Przemień swój lęk. Jak odzyskać radość życia? - Anselm Grün - ebook
Wydawca: Jedność Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2007

Przemień swój lęk. Jak odzyskać radość życia? ebook

Anselm Grün

3 (18)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 168 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 4 godz. 41 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Przemień swój lęk. Jak odzyskać radość życia? - Anselm Grün

Lęk jest siłą życiową, która ma wiele postaci. Może on być w nas lub wokół nas. Lęki mogą być pozytywne i działać jak system alarmowy. Jest też jednak lęk przed lękiem, który może zamknąć człowieka jak w więzieniu. Nie pozwala on w pełni cieszyć się życiem. Najważniejsze jest właśnie uchronienie się przed takim lękiem. Anselm Grün zaprasza, aby bliżej przyjrzeć się swoim uczuciom, wejść dialog ze swoim lękiem, słuchać go, spostrzegać co mówi oraz odróżniać: czy wskazuje mi na moje granice czy też jest zjawiskiem chorobowym. Autorowi nie chodzi o klasyczną terapię, lecz o duchowy sposób radzenia sobie z lękiem, o uwolnienie serca od jego więzów. Jest on przekonany, że lęk może być aniołem, kiedy umiemy się z nim pogodzić; może on pokazać nam drogę ku pełniejszemu życiu.

Opinie o ebooku Przemień swój lęk. Jak odzyskać radość życia? - Anselm Grün

Fragment ebooka Przemień swój lęk. Jak odzyskać radość życia? - Anselm Grün

An­selm Grün

Prze­mień swój lęk

Jak od­zy­skać ra­dość życia?

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Ver­wan­dle de­ine Angst
Ein Weg zu mehr Le­ben­dig­ke­it Spi­ri­tu­el­le Impulse

Co­py­ri­ght © Ver­lag Her­der Fre­iburg im Bre­is­gau, 2. Auflage 2006

© Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two JED­NOŚĆ, Kielce 2007

Prze­kład z ję­zy­ka niemieckiego

Ry­szard Zajączkowski

Re­dak­cja i korekta

Anna Suligowska-Pawełek

Re­dak­cja techniczna

Ar­tur Czerwiec

Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne okładki

Ju­sty­na Kułaga-Wytrych

Ry­su­nek na okładce

Alek­san­dra Makowska

ISBN 978-83-7660-535-7

WY­DAW­NIC­TWO „JEDNOŚĆ”

25-013 Kiel­ce, ul. Jana Paw­ła II nr 4

Dział sprze­da­ży: tel. 041 349 50 50

Redakcja: tel. 041 368 11 10

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

  • Wpro­wa­dze­nie
  • 1. Lęk przed no­wym
  • 2. Lęk, któ­ry pa­ra­li­żu­je
  • 3. Lęk przed kom­pro­mi­ta­cją
  • 4. Lęk przed nie­zna­nym, któ­re jest w nas
  • 5. Lęk przed zra­nie­niem
  • 6. Lęk przed osa­mot­nie­niem
  • 7. Lęk o na­sze re­la­cje
  • 8. Lęk o sie­bie
  • 9. Lęk przed utra­tą grun­tu pod no­ga­mi
  • 10. Lęk przed Bo­giem
  • 11. Lęk przed tym, że nie spro­sta­my wy­ma­ga­niom
  • 12. Lęk przed przy­szło­ścią
  • 13. Lęk przed śmier­cią i zmar­twych­wsta­niem Je­zu­sa
  • 14. Prze­zwy­cię­że­nie lęku po­przez mo­dli­twę
  • 15. Od­ku­pie­nie jako uwol­nie­nie od lęku
  • 16. Lęk na świe­cie
  • 17. W mi­ło­ści nie ma lęku
  • 18. Bo­jaźń Boga po­czą­tek mą­dro­ści
  • Za­koń­cze­nie
  • Przypisy

Wpro­wa­dze­nie

Zja­wi­sku lęku po­świę­co­no wie­le prac z za­kre­su psy­cho­lo­gii, bo­wiem te­mat ten nur­tu­je dziś wie­lu lu­dzi. Jest to rów­nież za­gad­nie­nie, któ­re nie­ustan­nie, a w ostat­nim okre­sie z jesz­cze więk­szym na­si­le­niem, po­ja­wia się w prze­pro­wa­dza­nych prze­ze mnie roz­mo­wach. Kie­dy za­czą­łem in­ten­syw­niej zaj­mo­wać się te­ma­ty­ką lęku i jego prze­mia­ny, ude­rzył mnie przede wszyst­kim fakt, że moi roz­mów­cy, czę­sto z wła­snej ini­cja­ty­wy, opo­wia­da­li mi o swo­im stra­chu oraz pró­bach ra­dze­nia so­bie z nim. Spo­ty­kam się z tym te­ma­tem na każ­dym kro­ku i w naj­róż­niej­szych sy­tu­acjach. Lu­dzie opo­wia­da­ją o lęku przed przy­szło­ścią, o groź­bie bez­ro­bo­cia i o tym, że nie po­tra­fią po­ra­dzić so­bie z pro­ble­ma­mi fi­nan­so­wy­mi. Jed­nak cią­gle za­czy­na­ją na nowo roz­mo­wę na ten te­mat, tak­że nie­za­leż­nie od chwi­lo­wo trud­nej sy­tu­acji eko­no­micz­nej, wo­bec któ­rej czu­ją się bez­sil­ni. Wspo­mi­na­ją o swo­ich oba­wach, gdy mowa jest o cho­ro­bie bądź o sta­ro­ści, gdy cho­dzi o lęk przed opusz­cze­niem lub zra­nie­niem i od­rzu­ce­niem, o lęk przed po­raż­ką ży­cio­wą albo nie­po­wo­dze­niem czy wresz­cie o strach przed śmier­cią. Ży­je­my dziś w spo­łe­czeń­stwie, któ­re po­sia­dło nie­wy­obra­żal­ne wcze­śniej moż­li­wo­ści tech­no­lo­gicz­ne i w któ­rym moż­na ubez­pie­czyć się od wszel­kie­go ry­zy­ka. A jed­nak wie­lu lu­dzi wciąż żyje w stra­chu przed czymś. Ten nie­ustan­ny lęk nie jest, oczy­wi­ście, ni­czym no­wym to uczu­cie, któ­re to­wa­rzy­szy­ło lu­dziom od za­wsze. Jed­nak na­sze cza­sy i na­sze spo­łe­czeń­stwo wy­da­ją się w tak szcze­gól­ny spo­sób na­zna­czo­ne lę­kiem, że psy­cho­log Wol­fgang Schmid­bau­er mó­wił na­wet o „po­ko­le­niu lęku” („Ge­ne­ra­tion Angst”). Ma to za­pew­ne wie­le przy­czyn, któ­re uwa­run­ko­wa­ne nie tyl­ko ak­tu­al­ną sy­tu­acją. Po woj­nie lu­dzie po pro­stu tłu­mi­li lęki, któ­re były sta­le obec­ne w ich ży­ciu. A przy tym nie chcie­li ja­sno wy­ra­żać swo­ich obaw, po­świę­ca­jąc się pro­ble­mom zwią­za­nym z prze­ży­ciem. Moż­na by rów­nież po­wie­dzieć, że ucie­kli przed wła­snym lę­kiem w ak­tyw­ność. Jed­nak obec­nie wie­le osa­mot­nio­nych „dzie­ci woj­ny” za­czy­na­ją prze­śla­do­wać te nie­gdy­siej­sze lęki. Tłu­mie­nie ich po­zwo­li­ło im nor­mal­nie funk­cjo­no­wać, nie­ja­ko po­mi­ja­jąc wła­sne uczu­cia. Dziś emo­cje te z ogrom­ną siłą pra­gną prze­bić się przez sko­ru­pę za­po­mnie­nia. Wraz z lę­kiem na­si­la się rów­nież tę­sk­no­ta za tym, by przyj­rzeć się wła­sne­mu ży­ciu, po­roz­ma­wiać o nim i po­go­dzić się z nim.

Ro­syj­ski po­wie­ścio­pi­sarz Da­niił Gra­nin opi­su­je swe ży­cie w au­to­bio­gra­ficz­nym szki­cu, uży­wa­jąc zna­mien­ne­go ha­sła „stu­le­cie lęku”. Ma on na my­śli do­świad­cze­nia woj­ny i ży­cie w to­ta­li­tar­nym pań­stwie. Rów­nież u lu­dzi, dla któ­rych to­ta­li­ta­ryzm nie był tak do­tkli­wy lub tak dłu­go­trwa­ły, na­wet bar­dzo od­le­głe prze­ży­cia wy­wo­łu­ją sil­ne re­per­ku­sje. Lęk, któ­ry drę­czy dziś wie­le osób star­szej ge­ne­ra­cji, może w rze­czy­wi­sto­ści mieć dużo wspól­ne­go z tłu­mio­ny­mi oba­wa­mi po­ko­le­nia cza­su woj­ny. Nie ogra­ni­cza się on wszak do jed­nej gru­py wie­ko­wej i ma rów­nież cał­kiem nowe źró­dła. Pod­czas gdy po woj­nie dro­ga pro­wa­dzi­ła wy­łącz­nie w górę, to dziś, jak się wy­da­je, pro­wa­dzi w dół, w mgli­stą do­li­nę, gdzie za­wsze jest ciem­no i zim­no. W do­li­nie tej czu­je­my się nie­swo­jo. Nie­prze­wi­dy­wal­na przy­szłość bu­dzi nie­pew­ność. I wie­le z tego, co się dzie­je tam, na dole, wy­wo­łu­je lęk. W ży­ciu za­wo­do­wym na po­rząd­ku dzien­nym jest ton pe­łen su­ro­wo­ści. Pew­na ko­bie­ta opo­wia­da­ła nie­daw­no o swo­im zwy­kłym dniu pra­cy w biu­rze od ja­kie­goś cza­su zdo­mi­no­wa­nym przez sta­le krzy­czą­ce­go sze­fa oraz ko­le­żan­ki, któ­re żyją w cią­głym stra­chu. Przy­kład ten po­ka­zu­je, jak skom­pli­ko­wa­na jest po­wyż­sza sy­tu­acja: agre­syw­ni lu­dzie wzbu­dza­ją­cy w in­nych lęk sami peł­ni lęku. Roz­sie­wa­ją wo­kół sie­bie strach i po­głę­bia­ją uczu­cie nie­pew­no­ści w swo­im oto­cze­niu. Tyl­ko na­praw­dę sil­na wia­ra we wła­sne siły jest w sta­nie ochro­nić przed za­ra­że­niem się opa­no­wa­ną przez lęk at­mos­fe­rą. Jed­nak na­strój po­psuł się nie tyl­ko w tej nie­wiel­kiej sfe­rze zwią­za­nej z pra­cą za­wo­do­wą. Lęk wy­wo­łu­ją rów­nież pro­gno­zy na przy­szłość wy­gła­sza­ne przez po­li­ty­ków i eks­per­tów od spraw go­spo­dar­czych. Zor­ga­ni­zo­wa­na prze­stęp­czość i pró­by ata­ków ter­ro­ry­stycz­nych nie po­zwa­la­ją nie­któ­rym lu­dziom zmru­żyć oka: wy­obraź­nia pod­su­wa im prze­peł­nio­ny stra­chem mrocz­ny sce­na­riusz zagrożenia.

Nie cho­dzi w tym wszyst­kim o coś nie­re­al­ne­go. Lu­dzie od­czu­wa­ją rze­czy­wi­ste lęki. Je­den z naj­waż­niej­szych lę­ków jest zwią­za­ny z przy­szło­ścią, nie tyl­ko eko­no­micz­ną, lecz rów­nież zdro­wot­ną i ro­dzin­ną. Obok tych re­al­nych obaw ist­nie­ją rów­nież lęki wy­ima­gi­no­wa­ne jak na przy­kład lęk przed lę­kiem. Wie­lu lu­dzi drę­czy ten pro­blem. Boją się, że lęk mógł­by za­pa­no­wać nad nimi do tego stop­nia, że spa­ra­li­żo­wał­by ich i sta­no­wił prze­szko­dę w ży­ciu. Co­raz wię­cej lu­dzi cier­pi obec­nie z po­wo­du ata­ków pa­ni­ki. Lęk po­wstrzy­mu­je ich przed wyj­ściem z domu. Jak tyl­ko znaj­dą się w cia­snym po­miesz­cze­niu, ogra­nia ich strach. Mu­szą na­tych­miast wy­do­stać się z pu­łap­ki, aby w ogó­le wy­trzy­mać. Lęk za­czy­na być dla nich zagrożeniem.

Nie­miec­kie sło­wo Angst po­cho­dzi od wy­ra­zu Enge („cia­sno­ta”). Tam, gdzie robi się cia­sno, ogar­nia mnie lęk. Naj­chęt­niej po pro­stu bym uciekł. Jed­nak nie cho­dzi tu wy­łącz­nie o cia­sno­tę w sen­sie ze­wnętrz­nym. Gdy czu­je­my strach, ści­ska się nam rów­nież ser­ce. Od­dech sta­je się płyt­ki. Do­pływ po­wie­trza zo­sta­je za­ha­mo­wa­ny i ogar­nia nas lęk przed udu­sze­niem. Taki płyt­ki od­dech wzma­ga nie tyl­ko strach, ale rów­nież de­pre­sję. Spra­wia, że tra­ci­my siły. Nie je­ste­śmy w sta­nie prze­ciw­sta­wić się lękowi.

Spo­tę­go­wa­ny lęk to pa­ni­ka. Sło­wo „pa­ni­ka” po­cho­dzi od imie­nia Pana, grec­kie­go boż­ka lasu i pa­ste­rzy. Pod po­sta­cią ko­zła po­ja­wiał się on nie­spo­dzie­wa­nie, bu­dząc wśród lu­dzi ogrom­ną trwo­gę. Przy tym czę­sto był nie­zau­wa­żal­ny. Dla­te­go sło­wem „pa­ni­ka” okre­śla­my na­gły i nie­zro­zu­mia­ły strach, przed któ­rym nie je­ste­śmy w sta­nie się obro­nić. Kie­dy Pan wzbu­dzał w lu­dziach trwo­gę, ucie­ka­li jak spło­szo­ne zwie­rzę­ta. Gre­cy na­zy­wa­li taki bez­pod­staw­ny lęk mia­nem pa­ni­kos, czy­li „po­cho­dzą­cy od Pana”. W ję­zy­ku pol­skim od­po­wied­ni­kiem tego jest po­wie­dze­nie „pa­nicz­ny strach”. Ogar­nia on nas nie­ocze­ki­wa­nie, mimo że nie zo­ba­czy­li­śmy ani nie do­świad­czy­li­śmy ni­cze­go, co mo­gło­by go wy­wo­łać. Na­ra­sta w nas i wy­wo­łu­je uczu­cie trwo­gi. Wte­dy pró­bu­je­my ucie­kać. Lu­dzi cier­pią­cych na fo­bie, na przy­kład ago­ra- lub klau­stro­fo­bię, czę­sto ogar­nia taki wła­śnie pa­nicz­ny strach. Zwy­kle po­ja­wia się on jak grom z ja­sne­go nie­ba. Nie po­tra­fi­my zna­leźć wy­tłu­ma­cze­nia, dla­cze­go wpa­dli­śmy w pa­ni­kę. To uczu­cie lęku jest jak na­głe po­ja­wie­nie się ja­kie­goś po­two­ra, któ­ry zmu­sza do uciecz­ki. Wie­lu lu­dzi twier­dzi, że cier­pi na ata­ki pa­ni­ki. Od­czu­wa­ją oni pa­ni­kę jako wro­gi atak, na któ­ry znie­nac­ka narażeni.

Da­niił Gra­nin od­wo­łu­je się w swo­jej książ­ce o „stu­le­ciu lęku” do de­fi­ni­cji sta­ro­żyt­nych Gre­ków: „Trwo­ga to lęk, któ­ry po­wo­du­je odrę­twie­nie. Wstyd to lęk przed utra­tą ho­no­ru. Cho­ro­bli­wa trwoż­li­wość, strach to lęk przed dzia­ła­niem. Prze­ra­że­nie to lęk, któ­ry od­bie­ra mowę. Udrę­ka to lęk przed nie­okre­ślo­nym”1. Już an­tycz­ni Gre­cy zna­li za­tem wie­le róż­nych po­sta­ci lęku. Po­dob­nie jest i dzi­siaj. Je­że­li za­da­my py­ta­nie o funk­cję stra­chu, wte­dy do­strze­że­my swo­iste roz­dwo­je­nie: ist­nie­je lęk, któ­ry wy­wo­łu­je w nas dresz­cze, ale ist­nie­ją też ta­kie lęki, któ­re wska­zu­ją nam na coś istot­ne­go w na­szym oto­cze­niu lub w na­szej du­szy. Ist­nie­je lęk, któ­ry uwraż­li­wia nas na nie­bez­pie­czeń­stwa. Ist­nie­je też taki lęk, któ­ry ostrze­ga nas, by­śmy nie prze­kra­cza­li okre­ślo­nej granicy.

Psy­cho­lo­go­wie i fi­lo­zo­fo­wie zgod­ni, że lęk nie za­wsze jest czymś złym. Lęk jest dla czło­wie­ka ko­niecz­no­ścią. „Sta­no­wi on sys­tem alar­mo­wy, ostrze­ga­ją­cy nas przed za­gro­że­nia­mi”, stwier­dza psy­cho­log He­in­rich von Stie­ten­cron. Lęk za­wsze świad­czy o tym, że od­czu­wam za­gro­że­nie, i po­bu­dza mnie do obro­ny. Lęk jest w sta­nie zmo­bi­li­zo­wać moje we­wnętrz­ne siły, abym mógł czuj­niej i uważ­niej re­ago­wać na nie­bez­pie­czeń­stwa. Za­gro­że­nia, na któ­re re­agu­je­my lę­kiem, mogą po­cho­dzić za­rów­no z ze­wnątrz, jak i z we­wnątrz. Lęk nie od­no­si się przy tym nig­dy wy­łącz­nie do py­ta­nia „Cze­go się lę­kam?”, lecz za­wsze rów­nież do py­ta­nia „O co się lę­kam?”. Czy lę­kam się o lu­dzi, któ­rych ko­cham? Czy lę­kam się o sie­bie, o swo­je ży­cie, o zdro­wie, o zba­wie­nie? W na­szym lęku tkwi za­tem na­dzie­ja na ży­cie. W koń­cu lęk jest prze­cież „wy­ra­zem ogra­ni­czo­no­ści i prze­mi­ja­nia, ale jed­no­cze­śnie wy­ra­zem na­dziei i pra­gnie­nia”, stwier­dza fi­lo­zof Ulrich Hom­mes. Od­wo­łu­je się on do Fran­za Kaf­ki, któ­re­go utwo­ry po­ru­sza­ją za­gad­nie­nie lęku. Kaf­ka do­strze­ga w stra­chu tę­sk­no­tę za ży­ciem i mi­ło­ścią. W jed­nym z li­stów do swo­jej na­rze­czo­nej pi­sał: „Moż­li­we jed­nak, że lęk ten nie jest wy­łącz­nie lę­kiem, lecz rów­nież tę­sk­no­tą za czymś, co jest czymś wię­cej niż to wszyst­ko, co bu­dzi lęk”. Zo­sta­ło tu do­strze­żo­ne coś bar­dzo istot­ne­go. Dla­te­go ni­niej­sza książ­ka nie ma na celu po­ka­zać, w jaki spo­sób mo­że­my prze­zwy­cię­żyć wszyst­kie lęki. Cho­dzi w niej ra­czej o to, by­śmy na­uczy­li się żyć z lę­kiem. Je­śli uda mi się po­go­dzić z wła­snym stra­chem, ule­gnie on prze­mia­nie. Nadal bę­dzie obec­ny, ale prze­sta­nie pa­no­wać nade mną. Lęk jest nie­od­łącz­nym ele­men­tem czło­wie­ka. Bez nie­go nie mie­li­by­śmy wy­czu­cia wła­ści­wej mia­ry. Sta­le by­śmy nad­wy­rę­ża­li swe siły. Lęk wska­zu­je mi moje gra­ni­ce. W za­sa­dzie po­wi­nie­nem trak­to­wać go po­waż­nie. Po­ka­zu­je on bo­wiem kie­dy nie na­le­ży iść da­lej, po­nie­waż gro­zi nie­bez­pie­czeń­stwo upad­ku w przepaść.

Lęk wy­ty­cza na­sze gra­ni­ce. Jed­nak wy­ka­zu­je­my skłon­ność do tego, by wy­zby­wać się ogra­ni­czeń. Eu­gen Dre­wer­mann, w swo­jej opar­tej na psy­cho­lo­gii głę­bi in­ter­pre­ta­cji hi­sto­rii stwo­rze­nia, po­strze­ga pier­wot­ny sens ku­sze­nia Ada­ma i Ewy w pra­gnie­niu by­cia ta­kim jak Bóg, bez ak­cep­ta­cji ogra­ni­czeń na­kła­da­nych na nas przez cia­ło i psy­chi­kę. Rów­nież psy­cho­log Wil­li Bu­tol­lo po­strze­ga lęk w kon­tek­ście te­ma­ty­ki gra­ni­cy i bez­gra­nicz­no­ści: „Do­tar­cie do gra­nic wła­snej siły wzbu­dza w my­ślą­cym «Ja» ogrom­ny lęk o cha­rak­te­rze eg­zy­sten­cjal­nym. Kie­dy czło­wie­ko­wi przy­po­mni się o gra­ni­cach jego siły, sta­no­wi to dla tej jego cząst­ki, któ­ra chcia­ła­by wi­dzieć sie­bie jako bez­gra­nicz­ną, po­dob­ną Bogu, za­gro­że­nie eg­zy­sten­cjal­ne”2. Lęk peł­ni za­tem rów­nież funk­cję po­zy­tyw­ną, po­le­ga­ją­ca na przy­po­mi­na­niu mi sta­le o mo­ich gra­ni­cach oraz o moim czło­wie­czeń­stwie. Bez lęku tra­ci­my po­czu­cie na­sze­go czło­wie­czeń­stwa. Tra­ci­my umiar. Za­tem lęk ma na celu znisz­cze­nie wszel­kich ma­sek oraz uczy­nie­nie nas bar­dziej ludz­ki­mi, a jed­no­cze­śnie bar­dziej po­dat­ny­mi na roz­wój3.

Ist­nie­ją jed­nak ta­kie lęki, któ­re prze­szko­dą w ży­ciu. Może obu­dzić się we mnie lęk, mimo że nie sto­ję nad prze­pa­ścią. Coś się we mnie za­cie­śnia. Czę­sto nie je­stem w sta­nie tego zro­zu­mieć. Strach mnie pa­ra­li­żu­je. Nie mogę uczy­nić ani jed­ne­go kro­ku. On mi za­gra­ża. Wszyst­ko we mnie się kur­czy. Już sam nie wiem, jak po­wi­nie­nem za­re­ago­wać. Ta­kie lęki mogą dzia­łać de­struk­cyj­nie. Za­my­ka­ją mnie jak­by w wię­zie­niu, z któ­re­go nie po­tra­fię się wy­do­stać. Moje ży­cie za­wę­ża się co­raz bar­dziej. Lęk nie po­zwa­la się cie­szyć peł­nią ży­cia, tak jak obie­cał nam to Je­zus (por. J 10,10). Ta­kie­go lęku chciał­bym się wy­zbyć. Nor­mal­na me­to­da uwal­nia­nia się od lęku po­le­ga na tym, by mu się przyj­rzeć i pod­jąć z nim dia­log. Wte­dy będę mógł się prze­ko­nać, co pra­gnie mi on prze­ka­zać: czy wska­zu­je mi moje gra­ni­ce, czy może wzor­ce neu­ro­tycz­ne, któ­re się we mnie za­ko­rze­ni­ły i utrud­nia­ją mi ży­cie. Je­że­li strach jest sil­niej­szy niż re­al­ne za­gro­że­nie, wte­dy za­wsze wska­zu­je na za­bu­rze­nia neu­ro­tycz­ne. W przy­pad­ku lę­ków neu­ro­tycz­nych ko­niecz­na jest te­ra­pia. Jed­nak w ni­niej­szej książ­ce nie cho­dzi o kla­sycz­ną te­ra­pię, lecz o wska­zów­ki du­cho­we mó­wią­ce, jak ra­dzić so­bie z lę­kiem. W cen­trum po­win­no zna­leźć się to, co moż­na by na­zwać mia­nem „te­ra­pii lę­ków Je­zu­sa”. Kie­dy prze­szu­ki­wa­łem Pi­smo Świę­te pod ką­tem za­gad­nie­nia lęku, do­sze­dłem do waż­nych wnio­sków, któ­re rów­nież cha­rak­te­ry­stycz­ne dla każ­dej te­ra­pii psy­cho­lo­gicz­nej. Jed­nak jed­no­cze­śnie zro­zu­mia­łem, że tek­sty bi­blij­ne po­sia­da­ją wła­sną moc prze­mie­nia­nia lęku. Nie po­mi­ja­ją go, lecz do­pusz­cza­ją jego ist­nie­nie. Za­chę­ca­ją nas do tego, by mu się przyj­rzeć, prze­trzy­mać go i przy­nieść na spo­tka­nie z Bo­giem. Spo­sób, w jaki Je­zus trak­tu­je lu­dzi ogar­nię­tych lę­kiem, w jaki ich do­ty­ka, w jaki się zwra­ca do nich i w jaki roz­ma­wia z nimi o oba­wach i ich dro­dze prze­mia­ny, po­ka­zu­je nam mą­drość Je­zu­sa oraz Jego dą­że­nie do tego, aby tro­skli­wie i z uwa­gą trak­to­wać każ­de­go czło­wie­ka z osobna.

Nie­kie­dy rów­nież we mnie bu­dzi się dziw­ny lęk. Pod­czas nie­dziel­ne­go na­bo­żeń­stwa na­gle ogar­nia mnie strach, czy ten z mo­ich współ­bra­ci, któ­ry zo­stał wy­zna­czo­ny do wy­gło­sze­nia ka­za­nia, jest obec­ny. Może za­po­mniał. Wte­dy przy czy­ta­niu Ewan­ge­lii bacz­nie nad­sta­wiam ucha i za­sta­na­wiam się, na jaki te­mat mógł­bym spon­ta­nicz­nie wy­gło­sić ka­za­nie, gdy­by za­kon­nik, któ­ry miał to zro­bić był nie­obec­ny. Prze­peł­nio­ny ta­ki­mi oba­wa­mi w dwu­na­stą nie­dzie­lę roku li­tur­gicz­ne­go przy­słu­chi­wa­łem się uważ­nie Ewan­ge­lii we­dług św. Ma­te­usza 10,26-33. Je­zus trzy­krot­nie wzy­wa w niej swych uczniów: „Nie lę­kaj­cie się!”. Gdy to usły­sza­łem przy­szło mi na myśl, że Je­zus udzie­la tu od­po­wie­dzi na trzy róż­ne ro­dza­je stra­chu i pro­po­nu­je kon­kret­ną te­ra­pię. To za­chę­ci­ło mnie do do­kład­ne­go zba­da­nia Pi­sma Świę­te­go pod ką­tem tego, co mówi ono na te­mat lęku i jak ra­dzi nam po­stę­po­wać, gdy nas on ogar­nie. I rze­czy­wi­ście: w Pi­śmie Świę­tym od­na­la­złem rów­nież te lęki, któ­re gnę­bią lu­dzi obec­nie. In­te­re­su­ją­ce było dla mnie po­rów­na­nie obaw lu­dzi, któ­rzy przed dwo­ma ty­sią­ca­mi lat spo­tka­li Je­zu­sa, z oba­wa­mi współ­cze­sny­mi zro­zu­mia­łem, że te ostat­nie na­le­ży roz­pa­try­wać przez pry­zmat daw­nych tekstów.

Je­że­li opie­ram się w ni­niej­szej książ­ce na Pi­śmie Świę­tym i pro­po­no­wa­nym w nim spo­so­bie po­stę­po­wa­nia z lę­kiem, to nie cho­dzi mi o po­mi­nię­cie te­ra­peu­tycz­ne­go po­dej­ścia do tego za­gad­nie­nia. Czę­sto strach jest tak sil­ny, że te­ra­pia jest ko­niecz­no­ścią. Jed­nak nie każ­dy lęk musi zo­stać pod­da­ny te­ra­pii. Pi­smo Świę­te wska­zu­je me­to­dy du­cho­we po­moc­ne w ra­dze­niu so­bie z wła­snym lę­kiem. Po­ma­ga­ją one le­piej prze­zwy­cię­żać co­dzien­ne oba­wy, któ­re sta­łym ele­men­tem na­sze­go ży­cia. Ale me­to­dy du­cho­we mogą oka­zać się sku­tecz­ne rów­nież wte­dy, gdy drę­czą nas lęki neu­ro­tycz­ne. Me­to­dy te nie za­stę­pu­ją te­ra­pii, lecz wspo­ma­ga­ją ją.

W trak­cie stu­dio­wa­nia czte­rech Ewan­ge­lii zro­zu­mia­łem, że Je­zus do­sko­na­le zna czło­wie­ka. Za­fa­scy­no­wa­ło mnie to, w jaki spo­sób re­agu­je On na naj­róż­no­rod­niej­sze lęki, któ­re do­strze­ga w lu­dziach. Oczy­wi­ście od­czy­tu­ję Pi­smo Świę­te za­wsze pod ką­tem mo­ich wła­snych do­świad­czeń z ludź­mi. Dla­te­go nie ogra­ni­czam się wy­łącz­nie do in­ter­pre­ta­cji hi­sto­rycz­nych czy też teo­lo­gicz­nych. Za­wsze pró­bu­ję przyj­rzeć się tek­stom bi­blij­nym rów­nież przez pry­zmat psy­cho­lo­gii. Jest to oczy­wi­ście tyl­ko je­den ze spo­so­bów ob­cho­dze­nia się z Pi­smem Świę­tym. Nie chciał­bym też w ten spo­sób ująć cze­go­kol­wiek po­zo­sta­łym me­to­dom in­ter­pre­ta­cji. Ist­nie­je za­wsze wie­le dróg zbli­że­nia się do ta­jem­ni­cy Bi­blii. W trak­cie lek­tu­ry czte­rech Ewan­ge­lii na nowo od­kry­łem nie tyl­ko mą­drość Je­zu­sa, lecz tak­że ewan­ge­li­stów. Każ­dy z nich za­pew­ne miał inne do­świad­cze­nia z lę­kiem i dla­te­go opi­sał Je­zu­sa w oso­bi­sty spo­sób, po­dob­nie jak uczy­nił­by to terapeuta.

Od kil­ku lat nie­ustan­nie za­da­wa­no mi py­ta­nie, czy zaj­mę się kie­dyś te­ma­ty­ką lęku. Do tej pory bro­ni­łem się przed tym. Po­nie­waż gdy spraw­dza­łem w ka­ta­lo­gu bi­blio­tecz­nym ha­sło „lęk”, moja spon­ta­nicz­na re­ak­cja była wciąż nie­zmien­na: na ten te­mat po­wie­dzia­no już wła­ści­wie wszyst­ko. Nie będę w sta­nie wnieść nic no­we­go. Jed­nak­że kie­dy usły­sza­łem Ewan­ge­lię we­dług św. Ma­te­usza, zro­dzi­ła się we mnie myśl, by bacz­niej przyj­rzeć się te­ra­pii lę­ków, tak jak czy­nił to Je­zus, a to z ko­lei za­in­spi­ro­wa­ło mnie do tego, by za­jąć się te­ma­tem stra­chu w jego ak­tu­al­nym wy­mia­rze. Jest to z pew­no­ścią ogra­ni­czo­ne uję­cie tego ob­szer­ne­go za­gad­nie­nia, jed­nak ufam, że wła­śnie ta bi­blij­na per­spek­ty­wa po­mo­że wie­lu lu­dziom na­uczyć się ob­cho­dze­nia ze swo­im lę­kiem w taki spo­sób, by nie był on pa­ra­li­żu­ją­cy, lecz po­zwa­lał po­kła­dać uf­ność w Bogu.

W ni­niej­szym szki­cu chciał­bym przede wszyst­kim skon­cen­tro­wać się na Ewan­ge­liach we­dług świę­te­go Ma­te­usza i świę­te­go Łu­ka­sza. Dla obu tych ewan­ge­li­stów te­mat stra­chu jest istot­ny. Uka­zu­ją oni Je­zu­sa jako wy­ba­wia­ją­ce­go nas od na­szych lę­ków. Te­mat ten oczy­wi­ście bez prze­rwy po­wra­ca w Pi­śmie Świę­tym. Przede wszyst­kim w psal­mach oraz u pro­ro­ków znaj­dzie­my bar­dzo in­te­re­su­ją­ce frag­men­ty na te­mat lęku. Opra­co­wa­nie tego za­gad­nie­nia w per­spek­ty­wie ca­łej Bi­blii prze­kro­czy­ło­by jed­nak ramy tej książ­ki, jak rów­nież moje moż­li­wo­ści. Mnie za­fa­scy­no­wa­ło przede wszyst­kim po­dej­ście Je­zu­sa do za­gad­nie­nia lęku. Świa­do­mie za­tem ogra­ni­czam się do tego aspektu.

1. Lęk przed no­wym

1. Lęk przed no­wym

Lu­dzie zwy­kle czu­ją ra­dość, gdy ku­pu­ją coś no­we­go, kie­dy dom po re­mon­cie wy­glą­da jak nowy. Zwy­kle, ale nie za­wsze tak się dzie­je. Nowe może rów­nież bu­dzić lęk. Obec­nie tę­sk­no­ta za no­wo­ścia­mi ra­czej ustą­pi­ła miej­sca lę­ko­wi przed nie­pew­nym ju­trem. Kie­dy fir­ma, w któ­rej ktoś pra­cu­je, pod­le­ga re­struk­tu­ry­za­cji, zwy­kle bu­dzi to przede wszyst­kim oba­wy. Po­ja­wia się strach przed utra­tą miej­sca pra­cy. Jak po­ka­zu­je do­świad­cze­nie, zmia­ny wpro­wa­dza się zwy­kle kosz­tem pra­cow­ni­ków, bez wzglę­du na stra­ty. Kto po­siadł dużą wie­dzę w swo­im za­wo­dzie, ten ra­czej scep­tycz­nie po­trak­tu­je in­no­wa­cje, któ­re pod­da­ją w wąt­pli­wość lub wy­kra­cza­ją poza tę wie­dzę. Nie bę­dzie spo­dzie­wał się ni­cze­go do­bre­go po na­wet naj­bar­dziej efek­tyw­nych i za­chwa­la­nych re­wo­lu­cjach tech­nicz­nych. Nowe dro­gi, nowe me­to­dy, nowe pro­duk­ty wzbu­dza­ją lęk.

Lęk przed no­wym nie ogra­ni­cza się oczy­wi­ście tyl­ko do ży­cia za­wo­do­we­go. Wi­docz­ne jest to już u dzie­ci. Na po­cząt­ku po­trze­bu­ją one po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. Wte­dy cie­szą się rów­nież z no­wo­ści. Je­że­li jed­nak nowe za­wsze ko­ja­rzo­ne było z czymś nie­ocze­ki­wa­nym i nie­przy­jem­nym, wte­dy każ­da in­no­wa­cja spra­wi, że w ich ser­cach po­ja­wi się lęk.

O ta­kim lęku przed no­wym jako za­sad­ni­czym do­świad­cze­niu czło­wie­ka św. Ma­te­usz i św. Łu­kasz wspo­mi­na­ją już na wstę­pie swo­ich Ewan­ge­lii. Tam gdzie na świat przy­cho­dzi Boże Dzie­cię, któ­re wszyst­ko czy­ni no­wym, in­ter­we­nio­wać musi sam Bóg, prze­ma­wia­jąc do lęku w ser­cach obec­nych i prze­mie­nia­jąc go.

Hi­sto­ria dzie­ciń­stwa Je­zu­sa stoi pod zna­kiem lęku i uf­no­ści. W trak­cie te­ra­pii py­ta­my o przy­czy­ny lęku w dzie­ciń­stwie. Dziec­ko do­świad­cza za po­śred­nic­twem mat­ki pier­wot­nej uf­no­ści wo­bec ży­cia, zaś za po­śred­nic­twem ojca od­wa­gi, by wejść w ży­cie i wziąć je we wła­sne ręce. Czę­sto do­świad­cze­nia te nie są na tyle sil­ne, by prze­zwy­cię­żyć lęki, któ­re dziec­ko rów­nież od­czu­wa. Boi się ono nocy i snów, w któ­rych wi­dzi sie­bie w oto­cze­niu dzi­kich zwie­rząt. Du­sza dziec­ka jest bar­dzo po­dat­na na oba uczu­cia – za­rów­no na uf­ność, jak i lęk. Dziec­ko tę­sk­ni za tym, by po­czuć się bez­piecz­nie w ra­mio­nach mat­ki, a dzię­ki bli­sko­ści ojca do­świad­czyć we­wnętrz­nej wy­trwa­ło­ści i od­wa­gi. Jed­no­cze­śnie jed­nak od­czu­wa lęk przed utra­tą ro­dzi­ców. Uczu­cie to to­wa­rzy­szy każ­de­mu dziec­ku. Ma ono swo­je źró­dło w stra­chu przed roz­sta­niem, któ­ry spa­da na dziec­ko już przy na­ro­dzi­nach. Lęk u dziec­ka może stać się cho­ro­bli­wy. Wte­dy każ­de wyj­ście mat­ki z domu sta­nie się dla nie­go kosz­ma­rem. Dziec­ko nie jest w sta­nie tego wy­trzy­mać. Ta­kie lęki mogą wy­pły­wać z do­świad­czeń w okre­sie pre­na­tal­nym lub z lę­ków przed opusz­cze­niem, za­zna­nych we wcze­snym dzie­ciń­stwie. Pe­wien męż­czy­zna opo­wia­dał, że jako dziec­ko za­wsze za­my­ka­ny był w ciem­nej piw­ni­cy. Tam uka­zy­wa­ły mu się de­mo­nicz­ne twa­rze. Mat­ka wma­wia­ła mu, że jest opę­ta­ny przez dia­bła, po­nie­waż jest taki nie­grzecz­ny. To wcze­sne do­świad­cze­nie jesz­cze dziś prze­śla­du­je tego męż­czy­znę. Na­wet jako do­ro­sły czło­wiek nie ma od­wa­gi, by zejść do ciem­nej piw­ni­cy. Cza­sem nocą bu­dzi się, po­nie­waż uka­zu­ją mu się de­mo­nicz­ne twa­rze. Im wcze­śniej w dzie­ciń­stwie od­czu­wa­my lęki jako za­gro­że­nie, tym trud­niej jest je po­ko­nać. Je­ste­śmy w sta­nie sta­wić czo­ła na­szym oba­wom z dzie­ciń­stwa i pod­jąć pró­bę zwal­cze­nia ich po­przez bacz­ne przyj­rze­nie się im. Po­moc­ne przy tym może oka­zać się, je­śli przy­po­mni­my so­bie do­świad­cze­nie uf­no­ści i po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa, któ­re jako dzie­ciom umoż­li­wi­ło nam ży­cie z lę­ka­mi i na prze­kór im.

Zyg­munt Freud był zda­nia, że lęk bu­dzi się w dziec­ku, gdy tłu­mi ono istot­ne po­pę­dy ta­kie jak sek­su­al­ność i agre­sja. Jest to z pew­no­ścią jed­no z moż­li­wych wy­ja­śnień wie­lu ro­dza­jów lę­ków, przede wszyst­kim lę­ków, któ­re nie po­sia­da­ją żad­ne­go re­al­ne­go wy­tłu­ma­cze­nia. Ta­kie lęki czę­sto tłu­mi się wy­mu­szo­nym za­cho­wa­niem. Nie­któ­rzy lu­dzie pró­bu­ją po­ko­nać strach przed wła­sną agre­syw­no­ścią za po­mo­cą sto­sow­ne­go za­cho­wa­nia. Zbyt ła­god­ny głos świad­czy czę­sto o tłu­mio­nej agre­sji. Współ­cze­śnie psy­cho­lo­go­wie in­a­czej tłu­ma­czą przy­czy­ny lęku niż czy­ni­ła to kla­sycz­na psy­cho­ana­li­za. Dla te­ra­pii za­cho­wań „lęk to emo­cja, któ­ra po­le­ga na oce­nie groź­nej sy­tu­acji”4. Czę­sto w nie­od­po­wied­ni i nie­rze­czy­wi­sty spo­sób oce­nia­my groź­ną sy­tu­ację. Wte­dy już na nie­wiel­kie nie­bez­pie­czeń­stwa re­agu­je­my wiel­kim lę­kiem. Tym­cza­sem waż­ne są oba aspek­ty: ba­da­nie przy­czyn z dzie­ciń­stwa oraz za­da­nie so­bie py­ta­nia, w jaki spo­sób obec­nie oce­niam tę kon­kret­ną sy­tu­ację. Czę­sto oce­nia­my błęd­nie, po­nie­waż wzor­ce oce­ny z dzie­ciń­stwa moc­no utrwa­li­ły się w na­szej du­szy.