Od tragedii do farsy, czyli jak historia się powtarza - Slavoj Zizek - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Krytyki Politycznej Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2011

Od tragedii do farsy, czyli jak historia się powtarza ebook

Slavoj Zizek

3 (3)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 221

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 7 godz. 20 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Od tragedii do farsy, czyli jak historia się powtarza - Slavoj Zizek

Dwa wydarzenia wyznaczają początek i koniec pierwszej dekady XXI wieku – atak z 11 września 2001 i kryzys finansowy z 2008 roku. Co przyniosło nam to niepełne dziesięciolecie? Przede wszystkim ujawniło słabość wmawianych nam ideologicznych przesądów.

 

Stare powiedzenie: „Przestań gadać, zrób coś!” to jedna z najgłupszych rzeczy, jakie można powiedzieć, nawet według niskich standardów zdrowego rozsądku. Problem polega raczej na tym, że ostatnio zbyt dużo robiliśmy, na przykład ingerowaliśmy w naturę, niszczyliśmy środowisko i tak dalej… Być może nadszedł czas, by zatrzymać się, pomyśleć i powiedzieć to, co należy. To prawda, że często mówimy o czymś, zamiast robić, jednak czasami robimy rozmaite rzeczy, by uniknąć myślenia i rozmawiania o nich. Na przykład wywalamy 700 miliardów dolarów na rozwiązanie problemu, zamiast zastanowić się, skąd w ogóle ten problem się wziął.
fragment książki

 

Slavoj Žižek (1949) – słoweński socjolog, filozof, marksista, psychoanalityk i krytyk kultury. Jest profesorem Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Lublanie, wykłada także w European Graduate School i na uniwersytetach amerykańskich. Jego Rewolucja u bram(wyd. polskie 2006, Wydawnictwo Krytyki Politycznej) wywołała najgłośniejszą w ostatnich latach debatę publiczną na temat zagranicznej książki wydanej w Polsce. Nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazały się również Lacan. Przewodnik Krytyki Politycznej (Warszawa 2007), Lacrimae rerum Kieślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lynch (2007, 2011), W obronie przegranych spraw(2008), Kruchy absolut (2009) oraz wybór tekstów opublikowany w książce Žižek. Przewodnik Krytyki Politycznej (2009).

Opinie o ebooku Od tragedii do farsy, czyli jak historia się powtarza - Slavoj Zizek

Cytaty z ebooka Od tragedii do farsy, czyli jak historia się powtarza - Slavoj Zizek

Marks zaczyna swój Osiemnasty brumaire’a… od korekty Heglowskiej myśli, że historia z konieczności się powtarza: „Hegel powiada gdzieś, że wszystkie wielkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa” [ 1 ] . To uzupełnienie Heglowskiego pojęcia powtórzenia w historii było figurą retoryczną nawiedzającą Marksa już wcześniej – odnajdujemy ją w Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa , gdzie diagnozuje schyłek niemieckiego ancien régime’u w latach 30. i 40. XIX wieku jako groteskowe powtórzenie tragicznego upadku francuskiego starego porządku:
Nasza wersja 11. tezy Marksa z Tez o Feuerbachu powinna zatem brzmieć: w naszych społeczeństwach krytycznym lewicowcom dotąd udawało się tylko trochę pobrudzić jaja tych u władzy, podczas gdy naprawdę chodzi o to, by ich wykastrować… Jak to jednak zrobić? Powinniśmy wyciągnąć tutaj lekcję
A morał z tej historii jest taki: czas liberalno-demokratycznego moralistycznego szantażu minął. Nasza strona nie musi już więcej przepraszać. Ale ta druga niech lepiej szybko zacznie.
Stare powiedzenie: „Przestań gadać, zrób coś!” to jedna z najgłupszych rzeczy, jakie można powiedzieć, nawet według niskich standardów zdrowego rozsądku. Problem polega raczej na tym, że ostatnio zbyt dużo robiliśmy, na przykład ingerowaliśmy w naturę, niszczyliśmy środowisko i tak dalej… Być może nadszedł czas, by zatrzymać się, pomyśleć i powiedzieć to, co należy. To prawda, że często mówimy o czymś, zamiast robić, jednak czasami robimy rozmaite rzeczy, by uniknąć myślenia i rozmawiania o nich. Na przykład wywalamy 700 miliardów dolarów na rozwiązanie problemu, zamiast zastanowić się, skąd w ogóle ten problem się wziął.
nie istnieje coś takiego jak neutralny rynek: w każdej konkretnej sytuacji kształt rynku zawsze regulowany jest przez decyzje polityczne. Prawdziwy dylemat nie zawiera się zatem w pytaniu: „Czy państwo powinno interweniować?”, ale: „Jaki rodzaj interwencji państwa jest konieczny?”. I tym właśnie powinna zająć się prawdziwa polityka – walką o zdefiniowanie podstawowych „apolitycznych” współrzędnych naszego życia. Wszystkie kwestie polityczne są w pewnym sensie ponadpartyjne, dotyczą pytania o to, czym jest nasze państwo.
Potrzeba takiej terapii szokowej wynika z (często lekceważonego) utopijnego rdzenia ekonomii neoliberalnej. Sposób, w jaki rynkowi fundamentaliści reagują na destrukcyjne skutki stosowania ich recept, jest typowy dla utopijnych „totalitarystów”: za wszystko winią kompromisy zawierane przez tych, którzy wcielali w życie liberalne wzory (wciąż za dużo było interwencji państwa i tak dalej) i domagają się jeszcze bardziej radykalnego wprowadzenia w życie swoich doktryn. Podobnie, by użyć staroświeckich marksistowskich pojęć, głównym zadaniem panującej ideologii w czasie obecnego kryzysu jest narzucenie narracji, która winą za kryzys obarczy nie globalny system kapitalistyczny jako taki, ale wtórne i przygodne odchylenia od działania tego systemu (zbyt luźne regulacje prawne, zepsucie wielkich instytucji finansowych i tak dalej). Podobnie w czasach realnego socjalizmu ideologowie usiłowali uratować wartość idei socjalistycznej, twierdząc, że porażka „demokracji ludowych” była porażką nieprawdziwej wersji socjalizmu, a nie samej idei, zatem istniejące reżimy wymagały reformy, a nie obalenia. Z dozą ironii można zauważyć, że ideologowie, którzy wykpiwali tę desperacką obronę socjalizmu jako iluzoryczną i utrzymywali, że winę ponosi sama idea jako taka, teraz bardzo często uciekają się do tego samego rodzaju argumentu: że to nie kapitalizm jest bankrutem, ale jego niedoskonała realizacja…
Kapitalizm jest wyjątkowy dlatego, że stanowi jedyne w swoim rodzaju połączenie wolności i równości z wyzyskiem i dominacją. A sedno Marksowskiej analizy tkwi w tym, że prawno-ideologiczna matryca wolności-równości nie jest jedynie „maską” skrywającą wyzysk-dominację, lecz samą formą , w której dokonuje się wyzysk-dominacja.
W Nędzy filozofii Marks napisał, że ideologia burżuazyjna uwielbia uhistoryczniać – każda forma społeczna, religijna i kulturowa jest historyczna, przygodna, względna – każda forma oprócz samej ideologii burżuazyjnej. Kiedyś , owszem, była historia, ale teraz już żadnej historii nie ma: Ekonomiści mają szczególny sposób postępowania. Istnieją dla nich tylko dwa rodzaje instytucji: jedne sztuczne, drugie naturalne. Instytucje feudalne są sztuczne, a burżuazyjne – naturalne. Są oni w tym podobni do teologów, którzy również ustanawiają dwa rodzaje religii. Wszystkie religie z wyjątkiem tej jednej, której oni są wyznawcami, wymyślili ludzie, gdy tymczasem ich własną religię Bóg objawił. (Twierdząc, że panujące obecnie stosunki – stosunki produkcji burżuazyjnej – są naturalne, ekonomiści chcą przez to powiedzieć, że w tych właśnie stosunkach tworzy się bogactwa i rozwijają się siły wytwórcze zgodnie z prawami natury. A więc i same te stosunki są prawami naturalnymi i nie podlegają wpływowi czasu. Są to prawa wieczne, które powinny zawsze rządzić społeczeństwem. Historia tedy ongi istniała, ale dzisiaj historii już nie ma. Istniała ona, ponieważ istniały instytucje feudalne, a w tych feudalnych instytucjach znajdujemy stosunki produkcji zupełnie odmienne od stosunków w społeczeństwie burżuazyjnym, które to stosunki z woli ekonomistów mają uchodzić za naturalne, a więc wieczne). [ 13 ] Podstawmy tutaj „socjalizm” za „feudalizm” i dokładnie to samo będzie się odnosić do dzisiejszych apologetów liberalno-demokratycznego kapitalizmu.
jeśli kiedykolwiek istniał system, który czarował marzeniami (o wolności, o tym, jak twój sukces zależy tylko od ciebie, o szczęściu, które czeka za rogiem, o niepohamowanej przyjemności…), to był nim właśnie kapitalizm. Prawdziwy problem leży gdzie indziej, w tym mianowicie, jak podtrzymywać ludzką wiarę w kapitalizm, skoro nieubłagana rzeczywistość kryzysu brutalnie zniszczyła takie marzenia? Tu pojawia się potrzeba „dojrzałego“, realistycznego pragmatyzmu: powinniśmy heroicznie powstrzymać się od marzenia o doskonałości i szczęściu, a przyjąć gorzką kapitalistyczną rzeczywistość jako najlepszy (lub najmniej zły) z możliwych światów. Potrzeba tutaj kompromisu, połączenia walki z iluzorycznymi, utopijnymi oczekiwaniami, z zapewnieniem ludziom wystarczającego poczucia bezpieczeństwa, by mogli zaakceptować system.
Thomas Frank trafnie opisał ten paradoks współczesnego populistycznego konserwatyzmu w USA [ 25 ] . Konflikt klas ekonomicznych (biedni rolnicy i niewykwalifikowani robotnicy versus prawnicy, bankierzy i wielkie firmy) zostaje przełożony lub przekodowany na opozycję między szczerymi, ciężko pracującymi chrześcijańskimi Amerykanami i dekadenckimi liberałami, którzy piją latte i jeżdżą zagranicznymi samochodami, popierają aborcję i homoseksualizm, kpią z patriotycznego poświęcenia i prostego „prowincjonalnego” stylu życia itd. Wrogiem jest zatem „liberalna” elita, która za pomocą interwencji państwa na poziomie federalnym (od szkolnych autobusów po usankcjonowanie w szkołach nauki o teorii darwinowskiej i perwersyjnych praktykach seksualnych) chce zmienić prawdziwy amerykański styl życia. Głównym więc ekonomicznym żądaniem konserwatystów jest zlikwidowanie silnego państwa, które opodatkowuje ludność, by finansować swoją politykę regulacji. Programem minimum w tym względzie jest dla konserwatystów hasło: „Mniej podatków, mniej regulacji”. Z punktu widzenia klasycznego i oświeconego dążenia do realizowania swojego interesu niespójność tego stanowiska ideologicznego jest oczywista – populistyczni konserwatyści dosłownie głosują za tym , by popaść w gospodarczą ruinę . Mniej podatków i deregulacja oznaczają bowiem więcej wolności dla wielkich korporacji, które wypychają biednych farmerów z interesu, mniej interwencji państwa oznacza mniejszą federalną pomoc dla małego biznesu i przedsiębiorców.
by przyznać, że kolonizacja miała jakieś pozytywne skutki, trzeba być naprawdę wolnym i mieć na tyle dużo siły, by zostawić za sobą własne piętno. (I, na odwrót, odrzucenie samopotępienia przy jednoczesnym pełnym i – dlaczego nie? – dumnym potwierdzeniu własnego emancypacyjnego dziedzictwa to warunek sine qua non odnowienia lewicy).
Nieskrępowana cyrkulacja pracy jest, przeciwnie, w interesie wielkiego kapitału, bo tańsza praca najemna imigrantów jest czynnikiem nacisku na „naszych własnych” pracowników, skłaniającym ich do akceptacji niższych płac. I czy outsourcing nie jest odwróconą formą zatrudniania imigrantów? Opór wobec imigracji zarobkowej jest przede wszystkim spontaniczno-defensywną reakcją lokalnych klas robotniczych, które (nie całkiem bez powodu) postrzegają imigrantów jako nowego rodzaju łamistrajków a tym samym jako sprzymierzeńców kapitału. Krótko mówiąc, wychodzi na to, że to globalny kapitał jest z zasady multikulturalistyczny i tolerancyjny.
los rewolucji haitańskiej, fakt, że cofnęła się ona w nową formę hierarchicznej władzy (po śmierci Dessalinesa), to jeden z całej serii odwrotów charakteryzujących nowożytne rewolucje – przejście od jakobinów do Napoleona, od rewolucji październikowej do Stalina, od rewolucji kulturalnej Mao do kapitalizmu Deng Xiaopinga. Jak należy rozumieć to przejście? Czy druga faza (termidor) jest „prawdą” pierwszej rewolucyjnej fazy (jak niekiedy wydaje się sądzić Marks), czy też jest tak, że w każdym przypadku seria rewolucyjnych wydarzeń po prostu sama się wyczerpuje?
słowa z Beckettowskiego Worstward Ho : „Spróbuj raz jeszcze. Przegraj raz jeszcze. Przegraj lepiej”. Dochodzimy tutaj do sedna sprawy. Jedną z mantr postmodernistycznej lewicy była gadanina o tym, że powinniśmy w końcu porzucić „jakobińsko-leninowski” paradygmat scentralizowanej dyktatorskiej władzy. Ale być może przyszedł czas, by mantrę tę odwrócić i przyznać, że właściwa dawka tego „jakobińsko-leninowskiego” paradygmatu to właśnie to, co jest dzisiaj potrzebne lewicy. Dziś powinniśmy obstawać przy tym, co Badiou nazywa „wieczną” Ideą Komunizmu lub „inwariantami” komunistycznymi, „czterema podstawowymi pojęciami” będącymi w użyciu od Platona począwszy,
Jedyny właściwy wniosek, jaki można z tego wyciągnąć, to stwierdzenie, że „dyktatura proletariatu” to rodzaj (koniecznego) oksymoronu, nie zaś forma państwowa, w której proletariat jest teraz klasą panującą. Mamy do czynienia z „dyktaturą proletariatu” tylko wtedy, gdy państwo zostaje radykalnie przekształcone, opiera się na nowej formie powszechnej partycypacji. To dlatego właśnie czymś więcej niż tylko hipokryzją był fakt, że w kulminacyjnym momencie stalinizmu, gdy cały gmach społeczny został roztrzaskany przez czystki, nowa konstytucja ogłosiła koniec „klasowego” charakteru władzy radzieckiej (prawa wyborcze zostały przywrócone członkom wcześniej wykluczonych klas), a reżimy socjalistyczne zostały nazwane „demokracjami ludowymi” – to oczywista wskazówka, że nie były „dyktaturami proletariatu”.
Co jeśli „fałszywe połączenie azjatyckiego bata z europejską giełdą” (tak Trocki określał carską Rosję) okazuje się ekonomicznie bardziej efektywne niż liberalny kapitalizm? Co jeśli sytuacja ta sygnalizuje, że demokracja, tak jak ją rozumiemy, nie jest już warunkiem i siłą napędową rozwoju ekonomicznego, lecz raczej przeszkodą?
Odpowiedź przynosi stare powiedzenie Herberta Marcusego, że „wolność to warunek wyzwolenia”: aby domagać się „rzeczywistej wolności”, muszę już czuć się elementarnie i co do zasady wolny – tylko w ten sposób mogę doświadczać mojego faktycznego poddaństwa jako zniekształcenia mojej ludzkiej kondycji. Aby doświadczyć tego antagonizmu między moją wolnością i rzeczywistością mojego poddaństwa, muszę jednak zostać uznany za formalnie wolnego: żądanie mojej rzeczywistej wolności może narodzić się tylko na bazie mojej „formalnej” wolności. Innymi słowy, tak samo jak w rozwoju kapitalizmu formalne podporządkowanie procesu produkcji Kapitałowi poprzedza jego materialne podporządkowanie, tak formalna wolność poprzedza wolność rzeczywistą, stwarzając warunki dla jej zaistnienia.
Lewica przegrała w momencie swojego zwycięstwa: pokonany został bezpośredni wróg, ale zastąpiony jest teraz nową formą nawet jeszcze bardziej bezpośredniej kapitalistycznej dominacji. W „ponowoczesnym” kapitalizmie rynek wkradł się do sfer, które do tej pory uważane były za uprzywilejowane sfery państwa, od edukacji po więzienia oraz „prawo i porządek”. Gdy „pracę niematerialną” (edukacja, terapia itp.) chwali się jako ten rodzaj pracy, który bezpośrednio wytwarza stosunki społeczne, nie wolno zapominać, co to oznacza w obrębie ekonomii towarowej: nowe dziedziny, do tej pory wykluczone z rynku, teraz zostają utowarowione. Gdy mamy kłopoty, nie rozmawiamy już z przyjacielem, lecz płacimy psychiatrze lub doradcy, który zajmie się naszym problemem; dzieci w coraz większym stopniu wychowywane są nie przez rodziców, lecz opłacane niańki lub opiekunki do dziecka itd. Jesteśmy zatem w samym sercu nowego procesu prywatyzacji sfery społecznej, nowego zawłaszczenia.
aspekcie społecznym ta separacja przejawia się w postaci „trzech głównych klas” istniejących w dzisiejszych rozwiniętych społeczeństwach, które właśnie nie są klasami, lecz trzema frakcjami klasy pracującej: to pracownicy umysłowi, stara klasa robotnicza pracowników fizycznych i grupa wyrzutków (bezrobotni, ludzie żyjący w slumsach i innych szczelinach przestrzeni publicznej). Klasa pracująca podzieliła się zatem na trzy frakcje, z których każda ma swój własny „styl życia” i swoją ideologię: oświecony hedonizm i liberalny multikulturalizm klasy umysłowej; populistyczny fundamentalizm starej klasy pracującej; skrajne i osobliwe formy ideologii w przypadku części wyrzutków. Mówiąc po heglowsku, triada ta układa się w triadę złożoną z tego, co uniwersalne (pracownicy umysłowi), poszczególne (pracownicy manualni) i pojedyncze (wyrzutki). Wynikiem tego procesu jest stopniowy zanik życia społecznego sensu stricte , przestrzeni publicznej, w której wszystkie trzy frakcje mogłyby się spotkać. Czymś, co wypełnia przestrzeń po tej stracie, jest rozwój polityki „tożsamości” w jej wszystkich formach. Przyjmuje ona w ramach każdej frakcji szczególną formę: multikulturowa polityka tożsamości w klasie umysłowej; wsteczny populistyczny fundamentalizm w klasie pracującej; ugrupowania półlegalne (gangi kryminalne, sekty religijne itp.) w przypadku wyrzutków.
Proletariat dzieli się w ten sposób na trzy części, przy czym każda z nich jest w kapitalizmie rozgrywana przeciwko pozostałym: pracownicy umysłowi są pełni kulturowych przesądów wobec robotniczych wsioków z Południa [ rednecks ]; robotnicy populistycznie nienawidzą inteligentów i wyrzutków; wyrzutki odnoszą się wrogo do społeczeństwa jako takiego. Stare hasło: „Proletariusze, łączcie się!”, jest zatem dziś ważniejsze niż kiedykolwiek: w nowych warunkach „postindustrialnego” kapitalizmu jedność trzech frakcji klasy pracującej jest już ich zwycięstwem. Jedność ta nie zostanie zagwarantowana przez żadną postać „wielkiego Innego” wyznaczającego „obiektywną tendencję” procesu historycznego – sytuacja jest całkowicie otwarta, rozpostarta między dwiema wersjami heglizmu.