Nowe opowiadania z lat dawnych - Zuzanna Morawska - ebook
Wydawca: Inpingo Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 84 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Nowe opowiadania z lat dawnych - Zuzanna Morawska

Zuzanna Morawska, autorka poczytnych powieści historycznych dla młodzieży, w niezwykle interesujący sposób opowiada zwyczajne wydarzenia z życia wielkich władców oraz innych bohaterów polskich: Bolesława Chrobrego, św. Kingi, królowej Jadwigi, królowej Zofii, Zygmunta Augusta, Piotra Skargi, Stefana Czarnieckiego, Stanisława Małachowskiego czy księcia Józefa Poniatowskiego. Nieocenionym walorem tych krótkich historii jest ukazanie postaci bohaterów jako ludzi troszczących się o innych, pełnych poświęceń i wyrzeczeń, a przede wszystkim prawdziwych patriotów myślących o dobru państwa. Obecne wydanie zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Nowe opowiadania z lat dawnych - Zuzanna Morawska

Fragment ebooka Nowe opowiadania z lat dawnych - Zuzanna Morawska




Spis treści

  1. LUTAS I MOIMA
  2. WROTEK
  3. FORTEL PANNY STAROŚCIANKI
  4. JENIEC KRZYŻACKI
  5. TRZY CHWILE Z ŻYCIA KRÓLOWEJ ZOFII
  6. PIĘKNY DZIEŃ
  7. PRAWDZIWY ANIOŁ
  8. „TRZEPACZKA”
  9. WYROK JANA III
  10. ZABAWA
  11. IMIENINY
  12. KSIĄŻĘ BOHATER
  13. Przypisy
  14. ?Kolofon

LUTAS I MOIMA

Dawno, bardzo dawno, opodal miasta Gniezna, co jest w Wielkopolsce, zebrało się dużo ludzi. Wszyscy patrzyli na rycerzy, co wbieżali na wielkie pole, umyślnie dla nich przygotowane.

– Co to za rycerze? – spytał Lutas, dwunastoletni chłopiec, starszej swej siostry Moimy, która trzymała go za rękę.

– Nie wiem, ale muszą to być jacyś znakomici rycerze – odrzekła Moima.

– Znać, żeście z daleka, kiedy nie wiecie – ozwał się kmieć stojący obok.

– O, i z bardzo daleka! – odrzekł chłopiec.

– To idźcie stąd – boć to przecie sam król przyjeżdża.

– Król! – zawołała dziewczyna i wyciągnęła w stronę jadących ręce.

– Król! – powtórzył chłopiec, i oczy mu się zaświeciły.

 – Precz stąd, przybłędy! – zawołał ktoś z miejscowych.

I chciał dzieci usunąć. Nie potrzebował jednakże tego czynić, bo Moima pociągnęła brata i westchnąwszy rzekła:

– Pójdź, Lutasie – usuńmy się, niech nas przybłędami nie nazywają...

– A dokąd pójdziemy? – spytał załzawionym głosem chłopiec.

Dziewczyna westchnęła powtórnie.

– Nie mamy chaty – toć musimy stać pod gołym niebem, wraz z innymi królowi się przypatrywać – mówił dalej Lutas.

Usunęli się jednak na stronę, gdzie najmniej było ludzi.

Aż i rycerze zaczęli się zjeżdżać. Konie mieli rosłe, pięknie utrzymane, w bogatych błyszczących zaprzęgach. Każdy też z onych rycerzy miał duży łuk, oszczep, a niektórzy i duże miecze żelazne. Nareszcie wjechał jeden na najpiękniejszym, największym i w najbogatszej uprzęży koniu. A i rycerz był też większego od innych wzrostu. Płaszcz miał czerwony, taki długi, że i jego i konia okrywał. A gdy się płaszcz odwinął, widać było miecz taki szeroki i ciężki, że nie byle trzeba było ręki, żeby ten miecz mogła udźwignąć. A kiedy ów rycerz nadjechał wszyscy krzyknęli:

– Witaj Bolesławie Chrobry, najmiłościwszy nasz królu i panie!

Bolesław uśmiechnął się, skinął nieco głową i pod ogromne drzewo stojące na skraju pola koniem zatoczył.

Zaraz też przybieżeli urzędnicy i słudzy, żeby królowi pomóc zsiąść z konia.

Ale król, chociaż był ogromnego wzrostu i bardzo wszerz rozrosły, sam zsiadł z konia. Jeno dla parady oparł się o ramię najbliżej stojącego. A kiedy stąpnął, to aż ziemia pod nim jęknęła. A koń uszczęśliwiony, że się już pozbył tak wielkiego ciężaru, zarżał radośnie, i parskając, odprowadzony przez stajennego, na bok odszedł. A Bolesław zasiadł na wzniesieniu piękną oponą okrytym i rzekł:

– Woźni niech wywołują tych, co chcą, żebym nad nimi sądy uczynił.

A woźni poczęli zaraz wołać:

– Zerwikaptur!

– Gołomiecz!

– Głownia!

– Budzilas!

A wywoływani szli po kolei.

Więc szli rycerze, urzędnicy, duchowni, mieszkańcy grodów, czyli miast, a szli i kmiecie, co na swojej ziemi siedzieli, a królowi na potrzeby kraju daninę składali.

Król każdego wysłuchał, rozsądził, jak było potrzeba ukarał, nie bacząc, czy to był biedny, czy bogaty.

A Lutas i Moima, stojąc z dala za innymi, pilnie wszystkiego słuchali.

A serce im kołatało, że Moimie aż się katana na piersiach wznosiła, a Lutas nie mógł na jednym miejscu stać spokojnie, tylko ciągle z nogi na nogę przestępował. Aż pociągnął Moimę za rękę i począł się przez tłum przeciskać.

Trudno im było, bo ich puścić nie chciano, ale, że to w obecności króla nie wolno krzyku ani kłótni podnosić, udało im się jakoś aż przed samego monarchę przedostać.

A właśnie Bolesław Chrobry skończył sądy i pot z uznojonego czoła ocierał, gdy Lutas i Moima przed nim stanęli.

– A wy czego? – spytał Bolesław, spoglądając na nich groźnie. Ale Lutas był mężnego serca, więc nie przestraszył się królewskiego głosu ni oblicza, jeno rzekł:

– Najmiłościwszy panie i królu! ja, Lutas i siostra moja, Moima, jesteśmy sieroty po rycerzu Kościu, co na wojnie z Pomorczykami zginął.

– Po Kościu? – przypytaj król, jakby sobie coś przypominając.

– A tak, Kość był naszym ojcem.

– A co wam to? – pytał król jakoś łagodniej.

– Ziemię po ojcu nam zabrali, macierz umarła, a nas precz z dworzyszcza wypędzili.

A Moima dodała:

– Tułamy się, przybłędami nas zowią, bo nie mamy gdzie głowy złożyć.

A nie mogąc z wielkiej żałości mówić, rozpłakała się rzewnymi łzami. Król, chociaż był wielki wojak i głów nieprzyjacielskich niemało naścinał, był jednak bardzo miękkiego serca. Na łzy sierot patrzeć nie mógł. Więc zaraz zapytał:

– Gdzie wasza ojcowizna?

– Będzie stąd o trzy dni drogi – odrzekł Lutas.

– Kto wam tę ojcowiznę zabrał? – pytał król dalej.

– Wyzymir, co podle Świecia siedzi i częste z Pomorczykami ma narady – mówiła ośmielona dobrym spojrzeniem monarchy.

– Wziąć te dzieci pod opiekę! – rozkazał Bolesław. Zaraz też marszałek królewski Lutasa i Moimę oddał w opiekę takim, co w tej chwili nie mieli nic innego do czynienia.

Odtąd chłopcu i dziewczynie nie zbywało na niczym. Dworzanie, widząc, że król patrzy na sieroty łaskawie, starali się im dogodzić. Lutasa wzwyczajano, jak bronią robić, konia dosiadać, a Moimę niewiasty uczyły prząść i wszelkich robót, jakimi się wówczas kobiety zajmowały. Bolesław posłał zaraz do owego Wyzymira, co podle Świecia siedział i z Pomorczykami częste miewał narady.

Za te narady wsadził go do więzienia, żeby nieprzyjaciół na kraj nie sprowadzał, a ziemię ze dworem i całym dobytkiem kazał oddać dzieciom po rycerzu Kościu.

Lutas, gdy doszedł do lat, chodził z królem na wojnę, a potem został wojewodą i dzielnie kraju bronił.

Moima gospodarzyła na ojcowiźnie, dużo biednych sierot koło siebie przygarniała i nieraz króla i rycerzy, idących na wojnę, we dworze swoim, co się zwał Kościeją, gościła.

A to nie jest żadna bajka, jeno szczera prawda, boć przecie wszyscy wiedzą, że Bolesław Chrobry panował w Polsce od 992 do 1025 r.

Wiedzą też i o tym, że granice wielce rozszerzył i sam osobiście sądy sprawował, a sprawiedliwość czynił.