Najgroźniejsi dyktatorzy - Shelly Klein - ebook
Wydawca: MUZA SA Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 360 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 10 godz. 40 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Najgroźniejsi dyktatorzy - Shelly Klein

Motywy postępowania dyktatorów - żądza krwi, psychopatyczna natura, chciwość, niezdrowa rozrywka - nie umierają nigdy; niestety, tego samego nie można powiedzieć o ich ofiarach!

Książka warta uwagi, bo:

- tematyka cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników

- potworne czyny powtarzają się raz po raz

- jest świetnie napisana

Najokrutniejsi, najbardziej bezwzględni tyrani kiedykolwiek stąpający po ziemi: Józef Stalin, Adolf Hitler, Pol Pot, Idi Amin, Nicolae Causescu, Augusto Pinochet, Kim Ir Sen, Herod Wielki.

Historie rządów terroru kojarzonych ze słowem „zło”.

Konkretne czyny sprawców zła i motywy ich postępowania.

Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-priority:99; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin-top:0cm; mso-para-margin-right:0cm; mso-para-margin-bottom:10.0pt; mso-para-margin-left:0cm; line-height:115%; mso-pagination:widow-orphan; font-size:11.0pt; font-family:"Calibri","sans-serif"; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-fareast-language:EN-US;}

Opinie o ebooku Najgroźniejsi dyktatorzy - Shelly Klein

Fragment ebooka Najgroźniejsi dyktatorzy - Shelly Klein









SHELLY KLEIN

NAJGROŹNIEJSI
DYKTATORZY


Tytuł oryginału: The Most Evil Dictators in History

Projekt okładki:

Tłumaczenie: Jolanta Sawicka

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redaktor techniczny: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Anna Płachta, Elżbieta Redwan

Na okładce wykorzystano fotografię A. Pinocheta

© Alamy/BE&W

© Copyright Michael O’Mara Books Ltd 2002

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2013

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-7758-538-2

MUZA SA

Warszawa 2013

Wydanie I


Wstęp

Kiedy umiera dyktator, gdy zostaje popełniony jakiś potworny czyn albo kiedy wychodzą na światło dzienne szczegóły tortur, których doświadczyli ci, którym się udało przeżyć ten czy inny reżim, niezmiennie podnosi się krzyk, że nie można dopuścić, aby się to kiedykolwiek powtórzyło. Jednakże fakt pozostaje faktem: to się powtarza, raz po raz, na wszystkich kontynentach. I chociaż weszliśmy już w XXI wiek, w całym współczesnym świecie ludzie ciągle cierpią z rąk jednostek, których psychopatyczna natura lub ideologiczne pasje wymagają od nich albo podporządkowania sobie, albo unicestwienia swoich podwładnych. Motywy postępowania dyktatorów nie umierają nigdy; niestety, tego samego nie można powiedzieć o ich ofiarach.

Interesujące jest, że spośród postaci, które pojawiają się w tej książce, to Józef Stalin jest prawie na pewno osobnikiem nie tylko najbardziej przerażającym (chociaż sprecyzowanie, co oznacza określenie „najbardziej przerażający”, jest bez mała niemożliwe), ale również zdecydowanie najbardziej wpływowym. Żaden z dyktatorów, żyjących lub zmarłych, nie był nigdy czczony tak, jak to miało miejsce w wypadku Stalina – i to nie tylko w jego kraju, ale na całym świecie. Stalinizm był (i ciągle jest) doktryną wywierającą olbrzymi wpływ na ludzi ze wszystkich środowisk. Na szczęście nie można tego powiedzieć o żadnym innym dyktatorze, chociaż Hitler miał i ciągle ma wielbicieli (w przeszłości był to na przykład Oswald Mosley [lider faszystów brytyjskich w latach trzydziestych i czterdziestych – przyp. tłum.], a obecnie kilka skrajnie prawicowych ugrupowań europejskich, takich jak brytyjski National Front czy francuski Front National kierowany przez Jeana-Marie Le Pena). Jednakże w przeciwieństwie do Stalina, wpływ Hitlera ma podłoże nie tyle ideologiczne, co po prostu rasistowskie.

Oczywiście biorąc pod uwagę skalę holokaustu w połączeniu z jego okrucieństwem, dysponując materiałami filmowymi wykonanymi przez amerykańskich i brytyjskich żołnierzy podczas oswobadzania obozów śmierci, to jednak hitlerowskie rządy terroru najczęściej kojarzymy ze słowem „zło”. W swym systematycznym podejściu do mordowania milionów mężczyzn, kobiet i dzieci przez z pozoru cywilizowany naród, są one naprawdę przerażające. Jak to możliwe, żeby cały kraj dał sobą rządzić w taki sposób? Jak to możliwe, żeby cały naród nie wiedział, co się dzieje pod jego własnym nosem? Czy w Niemczech mieszkały miliony małych Hitlerków – mężczyzn i kobiet, którzy, każdy na swój sposób, żywili te same urazy, co ich Führer? Zaciekła polemika na ten temat toczy się i będzie się bez wątpienia nadal toczyła przez lata, ale to, że w każdym z nas drzemie potencjał zła, jest bez wątpienia jednym z licznych wniosków, które można z tych dyskusji wysnuć.

Z pewnością jednakże uda się oddzielić ludzi dobrych od złych, kiedy dojdziemy do rozważań nad psychopatyczną stroną natury ludzkiej, kiedy się zastanowimy nad różnego rodzaju torturami, do których w jakimś momencie uciekali się wszyscy przedstawieni w tej książce mężczyźni, nad przyjemnością, jaką znajdowali w swych zbrodniach, nad żądzą krwi, jaką byli opanowani. Hitler, Pol Pot, Idi Amin, Stalin, Papa Doc Duvalier, Saddam Husajn – wszyscy oni, każdy na swój sposób, popełnili zbrodnie przeciw ludzkości, dla których nie ma ani usprawiedliwienia, ani uzasadnienia. Stalin przejawiał podobno niezdrowe zainteresowanie sposobem, w jaki umierały jego ofiary, również Papa Doc lubił się ponoć przyglądać w zaciszu własnego domu torturowaniu niewinnych ludzi. Ponadto wyszło ostatnio na jaw, że pod rządami Saddama Husajna, ofiary regularnie filmowano podczas tortur – taśmy z tymi nagraniami miały zapewnić lekką rozrywkę jemu i jego rodzinie. Czy ktoś o zdrowych zmysłach chciałby zapoznawać się z takimi materiałami, oglądać je? Tu dochodzimy do kolejnego pytania, na które należałoby odpowiedzieć. Czy te despotyczne jednostki są lub były umysłowo chore? Nam wszystkim łatwiej byłoby przyjąć, że tak właśnie jest (a w wypadku Idi Amina i do pewnego stopnia Roberta Mugabe, Pol Pota i Saddama Husajna takie rozumowanie mogłoby być uzasadnione), ale z pewnością jest to wyjaśnienie zbyt proste. Muszą być inne cechy, które by tłumaczyły ich postępowanie.

Pogłębione studia nad działalnością tych piętnastu mężczyzn przyniosły ciekawe spostrzeżenie: brak wykształcenia lub nieukończenie edukacji wydaje się być czynnikiem łączącym przynajmniej niektórych z tych dyktatorów. Saddam Husajn i Idi Amin byli niemalże analfabetami, a Adolfowi Hitlerowi, Pol Potowi, Kim Ir Senowi i Nicolae Ceauşescu nie udało się ukończyć studiów (fakt niedostania się do Akademii Sztuk Pięknych niewątpliwie wpędził Hitlera w potężny kompleks niższości). Wykształcenie jest także wspólnym mianownikiem, kiedy rozważamy główne obiekty nienawiści dyktatorów. Dla przykładu Pol Pot, Mao Tse-tung czy Idi Amin prześladowali i zabijali tych, których uważali za intelektualistów, bez wątpienia dlatego, że stanowili oni groźbę dla ich reżimów. W dyktaturze nie może być żadnej różnicy zdań, żadnego kwestionowania władzy partii rządzącej, a to dlatego, że, podobnie jak w bajce, gdzie czarownica polana wodą schnie i umiera, niewielu dyktatorów byłoby w stanie przetrwać drobiazgowe dochodzenie, kiedy osoby prowadzące przesłuchania byłyby do tego odpowiednio przygotowane.

Jak więc ci ludzie, którzy splamili świat krwią swych ofiar, mogliby uzasadnić popełnione zbrodnie? Czy któryś z nich stworzył ideologię lub prowadził politykę dla dobra człowieka, a nie po to, aby go niszczyć i dręczyć?

W wypadku trzech pierwszych dyktatorów omawianych w tej książce, Heroda Wielkiego, Czyngis-chana i Zulusa Czaki, można by wysunąć argument, że, jeżeli weźmiemy pod uwagę okres, w którym żyli, ich postępowanie nie było ani tak ohydne, ani tak bezprawne jak działania tych, którzy się pojawili w kolejnych stuleciach. W końcu wrogowie tychże trzech despotów zachowywaliby się mniej więcej tak samo, zabijając przeciwników przy każdej nadarzającej się okazji. W czasach Czyngis-chana lub Zulusa Czaki życie nie było taką świętością jak dzisiaj. Rzymianie (którzy, jak wiadomo, wywarli olbrzymi wpływ na ucywilizowanie się świata zachodniego) w swoich praktykach byli równie wielkimi barbarzyńcami jak Herod. Jak mawiają najwięksi aktorzy komediowi, podstawową sprawą jest wyczucie czasu; powiedzenie to w najwyższej mierze odnosi się do tych trzech „komediantów”.

Nie można tego, niestety, powiedzieć o pozostałych dwunastu dyktatorach. Ich rozumowanie czy wyjaśnienia są zupełnie innego rodzaju; dotyczy to zwłaszcza takich postaci, jak Augusto Pinochet, który uważał, że bez jego interwencji, bez obalenia przez niego lewicowego rządu Salvadora Allende, jego ojczyzna znalazłaby się w tragicznym położeniu ekonomicznym. Podobnie kilku innych dyktatorów wierzyło, że kierują się dobrze pojętym interesem swych krajów, przejmując władzę. Dopiero po dokonaniu przewrotu okazywało się, że dyktatorzy nie są w stanie dotrzymać poczynionych wcześniej obietnic. Było tak na pewno w wypadku Nicolae Ceauşescu, Papy Doca Duvaliera, a nawet do pewnego stopnia Stalina i Mao Tse-tunga. Z punktu widzenia ideologicznego wszyscy oni wierzyli początkowo, że prowadzona przez nich polityka może przynieść ich krajom korzystne zmiany socjologiczne lub/i ekonomiczne. To, że nigdy do tego nie doszło, dowodzi niewątpliwie, iż żadna polityka, żadne marzenia ani ideały nie mogą się ziścić, kiedy dla ich realizacji popada się w skrajność; wręcz odwrotnie zamieniają się one w koszmar.

W ten sposób dochodzimy do postaci takich, jak Saddam Husajn, Idi Amin i Anastasio Garcia Somoza, którzy, jak się wydaje, obejmowali rządy jedynie dla bogacenia się oraz podporządkowania sobie narodu dla niezdrowej rozrywki. Niewątpliwie Somoza nie zamordował tak wielu jak Husajn czy Amin; jednakże jego dyktatura nikomu nie przyniosła równie znacznych korzyści materialnych jak jemu samemu. Z kolei Husajn i Amin nie ukrywali swej chciwości, a nie wydaje się też, żeby odczuwali wstyd czy żal w związku z krwią przelaną w ich imieniu. Obaj chełpili się swymi zbrodniami, drażnili się z całym światem, posługując się pompatyczną retoryką i, tak jeden, jak i drugi, torturowali i mordowali, kogo tylko chcieli.

Natomiast znacznie bardziej niewyraźną i tajemniczą postacią niż reszta przedstawionych w tej książce dyktatorów jest Kim Ir Sen. On również zgromadził wielkie bogactwo i dręczył swych obywateli, ale ponieważ Korea Północna jest wyizolowanym, niemalże hermetycznie zamkniętym państwem, nie ma możliwości poznania rzeczywistego rozmiaru szkód, jakie wyrządził on swemu narodowi. Wiadomo natomiast, że podobnie jak inni dyktatorzy chciał przekazać swą ociekającą krwią koronę synowi. Jest to zresztą powracający temat, gdy się bada życie tych ludzi. Dyktatorzy często chcą, aby ich stanowiska były dziedziczne.

Anastasio Somosa, Papa Doc, Kim Ir Sen, Nicolae Ceauşescu i Saddam Husajn przygotowywali swych synów do przejęcia władzy po śmierci ojców. Działo się tak być może dlatego, że sięgając szczytu megalomanii, uważali się za przedstawicieli rodzin królewskich, a zatem w żyłach ich dzieci płynęła krew właściwa, aby mogli oni sprawować rządy, podążając śladem ojców. A może uważali, że jeżeli dzieci przejmą ich obowiązki, oni sami osiągną nieśmiertelność? To drugie wytłumaczenie wydaje się znacznie bardziej prawdopodobne, ponieważ nie jest łatwe dla nikogo, a już na pewno nie dla dyktatorów-megalomanów, wyobrazić sobie, że świat może funkcjonować bez nich. Poza tym dyktatorzy, sprawujący władzę całkowitą za życia, chcą na pewno wierzyć, że mogą kontynuować swą działalność nawet po śmierci. A jak można to lepiej osiągnąć niż poprzez przekazanie pałeczki synom? Odnośnie do tego tematu romantyczny poeta Percy Bysshe Shelley napisał niezwykle proroczy wiersz, w którym wskazuje nie tylko na szaleństwo takiego pomysłu, ale również na jego bezsensowność. Wiersz nosi tytuł „Ozymandias” i perfekcyjnie podsumowuje temat całkowitej niedoskonałości nawet najpotężniejszego z ludzi w obliczu Czasu.

Podróżnik, wracający ze starożytnej ziemi,

Rzekł do mnie: „Nóg olbrzymich z głazu dwoje sterczy

Wśród puszczy bez tułowia. W pobliżu za niemi

Tonie w piasku strzaskana twarz. Jej wzrok szyderczy,

Zacięte usta, wyraz zimnego rozkazu

Świadczą, iż rzeźbiarz dobrze na tej bryle głazu

Odtworzył skryte żądze, co, choć w poniewierce

Przetrwały rękę mistrza i mocarza serce.

A na podstawie napis dochował się cało:

«Ja jestem Ozymandia, król królów. Mocarze!

Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą

Gińcie z rozpaczy!». Więcej nic już nie zostało

Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże

I piaski bielejące w pustyni obszarze”.

(tłumaczenie – Adam Asnyk)

W świetle ostatnich wydarzeń, a mianowicie obalenia reżimu Saddama Husajna i rozebrania jego gigantycznego pomnika, trudno o wiersz bardziej trafny od powyższego. Niemniej jednak dla tych, którzy ucierpieli z rąk któregoś z dyktatorów, nie jest zbyt wielkim pocieszeniem fakt, że pewnego dnia jego pałace popadną w ruinę, a jego linia wygaśnie. Istnieje autentyczna potrzeba zapewnienia, że takie wydarzenia nie będą mogły i nie będą się powtarzać w przyszłości. Nie trzeba dodawać, że dla rodzaju ludzkiego moment, kiedy wyobrażenie sobie takiego stanu będzie możliwe, musi dopiero nadejść. Tymczasem kilku współczesnych despotów ciągle czerpie korzyści ze swych reżimów, a kilku potencjalnych dyktatorów bez wątpienia cierpliwie czeka na swoją kolej…


HEROD WIELKI
Rzeźnik niewiniątek

Rządy Heroda, który był faktycznym władcą Judei i wielu okolicznych ziem, począwszy od roku 37 p.n.e. aż do swej śmierci na cztery lata przez nastaniem ery chrześcijańskiej, to epizod w historii żydowskiej, z którym ani żydowscy, ani chrześcijańscy historycy nie mogą sobie poradzić. Herod był jednocześnie Żydem i anty-Żydem; obrońcą i dobroczyńcą cywilizacji grecko-rzymskiej, a zarazem wschodnim barbarzyńcą zdolnym do niewypowiedzianego okrucieństwa.

Historia Żydów

PAUL JOHNSON[1]

Uważa się, że opowieść o narodzinach Chrystusa jest najwspanialszą ze wszystkich znanych historii. Jest ona bez wątpienia jednym z najcenniejszych skarbów tradycji chrześcijańskiej, a podczas świąt Bożego Narodzenia wydarzenia tamtej nocy odtwarza się w kościołach, szkołach, domach kultury. Józef i Maryja przybywają do gospody, w której nie ma dla nich miejsca, zostają więc odesłani do stajenki, gdzie w nocy rodzi się dzieciątko; wkrótce przy żłóbku pojawiają się trzej mędrcy i trzej pasterze. Jest to radosna okazja, narodziny, które zwiastują Dobrą Nowinę. Ale jak to zwykle bywa z takimi zdarzeniami, w tle czai się zło; otóż nadejście Chrystusa nie przez wszystkich w Judei zostało uznane za zwiastun nowej ery. Jeden człowiek w szczególności przyjął te wieści z niepokojem; nazywał się Herod Wielki.

Urodził się około roku 74 p.n.e. w Edomie[2] (ziemia ta znana jest obecnie jako Negev lub Negeb), niewielkiej pustynnej krainie na południu Judei. Jego ojciec nosił imię Antypater, a matka, pochodzenia arabskiego, Kupros (czasami spotyka się inną pisownię jej imienia: Kypros). Antypater był stronnikiem Hirkana II, który wstąpił na tron po zwycięstwie Juliusza Cezara nad Pompejuszem w roku 49 p.n.e. Zarówno Hirkan, jak i Antypater, zdając sobie sprawę, że lojalność w stosunku do takiego mocarstwa jak Rzym dobrze się przysłuży im i ich rodzinom, sprzyjali Cezarowi również na dalszych etapach wojny domowej. W efekcie Hirkanowi przyznana została całkowita kontrola nad Judeą, co z kolei przyniosło znaczne korzyści Antypatrowi, któremu się udało zapewnić wysokie stanowiska swym synom. Jednego z nich, Fazaela, mianowano namiestnikiem Jerozolimy, zaś Herodowi, zaledwie szesnastolatkowi, powierzono funkcję namiestnika Galilei, żyznego regionu na północy Judei i Samarii, na którym to terenie miał w przyszłości głosić kazania Jezus.

Herod był jednocześnie człowiekiem sprawiedliwym i tyranem, przywódcą cywilizowanym i barbarzyńcą. Jeden z pierwszych kroków Heroda jako namiestnika wydaje się pod wieloma względami typowym przykładem sposobu traktowania przez niego w przyszłości wszystkich swych poddanych. Po dojściu do władzy wytropił na wpół religijną grupę buntowników, którzy odmawiali płacenia podatków i stosowania się do zarządzeń administracji Heroda. Przywódcą rebeliantów był niejaki Ezechiasz. Po złapaniu buntowników Herod najpierw poddał Ezechiasza torturom, a następnie wykonał na nim i jego spiskowcach egzekucję, nie przeprowadziwszy procesu sądowego zgodnego z religią żydowską. Rozzłościło to najbardziej ortodoksyjnych Żydów, którzy nie tylko zwrócili uwagę, że prawodawstwo żydowskie nie dopuszcza rozdzielności Kościoła od państwa, ale również poinformowali Heroda, że zgodnie z tymże prawem popełnił przestępstwo karane śmiercią. Niespodziewanie Herod został postawiony przed sądem żydowskim, Sanhedrynem. Rozprawa przed Sanhedrynem była sprawą poważną; oskarżeni z reguły upokarzali się przed sędziami i błagali o litość. Ale nie Herod. Wkroczył on ponoć na salę sądową otoczony swą uzbrojoną gwardią, ubrany w ekstrawaganckie szaty w jaskrawych kolorach, całkowicie ignorując sędziów. Herod zostałby niewątpliwie uznany winnym, ale nagle i nieoczekiwanie nadszedł rozkaz z Rzymu, zgodnie z którym Herod miał zostać zwolniony, a oskarżenia przeciwko niemu wycofane. Opuszczając Sanhedryn, Herod triumfował; wracał do Galilei jako człowiek jeszcze bardziej arogancki niż przed procesem.

W wyniku spisku Marka Juniusza Brutusa i Gajusza Longinusa Kasjusza 15 marca 44 r. p.n.e. zamordowany został Juliusz Cezar. W chaosie, jaki zapanował po tym wydarzeniu, ojciec Heroda, Antypater, wypatrywał z niecierpliwością następcy Cezara.

Pozycja Herodian, jak zwyczajowo nazywano rodzinę Heroda, była uzależniona od Rzymu, bo choć byli Arabami z pochodzenia, a Żydami pod względem religijnym, to właśnie Rzym dał Antypatrowi i jego rodzinie szansę na poprawę losu. Z tego powodu po śmierci Cezara Antypater tak pilnie przypatrywał się rozwojowi wypadków w Rzymie, chcąc się dowiedzieć, kto przejmie władzę. Marek Antoniusz i Oktawian pragnęli pomścić śmierć Cezara. Brutus i Kasjusz zwrócili się w zaistniałej sytuacji do Judei, licząc, że dostarczy im ona wystarczająco dużo pieniędzy, ażeby mogli wydać wojnę swym wrogom. Antypater nie miał wyboru, musiał się temu podporządkować, rozkazał więc swoim namiestnikom, aby zebrali część funduszów poprzez opodatkowanie podwładnych. W żadnym razie nie mógł to być ruch popularny, a Antypater jeszcze pogorszył sytuację, ściągając te nowe podatki siłą. Jeden z poborców, człowiek o imieniu Malichus, odmówił wykonania rozkazów, mając nadzieję, że w oczach Rzymian rzuci to cień na Antypatra. Rozzłościło to tak Antypatra i Kasjusza, że aresztowali Malichusa i już mieli zamiar stracić go, kiedy wmieszał się Hirkan i uchylił karę śmierci. Wkrótce potem odbyła się wielka uczta, w której uczestniczył i Antypater, i Kasjusz. Antypater podniósł ponoć czarę z winem i wypił jej zawartość, po czym padł martwy, otruty. Wszystko wskazywało, że winny jest Malichus i zarówno Herod, jaki i jego brat Fazael poprzysięgli zemstę, ale tym razem to Kasjusz wydał uzbrojonej gwardii rzymskiej rozkaz stracenia zabójcy. Bardzo dobrze wpłynęło to na pozycję Heroda w Rzymie. Kasjuszowi jednakże szczęście aż tak nie sprzyjało i wkrótce poniósł porażkę w bitwie z Markiem Antoniuszem i Oktawianem (około 42 r. p.n.e.). Przygnębiony i wycieńczony Kasjusz popełnił samobójstwo, nabijając się na swój własny miecz i umożliwiając w ten sposób Markowi Antoniuszowi przejęcie panowania nad wschodnią częścią imperium rzymskiego.

Mniej więcej w tym samym czasie Herod i Hirkan stali się celem ataku kolejnej grupy żydowskich buntowników. I tym razem Herodowi udało się prędko zdławić powstanie. W nagrodę za lojalność Hirkan zaaranżował małżeństwo Heroda ze swą wnuczką Mariamme. Herod był już wówczas żonaty z Arabką o imieniu Doris, ale to go nie powstrzymało przed poślubieniem drugiej kobiety. Nie było to wbrew prawu, a Herod dojrzał duże korzyści wynikające z takiego związku. Mariamme była przecież księżniczką spokrewnioną z najbardziej wpływowymi osobami w tym regionie.

W ciągu całego życia Herod miał co najmniej dziesięć żon i przyjmuje się, że był ojcem dwanaściorga lub czternaściorga dzieci. Wydaje się jednak, że to Doris i Miriamme były najbliższe jego sercu i że to ich dzieci najbardziej wykorzystały sukces ojca. Doris miała jednego syna o imieniu Antypater, a Miriam dwóch: Aleksandra i Arystobula.

Herod ciężko pracował, budując przymierze z Rzymem i tworząc przez swych synów solidną dynastię, ale po śmierci Kasjusza zdał sobie sprawę, że dla podtrzymania dobrych stosunków z „pracodawcami” będzie musiał zdobyć zaufanie Marka Antoniusza. Wrogowie Heroda próbowali przekonać rzymskiego władcę, aby osłabił pozycję Heroda w Judei, ten zaś usłyszawszy o tym, czym prędzej udał się na rozmowy do Marka Antoniusza. Przywódca wschodniego imperium rzymskiego szybko zapewnił Heroda, że nie ma on żadnych powodów do obaw. Potwierdził, że Herod jest dobrym przyjacielem Rzymu i chociaż popierał Kasjusza, Marek Antoniusz wiedział przecież, że był to objaw jego lojalności wobec cesarstwa.

W rzeczy samej Marek Antoniusz i Herod mieli ze sobą wiele wspólnego. Obaj lubili dobrze żyć; uwielbiali pić i ucztować i chociaż Marek Antoniusz potrafił być bardzo serdeczny i wylewny, to istniała też inna strona jego natury: okrutna i brutalna. Te właśnie cechy ujawniły się, kiedy rozkazał egzekucję setek Żydów, którzy się sprzeciwiali Herodowi. Mianował następnie Heroda i jego starszego brata, Fazaela, wspólnymi władcami Judei. Hirkan był głęboko nieszczęśliwy w związku z takim rozwojem wypadków, ponieważ czyniło to z niego króla wyłącznie marionetkowego. Niemniej jednak niedługo zamartwiał się swoją stratą, gdyż niebawem jego królestwo zostało wplątane w nową wojnę.

Około roku 40 p.n.e. Partowie, jedni z najzacieklejszych wrogów Rzymu (Partia obejmowała obszar dzisiejszego Iranu i części Iraku) najechali Syrię, która należała do cesarstwa rzymskiego. Liczne oddziały rzymskich legionów pomaszerowały na zachód odzyskać swe terytoria i odeprzeć najeźdźców. Dla Żydów była to okazja, aby zaatakować Heroda, gdy jego „protektorzy” zaangażowani byli gdzie indziej. Pod wodzą człowieka o imieniu Antygon zorganizowali ofensywę przeciwko niepopularnemu suwerenowi. Antygon jeszcze bardziej zaognił sytuację, obiecując Partom całkowitą władzę w Judei, gdyby się im udało usunąć, a najlepiej zabić Heroda. Następnie wraz ze swymi ludźmi najechał Judeę i przejął kontrolę nad Jerozolimą. Podczas walk Herod zdołał uciec do Masady, ale jego brat, Fazael oraz Hirkan zostali pojmani. Antygon rozkazał odciąć Hirkanowi ucho (albo uszy), które następnie podarował Partom jako trofeum wojenne. Dla Hirkana oznaczało to nie tylko konieczność znoszenia bólu fizycznego, lecz miało także trwały wpływ na jego status, ponieważ okaleczony nie mógł dłużej piastować funkcji arcykapłana. Sprawy Fazaela również nie ułożyły się pomyślnie. Prawdopodobnie, załamany po dostaniu się do niewoli, popełnił samobójstwo, rozbijając głowę o ścianę więzienia; inne źródła podają, że został otruty przez ludzi Antygona.

W tym czasie zwolennicy Heroda zgromadzili się w Masadzie, co po hebrajsku oznacza „forteca” – nazwa trafna, gdyż cała konstrukcja została wzniesiona na wysokości 400 metrów na samotnym płaskowyżu górującym nad Morzem Martwym. Z racji położenia i wysokości dostęp do Masady był bardzo trudny; żydowski historyk Józef Flawiusz (urodzony w 37 r. n.e. – zmarły około 101 roku) twierdził, że można się było do niej dostać jedynie „wijącą się ścieżką”; było to więc idealne miejsce na kryjówkę. Herod, zanim się schronił w fortecy, udał się najpierw po poradę do jednego ze swych braci:

A kiedy przybył do Idumei [inna nazwa Edomu – przyp. tłum.], do miejsca zwanego Thressa, spotkał się ze swym bratem Józefem i odbył z nim naradę, chcąc omówić wszystkie sprawy, a w szczególności, co należało uczynić w zaistniałych okolicznościach, jako że podążały za nim wielkie ilości zwolenników, nie licząc wojsk najemnych, zaś Masada, gdzie zamierzał uciec była zbyt mała, aby pomieścić takie masy; tak więc odesłał większą część swojej kompanii, a było ich ponad dziewięć tysięcy i kazał jednym iść jedną drogą, a drugim inną, i takim sposobem gdzieś się schronić w Idumei… a sam wziął ze sobą najmniej obarczonych i tych, którzy mu byli najbliżsi i przybył z nimi do fortecy, i umieścił tam swe żony i swych sprzymierzeńców w ilości ośmiuset… [3].

Herod przebywał w Masadzie krótko, po czym zostawił swe żony i większość zwolenników i udał się do Rzymu, jak twierdzą niektórzy, przez Egipt, gdzie spotkał się z Kleopatrą. Kiedy wreszcie przybył do celu swej podróży, zwrócił się do Senatu z prośbą o nadanie mu tytułu króla żydowskiego oraz pozwolenie na powrót do Judei w celu ustanowienia tam ponownie zwierzchnictwa rzymskiego. Senat przychylił się do jego prośby, nadając mu formalny tytuł „rex socius et amicus populi Romani” – król sprzymierzeniec i przyjaciel narodu rzymskiego. Herod wyruszył najpierw z wojskiem rzymskim w liczbie 36000 żołnierzy do Galilei, gdzie stłumił wszelki opór, po czym udał się do Joppy. Następnie wrócił do Masady, aby uwolnić swych wiernych sojuszników. Wreszcie pomaszerował do Jerozolimy, którą oblegał przez kilka tygodni, by ją w końcu zdobyć, wspiąwszy się na mury obronne. Mając zapewnione zwycięstwo, Herod wraz ze swymi rzymskimi żołnierzami oraz tymi Żydami, którzy pozostali mu wierni, dokonał masakry większości mieszkańców, chcąc zapewnić sobie władzę nad pozostałymi przy życiu obywatelami Jerozolimy. Ponadto Rzymianie splądrowali miasto, rabując złoto, ubrania, biżuterię i inne wartościowe przedmioty, aż wreszcie Herod zmuszony był błagać ich, żeby przestali i obiecał sowicie ich nagrodzić z własnej kiesy.

W tym czasie Antygon, wcześniej pojmany przez Heroda, został śpiesznie przekazany Rzymianom w Antiochii, gdzie przywiązano go do krzyża i biczowano do utraty przytomności, a następnie ścięto.

Przez resztę swoich rządów Herod przejawiał wszelkie oznaki wielkiego polityka, niezmiennie zapewniając sobie bezgraniczne poparcie tego, kto akurat dzierżył władzę w Rzymie. Kiedy wschodziła gwiazda Marka Antoniusza, Herod w należyty sposób ślubował mu wierność, ale kiedy gwiazda ta gasła, błyskawicznie zmienił taktykę, zawierając sojusz z Oktawianem. W krótkim czasie stał się jednym z najbardziej lojalnych wobec Rzymu królów „satelickich”.

Od samego początku Herod pragnął wycisnąć na Judei piętno swojej osobowości i roztoczyć swoje wpływy na wszystkie środowiska społeczne. Mając to właśnie na uwadze, wydał rozkaz egzekucji czterdziestu siedmiu (z siedemdziesięciu jeden) członków Sanhedrynu, ponieważ, zgodnie ze sposobem myślenia Heroda, mieszali się oni w sprawy świeckie, które podlegały jego jurysdykcji. Od tego momentu Sanhedryn stał się sądem wyłącznie religijnym. Następnie jeszcze bardziej podważył status ludności żydowskiej, reformując urząd arcykapłana, którego uważał za realną groźbę dla swojej pozycji władcy. Stanowisko i tytuł arcykapłana były z zasady dziedziczne, ale po przejęciu władzy Herod zaczął osobiście zarówno mianować, jak i odwoływać kolejnych kapłanów, co doprowadzało Żydów do wściekłości, jako że urząd ten był dla nich od tej pory skalany przez Rzym. Był jednak jeden arcykapłan, który zdobył zaufanie ludu. Nazywał się Ananel i pomimo że został mianowany przez Heroda i miał w momencie rozpoczęcia posługi zaledwie siedemnaście lat, Żydzi zaaprobowali jego kapłaństwo, wychwalając go pod niebiosa. To oczywiście nie odpowiadało Herodowi, który zaczął już w owym czasie zdradzać oznaki głęboko zakorzenionej paranoi. Wydał zatem wielką ucztę w Jerychu i zaprosił na nią Ananela. Dzień był duszny i parny i większość gości udała się do pobliskich stawów celem zażycia kąpieli. Uważa się, że zausznicy Heroda wykorzystali sytuację, zaprowadzili Ananela w ustronne miejsce i tam go utopili.

Żydzi, wstrząśnięci, pogrążyli się w żalu, kiedy doszły do nich wieści o śmierci arcykapłana. Matka Ananela, Aleksandra, wraz z kilkoma innymi osobami podejrzewała nieczystą grę, a wręcz morderstwo. Był to dla nich kolejny znak zbezczeszczenia ich praw przez stronę arabską. Doprowadzona do wściekłości Aleksandra udała się do Egiptu szukać porady u królowej Kleopatry. Kleopatra okazała pełne zrozumienie dla ciężkiej doli Aleksandry i obiecała, że zrobi, co w jej mocy, aby uwolnić Judeę od Heroda.

Tak jak wielu późniejszych dyktatorów (żeby wymienić chociażby Stalina, Ceausescu czy Papę Doca), którzy uważali za obowiązek stworzyć rozbudowaną sieć szpiegowską w celu utrzymania czujność wobec wroga, również Herod zastosował w czasie swego panowania podobną taktykę. Umieścił informatorów wszędzie, a w szczególności na wielkich placach targowych i w łaźniach publicznych, gdzie ludzie wdawali się w pogawędki i otwarcie wymieniali poglądy. W efekcie Herod dowiedział się o spisku Kleopatry i Aleksandry, zanim zdołały one wprowadzić swoje plany w życie. Ostrzeżona przez swych szpiegów Aleksandra, która w tym czasie wróciła do domu, uciekła z Jerozolimy ukryta w trumnie.

Tymczasem Kleopatra próbowała rzucić urok na Marka Antoniusza. Ten stracił głowę dla egipskiej królowej i oboje zaczęli knuć spisek z zamiarem obalenia Oktawiana (który zarządzał zachodnią częścią cesarstwa rzymskiego) i przeniesienia stolicy z Rzymu do Aleksandrii w Egipcie. Marek Antoniusz rozkazał wszystkim wiernym mu podwładnym stanąć po jego stronie do walki z Oktawianem, ale na swoje szczęście (jak się okazało) Herod był zbyt zajęty własnymi sprawami, żeby wziąć udział w batalii. W rezultacie nie uczestniczył w przegranej przez Antoniusza i Kleopatrę, bitwie pod Akcjum stoczonej w roku 33 p.n.e. niedaleko wybrzeży Grecji. Herod, który jak zawsze miał oczy szeroko otwarte, kiedy tylko otrzymał wiadomość o klęsce, natychmiast złożył przysięgę wierności Oktawianowi.

Herod zorganizował nawet igrzyska dla uczczenia zwycięstwa Oktawiana pod Akcjum. W programie widowiska, ze swej natury grecko-rzymskiego, znalazły się wyścigi rydwanów, zapasy, muzyczne interludia. Igrzyska były jednakże kolejnym afrontem wobec Żydów, zwłaszcza ze względu na część muzyczną, która w dużej mierze opierała się na sprośnym języku, obraźliwym dla skrajnie ortodoksyjnych wyznawców.

Igrzyska nie były jedynym elementem kultury greckiej wprowadzonym do Judei przez Heroda, jako że w tym okresie życia był on zafascynowany wszystkim, co miało odcień hellenistyczny. Zwyczaje greckie rozprzestrzenił na całym wschodzie Aleksander Wielki, młody żołnierz, który zmarł w roku 323 p.n.e. i chociaż w czasach Heroda Grecy stracili na znaczeniu, Rzymianie pozostawali ciągle pod ich wielkim wpływem. Herod, odbudowawszy osadę portową Wieża Stratona, nazywał ją Cezarea; ufortyfikował również miasto Samaria i zmienił jego nazwę na Sebaste (greckie tłumaczenie imienia August).

Pozbywszy się Ananela, którego uważał za potencjalne zagrożenie dla swej pozycji i zapewniwszy sobie mocne poparcie Rzymu, Herod poświęcił całą uwagę jednemu ze swych najdawniejszych „wrogów”, Hirkanowi. Hirkan cudem przetrwał próbę pozbawienia go władzy przez Antygona i chociaż okaleczony, został arcykapłanem w Babilonie. Obawiając się, że pewnego dnia Hirkan może zechcieć powrócić i zażądać zwrotu tronu, Herod uznał za stosowne kazać go zamordować. Pewne źródła podają (taka wersja znajduje się między innymi w Talmudzie), że po tym fakcie Miriamme, załamana po przedwczesnej śmierci dziadka, popełniła samobójstwo, a jej ciało zakonserwowano w miodzie. Wielu uważa jednak, że została stracona w późniejszym terminie na rozkaz Heroda, który ją podejrzewał o niewierność. Weźmy choćby poniższy opis wydarzeń z powieści Roberta Gravesa Klaudiusz i Messalina, która choć jest fikcją literacką, opiera się na rzetelnych badaniach naukowych.

„Kiedy Miriamme się dowiedziała o tych tajnych rozkazach, poczuła się urażona i w obecności matki i siostry Heroda wypowiedziała parę uwag, które powinna była raczej zostawić dla siebie. Ponieważ obie te kobiety były zazdrosne o władzę, jaką Miriamme posiadała nad Herodem, kiedy tylko wrócił, przekazały mu jej słowa, oskarżając ją jednocześnie o cudzołóstwo, które jakoby popełniła podczas jego nieobecności z mściwości i nieposłuszeństwa – jako jej kochanka wskazały Szambelana. Herod rozkazał ściąć ich oboje”[4].

Niezależnie od żądzy krwi Herod miał też pozytywne cechy charakteru i w czasie swego panowania zbudował lub odbudował (jak już wspomniano) wiele nowych miast, fortec i pałaców. Przykładem niech będą Fazael (znany w późniejszym czasie jako „Wieża Dawidowa”), twierdza Antonia, Macharus, a w szczególności Druga Świątynia w Jerozolimie (wzniesiona podobno na gruzach Świątyni Salomona), na stopniach której miał potem nauczać Jezus. Budowa, pod kierownictwem Heroda, była prowadzona z wielką rozrzutnością. Zgodnie z relacjami zamieszczonymi w Talmudzie świątynię zbudowano z żółtego, białego i niebieskiego marmuru, a pewne jej elementy były pozłacane. Jak napisał Józef Flawiusz w książce Wojna żydowska (The Jewish War), „obcym, kiedy się do niej zbliżali, wydawało się, że widzą w oddali ośnieżoną górę; a to dlatego, że te elementy, które nie były pokryte złotem, były oślepiająco białe”. Flawiusz podaje również, że w trakcie budowy deszcze padały jedynie w nocy, nie hamując prac, co miało być znakiem od Boga. Herod zatrudnił do budowy świątyni 10000 mężczyzn i 1000 kapłanów, a ponadto zrobił naprawdę wiele, żeby nie obrazić uczuć Żydów ortodoksyjnych; i tak na przykład do budowy ołtarza kazał użyć nieociosanego kamienia, dzięki czemu bloki skalne nie miały żadnego kontaktu z żelazem.

Budowa trwała 46 lat, a kiedy została ukończona, świątynia przypominała miasto w mieście. Były tam krużganki, wewnętrzne świątynie, wewnętrzne i zewnętrzne dziedzińce, mosty itp.; budowla przyciągała tysiące ludzi, między innymi kapłanów, skrybów, muzyków, lichwiarzy i budowniczych. Jednakże pomimo kunsztu wykonania, pomimo elegancji, majestatyczności i znaczenia świątyni dla Jerozolimy, w roku 70 n.e. Rzymianie, dławiąc powstanie żydowskie, zrównali budowlę z ziemią. (Do dzisiaj pozostały jedynie pewne części zachodniego zewnętrznego muru – jest to tak zwana Ściana Płaczu, miejsce święte dla Żydów, którzy pomiędzy kruszejące kamienie wtykają karteczki z modlitwami).

Jednak podczas wznoszenia świątyni Herod popełnił brzemienny w skutki błąd: nad głównym wejściem umieścił złotego orła, symbol władzy rzymskiej. W jednej chwili zlekceważył wszystkich pobożnych Żydów, których próbował udobruchać. Grupa studentów prawa tory pod wodzą młodego człowieka o imieniu Judasz wspięła się na mury świątynne, usunęła orła i roztrzaskała go na kawałki. Ten akt Herod uznał za bezpośrednie zagrożenie dla swej władzy. Kazał wytropić studentów, pojmać ich, a następnie zakutych w kajdany zaprowadzić do Jerycha, gdzie w jednym z rzymskich amfiteatrów odbyła się rozprawa sądowa, po czym studentów spalono żywcem.

Wznosząc Drugą Świątynię, Herod miał nadzieję, że pamięć o nim przetrwa długo. Podczas jego panowania zostały rzeczywiście wydane olbrzymie kwoty na budowle powstające ku jego czci. Również prywatne wydatki Heroda były ogromne i podobnie jak to miało miejsce w wypadku wielu późniejszych despotów, większość pieniędzy pochodziła z wyzysku poddanych. Herod konfiskował majątki wrogów i zyskami napełniał własne kieszenie. Nakładał podatki i zgarniał większość wpływów. Ale, jak zauważa historyk Paul Johnson, na korzyść Heroda przemawia fakt, że pod jego rządami państwo rozkwitało „dzięki pokojowej polityce zagranicznej, porządkowi wewnętrznemu i rozwojowi handlu”. Niemniej jednak reżim ten miał więcej aspektów negatywnych niż pozytywnych. Jeżeli chodzi o rozdrażnianie Żydów i obrażanie ich poczucia tradycji, Herod nie miał sobie równych. Obok niefortunnego orła, na rozkaz Heroda, który wiedział, że w ten sposób rozgniewa Żydów, wzniesiono wbrew prawu żydowskiemu wiele pogańskich budowli, takich jak teatry i amfiteatry.

Herodowi bez trudu udawało się wywoływać oburzenie Żydów en masse, ale i tak było to nic w porównaniu z tym, jak potrafił rozeźlić swych krewnych i przyjaciół.

Herod miał dwóch synów z Miriamme: Aleksandra i Arystobula, ale miał przecież także inne żony. Dwójka dzieci z kolejnego małżeństwa, Salome i Feroras, uważając, że Herod faworyzuje ich przyrodnich braci, zaczęła rozsiewać ponure pogłoski, jakoby chcieli oni zabić ojca i przejąć kontrolę nad Judeą. Jeszcze bardziej podsycił te plotki pierworodny syn Heroda, Antypater. W końcu Herod, przerażony docierającymi do niego informacjami, poprosił władze w Rzymie, żeby Aleksandrowi i Arystobulowi wytoczono sprawę sądową. Tak się też stało i obu młodzieńców odstawiono do Berytus, gdzie zespół sędziowski bardzo szybko uznał ich za winnych, po czym, na rozkaz ojca, zostali oni zagłodzeni na śmierć.

Antypatrowi również się nie udało ocalić życia. Po śmierci przyrodnich braci został on wysłany z misją do Rzymu. Podczas nieobecności syna Herod odkrył jego knowania i po powrocie Antypater także został skazany na śmierć.

Wydawało się, że przed gniewem albo może paranoją Heroda nie sposób uciec. Ta ostatnia spłodziła koszmar znany z ewangelii św. Mateusza, wydarzenie, które się zwykło nazywać Rzezią Niewiniątek (jej opis nie pojawia się co prawda w żadnych innych tekstach kanonicznych ani też w świeckich przekazach historycznych, chyba że przyjąć, iż do masakry nawiązują słowa proroka Jeremiasza: „To mówi Pan: «Słuchaj! W Rama daje się słyszeć lament i gorzki płacz. Rachel opłakuje swoich synów, nie daje się pocieszyć, bo już ich nie ma»”)[5]. Otóż Herod przyjął u siebie trzech mędrców, a ci zadali mu pytanie: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon”. Usłyszawszy to, Herod wpadł we wściekłość. Któż śmiał nazywać siebie królem żydowskim, kiedy ten tytuł zgodnie z prawem należał się tylko jemu? Rozważywszy informację, którą mu przekazali mędrcy, zdecydował się w końcu na drastyczny ruch, a mianowicie zlecił zamordowanie wszystkich przebywających w jego królestwie chłopców poniżej drugiego roku życia. Wkrótce potem Anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić.

On [Józef] wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu.

Tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego.

Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał [oprawców] do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców”[6].

Nie ma wątpliwości, że był to przejaw tyranii, pomijając nawet liczbę zabitych dzieci, która w zależności od źródła waha się od 10 do 150 tysięcy. Bez względu na rzeczywistą liczbę zamordowanych sam czyn wyróżnia Heroda jako osobnika wyjątkowo odrażającego, który nie cofnąłby się przed niczym, byle tylko zachować władzę.

Po śmierci synów, z krwią niewinnych dzieci na rękach Herod musiał się pogodzić z faktem, że jego i tak już niepewna pozycja w Judei jeszcze bardziej się zachwiała. Ponadto zaczął zapadać na zdrowiu, choć nikt dokładnie nie wiedział, co staremu człowiekowi dolega. Zgodnie z przekazem Flawiusza Herod cierpiał czasami z powodu kaszlu, innym razem uskarżał się na świąd czy też na gorączkę i robaki. Żywy opis chorób Heroda znajdujemy znów u Roberta Gravesa w powieści Klaudiusz i Messalina:

„Nigdy nie słyszałem, żeby ta choroba miała nazwę, była to po prostu choroba Heroda, ani też, żeby ktokolwiek inny był na nią kiedykolwiek chory; jej symptomami był wilczy głód, po którym następowały wymioty, gnijący żołądek, trupi oddech, robaki rozmnażające się w miejscach wstydliwych i permanentna wodnista wydzielina z jelit. Choroba powodowała ból nie do zniesienia i rozpalała do szaleństwa i tak już dziką naturę”[7].

Z drugiej strony wielu naukowców spekuluje, że być może choroba Heroda miała podłoże psychiczne. W końcu ten człowiek skazał na śmierć własną żonę i synów. Nie podlega jednak dyskusji fakt, że Herod, choć bardzo już słabowity, dożył późnego wieku. Pod koniec życia ponoć trzykrotnie zmieniał testament i wydziedziczył wiele ze swych żyjących wciąż dzieci.

Wkrótce po śmierci Heroda Rzymianie najechali Jerozolimę i w 6 r. n.e. Judea, na prośbę Żydów, stała się prowincją rzymską (obawiali się oni, że któryś z żyjących synów Heroda może przejąć władzę i kontynuować dzieło ojca). Pomimo nienawiści, jaką Żydzi darzyli swego pana i władcę, ceremonia pogrzebu Heroda była wyjątkowo uroczysta i okazała. Najlepiej opisał to Flawiusz: „Katafalk był ze szczerego złota, wysadzany szlachetnymi kamieniami i udrapowany najbogatszą purpurową materią. Spoczywało na nim ciało spowite w szkarłat, skroń wieńczył diadem, a nad nim znajdowała się złota korona, prawa ręka dzierżyła berło. Za katafalkiem szli synowie Heroda i wszyscy jego krewni, a za nimi włócznicy, Kompania Tracka, Germanie i Galowie, całe wojsko w pełnym rynsztunku, pod wodzą swych dowódców i oficerów i wreszcie pięciuset wyzwoleńców niosących przyprawy”[8].

Herod był bodaj pierwszym despotą, którego władzy świat miał nieszczęście doświadczyć. Niestety nie ostatnim.


CZYNGIS-CHAN
Oceaniczny wojownik

Droga do władzy, którą kroczył Czyngis-chan, była całymi latami uważana za ciąg aktów brawury wbrew rozsądkowi albo za cud, który można jedynie rozważać jako wynik okoliczności zewnętrznych i tylko pozornej równowagi sił. Jednakże w swym postępowaniu Czyngis-chan był nie mniej logiczny i wyrachowany niż inni, działał na miarę swych możliwości, a plany opierał na realiach.

L’Empire Jaune de Gengis Khan

[„Żółte cesarstwo Czyngis-chana”]

JOACHIM BARCKHAUSEN, 1935.

Po raz pierwszy słowo „Mongoł” pojawiło się w kronikach chińskich spisanych około VII wieku, podczas panowania dynastii Tang; mianem tym określano koczowniczy naród, który rozbijał swe obozowiska nad syberyjską rzeką Amur. Z punktu widzenia geograficznego Mongolia znajdowała się w środkowej Azji, wciśnięta pomiędzy Chiny i Rosję. Był to teren nieprzystępny, mieszanina obszarów górzystych i otwartych równin. Na południu rozciągała się pustynia Gobi, po której poruszali się koczownicy, podróżując między Chinami a Iranem; na północy wznosiły się wysokie łańcuchy górskie pełne wartkich rzek, porośnięte gęstym lasem, zapewniającym schronienie.

Mongołowie nie tworzyli społeczeństwa zorganizowanego. Co prawda jako naród pasterski zbierali się w grupy podczas corocznych migracji, ale były to jedyne okazje do zgromadzeń. Ludzi tych łączyła jedynie religia, która skupiała się wokół bóstw naturalnych, takich jak bóg-niebo, bogowie-drzewa i bogowie-rzeki. Pod tym względem przypominali Japończyków wyznających sintoizm. Niemniej jednak pomimo wspólnej religii Mongołowie żyli przez wiele wieków bez potrzeby tworzenia struktur społecznych. Zgodnie z legendą na początku XII wieku miał się jednakże pojawić człowiek, który zjednoczy naród i poprowadzi go do wielkich czynów.

Czyngis-chan urodził się między rokiem 1155 a 1162 nad rzeką Onon, która znajduje się niedaleko dzisiejszej granicy Mongolii z południowo-wschodnią Rosją. Jego ojcem był mongolski wódz o imieniu Jesugej z klanu Borgidżin, a matką niejaka Hoelun z plemienia Merkitów. Czyngis-chanowi nadano po urodzeniu imię Temudżyn, co oznacza „żelazny robotnik”. Krążą różne historie na temat okoliczności jego przyjścia na świat. Według jednej z nich urodziwszy się, ściskał w ręku krwawy skrzep, co miało wróżyć, że jest mu przeznaczone zostać wielkim wodzem. Przypisywano mu też narodziny nadprzyrodzone: miał być potomkiem brązowej łani i szaroniebieskiego wilka lub też dzieckiem Alan Qu’a, kobiety zapłodnionej przez promień słoneczny.

Bardzo niewiele wiadomo o dzieciństwie Temudżyna. Uważa się, że jako młody chłopiec został zaręczony z dziewczyną o imieniu Borte, córką wodza innego plemienia. Ojciec Temudżyna, wówczas dziewięcio- lub dziesięcioletniego, został otruty przez nieprzyjacielski klan. Młody Temudżyn próbował wówczas przekonać swój własny szczep, że to on powinien zostać wodzem w miejsce ojca. Pomysł został odrzucony, po czym Temudżyn, jego matka i trzej bracia zostali usunięci z plemienia. Życie na równinach bez wsparcia klanu było ciężkie, trudno było między innymi zdobyć żywność. Jak się uważa, z tego właśnie okresu pochodzą pierwsze przejawy bezwzględności Temudżyna, który zabił jednego ze swych braci, przyłapawszy go na próbie kradzieży żywności z rodzinnych zasobów. Po tym zdarzeniu szybko zyskał reputację tyrana, któremu nie należy się przeciwstawiać, niezależnie od tego, kim się jest. Inna historia z tego okresu opowiada, że pewnego dnia Temudżyn podczas polowania wpadł w pułapkę i został pojmany przez wrogi klan, zaprowadzony do ich obozowiska i uwięziony. Zdołał jednakże zabić strażnika i uciec, i chociaż wrogowie go poszukiwali, umknął im i dzięki wspaniale rozwiniętej umiejętności przetrwania wrócił do rodziny.

Poznawszy życie w stepie, na wygnaniu, z dala od rodzimego szczepu, Temudżyn odnalazł w końcu ojca swej narzeczonej z dzieciństwa, należącego do klanu Ongiratów. Został dobrze przyjęty i zgodnie z planem odbył się jego ślub z Borte. (W przyszłości Czyngis-chan miał jeszcze wiele żon i konkubin, ale to Borte, jego pierwsza żona, pozostała na zawsze najważniejszą kobietą jego życia). Borte urodziła Temudżynowi jego czterech najsławniejszych synów: Dżocziego, którego syn, Batu, jest uważany za założyciela Złotej Ordy w Rosji i Europie Wschodniej; Czagataja, który sprawował władzę w Azji Środkowej; Ugedeja, który po śmierci Czyngis-chana rządził w północnych Chinach; w końcu Tołuja, który, idąc w ślady ojca, zrównał z ziemią miasto Merw.

Temudżyn otrzymał w posagu czarne sobolowe futro, które dało początek jego przyszłemu olbrzymiemu bogactwu, zdobył też poparcie plemienia swojej żony, a co za tym idzie, uzyskał status, jakim nie mógł się cieszyć od śmierci ojca. Chciał jednak również odnowić stosunki ze swoim pierwotnym klanem, odwiedził więc człowieka o imieniu Togrul, z którym jego ojca łączyło braterstwo krwi, przywódcę plemienia Kereitów ze środkowej Mongolii. Togrul obiecał, że zrobi, co w jego mocy, aby pogodzić Temudżyna z plemieniem oraz rodziną ojca. Jednakże zanim mogło to nastąpić, banda Merkitów porwała Borte.

Początkowo Temudżyn był zmuszony uciec w góry, gdzie się ukrywał przez kilka tygodni, ale następnie połączył siły z Togrulem i innym młodym wodzem, Dżamuką, po czym we trzech odbili Borte i pokonali Merkitów. Kiedy wieści o odwadze Temudżyna, Togrula i Dżamuki rozeszły się po stepie, przyłączyło się do nich wielu Mongołów, aby, działając w dużej grupie, łatwiej im było pokonywać wspólnych wrogów. Przez pewien czas się to udawało. Temudżyn, Togrul i Dżamuka pozostawali w przyjaźni, rozbijali swoje obozy blisko siebie, wspólnie wypasali bydło i ogólnie rzecz biorąc, żyli w zgodzie. Ale niestety pokój trwał krótko, gdyż trzej mężczyźni się skłócili. Ich spór odzwierciedlał scenę polityczną tamtych czasów, kiedy to przyjaźnie i sojusze ciągle się zmieniały i kiedy nigdy nie można było być pewnym lojalności przyjaciela. Rozłam pomiędzy Temudżynem, Togrulem i Dżamuką jeszcze się nasilił, kiedy około roku 1195–1196 przywódcy kilku różnych mongolskich plemion zwołali kurułtaj (wielkie zgromadzenie) i ogłosili Temudżyna swym chanem, a ponadto nadali mu imię Czyngis. Nie ma pełnej zgody co do tłumaczenia tego imienia, ale uważa się, że może ono mieć jedno z następujących trzech znaczeń: „umiłowany wojownik”, „duch światła” lub – najprawdopodobniej – „oceaniczny wojownik”. To ostatnie tłumaczenie pochodzi od tureckiego słowa tengiz, które oznacza „duży akwen wodny” i chociaż nie wszyscy są tego samego zdania, fakt, że ocean symbolizuje zarówno tchnienie, jak i bezmiar mądrości, wielu uczonych uważa, że jest to wyjaśnienie najwłaściwsze. Niezależnie jednak od tłumaczenia, prawdziwe znaczenie było oczywiste – Temudżyn został obwołany panem wszystkich istot, na które skierował swój wzrok.

Czyngis-chan od początku przystąpił do ustanawiania nowych praw, które z czasem stały się znane jako Jasa (prawo Wielkiej Ordy). Niewiele niestety pozostało z pierwotnego kodeksu, ale większość badaczy uważa, że przepisy tam zawarte mocno się opierały na tradycjach przodków i miały charakter norm moralnych, tak żeby można się było nimi posiłkować, kiedy należało wydać orzeczenie w jakiejś sprawie. Oto jak opisał Jasę historyk Juvaini:

„W zgodzie i podług swego rozumu, przewidział prawem każdą sytuację i wydał zarządzenie na każdą okazję; a każdemu przestępstwu przyporządkował odpowiednią karę. A jako że ludy tatarskie nie miały własnego pisma, wydał rozkaz, że dzieci mongolskie mają się go nauczyć od Uighur [ludu pochodzenia tureckiego], a prawa i rozporządzenia jasy mają być spisane na zwojach. Te zwoje zostały nazwane Wielką Księgą Jasy i są przechowywane w skarbcach głównych książąt”[9].

Pomimo że Temudżyn został wybrany na chana, było ciągle kilka plemion mongolskich, którym się to nie podobało – według nich zgodnie z tradycją na ziemi może panować tylko jeden władca, tak jak jest tylko jeden bóg w niebiosach. Najważniejszym oponentem był Togrul, były przyjaciel i sojusznik Temudżyna, przywódca Kereitów. Temudżyn w rzadkim przypływie uczuć przyjacielskich zaoferował Togrulowi możliwość złożenia broni i poddania się jemu i jego ludziom, którą to ofertę Togrul odrzucił. Zamiast tego odbyło się kilka krwawych bitew i w rezultacie armia Kereitów została rozbita. Togrul, pojmany, poprosił Czyngis-chana, aby jego egzekucja odbyła się bez rozlewu krwi. Temudżyn wyświadczył mu tę przysługę, kazał go wychłostać i udusić. Po klęsce Kereitów i śmierci ich wodza, zdławiony został opór także innych plemion mongolskich kwestionujących władzę Czyngis-chana, z których ostatnie poddało się, jak się uważa, około 1204 roku.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.