Porozmawiaj z nią  - Kathie DeNosky - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Porozmawiaj z nią - Kathie DeNosky

Pewnego dnia Caleb Walker dowiaduje się, że ma dwóch przyrodnich braci, a ich ojcem był bogaty biznesmen. Teraz każdy z trzech braci ma poprowadzić jedno z odziedziczonych po nim przedsiębiorstw. Caleb zostaje prezesem firmy konsultingowej. Byłoby świetnie, gdyby choć trochę znał się na finansach. Ma nadzieję, że pomoże mu piękna pani dyrektor...

Opinie o ebooku Porozmawiaj z nią - Kathie DeNosky

Fragment ebooka Porozmawiaj z nią - Kathie DeNosky







Kathie DeNosky

Porozmawiaj z nią

Tłumaczyła Anna Bielska

Harlequin


Tytuł oryginału: Engagement Between Enemies

Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2006

Redaktor serii: Małgorzata Pogoda

Opracowanie redakcyjne: Anna Winkler

Korekta: Maria Kaniewska








© 2006 by Kathie DeNosky

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie in Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona

ISBN 978-83-238-4436-5

Indeks 356948

GORĄCY ROMANS – 768

Konwersja: Nexto Digital Services


Droga Czytelniczko!


Witam serdecznie w Nowym Roku. Mam nadzieję, że zaczął

się bardzo dobrze. Na pewno masz wiele planów i marzeń na nadchodzące miesiące. Życzę Ci, by wszystkie się spełniły. Nowy Rok zaczynamy trzyczęściową miniserią „Zaskakujące

dziedzictwo". Poznasz historię trzech przyrodnich braci. Każdy z nich dostał spadek, który można by uznać za żart losu... A oto pełna lista książek w serii Gorący Romans:

Potęga uczucia – kolejna część miniserii „Dynastia Ashtonów". Gorące uczucie połączy Granta Ashtona i Annę Sheridan...

Porozmawiaj z nią – pierwsza część miniserii „Zaskakujące

dziedzictwo". Caleb Walker, właściciel rancza, zostaje szefem firmy konsultingowej...

Lekcje miłości i Niewinne zaproszenie (Gorący Romans Duo) – dwie historie o tajemnicy sprzed stu lat i... miłości. Życzę przyjemnej lektury

Małgorzata Pogoda .












Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.


Czekamy na listy

Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


PROLOG


Caleb Walker siedział przy niewielkim okrągłym stoliku w hotelowym barze w centrum Wichity w Kansas i przyglądał się dwóm siedzącym naprzeciw niego mężczyznom. Nawet zerkająca na niego z wyraźnym zaciekawieniem jasnowłosa kelnerka nie była w stanie odsunąć jego myśli od dręczącej go kwestii.

Caleb nie miał rodzeństwa i nie wiedział, kim był jego ojciec. Aż do teraz. Przed godziną, w ekskluzywnym biurze władz korporacji Emerald Inc. wszystko uległo zmianie. Caleb dowiedział się, że jego ojcem był Owen Larson, obieżyświat, kobieciarz i spadkobierca giganta Empire Inc. Teraz musiał pogodzić się nie tylko z faktem, że wie, kim był jego ojciec, ale również z tym, że nie zdążył policzyć się z nim za to, że zostawił jego matkę w ciąży. Było już za późno – Owen zginął w wypadku na łodzi u wybrzeży Francji. Dowiedział się także, że niezniszczalna Emeralda Larson jest jego babką, a dwaj siedzący naprzeciw mężczyźni to jego przyrodni bracia.

– Nie mogę uwierzyć, że przez całe życie byliśmy kon

trolowani przez tę starą wiedźmę. – Hunter O’Banyon zacisnął szczęki. – Wiedziała wszystko od samego początku i aż do teraz nie zrobiła nic, by nas o tym zawiadomić.

– Ta stara wiedźma jest naszą babką i śmiem twierdzić, że zrobiła bardzo dużo. – Nick Daniels pociągnął łyk z butelki i odstawił ją z hukiem na stolik. – Trzeba mieć jaja, żeby wynająć prywatnych detektywów, by śledzili każdy nasz ruch od czasu, kiedy lataliśmy w pieluchach, a nas samych trzymać w niewiedzy.

– Trzeba mieć jaja jak melony – dodał Caleb. Nadal ściskało go w żołądku z wściekłości, że Emeralda Larson, założycielka i dyrektor generalny jednej z najprężniejszych prowadzonych przez kobiety firm w kraju, przez tyle lat odbierała im prawo poznania prawdy. – Nadal nie mogę uwierzyć, że szantażowała nasze matki, strasząc je, że odetnie nas od odziedziczenia Emerald Inc., jeśli pisną choć słowo o palancie, który spłodził ich dzieci. – Mężczyzna potrząsnął z niedowierzaniem głową. – Trzeba jej przyznać, że jest mistrzynią manipulacji.

Nick przytaknął.

– Rozumiem, dlaczego matki zgodziły się na to. Miały nadzieję, że w ten sposób zapewnią nam lepsze życie. Ale zapłaciły za to ogromną cenę.

– Mam gdzieś jej cholerną firmę. – Hunter potrząsnął głową. – Prędzej mnie piekło pochłonie, niż zatańczę, jak ona mi zagra.

– Masz zamiar odrzucić jej ofertę? – spytał Caleb.

Gdyby przystali na warunki Emeraldy, każdemu z nich przypadłaby w udziale jedna z jej firm. Kobieta zapewniła, że pozwoli im prowadzić interesy całkowicie samodzielnie. Ale Caleb nie był aż takim idiotą, aby w to wierzyć. Jego bracia również węszyli w tym jakiś podstęp.

– Od pięciu lat nie latałem śmigłowcem. – Hunter ściągnął usta. – Jaki miałbym interes w prowadzeniu firmy lotniczej ewakuującej rannych?

– To i tak jest rozsądniejsze niż wysyłanie faceta zza biurka na farmę bydła do Wyoming – prychnął Nick. – Od dwunastu lat mieszkam na osiedlu w St. Louis. Jedyne zwierzęta, do jakich ostatnio się zbliżałem, to konie ciągnące wóz z piwem na paradzie Clydesdales.

Caleb musiał przyznać, że wymagania Emeraldy były niedorzeczne. Sam skończył kurs biznesu w liceum, ale było to dawno temu. Nie bardzo podobała mu się myśl, że zrobi z siebie głupca, kiedy prowadzenie firmy przerośnie jego umiejętności.

– A jak, waszym zdaniem, ja się czuję? – Potrząsnął głową na myśl, co przygotowała dla niego stara wiedźma. – Jestem rolnikiem z Tennessee. Skończyłem tylko liceum. Emeralda nie mogła wymyślić dla mnie nic głupszego niż prowadzenie finansowej firmy konsultingowej.

Hunter poczęstował się precelkiem ze stojącej na stole miseczki.

– Założę się, że chodzi jej o coś więcej niż tylko o to, by z dobrego serca ofiarować nam po firmie.

– Nie ma co do tego wątpliwości – przytaknął Nick.

Caleb nie był do końca pewien, co knuła Emeralda Larson, ale wiedział z niezachwianą pewnością, że cokolwiek to było, kobieta celowo wybrała firmy, które mieli poprowadzić.

– Domyślam się, że chce, żebyśmy coś udowodnili.

Nick wyglądał na zaskoczonego.

– Na przykład co? Że nie wiemy, co robimy?

– Nie mam pojęcia, ale założę się, że Emeralda Larson nie robi nic bez powodu. – Caleb wzruszył ramionami, przełykając ostatni łyk piwa. – Według mnie mamy dwa wyjścia. Możemy odrzucić jej ofertę i sprawić, że wyrzeczenia naszych matek pójdą na marne. Albo możemy przyjąć propozycję i pokazać jej, że nie ma pojęcia, kim jesteśmy i co potrafimy.

Na twarzy Huntera pojawił się wyraz zamyślenia.

– Podoba mi się pomysł, by pokazać wszechmocnej pani Larson, na co nas stać – rzekł nieco powściągliwie Nick.

– Ale jeśli mamy zamiar to zrobić, musimy jak najlepiej się postarać. – Caleb wstał i rzucił na stolik parę banknotów. – Nie mam w zwyczaju robienia czegokolwiek na pół gwizdka.

– Ja też nie – odparli równocześnie jego bracia, wstając i płacąc za swoje drinki.

– Wobec tego powinniśmy chyba dać Emeraldzie odpowiedź. – Caleb poczuł się nagle jak linoskoczek, wykonujący numer bez zabezpieczenia.

Jednak kiedy wyszedł z baru i ruszył ulicą w stronę biura centrali Emerald Inc., poczuł rosnącą nerwowość oczekiwania. Lubił wyzwania. Wydawało się to niewiarygodne, ale nie mógł się doczekać, kiedy przejmie firmę konsultingową Skerritt & Crowe. Żałował jedynie, że nie ma żadnego wykształcenia ani najmniejszego pojęcia, jak właściwie wykonać swoje zadanie.






ROZDZIAŁ PIERWSZY


Zbliżając się do recepcji w biurze firmy Skerritt & Crowe, Caleb przywołał na twarz sztuczny uśmiech, który ćwiczył od tygodnia.

– Przyszedłem zobaczyć się z A. J. Merrick.

– Czy był pan umówiony? – spytała go starsza, siwa recepcjonistka, zerkając w stronę drzwi za biurkiem.

– Nazywam się Caleb Walker. – Mrugnął do niej znacząco. – Merrick z pewnością mnie oczekuje.

– Proszę poczekać, panie Walton – odparła kobieta, wstając i zastawiając mu drogę.

– Walker. – Zmarszczył się. Czy Merrick nie powiadomił personelu, że on teraz będzie prezesem firmy?

Kobieta wzruszyła ramionami.

– Walker czy Walton, nie ma znaczenia, jak się pan nazywa. Nie wejdzie pan, jeśli nie był pan umówiony.

Najwyraźniej nikt nie pokwapił się, by ją poinformować.

– Coś ci powiem… – Zerknął na plakietkę z imieniem, stojącą na biurku. – …Genevo. Obiecuję, że po rozmowie z twoim szefem wrócę i się przedstawię.

– Mój szef jest zajęty i nie wolno mu przeszkadzać. – Geneva wskazała rząd stojących pod ścianą krzeseł. – Proszę usiąść, zobaczę, może uda mi się pana wcisnąć.

Caleb przewyższał kobietę wzrostem co najmniej o głowę, ale ona najwyraźniej nie czuła się tym speszona. Mina Genevy świadczyła, że jej determinacja, by nie wpuścić go do środka, jest równie wielka, jak jego upór, by tam wejść.

Caleb mógł tylko robić dobrą minę do złej gry. Geneva przypominała mu pstrokatą kurę, którą niegdyś miał jego dziadek, nastroszoną i natarczywą. Jeśli bezczelny wyraz jej twarzy mógł stanowić jakąś wskazówkę, mężczyzna nie wątpił, że siedziałby w recepcji do końca świata, zanim podniosłaby słuchawkę i zapowiedziała jego przybycie.

– Nie ma powodu robić sobie kłopotu, Genevo. – Roześmiał się i, wyminąwszy ją, sięgnął ku mahoniowej klamce u drzwi, na których wisiała mosiężna tabliczka z napisem A. J. Merrick. – Możemy się założyć, że Merrick natychmiast zechce się ze mną zobaczyć.

– Zawołam ochronę – zagroziła Geneva, rzucając się do telefonu.

– Proszę bardzo – odparł Caleb. – Z nimi też chętnie się spotkam.

– Och, z całą pewnością – obiecała, naciskając guzik telefonu.

Caleb nie czekał, by przekonać się, czy Geneva po

łączyła się z dyżurką ochrony. Otworzył drzwi i wszedł do przestronnego biura. Jego wzrok natychmiast padł na postać młodej kobiety siedzącą za wielkim, orzechowym biurkiem przy przeszklonej od podłogi do sufitu ścianie.

Miedziane włosy miała związane w ciasny kok, z którego jego babka Walker byłaby dumna. Nosiła nieco za duże okulary w plastikowych oprawkach i wyglądała bardziej jak nauczycielka z prywatnej szkoły dla dziewcząt w Nashville niż sekretarka nowoczesnej korporacji. Na podstawie pełnego dezaprobaty wyrazu jej twarzy Caleb domyślał się, że musi być równie surowa i nieprzejednana w kwestii protokołu i zasad, co te nadęte nauczycielki. Jednak kiedy przysunął się bliżej biurka, dostrzegł w jej postaci coś niepewnego. Jakąś bezbronność, którą ukrywał wypracowany wizerunek.

– Przepraszam, szukam A. J. Merrick.

– Czy ma pan tutaj coś do załatwienia? – spytała kobieta lodowatym głosem.

Wstała i delikatną dłonią podsunęła okulary na zadartym nosie, zwracając uwagę mężczyzny na swoje wspaniałe niebieskie oczy, które spojrzały na niego w taki sposób, jakby chciała, by padł trupem. Na Caleba jednak nie podziałało to ani trochę. Wręcz przeciwnie. Nie był pewien dlaczego, ale w jakiś sposób intensywne spojrzenie niebieskich oczu zaintrygowało go.

– Jestem…

– Jeśli szuka pan kogoś z pracowników, to trzeba było

pójść korytarzem – przerwała mu, nie dając nawet szansy, by się przedstawił. Po chwili dodała: – Czy pani Wallace była przy swoim biurku?

Rzeczowy ton głosu nie tłumił całkowicie melodyjności jej głosu i Caleb zastanowił się, dlaczego jego dźwięk tak go intryguje. Dumając nad tym, co się z nim dzieje, doszedł do wniosku, że przez sporą część roku nie był z żadną kobietą. Już ten fakt sam w sobie sprawiał, że każdy normalny facet czuł się, jakby miał wyskoczyć ze skóry. Caleb stawał się wówczas wyczulony na każdy najmniejszy nawet kobiecy gest.

Usatysfakcjonowany, że udało mu się znaleźć sensowne wytłumaczenie swego zainteresowania oschłą sekretarką, wskazał kciukiem przez ramię.

– Z tego co wiem, Geneva nadal tam jest – zachichotał. – Chociaż nie jestem pewien, czy nie połamała sobie palca, dzwoniąc po ochronę.

– Dobrze.

– Dobrze, że mogła złamać palec? Czy dobrze, że wołała ochronę? – spytał z uśmiechem.

– Nie miałam na myśli… – Zmarszczyła się i zamilkła, ale przez ułamek sekundy było jasne, że Caleb zbił ją z tropu. – Oczywiście to dobrze, że wzywała ochronę.

– Hej, rozchmurz się. Życie jest za krótkie, by być taką spiętą.

Kobieta wyszła zza biurka. Na jej twarzy malował się wyraz prawdziwej wrogości.

– Nie wiem, za kogo ty się masz ani co tutaj robisz, ale nie można tak sobie wchodzić i… – Urwała w pół zdania na dźwięk otwierających się drzwi.

– To on.

Caleb zerknął przez ramię i zobaczył wkraczającą do gabinetu recepcjonistkę. W jej oczach malował się wyraz nieustępliwości. Tuż za nią stało dwóch umundurowanych mężczyzn w średnim wieku.

– Widzę, że przyprowadziłaś ochronę, Genevo. – Caleb zerknął na zegarek i skinął głową w geście aprobaty. – Niezły czas reakcji, ale można by go chyba poprawić, nie sądzisz?

Pomimo dzielącej ich różnicy wzrostu Genevie udało się spojrzeć na niego z góry, a potem z niezwykłą atencją skierowała wzrok na kobietę o niebieskich oczach.

– Przepraszam, pani Merrick. – Spojrzała na Caleba, jakby uznała, że jest niespełna rozumu. – Nie rozumiał, co to znaczy „nie".

Caleb uniósł brwi. A więc to była A. J. Merrick?

Ciekawe. Z pewnością nie tego się spodziewał. Z opowieści Emeraldy wyniósł przekonanie, że Merrick jest nudnym, starszym dżentelmenem, a nie dwudziestokilkuletnią kobietą o fantastycznych oczach.

Przypatrywali się sobie, niczym zawodnicy w narożnikach ringu i zaniedbane libido Caleba dostrzegło, że A.J. Merrick nie ubiera się jak większość kobiet w jej wieku. Czarna garsonka, zamiast opinać ciało kobiety i uwypu klać jego walory, wisiała na niej niczym worek na wieszaku. Patrząc jednak na jej delikatne dłonie, szczupłą szyję i częściowo widoczne długie, idealnie zgrabne nogi, założyłby się o najlepszego psa swojego dziadka, że wewnątrz opakowania z powyciąganego czarnego lnu kryją się apetyczne kształty.

– W porządku, pani Wallace. – Pani Merrick obdarzyła Caleba triumfującym uśmiechem, który wywrócił mu trzewia i sprawił, że poczuł, jakby temperatura w pomieszczeniu podskoczyła raptownie o dziesięć stopni. – Jestem pewna, że rozumie pan, że staranie się u nas o pracę w zaistniałych okolicznościach byłoby jedynie stratą czasu. – Po czym dodała, zwracając się do pracowników ochrony: – Proszę pokazać panu drogę na parking.

– To bardzo nieuprzejme z pani strony – rzekł Caleb, potrząsając głową.

Niemal się roześmiał, kiedy ochroniarze, w obawie, że mógłby zachowywać się groźniej, próbowali wykręcić mu ramiona do tyłu. Natychmiast pomyślał, że przydałoby im się nie tylko popracować nad czasem reakcji, ale także odświeżyć wiadomości z zakresu metod przymusu bezpośredniego. Gdyby zechciał, mógłby wyzwolić się z uścisku lekkim ruchem mięśni.

– Nie jestem tutaj, by starać się o pracę. – Uśmiechnął się. – Ja już tu pracuję.

– Doprawdy? – Pani Merrick z zaciekawieniem prze krzywiła głowę. – Ponieważ przeprowadzam rozmowy kwalifikacyjne ostatniego stopnia ze wszystkimi nowymi pracownikami, może zechce pan odświeżyć mi pamięć i przypomnieć, jak się nazywa, kiedy został zatrudniony i jakiego działu Skerritt & Crowe jest pan pracownikiem?

– Dostałem tę pracę tydzień temu i mam zamiar pracować w biurze obok pani. – Caleb zachichotał i stwierdził, że podoba mu się potyczka z A. J. Merrick. – Nazywam się Walker. Caleb Walker.

Z wyrazu niebieskich oczu, skrytych za śmiesznymi okularami, mógł odczytać, że nie takiej odpowiedzi się spodziewała. Szybko jednak wzięła się w garść i wykonała gest w stronę ochroniarzy.

– Panie Horton, panie Clay, proszę natychmiast puścić pana Walkera…

– Ale, pani Merrick…

– Powiedziałam, proszę go puścić – powtórzyła i uniosła brodę. – Pan Walker jest nowym prezesem firmy.

Zza pleców doleciało go westchnienie Genevy. Jednocześnie ochroniarze poluzowali chwyt.

– Przepraszamy, panie Walker – odezwał się jeden z nich, usiłując wyprostować rękaw koszuli Caleba.

Zapadła cisza. Caleb i stojąca naprzeciw niego kobieta mierzyli się wzrokiem. Bardzo przypominała mu inną kobietę i inne okoliczności.

Wciągnął głęboko powietrze. To zdarzyło się dawno

temu i przez te lata zdążył się sporo nauczyć. Nie był już naiwnym chłopakiem ze wsi, z wielkimi marzeniami i ufnym sercem. Był dorosłym mężczyzną, który dostał nauczkę.

– Gdyby zechcieli państwo dać pani Merrick i mnie chwilę, byłbym wdzięczny – odezwał się w końcu, nie spuszczając wzroku z jej błękitnych oczu. Usłyszawszy ciche stuknięcie zamykanych drzwi, uśmiechnął się. – Może zaczniemy od początku? – Wyciągnął rękę. – Nazywam się Caleb Walker. Miło mi panią poznać, pani Merrick.

Z ociąganiem podała mu dłoń, a dotknięcie jej delikatnej skóry poraziło go od stóp do głów niczym elektrycznym prądem. Dziewczyna chyba poczuła ten sam dreszcz, ponieważ błyskawicznie puściła jego rękę. Caleb ledwie powstrzymał się, by nie wybuchnąć śmiechem.

– Wiem, że zjawiłem się szybciej, niż się mnie spodziewano, ale czy nie sądzi pani, że dobrze byłoby poinformować o mnie pracowników? W końcu Emeralda Larson wezwała panią kilka dni temu i powiedziała, że pojawię się pod koniec tygodnia.

– Pani Larson powiedziała, że przyjdzie pan w piątek.

– To tylko dzień różnicy – oparł Caleb, czując lekką ulgę, że A. J. nie nazwała Emeraldy jego babką.

Specjalnie prosił Emeraldę, by kontaktując się z firmą, nie wspominała o ich pokrewieństwie, i wyglądało na to, że uszanowała jego życzenie. Nie potrzebował ani nie chciał dodatkowych uprzedzeń wynikających z faktu, że jest wnukiem właścicielki.

– Miałam zamiar przedstawić pana wszystkim jutro na spotkaniu dyrektorów – odparła dziewczyna stanowczym tonem.

– Cóż, teraz to już musztarda po obiedzie – odparł z uśmiechem. – Założę się, że Geneva i jej dwóch przybocznych wszystko już rozpaplali.

Ku jego zdumieniu jej usta ani drgnęły w uśmiechu.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com