Skrywana miłość  - Diana Palmer - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Skrywana miłość - Diana Palmer

J.B. Hammock lubi kobiety, chociaż z żadną z nich nie chce się wiązać na stałe. Jednak Tellie Maddox zawsze o niego zabiegała. Gdy częściowo traci pamięć na skutek wypadku, nabiera przekonania, że jest ulubienicą J.B. Nie chcąc jej ranić, J.B. zaczyna odgrywać rolę przyjaciela. Wkrótce przyjaźń przeradza się w głębsze uczucie. Wtedy Tellie odzyskuje pamięć...

Opinie o ebooku Skrywana miłość - Diana Palmer

Fragment ebooka Skrywana miłość - Diana Palmer






Diana Palmer

Skrywana miłość

Tłumaczyła Anna Bielska

Harlequin


Tytuł oryginału: Heartbreaker
Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2006
Redaktor serii: Małgorzata Pogoda
Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla
Korekta: Maria Kaniewska





© 2006 by Diana Palmer

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin

i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona

ISBN 978-83-238-5056-4

Indeks 356948

GORĄCY ROMANS – 789

Konwersja: Nexto Digital Services


Witam serdecznie w sierpniu. Już kolejny miesiąc cieszymy się wakacjami i cudowną pogodą. A oto tytuły na lato w serii Gorący Romans:

Misja „Casanovy" – kolejna część miniserii „Dynastia Elliottów".

Historia uczucia Bryana Elliotta i dziewczyny, której pomaga.

Skrywana miłość – skomplikowana miłosna intryga opisana przez

lubianą autorkę Dianę Palmer.

Szczęśliwy powrót i Noc na plaży (Gorący Romans Duo) –

dwie historie, w których istotną rolę odgrywa pewna noc sprzed lat...


Zapraszam do lektury


Małgorzata Pogoda














Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.


Czekamy na listy.

Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


ROZDZIAŁ PIERWSZY


To był męczący semestr. Tellie Maddox uzyskała wymarzony dyplom z historii, ale nie to było najważniejsze. Czuła się zdradzona. On nie pojawił się ani na ćwiczeniach zaliczeniowych, ani potem.

Marge, która wychowywała Tellie, miała dwie córki: Dawn i Brandi. Żadna z nich nie była spokrewniona z osieroconą przed wielu laty Tellie, ale były jej bliskie niczym siostry. Obie zjawiły się tu w tym wyjątkowym dla niej dniu. J. B. nie. Po raz kolejny jej radość została zmącona, a odpowiedzialność za to ponosił J. B.

Rozejrzała się ze smutkiem po pokoju akademika, który przez ostatnie cztery lata dzieliła z koleżanką z wydziału historii, Sandy Melton, i przypomniała sobie, jak bardzo czuła się tutaj szczęśliwa. Sandy wyjechała już do Anglii, gdzie miała kontynuować studia z historii średniowiecza.

Tellie odgarnęła z czoła krótkie ciemne włosy i westchnęła. Usiłowała znaleźć ostatni podręcznik, który zamierzała sprzedać w uczelnianej księgarni. Będzie jej potrzebny każdy grosz, żeby przetrwać lato. Wraz z początkiem semestru jesiennego będzie musiała opłacić dalsze studia magisterskie. Chciałaby w przyszłości uczyć w college’u, a ze stopniem licencjata nie miała na to żadnych szans, chyba że uczyłaby dorosłych jako młodszy asystent.

Kiedyś myślała, że J. B. zakocha się w niej i zechce się z nią ożenić. Te beznadziejne marzenia z każdym dniem stawały się coraz bardziej mgliste.

J. B. Hammock był bratem Marge, a matka Tellie była żoną najlepszego stajennego pracującego u J. B., który po śmierci żony przepadł bez wieści. Tellie, pomimo sprzeciwów Marge, znalazła się w rodzinie zastępczej, J. B. stwierdził bowiem, że wdowa z dwójką dzieci na utrzymaniu nie potrzebuje dodatkowych kłopotów w osobie nastolatki. Wszystko jednak uległo zmianie po tym, jak Tellie została zaatakowana przez chłopaka, członka rodziny zastępczej, do której ją skierowano. J. B. usłyszał o tym wydarzeniu od zaprzyjaźnionego policjanta. Wspólnie nakłonili Tellie do złożenia zeznań. Opowiedziała, jak obezwładniła napastnika, kiedy usiłował ściągnąć jej bluzkę. Przytrzymała go, siadając na nim i krzycząc aż do momentu, gdy przybiegła cała rodzina. Pomogło jej to, że chłopak był od niej mniejszy i nieco pijany. Miał wówczas zaledwie trzynaście lat. Umieszczono go w poprawczaku. J. B. jeszcze tej samej nocy zabrał Tellie z rodziny zastępczej i przywiózł prosto do Marge, która niemal natychmiast obdarzyła ją miłością.

Większość ludzi lubiła Tellie. Była uczciwa i prostolinijna, poświęcała innym dużo czasu i nie bała się ciężkiej pracy. Już w wieku czternastu lat zajmowała się kuchnią i opiekowała się Dawn i Brandi. Miały wówczas dziewięć i dziesięć lat i podobało im się towarzystwo starszej koleżanki. Praca Marge wymagała od niej przebywania poza domem o różnych porach, mogła jednak polegać na Tellie, która pomagała dziewczynkom ubrać się do szkoły i odrobić lekcje. Dbała o nie jak siostra.

Tellie upatrzyła sobie J. B., który był bardzo bogaty i miał ognisty temperament. Był właścicielem setek akrów pastwisk w okolicy Jacobsville, gdzie hodował bydło czystej rasy Santa Gertrudis i zabawiał sławnych gości na wielkim, stuletnim ranczu. Jeszcze z czasów, kiedy był mistrzem rodeo, znał sławnych polityków, gwiazdy filmowe i różne zagraniczne osobistości. Zatrudniał wspaniałego szefa kuchni, Francuza, oraz gospodynię o imieniu Nell, która potrafiła kilkoma ruchami oskubać kaczkę z piór. Nell prowadziła dom, a do pewnego stopnia kontrolowała także samego J. B. Jego maniery były nienaganne: spuścizna po babce Hiszpance i bogatym dziadku Angliku o arystokratycznym pochodzeniu. Pomimo rdzennie amerykańskiego zajęcia, jakim było hodowanie bydła, korzenie J. B. były w Europie.

J. B. miał wiele zalet, ale onieśmielał ludzi. Słynął z tego, że kiedyś przegnał Ralpha Barrowsa, wymachując repliką miecza z Władcy Pierścieni. Barrows upił się i postrzelił ukochanego owczarka J. B. za to, że na niego warczał i szczekał, kiedy nad ranem, podczas obchodu, usiłował dostać się do szopy. Na ranczu picie było zabronione. I nikt nigdy nie krzywdził tu zwierząt. Ponieważ J. B. nie mógł się od razu dostać do szafki, w której trzymał broń, chwycił ze ściany miecz i ruszył do szopy, gdy tylko mu doniesiono, co się stało. Pies wyzdrowiał, chociaż od tamtej pory kulał. A Barrowsa więcej nie widziano.

J. B. nie był zbyt towarzyski i trzymał się raczej na uboczu, choć wydawał na ranczu huczne przyjęcia. Nie unikał jedynie towarzystwa pięknych kobiet, które masowo go odwiedzały, przylatując jego prywatnym samolotem. Miał nieposkromiony charakter i arogancję, do której prawo dawały mu bogactwo i pozycja.

Tellie znała go najlepiej. Lepiej nawet niż Marge, ponie

waż jako czternastoletnia dziewczynka zaopiekowała się nim po śmierci jego ojca. Kiedy zadzwoniła spanikowana Nell i powiedziała, że J. B. upił się okrutnie, szaleje i niszczy cały dom, kazała się do niego zawieźć. Uspokoiła go i zaparzyła mu kawy cynamonowej, aby wytrzeźwiał. J. B. nauczył się tolerować jej interwencje, a ona uważała go za swojego mężczyznę. Nikt nie ośmielił się tego tak nazwać, nawet ona sama, traktowała go jednak z zaborczością i kiedy dorosła, stała się zazdrosna o inne kobiety, które licznie przetaczały się przez jego życie. Starała się nie dać tego po sobie poznać, ale i tak było to oczywiste.

Gdy miała osiemnaście lat, jedna z jego dziewczyn wypowiedziała pod adresem Tellie kąśliwą uwagę. W odpowiedzi usłyszała od niej, że J. B. nie będzie jej tolerował, jeśli będzie niemiła dla jego rodziny. Po wyjeździe dziewczyny J. B. wezwał Tellie na rozmowę. Jego zielone oczy ciskały błyskawice, a czarne włosy niemal się zjeżyły z wściekłości. Uświadomił jej wówczas, że nie jest jej własnością i nie wolno jej się w ten sposób zachowywać. Nie omieszkał też przypomnieć przykrego faktu, że nawet nie jest jego rodziną, nie ma zatem prawa dyktować mu, co ma robić.

Tellie wypaliła, że wszystkie jego dziewczyny są takie same: długie nogi, wielkie biusty i mózgi nietoperzy. J. B. zerknął na jej biust i stwierdził, że zdecydowanie nie pasuje do tego opisu. Spoliczkowała go za to. Zrobiła to odruchowo i natychmiast pożałowała, ale zanim zdążyła coś zrobić, J. B. chwycił ją, przyciągnął do siebie i pocałował w taki sposób, że nawet teraz, po czterech latach, robiło jej się słabo na samo wspomnienie tamtej chwili. Była pewna, że chciał ją w ten sposób ukarać. Otworzyła usta w niemym proteście, a jego ciałem wstrząsnął lekki dreszcz. Przycisnął ją do oparcia kanapy, a jego pocałunek stał się bardziej namiętny. Obudził w niej uczucie, które sprawiło, że odepchnęła go i uwolniła się z uścisku. Spojrzał na nią płonącym z gniewu wzrokiem, jakby zrobiła coś niewybaczalnego, po czym kazał jej się wynosić ze swojego życia i trzymać z daleka. W tym samym tygodniu miała wyjechać do college’u. Nawet się z nią nie pożegnał. Od tamtego dnia zupełnie ją ignorował.

Minęły wakacje. Napięcie między nimi powoli zelżało, ale J. B. zawsze pilnował, żeby już nigdy więcej nie zostali sam na sam. Dawał jej prezenty z okazji urodzin i na święta Bożego Narodzenia, ale nie było to nic osobistego – jakieś rzeczy do komputera albo książki historyczne, o których wiedział, że lubi. Ona dawała mu krawaty. Na wyprzedaży kupiła całe pudło identycznych krawatów i obdarowywała go nimi przy każdej okazji. Marge zauważyła, że te prezenty są dość nietypowe, ale sam J. B. nie komentował tego ani słowem, tylko dziękował. Najprawdopodobniej komuś je oddawał, bo nigdy ich nie nosił. Były żółte z zielonym smokiem o czerwonych oczach. Tellie miała jeszcze zapas, który spokojnie wystarczyłby na kolejne dziesięć lat… Powróciła myślami do teraźniejszości.

– Jesteś gotowa, Tellie? – od strony drzwi doleciał głos Marge.

Była podobna do brata, wysoka, o ciemnych włosach, ale oczy miała piwne, a nie zielone jak J. B. Była miła, spokojnego usposobienia, otwarta, ciekawa życia i przez wszystkich lubiana. Powtarzała Tellie, że dla niektórych miłość jest wieczna, nawet jeśli ukochana osoba umrze. Wiedziała, że nie znajdzie nikogo równie wspaniałego jak jej mąż, więc nawet nie próbowała szukać.

– Mam jeszcze parę rzeczy do spakowania – odparła Tellie.

Dawn i Brandi z ciekawością rozglądały się po pokoju w akademiku.

– Wy też będziecie tak kiedyś mieszkać – zapewniła je Tellie.

– Ja nie – odparła młodsza z sióstr, szesnastoletnia Dawn. – Kiedy skończę college rolniczy, będę królową hodowców bydła jak wujek J. B.

– A ja będę adwokatem – odparła starsza Brandi. – Chcę pomagać biednym.

– Mnie już jej się udaje zagadać. – Margie mrugnęła porozumiewawczo do Tellie.

– Mnie też – przyznała się Tellie. – Nadal ma mój ulubiony żakiet. Nawet nie zdążyłam go włożyć po raz drugi.

– Bo ja w nim lepiej wyglądam – zapewniła Brandi. – Czerwień to nie twój kolor.

Bystra dziewczyna, pomyślała Tellie. Za każdym razem, kiedy myślała o J. B., przed oczami miała czerwień.

Marge przyglądała się z poważnym wyrazem twarzy, jak Tellie pakuje walizkę.

– Naprawdę coś pilnego zatrzymało go na ranczu – odezwała się łagodnym tonem. – Stodoła stanęła w ogniu. Przyjechała straż pożarna z całego hrabstwa, żeby ugasić pożar.

– Jestem pewna, że przyjechałby, gdyby tylko mógł – odparła grzecznie Tellie.

Ale nie wierzyła w to. J. B. nie wykazywał żadnego zainteresowania jej osobą przez ostatnie kilka lat. Unikał jej jak ognia. Może krawaty doprowadziły go do szaleństwa i sam podpalił stodołę, wyobrażając sobie, że jest wielkim smokiem. Ta myśl ją rozbawiła i roześmiała się.

– Z czego się śmiejesz? – spytała Marge.

– Pomyślałam, że może J. B. zwariował i zaczął wszędzie widzieć żółte smoki.

Marge zachichotała.

– Wcale by mnie to nie zdziwiło. Te krawaty są obrzydliwe!

– Uważam, że do niego pasują – odparła przekornie Tellie. – Jestem pewna, że w końcu któryś z nich włoży.

– Cóż, nie czekałabym na to.

– Kto jest atrakcją miesiąca? – zastanowiła się na głos Tellie.

Margie uniosła brew. Dobrze wiedziała, co Tellie ma na myśli. Obawiała się, że jej brat już nigdy nie potraktuje poważnie żadnej kobiety.

– Umawia się z jedną z kuzynek Kingstonów, z Fort Worth. Startowała w konkursie na miss Teksasu.

Tellie to nie zdziwiło. J. B. uwielbiał ładniutkie blondynki. Przez wiele lat widziała całe stada gwiazdek filmowych u jego boku. Ze swoją figurą i zwyczajną twarzą nie mogła się liczyć w konkurencji.

– To tylko lalki na pokaz – szepnęła złośliwie Marge, tak aby córki jej nie usłyszały.

Tellie roześmiała się.

– Och, Marge, co ja bym bez ciebie zrobiła?

Marge wzruszyła ramionami.

– My przeciw mężczyznom tego świata. Nawet mój brat od czasu do czasu kwalifikuje się do zastępów wroga. – Przerwała na chwilę. – Nie dają wam płyt z ćwiczeniami zaliczeniowymi?

– Dali razem z dyplomem. Czemu pytasz?

– Miałam pomysł, żeby przydybać J. B. w jego gabinecie i związać sznurami, a potem kazać mu oglądać tę płytę przez dwadzieścia cztery godziny. Zemsta jest słodka.

– Usnąłby z nudów – westchnęła Tellie. – I nie winiłabym go, bo sama niemal zasnęłam.

– Wstydź się! Przemawiał znany polityk.

– Znany z tego, że jest nudny – odezwała się z uśmiechem Brandi.

– Zauważyłyście, jak wszyscy zaczęli klaskać, kiedy skończył? – dodała Dawn.

– Obie za długo ze mną przebywacie – stwierdziła Tellie. – Przejmujecie wszystkie moje złe nawyki.

– Kochamy ciebie i twoje złe nawyki. – Przytuliły ją. – Gratulacje z okazji dyplomu!

– Bardzo dobrze się spisałaś – zawtórowała Marge. – Jestem z ciebie dumna!

– Ci, co kończą z wyróżnieniem, nie mają życia towarzyskiego, mamo – zauważyła Brandi. – Nic dziwnego, że ma takie stopnie. Każdy weekend siedziała w akademiku i zakuwała!

– Nie każdy – wymruczała Tellie. – Była wycieczka archeologiczna.

– Z drużyną palantów – ziewnęła Dawn.

– Nie wszyscy byli palantami, a ja lubię wykopywać stare rzeczy.

– Powinnaś dostać dyplom z archeologii, a nie z historii – stwierdziła Brandi.

– Jednak wolę grzebać w starych dokumentach niż w starociach z ziemi. To przynajmniej czystsze zajęcie.

– Kiedy zaczynasz zajęcia na studiach magisterskich? – spytała Marge.

– Na jesieni. Pomyślałam, że zrobię sobie wakacje i spędzę trochę czasu z wami. Będę pracować u braci Ballenger, kiedy Calhoun i Abby popłyną z chłopakami do Grecji. W końcu na coś mi się przydadzą te lata spędzone na ranczu z J. B. Przynajmniej wiem co nieco o karmieniu bydła i o pracy papierkowej.

– Calhoun i Abby to szczęściarze – westchnęła Dawn. – Też chciałabym mieć trzy miesiące wakacji.

– Każdy by chciał – zgodziła się Tellie. – Dla mnie praca to wakacje od studiowania. Biologia była naprawdę ciężka.

– My się już w szkole nie zajmujemy sekcjami – powiedziała Brandi. – Teraz wszyscy boją się krwi.

– My też nie robimy sekcji. Mieliśmy tylko martwego szczura, którego trzeba było opisać. Dobrze, że w sali działała klimatyzacja.

– A skoro już o tym mowa, może macie ochotę na hamburgera? – spytała Marge.

– Mamo, nikt nie robi sekcji krowom – poinformowała ją Brandi.

– Możemy pokrajać hamburgera – zaproponowała Tellie – i zidentyfikować, z jakiej części krowy pochodzi.

– Jest z wołu, a nie z krowy – rzekła sucho Marge. – Możesz odbyć kurs poprawkowy na ranczu 101, Tellie.

Wszyscy wiedzieli, kto byłby wówczas nauczycielem. Uśmiech Tellie zniknął.

– Myślę, że całą potrzebną wiedzę uzyskam od Justina.

– Pracuje dla nich teraz kilku nowych przystojnych kowbojów – rzuciła Marge z błyskiem w oku. – Jeden z nich to były komandos, który wychował się na ranczu w zachodnim Teksasie.

Tellie wzruszyła ramionami.

– Nie wiem, czy mi się chce poznawać jakichkolwiek mężczyzn. Zostały mi jeszcze trzy lata studiów, a potem będę mogła uczyć historii w college’u.

– Teraz też możesz uczyć, prawda? – spytała Dawn.

– Mogę, ale tylko dorosłych na kursach – odparła Tellie. – Żeby uczyć w college’u, muszę mieć tytuł magistra, a najlepiej doktora.

– A czemu nie chcesz uczyć małych dzieci? – zainteresowała się Dawn.

Tellie uśmiechnęła się.

– Ponieważ zniszczyłyście wszelkie złudzenia, jakie miałam co do słodkich maleństw – odparła i schyliła się, ponieważ Dawn rzuciła w nią poduszką.

– Byłyśmy takimi uroczymi dziećmi! Lepiej to przyznaj, Tellie, bo zobaczysz!

– Co zobaczę?

– Przypalę ziemniaki! Dzisiaj moja kolej w kuchni – wyjaśniła Dawn.

– Nie zwracaj na nią uwagi – rzekła Marge. – Zawsze przypala ziemniaki.

– Och, mamo! – zaprotestowała Dawn.

Tellie roześmiała się, jednak w sercu nie było jej do śmiechu. Było jej smutno, ponieważ J. B. nie przyszedł na rozdanie dyplomów i nic nie mogło tego zrekompensować.


Dom Marge znajdował się na obrzeżach Jacobsville, niecałe sześć mil od wielkiego rancza, które od trzech pokoleń należało do rodziny. Był to przyjemny dom z wykuszowymi oknami i niewielkim gankiem z białą huśtawką. Dokoła rosły zasadzone przez Marge kwiaty. Był maj, wszystko było w pełnym rozkwicie. Niewielki ogród tonął we wszystkich barwach tęczy; dumą i szczęściem Marge był kącik obsadzony różami. Były to stare gatunki, których zapach przyprawiał o zawrót głowy.

– Już zapomniałam, jak tu pięknie – zachwyciła się Tellie. – Howardowi też się bardzo podobało – odparła Marge z oczami przesłoniętymi falą wspomnień. Rozejrzała się po równo przystrzyżonym trawniku, przez który wiła się kamienna ścieżka prowadząca na ganek.

– Nigdy go nie poznałam – odparła Tellie. – Musiał być wyjątkowym człowiekiem.

– Był – przytaknęła Marge i posmutniała.

– Patrzcie, wujek J. B.! – zawołała Dawn, wskazując na drogę, która prowadziła w kierunku podjazdu do domu Marge.

Tellie poczuła, jak jej ciało sztywnieje. Odwróciła się, widząc zatrzymującego się pod domem w tumanach kurzu czerwonego sportowego jaguara. Z samochodu wyłonił się J. B.

Był wysoki i szczupły, miał kruczoczarne włosy, ciemnozielone oczy, wystające kości policzkowe i wąskie usta. Przyciągał kobiety niczym magnes. Serce Tellie zaczęło bić mocniej.

– Gdzie się, do diabła, podziewałyście? – warknął, podchodząc ku nim. – Wszędzie was szukałem, aż w końcu zrezygnowałem i wróciłem do domu!

– Co to znaczy, gdzie się podziewałyśmy? – odezwała się Marge. – Byłyśmy na rozdaniu dyplomów u Tellie, na które nie raczyłeś się zjawić!

– Byłem z drugiej strony stadionu – odparł surowym tonem. – Zanim was zobaczyłem, już było po wszystkim, a kiedy zdążyłem dotrzeć na parking, was już nie było.

– Przyjechałeś na rozdanie dyplomów? – spytała cicho Tellie.

Odwrócił się, spoglądając na nią. Miał olbrzymie oczy, okolone gęstymi rzęsami, głęboko osadzone i przenikliwe.

– Mieliśmy pożar. Spóźniłem się. Sądziłaś, że ominę tak ważne wydarzenie jak twój dyplom? – dodał ze złością, ale nie patrzył Tellie w oczy.

Zrobiło jej się lżej. Nie chciał jej. Była dla niego jak druga siostra. Jednak każdy kontakt z nim sprawiał, że drżała z rozkoszy. Nie potrafiła skryć radości, która rozpromieniła jej twarz i uczyniła ją piękną.

J. B. rozejrzał się dokoła z irytacją i chwycił dłoń Tellie, a ona poczuła przeszywający ją aż do głębi dreszcz.

– Chodź – powiedział i poprowadził ją w stronę samochodu.

Posadził ją na miejscu pasażera, a sam usiadł z drugiej strony. Sięgnął do schowka z przodu i wyjął owinięte w złoty papier pudełko. Podał je Tellie.

– To dla mnie? – zdziwiła się.

– Dla nikogo innego – uśmiechnął się lekko. – Śmiało, otwórz.

Rozerwała papier. Pudełko było od jubilera, ale stanowczo za duże na pierścionek. Otworzyła je i zamarła.

– Co się stało? Nie podoba ci się?

To był zegarek z Myszką Miki. Wiedziała, co to oznaczało: jego sekretarka, panna Jarrett, którą zwykle wysyła, by kupowała za niego prezenty, w końcu straciła cierpliwość. Sądziła pewnie, że J. B. kupuje biżuterię dla jednej ze swoich dziewczyn, i w ten sposób chciała mu dać do zrozumienia, żeby od tej pory sam zajmował się takimi sprawami.

Tellie było przykro, bo wiedziała, że dla dziewczynek i dla Marge J. B. sam robi zakupy. No ale ona nie była członkiem rodziny.

– Bardzo… ładny – wydukała, zdając sobie sprawę z niewygodnie przeciągającej się ciszy.

Wyjęła zegarek z pudełka i dokładnie mu się przyjrzała. Z ust J. B. wylał się potok przekleństw, zanim zdążył się pohamować. Zabije Jarrett, poprzysiągł to sobie.

– To ostatni krzyk mody – powiedział z celową nonszalancją.

– Podoba mi się, naprawdę. – Włożyła zegarek na rękę. I faktycznie jej się podobał. Spodobałby jej się nawet zdechły szczur, gdyby tylko dostała go w prezencie od J. B. Nie mogło być inaczej, bo go kochała.

Do J. B. dotarła w końcu śmieszność całej tej sytuacji. W jego zielonych oczach rozbłysły iskierki.

– Nikt inny w akademiku nie będzie miał takiego zegarka.

Tellie roześmiała się, a śmiech uczynił jej twarz promienną.

– Dziękuję, J. B. – powiedziała.

Przyciągnął ją do siebie na tyle blisko, na ile pozwalało wnętrze samochodu, i spojrzał na jej rozchylone usta.

– Z pewnością potrafisz mi lepiej podziękować.

Tellie uniosła twarz, przymknęła oczy i poczuła jego twarde usta na swoich miękkich wargach. J. B. znieruchomiał.

– Nie, nie potrafisz – wyszeptał, kiedy Tellie nie otwierała ust.

Delikatnie nacisnął palcami jej policzki, by rozchyliła wargi. Tellie wsiąkła w jego napierające usta i mgłę wypełniającą wnętrze samochodu.

Uniósł głowę i spojrzał na nią pożądliwie.

– I znowu to samo… – rzekł sucho.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com