Ofiara - Pierre Lemaitre - ebook
Wydawca: MUZA SA Kategoria: Kryminał Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 361 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 10 godz. 28 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ofiara - Pierre Lemaitre

NOWA KSIĄŻKA FRANCUSKIEGO MISTRZA KRYMINAŁU, autora, który nie lubi happy endów i pisze tylko takie książki, które chciałby sfilmować Alfred Hitchcock.

 

Mierzący zaledwie 145 cm wzrostu paryski komisarz Camille Verhoeven jest diabelnie inteligentny, odważny i bezkompromisowy. Znają go już polscy czytelnicy z poprzedniej powieści Alex. Teraz, dzięki ekranizacji książki, poznają go także miliony widzów. Reżyserem i producentem jest James B. Harris (Czarna Dalia, Lolita, Ścieżki chwały). Zdjęcia mają zakończyć się jeszcze w 2014 roku.

 

Cztery lata po tragicznej śmierci żony w życiu komisarza Verhoevena niespodziewanie pojawia się nowa kobieta i nowa miłość. Niestety, wkrótce zostaje brutalnie pobita, gdy przypadkowo staje się świadkiem napadu rabunkowego. By móc samodzielnie prowadzić śledztwo, Verhoeven używa podstępu, łamiąc przy tym wszelkie zasady, za co grozi mu komisja dyscyplinarna i usunięcie z policji.

 

Choć Ofiara rozpoznaje sprawców, ich ujęcie wcale nie jest proste. Komisarz ze zdziwieniem odkrywa, że wskazani przestępcy nie są faktycznymi sprawcami, a sama Ofiara nie jest osobą, za którą się podaje. Dlaczego kobieta pojawiła się w życiu komisarza? Jaką rolę odegrała w całej sprawie? 

 

Pierre Lemaitre - francuski pisarz i scenarzysta, mistrz francuskiego kryminału. Jego trzy książki, które ukazały się w Muzie, zdobyły wiele nagród:

"Ślubna suknia" - główna nagroda czytelników Goutte de Sang d'encre, Wiedeń 2009;

"Zakładnik" - nagroda za europejski kryminał roku 2010 -Prix du polar européen 2010;

"Alex" - nagroda CWA International Dagger 2013.

Pierre Lemaitre został także w 2013 laureatem Nagrody Goncourtów.

 

Opinie o ebooku Ofiara - Pierre Lemaitre

Cytaty z ebooka Ofiara - Pierre Lemaitre

Natomiast nasi napastnicy są zdecydowani, świetnie zorganizowani i nie wykonują żadnych niepotrzebnych ruchów. Gdyby nie trafił im się kandydat na bohatera, odjechaliby, zostawiając za sobą tylko jakieś uboczne zniszczenia, nic więcej.
Ma umalowane na krwistą czerwień paznokcie, nosi obcisłą bluzkę z odpiętymi dwoma górnymi guzikami, wygląda to, jakby odpadły, ukazując zawrotnie głęboki rowek między piersiami, człowiek nerwowo czeka, kiedy puści następny, ten, który jeszcze się trzyma i wokół którego materiał rozciąga się złowieszczo niczym krwiożerczy uśmiech.
Dyżurny lekarz dziwnie mu się przygląda, ma bardzo przenikliwe spojrzenie. Jakby mówił sobie: ależ ten człowiek przejęty… Jakby uważał zachowanie Camille’a za niezbyt profesjonalne, jakby miał ochotę poprosić go o ponowne pokazanie legitymacji. Decyduje się jednak sięgnąć do swoich zasobów współczucia, gdyż dodaje:
Ale mimo miotających nim bardzo osobistych wzruszeń górę biorą odruchy zawodowca. A zwłaszcza nie daje mu spokoju jedno pytanie. Dlaczego zabójca z pasażu Moniera z takim uporem próbował ją uśmiercić. Że aż czterokrotnie próbował. Napięcie w czasie napadu, zgoda, spirala zdarzeń, tak, ale mimo wszystko…
Zimna krew, oto klucz do sukcesu. Czy robisz napad, czy składasz przyjacielską wizytę pacjentce na ostrym dyżurze – zimna krew jest zawsze najważniejsza. W pamięci odtwarzam dokładny plan ewakuacyjny. Trzeba dotrzeć do schodów, wejść piętro wyżej i zaraz potem na lewo.
Wielką sztuką jest wyjść tak, jak się weszło. Wyjść jest trudniej, wymaga to odporności, koncentracji, czujności, trzeźwego myślenia – dużo jak na jednego człowieka. Podobnie jest z napadem; pod koniec zawsze rośnie ryzyko spartaczenia roboty, człowiek zaczyna z pokojowymi zamiarami, potem napotyka opór i jeśli straci głowę, kończy, strzelając do tłumu, zostawiając za sobą jatkę będącą zwyczajnie skutkiem braku zimnej krwi.
Kiedy pomyśli o tym łańcuchu zdarzeń, o tej katastrofalnej serii idiotycznych, niegodnych nawet jego decyzji, jest załamany. Czuje się więźniem samego siebie. Niewolnikiem własnej zapalczywości. Jest totalnym idiotą, gdyż postępuje tak, jakby nikomu nie ufał; on, który najmniej zaufania ma do siebie. W gruncie rzeczy niezdolny wyjść poza własne ograniczenia, skazany jest na robienie tylko tego, w czym jest dobry. Intuicja, stanowiąca często o jego wyjątkowości, tym razem krąży wokół tematu impulsywności, braku miary, zaślepienia.
Dla niego jedno kłamstwo więcej to drobiazg, w końcu jest generalnym inspektorem, ale gdy sprawa trafi dalej, nie da się już nic zrobić. Jeśli Camille wszystko mu wyjaśni, Le Guen szepnie słówko komisarz Michard, a ona będzie zachwycona, mogąc w ten sposób zdobyć u swojego przełożonego punkty, które wcześniej czy później będą jej potrzebne, potraktuje to jako inwestycję na przyszłość. Trzeba z tym skończyć, zanim sędzia Pereira nabierze podejrzeń.
Nigdy nie myślał o ponownym ułożeniu sobie życia, ale oto jego życie samo się układa, niejako niezależnie od niego. A mimo to najbardziej trwałe, być może ostateczne, pozostają obrazy Irène. Przejmujące. Odporne na wszystko, na upływ czasu, na nowe spotkania. A raczej… spotkanie, bo innych nie było.
Od śmierci Irène upłynęły cztery lata, dwa, od kiedy wyszedł z depresji; nie tryskał energią, ale żył. Wiódł wolny od ryzyka i tęsknot żywot mężczyzny, któremu pisana jest samotność. Poza tym mężczyźnie jego wzrostu nie tak łatwo znaleźć kobietę, zresztą nieważne, już za tym nie tęsknił.
Co do reszty, cóż mogą sobie powiedzieć czterdziestoletnia kobieta i pięćdziesięcioletni mężczyzna, kiedy się spotkają? Starają się pomniejszać własne porażki, choć całkiem ich nie przemilczają, wspominają o swoich ranach, choć się z nimi nie obnoszą, starają się jak najmniej o tym mówić… Temat swojej matki Maud Camille zamknął w paru słowach.
Czuje się odpowiedzialny. Nie za to, co ją spotkało, bo na to nic nie poradzi, ale za wyjaśnienie tej sprawy, które zależy od niego, od jego woli, jego determinacji, jego kompetencji. Przytłaczająca świadomość.
Nie odciął się od swojej przeszłości; to raczej przeszłość stała się… (szuka odpowiedniego słowa) bardziej stonowana? Wyciszona? Dyskretniejsza? Podobnie jak cała reszta rachunku, którego i tak nie zapłacił. Anne nie ma nic wspólnego z Irène, to dwie odrębne galaktyki odległe od siebie o tysiące lat świetlnych,
Czy to ten sam mężczyzna, który był w szpitalu, czy jest ich kilku i dzielą się zadaniami? Zasięg, jaki przyjmuje to polowanie, ma w sobie coś absurdalnego. Zawziętość ich pościgu za Anne wydaje się nieproporcjonalna do okoliczności. Coś nam tu umyka, powtarza sobie Camille, coś, czego nie dostrzegliśmy, nie zrozumieliśmy.
Wyjątkowo wredna odpowiedź. W razie gdyby doszło do jakiegoś incydentu, niedanie nikogo byłoby błędem z jej strony. A danie jednego celem powstrzymania uzbrojonego mordercy to jak zaproponowanie parawanu dla ochrony przed tsunami. Tyle że ze swojego punktu widzenia komisarz Michard ma cholerną rację.
Odwieczna tajemnica: w jaki sposób podejmujemy decyzje? Od jakiego momentu uświadamiamy sobie wagę naszej decyzji? Trudno powiedzieć, ile było w tym udziału podświadomości, ale odpowiedź Camille’a pada natychmiast.
Powiedziałem, że ja też nie mam czasu do stracenia – ciągnie Camille. – Widzę, że jest pan bardzo zajęty, a tak się składa, że ja też mam sporo roboty. Na panu ciąży odpowiedzialność, na mnie również.
Agresywny, niemal wojowniczy, ale w gruncie rzeczy lubi zostać pokonany. Takich jak on Camille spotkał mnóstwo. Najpierw dają człowiekowi ciężki wycisk, a potem, kiedy już leży rozłożony na łopatki, są jak do rany przyłóż.
Po spotkaniu z Hafnerem całe to towarzystwo kuleje, utyka, chodzi o kulach, nie sposób zliczyć zmasakrowanych twarzy i lat spędzonych na rehabilitacji. Technika jest prosta: dając wycisk pierwszej z brzegu osobie, chce wymusić respekt, reszta od razu zrozumie, a potem wszystko już pójdzie o wiele lepiej.
Nie powinna była ustąpić tej drugiej, młodszej. Powinna była wyjść, czuje, że tutaj grozi jej niebezpieczeństwo. A zarazem nie może się zdecydować, tyle samo powodów przemawia za wyjściem, ile za zostaniem.