Powrót do Grecji  - Anne Mather - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Powrót do Grecji - Anne Mather

Nadzieje Helen Shaw na udany pobyt na greckiej wyspie Santoros rozwiewają się w chwili, gdy prom przybija do portu. Na nadbrzeżu zauważa bowiem miejscowego potentata, Milosa Stephanidesa. Wiele lat wcześniej przeżyli wspólnie namiętną przygodę, lecz Helen opuściła Milosa, odkrywszy jego nieuczciwość..

Opinie o ebooku Powrót do Grecji - Anne Mather

Fragment ebooka Powrót do Grecji - Anne Mather







Anne Mather

Powrót do Grecji

Tłumaczyła Urszula Grabowska

Harlequin


Tytuł oryginału: Sleeping with a Stranger

Pierwsze wydanie: Harlequin Presents, 2005

Redaktor serii: Małgorzata Pogoda

Opracowanie redakcyjne: Helena Burska

Korekta: Zofia Firek







© 2005 by Anne Mather

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Życie są zastrzez ˙one.


Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: COMPTEXT®, Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona


ISBN 978-83-238-5012-0
Indeks 389994
ŚWIATOWE ŻYCIE – 64

Konwersja: Nexto Digital Services


Droga Czytelniczko!


Witam serdecznie w maju. Wiosna w pełni, więc na pewno planujesz jakiś wyjazd na weekend. Może weźmiesz ze sobą jedną z książek z serii Światowe  Życie? Oto pełna oferta:

Powrót do Grecji – opowieść o niespełnionej miłości, która odradza się po latach...

Kobieta w masce – historia uczucia, które połączyło Lię i Setha na balu maskowym w Paryżu...

Miodowy miesiąc w Paryżu i Z ˙ycie jak teatr (Światowe Życie Duo) – dwie historie o miłości i... dużych pieniądzach.


Zapraszam do lektury






Małgorzata Pogoda


















Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.



Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


ROZDZIAŁ PIERWSZY




Zobaczył ją natychmiast, kiedy tylko prom wszedł do portu w Santoros. Helen stała oparta o barierkę i Milos musiał przyznać, że nadal jest ona wyjątkowo piękną kobietą.

Na sam jej widok ściskało go w żołądku i czuł się coraz bardziej spięty. Chociaż łączył ich tylko krótki epizod, który zdarzył się i zakończył ponad czternaście lat temu, to jednak obecność tej kobiety wciąż wzbudzała w nim silne emocje.

Theos, czy coś z nim było nie tak? Przecież od czasu tej bezsensownej przygody zdążyła zostać żoną i matką, a także owdowieć. Już dawno powinien był wybić ją sobie z głowy, wmawiał sobie nawet, że rzeczywiście tak jest.

Helen wyglądała na zmęczoną, co zresztą po tak długiej podróży byłoby całkiem zrozumiałe.

W każdym razie była już tutaj, a więc Sam – jej ojciec – miał powód do radości. Od kiedy Helen przyjęła jego zaproszenie, nie mówił prawie o niczym innym. Milos był przekonany, że Sam powita ją w porcie osobiście, lecz ten poprosił go, by zrobił to za niego. Uważał, że dzięki spotkaniu przed laty w Londynie, Milosowi będzie łatwiej nawiązać z Helen pierwszy kontakt.

Gdyby jednak wiedział, jak sprawy wyglądały naprawdę!

Sam był bardzo przejęty tą wizytą; ostatni raz widział córkę ponad szesnaście lat temu i to także w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Jak twierdził, jego pierwsza żona zrobiła wszystko, aby Helen znała tylko jedną wersję wydarzeń. Wydarzeń, które w konsekwencji sprawiły, że rozczarowany Sam nawiązał romans z przystojną, smagłą Greczynką, którą poznał podczas pobytu służbowego w Atenach, a następnie wziął z nią ślub.

Kiedy w niespełna dwa lata później Milos poznał Helen, wciąż była bardzo wrogo usposobiona do ojca. Zcałą bezwzględnością i naiwnym, młodzieńczym idealizmem nie mogła mu darować, że zdradził jej matkę.

Milos musiał też przyznać, że była nad wyraz wrażliwa i podatna na zranienie. A on to wykorzystał. I nie miało to już żadnego związku z Samem, dotyczyło wyłącznie jego.

Próbował usprawiedliwiać się sam przed sobą, że dziewczyna była więcej niż chętna, lecz kiedy wrócił do Grecji, ogarnęło go spóźnione poczucie winy. Nikomu nie powiedział, co zdarzyło się podczas podróży, nawet własnej rodzinie, a tym bardziej Samowi, czy Mai, jego drugiej żonie. Miał poczucie, że zawiódł zaufanie przyjaciela, lecz jeszcze gorsze było to, że w pewnym sensie zawiódł siebie.

Zchmurną miną patrzył teraz, jak prom powoli zbliża się do nadbrzeża i wciąż rozpamiętywał, co zdarzyło się czternaście lat temu. Problem polegał na tym, że jego małżeństwo – zaaranżowane przez ojca, wbrew woli Milosa – akurat się rozpadało. Chciał się od tego oderwać, potrzebował zapomnienia.

I akurat wtedy musiała pojawić się Helen, pomyślał z goryczą.

Zaraz potem uciekła, tym samym dając dowód, jak bardzo była niedojrzała.

Oczywiście, nigdy by nie przypuszczał, że kiedykolwiek znajdzie się w takiej sytuacji jak teraz. Nie spodziewał się, że Helen kiedykolwiek nawiąże stosunki rodzinne z Samem i z Mayą, co stwarzałoby okazję do ponownego spotkania także i z nim.

I oto, ku jego zaskoczeniu, Sam oświadczył któregoś dnia, że Helen wraz z córką mają spędzić wakacje na Santoros. Wyjaśnił mu, że Helen niecały rok temu straciła męża, a list kondolencyjny, który do niej napisał, pomógł zburzyć mur istniejący między nimi przez te wszystkie lata.

Ktoś bardziej cyniczny mógłby się zastanawiać, jakie znaczenie miał tu fakt, że Sam zdążył w tym czasie dorobić się pokaźnej fortuny. Czy nie to właśnie wpłynęło na zmianę nastawienia jego córki? Jako skromny importer win nie miał, co prawda, szczególnego doświadczenia w uprawie winorośli, lecz małżeństwo z Mayą i przejęcie podupadłej winnicy należącej do jej rodziny uczyniły z niego zamożnego człowieka. W ciągu ostatnich dziesięciu lat winnica znana jako Ambeli Kouros w jego rękach rozkwitła, a Sam Campbell stał się ogólnie szanowanym obywatelem wyspy.

Kiedy prom przybijał już do nadbrzeża, u boku Helen, przy barierce, pojawiła się dziewczyna, która właśnie przepchnęła się do niej przez tłum pasażerów. Miała na sobie czarny T-shirt upstrzony jakimiś napisami i czarne workowate spodnie. Już na pierwszy rzut oka widać było, że nie należy do gości, jakich by tutaj szczególnie oczekiwano. Czarna szminka na ustach, włosy wysmarowane jakimś zielonym żelem i uszy gęsto nakłute kolczykami dopełniały całości. Stanowiła zupełne przeciwieństwo Helen.

Skata, pomyślał i czekał, że dziewczyna dołączy zaraz do grupy hałaśliwych nastolatków, którzy z plecakami zmierzali już w stronę wyjścia. W podobnych chwilach Milos żałował, że to nie cała wyspa należy do jego rodziny, a jedynie spora jej część.

Podczas kiedy z nadbrzeża dołączono do promu drewniany pomost i tłum ludzi na pokładzie zaczął się przerzedzać, Milos zauważył, że dziewczyna o zielonych włosach mówi coś do Helen. Nie mógł oczywiście tego usłyszeć, lecz odniósł wrażenie, że nie jest to nic miłego. Nastąpiła gwałtowna wymiana zdań, po czym obie wmieszały się w strumień wysiadających.

Milos gwizdnął przez zęby.

Za wszelką cenę starał się sobie wmówić, że w podróży zawiera się przeróżne, zupełnie nieprawdopodobne znajomości i że to wyzywające stworzenie nie może być córką Helen.

One tymczasem schodziły już po pomoście. Helen mocno zarumieniona, co przy jej zbyt ciepłym jak na tutejszy klimat ubraniu, mogło wynikać i z innych przyczyn.

Miała teraz krótkie włosy, stwierdził z nagłym ukłuciem w sercu, była jednak równie szczupła i śliczna jak dawniej. Czy go pozna? Przecież minęło już czternaście lat, odkąd się widzieli. A może tylko się łudził, że Helen pamięta go tak dobrze jak on ją.

W tym momencie spotkali się wzrokiem. Zprzejęcia zaparło mu dech.

Theos, pamiętała go, aż za dobrze. Inaczej skąd w jej wzroku wzięłoby się tyle lęku pomieszanego z nienawiścią?


– Kto to jest?

Nic nie uszło wzroku Melissy, a tamten człowiek wyraźnie przykuł uwagę Helen.

– O kogo ci chodzi? – zapytała Helen z udanym zdziwieniem.

– O tamtego faceta; zobacz, jak się na nas gapi – odparła Melissa obojętnie. – Chodźmy, mamo. Przecież to chyba nie jest twój ojciec, prawda?

– Raczej nie. – Helen zaśmiała się nerwowo. – On nazywa się Milos Stephanides. Pewnie twój dziadek wysłał go po nas.

– Taaak?

Melissa uniosła ciemne brwi i w tym momencie stała się tak podobna do swego ojca, że Helen poczuła bolesne ukłucie w sercu.

– W takim razie skąd go znasz? – zapytała.

– Och... poznałam go wiele lat temu... Kiedyś, będąc w Anglii, odwiedził nas na prośbę twojego dziadka. To... to było oczywiście jeszcze przed twoim urodzeniem.

– I on cię jeszcze pamięta? – zastanowiła się Melissa. – Co się wtedy wydarzyło? Nie mów mi, że moja matka sztywniaczka zabujała się w greckim robotniku!

– Nie!

Helen rozejrzała się, czy nikt nie słyszał, co wygaduje jej córka.

– A poza tym, o ile wiem, on nie jest robotnikiem. Po prostu pracuje u twojego dziadka.

– No, a co takiego robi na farmie? – nie ustępowała Melissa.

– To nie jest farma.

– Dobra, nie chcesz mi powiedzieć, to nie – parsknęła dziewczyna lekceważąco.

Nie było jednak czasu, żeby dalej rozwijać temat. Stały już na nadbrzeżu, a Milos zbliżał się do nich szybkim krokiem. Miał na sobie luźną, rozpiętą na piersi koszulę i czarne, obcisłe dżinsy, uwydatniające jego wąskie biodra i mocne, muskularne nogi. Doskonale wygląda, przeszło jej przez myśl. Ciemnowłosy, zabójczo przystojny, a zarazem tak boleśnie znajomy. Jego postać przez te wszystkie lata wypełniała jej sny.

Zapragnęła natychmiast zawrócić na prom i może nawet by to zrobiła, gdyby nie Melissa, która, ciągnąc za sobą walizkę na kółkach, prawie deptała jej po piętach. Musiała jakoś sprostać sytuacji, nie miała wyboru. Jadąc tu, wiedziała oczywiście, że ryzykuje takie spotkanie, skąd jednak miała przypuszczać, że Milos będzie pierwszym człowiekiem, którego spotkają na Santoros?

Teraz pozostawało jej tylko udowodnić temu zaro zumiałemu cudzoziemcowi, że już dawno wywietrzał jej z głowy i że ułożyła sobie życie.

Nie pomagał jej w tym fakt, że mimo wysokich obcasów, które nosiła dla większej pewności siebie, nadal musiała zadzierać głowę, żeby na niego spojrzeć. Aż zbyt dotkliwie przypominało to dawne czasy. Już myślała, że nie podoła, lecz w ostatniej chwili odzyskała panowanie nad sobą i powiedziała:

– Cześć, Milos. Jak to miło, że przyjechałeś nas powitać. Czy przysłał cię mój ojciec?

– Nikt mnie nie przysłał – powiedział dumnie, z akcentem, który tak dobrze pamiętała. – Nie jestem przesyłką pocztową.

Helen zacisnęła usta; powitanie nie wypadło zbyt szczęśliwie. Rzeczywiście, nie jesteś, pomyślała ponuro. Jesteś znacznie bardziej niebezpieczny.

– Wiesz, o czym myślę – powiedziała. – Czy mój ojciec jest tu z tobą?

– Nie. – Milos natychmiast odebrał jej tę nadzieję. – Miałaś dobrą podróż?

– Chyba żartujesz! – odpowiedziała za nią Melissa, lecz on to zignorował.

– To twoja córka? – zapytał. – Tak mi się zdawało, że miała z tobą przyjechać.

– Tak, jestem jej córką – ogłosiła Melissa, z wyraźną obrazą w głosie. – A ty kim jesteś? Szoferem mojego dziadka?

– Nie, waszym – odpowiedział Milos z niezmienionym wyrazem twarzy, lecz Helen czuła, że momentalnie zesztywniał. – Czy to jest cały wasz bagaż?

– Tak.

Czuła się coraz bardziej nieswojo. Wystarczająco trudno było spotkać się z człowiekiem, który jej kiedyś zupełnie zawrócił w głowie, a teraz jeszcze na dodatek musiała wstydzić się za córkę. Morderczym spojrzeniem próbowała przywołać Melissę do porządku.

– Czy daleko jest stąd do Aghios Petros? – zapytała.

– Nie bardzo – odparł Milos, chwytając jej walizkę. – Proszę za mną.

– Czy nie powinieneś powiedzieć: ilthateh sto Santoros? – zapytała Melissa, niezrażona zakłopotaniem matki. – To znaczy: witajcie na Santoros – dodała pod adresem Helen. – Prawda?

Milos zerknął na nią, lecz jeśli spodziewała się, że go to rozzłości, to się zawiodła.

– Miło mi, że chcesz się uczyć mojego języka – rzekł spokojnie. – Then to ixera.

– Tak.

Melissa była skonsternowana, ale zaraz wcisnęła swój grecki samouczek do kieszeni spodni i przybrała zwykły, nonszalancki wyraz twarzy.

– Właściwie to wcale mi nie zależy na nauce greckiego – rzuciła niegrzecznie. – Lepiej ruszmy się stąd. Muszę się wysikać.

Helen zacisnęła zęby. Bała się nawet pomyśleć, co Milos może sądzić o niej jako o matce.

Przy nadbrzeżu tymczasem zrobiło się prawie pusto, pracowali tylko bagażowi, wydobywający towar z ładowni statku.

Żar lał się z nieba i Helen żałowała, że jest tak grubo ubrana; nie oczekiwała takiego upału.

Milos przerwał milczenie, jakby chciał ją pocieszyć.

– Ojciec nie może już się ciebie doczekać. A mój samochód stoi tam – dodał.

– Ja też nie mogę się doczekać, żeby go zobaczyć – odpowiedziała Helen, z trudem dotrzymując mu kroku. – Czy jest bardzo chory?

Milos przystanął i spojrzał na nią ze zdumieniem.

– Jest zdrowy jak ryba – powiedział. – Oczywiście, z pewną poprawką na jego wiek. Zprzykrością dowiedziałem się o wypadku twojego męża – dodał sztywno.

Helen nie miała ochoty rozmawiać z nim o Richardzie. Zastanawiała się, co by tu powiedzieć, aż przyszło jej do głowy, jak najlepiej zareplikować.

– A jak ma się twoja żona?

Wzdrygnął się mimo woli.

– Jesteśmy rozwiedzeni – rzucił sucho, najwyraźniej mając jej za złe to pytanie. – Twój mąż... musiał być bardzo młody, kiedy zginął?

– Tak...

– Oczywiście był wtedy naćpany – wpadła jej w słowo Melissa, która miała już dość tego, że ją ignorują. I zanim jeszcze któreś z dorosłych zdążyło zareagować, wrzasnęła: – O raju! To twój wóz? Ekstra!

Helen rzuciła Milosowi rozpaczliwe spojrzenie i omal nie zapadła się pod ziemię ze wstydu. Doskonale mogła sobie wyobrazić, co w tej chwili pomyślał. Na pewno zastanawiał się, czyje geny mogły wyprodukować takiego potwora. Nie mogła zrzucić winy na Richarda i jego przedwczesny zgon, bo na długo przedtem stracili kontrolę nad Melissą.

Milos bez słowa otworzył drzwi eleganckiego mercedesa i sucho nakazał, żeby dziewczyna usiadła na tylnym siedzeniu.

Jak można było przewidzieć, Melissa natychmiast zareagowała na jego ton i wcale nie zamierzała spełnić polecenia. Wyzywającym ruchem oparła się o samochód.

– Do kogo ty mówisz, Milos? – odezwała się arogancko. – Nie będziesz mi rozkazywał, nie jestem twoją córką.

Przez moment na jego twarzy malowała się wściekłość. Pomyślał zapewne, że jego córka nie ważyłaby się tak zachowywać. Gdyby tylko wiedział...

Zaraz się jednak opanował i powtórzył jeszcze raz, że ma wsiadać, a Melissa w końcu usłuchała i klnąc pod nosem, wgramoliła się razem z plecakiem na tylne siedzenie.

– I co? Zadowoleni? – zapytała, kiedy Helen, doprowadzona niemal do ostateczności, usiadła przed nią w samochodzie.

Nie był to jednak czas na dalsze sprzeczki. Helen zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie łączyły się z Milosem i z faktem, że ukrywała przed nim prawdę.

Ten dzień, po bezsennej nocy na promie, źle się zaczął, a teraz nagle zrobiło się jeszcze gorzej.

Kiedy Milos wreszcie usiadł koło niej za kierownicą, zauważyła, że i on był mocno spięty. Czyżby dostrzegł coś w wyglądzie i w sposobie mówienia Melissy, co dało mu powód do zastanowienia? O Boże, a jeśli zaczął coś podejrzewać?

Nerwowo obciągnęła spódnicę, która podjechała jej w górę przy wsiadaniu.

Milos siedział tuż przy niej i jego obecność działała na nią niezwykle mocno, nie umiała przed tym uciec. Smukłe, długie palce na kierownicy przypominały jej, że kiedyś...

– Jak będę starsza, to też będę miała taki samochód – oświadczyła Melissa z tylnego siedzenia.

– No to będziesz musiała najpierw trochę popracować – odparła Helen, żeby tylko coś powiedzieć. – Takie samochody kosztują sporo pieniędzy.

– Mogłabym przecież znaleźć sobie bogatego męża – zareplikowała Melissa. – Mógłby nawet być ode mnie dwa razy starszy.

Była to wyraźna aluzja do szefa jej matki, ale Helen nie dała się sprowokować.

– Czy ty też mieszkasz w Aghios Petros? – zwróciła się do Milosa.

– Mieszkam... niedaleko – odpowiedział niechętnie. – Ale nie spędzam całego roku na Santoros. Mam też dom w Atenach.

– Ach tak?

Helen była zaskoczona. Jeżeli pracował u jej ojca, to musiał rzeczywiście dobrze zarabiać.

– Moja rodzina nie zajmuje się produkcją wina – rzekł obojętnie, w jednej chwili burząc jej poprzednie wyobrażenia. – Ojciec jest właścicielem statków.

– Statków? – nie wytrzymała Melissa. – Jakich statków? Takich, jak to przeciekające pudło, którym przypłynęłyśmy tu z Krety?

– Melissa! – Helen bezskutecznie próbowała przywołać córkę do porządku.

Ale Milos miał już dość tej bezczelności.

– Nie – powiedział ostro. – Nie chodzi o promy, thespinis. My posiadamy tankowce, do transportu ropy. Przykro mi, ale jestem właśnie jednym z tych bogatych staruchów, o których mówiłaś tak pogardliwie parę minut temu.






ROZDZIAŁ DRUGI




Willa stała na wzniesieniu, pociętym tarasami, na których bujnie krzewiła się winorośl. Długa aleja dojazdowa biegła wśród cyprysów i drzew oliwkowych, a po obu jej stronach kwitły tamaryszki. Dom był dość duży, obrośnięty kwitnącą winoroślą oraz pnączem bugenwilli.

– Czy to tutaj?

Melissa wychyliła się do przodu i oparła o matkę, wbijając jej łokieć w kark i nic sobie z tego nie robiąc. Milos zastanawiał się, co Sam powie na taką wnuczkę. Zpewnością czegoś takiego nie oczekiwał.

– Tak, myślę, że to dom twojego dziadka – przyznała Helen niepewnie, patrząc ukosem na Milosa. – To jest przecież winorośl, prawda?

Ineh, tak – przyznał. – To jest właśnie Ambeli Kouros.

Ambeli Kouros? – znów wtrąciła się Melissa. – Co to, u licha, znaczy?

Helen usiłowała przywołać ją do porządku, lecz Milos uznał, że to tylko strata czasu.

– To znaczy winnica rodziny Kouros. Tak nazywała się z domu żona twojego dziadka – wytłumaczył cierpliwie. – Kiedy Sam zaczął tu gospodarować, zatrzymał tę nazwę.

Melissa zastanowiła się przez chwilę.

– Żona mojego dziadka – wypaliła w końcu – to musi być ta podła suka Maya, prawda?

Helen była przerażona, lecz Milos wyczuł, że mała powtarza tylko słowa swej babki.

– Właśnie tak – odpowiedział, jakby nigdy nic. – ZMayą nie ma żartów, więc lepiej uważaj.

Melissa prychnęła, lecz na chwilę zamilkła, za to Helen wtrąciła, że jej matka nie ma o Mai dobrego zdania i w ogóle odradzała im tę wizytę.

– Babcia chce, żeby mama wyszła znowu za mąż, za starucha – wtrąciła Melissa. – Nazywa się Mark Greenaway i ma koło sześćdziesiątki. Myślałby kto, że chciałabym takiego ojczyma!

– Mark nie jest żadnym staruchem – zaprotestowała Helen gorąco, choć była wstrząśnięta. – Daleko mu do sześćdziesiątki. To mój szef – wyjaśniła Milosowi z zakłopotaniem. – Ma firmę inżynieryjną, a ja jestem jego asystentką.

– Ach tak? A ma też rodzinę?

Milos bardzo się starał zachować obojętny ton.

– Jeśli chodzi ci o to, czy jest żonaty, to nie – odparła Helen sztywno. – Jest wdowcem i nie ma dzieci.

– Raju! – mruknęła Melissa pogardliwie. – Ten facet to mięczak i dobrze o tym wiesz. Gdyby nie to, że ojciec miał dwie lewe ręce do pracy, nigdy byś do niego nie trafiła.

– To nieprawda!

Helen była coraz bardziej zażenowana, a Milos nie mógł pojąć, dlaczego pozwalała, żeby tak skandaliczne zachowanie uszło smarkuli na sucho. Wyglądało na to, że bała się, z czym Melissa może jeszcze wy skoczyć, a zważywszy na nastrój jej córki, miała podstawy do obaw.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com