Psychologiczne dylematy wiary  - Małgorzata Starzomska - ebook
Wydawca: Impuls Oficyna Wydawnicza Kategoria: Poradniki Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 188

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Psychologiczne dylematy wiary - Małgorzata Starzomska

Zadaniem książki jest wskazanie przykładów niezwykłej harmonii między słowem Bożym, a osiągnięciami psychologii współczesnej i, przynajmniej w pewnym stopniu, udowodnienie za ich pomocą, że współczesna psychologia może mieć „duszę” i nie musi rozczarowywać tych, którzy głęboko wierzą w Boga.

Edmund Husserl na początku swojej drogi naukowej próbował sprowadzić prawa logiki i arytmetykę do praw psychologicznych i to właśnie w pierwszej połowie XX wieku rozpoczęło się usuwanie z języka psychologii terminów sugerujących moralność. Gdyby Edyta Stein żyła dzisiaj, to czy psychologia również by ją rozczarowała?

Opinie o ebooku Psychologiczne dylematy wiary - Małgorzata Starzomska

Fragment ebooka Psychologiczne dylematy wiary - Małgorzata Starzomska







Małgorzata Starzomska

Psychologiczne dylematy wiary

Impuls

Kraków 2007


Dedykacja

Mojej Mamie i Księdzu Rafałowi bardzo dziękuję


Słowo od autorki



[...] a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które

przykazanie w Prawie jest największe?".

On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego

całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem".

To jest największe i pierwsze przykazanie

(Mt 22, 35–38)

Wierząc, ludzie właściwie spełniają wymienione w cytacie warunki miłości Boga, może poza ostatnim: myśl czasami kłóci się z istnieniem Boga, człowiek nierzadko boi się dokonać psychologicznej refleksji, aby nie utonąć w swoistej „przepaści myślenia" (Wojtyła, 1995, s. 125). W dużym stopniu jest to słuszne. Bo wówczas, jak mówi Karol Wojtyła, „[...] wszystko czepia się nóg i byt się sprowadza do punktu, a myśl wysycha jak step" (tamże). Jednak dlaczego nie zaryzykować uznania psychologii za naukę, która traktując o człowieku, powinna udowadniać istnienie Tego, który istotę ludzką powołał na ten świat? Dlaczego nie odważyć się przynajmniej na „dotknięcie" tajemniczego obszaru, jaki leży między wybranymi aspektami duchowości chrześcijańskiej a współczesną psychologią, a mówiąc odważniej – na sugestię, że współczesną psychologię można traktować jako naukę rozumiejącą tę wielką i tajemniczą siłę, jaką jest wiara człowieka w Boga. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w pracy tej niby odsuwam na bok tych, którzy tę wiarę utracili bądź nigdy jej nie posiadali. Być może osoby te zachęcę do jej przeczytania pięknym wierszem Jana Twardowskiego, traktując go jako drugie, obok zacytowanego powyżej fragmentu Ewangelii św. Mateusza, motto niniejszej książki:

Drzewa po kolei wszystkie niewierzące
ptaki się zupełnie nie uczą religii
pies bardzo rzadko chodzi do kościoła
naprawdę nic nie wiedzą
a takie posłuszne

nie znają ewangelii owady pod korą
nawet biały kminek najcichszy przy miedzy
zwykłe polne kamienie
krzywe łzy na twarzy
nie znają franciszkanów
a takie ubogie

nie chcą słuchać mych kazań gwiazdy sprawiedliwe
konwalie pierwsze z brzegu bliskie więc samotne
wszystkie góry spokojne jak wiara cierpliwe
miłości z wadą serca
a takie wciąż czyste

Jan Twardowski, Drzewa niewierzące (2001, s. 141)


Wprowadzenie



Oto fragment relacji o jednym z najnowszych odkryć amerykańskich naukowców:

Nowotestamentowa relacja opisująca Jezusa stąpającego po wodzie znajduje naukowe wyjaśnienie" – powiedział oceanograf z Uniwersytetu Stanu Floryda w Miami, prof. Doron Nof. Na podstawie statystyk temperatur powierzchni jeziora Genezaret oraz modeli teoretycznych amerykański uczony wyciągnął wniosek, że w okresie między 2,6 i 1,5 tys. lat temu powierzchnia jeziora była chłodniejsza niż dziś. Przy spadku temperatury poniżej zera wody przy zachodnim brzegu jeziora mogły zamarzać, formując zdolną unieść człowieka taflę lodu, która była niewidoczna dla oddalonych obserwatorów. Szczegółowy opis hipotezy podaje kwietniowy numer pisma „Journal of Paleolimnology". „Nie wierzę, żeby człowiek mógł chodzić po wodzie. Myślę, że zjawisko ma naturalne wyjaśnienie" – mówi amerykański uczony, który 14 lat temu zaproponował hipotezę wyjaśniającą, w jaki sposób mogły się przed Mojżeszem rozstąpić wody Morza Czerwonego. W związku z nową hipotezą prof. Nof już otrzymał wiele listów. „Ludzie pytają, czy teraz wyjaśnię zagadkę zmartwychwstania" – mówi naukowiec (http://info. wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1144241962&dzi=1125154110&katg=).


Czytając powyższe słowa, nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać? Skoro naukowcy mogą dowieść, że wydarzenia określane jako cuda były normalnymi zjawiskami przyrodniczymi, to czy także współczesna psychologia potrafi dowieść, że nauka Biblii i słowa Jezusa są fikcją? Św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) już podczas studiów była głęboko rozczarowana eksperymentalną „psychologią bez duszy" (Adamska, 2003, s. 17; Herbstrith, 2003, s. 22), a w okresie po przyjęciu wiary katolickiej mogła przystępować już do Komunii Świętej, wypowiedziała znamienne słowa: „tak więc czerpię odwagę z Tabernakulum, gdy mi ją odbiera uczoność innych" (Adamska, 2003, s. 63). Rozczarowanie młodej doktor filozofii psychologią nie powinno dziwić. Wszak Jej mistrz – Edmund Husserl na początku drogi naukowej próbował sprowadzić prawa logiki i arytmetykę do praw psychologicznych (por. http://pl.wikipedia.org/wiki/Edmund_Husserl) i to właśnie w pierwszej połowie XX wieku rozpoczęło się usuwanie z języka psychologii terminów sugerujących moralność, na przykład pojęcia „charakter" (McCullough, Snyder, 2000). Gdyby Edyta Stein żyła dzisiaj, to czy psychologia również by ją rozczarowała? Z jednej strony – prawdopodobnie tak, istnieje bowiem ciemna strona psychologii, którą można nazwać materialistyczną – człowiek jest tutaj tylko przypadkowym tworem ewolucji, posiadającym ciało, w tym mózg. Jan Paweł II – świadek naszej współczesności – mówił w 2002 roku podczas przemówienia skierowanego do naukowców oraz ich studentów:

Obłuda polega zatem na fałszywej mądrości, która szczyci się rozległą wiedzą, lecz skutecznie broni się przed zaangażowaniem w poważne kwestie natury religijnej i moralnej (Kalendarz 2006 z Janem Pawłem II, strona: 31 sierpień).


Na szczęście te słowa charakteryzują tylko niektórych badaczy, także psychiki człowieka, ponieważ coraz odważniej w ostatnich latach wypowiadają się psychologowie określający się jako pozytywni2, którzy do swojego języka naukowego wprowadzają zdawałoby się zapomniane w tej dziedzinie nauki terminy, takie jak: „cnota", „pokora", „mądrość", które zbliżają nas do tajemnicy człowieka wykraczającej poza kwestie jego śmiertelnego bytu. Co więcej, przedstawiciele nauk ścisłych, w których przecież jest zauważalny bardzo intensywny rozwój umiejętności człowieka, także zastanawiają się nad granicami między nauką a duchowością. Niezwykłą i niespotykaną w dzisiejszym świecie skromność naukową wobec fenomenu ludzkiej duszy prezentuje jeden z najwybitniejszych światowych autorytetów w dziedzinie cybernetyki – Ryszard Tadeusiewicz, podkreślając, że pomimo intensywnego rozwoju nauki, istnieją takie aspekty naszej duchowości, których nie da się ująć w kategoriach „szkiełka i oka". Nawet najbardziej zaawansowane techniki obliczeniowe zawsze będą bezradne wobec fenomenu ludzkiej świadomości i, co za tym idzie – wiary (por. Tadeusiewicz, 2004, 2006). Zadaniem niniejszej książki jest wskazanie przykładów niezwykłej harmonii między słowem Bożym a osiągnięciami psychologii współczesnej i, przynajmniej w pewnym stopniu, udowodnienie za ich pomocą, że współczesna psychologia może mieć „duszę" i nie musi rozczarowywać tych, którzy głęboko wierzą w Boga.


Część pierwsza
Pomiędzy...


Pomiędzy złą a dobrą pokorą



Według Słownika języka polskiego PWN, „pokora" to stan psychiczny polegający na odczuwaniu własnej małości, niższości; uniżona postawa wobec kogoś, czegoś; brak buntu wobec przeciwności; potulność, uległość, uniżoność, natomiast „bycie w pokorze ducha" oznacza „bardzo potulnie, ulegle" (http: //sjp.pwn.pl). Z kolei według Oxford English Dictionary, „pokora" jest to rodzaj bycia pokornym (uniżonym) lub posiadania niskiej opinii o samym sobie, potulność, skromność, przeciwieństwo dumy lub wyniosłości (pychy) (cyt. za: Tangney, 2000, s. 71). Zazwyczaj w każdym słowniku językowym pokorę definiuje się głównie jako postawę pełną pokory, a z kolei postawę tę określa się za pomocą takich cech człowieka, jak: skromny, nieważny, nieznaczący, bezwartościowy, zwykły, o niskim poczuciu wartości, uzależniony, a nawet grzeszny i skruszony (por. tamże). Rozumienie pokory jako poniżania się dla najczęściej materialnych korzyści obrazuje przysłowie: „Pokorne ciele dwie matki ssie".

Przekazy Boga na temat pokory znacząco odbiegają od słownikowego i przysłowiowego rozumienia tego terminu. Dla Boga pokora ma wymiar zdecydowanie religijny: Bóg jest ponad wszystkim. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus pisała:

Jednak nie na pierwsze miejsce się wysuwam, ale pędzę na ostatnim (Łk 14, 10); zamiast biec na przedzie z faryzeuszem, pełna ufności powtarzam pokorną modlitwę celnika (Łk 18, 13); a przede wszystkim naśladuję zachowanie się Magdaleny; jej zadziwiającą, lub raczej rozmiłowaną śmiałość, która oczarowuje serce Jezusa (Łk 7, 36–50), uwodzi moje (Nowenna Miłosierdzia, 2005, s. 35–36).


Z perspektywy Boga, który „jest ponad naszą logiką" (Kindziuk, 2001, s. 175), bo nasza „biedna logiczna głowa" jest jak „kotka przyuczona do porządku" (http://blueeyedgirl.blox.pl/2006/03/WIERSZE-TWARDOWSKIEGOCZ7.html; por. Twardowski, 2000), „każdy [...], kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony" (Łk 18, 14). Dla Boga pokora jest kluczem do przyjaźni z Nim. Oto słowa Jezusa skierowane do św. Faustyny Kowalskiej:

Oblubienico Moja, zawsze Mi się podobasz przez pokorę. Największa nędza nie powstrzymuje Mnie od połączenia się z duszą, ale gdzie pycha, tam Mnie nie ma (św. Faustyna Kowalska, 1983, s. 513, ustęp 1563);


„[...] pokornej duszy hojniej się dawa, więcej, aniżeli ona sama prosi..." (tamże s. 452, ustęp 1361). „Uniżonego serca nigdy nie odrzucę..." (tamże, s. 484, ustęp 1485).

Byłem twoim Mistrzem – jestem i będę, staraj się, aby serce twoje upodobniło się do pokornego i cichego Serca Mojego. Nie upominaj się nigdy o swoje prawa. Wszystko, co cię spotyka znoś z wielkim pokojem i cierpliwością; nie broń się, gdy całe zawstydzenie będzie spadać na ciebie niewinnie; pozwól triumfować innym. Nie przestań być dobrą, gdy spostrzeżesz, że nadużywają dobroci twojej; gdy będzie potrzeba Ja sam się upomnę za tobą. Bądź wdzięczna za najdrobniejszą łaskę Moją, bo ta wdzięczność zniewala Mnie do udzielania ci nowych łask... (tamże, s. 558, ustęp 1701; por. Wider, 2006).


Dojrzała pokora jest to wyjście poza własną perspektywę ku przyjaźni z ludźmi i Bogiem. Do dominikanki s. Kalisty Kopf św. Teresa Benedykta od Krzyża napisała:

Im głębiej ktoś zanurzył się w Bogu, tym więcej, w tym samym duchu, musi wyjść z siebie, tj. wchodzić w świat, by mu nieść życie Boże (cyt. za: Adamska, 2003, s. 48).


Wobec tego nadmierne wyszukiwanie w sobie błędów i wymaganie od siebie bezwzględnej doskonałości jest somooszukiwaniem się, a

Niebezpieczeństwo duchowości autorytarnej polega na tym, iż zaczynamy wierzyć w to, że uda się nam dotrzeć do Boga bez Jego pomocy (Grün, 2005, s. 14).


„My jednak nie możemy dojść do Boga wyłącznie dzięki własnym staraniom" (tamże, s. 15). Wszystko, co człowiek posiada, pochodzi od Boga i sam bez Jego pomocy nie potrafiłby nic uczynić, nawet, a może tym bardziej w Boga wierzyć. Według św. Teresy Benedykty od Krzyża,

Łaska musi sama przyjść do człowieka. Z siebie samego może on w najlepszym wypadku dojść do jej bram, ale nigdy nie zdoła sforsować wejścia (cyt. za: Adamska, 2003, s. 32).

„Zejście łaski do duszy człowieka jest wolnym aktem boskiej miłości i jej wylew nie zna granic" (cyt. za: Adamska, 2003, s. 32).

Jedynie moc łaski może uwolnić duszę od jej słabości, oczyścić ją i opróżnić na przyjęcie życia Bożego (cyt. za: tamże, s. 111)3.


Paradoks walki o doskonałość polega na tym, iż każda nasza walka kończy się przyznaniem do tego, że poprzez samą tę walkę nie staliśmy się ani trochę lepsi i że mimo naszych wysiłków nie potrafimy dotrzeć do Boga.

Nie możemy stworzyć siebie takimi, jakimi nie jesteśmy. W którymś momencie dojdziemy do kresu naszych możliwości, a wtedy nie pozostanie nam nic innego, jak przyznać się do tego, iż wszelkie nasze wysiłki prowadzą nas niechybnie do klęski, gdyż tylko łaska Boża może nas przemienić (Grün, 2005, s. 15).


André Louf powiedział:

To mój słaby punkt, a czuję, że Bóg mnie tam wzywa, aby poprzez tę słabość dokonać na mnie cudu (cyt. za: tamże, s. 91).


„Słowo «pokora» brzmi w naszych uszach jako pojęcie negatywne" (tamże, s. 34), jednak należy pamiętać, że

[...] pokora nie jest przede wszystkim cnotą, lecz postawą religijną, która wiąże człowieka z Chrystusem. Święty Augustyn ośmiela się wręcz powiedzieć, że grzech bardziej łączy się z pokorą, niż pozbawiona pokory cnota (tamże, s. 35).

Wzrastając w pokorze, możemy wczuć się w «usposobienie» Jezusa, który nie trzymał się kurczowo swego «Ja» i swej boskości, lecz uniżył samego siebie, będąc posłusznym aż do śmierci (tamże, s. 37).


Powinno być jednak oczywiste, że nie można wyjść poza własne „ja", gdy się najpierw go nie pozna: duchowość benedyktyńska zakłada, że „ku Bogu można się wznieść jedynie, zagłębiając się w istotę własnej osobowości" (tamże, s. 41). Anselm Grün mówi: „Będziecie mogli dotknąć Go, bo dotknęliście samych siebie" (tamże, s. 29). Gdy św. Faustyna Kowalska skarżyła się Chrystusowi na pewną osobę, która jej dokuczała, usłyszała następującą odpowiedź:

[...] nie dziw się temu, dusza ta nie zna sama siebie, a jakoż może wydawać sąd dobry o duszy innej (św. Faustyna Kowalska, 1983, s. 504, ustęp 1528).

Gdy poznam siebie, dotrę do Boga, ale gdy poznam siebie w bólu, dotrę do Niego prawdziwiej:

Poprzez moje rany odkrywam, kim naprawdę jestem [...]. W miejscu, w którym zostałem zraniony, jestem prawdziwym sobą (Grün, 2005, s. 85), zatem z tym zranieniem muszę się zaprzyjaźnić, chociaż to wydaje się czasami zadaniem ponad siły (por. Nouwen, 2006, s. 26). Bez poznania siebie nie można dotrzeć do Boga, a jedynie do jego projekcji (por. Grün, 2005, s. 31–32), człowiek tylko „wchodząc w siebie, znajduje w sobie Boga" (cyt. za: Adamska, 2003, s. 137). Grün wyraźnie stwierdza, że

Pokora chroni nasze spotkanie z Bogiem przed dewaluacją, przed pychą i przed błędnym mniemaniem, że jesteśmy tacy sami jak On (2003, s. 107–108).


Bóg szczególnie ją sobie upodobał. Gdybyśmy zadali pytanie, dlaczego to pokora, a nie inna postawa, jest tak bardzo przez Niego ceniona, doszlibyśmy prawdopodobnie do wniosku, że pokora łączy się z zaufaniem, i nie chodzi tutaj o poniżanie siebie. Carl Gustaw Jung, wybitny szwajcarski psycholog i psychiatra, twierdzi

Wydaje się, że ukrywanie swego poczucia niższości jest czymś naturalnym, lecz życie wyłącznie w poczuciu swej mniejszej wartości jest grzechem (cyt. za: Grün, 2005, s. 47).


Pokora jest tak wysoko wartościowaną przez Boga cechą, ponieważ jest wyrazem bezgranicznego zaufania do Niego. Sam Jezus powiedział do św. Faustyny Kowalskiej następujące słowa:

Widzisz dziecię Moje, czym jesteś sama z siebie, a przyczyną twoich upadków jest to, że za wiele liczysz sama na siebie, a za mało się opierasz na Mnie (św. Faustyna Kowalska, 1983, s. 490, ustęp 1488).


Czytając ostatnie zdanie i wiele innych fragmentów Dzienniczka św. Faustyny Kowalskiej, można dostrzec, że Chrystus wielokrotnie określa przyszłą świętą jako „dziecię". Wydaje się, że właśnie bezbronnie szczere zaufanie widoczne w postawie każdego dziecka Chrystus ceni najbardziej. Przytoczmy kilka Jego wypowiedzi o tym świadczących:

Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie (Mt 19, 14).

[...] a iżeś dzieckiem, dlatego pozostaniesz przy Sercu Moim; milsza Mi jest prostota twoja, aniżeli umartwienia (św. Faustyna Kowalska, 1983, s. 531, ustęp 1617).

Dziś sprowadź mi dusze ciche i pokorne, i dusze małych dzieci, i zanurz je w miłosierdziu moim. Dusze te są najwięcej podobne do serca mojego, one krzepiły mnie w gorzkiej konania męce; widziałem je jako ziemskich aniołów, które będą czuwać u moich ołtarzy, na nie zlewam całymi strumieniami łaski. Łaskę moją jest zdolna przyjąć tylko dusza pokorna, dusze pokorne obdarzam swoim zaufaniem [są to wskazania Chrystusa na dzień szósty nowenny do Miłosierdzia Bożego, którą nakazał On odprawiać przed świętem Miłosierdzia Bożego, a która rozpoczyna się w Wielki Piątek i kończy w sobotę przed Świętem Miłosierdzia – uzup. M. S.] (cyt. za: Orchowski, 2003, s. 70).


Drogę dziecięctwa jako jedyną możliwą relację z Bogiem święci wybierali bardzo często. Najsłynniejszym przykładem postawy dziecięctwa jest słynna „mała droga" św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która w następujący sposób mówi o przyczynach wyboru takiej a nie innej postawy:

[...] zawsze pragnęłam zostać świętą, ale niestety! Stwierdzałam zawsze, gdy porównywałam się ze świętymi, że między nimi i mną jest taka sama różnica, jaka istnieje między górą, której szczyt ginie w niebiosach i ciemnym ziarnkiem piasku deptanym pod nogami przechodniów; zamiast zniechęcać się, powiedziałam sobie: Dobry Bóg nie mógłby wzbudzać pragnień nie do zrealizowania, mogę więc, mimo mojej małości, dążyć do świętości; dążyć do wielkości – to niemożliwe, muszę więc znosić siebie taką, jaka jestem, ze wszystkimi moimi niedoskonałościami, ale chcę znaleźć sposób pójścia do Nieba małą drogą, bardzo prostą, bardzo krótką, małą drogą, zupełnie nową. Żyjemy w wieku wynalazków, teraz nie wymaga już wysiłku wchodzenie po stopniach schodów, u ludzi bogatych z powodzeniem zastępuje je winda4. Ja także chciałabym znaleźć windę, aby wznieść się aż do Jezusa, gdyż jestem za mała, żeby wspinać się po stromych schodach doskonałości. Szukałam więc w świętych księgach wskazówki na temat windy, przedmiotu moich pragnień, i przeczytałam te słowa pochodzące z ust Odwiecznej Mądrości: jeśli ktoś jest Maluczki, niech przyjdzie do mnie (Prz 9, 4). A więc przyszłam, odgadując, że znalazłam to, czego szukałam i chcąc wiedzieć, o mój Boże! Co zrobisz maluczkiemu, który odpowie na Twoje wezwanie, kontynuowałam moje poszukiwanie i oto, co znalazłam: – Jak matka pieści swoje dziecko, tak samo was pocieszę, będę nosił was na swoim łonie i kołysał na kolanach (Iz 66, 13, 12)! Ach! nigdy bardziej czułe, bardziej melodyjne słowa nie dotarły do mojej duszy, by ją uradować, windą, która ma wznieść mnie do Nieba, są Twoje ramiona, o Jezu! W tym celu nie muszę rosnąć, wprost przeciwnie, trzeba, abym pozostała mała, abym stawała się coraz bardziej mała. O mój Boże, przeszło to moje oczekiwania i chcę wychwalać Twoje Miłosierdzie (św. Teresa od Dzieciątka Jezus, 2005, s. 196–197).

Jakby potwierdzając te słowa, całe krótkie życie św. Teresy opierało się na pokorze i wierze w Miłosierdzie Boże, a ostatnie swoje wspomnienia podpisała następująco: „Zupełnie mała S. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najśw. Oblicza zak. karm. nieg.5" (św. Teresa od Dzieciątka Jezus, 2005, s. 272). Z kolei św. Teresa Benedykta od Krzyża, której dziecięctwo „wypływało z zawierzenia Bogu" (Adamska, 2003, s. 77), swojemu koledze Fryderykowi Kaufmanowi udzieliła następującej rady:

Coś doradzić? Już poradziłam: stać się dzieckiem, a życie razem ze wszystkimi poszukiwaniami i całym filozofowaniem złożyć w ręce Ojca [...]. Teraz Pan na pewno popatrzy na mnie zdumiony, że śmiem zalecać Panu taką prostą, dziecięcą mądrość. To jest mądrość prawdziwa dlatego, że jest prosta; w niej ukryte są wszystkie tajemnice. Jest to też droga, która bezpiecznie prowadzi do celu (cyt. za: tamże, s. 41).

Święta w taki oto sposób mówi o swoich głębokich odczuciach związanych z byciem dzieckiem Bożym:

Wiem, że mnie ktoś podtrzymuje, i dlatego jestem spokojna i czuję się bezpiecznie. Nie jest to pewne siebie poczucie bezpieczeństwa mężczyzny, który o własnych siłach stoi na pewnym gruncie, ale słodkie i szczęśliwe poczucie bezpieczeństwa dziecka, niesionego na mocnym ramieniu rodzica (cyt. za: tamże, s. 77).

Według Janiny Immakulaty Adamskiej, „tak rozumiane dziecięctwo duchowe można by nazwać radykalizmem prawdy w pokorze" (tamże, s. 78). Jan Twardowski w formie poetyckiej rady opisał kwintesencję dziecięctwa w relacji z Bogiem:

Nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką / Po prostu usiądę przy panu / I zwierzę swój sekret / Że ja, ksiądz / Wierzę Panu Bogu jak dziecko (http://www.idn.org.pl/poezja/twardowski/wyjasnienie.htm; por. Twardowski, 2000).

Mówiąc o pokorze w przekazach Boga, nie można pominąć bardzo ważnego problemu, jakim jest poczucie winy, ponieważ wydaje się on wiązać z postawą pokory; okazuje się jednak, że nie zawsze prognozuje on tak zwaną dobrą pokorę. Co prawda, Chrystus mówi do św. Faustyny Kowalskiej:

Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech [...] (św. Faustyna Kowalska, 1983, s. 565, ustęp 1728), jednak kończy to zdanie następująco:

[...] ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia (św. Faustyna Kowalska, 1983, s. 565, ustęp 1728).

Sam Chrystus zachęca s. Faustynę do tego, aby nie zniechęcała się swoimi upadkami, mówiąc:

dziecię Moje, wiedz, że największą przeszkodą do świętości jest zniechęcenie i nieuzasadniony niepokój, on odbiera ci możność ćwiczenia się w cnocie. Wszystkie razem pokusy, nie powinny ci ani na chwilę zamącić spokoju wewnętrznego, a drażliwość i zniechęcenie, to owoc twojej miłości własnej. Nie trzeba ci się zniechęcać, ale starać się o to, aby na miejscu twej miłości własnej mogła zakrólować miłość Moja. A więc ufności, dziecię Moje, nie powinnaś się zniechęcać, [powinnaś – uzup. M. S.] przychodzić do Mnie po przebaczenie, jeżeli Ja zawsze jestem gotów ci przebaczyć. Ile razy Mnie o to prosisz, tyle razy wysławiasz miłosierdzie Moje (tamże, s. 490–491, ustęp 1488).


Gdy s. Faustyna z powodu uchybień nie przystąpiła do Komunii Świętej, uzyskała następującą radę od Jezusa:

[...] wiedz córko Moja, że większą Mi sprawiłaś przykrość tym, żeś się nie łączyła ze Mną w Komunii św., aniżeli tym drobnym uchybieniem (tamże, s. 240, ustęp 612).


Dlatego właśnie wtedy, gdy ogarnia człowieka zniechęcenie, powinien się siebie zapytać: „Czy nie rządzą mną nadmierne skrupuły?". Jednak osobom zabieganym w dzisiejszym świecie trudno jest żyć tak jak święci:

Siostra Faustyna odznaczała się niezwykłą subtelnością sumienia. Miała świadomość tego, jak każdy, nawet najmniejszy, grzech przeciwstawia się miłosiernej miłości Zbawiciela [...]. Przeniknięta Pańskim wzrokiem dostrzegała „najmniejsze pyłki" w swej duszy (cyt. za: Kowalska, 2005, s. 31).


Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com