Najmniejszy słoń świata - Maciej Szymanowicz - ebook
Wydawca: MUZA SA Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 117 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 3 godz. 23 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Najmniejszy słoń świata - Maciej Szymanowicz

Pierwsza książka napisana przez jednego z najciekawszych polskich ilustratorów książek dla dzieci. Autor opowiada historię słonika, który rodzi się w zoo. Rodzice wspominają maluchowi, że ich prawdziwym domem jest Afryka, nie zagroda w mieście. Wtedy słonik postanawia przestać jeść i zmaleć – tak bardzo, żeby móc się przecisnąć przez kraty i wyruszyć w świat. Czy podróż słonika okaże się wspaniałą przygodą? Jakie niebezpieczeństwa czekają na ciekawskiego malucha? No i czy uda mu się ostatecznie dotrzeć do Afryki?

Opinie o ebooku Najmniejszy słoń świata - Maciej Szymanowicz

Fragment ebooka Najmniejszy słoń świata - Maciej Szymanowicz

Skład i łamanie: Maciej Szymanowicz

Ilustracje: Maciej Szymanowicz
(słonko, cz. I, rozdz. 5; Słonik, cz. III, rozdz. 6 Kajetan Szymanowicz)

Redaktor projektu: Iwona Krynicka

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Zofia Smuga

© for the text, illustrations and graphic design by Maciej Szymanowicz

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2014

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN: 978-83-7758-855-0

MUZA SA

Warszawa 2014

Wydanie I

Spis treści

Część 1

Rozdział 1, w którym poznajemy słoniową mamę i słoniowego tatę, ale najważniejsze jest to, że pojawia się Słonik.

Rozdział 2, w którym Słonik dowiaduje się, że Afryka jest cudowna, a przy okazji poznajemy Panakota.

Rozdział 3, w którym Słonik z Panakotem chcą szukać wiosny, ale im się to nie udaje.

Rozdział 4, w którym pyszne placki, ale Słonik nie chce ich jeść. W ogóle nie chce jeść i postanawia zostać najmniejszym słoniem świata.

Rozdział 5, bardzo smutny, w którym Słonik wyrusza w świat.

Rozdział 6, w którym Słonik kompletnie nie wie, dokąd iść, i spotyka Panakota.

Rozdział 7, w którym robi się baaardzo sennie.

Część 2

Rozdział 1, czyli o zadziwiającej faunie leśnej Europy Środkowo-Wschodniej.

Rozdział 2, z bardzo koślawym kłamstwem w roli głównej.

Rozdział 3, czyli reanimacja.

Rozdział 4, w którym Euglena omal nie zostaje wysłana do sanatorium.

Rozdział 5, w którym przenosimy się do zoo.

Rozdział 6, w którym poznajemy kierownika Niesporczaka.

Rozdział 7, czyli rubryczki.

Rozdział 8, obfitujący w wypadki niezwykłe.

Rozdział 9, czyli o dziwnych obrazkach oraz korzyściach płynących z nauki.

Rozdział 10, w którym czas płynie trochę szybciej.

Rozdział 11, czyli… wakacje!

Część 3

Rozdział 1, w którym mamy nieprzyjemność spotkać dwóch typów spod ciemnej gwiazdy.

Rozdział 2, czyli nigdy nie rozmawiaj z nieznajomymi.

Rozdział 3, czyli transakcja.

Rozdział 4, w którym poznajemy bliżej Maestra oraz jego mroczną przeszłość i nie mniej mroczną teraźniejszość.

Rozdział 5, czyli wyjątkowo nieudany piknik.

Rozdział 6, czyli zagadkowe znalezisko.

Rozdział 7, w którym powstaje Najmniejszy Cyrk Świata.

Rozdział 8, czyli premiera.

Rozdział 9, w którym Pąsikówna ma wąsy.

Rozdział 10, czyli okazanie.

Rozdział 11, w którym Pąsikówna, Maurycy i Marzenna wpadają w nieliche tarapaty.

Rozdział 12, w którym Zenon Klapa postanawia wiać.

Rozdział 13, czyli okrutna skrzynka.

Rozdział 14, w którym wszystko dzieje się bardzo szybko.

Epilog

Przypisy

Rozdział 1,
w którym poznajemy słoniową mamę i słoniowego tatę, ale najważniejsze jest to, że pojawia się Słonik.

Gdy Słonik przyszedł na świat, był ostatni dzień zimy. Śnieg padał jakoś nieśmiało, jakby był zmęczony i chciał się już schować głęboko w środku chmury i przeczekać do następnych mrozów.

A musicie wiedzieć, że dla słoni zima jest zjawiskiem dość rzadko spotykanym. Przecież w ich ojczyźnie, Afryce[1], zimy nie ma wcale. Tam nigdy nie pada śnieg i zawsze jest ciepło. Ale nasz Słonik przyszedł na świat daleko od swojej ojczyzny. Urodził się w zoo, w środku miasta.

Ponieważ słonie nie lubią zimna, słoniowa rodzinka całą zimę spędzała w ogrzewanej zagrodzie. W długie, ciemne wieczory wielki tata słoń czytał wielkie słoniowe gazety i oglądał w telewizorze słoniowe wiadomości. Wielka słoniowa mama czytała długaśne słoniowe romanse i oglądała słoniowe seriale, a czasami robiła na drutach wielkie słoniowe skarpety i słoniowe czapki. Wszystkie trafiały do ogromnej słoniowej szafy, bo między nami mówiąc, słonie bały się zimna tak bardzo, że na samą myśl o wyjściu na wybieg dreszcze przebiegały przez ich potężne słoniowe plecy!

Lecz wróćmy do naszego Słonika, który na razie wcale nie był tak wielki. Właściwie był bardzo malutki bo nawet słonie, gdy jeszcze małe, są... po prostu całkiem małe.

Mały Słonik otworzył lewe oko i ujrzał w nim wielką mamę, która pochylała się nad nim z uśmiechem i głaskała go delikatnie trąbą po główce. Otworzył prawe oko i zobaczył wielkiego słoniowego tatę, który przestępował z nogi na nogę i wyglądał na zakłopotanego. Buzia mu się uśmiechała, lecz w oczach miał strach, a trąbą kreślił w powietrzu dziwne wzorki.

Słonik, nasz kochany mały Słonik! zawołała mama.

Dzień dobry, synu powiedział tata nieco sztywno, co rozśmieszyło Słonika i uśmiechnął się do rodziców tak szeroko, że kąciki słoniowej buzi sięgnęły mu niemal uszu.

Tata słoń w jednej chwili przestał wyglądać na zakłopotanego i uśmiechnął się jeszcze szerzej niż jego nowo narodzony syn. A słoniowa mama podskoczyła z zachwytu.

A potem tata słoń objął Słonika swoją silną trąbą i zaczął go delikatnie kołysać. Słonikowi bardzo się to spodobało. Świat, na którym dopiero co się pojawił, był dla niego całkiem nowy i ciekawy. Jednak w tej chwili poczuł, że ma ochotę przestać go poznawać, za to uciąłby sobie drzemkę. Czy zauważyliście, że większość istot, gdy jeszcze małe, wciąż ma ochotę ucinać sobie drzemkę? Ciekawe, dlaczego tak się dzieje?

Słonik zmrużył więc oczka i wsłuchując się w dziwny cichy odgłos ni to szum, ni to szelest zapadł w sen.

Ten dziwny odgłos był odgłosem padającego śniegu. To był ostatni śnieg w tym roku. Słyszeliście kiedyś odgłos padającego śniegu? Trzeba się wsłuchać bardzo, bardzo uważnie. Wyłączyć radio i telewizor i słuchać, słuchać... Przy takim odgłosie naprawdę słodko się zasypia, o czym właśnie przekonał się nasz Słonik.

Rozdział 2,
w którym Słonik dowiaduje się, że Afryka jest cudowna, a przy okazji poznajemy Panakota.

Mamo! Tato! Miałem wspaniały sen! zawołał Słonik, gdy tylko się przebudził.

Poranne słońce wpadało przez okna i raziło go w zaspane jeszcze oczy. Słonik zasłonił buzię słoniową nogą i zmrużył powieki, jednak wciąż próbował wpatrywać się w jasną tarczę.

Ojejku! Właśnie to żółte kółko mi się śniło! Tylko dużo większe i... i... gorące, bardzo gorące! Co to jest, mamo?

To słońce odparła mama. W Afryce, tam skąd pochodzimy, jest ono dużo większe i dużo cieplejsze.

Słonik zamyślił się. Wygramolił się niezdarnie z łóżka i podszedł do okna. Przyglądał się ciekawie otoczeniu, wszystko było dla niego takie nowe.

O, to też mi się śniło! Tylko inne, trochę większe i jakieś takie inne, weselsze! zawołał, wskazując na drzewo, które rzeczywiście wyglądało smutno, bo jeszcze nie zdążyło wypuścić liści.

To jest drzewo wyjaśniła mama. I rzeczywiście drzewa w Afryce zupełnie inne. Rosną tam palmy i baobaby, które mają liście przez cały rok i sto razy większe. I w ogóle wszystko jest tam przyjemnie słoniowe i ciepłe. Ach, Afryka. Afryka jest cudowna! powiedziawszy to, zamyśliła się głęboko.

Słonik pomyślał, że mama zrobiła się smutna jak to drzewo za oknem. Podbiegł więc do niej i przytulił z całych sił. Jeszcze nie rozumiał, dlaczego posmutniała. Świat wydawał mu się przecież taki ciekawy! I zoo, i ta Afryka, o której się dowiedział, a którą widział tylko we śnie, i nawet tutejsze drzewo, które na pewno zaraz się uśmiechnie.

Dlaczego jesteś smutna, mamo? zapytał.

Mama nie odpowiedziała mu na pytanie, za to popatrzyła w jego wielkie oczy i rzekła:

Śniła ci się Afryka, synku. Wszystkim słoniom czasami śni się Afryka.

A gdzie ona jest, ta Afryka? zapytał Słonik. Jedźmy tam! Tam musi być wspaniale! Pojedźmy do Afryki! Wszyscy! I ja, i ty, i tata!

Na te słowa mama nic nie powiedziała, odwróciła się tylko i zamieszała w garnku, ukradkiem ocierając łzę. Tymczasem w ciemnym kącie pod kaloryferem coś zamruczało, zachichotało i przeciągnęło się ospale. Słonik najpierw się przestraszył, ale ciekawość okazała się silniejsza. Zbliżył się do miejsca, z którego dobiegał chichot.

Kim jesteś? zapytał, starając się, żeby zabrzmiało to odważnie.

Spod kaloryfera wyszedł Panakot we własnej osobie. Podpalany i puchaty. Wstał powoli, podszedł do Słonika i ukłonił się grzecznie, choć powściągliwie.

Jestem kot Panakot. Miło mi poznać. I uścisnął kosmatą łapą trąbę Słonika.

Ja jestem Słonik. Mnie również miło poznać. Dlaczego się śmiałeś, Panakocie?

Ciągle tylko Afryka i Afryka odpowiedział kot tajemniczo. Minął Słonika i podszedł do okna. Muszę sprawdzić, czy wiosna rzeczywiście już przyszła. Państwo wybaczą...

Zaczekaj! krzyknął Słonik.

Taaak?

Ty… to znaczy ty, ty też mi się śniłeś.

Doprawdy? zdziwił się Panakot.

Doprawdy. Tylko byłeś jakiś taki większy i płowy i miałeś bujną czuprynę, i…

Kot poczuł się chyba urażony, bo zmarszczył czoło i się odwrócił.

Lew. Lew ci się przyśnił, Słoniku. I czmychnął przez okno szukać wiosny.

Rozdział 3,
w którym Słonik z Panakotem chcą szukać wiosny, ale im się to nie udaje.

„Wiosna pomyślał Słonik. To brzmi ciekawie”. I nie namyślając się długo, pognał za Panakotem. Niestety, niełatwo było dotrzymać mu kroku.

Kot kilkoma zwinnymi susami przemierzył cały słoniowy wybieg, przystanął przed kratami, po czym prześlizgnął się między prętami i już był po drugiej stronie.

Słonik biegł nieco niezdarnie, daleko mu było do kociej gracji. Gdy wreszcie dotarł do krat, zorientował się, że pręty za blisko siebie i że raczej się między nimi nie zmieści. Jednak postanowił się nie poddawać. Zacisnął oczy, nabrał rozpędu, skoczył i... Ech! Utknął między prętami! Wiercił się, wierzgał, pomagał sobie uszami, nic nie dało się zrobić.

Panakocie, zaczekaj na mnie! wołał rozpaczliwie.

Lecz kot już zniknął w oddali. Jego postać robiła się coraz mniejsza w coraz bardziej wilgotnych słoniowych oczkach.

W końcu malec rozpłakał się na dobre, a wtedy pojawił się tata słoń. Był troszkę zły na psotnego synka, jednak natychmiast go uwolnił i czule objął trąbą. „Przecież to jego pierwszy dzień myślał. A ja tak bardzo nie lubię, gdy jest mu źle”.

No, nie płacz już powiedział. Płaczą tylko beksy. Zaraz będzie śniadanko. Mama robi pyszne placki z kiszoną trawą i marmoladą bananową. Mniam, mniam, palce lizać! Oblizał słoniowe palce tata, przewracając przy tym oczami, po czym pobiegł do słoniowej kuchni, bo uwielbiał podjadać placki prosto z patelni.

Tymczasem minęła dziewiąta i zoo zostało otwarte dla zwiedzających. Na alejkach pojawiły się dzieci. Przyglądały się zwierzętom, a czasem robiły do nich śmieszne miny. Czasem też rzucały im cukierki, choć było to zakazane, bo zwierząt w zoo nie wolno dokarmiać. Pewnie myślicie, że to głupi zakaz, bo przecież i dzieci, i zwierzęta mają z tego dokarmiania ogromną frajdę. A czy wiecie, że bardzo często po zjedzeniu cukierków albo innych smakołyków zwierzaki bolą brzuchy? Więc dokarmianie wcale nie jest takim dobrym pomysłem. Tym bardziej, że słoniowa mama właśnie smażyła wyborne placki, a jak wiadomo, jedzenie cukierków przed śniadaniem jest bardzo poważnym wykroczeniem!

Gdy tylko Słonik zobaczył dzieci, podszedł do kraty. Wyciągnął do nich trąbę, ale nie mógł ich dosięgnąć i się z nimi przywitać.

Tymczasem dzieci jedno przez drugie wołały:

Jaki śliczny!

Cudny!

Milusi!

Mamo, kup mi takiego!

Zróbmy mu zdjęcie!

To najfajniejszy zwierzak w całym zoo!

Dzieci za wszelką cenę chciały pogłaskać Słonika, lecz on był za daleko. Więc robił się coraz bardziej smutny. Pytacie: dlaczego? Bo wolałby być z dziećmi tam, po drugiej stronie ogrodzenia. Bawić się z nimi, nabierać trąbą wody z fontanny i pryskać do góry, prosto w słonko. A dzieci ze śmiechem uciekałyby spod słoniowego prysznica.

Tymczasem z domu dobiegło wołanie mamy. Placki były gotowe.

Rozdział 4,
w którym pyszne placki, ale Słonik nie chce ich jeść. W ogóle nie chce jeść i postanawia zostać najmniejszym słoniem świata.

Placki pachniały wybornie. Słoniowy tata pochłaniał placek za plackiem i gdyby je rzetelnie policzyć, okazałoby się, że zjadł ich sto dwadzieścia dziewięć. Ale to nic dziwnego przecież był ogromny.

Za to jego synek siedział naburmuszony nad talerzem i tylko wpatrywał się w okno.

Dlaczego nie jesz? Wystygnie powiedziała słoniowa mama. Musisz dużo jeść, żeby mieć siłę i rosnąć. Przecież chcesz być taki duży jak tata.

Albo jeszcze większy! dorzucił z uśmiechem tata, wycierając serwetką swoje wielkie białe kły. Najadł się do syta, a teraz popijał pachnącą kawę ze swego ulubionego wiadra.

Nie chcę być duży! oświadczył Słonik i odsunął talerz.

Na te słowa mama upuściła porcelanową cukiernicę, a tata zakrztusił się kawą.

Dlaczego?! Słoń musi być duży!

Nie musi. Ja będę małym słoniem. Nie chcę rosnąć. Chcę... chcę maleć!

Jak to?! Dlaczego?! dopytywali zaniepokojeni rodzice.

Bo chcę, i już! odparł.

Umówimy się tak: teraz pójdziesz sobie na dwór pobiegać, a potem wrócisz i zjesz kusiła synka mama.

Albo tak: zjesz, a w nagrodę rozbierzemy zegar i zobaczymy, co jest w środku! kusił tata.

Słonik milczał, więc mama podrzuciła kolejną przynętę:

Popatrzymy, jak pranie kręci się w pralce.

Wieczorem będziesz mógł z nami oglądać film dla dorosłych dodał tato.

Rozbierzemy telewizor! Mama poszła na całość.

O nie! Telewizor, nigdy w życiu! zaprotestował tata.

Ale on musi jeść! Bo nie urośnie!

Jedz!

No, jedzże!

Nie marudź!

Bo nie urośniesz!

Za mamusię!

Za tatusia!

I za wujka hipopotama!

I za ciocię żyrafę!

Krzyczeli jedno przez drugie, usiłując wcisnąć do buzi upartego Słonika choć kęs placka. Lecz on nie chciał jeść. Nie chciał i nie chciał też powiedzieć dlaczego. Tak naprawdę nie chciał jeść, bo nie chciał rosnąć. Chciał być tak mały jak Panakot. Albo nawet mniejszy. Tak mały, żeby bez trudu przecisnąć się przez kraty. Nie chciał całego życia spędzić w zoo jak rodzice. Tego dnia postanowił sobie, że zostanie najmniejszym słoniem świata. A potem ucieknie z zoo i znajdzie wiosnę. I Afrykę.

Rozdział 5, bardzo smutny, w którym Słonik wyrusza w świat.

Reszta dnia minęła bardzo smutno. Rodzice siedzieli w milczeniu i w ogóle nie wychodzili na wybieg. Tata czytał jakąś starą gazetę, choć tak naprawdę chyba w ogóle nie czytał, tylko zasłaniał się tą gazetą przed nie wiadomo czym. Mama robiła na drutach wielką słoniową skarpetę. Od czasu do czasu odruchowo strofowała tatę, żeby nie dłubał w trąbie. Poza tym nie wypowiedziała ani słowa. Myślami była chyba gdzieś daleko, bo pod wieczór Słonik zauważył, że skarpeta jest już tak długa, że można by w niej zmieścić węża boa wraz z całą rodziną i jeszcze zostałoby trochę miejsca.