Ołowiany świt - Michał Gołkowski - ebook
Wydawca: Fabryka Słów Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 393 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 10 godz. 44 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ołowiany świt - Michał Gołkowski

Zona - tajemnica, która wciąga, kusi i intryguje.

Jej historią jest świat współczesny. Jej dzieci to my.

Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a oczami Polaka – stara mleczarnia, martwy cieć, zapomniany kalendarz i wieża w środku lasu.

Wchodzisz w to? Zresztą, już jesteś. Wszyscy jesteśmy – stalkerami. Dziećmi Sarkofagu.

Tutaj wrogiem jest zło, które może czaić się tuż obok, za naszymi plecami. Może przyjmować różne postaci, imiona i kształty; jednak najstraszniejszym, co możemy spotkać w Zonie - jest człowiek.

Wstaje nowy dzień. Czy przeżyjesz go - całym sobą?

Opinie o ebooku Ołowiany świt - Michał Gołkowski

Cytaty z ebooka Ołowiany świt - Michał Gołkowski

Ale grupa nigdy nie może być niczym więcej niż zbiorem tworzących ją jednostek – w przeciwnym razie Zona zauważy ją i zniszczy. Idziesz czasem na wymarsz z partnerem, owszem, ale nie dlatego, że go lubisz albo że mu ufasz. Ufać masz tylko sobie, lubić możesz moment powrotu do bazy, ale podstawowym warunkiem partnerstwa jest KONIECZNOŚĆ – każdy z nas dałby radę sobie sam, ale w symbiozie jest łatwiej, szybciej i mniej groźnie; zwykła zwierzęca ekonomia sił i środków.
Przy okazji przyzwyczajamy się z Zoną do siebie nawzajem jak z dawną, wymagającą kochanką, którą widzi się po długiej przerwie; obydwie strony pamiętają, jak to się robiło kiedyś, ale potrzeba pewnego okresu wzajemnego dotarcia na nieco niższych obrotach.
Ja samotnikiem jestem, ale dla mnie samotność nie jest przypisanym mi losem i przekleństwem – samotność to moja radość. Wszystko, co widzę i przeżywam, jest tylko moje, nikt nie zasłania mi widoku, nie psuje nastroju durnymi odzywkami. Gdy ładuję się w kłopoty, to ładuję się w nie sam, nie muszę za nikogo odpowiadać. Gdy udaje mi się z nich wykaraskać, to jestem w pełni dumny, że dałem radę o własnych siłach.
Patrzę na apetycznie rozciągniętą na moim posłaniu sierpniową kotkę. Ładna jest, naprawdę ładna. Ładniejsza bez ubrania niż w ciuchach, a to rzadka zaleta u kobiet. Drobniusieńskie, zadbane stópki, mięśnie grają na udach i łydkach, kaloryferek na brzuchu... maszynka do przyjemności.
Mrówki są wszystkim tym, co znajduje się pomiędzy uśmiechniętą świnką przy korytku a smakowitą kiełbaską w sklepie. Każdy czuje, że istnieje jakiś nierozerwalny związek między tymi dwoma stanami, każdy lubi uśmiechnięte świnki i smaczną kiełbaskę, ale mało kogo interesuje, w jaki sposób jedno zamienia się w drugie, mało kto chciałby wiedzieć, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami masarni.
Dla nas mrówki są tym, czym musieli być stajenni dla wielkich posiadaczy ziemskich w dziewiętnastym wieku – czymś, co sprawia, że rzeczy są tam, gdzie być powinny, gdy są potrzebne, ale czemu nie poświęca się szczególnej uwagi.
Tam jest Białoruś i jej niby-rezerwat, tak naprawdę gigantyczny kordon wojskowy i megapoligon dla całej FR, gdzie Putiny i inne Miedwiediewy mogą bezkarnie testować wszelkie rodzaje najbardziej nawet idiotycznych wunderwaffe pod pozorem obrony ludzkości przed nienazwaną grozą skądkolwiek.
Popatrz, helikopter! – woła i pokazuje palcem Dura, ale ja już widzę. Chowamy się za róg domu w dawnym Bieriezinie, patrząc, jak wojskowy Mi-24 nabiera wysokości nad rzeką. – Nie helikopter, a śmigłowiec – mówię półgębkiem, jakby bojąc się podświadomie, że stalowy potwór może mnie usłyszeć. – Może powinniśmy rzucić świecę dymną albo rakietę wystrzelić? – słyszę w jej głosie podekscytowanie. No chyba że z RPG, ale nie mam akurat.
Wiem, że istnieją detektory i radary anomalii, rejestrujące nawet najlżejsze odchylenia grawitacji, gęstości powietrza, pola magnetycznego, ble, ble, ble, ale wiem też, że w Zonie nawet nóż potrafi się zepsuć, a ludzie giną tu niemalże każdego dnia.