Na całe życie  - Lucy Clark - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Na całe życie - Lucy Clark

Doktor Beth Durant nie może zapomnieć Ryana Coopera, którego spotkała na przyjęciu bożonarodzeniowym. Bardzo ją zafascynował, lecz ich drogi się rozeszły – Ryan wyjechał do Anglii, Beth do Stanów. Po upływie pół roku spotykają się niespodziewanie w szpitalu w Sydney. Okazuje się, że Ryan jest nowym szefem Beth. Oboje są samotni, lecz nieufni. Ponadto Beth stawia mężczyznom jasno sprecyzowane wymagania, którym dotąd nikt nie sprostał...

Opinie o ebooku Na całe życie - Lucy Clark

Fragment ebooka Na całe życie - Lucy Clark






Lucy Clark

Na całe życie

Tłumaczyła Magdalena Jędrzejak

Harlequin


Tytuł oryginału: A Knight To Hold On To


Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2006


Redaktor serii: Ewa Godycka


Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka


Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka


© 2006 by Lucy Clark

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007


Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.


Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.


Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.


Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.


Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4


Skład i łamanie: COMPTEXT® , Warszawa


Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona


ISBN 978-83-238-3812-8


Indeks 325260


MEDICAL – 380

Konwersja: Nexto Digital Services


Droga Czytelniczko!


Oto nasze kwietniowe propozycje:

Droga na szczyt (Medical Duo) – Juliet tak zawładnęła pasja

zdobycia Mount Everestu, że omal nie straciła największej miłości swego życia...

Wspólna przyszłość (Medical Duo) – Emily i Mike mają za sobą wiele niepowodzeń, toteż długo czekali na właściwy moment, by wyznać sobie miłość...

Możesz mieć wszystko (Medical) – Vicky i Jack pochodzili

z różnych sfer, lecz potrafili wznieść się ponad swoje uprzedzenia...

Na całe życie (Medical) – Ich wzajemna fascynacja staje się coraz silniejsza, tylko jak zapomnieć o przeszłości i nauczyć się znowu kochać?





Zapraszam do lektury




Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.



Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


ROZDZIAŁ PIERWSZY




– Jak się czujesz? – zagadnął Tristan, podsuwając Beth kubek kawy. – Masz, napij się.

– Nie mogę! – jęknęła Beth. – Zacznie mi się przelewać w brzuchu i będzie jeszcze gorzej.

– Ile ostatnio spałaś? – spytał zmartwiony.

Dochodziła ósma rano. Beth i Tristan odpoczywali w pokoju socjalnym na bloku operacyjnym oddziału ratownictwa po żmudnej pięciogodzinnej operacji. Nie poszli się przebrać, bo niebawem mieli stanąć do następnego zabiegu.

– Prawie wcale.

– Powiem ci po przyjacielsku, skarbie, zaczyna to być po tobie widać.

– Dzisiaj się wyśpię. O ile dożyję do wieczora.

– Chyba nie jest aż tak źle?

– Tristan, człowiek, którego miałam nadzieję nigdy więcej nie oglądać, zaczyna pracę w tym szpitalu za dokładnie... siedem minut – oznajmiła, spojrzawszy na zegar ścienny. – Źle się czuję. Jesteś lekarzem, szybko wypisz mi zwolnienie!

Tristan parsknął śmiechem.

– Posiedź chwilę, odpocznij, potem weź dwie tabletki paracetamolu. I nie dzwoń do mnie co kwadrans.

– Och, jesteś przezabawny. – Spojrzała na niego spod oka. – Ja tu przechodzę życiowy kryzys, a ty się śmiejesz.

– Czemu tak się przejmujesz sir Ryanem Cooperem?

– Przecież ci opowiadałam, coś zaszło między nami na ostatnim przyjęciu bożonarodzeniowym.

– Ponad pół roku temu, Beth. Potem on pracował w Londynie, a ty w Stanach. Teraz oboje znowu jesteście w Sydney, a on jest twoim szefem. Zresztą robi wrażenie całkiem sympatycznego gościa. Luzik.

– Luzik? – Beth zachichotała. – Córka cię tego nauczyła?

– Co chcesz? – Uśmiechnął się. – To już dwunastoletnia pannica.

– Otóż dowiedz się, wyluzowany tatusiu, że niedobrze jest obrazić kogoś, kto potem zostaje twoim szefem.

– Albo kogoś, z kim się romansowało na przyjęciu świątecznym? – zaśmiał się Tristan. – Nie przesadzaj. Szkoda, że Natalie jest taka zaaferowana, na pewno powiedziałaby ci to samo co ja. A skoro o tym mowa, to jak przebiegają przygotowania do ślubu?

– Jesteśmy na finiszu. Za pięć dni Natalie zostanie panią Williams, żoną doktora Marty'ego Williamsa, czyli... – Zmarszczyła czoło i spojrzała na niego pytająco. – Panią doktorową Williams? Doktor Natalie Williams?

Tristan roześmiał się znowu i poklepał ją po głowie.

– Za dużo informacji dla twojej zmęczonej główki. Lepiej już chodźmy, za chwilę mamy obchód. Nie chcę zrobić na naszym nowym szefie złego wrażenia.

Beth z jękiem złapała się za brzuch.

– Ejże, pomyśl o plusach tej sytuacji – dodał Tristan.

– A są takowe?

– Dzięki sir Ryanowi, Richard Eeverley nie wróci z Londynu jeszcze przez cały rok.

Beth nie mogła się nie roześmiać.

– Jesteś niezawodny. Zawsze zauważysz coś pozyty

wnego. Dla ciebie miseczka nigdy nie jest w połowie pusta, ale do połowy pełna.

– Ej, zapomniałaś, że mam żonę i cztery córki? W domu jest tyle staników, że z miseczek mógłbym zrobić specjalizację – zażartował.

– Sądzisz, że sir Ryan stanie z nami do operacji? – spytała Beth, gdy wracali na oddział.

– Możliwe. Zdołasz pracować w takim stresie?

– A będziesz mnie trzymał za rękę?

– Chyba niełatwo by się nam pracowało. Pomyśl tylko, za pół roku będziemy mieli specjalizację z ortopedii.

– O ile tego doczekam – mruknęła.

Przy dyżurce pielęgniarek Beth przystanęła na chwilę i zamknęła oczy. Oddychała głęboko, próbując się uspokoić, nagle jednak poczuła, że ktoś ją obserwuje. Ostrożnie uniosła powieki i spojrzała prosto w niebieskie oczy sir Ryana Coopera.

– Długa noc przy stole operacyjnym, doktor Durant?

Uśmiechnęła się z przymusem.

– Właściwie to nie.

– To dobrze.

Oboje czuli się tak, jak gdyby znowu było Boże Narodzenie, jakby nigdy nie wyszli z tamtej restauracji, może tylko byli sobą jeszcze bardziej zafascynowani.

Ryan po chwili przestał wstrzymywać oddech. Gdy to zrobił, owiała go woń perfum. Perfum Beth. Po prostu nie mógł się przy tej kobiecie skoncentrować. Włosy miała dłuższe, niż pamiętał, i ściągnięte w skromny kucyk, oczy podkrążone, lecz mimo to wyglądała niesamowicie seksownie, taka senna, jak gdyby właśnie wstała z łóżka.

Było, minęło, pomyślał, z trudem odrywając od niej wzrok, choć najchętniej porwałby ją w ramiona i pocałował. To głupie zauroczenie musi się skończyć. Będą razem pracować, a wiedział, jak zwykle kończą się takie romanse. Musi się tu zaaklimatyzować, podołać nawałowi obowiązków i nawet gdyby chciał, na życie towarzyskie najzwyczajniej nie starczy mu czasu.

Beth także ochłonęła i zaczęła myśleć trzeźwiej. Owszem, nadal między nimi iskrzy i nic na to nie poradzą, ale ten zarozumiały, pewny siebie człowiek to jej szef, doświadczony chirurg, pod którego okiem ona ma robić specjalizację. Koniec, kropka.

– Witamy, sir Ryanie.

Gdy Tristan podszedł, aby się z nim przywitać, Beth dyskretnie wymknęła się z dyżurki. Wpadła do sali konferencyjnej, uśmiechnęła się do kolegów i usiadła, kurczowo splatając drżące dłonie.

Gdy wchodzili do sali, Ryan skwitował uśmiechem coś, co właśnie powiedział Tristan. Był to zwykły grzecznościowy uśmiech, który jednak sprawił, że Beth aż wstrzymała oddech. Czy on musi być taki przystojny? Taki seksowny?

Ryan poprosił o ciszę, przedstawił się i odprawa się rozpoczęła. Kiedy przyszła kolej Beth, wzięła się w garść i rzeczowo omówiła swoich pacjentów.

– Uważa pani, że to odpowiednia terapia dla pani Harding? – odezwał się Ryan, gdy skończyła.

Beth spiorunowała go wzrokiem. Chce ją poniżyć? Zdyskredytować w oczach kolegów i koleżanek?

– Owszem, tak właśnie uważam.

– To dobrze. Jestem tego samego zdania.

Odpytuje ją? Co to ma być, egzamin? Aż w niej zawrzało, jednak cała złość uszła z niej, zaledwie stanęli przy łóżku pani Harding. Beth patrzyła zdumiona, jak sir Ryan uśmiecha się serdecznie i gawędzi z wyraźnie nim oczarowaną starszą panią. Nie wszyscy wybitni spe cjaliści potrafią zjednać sobie sympatię pacjenta, jednak Ryanowi najwyraźniej przychodzi to bez trudu, pomyślała. Pomijając fakt, że uśmiechnięty wygląda wręcz zabójczo.

Godzinę później wracała na blok operacyjny.

– Hej, nie pędź tak! – zawołał Tristan, doganiając ją. – Co się stało?

– Nic.

– Beth, przecież cię znam.

– To po co pytasz?

– Przecież się nie czepiał.

– Nie. Tylko mnie oceniał.

– No i co z tego? To część jego pracy. Jest szefem i musi wiedzieć, z kim przyszło mu pracować. Poza tym kto to mówi?

– Nie rozumiem?

– A twoja mała lista?

– To zupełnie co innego.

– Nieprawda – odparł, gdy wchodzili do pokoju socjalnego.

– Prawda – upierała się Beth, zajęta parzeniem kawy. – Mówimy tu o życiowych decyzjach, a nie o wymądrzaniu się po fakcie. O szukaniu swojej drugiej połówki.

– Chyba nawet miałbym dla ciebie jednego kandydata – mruknął Tristan pod nosem.

– Nie. Po to wymyśliłam tę listę, żeby znaleźć mężczyznę moich marzeń. Kogoś, kto zrozumie i mnie, i moich rodziców.

– A gdzie tu problem? Twoi rodzice są karłami. I co z tego? To fantastyczni ludzie.

Uśmiechnęła się wzruszona.

– Dlaczego inni mężczyźni nie są do ciebie podobni?

– Ależ są i tacy – powiedział cicho. – Znajdziesz tego

jedynego. Tylko nie śpiesz się tak z odsądzaniem Ryana od czci i wiary. Może cię zaskoczy.

– W życiu nie spotkałam większego zarozumialca, a zarozumialstwa po prostu nie znoszę.

– Naprawdę uważasz, że jest zarozumiały?

– Bez dwóch zdań.

– Może ma swoje powody – odparł Tristan spokojnie.

– Co masz na myśli?

– Nic. – Objął ją ramieniem. – Po prostu nie oceniaj go pochopnie.

Tristan ma rację, pomyślała i uśmiechnęła się ciepło.

– Dzięki.

– Szykujecie się do operacji?

Słysząc niski, aksamitny głos, Beth obejrzała się błyskawicznie. W progu stał Ryan ubrany w chirurgiczny fartuch. Od dawna tu jest? Słyszał całą rozmowę? W każdym razie patrzył na nich ze złością, szczególnie niechętnym wzrokiem spoglądając na rękę Tristana na ramieniu Beth.

– Będzie pan z nami operował? – zagadnął Tristan.

– Owszem.

Tristan uśmiechnął się pod nosem i zabrał rękę.

– Może najpierw kawy?

– Zaraz sobie zaparzę – odparł, świdrując Beth wzrokiem. – Byłbym zapomniał: mam do ciebie sprawę, Tristan. – Dopiero teraz raczył na niego spojrzeć. – Gdybyś zechciał pofatygować się do mojej sekretarki, Jocelyn, to poda ci szczegóły.

– Czyżby okazja do wyrwania się z sali operacyjnej? – Tristan uśmiechnął się jeszcze szerzej i dodał, zerkając na Beth: – Wygląda na to, że dla ciebie egzamin jeszcze się nie skończył. A kiedy moja kolej, szefie?

– Jutro, jeśli ci to odpowiada.

– Jasne, szefie – odparł Tristan i mrugnął do Beth. – Później się jakoś złapiemy.

I wyszedł, zostawiając ich samych. Zwykle przed operacją Beth ceniła sobie ciszę i spokój, tym razem jednak wolałaby, aby pokój był pełen ludzi. Odetchnęła dopiero wtedy, gdy Ryan przestał się w nią wpatrywać i otworzył szafkę z kubkami.

– Mogę wziąć pierwszy lepszy?

– O ile potem go umyjesz, to tak – odparła Beth.

– Tristan robi wrażenie miłego chłopaka.

– Jest miły.

– I żonaty? Przeglądałem akta osobowe.

– Tak. Ma cztery córki. Ale jakoś sobie radzi w tym babińcu.

– Znasz jego żonę? – Ryan obejrzał się przez ramię.

– Juliette? Oczywiście. Znamy się z Trisem od ponad dwóch lat.

– Nie licząc ostatniego pół roku, kiedy byłaś w Kalifornii, jeśli się nie mylę.

– Zgadza się. – Spojrzała na niego chłodno. – Czy to źle?

– Dlaczego? Czyli jesteście przyjaciółmi, tak?

– Myślisz, że wdałabym się w romans z żonatym mężczyzną? – spytała dotknięta.

– Nie wiem. Prawie cię nie znam, Beth.

– Więc zaspokoję twoją ciekawość: nie. Nigdy.

– Dobrze wiedzieć – stwierdził.

– Wyobraź sobie, że wbrew temu, co się powszechnie uważa, istnieje czysta przyjaźń między mężczyzną a kobietą. Zresztą nie umawiam się z kolegami z pracy.

– Poważnie? – zdziwił się. – Słyszałem co innego.

– Pierwszy dzień w pracy i już masz czas na plotki?

– Ależ skąd.

– Nie rozumiem?

– Przypadkowo usłyszałem.

– Co usłyszałeś?

– Jak dwóch facetów rozmawia o tobie w przebieralni.

– Powinnam się ucieszyć?

– Oni najwyraźniej bardzo się cieszą, że wróciłaś.

– I co z tego?

– Cóż, oszczędzę ci szczegółów, w każdym razie doszło do zakładu.

Beth usiadła i ukryła twarz w dłoniach. Kiedy znowu na niego spojrzała, patrzył na nią z troską.

– O co? – spytała.

– O to, że w ciągu dwóch tygodni wyciągną cię na randkę. Pierwszy, któremu się to uda, wygrywa.

Beth tylko potrząsnęła głową.

– Nie wydajesz się zaskoczona – rzekł łagodnie Ryan.

– Swego czasu seryjnie umawiałam się na randki, ale to było przed wyjazdem. Ja to nazywam „randkami testującymi'', to taka moja prywatna wersja „randek błyskawicznych''.

– Po co?

– A po co się chodzi na randki? Żeby nie dać się znowu zranić.

– Niekoniecznie. – Ryan przysunął sobie krzesło. – Ale nie mówimy chyba o tych masowych imprezach organizowanych przez biura matrymonialne, gdzie masz pięć minut na to, żeby „poczuć z kimś tę szczególną więź''?

– Nie. Aczkolwiek na takie też chadzałam.

– Czyli umawiasz się z kimś na randkę i...?

– I jeśli na pierwszej nie jest tak, jak być powinno, nie umawiam się na następną.

– Jedna randka ci wystarcza, żeby kogoś w wystarczającym stopniu poznać?

– Tak. Niestety jestem bardzo wybredna.

– A jeśli ktoś dobrze wypadnie, ma szansę na drugą?

– Może.

Ryan uśmiechnął się dziwnie.

– Ale ty się z nimi nie założyłeś, prawda? – spytała nagle Beth.

Uśmiechnął się szerzej, a w jego oczach pojawiły się iskierki.

– Nie. A powinienem był?

Zaschło jej w ustach, serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Czyżby z nią flirtował?

Dlaczego tak na nią działa? To niesprawiedliwe! Nie chciała wzdychać do Ryana, jednak przychodziło jej to znacznie łatwiej, gdy zachowywał się protekcjonalnie.

Miała wrażenie, że Ryan czeka na odpowiedź. Gdyby tylko pamiętała pytanie! Nagle drzwi uchyliły się i do pokoju zajrzał anestezjolog Joey. Beth poczuła się zawstydzona, zupełnie jakby kolega przyłapał ją na czymś niestosownym.

– Tutaj jesteś, Beth!

– Cześć, Joey.

– Przywieźli pierwszego pacjenta z twojej dzisiejszej listy. Właśnie się do niego wybieram.

– Dzięki. Uhm, Joey, poznałeś już sir Ryana Coopera?

– Jasne. Wpadliśmy na siebie w przebieralni.

– Doprawdy? – Oczy jej się rozszerzyły. – Dobrze. Zaraz przyjdę.

Joey kiwnął głową i zniknął za drzwiami.

– Jesteś nim zainteresowana? – zagadnął Ryan, opłukując kubek.

– Mówiłam ci, że nie umawiam się z kolegami z pracy.

– Lepiej już chodźmy – mruknął, ale nie wyglądał na przekonanego.

– Dobry pomysł.

– Jeszcze jedno pytanie... – Beth spojrzała na niego wyczekująco. – Dlaczego nie umawiasz się z nikim z pracy?

– To zbyt ryzykowne.

Podeszli do drzwi i właśnie wtedy Beth popełniła błąd: zatrzymała się, by na niego spojrzeć. Gdy napotkała jego wzrok, poczuła zapach wody kolońskiej, uświadomiła sobie, jak blisko siebie się znaleźli, i wstrzymała oddech.

– Święte słowa, pani doktor – powiedział cicho. – A teraz chodźmy stąd czym prędzej, zanim złamię swoją żelazną zasadę, że praca to nie miejsce na romanse.

Beth wpatrzyła się w niego zdumiona, nie dowierzając własnym uszom.

– Beth...

Jego ton sprawił, iż niemal wybiegła na korytarz, potrącając koleżankę. Przeprosiła szybko i poszła dalej, słysząc za sobą jego kroki.

– Nie mów takich rzeczy – powiedziała sucho.

– Kiedy to szczera prawda – szepnął. – Od tamtego przyjęcia marzę o tym, żeby cię pocałować, ale masz rację: nie tu i nie teraz. Może po pracy? Jesteś wolna?

Beth miała mętlik w głowie.

– Na pewno się z nimi nie założyłeś?

– Ależ skąd. Pomówimy o tym później – uciął nagle.

Przecież nie powie, że jest o nią irracjonalnie zazdrosny, że na widok Tristana obłapiającego ją w tej pakamerze dosłownie zatrząsł się ze złości.

Beth zaś pomyślała, że nagle przeistoczył się w zupełnie inną osobę: zniknął Ryan, czarujący i interesujący facet, dla którego mogłaby stracić głowę, a pojawił się sir Ryan Cooper, nadęty i zdecydowanie irytujący szef.

– Super – mruknęła bezgłośnie i pochyliła nad pacjentem. – Panie Sommerfield, jak się pan czuje?

– Jestem trochę skołowany.

– I dobrze. – Uśmiechnęła się. – To znak, że premedykacja robi swoje. No, idę się szykować, do zobaczenia w sali.

Zostawiła pacjenta pod opieką pielęgniarek oraz anestezjologa i nieco speszona dołączyła do Ryana. W końcu będzie nie tylko jej asystował, ale i ją oceniał.

– Przyjdzie dwóch stażystów z ortopedii. Nigdy nie widzieli całkowitej wymiany stawu biodrowego – odezwał się, metodycznie szorując ręce.

– Mam nadzieję, że mają mocne nerwy – mruknęła.

– Jeśli chcą być chirurgami, muszą je mieć – odparł spokojnie i na tym rozmowa się urwała.

Beth stopniowo się wyciszała. Gdy zakładali czepki i maski, myślała już tylko o czekającym ją zabiegu. Gdy weszła do sali operacyjnej, liczył się wyłącznie pacjent, wszystko inne zeszło na drugi plan. Gdy był już ułożony w odpowiedniej pozycji, a aparatura podłączona i sprawdzona, Beth odkaziła i obłożyła pole operacyjne.

Na użytek stażystów głośno omawiała całą procedurę.

– Zaraz przeprowadzimy pierwsze cięcie. Jak widzicie, staw biodrowy jest w zgięciu wynoszącym około dwudziestu stopni, noga przywiedziona do przeciwstronnego uda. Wykonam proste cięcie biegnące centralnie względem krętarza większego, na trzy palce ponad i pięć palców pod poziomem krętarza. – Zademonstrowała. – Następnie przecinamy powięź na tym samym poziomie co krętarz i rozdzielamy proksymalnie i dystalnie, mięsień pośladkowy większy odsuwamy zgodnie z kierunkiem włókien. Sekret tkwi w przecięciu kaletki stawowej na całej długości.

Pracowała spokojnie, omawiając kolejne etapy operacji. Stażyści notowali, Ryan sporadycznie zadawał jakieś pytanie, ale przez większość czasu asystował jej milcząco. Kiedy przyszedł czas na ostrożne wywichnięcie stawu biodrowego poprzez przywiedzenie i wewnętrzną rotację w kierunku przeciwnego uda, ustabilizował staw, przytrzymując nogę pacjenta pod kątem dziewięćdziesięciu stopni.

– Dziękuję – powiedziała cicho.

– Nie ma za co – odparł aksamitnym głosem, jednak przenikliwe spojrzenie zdecydowanie należało do sir Ryana szefa, co wystarczyło, aby wzięła się w garść.

Po operacji usiadła w damskiej szatni i ukryła twarz w dłoniach. Jak mogła się tak zdekoncentrować w połowie zabiegu? Wstała i podeszła do lustra.

– Zachowuj się profesjonalnie – upomniała swoje odbicie. – Nie ma najmniejszego powodu, żeby twoje prywatne sprawy miały wpływ na poziom twojej pracy.

– Mówisz sama do siebie, Beth? – spytała radiolog Lisa, przyglądając się jej z rozbawieniem. – Kto cię doprowadził do takiego stanu?

Beth jęknęła i potrząsnęła głową.

– Nie do siebie, a do lustra – odparła, uśmiechając się do koleżanki. – W której sali teraz urzędujesz?

– W dwójce. Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

– Chyba nietrudno zgadnąć.

– Nowy szef ortopedii?

Beth milczała dyplomatycznie.

– Czy on nie jest aby kuzynem Marty'ego? – drążyła Lisa.

– Jest.

– Jest równie przystojny?

– Tak. Chyba tak – przyznała Beth z westchnieniem.

– Chyba tak? Musi być diablo przystojny, skoro zaczęłaś z jego powodu konwersować z lustrem.

– Muszę już iść – odparła Beth z uśmiechem. – Mam jeszcze trzy operacje, dwóch stażystów w roli obserwatorów i sir Ryana, który nie spuszcza ze mnie oka i najpewniej tylko czeka na moje potknięcie.

– No to masz wesoło.

– O tak, bawię się świetnie. Do zobaczenia na weselu.

– A właśnie, co u Natalie? Wszystko przebiega zgodnie z planem?

– Do końca tygodnia mieszkamy z Natalie i jej mamą w luksusowym hotelu.

– Ach tak, racja. Musiała zerwać umowę najmu. Gdzie się potem podziejesz?

– Cóż, Natalie zaproponowała, żebym pomieszkała u nich, dopóki nie wrócą z podróży poślubnej, więc zyskuję trzy tygodnie na znalezienie jakiegoś lokum – odparła Beth.

– Dam ci znać, jeśli usłyszę o czymś odpowiednim.

– Dzięki, będę wdzięczna. Przepraszam, ale naprawdę muszę lecieć, czeka mnie mnóóóstwo atrakcji.

– Ach wy zabiegowcy, tylko wam zabawa w głowie! – zawołała za nią roześmiana Lisa.

– Doktor Durant? – odezwał się stażysta, dryblas ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, wpatrując się w Beth z bałwochwalczym uwielbieniem. – Chciałem tylko podziękować, że tak cudownie nam pani wszystko wytłumaczyła.

– Nie ma za co – odparła z uprzejmym uśmiechem.

– Pierwszy raz byłem przy takiej operacji, ale było naprawdę super.

– Z czego miał pan dotąd praktyki?

– Z neurochirurgii.

– I jakie wrażenia? – Zerknęła w stronę sali operacyjnej. – Przepraszam, ale czy nie moglibyśmy dokończyć tej rozmowy, idąc? Za chwilę mam następny zabieg.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com