Ojciec Pio. Święty stygmatyk z Pietrelciny - Patrick Sbalchiero - ebook
Wydawca: Święty Wojciech Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2010

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 144 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ojciec Pio. Święty stygmatyk z Pietrelciny - Patrick Sbalchiero

Ojciec Pio, skromny kapucyn, kanonizowany przez Jana Pawła II w 2002 r., jest dzisiaj znany na całym świecie. W ciągu niecałych trzydziestu lat stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych świętych świata katolickiego.

Jednak za życia ów święty miłosierdzia", jak nazwał go Jan Paweł II, musiał stawiać czoło licznym krytykom, wręcz oszczerstwom, a wyjątkowe charyzmaty, jakimi został obdarzony, przyczyniły się do sankcji nałożonych na niego przez Święte Oficjum. Mimo to wierni nie zaprzestali pielgrzymek do San Giovanni Rotondo.

Tak jak Chrystus, Ojciec Pio był człowiekiem modlitwy i cierpienia. Tak jak święty Franciszek z Asyżu, którego wybrał na swego duchowego ojca, Ojciec Pio nosił na ciele stygmaty będące znakami współuczestniczenia w Męce Pańskiej.

Ojciec Pio był także mężem miłosierdzia, który - podobnie jak święty Proboszcz z Ars - stał się więźniem konfesjonału" i duchowym przewodnikiem wielu kobiet i mężczyzn, których prowadził drogą zbawienia.

Jego ziemskie dzieła, z których największym stała się klinika w San Giovanni Rotondo, stanowią dowód troski, jaką otaczał najuboższych i najsłabszych.

Co tak naprawdę Ojciec Pio daje współczesnemu światu? Mówi o tym Patrick Sbalchiero, stawiając nam przed oczyma życie kapłana-zakonnika i jego ponadczasowe orędzie.

Patrick Sbalchiero, doktor historii, wykładowca w École Cathédrale w Paryżu, redaktor naczelny czasopisma Mélanges carmélitains".

Opinie o ebooku Ojciec Pio. Święty stygmatyk z Pietrelciny - Patrick Sbalchiero

Fragment ebooka Ojciec Pio. Święty stygmatyk z Pietrelciny - Patrick Sbalchiero







Mojej żonie, Annie, za tyle cierpliwości



Wstęp

„Święty miłosierdzia”:

kanonizacja skromnego kapucyna

(1999-2002)

„Jestem ubogim bratem, który się modli” – takiej odpowiedzi udzielał Ojciec Pio, największy święty współczesnego świata, tym, którzy zadawali mu pytania dotyczące jego osoby lub jego życia duchowego. Został wyniesiony na ołtarze 16 czerwca 2002 roku jako czterysta sześćdziesiąty drugi wierny kanonizowany przez Jana Pawła II. W homilii kanonizacyjnej, wygłoszonej w obecności ponad 150 000 osób, papież oznajmił, że „najważniejszym źródłem skuteczności apostolskiej Ojca Pio, głębokim korzeniem tak wielkiej płodności duchowej była bliska i trwała więź z Bogiem”. W chwili śmierci Ojca Pio (23 września 1968 r.) oznaką owej „płodności” było istnienie ponad 700 grup modlitewnych, gromadzących około 68 000 członków w dwudziestu krajach świata. Ojciec Pio, „święty miłosierdzia” (według słów Jana Pawła II), stał się wzorem życia ewangelicznego. Miliony wiernych pielgrzymują do jego grobu. Poświęcono mu niemal tysiąc książek na całym świecie.

Co mówi Kościół, stwierdzając świętość Ojca Pio? To pytanie jest brzemienne w skutki, a udzielenie odpowiedzi pomoże uniknąć fałszywego wyobrażenia, jakoby święty miał być przede wszystkim „cudotwórcą”. Ojciec Pio spełniał zwyczajowo przyjęte kryteria świętości, to znaczy żył zgodnie z wolą Boga. Oznacza to, że myślą i czynem dochował całkowitej wierności Chrystusowi, orędziu Ewangelii, teologicznej i moralnej nauce Kościoła katolickiego oraz złożonym przez siebie ślubom zakonnym kapłana-kapucyna. Życie Ojca Pio nabrało wymiaru świadectwa, a korzeniem świętości zakonnika było dążenie do zjednoczenia z Chrystusem, do naśladowania Go i do całkowitego z Nim utożsamienia. Jak powiedział Paweł VI, Ojciec Pio był „żywym krucyfiksem”[1].

Główną wartością, jaką w odniesieniu do Ojca Pio uznaje i podziwia Kościół, jest zjednoczenie świętego z Bogiem Jezusa Chrystusa, któremu poświęcił całe swoje życie. Dekret o heroiczności cnót, promulgowany 18 grudnia 1997 roku, głosił, że „Sługa Boży Pio z Pietrelciny (…) kapłan-zakonnik ze Zgromadzenia Braci Mniejszych Kapucynów wypełniał w stopniu heroicznym cnoty teologalne wiary, nadziei i miłości, tak wobec Boga, jak i względem bliźniego, jak również cnoty główne roztropności, sprawiedliwości, męstwa, wstrzemięźliwości oraz cnoty inne”. I właśnie to są powody, dla których Kościół zdecydował wynieść skromnego kapucyna na ołtarze.

Będąc synem świętego Franciszka, Ojciec Pio otrzymał w swym życiu – podobnie jak jego duchowy ojciec – niezwykłą łaskę: został obdarzony stygmatami Męki Pańskiej. Owe znaki bardzo szybko przyciągnęły ku niemu uwagę wiernych. A przecież to nie one – jeśliby je potraktować jako fenomen sam w sobie – są dla Kościoła namacalnym znakiem świętości. Dla Ojca Pio stały się one raczej powodem wielu problemów, w tym także surowych restrykcji ze strony hierarchii kościelnej. W 1923 roku kongregacja Świętego Oficjum, wypowiadając się na temat stygmatyzacji zakonnika, ogłosiła, co następuje: „nie stwierdza się nadprzyrodzonego charakteru tychże faktów i wzywa się wiernych do zastosowania się w swym postępowaniu do niniejszego oświadczenia”[2]. Jak zobaczymy, Ojciec Pio był w latach 1922-1964 poddany surowym środkom dyscyplinarnym, które jednak zawsze znosił w duchu całkowitego posłuszeństwa. W przyszłości owo posłuszeństwo zostanie uznane za koronny „znak” jego świętości.

Ojciec Pio, który za życia musiał przejść tak ciężką próbę, w bardzo krótkim czasie, zaledwie trzydzieści cztery lata po swej śmierci, został wyniesiony na ołtarze. 29 listopada 1982 roku Święte Oficjum wydało Nihil obstat, umożliwiając tym samym otwarcie procesu beatyfikacyjnego „reprezentanta Naszego Pana”[3] (20 marca 1983 r.). Trybunał kościelny wysłuchał zeznań siedemdziesięciu trzech świadków, a na akta sprawy złożyły się sto dwa tomy akt procesowych! 7 grudnia 1990 roku Kongregacja ds. Świętych uznała ich wartość kanoniczną. 18 grudnia 1997 roku został promulgowany dekret o heroiczności cnót. 21 grudnia 1998 – dekret o pierwszym cudzie. 2 maja 1999 roku papież Jan Paweł II oficjalnie ogłosił „Błogosławionym Sługę Bożego Pio z Pietrelciny”. W końcu, 20 grudnia 2000 roku, został promulgowany kolejny dekret o cudzie, poprzedzający o parę dni dekret o kanonizacji (26 lutego 2001 r.).

Uroczystość kanonizacji odbyła się na Placu św. Piotra w Rzymie w niedzielę, 16 czerwca 2002 roku, w obecności wielu tysięcy wiernych. Tym samym skromny brat kapucyn na zawsze wpisał się w poczet świętych.

W ten sposób Kościół postawił nam za wzór naszych czasów i dla naszych czasów człowieka, który swego czasu był niedoceniany, a wręcz prześladowany przez kościelną hierarchię. Wyjątkowe łaski, w które obfitowało życie Ojca Pio, przyczyniły się do rozsławienia imienia zakonnika, choć czasami, niestety, przyćmiewały swym blaskiem prawdziwy sens duchowych poszukiwań kapłana-kapucyna. Wyrazem świętości Ojca Pio nie były w pierwszej kolejności widome znaki, jakimi został obdarzony, lecz miłość. Miłość do Boga i człowieka, którą z tak wielką trafnością i mocą wyrażał w listach do swych dzieci duchowych: dzięki wskazówkom Ojca Pio jego synowie i córki duchowe zdołali przekroczyć próg nadziei. Miłość, której widomym znakiem stał się szpital w San Giovanni Rotondo, wzniesiony z myślą o dobru ubogich i wyposażony w najnowocześniejszą aparaturę medyczną. Miłość, której – za sprawą niezwykłej mocy swej wstawienniczej modlitwy – Ojciec Pio udzielał w niespotykanym stopniu milionom ludzi na całym świecie.


Dzieciństwo i młodość

(1887-1903)

Francesco Forgione przyszedł na świat 25 maja 1887 roku o godzinie 17, w wiosce Pietrelcina, w okolicach Benewentu – stolicy prowincji o tej samej nazwie – w Kampanii, na południe od Rzymu. Był czwartym dzieckiem Grazia Forgione i Marii Giuseppy Di Nunzio, skromnych, pobożnych, niepiśmiennych wieśniaków, którzy świętowali swe gody weselne 8 czerwca 1881 roku. Chrzest noworodka odbył się następnego dnia w kościele parafialnym pod wezwaniem Świętej Anny. Po Francescu przyjdą jeszcze na świat trzy dziewczynki: Felicita (1889), Pellegrina (1892) i Graziella – w 1894 roku.

Rodzina Forgione należy do ubogich. Grazio, nazywany przez przyjaciół „Zi’ Grazio”[4], ciężko pracuje, by wyżywić swoich bliskich. Pomaga mu małżonka, która – oprócz zajmowania się dziećmi – prowadzi także dom i pracuje w polu. Rodzina mieszka w domu należącym dawniej do dziadka Ojca Pio ze strony ojca: ojciec Grazia postanowił ulokować swych bliskich w tych czterech ścianach przy ulicy Vico Storto Valle 27 w 1882 roku, z okazji narodzin ich pierwszego dziecka, Michele. Na główne mieszkanie składają się trzy izby zbudowane z chudego wapna bezpośrednio na skale. Ów dom oprze się trzęsieniu ziemi, które spustoszy region 21 sierpnia 1962 roku.

Mezzogiorno, handlowe okno na świat wychodzące na Morze Tyrreńskie, jest terenem, na którym ludzie zaczęli się osiedlać jeszcze w starożytności. Kampania, skolonizowana wiele tysięcy lat temu przez Greków, następnie podbita przez Rzymian w IV wieku przed naszą erą, to region o bogatej, wielowiekowej tradycji rolnej. Rozwojowi rolnictwa sprzyjała żyzność tamtejszych gleb, choć jednocześnie górskie, wulkaniczne ukształtowanie terenu, stanowiło dla niego pewne ograniczenie.

Pietrelcina, małe średniowieczne miasteczko usytuowane u stóp skalistego wzgórza „Morgione”, liczy około pięciuset dusz. Jej początki sięgają drugiej połowy XI wieku, kiedy to miejscowa arystokracja wzniosła na wzgórzu warownię, zrównaną z ziemią podczas trzęsienia ziemi w 1349 roku. Wówczas na ruinach fortyfikacji zostaje pobudowane nowe miasto, z wyraźnym podziałem na część górną – „Castello” – i dolną – „Valle”. W 1623 roku Filip IV Hiszpański, król Neapolu, podnosi Pietrelcinę do rangi księstwa, jednak ów zaszczytny tytuł miasto utraci w wyniku wojen napoleońskich. W 1806 roku Napoleon konfiskuje księstwo, należące wówczas do księcia Francesca Carafy, i przyznaje je najpierw swemu bratu, Józefowi Bonaparte, a następnie jego (i swemu własnemu szwagrowi!) – Joachimowi Muratowi. Pietrelcina, należąca przez pewien czas do Prowincji Avellino, w 1860 roku zostaje inkorporowana do Prowincji Benewentu – dawnej stolicy księstwa pozostającej pierwotnie w rękach Lombardów, a następnie – królów Neapolu.

Ziemia rodzinna Ojca Pio, obszar rolniczy o słabo rozwiniętej sieci miast, nie oszczędza swoich synów. Epidemie, bezrobocie, choroby endemiczne, zmuszają rdzenną ludność do emigracji: na przełomie XIX i XX wieku emigracja do Stanów Zjednoczonych stanie się codzienną rzeczywistością. Pod koniec 1898 roku Grazio Forgione zaokrętuje się na statek do Nowego Jorku. Śmierć – chleb powszedni mieszkańców regionu – uderza w najsłabszych. Śmiertelność wśród dzieci jest bardzo duża. Maria Giuseppa Forgione wcześnie traci kilkoro dzieci: w wieku trzech tygodni umiera Francesco, urodzony w lutym 1884 roku. Jego siostrzyczka, Amalia, która przyszła na świat w maju 1885 roku, odejdzie przed drugą rocznicą urodzin.

Trudne warunki bytowe, konieczność nieustannego zmagania się z żywiołami natury, brak kontaktu ze światem zewnętrznym, bezradność medycyny: wszystkie te czynniki mogą tłumaczyć przywiązanie miejscowej ludności do pradawnych, ludowych praktyk religijnych. W regionie Benewentu kult świętych nie jest jedynie pustym słowem: liczne pielgrzymki i lokalne praktyki religijne nadają rytm religijnej rzeczywistości, nie do końca formalnej zresztą. Magia i zabobony od dawna należą do kulturowej spuścizny kraju.

Tutaj religia jest bardzo poważną sprawą. Tym bardziej, że kontekst religijny w ostatnim trzydziestoleciu XIX wieku był niezwykle burzliwy. Francesco Forgione spędza dzieciństwo i wczesną młodość w Italii rozdzieranej przez wojny. Począwszy od drugiej połowy XIX wieku, republikanie – bojownicy o zjednoczenie narodu wrogo nastawieni do monarchii i często wyznający poglądy antyklerykalne – prowadzą walkę z obrońcami wpływowego papiestwa. Przełom następuje podczas pontyfikatu Piusa IX (1846-1878), kiedy to wojska Państwa Kościelnego zostają zmuszone do odwrotu. 18 września 1860 roku, pod Castelfidaro, Piemontczycy odnoszą zwycięstwo nad armią papieską, a aneksja Umbrii, Marche i Veneto redukuje terytoria papieskie do ojcowizny świętego Piotra[5]. W 1867 roku na ziemie wciąż jeszcze podlegające jurysdykcji papieża wkracza Garibaldi.

W tak bardzo niespokojnych czasach, 8 grudnia 1869 roku, zostaje otwarty Sobór Watykański I. 18 lipca 1870 roku ogłoszono dogmat o nieomylności papieskiej. Dwa miesiące później wojska republikańskie wkraczają do Rzymu.

Ludność Benewentu, głęboko zakorzeniona w wierze katolickiej, żywo odczuwa stan wrzenia, który ogarnął cały półwysep. Mały Francesco, o którym często powiadano, iż był dzieckiem cichym, marzycielskim, o kontemplacyjnej naturze, bardzo wcześnie zderza się z rzeczywistością. Musi słyszeć rozmowy dorosłych komentujących sytuację, w jakiej znalazł się Kościół. Być może zna wydarzenia z 13 lipca 1881 roku, kiedy to szczątków Piusa IX o mało nie wrzucono do Tybru? Z chwilą, gdy Francesco przychodzi na świat, całym półwyspem wstrząsa fala antyklerykalnych demonstracji. Niemożliwe, by chłopiec żyjący za czasów Leona XIII (1878-1903) i encykliki Rerum novarum (15 maja 1891 r.) trwał w błogiej nieświadomości. Jedną z przyczyn niezachwianego posłuszeństwa Ojca Pio względem magisterium może być poczucie zagrożenia, wobec którego stanął Kościół, zmuszony do zbrojnej konfrontacji z ideami republikańskimi.

Ta ciężka atmosfera nie wpływa na porządek życia na wsi. Dni w Pietrelcinie upływają zgodnie z rytmem prac polowych. Mały Francesco wyprowadza ojcowskie owieczki na leżący opodal płaskowyż: Piana Romana. Tam oddaje się kontemplacji widoków natury i rozkoszuje się godzinami samotności, którą kocha nade wszystko. Pomaga ojcu w pracach polowych, w uprawie pszenicy i kukurydzy. Znajduje przyjemność w opiece nad domowym inwentarzem: chętnie karmi kury, kaczki, owce i króliki. Żyjąc na tej ziemi o odległym horyzoncie, wspinając się po stromych ścieżkach, przemierzając dzikie obszary, doświadcza Francesco stanu harmonii i pogody.

Jednak mimo życia na świeżym powietrzu nie jest okazem zdrowia. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo chorowity: cierpi na zaburzenia snu, na niewyjaśnione napady gorączki. Od urodzenia pozostaje delikatny, wątły, słabowity, niejako niezdolny do życia na wsi: do tego stopnia, że jego ojciec zastanawia się, czy syn zdoła przejąć po nim schedę? Czy fizycznie będzie do tego zdolny? W wyniku niedyspozycji i słabości chłopiec znajduje się w centrum zainteresowania, bez którego z całą pewnością mógłby się obejść. Na przykład Grazio bardzo wcześnie musi się zmierzyć z problemem bezsennych nocy, ponieważ nocami Francesca gnębią koszmary, które wyraża poprzez krzyki i płacz:

„Jak tylko moja matka gasiła światło, nawiedzały mnie potwory, a ja płakałem. Gdy zapalała światło, uspokajałem się, bo one znikały”[6].

Wyrywanemu ze snu ojcu czasami puszczają nerwy: do tego stopnia, że brutalnie szarpie zakłócającym spokój chłopcem i chce go wyrzucić z domu.

Usposobienie młodego Francesca pozostaje dla środowiska, w którym dorasta, niezbadaną tajemnicą. [Francesco] preferuje samotność i spokój. Owszem, lubi towarzystwo rówieśników, ale tylko do pewnego stopnia. Największym wstrętem napawają go wulgaryzmy i ordynarne zachowanie. Zdarza mu się upomnieć kolegę, który – jego zdaniem – zachowuje się niestosownie lub używa brzydkich wyrazów. Jednak Francesco nie jest przedwcześnie rozwiniętym „mnichem kontemplującym”, lecz po prostu nieśmiałym i wrażliwym dzieckiem, które ma udział w intensywnym życiu wewnętrznym. W przyszłości świadom faktu, iż stronił od dziecięcych zabaw, sam o sobie powie: maccherone senza sale („nieosolony makaron”[7]). Z racji swej powściągliwości i skupienia był brany za osobę zamkniętą w sobie, żyjącą w oderwaniu od świata. Jednak rzeczywistość była zupełnie inna. Modlitwa i kontemplacja były dla Ojca Pio źródłem, z którego czerpał siłę, by prowadzić wyjątkowo aktywne życie społeczne, by być blisko mężczyzn i kobiet przybywających do niego z całego świata; by być wśród ludzi, którym poświęcił się całkowicie. Francesco nie był introwertykiem. Przeciwnie, stał się „świętym ludu”, „pokornym zakonnikiem ze zgromadzenia kapucynów, [który] zadziwił świat swoim życiem oddanym bez reszty modlitwie i słuchaniu braci”[8].

Pragnienie samotności potęguje we Francescu jego głębokie upodobanie do lektury. W jego najbliższym otoczeniu nie czyta się wcale, lub niewiele. I to, że matka regularnie opowiada synowi sceny z życia świętego Franciszka z Asyżu, nie zmienia faktu, że rodzina Francesca pozostaje niepiśmienna. Natomiast dla Francesca słowo pisane jest manną, w której wrażliwy chłopiec odnajduje stały pokarm. Regularnie odwiedza kościół parafialny, w którym – dzięki przychylności zakrystiana – pozostaje zamknięty przez długie godziny.

Lubi także słuchać swej matki, gdy ta w nieskończoność opowiada mu historie zaczerpnięte z Kwiatków świętego Franciszka, odnajdując w tych opowieściach franciszkańskie upodobanie do samotności i natury, które jest także i jego udziałem. To właśnie te opowieści staną się źródłem franciszkańskiego powołania chłopca, opoką, na której zacznie budować swoje życie wewnętrzne.

Nieco skonsternowani rodzice zastanawiają się, czy Francesco powinien się uczyć? Odpowiedź będzie brzemienna w skutkach, bowiem w Pietrelcinie nie ma bezpłatnej szkoły. A zatem konieczne będzie poświęcenie. Tylko czy warto? Czy dziecko rzeczywiście ma talent do nauki?

Na dobry początek edukacją Francesca ma się zająć Cosimo Scocca, rolnik i nauczyciel w jednej osobie, który wieczorami, po zakończeniu codziennych prac, udziela nauk dzieciom z Pietrelciny i okolic. Następnie, pod koniec 1898 roku, Francesco zostaje skierowany do Domenica Tizzaniego, kapłana, który zrzucił sutannę i został nauczycielem. Otóż według jednych były kapłan „pachnie siarką”, według innych – wykazuje wybitne zdolności pedagogiczne. Tak czy inaczej, młody uczeń wielce sobie ceni lekcje, jakich udziela mu don Tizzani. Będzie w nich uczestniczył przez niemal trzy lata i nawiąże trwałą przyjaźń ze swym nauczycielem, który tuż przed śmiercią zdąży jeszcze u młodziutkiego Ojca Pio przystąpić do sakramentu spowiedzi.

Czy Francesco był dobrym uczniem? Po pierwsze, mógł uczestniczyć w zajęciach jedynie wieczorem, po zakończeniu prac polowych. Te wieczorowe lekcje kosztowały jego rodziców pięć lirów dziennie. Ojciec przysyłał pieniądze bezpośrednio ze Stanów Zjednoczonych. Nauczanie miało zdecydowanie pobieżny charakter: wykładane przedmioty to włoski, podstawy łaciny i wprowadzenie do rachunków. Francesco uczy się dobrze, a jego zamiłowanie do lektury rośnie z dnia na dzień. Jednak łatwo się zniechęca wobec subtelności języka Cycerona!

W dalszej kolejności zaszczyt nauczania przyszłego świętego stanie się udziałem trzech innych wykładowców. Będą to: wikariusz Nicolas Caruso, Mennato Saginario i wreszcie Angelo Caccavo, nauczyciel w szkole podstawowej w Pietrelcinie, cieszący się opinią republikanina i antyklerykała! Mimo to pomiędzy uczniem i nauczycielem nawiąże się nić przyjaźni. U schyłku swego życia Angelo wielokrotnie będzie składać wizytę swemu młodemu podopiecznemu: kapucynowi z San Giovanni Rotondo.

Powołanie zakonne Francesca Forgione objawia się na początku 1902 roku. Entuzjazm chłopca wynika z nieustającej fascynacji osobą świętego Franciszka. Oczywiście, najbliżsi od dawna znali skłonność Francesca do samotności, upodobanie do lektury i do liturgii. Czyż dwa razy dziennie nie udawał się do miejscowego kościółka? Jednakże teraz plany życiowe Francesca ostatecznie się krystalizują: zostanie on synem Biedaczyny z Asyżu. Tego samego, który zerwał z rodziną i światem, by oddać się służbie Bogu, i z którym już dzieli imię! W tym momencie [młody Francesco] nie wie jeszcze, że upodobni się do świętego Franciszka także w swym ciele.

Wuj Franciszka[9], który od czasu wyjazdu Grazia do Ameryki pomaga wychowywać chłopca, powierza go opiece don Panulla, proboszcza Pietrelciny. Uczeń i nauczyciel znają się i darzą wzajemnym szacunkiem. W 1902 roku kapłan występuje z prośbą o przyjęcie Franciszka do zakonu kapucynów. 6 stycznia 1903 roku młodzieniec opuszcza swoją rodzinę. Na zawsze zachowa w pamięci niezwykle wzruszające wspomnienie tamtych chwil: obraz płaczącej matki i pamięć rozdzierającego rozstania. Jednak decyzja już zapadła.

22 stycznia 1903 roku Franciszek przywdziewa habit nowicjusza zakonu kapucynów w Morcone. Wraz z początkiem nowego wieku rozpoczyna się nowy rozdział w jego życiu – podobnie zresztą jak w życiu Kościoła katolickiego. Kiedy 4 sierpnia 1903 roku Pius X wstępuje na Stolicę Piotrową, Francesco od sześciu miesięcy jest Bratem Pio z Pietrelciny.


Rozkwit powołania:

początki życia zakonnego

(1904-1914)

Ojciec Pio, wyposażony w świadectwo chrztu, bierzmowania i zaświadczenie o dobrym sprawowaniu, odbył podróż do Morcone w towarzystwie dwóch młodych przyjaciół, jak on pragnących wstąpić do stanu duchownego: Antonia Bonavity i Vincenza Masone. Wszystkim trzem dane będzie wspólnie zaznać surowości życia kapucyńskiego. Do leżącego poza miastem klasztoru w Morcone prowadzi kamienista droga. Zabudowania są mało gościnne.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.