodarza Euro 2012. Na Ukrainie były już natomiast gotowe stadiony w Doniecku oraz w Charkowie.

W tym samym czasie nowy Generalny Wykonawca, wybrany w uproszczonej procedurze, rozpoczął poszukiwania kadry inżynierskiej. Liczył się czas, szukano byle kogo, bez żadnego porządku, ponieważ nikt właściwie nie wiedział, kogo należy szukać – ludzi, którzy stworzą projekty od podstaw, czy może tylko kadrę wykonawczą. Czy kontynuować prace projektowe w firmach, które rozpoczęły prace za czasów poprzedniej ekipy, czy tworzyć je zupełnie od nowa... Kiedy rozważano powyższe kwestie, zapanował chaos, dreptanie w miejscu – nic nie posuwało się do przodu.

Rozmowy kwalifikacyjne nowego Generalnego Wykonawcy z przyszłymi kierownikami robót prowadzone były w hotelu Diament we Wrocławiu przy ul. Muchoborskiej 10.

Podczas rekrutacji kandydaci, oprócz oczywistych formalności, takich jak dostarczenie CV czy listu motywacyjnego, musieli zaprezentować się od strony praktycznej. Rozmowy prowadzone były w językach angielskim oraz niemieckim. Na wszelki wypadek zaangażowano tłumaczkę, służącą radą i pomocą, w razie gdyby zestresowany inżynier napotkał trudności w prezentowaniu swoich rozwiązań technicznych.

Poszukiwania kadry inżynierskiej stanowiły tylko niewielką część zadań, jakie należało wówczas wykonać. Generalny Wykonawca wkroczył na budowę już w marcu 2010 roku, ale w dalszym ciągu brakowało projektów wykonawczych niezbędnych do rozpoczęcia montażu instalacji. GW zdecydował się zlecić tę pracę jednej dużej firmie, pozbywając się tym samym problemu.

***

W maju 2010 roku na polu golfowym, gdzieś w Niemczech, spotkali się prezesi dwóch dużych niemieckich firm. Pozornie rozgrywali mecz. Prawdziwy powód spotkania był jednak inny. Prezesi, podkręcając golfową piłkę, prowadzili rozmowy, które jeszcze w tym samym miesiącu zostały sfinalizowane kontraktem podpisanym pomiędzy nowym Generalnym Wykonawcą a Generalnym Wykonawcą Instalacji (GWI).

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.