Powieści starego wędrowca - Paulina Krakowowa - ebook
Wydawca: Inpingo Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 122 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Powieści starego wędrowca - Paulina Krakowowa

Zbiór krótkich utworów przeznaczonych dla młodzieży, powstałych na kanwie wydarzeń historycznych lub wziętych z życia codziennego. Powiastki splata postać wędrowca, który dzieli się swoim życiowym doświadczeniem i zgromadzoną mądrością. Paulina Krakowowa (1813–1882) była polską pisarką, publicystką i redaktorką, nauczycielką, działaczką społeczną i animatorką polskiego szkolnictwa. Założyła i prowadziła pensję dla dziewcząt. Na jej twórczość składały się powieści, dydaktyczno-wychowawcze powiastki dla dzieci oraz opowiadania. Jest również autorką opisu Warszawy połowy XIX wieku. Jej utwory, dobre stylowo i językowo, często obfitujące w motywy ze zwykłego, codziennego życia i elementy delikatnego humoru. W kwestii emancypacji i praw kobiet poglądy autorki nie były zbyt daleko idące, za to jej działalność zawodowa i publiczna wcielała w życie postępowe hasła. Autorka pochodziła z zamożnej rodziny warszawskich mieszczan. W 1837 roku wyszła za mąż za Ludwika Krakowa, byłego powstańca listopadowego. Ubogie warunki materialne były powodem podjęcia przez Krakowową pracy nauczycielskiej. Za radą Stanisława Jachowicza Krakowowa zaczęła zajmować się działalnością literacką. Obecne wydanie książki zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Powieści starego wędrowca - Paulina Krakowowa

Fragment ebooka Powieści starego wędrowca - Paulina Krakowowa





Spis treści

  1. WSTĘP
  2. STARY WĘDROWIEC
  3. MACOCHA
  4. NOCNA PRZĄDKA
  5. ZAKONNIK
  6. SABAUDKA
  7. KOPALNIE
  8. ?KOLOFON

WSTĘP

Obrawszy za główny cel drobnych pism moich, pożytek, a przynajmniej rozrywkę tego wieku, w którym książki dla dzieci pisane już mocno zajmować nie mogą, dzieła zaś przeznaczone dla osób z zupełnie ukształconym umysłem, jeszcze albo przystępnymi, albo dozwolonymi nie są. Spodziewam się, że tym zbiorem powieści mile się przysłużę młodym moim czytelniczkom. Każda bowiem nosi oddzielną barwę, każda przedstawia obraz obyczajów lub dziwów natury jednemu tylko krajowi właściwych, a wszystkie tę przynajmniej będą miały zaletę: że się zasadzają na prawdziwych zdarzeniach lub historycznych podaniach, że znaczniejsze w nich rysy skreślone są słowy naocznego świadka lub wyjęte z dzieł znakomitszych pisarzy, które wszelako nie prędko jeszcze będą w ręku tych, którym to dziełko poświęcam.


STARY WĘDROWIEC

Jan B...cki w dwudziestym siódmym roku życia przeżył wszystko, co mu drogie było. Stracił rodziców, żonę, i dwoje ślicznych pełnych nadziei dzieci. Znękany i rozżalony tyloma stratami zaczął unikać ludzi, bo każdy szczęśliwszym był od niego, każdy miał jakąś istotę, co go kochała i przywiązywała do świata. Szczęście to drażniło zbolałe jego serce, nie mógł na nie patrzeć, bo tylko on jeden samotnym był na świecie, tylko on nie miał się, do kogo uśmiechnąć, ani przed kim zapłakać. Lecz próżno stronił od towarzystwa, samotność zwiększała jego cierpienia, każdy kącik w domu, każde drzewo lub krzaczek w ogrodzie, przypominały mu czas, który tak słodko spędził wśród swojej rodziny, a teraz wszystko głuche i opuszczone boleśniej go jeszcze raziło.

Sądząc, że zmiana miejsca złagodzi żal jego, spieniężył cały majątek, i udał się w podróż. Z początku mało go zajmowały nieznane dotąd widoki, lecz ciągły ruch i niewygody nieodłączne od dalekiej drogi, zmuszały go niejako do myślenia o sobie, do zapominania choć na chwilę pomnego smutku, co od dawnego czasu towarzyszył mu nieodstępnie. Później, kiedy przebywszy Niemcy, na które nie patrzył prawie, stanął w Szwajcarii, i szukając samotności wdarł się na najwyższe góry tego kraju, spoglądając na piękności natury, wielbiąc wielkie dzieła Boga. Uczuł, że Pan, co tak wspaniale świat ten stworzywszy, oddał go w zarząd i użytek ludziom, zapewne szczęścia ich pragnie, i że niewdzięcznością by było wśród tylu skarbów, tylu cudów, szukać żywiołu dla troski, a nie źródła pociechy.

Z tą myślą lubo nie zupełne szczęście, przynajmniej pokój wstąpił do duszy Jana. Po długim obcowaniu z Bogiem i naturą, smutek jego łagodniejszą przybrał postać powoli nie z samymi tylko drzewami i skałami, lecz i z ludźmi przestawać zaczął. Spoglądał na nich z zajęciem, z uwagą, poznawał jak liczne drogi do szczęścia ich prowadzą, i kiedy niewolno mu było żyć w własnej rodziny kole. Kiedy utracił imię syna małżonka i ojca, postanowił w braterskim uczuciu szukać wynagrodzenia tej straty, cały świat uznać za dom swój, wszystkich ludzi za braci, poznać ich zwyczaje i potrzeby pocieszać lub pomagać w strapieniach, radzić błądzącym sercem, dzielić radość szczęśliwych. A kiedy pustki i głuche milczenie zaległy rodzinną jego zagrodę, duszę swą wylać na całą ziemię, i we wszystkich jej stronach zjednać sobie słodkie brata i przyjaciela nazwisko. Taki zamiar powziąwszy, Jan rozporządził swój majątek w sposób, aby nie potrzebując sam nim rządzić, mógł jednak pobierać dostateczne i pewne dochody. Wtedy dopiero rozpoczął już nie podróż, lecz wędrówkę po świecie, nie jechał pocztą od miasta, do miasta, nie wybierał wielkich gościńców, skromnym powozem przebywał kraj każdy po najmniej uczęszczanych drogach, zatrzymywał się w piękniejszych miejscach, a gdzie mu się charakter i obyczaje ludu podobały, osiadał na czas niejaki.

Spełniły się jego zamiary. Światły, łagodny, gotowy do udzielenia wsparcia w każdym względzie, wycierpiawszy tyle, umiał płakać z cierpiącymi, umiał się już i do cudzego szczęścia uśmiechać, a kiedy go drobne otoczyły działki, jak ojciec bawił się z nimi, i zajmującymi rozrywał powieści. Toteż, gdzie tylko czas jaki zabawił, z szczerym żegnano go żalem. Którędy powtórnie przechodził, witano z radością, i dotąd jeszcze w niejednym obcym kraju imię Jana B z rzewnym uczuciem wdzięczności i przywiązania wspominanym bywa.

Nie zmienił on raz przyjętego sposobu życia, podróżował ciągle. Znał prawie każdy kącik Europy, był w ziemi świętej, zwiedził afrykańskie wybrzeża, kilka lat przemieszkał w Ameryce, a nigdzie nie był obcym, bo gdzie tylko byli ludzie biali, czarni, czerwoni lub oliwkowi, wszędzie widział bliźnich, dla wszystkich miał życzliwe i przyjazne uczucia.

W sześćdziesiątym roku życia po raz ostatni wrócił do swego kraju, trzeba mu było odetchnąć domowym powietrzem, i zdrowie nadwerężone tyloma trudami potrzebowało spoczynku. Dawni jego przyjaciele wymarli, lecz wkrótce otoczyli go nowi. W tym miejscu, gdzie się urodził, wzniósł sobie mały wygodny domek. Ten ogród, te pola, z których przed laty uciekał smutny i nieszczęśliwy, zabrzmiały odgłosem szczęścia i przyjaźni, ze wszech stron zjeżdżali się sąsiedzi Jana lub zapraszali go do siebie, bo jak dusza jego tkliwą i życzliwą była, tak każda rozmowa mogła się stać źródłem prawdziwej korzyści. Staruszek lubił towarzystwo, chętnie udzielał drugim swego doświadczenia, lecz najmilej mu było siadłszy pod rozłożystym drzewem lub obok komina, otoczyć się gronem młodzieży i opowiadać co widział lub słyszał w długiej wędrówce,

Pamiętam Jana B. Zdaje mi się, że patrzę jeszcze na tę wysoką wychudłą postać, na tę twarz miłą i pogodną, choć głębokimi pooraną zmarszczkami. Pamiętam i tę chwilę, kiedy po kilkoletnim spoczynku wybrał się w dalszą podróż, bo w drogę wieczności. Jak liczny orszak towarzyszył mu do grobu... Jak szczere łzy skropiły jego zwłoki... I ile westchnień wzniosło się z różnych stron świata, kiedy się wieść o jego śmierci rozeszła.

Nie jedną powieść słyszałam sama z ust jego, powtórzono mi ich nie mało, zebrałam je więc razem w takiej postaci, w jakiej mi z nich każda utkwiła w pamięci. I pierwszy ten rozdział poświęcam wam młode czytelniczki, których umysł tak chciwie chwyta nieznane sobie szczegóły, dusza tak chętnie cnot przykłady naśladuje.

W powieściach tych nie starałam się zachować jednostajności, będzie to już opowiadanie samego Jana, już powtórzenie słów jego przez inną osobę, już ten sama treść znanych mu wypadków moimi opisana wyrazami. Wszelako, jeżeli zbiorek ten o tyle zajmie uwagę czytelniczek, o ile niegdyś słuchaczów zajmował, będziemy mogli idąc za starym wędrowcem, przypatrzyć się zwyczajom i skłonnościom mieszkańców znaczniejszych okolic, które pewnie nie każdej z nas osobiście zwiedzić wypadnie.

*