Wydawca: Świat Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 640 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ślepnąc od świateł - Jakub Żulczyk

Zagadkowa, dynamiczna miejska odyseja, pełna zaskakujących zwrotów akcji i splotów wydarzeń, skłaniająca do zastanowienia, co znaczą w dzisiejszych czasach podstawowe wartości: miłość, przyjaźń czy wierność. A może raczej… ile kosztują?

Zawsze chodzi wyłącznie o pieniądze. O nic innego. Ktoś może powiedzieć ci, że to niska pobudka. To nieprawda - oświadcza bohater najnowszej powieści Jakuba Żulczyka. Ten młody człowiek przyjechał z Olsztyna do Warszawy, gdzie prawie skończył ASP. By uniknąć powielania egzystencjalnych schematów swoich rówieśników – przyszłych meneli, ludzi mogących w najlepszym razie otrzeć się o warstwy klasy średniej, niepoprawnych idealistów – dokonał życiowego wyboru według własnych upodobań: Zawsze lubiłem ważyć i liczyć.

Waży więc narkotyki i liczy pieniądze jako handlarz kokainy. W dzień śpi, w nocy odbywa samochodowy rajd po mieście, rozprowadzając towar, ale także bezwzględnie i brutalnie ściągając od dłużników pieniądze, przy pomocy odpowiednich ludzi. Jego klientów, zamożnych przedstawicieli elity finansowej i kulturalnej, łączy przekonanie, że: Kokaina i alkohol kochają cię najbardziej na świecie. Bezwarunkowo. Jak matka, jak Jezus Chrystus, zmieniają nocne w miasto w panopticum ludzkich słabości i żądzy.

Jakub Żulczyk w poruszający sposób ukazuje współczesną rzeczywistość, zdeformowaną do tego stopnia, że handlarz narkotyków staje się równie niezbędny jak strażak czy lekarz; jest nocnym dostawcą paliwa dla tych, którzy chcą – albo muszą – utrzymać się na powierzchni.  

Jakub Żulczyk (1983r.) – pisarz, felietonista, scenarzysta. Pochodzi z Mazur, studiował w Olsztynie i Krakowie, mieszka i pracuje w Warszawie. Zadebiutował w 2006 r. w wydawnictwie Lampa i Iskra Boża powieścią młodzieżowo-romantyczną Zrób mi jakąś krzywdę. Autor powieści Radio Armageddon, (2008) i Instytut (2010) oraz dwóch części fantastyczno-przygodowego cyklu o Tytusie Grójeckim Zmorojewo i Świątynia, felietonów i artykułów (m.in. dla „Wprost”, „Dziennika”, „Playboya”, „:Przekroju” i „Tygodnika Powszechnego”), scenariuszy filmowych i telewizyjnych, a także książeczki dla dzieci Zdarzenie nad strumykiem. Stypendysta programu Willa Decjusza, zwycięzca międzynarodowego konkursu na esej Young Euro Connect.

Opinie o ebooku Ślepnąc od świateł - Jakub Żulczyk

Cytaty z ebooka Ślepnąc od świateł - Jakub Żulczyk

– chociaż nie mam pojęcia, między czym a  czym. Jednopasmowa, wyasfaltowana droga w  środku lasu. Brudna, opuszczona plaża rozpuszczająca się w  szarej, ciężkiej masie horyzontu; wyłącznie majaczący w  oddali statek daje mi do zrozumienia, że znalazłem się w  świecie, w  którym ktoś jeszcze żyje. Ale może na statku nikogo nie ma. Może jest jedynie dryfującą po wodzie, pustą skorupą. Rogatki jakiegoś nieokreślonego miasta, szare prostopadłościany pokrytych brezentem, opustoszałych budynków, rozbite latarnie, majaczące kontury zabudowań i  tylko szum przejeżdżających samochodów, gdzieś bardzo daleko. Nie mam przy sobie telefonu, dokumentów, pieniędzy. Nic. Znam tylko swoje imię; nie pamiętam swojej daty urodzenia, nie pamiętam adresu, numeru telefonu, nie pamiętam, jak nazywają
Ty wolisz mieć wszystko w  głowie – mówi. – Rozumiem. – Ja nic nie wolę. To ty, tak jak wszyscy, wyjąłeś sobie wszystko z  głowy i  włożyłeś w  tablet, w  komputer, w  chmurę, w  cokolwiek – odpowiadam. – W  pamięć zewnętrzną. Co się stanie, jak pamięć zewnętrzna się zepsuje?
następuje później, jeśli zdejmiesz przed kimś skórę i  mięśnie i  ktoś zobaczy twój słaby punkt, żarzącą się w  środku małą lampkę, latareczkę na wysokości splotu słonecznego, kryptonit, weźmie go w  palce ostrożnie jak perłę i  zrobi z  nim coś głupiego, włoży do ust, połknie, podrzuci, zgubi. Potem, znacznie później, zostaniesz sam z  dziurą jak po kuli, i  możesz wlać w  tę dziurę mnóstwo cudzych ciał, substancji i  głosów, ale nie wypełnisz, nie zamkniesz, nie zabetonujesz, nie ma chuja. Każdy ma tę małą lampkę, ten kryptonit. Ja też. Nigdy nie powinienem go nikomu pokazywać. Ona wstaje, bierze kurtkę. Nagle staje się złamana, szara, spatynowana. Coś straciła, a  strata
Widziałem ludzi w  moim wieku skażonych przez swoich rodziców, napchanych przez fałszywe obietnice, nakarmionych kłamstwem – że życie jest jakąś szansą, że gdzieś tam czeka na nich szczęście i  spełnienie, że świat, w  którym funkcjonują, pozwoli im stać się wymarzonymi wersjami siebie.
chciałbym mieć twarz, której nikt nie rozpoznaje; człowieka, który nigdy się nie urodził, którego nie ma w  żadnych rejestrach, którego nikt nie zna, nikt nie kojarzy. Człowieka, którego nikt nie żegna ani nie wita, którego wszyscy mijają; czasami chciałbym mieć taką twarz, codziennie inną, aby codziennie wszystko zaczynało się od nowa. To byłby najlepszy kamuflaż. Nie znać i  nie być obok nikogo, być zupełnie transparentnym. Mój najlepszy klient – wiem, że on ma tak samo. Że to
Wszystkie intencje są brudne. Zawsze myślimy wyłącznie o  sobie. Zawsze myślimy o  tym, aby się wzbogacić, aby coś ugrać, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, w  każdej sytuacji myślimy przede wszystkim o  naszej wygranej. Nic nie jest czyste.
Nie uprawiałem seksu z  żadną kobietą od paru miesięcy i  nie myślę o  tym na co dzień. Myśli tego rodzaju dekoncentrują, ale też ten brak cudzego ciała czasami daje o  sobie znać. To lekki, tępy ból, którego źródła nie da się do końca określić. Taki trochę nie w  ciele, zawieszony nad tobą. Swędzenie. Nieobecność. Cichy brak. Ale nie chcę jej teraz. To paskudnie tanie. Nieestetyczne. Słabe. Już to, że czasami jednak zostaję z  nią dłużej niż pięć minut, że słucham tego, co ma do powiedzenia, jest niedobre, co więcej, jest bezzasadne.
Kiedyś obudziłem się w  jej mieszkaniu i  patrzyłem, jak przebiera się przed lustrem, jak przez krótką, niezwykle krótką chwilę stoi przed nim naga, a  potem zakłada stanik i  majtki. Pamiętam, że wtedy powiedziałem jej: „Ile można cię pieprzyć, ile można to robić, to za mało, aby się nasycić, aby to zalać, zamknąć chociaż na chwilę; musiałbym cię zjeść; zabić i  zjeść. Od razu. Całą”. Wsmarować ją w  siebie.
Błąd. Najpospolitszy z  błędów. Chcieć kogoś to najgorsza z  motywacji. Chcieć kogoś tak, że nawet ta osoba tego nie zaspokoi. Nie chce się już wtedy tego, co rzeczywiście może się wydarzyć. Chce się potencji. Chce się snu. Tak myślę,
Dzieci to dla mnie obce istoty. To niby-ludzie, ale w  osobliwej wersji, pomniejszonej i  oszalałej. Nie mógłbym mieć dziecka. To jak mieć w  domu gadającego psa. To specyficzna forma bycia zakładnikiem. Poza tym nie widzę najmniejszego sensu w  tworzeniu nowych ludzi, skoro już od dawna wiadomo, że są wysoce niedoskonałym produktem.
Warszawa mnie zabija, ale ten proces boli nas oboje. Zabójca cierpi bólem wszystkich swoich ofiar, ale w  przeciwieństwie do nich nie może umrzeć. Warszawa. Ogromna, rozkładająca się za życia masa. Słyszę, jak skomle, cicho, z  daleka, jak zamknięty w  bagażniku pies.
Warszawa mnie zabija, ale ten proces boli nas oboje. Zabójca cierpi bólem wszystkich swoich ofiar, ale w  przeciwieństwie do nich nie może umrzeć. Warszawa. Ogromna, rozkładająca się za życia masa. Słyszę, jak skomle, cicho, z  daleka, jak zamknięty w  bagażniku pies.
Wszystkie intencje są brudne. Zawsze myślimy wyłącznie o  sobie. Zawsze myślimy o  tym, aby się wzbogacić, aby coś ugrać, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, w  każdej sytuacji myślimy przede wszystkim o  naszej wygranej. Nic nie jest czyste. Czystość to pewna idea. Punkt odniesienia, jak śmierć. Nikt nigdy nie doświadczył śmierci. Nikt nigdy nie widział czystości. Nawet dzieci chcą jeść. Mówi to człowiek z  pistoletem w  ręku,
Przemoc jest wszystkim, jest silnikiem świata. To całkiem zabawne, że ludzie udają, że nie rozumieją, skąd ona pochodzi. Że są nią oburzeni. Że zarzekają się, że sami jej nie używają; że nigdy nikogo by nie zranili, nie uderzyli, nie unieszkodliwili, bo przecież sami są sterylnie czyści jak jeziora utlenionej wody. Są uczynni, ofiarni, pomocni, dobroduszni, wysłuchują swoich przyjaciół, pomagają swoim rodzicom, wrzucają co roku pięćdziesiąt złotych do puszki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, oddają jeden procent podatku na remonty w  hospicjach i  rehabilitacje dla kalek. To komiczne, jak ludzie są święcie przekonani o  własnej dobroci. To właśnie jest najkomiczniejsze ze wszystkiego. Wszystko jest przemocą.
Ludzie są tylko po to, aby się popałętać i  potem zniknąć. Jak jakiś żart, o  którym wszyscy zapomnieli. Którego nikt nawet nie opowiedział. Ludzie jedynie wchodzą i  wychodzą, bez sensu, jak do i  z  tramwaju. Czerń nie ma końca i  nic w  niej nie słychać.
Ludzie kochają urojenia. Drżą od nich. Nazywają je sensami. Te „sensy” rozpuszczają się w  powietrzu w  momencie wypowiedzenia. Sama umiejętność ich sklecania jest pewnym fabrycznym uszkodzeniem. Ludzie wciąż myślą, że dla tych słabych, skazanych na wymarcie robaków również jest miejsce, że racja
Jeśli ktoś zrozumie, że wyrazy to tylko wyrazy, jeśli ktoś otworzy oczy trochę szerzej i  przyjmie ten widok, widok pustyni, jeśli pogodzi się z  tym, że jego jedynym zadaniem jest trwać jak najdłużej, wtedy może być pijany i  szczęśliwy, spokojny ze swoim zimnym kamieniem w  żołądku. To jest moja piosenka
całych sił. To ciało jest mi już zupełnie obce. Kiedyś było mi bliskie, było czymś, co pragnąłem mieć w  dłoniach, marzyłem, aby leżeć obok niego, chciałem wdychać jego zapach, ale teraz, razem ze swoją zawartością, jest dla mnie po prostu jak pudło pełne rzeczy, które już do niczego nie służą, od których należy się odciąć, które jak najszybciej należy wynieść na śmietnik. Jest letnie, a  przez to obrzydliwe w  dotyku; rzeczy powinny być albo zimne albo gorące. To jest niezwykle ważne, Jacek. To trochę odpowiada na pytanie, kim jesteś. Ale nie ma czegoś takiego
W  przeciętnej pracy biurowej ilość realnego czasu pracy w  ciągu dnia wynosi jakieś trzydzieści procent. Reszta to Facebook, papierosy, jedzenie wiórów na lunch, sranie, walenie konia, sny na jawie. U  mnie ilość realnego czasu pracy to cała doba, oprócz snu. Wrócę do domu pewnie około dziewiątej; na liczniku będę miał kolejne pięćset kilometrów. Będę musiał chwilę poćwiczyć, aby nie obudzić się skurczony jak starzec po kilkunastu godzinach za kółkiem.
Ma kutasa, ale nie jest mężczyzną. Nie szanuje kobiet. Nie słucha ich. Pieprzy je po to, aby odznaczyć kolejną kreskę na ścianie, pozacierać ręce przez chwilę, że teraz jest ich już trzydzieści siedem, a  nie tylko trzydzieści sześć. Jest ciotą, której trzeba podcierać dupę, gotować obiadki, robić za nią pranie. Wszystko, co mówi, brzmi piskliwie jak prośby małego dziecka o  zabawkę. Tym głosem, pozornie niskim, ale ze schowanym gdzieś pod spodem piskiem, każdemu opowiada wszystko. Przykleja się do ludzi lepkimi, trzymanymi przedtem w  gaciach paluchami, wpycha im do głów wątpliwej jakości informacje, aby wzbudzić ich zaufanie. Żongluje sekretami. Krótko trzyma w  ustach, a  następnie wypluwa wstydliwe fakty. Kłamie. Łasi się. Wije. Jest miękki. Jest z  tego złego miotu, który nigdy nie ma własnej myśli, suchej ręki, pełnego wzwodu. – Niech spierdala. Nie będę za nią latał. Przez rok żyła za mój hajs – mówi, dzieląc kreski na