Najlepsze anegdoty o sławnych ludziach - Opracowanie zbiorowe - ebook
Wydawca: Videograf Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 546 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Najlepsze anegdoty o sławnych ludziach - Opracowanie zbiorowe

Zabawny zbiór krótkich historyjek z życia znanych ludzi. Autor zestawił je w grupy związane z zawodem czy rolą, jaką dana osoba odegrała w historii świata. Są wśród nich władcy i politycy, wodzowie i wojskowi, duchowni i święci, uczeni i wynalazcy, filozofowie, pisarze, poeci i dziennikarze, malarze, rzeźbiarze, muzycy, aktorzy i piosenkarze, gwiazdy telewizji i sportu. Książka wzbogaca naszą wiedzę o życiu prywatnym znanych osób, jest też miłą i pełną humoru lekturą relaksującą.
Antologia zawiera około 1500 anegdot, podzielonych na 14 rozdziałów. Na końcu książki znajduje się indeks z krótkim opisem występujących w niej osób.

Opinie o ebooku Najlepsze anegdoty o sławnych ludziach - Opracowanie zbiorowe

Cytaty z ebooka Najlepsze anegdoty o sławnych ludziach - Opracowanie zbiorowe

Cesarz austriacki Franciszek Józef I zwiedzał kiedyś więzienie. Kiedy tylko wszedł, natychmiast rzuciło mu się do nóg kilku skazańców, prosząc o łaskę i zapewniając, że są całkowicie niewinni. Sytuacja powtarzała się przy każdej niemalże celi. Wreszcie jeden więzień nie poruszył się na jego widok. – Za co tu jesteś? – zapytał zdziwiony władca. – Za kradzież, rozbój, gwałt, oszustwo i morderstwo. – Popełniłeś to wszystko? – Tak. Cesarz zawołał dyrektora więzienia: – Proszę natychmiast wypuścić tego łotra, żeby nie psuł tych wszystkich zacnych ludzi, którzy tu siedzą.
Polityk i ambasador rosyjski w Paryżu Aleksander Izwolski nie odznaczał się – delikatnie mówiąc – urodą. Pochodził z biednej rodziny, a wybił się tylko dzięki swoim zdolnościom. Jako początkujący dyplomata oświadczył się pewnej bardzo zamożnej damie, lecz spotkała go odmowa. Gdy po latach zapytano ową damę, czy nie żałuje kosza, jakiego dała ambasadorowi, odpowiedziała: – Nie ma dnia, żebym tego nie żałowała. I nie ma nocy, żebym z tego nie była zadowolona.
Mam jedną wadę – powiedział kiedyś Abraham Lincoln – Nie potrafię powiedzieć „nie”. Na szczęście Bóg nie uczynił mnie kobietą. Gdyby stworzył mnie kobietą, musiałby stworzyć mnie tak brzydkim, jakim mnie właśnie stworzył, aby nikt nie dybał na moją cnotę.
W roku 1948, w czasie kampanii wyborczej, Harry Truman odbył spotkanie na terenie rezerwatu indiańskiego. Zapewniał Indian o tym, że jeśli będą głosować na niego, poprawią się warunki ich życia. Za każdym razem, kiedy Truman składał jakąś obietnicę, tłum Indian krzyczał: – Umpa! Umpa! Zachęcony tymi okrzykami Truman z tym większą emfazą zgłaszał kolejne obietnice. – Umpa! Umpa! – odpowiadali zgromadzeni. Po wiecu Truman wracał do swojego pociągu. Drogę przecięło im duże stado bydła. Towarzyszący prezydentowi Indianin ostrzegł: – Panie prezydencie, niech pan uważa, by nie wdepnąć w umpa.
Kiedy późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson był gubernatorem New Jersey, otrzymał telefon z Waszyngtonu z informacją, że nagle zmarł jeden z senatorów, jego bliski przyjaciel. Wilson zasmucił się i natychmiast odwołał zaplanowane na ten dzień różne imprezy. Chwilę potem zadzwonił jeden z polityków z New Jersey, oświadczając, że chciałby zająć miejsce zmarłego senatora. Zszokowany tak pospiesznym działaniem Wilson odpowiedział: – Jeśli chodzi o mnie, to nie mam nic przeciwko temu, ale nie wiem, czy zgodzi się na to grabarz.
Pewnego razu Woodrow Wilson, rozeźlony przez jednego ze swych politycznych przeciwników, napisał do niego list: „Szanowny Panie. Będąc dżentelmenem nie mogę napisać, co sądzę o panu. Moja sekretarka, jako dobrze wychowana osoba, także nie mogłaby go napisać. Ponieważ pan nie jest ani dżentelmenem, ani dobrze wychowaną osobą, zapewne zrozumie, co mam na myśli”.
Jaką kobietę najbezpieczniej pojąć za żonę? – zapytano kiedyś Arystotelesa. – Doprawdy nie wiem – odpowiedział mędrzec. – Gdy poślubisz piękną, będzie cię zdradzać; brzydka z kolei nie będzie ci się podobać. Z ubogą czeka cię nędza, bogata zapanuje nad tobą, głupia cię nie zrozumie, a mądra zlekceważy. Najlepiej więc w ogóle się nie żenić…
Pewien gaduła zanudzał Arystotelesa jałowymi opowiastkami i po każdej zapytywał filozofa: – Prawda, mistrzu, jakie to interesujące? – Moim zdaniem – odpowiedział po pewnym czasie Arystoteles – interesujące jest to, że człowiek posiadający dwie zdrowe nogi, jak na przykład ja, nie odchodzi, a traci czas, słuchając tych opowiadań, młody człowieku.
Gdy rzymski wódz i mąż stanu Juliusz Cezar wylądował w Hadzumetum (dzisiejsza Suza we wschodniej Tunezji), wywrócił się i upadł na twarz. Wypadek ten mógł zostać uznany przez żołnierzy jako zły znak. Cezar nie stracił jednakże przytomności umysłu i nie podnosząc się z ziemi, zawołał: – Afryko, biorę cię w posiadanie!
Niezadowolony z pracy swego ministra skarbu, Napoleon Bonaparte kazał mu się podać do dymisji. – Mam nadzieję, że Wasza Cesarska Mość nie oskarża mnie o nadużycia finansowe – powiedział ów minister, pragnąc ratować swą reputację. – Wolałbym mieć do pana właśnie takie pretensje – odparł cesarz. – Złodziejstwo ma bowiem swe granice, głupota natomiast nie!
Kiedy generał znalazł się już w wymienionym lokalu przy ulicy Floriańskiej, otoczył go falujący bełkot dogasającej już o tej porze balangi, pokrzykiwania pijaczków, nawoływania alfonsów, grypsera złodziei i piski przedstawicielek najstarszego zawodu świata.
Francuska pisarka Gabriela Colette została zaproszona na kolację. Posadzono ją przy stole obok jakiegoś ponurego typa, który przez cały wieczór nie odezwał się nawet jednym słowem. W pewnym momencie znudzona Colette zwróciła się do niego w te słowa: – Drogi panie, pan jest dziwnie monotonny. Myślę, że moglibyśmy w końcu pomilczeć o czym innym.
Robert Wilhelm Bunsen, wybitny chemik niemiecki, profesor uniwersytetów w Marburgu i Heidelbergu, zasiedział się pewnego razu do późna w nocy u znajomych. Z uwagi na to, że mieszkał dość daleko, a także na padający coraz mocniej deszcz, gospodarze zaproponowali, aby przenocował u nich. Po jakimś czasie, po wyjściu wszystkich gości okazało się, że profesora także nie ma. Gospodarze uznali więc, że widocznie się rozmyślił i mimo fatalnej aury postanowił jednak wrócić do domu. Jakież było ich zdziwienie, gdy po kilku kwadransach, gdy wszyscy gotowali się do snu, rozległo się pukanie do drzwi i stanął w nich przemoczony do suchej nitki Bunsen z dużym pakunkiem pod pachą. – Co się z panem działo? – wykrzyknął gospodarz. – Przecież miał pan u nas zostać na noc! – Oczywiście – odparł profesor z kamiennym spokojem – z radością przyjmuję państwa gościnę. Ale musiałem przynieść sobie z domu nocną koszulę.
Einstein był akurat z wizytą u przyjaciół, kiedy zaczął padać deszcz. Na odchodnym zaproponowano mu pożyczenie kapelusza, ale Einstein odmówił. – Po co? – powiedział – Wiedziałem, że będzie deszcz i naumyślnie nie wziąłem kapelusza. Schnie o wiele wolniej od moich włosów.
Ktoś powiedział Einsteinowi, że w hitlerowskich Niemczech wydano wielką książkę podważającą jego teorię względności, w której przytoczono wypowiedzi stu profesorów. – Gdyby moja teoria była nic niewarta, jeden wystarczyłby w zupełności – odpowiedział na to wielki uczony.
Einstein objeżdżał uniwersytety amerykańskie, gdzie miał wykłady o swej teorii względności. Podróżował w limuzynie z kierowcą. Pewnego dnia w czasie jazdy kierowca rzekł do uczonego: – Panie doktorze, ja już słyszałem pana wykład ze trzydzieści razy. Znam go na pamięć i słowo daję, sam bym mógł go wygłosić. – Świetnie! Można spróbować. Tam, dokąd teraz jedziemy, nikt mnie osobiście nie zna. Ja włożę pana czapkę, pan przedstawi się za mnie i wygłosi wykład – odrzekł Einstein. Gdy kierowca skończył wykład i zbierał się do odejścia, zatrzymał go jeden z profesorów obecnych na wykładzie, prosząc o odpowiedź na wielce skomplikowane pytanie, pełne wzorów matematycznych. Kierowca bez namysłu odrzekł: – Odpowiedź na to pytanie, profesorze, jest tak prosta, iż nie mogę się nadziwić, że je pan zadał. Aby pana przekonać, jak bardzo prosty jest ten problem, zwrócę się do mego kierowcy, aby go rozwiązał.
W czasie jednego ze swoich wykładów David Hilbert powiedział: – Każdy człowiek ma pewien określony horyzont myślowy. Kiedy ten się zwęża i staje się nieskończenie mały, zamienia się w punkt. Wtedy człowiek mówi: To jest mój punkt widzenia.
Pewnego paskudnego jesiennego wieczoru w mieszkaniu Hugo Steinhausa zadzwonił telefon. – Panie profesorze – zażądał rozmówca – za godzinę na dworcu zjawi się delegacja radzieckich uczonych i musi pan… to znaczy prosimy, żeby ich pan powitał. – Drogi kolego – odpowiedział Steinhaus. – Jestem zdrowy na umyśle, natomiast słaby na ciele. Gdyby było na odwrót, pospieszyłbym niezwłocznie.
W pewnym towarzystwie, w którym przebywał francuski pisarz Georges Feydeau, rozprawiano o Rotszyldzie. Jeden z uczestników dyskusji powiedział: – To człowiek strasznie bogaty. Byłbym szczęśliwy, gdybym miał tylko to, co ukradł innym ludziom. – Ale wtedy nic by mu nie zostało! – zawołał Feydeau.
Po ukazaniu się Księgi dżungli jeden z przyjaciół Rudyarda Kiplinga spytał go: – Gdyby lew przestał istnieć, to jakie zwierzę powinno zostać królem zwierząt? – Nie wiem – odrzekł pisarz. – Wiem tylko jedno, że na pewno nie słoń. – A to dlaczego? – Bo słoń jest na to za uczciwy!