Opowiadania humorystyczne  - Antoni Czechow - ebook
Wydawca: Literatura Net Pl Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Opowiadania humorystyczne ebook

Antoni Czechow

(0)

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Opowiadania humorystyczne - Antoni Czechow

Wnikliwa obserwacja i satyryczny opis rzeczywistości, ukazująca talent prozatorski Czechowa.

Zbiór rozmaitych zabawnych opowiadań świetnie ilustrujących pisarskie umiejętności wielkiego pisarza, jego talent obserwatorski, dystans do świata i mądry stosunek do ludzi.

Tom zawiera takie opowiadania jak „Śmierć urzędnika”, „Tłusty i chudy” (pełne zjadliwej satyry), „Końskie nazwisko”, Miętus”, „Chłopcy”, „Radość”, „Kameleon” i inne, prezentujące różnorodne, ale zawsze warte posmakowania typy humoru.

Opinie o ebooku Opowiadania humorystyczne - Antoni Czechow

Fragment ebooka Opowiadania humorystyczne - Antoni Czechow







Antoni Czechow

Opowiadania humorystyczne

Literatura.net.pl

Gdańsk 2001


Korekta Aleksander Baliński


Copyright by Tower Press


Wydawnictwo "Tower Press " Gdańsk 2001

Konwersja: Nexto Digital Services




Przedmowa





– Czemu pieśni twoje tak krótkie? – zapytano ptaka. – Czy nie starczy ci oddechu?

– Mam bardzo wiele pieśni – odparł ptak – chciałbym je wszystkie przekazać światu.

Tę alegorię, znalezioną w notatniku Czechowa, pozwalam sobie przytoczyć na wstępie do tych kilkunastu świeżo przetłumaczonych jego opowiadań.

Czechow należy nie tylko do wielkich, ale i do najbardziej kochanych pisarzy Rosji i świata. Ze wszystkich jego utworów przebija bowiem głęboka i serdeczna miłość do człowieka, gorący protest przeciwko krzywdzie i poniżeniu godności ludzkiej, lak charakterystyczny dla epoki, w której żył. A był to okres rozpanoszenia się reakcji, bezwzględnego dławienia wszelkich przejawów postępowej myśli: okres „czarnej solni", pogromów Żydów. Wśród postępowej inteligencji rosyjskiej szerzył się głęboki pesymizm, brak wiary w możliwość wywalczenia lepszej przyszłości. Ruch robotniczy zaczynał się dopiero organizować i nie przedstawiał jeszcze w tym okresie decydującej siły politycznej, zdolnej do pociągnięcia za sobą postępowej inteligencji, zdolnej do wskazania jej drogi walki. Pojawienie się wielkiego humorysty, umiejącego śmieszyć i rozczulać do łez, to jakby rześki powiew świeżego powietrza w dusznej więziennej celi. Czechów był przedstawicielem tej lepszej części inteligencji końca wieku XIX, która rozumiała, że tak dalej żyć nie można. Nie był on rewolucjonistą, nie wyprzedzał swej epoki jak współczesny mu wielki Sałtykow Szczedrin. Na dramatyczne pytanie – „co robić" – Czechów nie umiał odpowiedzieć. Natura jego miękka i podatna na sugestię ulegała nastrojom społeczeństwa, odzwierciedlała jego załamanie po latach osiemdziesiątych i stopniowe wznoszenie się aż do rewolucji 1905 r., której Czechow już nie dożył.

Dzieło jego to olbrzymia mozaika z drobnych, najdrobniejszych kamyczków całego życia rosyjskiego w latach panowania Aleksandra III, wymowny i przekonywający akt oskarżenia. Piętnuje w nim ospałość, tępotę, służalczość aparatu państwowego, szarzyznę i martwotę ówczesnego życia. W owe lata samo realistyczne postawienie problemów życia, pokazanie bezgranicznej tępoty carskiego aparatu państwowego działało rewolucyjnie, cierpienie małych i cichych bohaterów wzburzało i pobudzało do czynów. Los biednego sieroty Wani oddanego do terminu do złego majstra czy 12–letniej Warki, która będąc służącą przy dziecku, popada w obłęd z niewyspania – to obrazy budzące w czytelniku protest przeciwko porządkowi społecznemu, w którym dzieci cierpią tak bardzo.

„Wielkie dzieło tworzycie małymi opowiadankami, wzbudzając w ludziach wstręt do tego sennego, na wpół martwego życia – diabli by je wzięli!" – pisze do Czechowa Gorki w latach dziewięćdziesiątych.

W twórczości Czechowa jedną z najpoważniejszych twórczości zajmują drobne opowiadania.

– Przywykłem do opowiadań – mawiał Czechow – składających się tylko z początku i końca.

W tym anegdotycznym powiedzeniu mamy najlepiej wyrażony stosunek pisarza do formy. Rzeczywiście, w krótkich utworach mistrzostwo jego sztuki pisarskiej znalazło najdoskonalszy wyraz. Mamy tu zarówno ostre utwory satyryczne, jak „Śmierć urzędnika", "Gruby i chudy", przysłowiowego w Rosji „Kaprala Priszibiejewa", czy perełki rodzajowego humoru, jak „Miętus" lub „Na placu moskiewskim Trubnaja", pełne niefrasobliwego humoru opowiadania „Końskie nazwisko", „Bezbronna istota", na koniec czarujący obrazek z życia dzieci „Chłopcy".

Twórczość Czechowa najlepiej scharakteryzował Gorki: „Ze śmiercią Czechowa odejdzie jeden z najlepszych przyjaciół Rosji, przyjaciel mądry, sprawiedliwy, szczery, przyjaciel kochający, współczujący we wszystkim". „I Rosja cała zadrży z żalu, i długo nie będzie go mogła zapomnieć, długo będzie się uczyć rozumieć życie podług jego pism, rozjaśnionych smutnym uśmiechem kochającego serca, według jego opowiadań przenikniętych głęboką znajomością życia, bezinteresowną miłością i współczuciem do ludzi, nie litością, lecz współczuciem mądrego i subtelnego człowieka, który rozumiał wszystko".








RADOŚĆ





Była godzina dwunasta w nocy.

Mitia Kułdarow, podniecony, z rozczochraną czupryną, wpadł do mieszkania swoich rodziców i szybko przebiegł wszystkie pokoje. Rodzice już kładli się spać. Siostra leżała w łóżku i kończyła ostatnia stronę powieści. Bracia gimnaziści spali.

– A ty skąd wracasz? – zdziwili się rodzice. – Co się z tobą dzieje?

– Och, nie pytajcie! Wcale się tego nie spodziewałem! Wcale się tego nie spodziewałem! To... wprost nie do wiary!

Mitia głośno się zaśmiał i upadł na fotel, gdyż ze. szczęścia nie mógł utrzymać się na nogach.

– To po prostu jest niewiarogodne! Nawet nie możecie sobie wyobrazić! Popatrzcie tylko!

Siostra wyskoczyła z łóżka i narzuciwszy na siebie kołdrę zbliżyła się do brata. Obudzili się gimnaziści.

– Co ci jest? Poznać cię trudno!

– To z radości, mamo! Przecież cała Rosja mnie zna teraz! Cała! Dotychczas tylko wy wiedzieliście, że istnieje na tym świecie registrator kolegialny Dymitr Kułdarow, a teraz zna mnie cała Rosja! Mamusiu! O, Boże!

Mitia zerwał się z .fotela, przebiegł przez wszystkie pokoje i znowu usiadł. – Ale co się stało? Mów! Opowiadaj wyraźnie!

– Żyjecie jak dzikie zwierzęta, gazet nie czytujecie, nie zwracacie żadnej uwagi na najświeższe wiadomości, podczas gdy w nich jest tyle ciekawych rzeczy! Jeżeli coś się wydarzy, natychmiast wszystko wiadomo, nic się nie ukryje! Jakiż ja jestem szczęśliwy! O Boże! Przecież gazety drukują tylko o ludziach sławnych, a tu tymczasem o mnie napisali! – Co ty mówisz? Gdzie?

Ojciec zbladł. Matka spojrzała na święty obraz i przeżegnała się. Gimnaziści zerwali się z łóżek i tak jak stali, tylko w krótkich nocnych koszulkach, zbliżyli się do starszego brata. – Tak jest! O mnie napisali! Teraz wie o mnie cała Rosja! Mamusiu, proszę schować ten numer gazety na pamiątkę! Można będzie od czasu do czasu przeczytać. Patrzcie!

Mitia wyciągnął z kieszeni gazetę, podał ojcu i wskazał palcem ustęp zakreślony niebieskim ołówkiem.

– Proszę przeczytać! Ojciec włożył okulary.

– Niechże ojciec czyta!

Matka spojrzała na obraz i przeżegnała się. Ojciec odchrząknął i zaczął czytać:

„29 grudnia, o jedenastej wieczorem, registrator kolegialny Dymitr Kułdarow..." – Widzicie, widzicie? Dalej!

„...registrator kolegialny Dimitr Kułdarow, wychodząc z szynku przy ulicy Małej Bronnej i będąc w stanie nietrzeźwym..."

– To ja z Sjemionem Pietrowiczem... Opisane ze wszystkimi szczegółami! Niechże ojciec czyta dalej! Słuchajcie!...

„... i będąc w stanie nietrzeźwym pośliznął się i wpadł pod konia stojącej tu dorożki,

należącej do mieszkańca wsi Dyrkino, juchnowskiego powiatu, Iwana Drotowa. Spłoszony koń przestąpiwszy przez Kułdarowa i przejechawszy przez niego saniami, w których znajdował się kupiec moskiewski drugiej gildii Stefan Łukow, zaczął ponosić wzdłuż ulicy i został zatrzymany przez dozorców domowych. Kułdarow, będąc początkowo w stanie omdlenia, został odprowadzony do komendy policji i zbadany przez lekarza. Uderzenie, jakie otrzymał w potylicę..." – Uderzyłem się o hołoblę, ojczulku. Dalej! Proszę czytać dalej!

„...jakie otrzymał w potylicę, zostało uznane za obrażenie lekkie. Spisano protokół. Poszkodowanemu udzielono pomocy lekarskiej..."

– Kazano mi kłaść zimne okłady! Czytał ojczulek? Co? Otóż to właśnie! Teraz ta wiadomość już rozeszła się po całej Rosji! Proszę dać mi gazetę! Mitia chwycił gazetę, złożył ją i wsunął do kieszeni.

– Pobiegnę do Makarowych, im też pokażę... Trzeba jeszcze pokazać Iwanickim, Natalii Iwanownie, Anisimowi Wasiljiczowi.. No, pędzę! Bądźcie zdrowi!

Mitia włożył na głowę czapkę z bączkiem i tryumfujący, uszczęśliwiony, wybiegł na ulicę.


1883








ŚMIERĆ URZĘDNIKA





Pewnego pięknego wieczoru niemniej piękny egzekutor Iwan Dmitrycz Czerwiakow siedział w drugim rzędzie parteru i przyglądał się przez lornetkę scenie z „Dzwonów kornewilskich". Patrzył i czuł się u szczytu szczęścia. Gdy wtem... W opowiadaniach często spotyka się to „gdy wtem". Autorzy mają rację; życie tak pełne jest niespodzianek! A więc wtem twarz jego wykrzywiła się, oczy uciekły pod powieki, zabrakło mu tchu... odjął od oczu lornetkę, pochylił się i... apsik!!! Kichnął, jak państwo widzą. Kichać wolno każdemu. Kichają chłopi i policmajstrzy, a niekiedy nawet radcy tajni. Wszyscy kichają, Czerwiakow bynajmniej tym się nie zmieszał, wytarł nos chusteczką i, jak przystało na uprzejmego człowieka, rozejrzał się wokoło, czy przypadkiem swoim kichnięciem nie zakłócił komu spokoju. I tu właśnie czekała go kontuzja, spostrzegł bowiem, że siedzący przed nim w pierwszym rzędzie staruszek, starannie wycierając rękawiczką łysinę i kark, coś do siebie mruczał. W staruszku tym Czerwiakow poznał radcę stanu z departamentu komunikacji, generała Brizżałowa.

„Opryskałem go! – pomyślał Czerwiakow. – Nie mój zwierzchnik, z innego urzędu, lecz bądź co bądź nieprzyjemnie. Trzeba przeprosić".

Czerwiakow odchrząknął, pochylił się naprzód i szepnął generałowi do ucha:

– Ekscelencja raczy mi wybaczyć, opryskałem ekscelencję... niechcący... – Nie szkodzi, nie szkodzi...

– Na miłość boską, proszę mi wybaczyć! Ja przecież... nie chciałem! – Ależ, niech pan siedzi spokojnie! I pozwoli mi słuchać!

Czerwiakow zmieszał się, głupio się uśmiechnął i zaczął patrzeć na scenę. Patrzył, ale uczucie błogości już minęło. Zaczął go dręczyć niepokój. W czasie antraktu podszedł do Brizżałowa, pokręcił się koło niego i, pokonawszy nieśmiałość, wykrztusił:

– Ekscelencjo, ja opryskałem waszą ekscelencję... Proszę mi wybaczyć... Ja przecież... nie, żeby...

– Ach, bagatelka... Już nawet zapomniałem, a pan wciąż o tym... – powiedział generał i ze zniecierpliwieniem skrzywił dolną wargę.

„Zapomniał, a patrzy zjadliwie – pomyślał Czerwiakow, z niedowierzaniem spoglądając na generała. – I nawet mówić nie chce. Trzeba by było mu wytłumaczyć, że ja wcale nie chciałem... że to prawo natury, bo gotów pomyśleć, że chciałem napluć na niego. Jeżeli nawet teraz nie pomyśli, to pomyśli później...!"

Wróciwszy do domu, Czerwiakow opowiedział swej żonie o tym nieprzyjemnym wypadku. Żona, jak mu się wydało, zlekceważyła ten wypadek; na razie też się zlękła, ale później, gdy się dowiedziała, że Brizżałow jest w innym urzędzie, uspokoiła się.

– Może jednak pójdziesz do niego i przeprosisz – powiedziała. – Gotów pomyśleć, że nie umiesz zachować się w miejscu publicznym.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com