Pirlo. Myślę, więc gram - Andrea Pirlo - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Sine Qua Non Kategoria: Styl życia Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 164 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pirlo. Myślę, więc gram - Andrea Pirlo

Piłkarska autobiografia wszech czasów!

Siła rażenia większa niż Ja, Ibra!

Książka arcydzieło. Brutalnie szczera, prowokująca, zabawna, wzruszająca. Napisana z niesamowitą erudycją i wyjątkowym zmysłem autoironii. Fascynujące wspomnienia, tysiące anegdot, wstydliwe sekrety kolegów z szatni.

Jego wielkie kluby (Inter, Milan, Juventus) i te, w których ostatecznie nie zagrał (kulisy negocjacji z Barceloną, Realem, Chelsea, szejkami). Przyjaźń z Nestą, szaleństwa Gattuso i Gilardino, łzy Del Piero, inteligencja Buffona. Przeklęte 3:3 z Liverpoolem, karny w finale MŚ i kpiny ze Złotej Piłki.

Cassano miał 700 kobiet, ale trener przestał powoływać go do reprezentacji. Czy więc faktycznie jest szczęśliwym człowiekiem? – tak na życie może patrzeć tylko Andrea Pirlo.

Wizjoner i wirtuoz. Jeden z największych artystów futbolu naszych czasów.

Michał Pol, „Przegląd Sportowy”

Wybitny i już. Pozycja, którą wymyślił dla niego Carlo Ancelotti, to był przewrót kopernikański w futbolu.

Tomasz Lipiński, NC+

Po tej autobiografii tylko umocnił się na pierwszym miejscu mojej listy ulubionych piłkarzy.

Tomasz Zieliński, TOK FM

Opinie o ebooku Pirlo. Myślę, więc gram - Andrea Pirlo

Cytaty z ebooka Pirlo. Myślę, więc gram - Andrea Pirlo

Pierwszy prawdziwy sukces odniosłem wtedy, gdy koledzy z drużyny zaczęli podawać mi piłkę częściej niż mnie faulować. Zaczynałem od proporcji jeden do dziesięciu (dziesięć fauli na jedno podanie piłki, która i tak trafiała do mnie zupełnie przez przypadek). Z biegiem czasu ów rząd wielkości zmieniał się, aż w końcu przewagę liczbową osiągnęły podania.
Wystarczy spojrzeć na Cassano: opowiada, że miał w swoim życiu jakieś 700 kobiet, ale w pewnym momencie trener przestał powoływać go do reprezentacji – czy więc faktycznie jest szczęśliwym człowiekiem? Ja na jego miejscu nie czułbym się spełniony, ponieważ owa druga skóra o smerfowym kolorze sprawia, że patrzysz na cały świat zupełnie inaczej. Czyni cię lepszym człowiekiem, pomaga wejść na wyższy poziom.
Braki w nauce nadrobiłem dzięki przyspieszonemu programowi życiowych korepetycji – podróżując po Włoszech (geografia), wygrywając (historia), biegając (wychowanie fizyczne) i poznając Guardiolę (filozofia, historia sztuki, język kataloński – nie hiszpański).
Sandrino… – Cholera jasna, gazety i tak już piszą, że zaczynam wariować, teraz jeszcze zaczną pisać, że jestem pierwszym zaginionym piłkarzem w historii mundialu! – Sandrino… – Co to w ogóle za zadupie?! Gdzie my jesteśmy?! – Sandrino… – Przestaniecie się śmiać?! Co z wami?! – Sandrino, przecież „Ausfahrt” po niemiecku oznacza właśnie zjazd z autostrady…
Zwłaszcza w Serie C – a raczej: w Lega Pro, bo prawidłowo ta liga nazywa się właśnie w ten sposób, choć mało kto o tym pamięta. Grają tam piłkarze, którym nieraz kluby nie płacą tygodniami. Prowadzi to do tego, że zawodnicy dogadują wynik meczu między sobą, obstawiają go w zakładach bukmacherskich i w ten sposób dają radę przeżyć do końca miesiąca. A później do końca roku. A później nie wiadomo nawet do kiedy. W Serie B nie jest pod tym względem lepiej.
Pięciominutowa przemowa i pięciosekundowe tłumaczenie. Terim: – Andrea, ty rozdzielasz podania. Rozciągaj pole gry, ale bez pośpiechu. Oceń sytuację i podaj do niekrytego zawodnika. Wiele od ciebie zależy, jesteś kluczowym elementem tej drużyny. Ale powtarzam: bez pośpiechu, spokojnie. Musimy zachować zimną krew. Najpierw pomyśl, później rozegraj. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie zagrać dobry mecz i pokazać całemu krajowi, że wciąż żyjemy. Że tanio skóry nie sprzedamy. A teraz wszyscy na boisko, oczekuję od was pełnego zaangażowania na tym treningu. Niech będzie jednym z najlepszych w tym roku. Pan tłumacz: – Pirlo ma podawać piłkę. A teraz idziemy trenować.
Nawet z najgorszych chwil można jednak wynieść cenne lekcje na przyszłość. To wręcz moralny obowiązek, by kopać na tyle głęboko, żeby w końcu odnaleźć promyk nadziei, perłę mądrości – być może nawet maksymę, zdanie, które wpadnie ci do głowy i będzie towarzyszyć ci przez resztę życiowej podróży. Ja próbowałem zrobić tak ze Stambułem, ale nie zdołałem wymyślić niczego mądrzejszego niż: do kurwy nędzy.
Wydaje mi się, że stare buty Gilardino pamiętają jeszcze czasy jego gry w Biellese. Lata później te zrujnowane korki z przetartymi sznurówkami stały się amuletem, który zlasował mu mózg, i sprawiły, że bez nich czuje się zupełnie zagubiony. – Kiedy mam je przy sobie, strzelam gole. Jeśli przez pomyłkę zostawię je w domu, wolę poprosić trenera, żeby posadził mnie na ławce, bo i tak niczego dobrego nie zdziałam.
Strasznie irytuje mnie, gdy ktoś mówi: „Nie myślę o swoich osobistych osiągnięciach, liczy się tylko sukces drużyny”. Denerwujący komunał, powtarzany przez osoby bez klasy i charakteru, pozbawione własnych ambicji. Ja też stawiam drużynę na pierwszym miejscu – ale jeśli zapomnę o sobie samym, wyrządzę kolegom krzywdę.
Prandelli dał nam wyraźne polecenie: „Jeśli usłyszycie z trybun wyzwiska pod adresem Balotellego, podbiegnijcie i uściskajcie go”. W ten sposób dobro zwycięży zło. Zachowanie zdecydowanie „pod prąd”, ale za to niezwykle skuteczne.
Pamiętajcie, że przeciwnik jest lubiany tylko wtedy, kiedy nie stanowi prawdziwego zagrożenia. – Trenerze, ale on powiedział też, że jest pan szaleńcem… – Widzicie? Nawet jemu zdarzyła się chwila olśnienia. No, a teraz wisicie mi 1,20 euro. – Za co? – Jak to za co? Za gazetę.
Nigdy nie byłem w stanie pojąć, jakim cudem sędziemu liniowemu udaje się utrzymać wzrok na piłce i w jednej chwili ocenić, czy powinien zasygnalizować spalonego, czy też puścić grę. Wydaje się, że nawet czterooki potwór nie dałby rady tego ogarnąć.
Ludzie powinni być uczciwsi w swoich deklaracjach. Piłkarze powinni pamiętać o swoich niecelnych podaniach, trenerzy o błędnych decyzjach taktycznych, dyrektorzy o nietrafionych transferach, kibice o swoich chamskich przyśpiewkach, a Matri o apteczce. Osądzanie innych zawsze jest łatwe i przyjemne, ale uczciwe spojrzenie na samego siebie to już dużo większe wyzwanie.
Potrafię myśleć. Nie chciałbym, żeby kiedykolwiek ktoś, patrząc na mnie, stwierdził: „Piłkarz. Nogi pracują mu nieźle, ale mózg wcale”. Zdaję sobie sprawę, że są wśród nas tacy, którzy nie grzeszą inteligencją – sam znam przynajmniej kilku. Ale przecież IQ na poziomie pustaka ściennego da się spotkać również u niektórych geodetów, architektów, profesorów, muzyków, dziennikarzy (znam paru takich), lekarzy czy rzeźników.