Prawdziwy skarb  - Lucy Gordon - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Prawdziwy skarb - Lucy Gordon

Taka miłość zdarza się tylko raz! Zaręczona z włoskim arystokratą Joanna z niecierpliwością oczekuje na ślub, tymczasem Gustavo pewnego dnia wyznaje... że kocha inną. Każde z nich rusza swoją drogą, spotykają się dopiero po dwunastu latach. Joanna ma prowadzić wykopaliska na terenie posiadłości niedoszłego męża. Gustavo wierzy, że cenne znaleziska pomogą mu uratować rodzinny majątek, jednak jeszcze bardziej pragnie odzyskać zupełnie inny skarb...

Opinie o ebooku Prawdziwy skarb - Lucy Gordon

Fragment ebooka Prawdziwy skarb - Lucy Gordon







Lucy Gordon

Prawdziwy skarb

Tłumaczyła Wiktoria Mejer

Harlequin


Tytuł oryginału: The Italian’s Rightful Bride
Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2005
Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Korekta: Ewa Popławska






© 2005 by Lucy Gordon

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona

ISBN 978-83-238-3083-2

Indeks 360325

ROMANS – 905

Konwersja: Nexto Digital Services


Witam serdecznie w najpiękniejszym wiosennym miesiącu. Mam

nadzieję, że upajający zapach kwitnących krzewów, drzew i kwiatów nastraja Was optymistycznie, a te z Was, które mają kłopoty, odzyskają pogodę ducha przy lekturze książek z serii ROMANS.

Przygotowałam dla Was ostatnią część miniserii Siostry McIvor,

zachęcam również do lektury nowych romansów Lucy Gordon oraz Elizabeth Harbison, bo obie autorki cieszą się wśród Was zasłużonym uznaniem. W maju możecie przeczytać następujące książki:


Nowa gwiazda – ostatnia część miniserii Siostry McIvor. Czy siostry dojdą do porozumienia i będą wspólnie zarządzać dziedzictwem?

Prawdziwy skarb – Lucy Gordon zaprasza Was do Włoch, gdzie

pewien zubożały arystokrata odzyska coś więcej niż majątek...

Przepis na romans – tym razem Elizabeth Harbison nie tylko Was wzruszy, ale też rozbawi i zaintryguje!

Znowu razem – spotkanie po latach pozwoli dwojgu ludzi wyjaśnić wszystkie zagadki z przeszłości.

Mój książę Wyspa marzeń (DUO) – dwie opowieści o wielkiej

namiętności, zgubnym braku zaufania i potrzebie szczerości. Życzę przyjemnej lektury!


Grażyna Ordęga







Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.


Czekamy na listy.

Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


PROLOG


– Wazy ze szczerego złota, klejnoty, aż ślinka cieknie, bogactwa nad bogactwami…

Opalająca się Joanna obróciła głowę i spojrzała na swego dziesięcioletniego syna, który siedział obok niej na piasku. Prawie nie było go widać, bo wsadził głowę w gazetę.

– Kochanie, co ty wygadujesz?

Ponad brzegiem gazety pojawiły się oczy.

– Wielkie odkrycie. Znaleźli pałac pełen skarbów. – Ujrzawszy jej niedowierzającą minę, dodał: – To znaczy, na razie parę starych cegieł.

Roześmiała się.

– Tak właśnie myślałam, bo wiem, jak lubisz koloryzować. I gdzie są te stare cegły?

– W Rzymie. – Podał jej gazetę i wskazał palcem odpowiednie miejsce.

„Fascynujące, unikalne fundamenty – czytała Joanna. Ogromny pałac sprzed półtora tysiąca lat".

– Twoja działka, mamo – zauważył Billy. – Ruiny, starocie… Wszystko w twoim wieku – przekomarzał się.

– Wyślę cię dziś spać bez kolacji! – zagroziła.

– A załatwiłaś sobie jakiegoś innego pomocnika? – spytał zuchowato.

I jak miała nie uwielbiać tego małego nicponia? Ponie

waż jej praca wymagała częstych wyjazdów, a w dodatku Joanna dzieliła się opieką nad synem ze swoim byłym mężem, nie widywali się z Billym tak często, jak by chcieli. Na szczęście tego lata mogli spędzić trochę czasu razem, zatem wyjechali do Włoch, do położonej na wybrzeżu Adriatyku Cervii.

Joanna początkowo pławiła się w słodkim nieróbstwie, leżąc na plaży i tocząc niekończące się rozmowy ze swoim rozwiniętym ponad wiek synem, wkrótce jednak obojgu zaczęła dokuczać nuda. Artykuł w gazecie obudził zainteresowanie obojga, zwłaszcza Joanny, która była znanym archeologiem, choć Billy bez żadnego szacunku utrzymywał, że mama grzebie w kościach i śmieciach.

Usiadła i nucąc pod nosem, zaczęła czytać.

„Rozległe fundamenty liczącej tysiąc pięćset lat budowli odkryto na terenie rodowej siedziby książąt Montegiano, nieopodal pałacu, w którym rezyduje obecna głowa rodu, książę Gustavo."

Nucenie umilkło.

– Byłaś kiedyś w Rzymie, mamo?

Cisza.

– Mamo? Mamo!

Nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi, Billy pochylił się i pomachał Joannie ręką przed nosem.

– Tu Ziemia, tu Ziemia. Mamo, odezwij się! Odbiór!

– Przepraszam. Co mówiłeś?

– Czy byłaś w Rzymie?

– Co? Ja? Eee… tak, tak.

– Mamo, gadasz, jakby ci padło na mózg – stwierdził przyjacielskim tonem.

– Tak myślisz, kochanie? Przepraszam cię, ale… Proszę, czyli on jednak miał rację, wierząc tym przekazom o zaginionym wielkim pałacu.

– On? Znasz tego księcia Jakiegoś Tam?

– Spotkałam go kiedyś. Raz. Dawno. Chcesz lody? – Desperacko zmieniła temat, bo przecież nie mogła powiedzieć: Gustavo Montegiano to człowiek, którego kochałam bardziej niż twojego ojca, człowiek, którego mogłam poślubić, gdybym okazała się wystarczająco samolubna.

A gdyby wolno było mówić takie rzeczy, dodałaby jeszcze: To człowiek, który złamał mi serce, nawet o tym nie wiedząc.








ROZDZIAŁ PIERWSZY


– Dzwoń, do diabła! No już!

Książę Gustavo utkwił spojrzenie w telefonie, który uparcie milczał.

– Miałaś dzwonić co tydzień – wycedził. – A to już dwa tygodnie!

Cisza.

Zerwał się zza biurka, podszedł do oszklonych drzwi, wyjrzał na kamienny taras. Na ostatnim z szerokich stopni siedziała dziewięcioletnia dziewczynka, zgarbiona, sprawiająca wrażenie opuszczonej, i ten widok jeszcze podsycił jego gniew. Przeszedł przez pokój, chwycił słuchawkę, gwałtownie wybrał numer.

Oczywiście wiedział, że nikt nie jest w stanie zmusić jego byłej żony do zrobienia czegokolwiek, na co nie miała ochoty, ale tym razem zamierzał naciskać aż do skutku. Ich córka rozpaczliwie potrzebowała jakiegoś dowodu, że mama o niej nie zapomniała.

– Crystal? – warknął, gdy wreszcie odebrała. – Miałaś dzwonić.

– Caro – wymruczała tym swoim zmysłowym głosem, który kiedyś przyprawiał go o dreszcze. – Gdybyś wiedział, jak jestem zajęta…

– Tak zajęta, że nie masz czasu dla córki?

– Jak się miewa moje biedne kochanie?

– Tęskni za matką – rzucił z furią. – Na szczęście udało mi się ciebie zastać, więc teraz łaskawie porozmawiaj z nią.

– Nie mam czasu, akurat wychodzę. I bądź tak miły, nie dzwoń więcej do tego domu.

– Wyjdziesz później. Renata zaraz tu będzie – uprzedził, gdyż usłyszał tupot na tarasie.

– Wyjdę teraz, bo muszę. Przekaż jej ode mnie, że ją bardzo kocham.

– Niech mnie piekło pochłonie, jeśli to zrobię! Sama jej powiesz… Crystal? Crystal?!

Ona jednak rozłączyła się dokładnie w tym momencie, w którym dziewczynka wbiegła do gabinetu.

– Chcę rozmawiać z mamą! – Córka wyrwała mu słuchawkę z ręki. – Mamo, mamo!

Patrzył, jak cała radość znika z jej twarzyczki, gdy Renata zamiast głosu matki usłyszała ciągły sygnał. Tak jak się obawiał, mała obróciła się ku niemu z oskarżycielskim wyrazem twarzy.

– Dlaczego nie pozwoliłeś mi z nią porozmawiać?

– Kochanie, mama bardzo się spieszyła… Nie mogła…

– Nie, to twoja wina! Ty na nią krzyczałeś, słyszałam! Ty nie chcesz, żebym rozmawiała z mamą.

– To nieprawda – tłumaczył, próbując ją objąć.

Nie udało mu się jej przytulić, gdyż stała zupełnie sztywno, a jej buzia była pozbawiona wszelkiego wyrazu. Zapadła się w sobie, nie miał z nią kontaktu.

Zupełnie jakbym widział samego siebie, pomyślał. On też wycofywał się w podobny sposób. Tak, to była krew z jego krwi, kość z jego kości – nie to, co drugie dziecko Crystal, dziecko, którego przyjście na świat poprzedził ich rozwód.

– Kochanie… – spróbował ponownie, ale poddał się, ponieważ emanowała z niej nieprzejednana wrogość.

Renata winiła go za odejście mamy, a Gustavo nie wiedział, co będzie lepsze dla córki – brutalna prawda czy też bajeczka, że matka ją kocha, lecz okrutny ojciec utrudnia ich wzajemne kontakty. Gdyby tylko znał odpowiedź na to pytanie…

Puścił ją z ociąganiem, wybiegła od razu, zaś Gustavo usiadł ciężko przy biurku i ukrył twarz w dłoniach.

– Czy przychodzę w złym momencie?

Gustavo uniósł wzrok i ujrzał starszego mężczyznę w pobrudzonym ziemią ubraniu, stojącego w drzwiach prowadzących na taras i ocierającego pot z czoła.

– Ależ skądże, Carlo, zapraszam.

Książę podniósł się, podszedł do barku ukrytego w osiemnastowiecznej komodzie, nalał do szklanek zimnego piwa.

– Proszę. I jak posuwają się prace?

– Robię, co mogę, lecz przydałby się lepszy ekspert.

– Nie znam lepszego od ciebie – rzekł lojalnie Gustavo.

Przyjaźnili się od ośmiu lat, kiedy to w Montegiano odbył się międzynarodowy kongres archeologów, którym książę udostępnił pałac. Gdy ostatnio na terenie posiadłości odkryto fundamenty dawnej budowli, prawdopodobnie pochodzącej z czasów starożytnych, Gustavo natychmiast zadzwonił do profesora Carla Francesego.

– To jest odkrycie o wielkim znaczeniu, musi się nim zająć wybitny znawca, ja specjalizuję się w innej epoce. Polecam Fentoniego. Będzie zachwycony. Ty mnie wcale nie słuchasz!

– Słucham, oczywiście, tylko… A niech to piekło pochłonie! Ona znowu…

– Crystal?

– Któżby inny? Potrafię znieść, że mnie zdradziła, urodziła syna innemu i zrobiła ze mnie głupca przed całym światem, ale nie wybaczę jej nigdy, że porzuciła Renatę. Moja córka cierpi, a ja nie mogę jej pomóc.

– Nigdy nie lubiłem twojej żony – wyznał po chwili wahania Carlo. – Pamiętam, jak ją spotkałem bodaj dwa lata po waszym ślubie. Ty byłeś nią kompletnie zauroczony, jednak ona nie wydawała się aż tak zaangażowana.

– Kompletnie zauroczony – powtórzył gorzko. – Tak, przez długi czas starałem się widzieć w niej same zalety, ponieważ to ze względu na nią postąpiłem niegodnie wobec innej osoby, która miała zostać moją żoną. Musiałem więc przekonać samego siebie, że „nagroda", jaką dzięki temu zdobyłem, była tego warta.

W oku Carla błysnęło żywe zainteresowanie.

– Niegodnie? Jak bardzo?

Gustavo aż się uśmiechnął.

– Muszę cię rozczarować, nie usłyszysz żadnej romantycznej historii godnej uwiecznienia w wielkiej tragedii. Ani ja, ani ta dama nie byliśmy zakochani, chodziło o małżeństwo z rozsądku.

Carlo nie dziwił się temu, gdyż wiedział, że wśród arystokratycznych europejskich rodów takie rzeczy wciąż się zdarzają. Osoby z tytułami zazwyczaj przyciągały osoby z pieniędzmi i poślubienie kogoś takiego stawało się praktycznie obowiązkiem, gdy w grę wchodziło utrzymanie starych majątków i rodowych siedzib.

– I jak zostało zaaranżowane?

– Wtedy jeszcze żył mój ojciec, który, niestety, nie miał drygu do finansów. Tak się jednak składało, że przyjaciółka mojej matki znała pewną młodą Angielkę z wyjątkowo bogatej rodziny. Przedstawiono nas sobie, całkiem się polubiliśmy.

– Jaka ona była?

Gustavo zastanawiał się przez chwilę.

– Przede wszystkim bardzo miła – rzekł wreszcie. – Łagodna, delikatna, wyrozumiała. Mogłem z nią rozmawiać o wszystkim. Pewnie bylibyśmy dobrym małżeństwem, bardzo zgodnym. Ale nagle spokój przestał mnie pociągać, ponieważ zjawiła się Crystal, zjawiła się jak… – przez moment szukał słów – jak kometa na ciemnym niebie. Olśniła mnie, oślepiła. Nie widziałem, że jest bezwzględna i samolubna, dostrzegłem to dopiero później, już po ślubie.

– Co powiedziała twoja narzeczona, gdy z nią zerwałeś?

– Nie zerwałem, ona to zrobiła. Zachowała się naprawdę wspaniale. Stwierdziła, że jeśli wolę Crystal, to ona się wycofuje, bo tak będzie lepiej dla nas obojga, w końcu która kobieta chce mieć męża myślącego o innej? Brzmiało to bardzo rozsądnie.

– A gdyby nie zwolniła cię z danego jej słowa? Ożeniłbyś się z nią?

Gustavo był wstrząśnięty.

– Oczywiście!

– Twoi rodzice zapewne nie byli zbyt szczęśliwi?

– Nie, ale nie mogli nic zrobić, bo moja narzeczona przedstawiła to jako naszą wspólną decyzję, ja tylko przytakiwałem, w sumie chyba trochę wyszedłem na idiotę. Ojciec nie mógł mi darować, że rodzina straciła taką okazję.

– Rozumiem, że Crystal nie wniosła do związku żadnego majątku?

– Owszem, wniosła, ale mniejszy.

– Jeśli ktoś mający takie poczucie obowiązku jak ty nie

postawił na pierwszym miejscu dobra rodu, to Crystal naprawdę musiała cię opętać.

Skinął głową, przypominając sobie, jakie wrażenie na nim wywarła, gdy ją poznał. Zmysłowa, żywiołowa i beztroska, ciągle się śmiała, była bardzo uczuciowa, a przynajmniej tak mu się wtedy wydawało. Dopiero później miał zrozumieć, że te jej swobodnie okazywane emocje są powierzchowne, że jest zupełnie niezdolna do prawdziwych, trwalszych i głębszych uczuć.

On sam z kolei uchodził za niewzruszonego, przy czym prawie nikt nie wiedział, że Gustavo nie mówi o swoich uczuciach właśnie dlatego, że przeżywa je niezmiernie intensywnie. Zbyt intensywnie, by poważył się to okazać.

Carlo jednak znał swego przyjaciela, wiedział, że temat jest dla niego bolesny, dlatego skierował rozmowę na inne tory.

– Ale rozmawialiśmy o pracy… Otóż im szybciej Fentoni i jego ludzie przeprowadzą tu badania, tym lepiej.

– Fentoni zapewne każe sobie słono płacić – zauważył cierpko Gustavo.

– Najlepsi zawsze kosztują – stwierdził sentencjonalnie Carlo.

– Crystal żąda zwrotu wszystkiego, co wniosła. Ma do tego prawo, ale jej roszczenia stawiają mnie w ciężkiej sytuacji.

– Może na tym odkryciu uda ci się zarobić.

– Niewątpliwie – rzekł bez przekonania Gustavo. – Dobrze, skontaktujmy się z Fentonim.

– Spróbuję od razu, po co czekać? Pozwolisz? – Carlo już sięgał po słuchawkę.

Książę znowu podszedł do drzwi wiodących na taras i po chwili udało mu się odnaleźć wzrokiem córkę. Sie działa na ściętym pniu wiekowego drzewa, sterczącym z trawnika. Kolana podciągnęła pod brodę, objęła je ramionami. Kiedy zauważyła ojca, pomachał do niej z uśmiechem, lecz ona odwróciła wzrok, a zdesperowany Gustavo aż miał ochotę tłuc głową o ścianę. Jak miał pomóc córce, jak? Czuł się bezradny, zżerało go poczucie winy.

Dopiero po chwili uświadomił sobie, że przyjaciel rozmawia z kimś żarliwym tonem, starając się go przekonać.

– Fentoni, stary przyjacielu, to, co mamy tutaj, to znacznie ważniejsza sprawa. Och, do diabła z twoim kontraktem! Powiedz im, że zmieniłeś zdanie i wolisz zająć się tym… Ile?! Rozumiem…

Spojrzał na księcia i bezradnie wzruszył ramionami.

– Kogo w takim razie byś polecił? Tak, oczywiście, słyszałem o niej, ale pani Manton jest Angielką. Czy to akurat obcokrajowcy powinni orzekać w sprawie naszych zabytków? Dobrze, skoro tak mówisz… Masz może numer do niej? – Nabazgrał coś na kartce i zakończył rozmowę.

– Angielka? – spytał Gustavo z wyraźnym brakiem entuzjazmu.

– Fentoni mówi, że była jego najlepszą uczennicą. Proponuję zrobić tak… Skontaktuję się z nią i postaram się ją tutaj ściągnąć. Jeśli wrażenie okaże się pozytywne, ustalimy z nią warunki.

– Dziękuję. Zostawiam sprawę w twoich rękach, Carlo.


Kiedy Joanna usłyszała, z czym dzwoni Carlo Francese, miała tylko jedno pytanie.

– Czy to książę Gustavo wybrał mnie do tej pracy?

– Nie, polecił panią mój przyjaciel Fentoni. Pani Man

ton, czy mogłaby pani przyjechać i obejrzeć to, co odkryliśmy do tej pory?

Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Kusiło ją, by przyjąć propozycję, zobaczyć znowu Gustava, w końcu upłynęło całe dwanaście lat, nie była już młodą dziewczyną, trawioną uczuciem, z którym nie da się walczyć. Może nawet powinna go zobaczyć? On też się zmienił, też jest starszy, więc wygląda inaczej niż ten młody książę, który wciąż żył w jej sercu, choć wcale tego nie chciała. Ponowne spotkanie mogłoby ją ostatecznie wyleczyć, byłaby wreszcie wolna.

– Planowałam spędzić urlop z moim dziesięcioletnim synem…

– Proszę go przywieźć, książę ma córkę prawie w tym samym wieku, znakomicie się więc składa. Kiedy możemy pani oczekiwać?

Zawahała się.

– Sama nie wiem…

Billy, który podsłuchiwał bezczelnie, spytał:

– Montegiano?

Skinęła głową.

– O rany, mamo, zgódź się! Przecież aż cię skręca, żeby zobaczyć te ruiny. – Bezceremonialnie wyrwał jej komórkę. – Ona już jedzie!

Odebrała mu telefon, w sumie zadowolona, że syn podjął za nią decyzję, obiecała profesorowi Francesemu zjawić się w ciągu paru dni i rozłączyła się.

– Billy, przecież mieliśmy przez wakacje odpoczywać i dobrze się bawić.

– Mamo, przecież my nie lubimy dobrze się bawić, bo to nudy na pudy!

Zgodnie wybuchnęli śmiechem.

Następnego dnia Joanna spakowała ich rzeczy i ruszyła w stronę odległego o prawie trzysta kilometrów Rzymu. Im bliżej byli celu, tym wolniej jechała, wynajdując najróżniejsze preteksty do zatrzymywania się po drodze. W ten sposób udało jej się spędzić w podróży cały dzień. Kiedy pod wieczór wjeżdżali do Tivoli, oznajmiła:

– Przenocujemy tutaj.

– Mamo, przecież do Rzymu już tylko kawałek!

– Wiem, ale jestem zmęczona. Wolę się porządnie wyspać i przyjechać na miejsce wypoczęta.

Kiedy Billy zasnął, siedziała długo przy oknie i spoglądając w stronę Rzymu, wymyślała sobie od tchórzy. Czemu w ogóle przyjęła tę propozycję? Czy nie dlatego, że w głębi serca wciąż pozostała osiemnastoletnią lady Joanną, która zgodziła się poznać rajonego jej młodego włoskiego księcia? Co prawda zrobiła to wyłącznie po to, by sprawić przyjemność cioci Lilian.

– Naprawdę nie jestem zainteresowana – zdradziła cioci na dzień przed przyjazdem Gustava. – Trochę mnie bawi, że próbujesz nas wyswatać, bo on potrzebuje moich pieniędzy, a ja dzięki niemu zostanę księżną.

Ciocia Lilian aż się skrzywiła.

– Bardzo nieelegancko to ujęłaś. W naszej sferze trzeba przestawać z odpowiednimi ludźmi.

„Nasza sfera" oznaczała bogactwo i arystokratyczne tytuły. Joanna dziedziczyła ogromny majątek, a wśród jej krewnych znajdował się jeden earl, co automatycznie włączało ją do owego zaklętego kręgu wybranych, który nawet w nowoczesnych, demokratycznych czasach zazdrośnie wystrzegał się napływu obcych, starając się pozostać jak najbardziej elitarny.

Joannę ogromnie bawiła staroświecka idea swatania jej z kimś, kogo nigdy wcześniej na oczy nie widziała. Była bardzo młoda, a w tym wieku jest się wyjątkowo mądrym i wszystko się wie najlepiej, więc ona wiedziała doskonale, że to głupi pomysł, z którego oczywiście nic nie wyjdzie.


Pogoda była piękna. Spokrewniony z Joanną earl, lord Rannley, zaprosił bliższą i dalszą rodzinę na tydzień do swej rodowej siedziby Rannley Towers i tam po raz pierwszy ujrzała Gustava. Szedł przez rozległy trawnik w kierunku domu, więc miała parę minut, by mu się przyjrzeć.

Ponieważ dzień był wyjątkowo ciepły, książę podwinął rękawy koszuli i rozpiął guzik pod szyją. Joannę szczególnie uderzyła powściągliwa elegancja jego ruchów, każdy gest znamionował prawdziwą klasę. I właśnie taki Gustavo na zawsze wrył się jej w pamięć – wysoki, ciemnowłosy i szczupły, idący przez zalany słońcem trawnik w cudowny letni dzień.

Czemu się wtedy nie domyśliła, że to wszystko jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe? Czemu nie miała się na baczności? Ale jak mogła zachować rozsądek, widząc kogoś takiego?

Kiedy podszedł, jeden z krewnych przedstawił ich sobie, a wtedy usłyszała spokojny, cichy glos:

– Bardzo mi miło, że mogę panią poznać.

Nikt jej nie ostrzegł, że cały świat może stanąć na głowie z powodu poważnego młodego mężczyzny o ciemnych oczach. A tak się właśnie stało i od tego momentu dla Joanny już nie było ratunku.

Oczywiście nie wspomniano o prawdziwym powodzie przyjazdu Gustava, oficjalnie podróżował po Europie, składając kurtuazyjne wizyty przyjaciołom swych rodziców. Ale równie oczywiste było też to, że podczas kolacji posadzono ich obok siebie.

Joanna po raz pierwszy w życiu miała problem, jak się ubrać do posiłku, ponieważ odkąd ujrzała Gustava, popadła w samokrytycyzm.

– Jestem za wysoka, za mdła, za chuda…

– Jesteś smukła – skorygowała ciocia Lilian.

– Chuda!

– Wiele dziewcząt dałoby wszystko, by mieć taką figurę. Odrobina wysiłku z twojej strony, a będziesz piękna i elegancka.

– Nie, ciociu. Nie ja!

Joanna wiedziała, co mówi. Odcień jej jasnych włosów zdawał się bardziej mysi niż słoneczny czy platynowy. Wyjątkowo szczupła figura przywodziła na myśl niezdarną nastolatkę, nie zaś wiotką nimfę. Twarz miała miłą, lecz nos odrobinę za długi i ciut za wąskie usta. Najpiękniejsze ze wszystkiego były oczy, szare i spokojne, ale oczywiście wolałaby mieć niebieskie. Każdemu szczegółowi jej wyglądu troszkę czegoś brakowało, co nigdy nie przeszkadzało Joannie tak bardzo jak tego dnia.

Zdecydowała się na prostą sukienkę z szaroniebieskiego jedwabiu, która kosztowała fortunę, lecz wcale nie dodawała jej uroku. Po kilku niesatysfakcjonujących próbach upięcia włosów, rozpuściła je. Umalowała się z umiarem, bo brakowało jej pewności siebie, by pozwolić sobie na coś odważniejszego.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com