Sevile - Marta Dąbkowska - ebook
Wydawca: Novaeres Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 109 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Sevile - Marta Dąbkowska

Sevile. Magia i miłość” to paranormalny romans dla tych, którzy mają dość bezbronnych księżniczek ratowanych przez dzielnych rycerzy. Czas odwrócić historię i poznać nietypową kobietę, dbającą o życie nieporadnego mężczyzny.

 

Selena jest sevilem. Istotą z innego wymiaru wtrącającą się w życie ludzi. Zostaje jej powierzona odpowiedzialna misja – zniszczenie naukowca, który jest coraz bliżej prawdy i odkrycia tajemnicy sevili. Ciężko jest jednak zrealizować plan, gdy dostaje się ciało człowieka, którym nie umie się posługiwać. Dziewczyna, prócz nowych doznań i emocji, będzie musiała zmierzyć się z silnym uczuciem do swojego celu. Wie, że go kocha. Wie, że musi go zabić. Czy będzie umiała połączyć te dwie opcje?

Opinie o ebooku Sevile - Marta Dąbkowska

Fragment ebooka Sevile - Marta Dąbkowska






Strona redakcyjna


Prolog

Bo jak śmierć potężna jest miłość.

Biblia (Pnp 8,6)

Miłość.

Czym tak naprawdę jest?

Stworzenia takie jak my nie znają tego uczucia. Nie jesteśmy ludźmi. Nie znamy tak skomplikowanych emocji.

Ale istnieje jeden wyjątek.

Mój.

A w życiu każdego człowieka lub tworu takiego jak ja przychodzi moment, kiedy trzeba się poświęcić.

Ja najwyraźniej nie jestem na to gotowa.

Jedyne, czego mogę dokonać, to złożyć w ofierze kogoś innego zamiast siebie.


Rozdział I. Misja

Cel – zadanie, które wyznaczamy naszym marzeniom.

Ambrose Bierce

To, że musiałam zwracać się do Vincenta „pan”, już było wystarczająco skandaliczne i upokarzające. Miał kilka setek na karku, tak jak ja. Dajcie spokój! Facet, w dodatku taki jak on, nie zasługuje na to, by okazywać mu cześć!

On też za mną nie przepadał. Zresztą żaden z sevilów go nie trawił. Uważał nas za swoich poddanych. Dobra, miał większą moc niż my wszyscy razem wzięci. Tylko co z tego, jeśli nie umie jej odpowiednio wykorzystać? Byłabym trzy razy lepszym władcą niż on. Jestem tego pewna.

Przeszłam przez długi oświetlony korytarz prowadzący do sali tronowej. Dookoła latały jakieś małe stworki i zewsząd dobiegał ich cichutki śpiew. Ktoś powinien zamykać okna, których w całym pałacu było mnóstwo, żeby te świństwa nie mogły się tu dostać. Nic mnie tak nie irytowało, jak te upierdliwe wróżki.

Oczywiście nic poza Vincentem.

Hol był wyjątkowo długi. Idąc nim, zdążyłabym przemyśleć swój cały życiorys, choć przez te setki lat trochę się tego nazbierało.

Siedziałam tu już kilka wieków, a jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tych dziwnych podłóg. Miałam wrażenie, że niebieski dywan zmienia się z każdym moim krokiem w obłoczki. Tak, wędrowałam wśród chmur.

I tu pojawia się pytanie: czy jesteśmy jak anioły?

Kiedy tu trafiłam, tak właśnie uważałam. Ale nie. Sevile zamieszkują przestrzeń, której jeszcze nikomu nie udało się zobaczyć ani zbadać. To sfera między Niebem a Piekłem, tuż nad Ziemią. Z tej perspektywy możemy spokojnie obserwować poczynania ludzi. No i cóż poradzić, że czasem lubimy wtrącać się w człowiecze życie.

Przerwałam rozmyślania, gdy przede mną, jak z mgły (w sumie nasz pan gustował w drogich cygarach), wyrosła ogromna brama. Zbudowano ją ze szkła, które było wyjątkowo grube i ciemne, tak by gość nie mógł ujrzeć niczego, co znajduje się po drugiej stronie. Czasem miałam ochotę walnąć w tę szybę z całej siły i zobaczyć, jak Vincent robi się czerwony na twarzy ze złości. Przychodziło mi także do głowy, by zbliżyć się do ramy i zrobić głupią minę. Chociaż nie jest powiedziane, że przez prawie czarne, otoczone gęstym jak mleko dymem szkło facet nie może nic zobaczyć. Miał tak wielkie umiejętności magiczne i był tak głupi, że możliwe, iż mógłby ich użyć do równie błahych celów, jak sprawdzenie, kto stoi po drugiej stronie drzwi. Jakby mu nie wystarczało, że za sekundę i tak się dowie.

Usłyszałam głos dobywający się gdzieś z zamglonego obszaru.

– Wejdź, Seleno.

No właśnie. Nie wspominałam nic o zaglądaniu na drugą stronę bramy?

Uchyliłam wrota.

Pomieszczenie nie wyglądało tak „niebiańsko” jak na zewnątrz. Było ogromne. Wszędzie mnóstwo drzwi i wielkie okna, przez które napływały promienie słoneczne i oświetlały ściany wyłożone złotem. Naprzeciw mnie na równie olbrzymim, błyszczącym i obłożonym aksamitnymi poduchami tronie siedział mój władca. Dookoła stało kilku strażników w luźnych białych szatach. Tak jak wszyscy sevile. Różnili się od nas tylko tym, że w ręku trzymali szable i dzidy.

Pokój także był wyjątkowo długi. Zanim doszłam do podwyższenia, na którym siedział Vincent, zdążyłam już kilka razy go powyklinać pod nosem.

Odgarnęłam swoje długie blond włosy do tyłu, odrzucając je na plecy. Zawsze czepiał się, kiedy nie mógł patrzeć nam w oczy, bo „kłaki mu przeszkadzają”. Miał wtedy jakieś zaburzenia mocy czy coś.

Dupek.

Gdy byłam już wystarczająco blisko, schyliłam lekko głowę. Musiałam wykonać ten ukłon. Co prawda, powinien wyglądać ździebko inaczej, przede wszystkim być niższy, ale ja starałam się, aby jego zasięg był jak najmniejszy.

– Podobno mnie wzywałeś, panie? – Poczułam w gardle wyraźne obrzydzenie przy ostatnim słowie.

– Mogłabyś hamować swoje myśli, kochanie. Przynajmniej tutaj.

Cholera. O czytaniu w myślach zapomniałam.

Na twarzy Vincenta zawitał ironiczny uśmieszek. To był wyraz twarzy, który widziałam u niego najczęściej. Zawsze miał chłodny ton głosu i zastanawiało mnie, czy umie okazywać jakiekolwiek emocje. Krótka ciemna bródka sprawiała, że wydawał się bardziej agresywny.

I przypominał kozę.

– Kogo ostatnio podglądałaś?

– W sumie to nikogo ważnego. – Sevile miały taki głupi zwyczaj obserwowania ludzi. I czasem wtrącać się w ich nudne życie.

Rozejrzałam się dookoła. Strażnicy w płachtach jak prześcieradła nawet nie drgnęli. Może to nie sevile, a posągi. Tak dla picu.

– Muszę cię zmartwić. Są prawdziwi i prawdziwie niebezpieczni.

Nienawidziłam, kiedy przewiercał mnie tym swoim nieznoszącym sprzeciwu wzrokiem. Gdy to robił, miałam wrażenie, że moje niebieskie oczy tracą kolor i zupełnie płowieją. Tak jakbym przeniosła się do innego, ponurego świata.

– Więc może jeszcze raz zapytam: kogo ostatnio podglądałaś?

Starałam się wytrzymać jego spojrzenie. Bycie sevilem wymaga od nas mnóstwa siły. I samokontroli.

– Już mówiłam. Nikogo ciekawego.

Nie odzywał się, czekając na kontynuację.

Westchnęłam.

– Podpatrywałam kilka dzieciaków, dwie babcie, studentów... Nikogo wartego uwagi.

– Może przy okazji doprowadziłaś do jakiegoś ciekawego zamieszania?

– Czy wszystkich tak przesłuchujesz?

Jeden z żołnierzy zrobił krok w moim kierunku. Vincent zatrzymał go jednak gestem dłoni i ponownie wyszczerzył zęby.

– Uwielbiam, kiedy jesteś taka bezczelna. Powinnaś się jednak trochę opamiętać.

Spuściłam głowę.

Zaczęłam go nienawidzić po naszym zerwaniu. Tak, kiedy przybyłam do tego świata, byliśmy parą. Zaopiekował się mną, gdy byłam najbardziej zagubiona i zdezorientowana. Jakiś wiek temu rozstaliśmy się. Dlaczego? Bo dowiedziałam się, że zajmował się w ten sposób każdą z sevilskich nowicjuszek.

– Przepraszam, panie.

– Więc?

– Nic szczególnego. Doprowadziłam do rozstania młodej pary i bójki na weselu. – Dokuczanie ludziom należało do naszych zadań.

– Cóż, widzę, Seleno, że przedkładasz problemy prywatne nad służbowe.

Zazgrzytałam zębami. Nie musiałam przecież kryć, że taka robota wcale mi nie odpowiada.

– Miałem ostatnio okazję podglądać takiego jednego... Będziesz musiała trochę namieszać w jego życiu.

– Mianowicie?

Klasnął w dłonie, a jeden z jego goryli wręczył mu srebrną obręcz. Wyglądała trochę jak hula-hoop. Była wykonana z czystego srebra i błyszczała niemiłosiernie. Prawdziwa gratka dla złodziei i srok. Ta obręcz jest naszym lustrem, w którym oglądamy ludzki świat.

Vincent machnął dłonią nad kołem i obrócił je w moją stronę. Powietrze wewnątrz urządzenia zafalowało, zaczęło parować i mienić się wszystkimi kolorami tęczy. Potem ukazały się bardzo wyraźne kształty.

Zobaczyłam mężczyznę przed trzydziestką z niedbale ułożonymi ciemnymi włosami i okularami w grubych białych oprawkach. Siedział przy stole i oglądał coś przez mikroskop, co chwila kręcąc śrubkami i naciskając różne guziczki, a potem robił notatki w zeszycie. Wyglądał jak młodsza wersja Einsteina.

Znajdował się w sterylnie czystym, białym pomieszczeniu. Dookoła stało mnóstwo dziwnych przedmiotów, których nazw ani właściwości nie znałam. Wyglądały podobnie jak mikroskop, przy którym siedział chłopak, tylko mniejsze, większe, więcej śrub, mniej przycisków...

Obraz zafalował, ponownie zmieniły się w nim kolory, aż w końcu zniknął.

– I? – spytałam obojętnym tonem.

– To Daniel Torres, dwadzieścia osiem lat, studiuje mnóstwo dziwnych naukowych kierunków na kilku uczelniach. Psychiczny i tyle. Ale wyjątkowo zorientowany. Bardziej niż inne istoty tego gatunku.

Naprawdę mnie to zainteresowało. Nie chciałam jednak dać Vincentowi satysfakcji. Rozglądałam się więc tylko i bawiłam pasmem włosów, nawet na niego nie patrząc. Starałam się robić wszystko, by nie myśleć o mężczyźnie, którego przed chwilą widziałam. Zbyt duże ryzyko, że mój władca to odczyta.

– Kilka sevilów miało już z nim do czynienia. I wszyscy się na niego skarżyli, nie mogli sobie poradzić.

– Czyżby nie był zadowolony z naszych usług? Jakże on tak mógł?! – odparłam z ironią w głosie. To gnębienie śmiertelników było dla mnie prawdziwą udręką.

Prychnął.

– Raczej chodzi o to, że ma zbyt wykształcony umysł. Ludzie przeważnie nie zauważają nas lub nie zwracają uwagi. On jednak używa większej części mózgu, który u innych... leży odłogiem. Nie wierzy w zbiegi okoliczności. Wszystko, co zrobią sevile, próbuje udowodnić naukowo.

No proszę. Robi się coraz ciekawiej.

– I co najgorsze, jest całkiem zdolny. Widać efekty jego pracy. Coraz częściej niepokoją go jakieś nieprawidłowości. Ostatnio badał stężenie powietrza. Jak się okazało, obecność sevila znacznie je zwiększa.

Wyczuwałam kłopoty. Jeżeli Daniel, czy jak mu tam, coś podejrzewał, to po prostu nie wtrącałabym się do jego życia i po problemie. Ale nie. „Król nad królami” musi być najmądrzejszy. On chce tego gościa pogrążyć.

– Trzeba zrobić coś, żeby te jego doświadczenia nic nie wykazały.

– A co ja mam do tego?

– No właśnie ty się tym zajmiesz.

Świetnie.

– Przecież sam mówiłeś, że za każdym razem, gdy w jego otoczeniu pojawia się sevil, on zbliża się do rozwiązania zagadki!

– Racja. Bada to, czego nie widzi, ale wyczuwa. A gdybyśmy jakoś sprawnie ominęli jedno z tych założeń?

Niefajnie. Coraz mniej fajnie.

Vincent zaśmiał się głośno.

– Przecież nie będzie badał dziwnych zjawisk, kiedy nie okażą się takie dziwne, bo je zobaczy, prawda? – wyjaśnił.

– Błagam. Powiedz, że źle cię zrozumiałam.

– Wręcz przeciwnie.

– Ale dlaczego ja?

– Cóż... – Skrzyżował ręce na piersiach, a kolorowe brylanciki przytwierdzone do jego długiej i ciemnej szaty lekko mnie oślepiły. Dlaczego był jedynym spośród sevilów, którego szata wyglądała inaczej? – Tak bardzo cię lubię.

Gadanie. Głośno westchnęłam i przetarłam dłonią twarz. Nawet jeśli nie chcę wykonać tej misji, muszę to zrobić. Nie chcę wiedzieć, jak Vincent każe nieposłusznych podwładnych. Dlaczego ten facet tak mnie nienawidzi i musi się na mnie mścić za przeszłość? To przecież on mnie oszukiwał, a nie ja jego. Ja byłam mu wierna. I niezmiernie głupia.

– Więc co mam zrobić?

– Cokolwiek. Sfałszuj wyniki badań. Zniszcz jego laboratorium. Zabij.

Dziwiło mnie, że takie słowa bez problemu przechodzą mu przez gardło. Zachowywał się zwyczajnie, jakby zamawiał hamburgera. Mnie ciężko było pomyśleć o zabójstwie.

– Kiedy mam zacząć?

– Teraz.


Rozdział II. Ludzkie uczucia

Bawisz się słowami. Upajasz się nimi. Słowami chcesz zastąpić normalne, ludzkie uczucia, których w tobie nie ma.

Andrzej Sapkowski

Sevile przeważnie pojawiają się na Ziemi jako niewidzialne postacie. Możemy szepnąć coś człowiekowi do ucha, zabrać klucz od piwnicy czy kopnąć go w tyłek. Przykładowo. Jednak żaden sevil nie trafił jeszcze do ludzkiego świata jako jeden z nich.

Miałam być pierwsza.

Miałam być człowiekiem.

To było niewiarygodne przeżycie, jednak trochę się obawiałam. Nie wiedziałam przecież, czego się spodziewać. Co prawda, dosyć długo już podglądałam śmiertelników i dobrze znałam niektóre ich zwyczaje, ale stać się jednym z nich?

Po rozmowie z Vincentem miałam dwa wyjścia: pójść sama lub z jego pomocą. Nasz władca mógł z nami robić, co chce. Dosłownie. Włącznie z wysłaniem na Ziemię. Ale nie miał już na nas wpływu w ludzkim życiu, mógł się tylko z nami kontaktować. Nie było takiej możliwości, żeby zaciągnął nas z powrotem do tego wymiaru. To mogliśmy zrobić sami. Do tego służył sevilom Łańcuch Mroku. To rodzaj medalionu, który każdy z nas nosi na piersi jako naszyjnik. Nigdy go nie zdejmowaliśmy. Po pierwsze: taka była zasada. Po drugie: nie wiem jak inni, ale ja czułam się bezpieczniej z tym breloczkiem. W zależności od charakteru i pochodzenia nasze amulety różniły się od siebie kształtem i kolorem.

– Przepuśćcie mnie – burknęłam do strażników zagradzających mi przejście. Z niechęcią przesunęli się w bok. Wyszłam na korytarz.

Ów Łańcuch w moim przypadku wygląda jak srebrny piorun. Nikt nigdy nie spytał mnie, dlaczego akurat grom. To w sumie dobrze, bo nie wiedziałabym, co odpowiedzieć. Taki już został mi przydzielony, gdy się tu dostałam. Nie miałam wyboru. Tak więc Błyskawica Mroku dostarcza mi kilku magicznych mocy, które mogę wykorzystać zarówno tu, jak i tam, na dole, u śmiertelników. Między innymi pozwala się teleportować na Ziemię i z powrotem.

Dawno jej nie używałam, ale wiedziałam, że kiedyś przyjdzie na to czas.

Niestety.

Wyszłam już poza pałac Vincenta. Od razu poczułam się lepiej, serio. Może to moja psychika, ale czułam się tam jak w więzieniu – przytłumiona i osaczona ze wszystkich stron.

Spokojnym krokiem przeszłam przez plac, na którym większość czasu spędzały bezrobotne sevile. W okolicy postawiono budynek z czymś w rodzaju kasyna. Takie urozmaicenie dla tych, co się nudzą. Jednak nic tu nie wygrywaliśmy. W naszej krainie pieniądze nie istnieją.

Ogólnie rzecz biorąc, jest nas na tyle dużo, że nie musimy pracować wszyscy naraz. Najwierniejsi poddani króla rzeczywiście robią to cały czas. Ale innym przydzielana jest obserwacja jednego człowieka na miesiąc. Średnio.

Tutaj za to mogliśmy odpocząć, porozmawiać ze sobą nawzajem albo właśnie pograć w salonach gier. Sklepów nie było, bo ich nie potrzebowaliśmy. Sevile nie jedzą i nie piją. Nigdy. A jeśli już, to tylko dla przyjemności. Nie z głodu czy pragnienia.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.