Wydawca: Wojciech Sumliński Reporter Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2015

Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego ebook

Wojciech Sumliński

4.71739130434783 (92)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 356 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego - Wojciech Sumliński

Polityka to nie tylko obecność w mediach, partyjne konwencje i rozdawane na lewo i prawo uśmiechy, lecz również zakulisowe rozgrywki i powiązania nieznane opinii publicznej. Wojciech Sumliński w swojej najnowsze książce odsłania niebezpieczne związki ubiegającego się właśnie o reelekcję prezydenta Bronisława Komorowskiego z tajnymi służbami. Służbami, które wg wielu współtworzyły również zorganizowaną przestępczość w Polsce po 1989 roku. Jaki był charakter owych relacji? Czy mieliśmy do czynienia z konfliktem interesów?

Dziennikarstwo śledcze ma to do siebie, że wiąże się z zadawaniem niewygodnych pytań, często pozostających bez odpowiedzi. Taka rola czwartej władzy, by patrzeć nawet najważniejszym urzędnikom na ręce i konfrontować ich oficjalny wizerunek z rzeczywistością. Czytelnik natomiast ma możliwość wyrobienia własnej opinii. Im więcej materiałów ma do dyspozycji, tym lepiej.

Nie pisałem tej książki na czyjekolwiek zamówienie. Zawarłem w niej tylko te rzeczy, które jestem w stanie udowodnić przed każdym uczciwym sądem. Nie było dotąd książki, która byłaby choćby porównywalna nakładem informacji, materiałów, wiedzy i to wiedzy skrywanej przed opinią publiczną o prezydencie Polski, Bronisławie Komorowskim. - mówi sam autor o książce w jednym z wywiadów.

Ebook Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego dostępny jest tylko w Legimi. W abonamencie do czytania przez tydzień za darmo (na smartfonie, tablecie i komputerze). Posiadacze czytników, w tym Kindle, mogą natomiast zamówić ebooka w promocyjnej cenie 29,90 zł.

 Jeden z wywiadów video z autorem:

Opinie o ebooku Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego - Wojciech Sumliński

Cytaty z ebooka Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego - Wojciech Sumliński

Cała jej zawodowa przeszłość świadczyła o tym, że była bardzo ostrożnym reporterem. Wszystkie dokonane przez nią kontrowersyjne odkrycia były zawsze dokładnie udokumentowane. Tymczasem w tej sytuacji nie miała żadnych kontrargumentów. To było zupełnie do niej niepodobne. Jeśli wierzyć poszlakom, to dziennikarka, nie mając żadnych podstaw, wyssała z palca historię i opublikowała ją, jak jakiś dziennikarski zamachowiec-samobójca. To zdecydowanie nie było w jej stylu, dlatego od początku nie wierzyłem w taką wersję wydarzeń. Jak było naprawdę, mogłem się tylko domyślać. Przypuszczałem, że koleżanka wierzyła w swoją historię, ale po drodze coś się wydarzyło i fakty okazały się fałszywe. A to znaczy, że ufała swojemu informatorowi albo że ktoś świadomie podrzucił jej nieprawdziwe dane. Brałem pod uwagę także i tę możliwość, że groziło jej tak duże niebezpieczeństwo, iż rzuciła ręcznik, że wolała wyjść na niekompetentną idiotkę, niż podjąć walkę. Dopiero później, po rozmowie
roku. W przypadku sprzedaży TP S.A. zagrożenie państwa było ekstremalne, gdyż umowy generalne nie zawierały zapisów zabezpieczających przed odsprzedażą spółki innemu operatorowi. Innymi słowy zagranicznej firmie, a de facto innemu państwu, oddano kontrolę nad jedyną istniejącą i funkcjonującą w Polsce siecią obiektów nadawczych, wykorzystywanych w celach emisyjnych w radiodyfuzji naziemnej przez publicznych nadawców radiowych i telewizyjnych, co w efekcie pozbawiło państwo kontroli nad tą siecią. W trakcie
W przypadku sprzedaży TP S.A. zagrożenie państwa było ekstremalne, gdyż umowy generalne nie zawierały zapisów zabezpieczających przed odsprzedażą spółki innemu operatorowi. Innymi słowy zagranicznej firmie, a de facto innemu państwu, oddano kontrolę nad jedyną istniejącą i funkcjonującą w Polsce siecią obiektów nadawczych, wykorzystywanych w celach emisyjnych w radiodyfuzji naziemnej przez publicznych nadawców radiowych i telewizyjnych, co w efekcie pozbawiło państwo kontroli nad tą siecią. W trakcie tajnej narady jednoznacznie ustalono, że brak nadzoru MON i WSI nad operacją przekazania KSŁ w zarząd odpowiednich resortów doprowadził do zagrożenia obronności państwa – nie ma ani jednego dokumentu sporządzonego przez WSI, który mówiłby o ryzyku związanym z prywatyzacją infrastruktury obronnej państwa. W efekcie doszło do niespotykanego w żadnym innym kraju NATO prywatyzacji systemu obronnego państwa, z możliwością odkupienia tego systemu na wolnym rynku. Pytanie, jak to możliwe, że podległe Komorowskiemu Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojskowe Służby Informacyjne dopuściły do sytuacji, w której polskie władze utraciły możność kontroli systemem kierowania państwem na czas wojny, pozostaje bez odpowiedzi.
„Masa” straciłby wiarygodność, należałoby uwolnić gangsterów z „Pruszkowa”. Ale to rozwiązanie niosłoby ze sobą katastrofalne skutki w odbiorze społecznym, bo wcześniej wielu polityków SLD zbudowało swój wizerunek na – jak mówiono –
Pod koniec lat osiemdziesiątych „Masa” szybko piął się do góry. Jego pozycję umocnił drobny z pozoru fakt – wygrana w walce na rękę z Andrzejem Gołotą. Gołota był ochroniarzem „Pershinga”, bokserskim mistrzem Polski wagi ciężkiej
Umysł jest mozaiką zawierającą skarby: myśli, sekrety, wspomnienia, do których sięgamy za rzadko, bo to wymaga przekopania się przez sterty spraw bieżących w poszukiwaniu pojedynczego, ukrytego skarbu. Większość skarbów przemija, nawet te przeniesione na papier zostają zapomniane i po latach stają się jedynie anonimowym numerem na anonimowej liście, która prędzej czy później i tak gdzieś się zawieruszy.
faktów. Komorowski od lat w sposób dość szczególny był związany z generałem Rusakiem. Już w 1990 roku rekomendował go do kierowania delegaturą UOP w Krakowie, w efekcie czego został on przez Andrzeja Milczanowskiego mianowany na to stanowisko. Gdy Komorowski kierował Sejmową Komisją Obrony Narodowej i MON, Rusak został szefem Wojskowych Służb Informacyjnych. W całej sprawie nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Komorowski to zasłużony działacz antykomunistycznej opozycji, zaś Rusak, jako dowódca kompanii czołgów w grudniu 1981 roku, zgłosił się na ochotnika do pacyfikowania kopalni „Wujek”. Czołgi miały zostać użyte, gdyby ze spacyfikowaniem kopalni nie poradził sobie pluton specjalny ZOMO.
kraj opisany w „Potopie” Henryka Sienkiewicza, przedstawiony w rozmowie Bogusława Radziwiłła z Andrzejem Kmicicem: „Polska to wielkie czerwone sukno, trzeba rwać, by jak najwięcej pozostało w rękach, a reszta jest bez znaczenia”...
Dokumentacja kończyła się przypomnieniem, że administratorem aktywów Coutts Banku był Peter Vogel vel Piotr Filipczyński, ułaskawiony przez Aleksandra Kwaśniewskiego morderca znany bliżej jako „kasjer lewicy” (uzasadnienia aktu łaski nigdy nie podano),
Wszystko to było tak porażające, że nie sądziłem, iż cokolwiek może mnie jeszcze zaskoczyć. A jednak nie doceniłem „zdolności zapoznawczych” Bronisława Komorowskiego, bo kolejna notatka wbiła mnie wprost w fotel. Zawierała informację, iż w listopadzie 1989 roku Bronisław Komorowski wizytował należące do Rosjan nieruchomości w Alejach Szucha. Po jednym ze spotkań do oczekujących na zewnątrz osób powiedział: „teraz moja kariera pójdzie jak z płatka.” Jak wytłumaczyć takie słowa w takim kontekście? Czy można je wyjaśnić przechwalaniem się, czy jakąś zadziwiającą odmianą mitomanii, która doprowadziła do utraty kontaktu z rzeczywistością?
Z kolei ci, którzy się pojawiają, udają, że pamiętają bardzo niewiele – albo nic. Dzieje się tak dlatego, że, jak to ujął zeznający w sądzie Piotr Wojciechowski z Komisji Likwidacyjnej i Weryfikacyjnej WSI: „Sąd konsumuje właśnie prowokację i kombinację operacyjną Wojskowych Służb Informacyjnych, czyli organizacji przestępczej”.
odrzuceniu kilku wariantów nikt inny nie przyszedł nam do głowy. Oczywiście jeśli nie chcesz, nie musisz się tym zajmować. Zapoznaj się z aktami i jeśli nie zachcesz się babrać w tym bagnie, zrozumiem,
od wykładowcy w Seminarium w Niepokalanowie, gdzie stał się zarzewiem buntu kleryków, co ostatecznie doprowadziło do zawieszenia całego roku, po kontakty z szemranym biznesmenem Januszem Paluchem i generałami WSI.
Dochodziła dwudziesta, gdy sięgnąłem po drugą teczkę wypełnioną aktami śledztwa prowadzonego przez oficerów „polskiego FBI” – Centralnego Biura Śledczego. Jej lektura potwierdzała, że choć każdy polityk ma swojego trupa w szafie, to Bronisław Komorowski miał w niej całe cmentarzysko. Z całościowej analizy zebranego materiału wynikało, że minister był na bieżąco informowany przez podległe mu służby o sytuacji na Wojskowej Akademii Technicznej. Mimo to nie tylko nie podjął żadnych działań, które położyłyby kres pandemonium, ale wprost przeciwnie – usuwał przeszkody, które powstawały na drodze działalności „Pro Civili”. Funkcjonariusze CBŚ ustalili też, że Rosjanin posługujący się personaliami „Igor Kopylow” – organizator procesu wyłudzania ogromnych kredytów bankowych
Terespola przyleciał śmigłowcem komendant główny policji, generał Marek Papała. Błyskawicznie odwołano ze stanowiska zastępcę Komendanta Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej i Leona Sidorowicza,
moralny” Krzysztof Piesiewicz, w jeszcze innym ksiądz Andrzej Przekaziński, dyrektor Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, który przedstawiał się jako przyjaciel księdza Jerzego, w rzeczywistości zaś był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Wszystkie te osoby
Z dokumentów wynikało, że głównymi założycielami „Pro Civili” byli Anton Wolfgang Kasco, poszukiwany listem gończym za malwersacje finansowe w spółce Advantage, i Patryk Manfred Holletschek, twórca pierwszej w Polsce piramidy finansowej „Global System”, aresztowany przez policję w 1998 roku. Holletschek zaangażowany był w interesy z Olegiem Białym, oficjalnie biznesmenem, który został pełnomocnikiem spółki „Billa Poland”. Faktycznie jednak był bezwzględnym gangsterem, stojącym na czele grupy wywodzącej się z byłych żołnierzy Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej stacjonujących w Legnicy oraz z członków ukraińskich grup przestępczych, dokonujących na Ukrainie zamachów bombowych i zabójstw na zlecenie. Najbliższymi współpracownikami Białego byli płatni mordercy Aleksander Szogalew, Wowa Ozwaniec, Jurij Iwaniewicz, Marko
Umysł jest mozaiką zawierającą skarby: myśli, sekrety, wspomnienia, do których sięgamy za rzadko, bo to wymaga przekopania się przez sterty spraw bieżących w poszukiwaniu pojedynczego, ukrytego skarbu. Większość skarbów przemija, nawet te przeniesione na papier zostają zapomniane i po latach stają się jedynie anonimowym numerem na anonimowej liście, która prędzej czy później i tak gdzieś się zawieruszy. Wspomnienie.
Stones, którego członkowie tak pokochali to miejsce, że ilekroć przyjeżdżają na doroczną aukcję koni w Janowie Podlaskim, zatrzymują się właśnie w Zaborku, gdzie czekają na nich zawsze te same, wybrane przez nich pokoje. Po raz pierwszy zmierzyłem się z legendą tego miejsca w 1996 roku, przy okazji imprezy integracyjnej, organizowanej przez redakcję regionalnego „Słowa Podlasia”, w której zbierałem pierwsze dziennikarskie szlify. Choć od tego wydarzenia minęło czternaście lat, do dziś pamiętam wrażenie, jakie wywarł na mnie ten pierwszy pobyt. Z miejsca zrozumiałem, dlaczego ci, którzy bywali tu wcześniej, zawsze chętnie wracali w to miejsce. Z ogromnego okna drewnianego, stylowego, zabytkowego dworku rozciągał się niezapomniany widok na przepiękny krajobraz pól i łąk i na jezioro. Na środku urządzonego z gustem salonu stał wielki stół, naprzeciwko którego postawiono kamienny kominek, a na resztę umeblowania składały się wykonane ręcznie na dziewiętnastowieczną modę meble. Wszystko było starannie wysprzątane, bezpretensjonalne i niemal spartańskie, ale całość dowodziła wielkiego poczucia smaku. Okrasą tego miejsca okazała się też tradycyjna polska kuchnia, smaczna i wspaniale serwowana,
zmarły dyrektor IV Oddziału Banku PKO BP był jedną z siedemnastu osób, które w taki czy inny sposób miały związek z działalnością, bądź próbą wyjaśnienia działalności Fundacji „Pro Civili”, a które hm... skutecznie targnęły się na swoje życie. Tak zginęli m.in. dobrzy znajomi dyrektora, Edward Kozłowski i Roman Puderecki. Ten ostatni dwukrotnie postrzelił się w brzuch, w tym raz z kilku metrów...