Możesz mieć wszystko  - Kate Hardy - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Możesz mieć wszystko ebook

Kate Hardy

(0)

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Możesz mieć wszystko - Kate Hardy

Pochodząca z wyższych sfer doktor Victoria Radley marzy o karierze zawodowej. Ma ambitne plany i chce zostać profesorem. Pragnęłaby także szczęścia rodzinnego, lecz uważa, że praca i miłość nie dadzą się pogodzić i że trzeba z czegoś zrezygnować. Jej kolega ze szpitala, pochodzący z biednej rodziny Jake próbuje ją przekonać, że można mieć wszystko, czego się tylko zapragnie...

Opinie o ebooku Możesz mieć wszystko - Kate Hardy

Fragment ebooka Możesz mieć wszystko - Kate Hardy








Kate Hardy

Możesz mieć wszystko

Tłumaczyła Grażyna Woyda

Harlequin


Tytuł oryginału: His Honourable Surgeon

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited,2006

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska,Ewa Godycka






© 2006 by Pamela Brooks

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o.,Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone,łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.


Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa,ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: COMPTEXT® ,Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses,Barcelona


ISBN 978-83-238-3811-1

Indeks 325260


MEDICAL – 379

Konwersja: Nexto Digital Services


Droga Czytelniczko!


Oto nasze kwietniowe propozycje:

Droga na szczyt (Medical Duo) – Juliet tak zawładnęła pasja

zdobycia Mount Everestu,że omal nie straciła największej miłości swego życia...

Wspólna przyszłość (Medical Duo) – Emily i Mike mają za sobą wiele niepowodzeń,toteż długo czekali na właściwy moment,by wyznać sobie miłość...

Możesz mieć wszystko (Medical) – Vicky i Jack pochodzili

z różnych sfer,lecz potrafili wznieść się ponad swoje uprzedzenia...

Na całe życie (Medical) – Ich wzajemna fascynacja staje się coraz silniejsza,tylko jak zapomnieć o przeszłości i nauczyć się znowu kochać?





Zapraszam do lektury














Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.



Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12,skrytka pocztowa 21


PROLOG




– Czyż nie jest to najbardziej czarujące dziecko, jakie kiedykolwiek widziałaś?

Vicky przytuliła do siebie swoją nową bratanicę. Gdyby ktoś powiedział jej przed rokiem,że Sebastian będzie oczarowany swą córeczką,byłaby mocno rozbawiona. Jej starszy brat miał opinię playboya i sam przyznawał,że nie znosi dzieci. Teraz był głową rodziny i ojcem. I wszystko wskazywało na to,że Chloë Victoria Radley owinie sobie ojca wokół palca.

– Tak,Seb. Ona jest czarująca.

– Alyssa i ja chcemy poprosić cię o przysługę.

– O co chodzi? – spytała przekonana,że chodzi o opiekę nad dzieckiem podczas ich nieobecności.

– Czy zgodzisz się zostać jej chrzestną matką?

Chrzestną matką... Vicky nie miała dzieci. Obaj jej starsi bracia byli szczęśliwymi mężami i ojcami,ale ona wiedziała,że życie rodzinne nie jest dla niej. Nie miała czasu na bycie żoną i matką. Zamierzała zostać profesorem neurologii i zrobić karierę. Aby się sprawdzić, musiała pracować dwa razy ciężej niż zatrudnieni w jej branży mężczyźni. A to wymaga ofiar.

Teraz,trzymając na rękach małą Chloë i czując jej słodki zapach,zastanawiała się przez chwilę,czy jej kariera jest warta takich poświęceń. Szybko jednak odrzuciła od siebie te wątpliwości. Była pewna,że wybrała słuszną drogę. Od dziecka marzyła o tym,by być lekarzem,i to wybitnym. A teraz wiedziała,że jest w stanie zrealizować te marzenia.

– Vic,czy dobrze się czujesz? – spytał Seb.

– Oczywiście.

– To nieprawda. Pracujesz zbyt ciężko. Wiem,że chcesz zostać profesorem. Jestem pewny,że postawisz na swoim. Ale nie chciałbym,żebyś zaharowała się na śmierć.

– Nic mi nie jest. Przestań mnie strofować.

– Napuszczę na ciebie Alyssę. Albo Sophie. Albo obydwie.

– To nic nie da – odparła z uśmiechem Vicky. Obie jej bratowe też były lekarzami. Alyssa pracowała na oddziale ratownictwa,a Sophie zrobiła specjalizację z chirurgii. – One znają zasady tej gry.

Seb westchnął z rezygnacją.

– No dobrze,nie będę się wtrącał. Więc zgadzasz się?

– Na co?

– Na to,żeby zostać chrzestną matką. – Wzniósł oczy do nieba. – Jesteś beznadziejna. Kiedy zadaję ci pytanie z zakresu neurochirurgii,potrafisz gadać przez wiele godzin. A kiedy pytam o sprawy prywatne...

– Nie jestem aż tak monotematyczną maniaczką – mruknęła z uśmiechem Vicky. – Dziękuję wam,propozycja zostania chrzestną matką Chloë jest dla mnie bardzo zaszczytna. Szczególnie że daliście jej drugie imię z myślą o mnie.

– Jeśli się okaże,że ma choć połowę twoich zalet, będę z niej bardzo dumny – oznajmił Sebastian.

Vicky zamrugała oczami. Miała wrażenie,że się

przesłyszała. Czyżby Seb,który zawsze jej dokuczał, naprawdę zdobył się na komplement?

– Widzę,że pod wpływem małżeńskiego życia straciłeś poczucie krytycyzmu – zauważyła z uśmiechem.

– Nie. Po prostu uświadomiłem sobie,co jest ważne. I wiem,że życie nie polega jedynie na pracy.

– Tylko nie próbuj mnie z kimś swatać. Ja nie wtrącałam się do twoich spraw osobistych... ani Charliego.

– Nieprawda,Vicky. To ty zorganizowałaś tę dobroczynną loterię,w której ja byłem główną wygraną,żeby odciągnąć na chwilę uwagę fotoreporterów od Charliego,który mógł dzięki temu pomyślnie ułożyć swoje sprawy z Sophie. I to ty skłoniłaś Alyssę do przyjęcia moich oświadczyn.

– Nie słuchaj taty – rzekła Vicky do małej Chloë. – Ja się do niczego nie wtrącałam. Po prostu otworzyłam im oczy na kilka spraw,których nie dostrzegali.

– I postąpiłaś słusznie – dodała Alyssa,która właśnie weszła do salonu. – Czy Sebastian już ci powiedział?

– Tak. A ja z radością przyjęłam waszą propozycję.

– To świetnie. Ale słyszałam,co on mówi i uważam, że ma rację. Ty naprawdę za ciężko pracujesz,Vic.

– I bardzo to lubię. Koniec dyskusji – oświadczyła Vicky,a potem,chcąc zmienić temat,spytała: – Czy widzieliście już te zdjęcia Chloë?

Oboje połknęli przynętę i zaczęli się zachwycać pierwszymi fotografiami swej córeczki,rezygnując z dalszych uwag na temat prywatnego życia Vicky.

A o to właśnie jej chodziło.


ROZDZIAŁ PIERWSZY




Jake wszedł na oddział neurologii. Była środa,a on miał zacząć pracę dopiero następnego dnia. Wiedział jednak,że tylko w ten sposób może się przekonać,jak naprawdę funkcjonuje jego nowy oddział,gdyż w czwartek rano wszyscy będą wychodzić z siebie,chcąc zrobić dobre wrażenie na nowym konsultancie.

Wszystko działało bez zarzutu. Mimo sporej liczby pacjentów na oddziale panował spokój,co dobrze świadczyło o sprawności zespołu. Wszędzie panowała nieskazitelna czystość,co również wzbudziło jego uznanie. Pracował w kilku szpitalach,których administracja lekkomyślnie trwoniła pieniądze,zaniedbując tak podstawowe sprawy jak higiena.

Dostrzegł dużą tablicę,z której można się było dowiedzieć,gdzie w danej chwili przebywają poszczególni lekarze. Doszedł do wniosku,że przepływ informacji działa sprawnie,a oddział jest dobrze zarządzany.

W tym momencie pojawiła się przed nim jakaś kobieta. Miała na sobie biały kitel,z jej szyi zwisał identyfikator. Doszedł do wniosku,że jest to najbardziej atrakcyjna kobieta,jaką kiedykolwiek spotkał. Musiała mieć około metra siedemdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu,bo w butach na wysokich obcasach mogła spojrzeć mu prosto w oczy. Miała też długie nogi i znakomitą figurę oraz ciemne,falujące włosy i szaroniebie skie oczy. A także najbardziej zmysłowe usta,jakie w życiu widział. Wydała mu się piękna jak gwiazda. Poczuł zdenerwowanie i zapomniał,gdzie się znajduje. Miał ochotę zrobić krok do przodu,chwycić ją w ramiona i namiętnie pocałować.

Zupełnie jak w kinie.

– Co mogę dla pana zrobić? – spytała. – Czy pan kogoś szuka?

Jej głos przywołał go do rzeczywistości. Gwiazdy filmowe nie mówią z akcentem typowym dla angielskich klas wyższych. Zauważył pod jej kitlem ciemny kostium,który był zapewne dziełem jakiegoś znanego projektanta,co dowodziło jej zamożności.

Poza tym miała niebawem zostać jego koleżanką, a to wyklucza jakiekolwiek bliższe związki. Nigdy nie umawiał się ze współpracownicami. Wiedział z doświadczenia,że może to prowadzić do poważnych komplikacji.

Od dawna jednak nie spotkał kobiety,która przyprawiłaby go o takie dreszcze zachwytu.

– Dziękuję bardzo,jakoś sobie poradzę – odparł chłodnym tonem,ale niemal natychmiast zdał sobie sprawę,że postępuje bezsensownie,ukrywając swoją tożsamość. – Jestem Jake Lewis – oznajmił,naprawiając błąd i wyciągając do niej rękę.

– Zjawił się pan o dzień za wcześnie.

Poczuł,że się czerwieni i wzbudziło to w nim złość na samego siebie. Przecież na miłość boską jestem jej przełożonym! – pomyślał z gniewem. Więc dlaczego reaguję jak uczniak na widok nauczycielki?

– Przechodziłem tędy i postanowiłem na chwilę wstąpić – oznajmił zdawkowym tonem.

Vicky natychmiast się domyśliła,że doktor Lewis wcale nie wstąpił do szpitala przypadkowo,lecz chciał po prostu sprawdzić,jak funkcjonuje oddział na dzień przed rozpoczęciem pracy. Nie miała mu tego za złe,bo na jego miejscu postąpiłaby tak samo.

Podała mu rękę i stwierdziła,że ma mocną,suchą dłoń. Co więcej,zauważyła ze zdziwieniem,że jego dotyk sprawia jej przyjemność. Miała wrażenie,że w jego uścisku było coś osobistego. Niemal pieszczotliwego. Natychmiast odpędziła od siebie te myśli,uznając je za absurdalne. Nigdy wcześniej nie miewała tego rodzaju urojeń. A koledzy z pracy nie byli dla niej potencjalnymi partnerami.

Jak na konsultanta Jake prezentował się trochę... dziwnie. Tanie ubranie,tanie buty. Większość dotychczas spotykanych przez nią wybitnych lekarzy lubiła popisywać się szytymi na miarę garniturami i ręcznie robionym włoskim obuwiem. Pomyślała z nadzieją,że być może Jake Lewis nie dba o wygląd,gdyż skupia się na medycynie.

– Obchód właśnie się skończył – oznajmiła. – Ale jeśli pan chce poznać nasz personel,mogę go panu przedstawić.

– Nie,poczekam z tym do jutra.

Jest obcesowy,pomyślała z żalem. Miejmy nadzieję, że nie będzie taki w stosunku do pacjentów. Gdyby się uśmiechnął,mógłby wyglądać bardzo sympatycznie. Jest wysoki. Ma ciemne,wyraziste oczy. Ciemne włosy, które spadają mu na czoło,a z tyłu są nieco za długie. I usta,których miałabym ochotę dotknąć...

Ale on za niecałe dwadzieścia cztery godziny zostanie moim przełożonym. A poza tym ja mam na gło wie ważniejsze sprawy. Praca: numer jeden. Związki z mężczyznami: zero. Tak od dawna wygląda mój program i tak będzie,dopóki nie zostanę profesorem neurologii. Potem mogę na nowo ocenić sytuację. Ale w żadnym wypadku nie wcześniej.

– Czy chciałby pan zobaczyć coś jeszcze? – Zdała sobie sprawę,że to pytanie zabrzmiało uwodzicielsko. – Chodzi mi o to,że gdybym panu pokazała pokój dla personelu,szatnię i kuchenkę,nie tracilibyśmy na to czasu jutro.


Czy chciałby jeszcze coś zobaczyć? Jake miałby ochotę zobaczyć o wiele więcej,ale nie zamierzał ujawnić przed nią swoich myśli. Miał nadzieję,że nie zdradza ich wyraz jego twarzy.

– Nie,zostawmy to na później – odparł,wiedząc,że nie może sobie ufać. Gdyby szedł za nią,oceniałby jej chód. Zachwycałby się jej figurą. Marzyłby o tym,by ją objąć i pocałować. – Wpadłem tylko na chwilę,a pani z pewnością ma mnóstwo pracy.

Uśmiech zniknął z jej twarzy,a on w tym momencie zdał sobie sprawę,że popełnił nietakt. Zamierzał powiedzieć,że nie chce jej zabierać czasu,ale jego wypowiedź zabrzmiała tak,jakby podejrzewał ją o zaniedbywanie obowiązków.

– Ma pan słuszność – odparła lodowatym tonem. – A więc do zobaczenia jutro,doktorze Lewis.

Odwróciła się na pięcie i odeszła.

Jake zaklął w duchu. Wiedział,że jeśli zostawi sprawy własnemu biegowi,Victoria potraktuje go jutro bardzo chłodno i zapewne powie kolegom,że nowy szef jest nadęty. Jeśli zaś pójdzie za nią,by się wytłumaczyć, będzie to tylko bezsensowny bełkot. Tak czy owak,stoi na straconej pozycji.

Doszedł do wniosku,że woli uchodzić za wyrachowanego profesjonalistę niż za durnia. Postanowił więc wybrać mniejsze zło i odłożyć wszystkie wyjaśnienia do następnego dnia.






ROZDZIAŁ DRUGI




– Chciałabym wiedzieć,czy Jake jest kawalerem – powiedziała Gemma,pielęgniarka oddziałowa.

– Mnie bardziej interesuje to,czy jest dobrym lekarzem – odparła Vicky,wzruszając ramionami.

Gemma zerknęła na nią badawczo,ale ona zignorowała jej spojrzenie. Zastanawiała się,kiedy jej koledzy zrozumieją,że nie zamierza zawierać żadnych trwałych związków,dopóki nie osiągnie zaplanowanego szczebla swej kariery. I że naprawdę nie interesuje jej Jake Lewis. Nadal była na niego obrażona o wczorajsze zachowanie – usiłowała go życzliwie powitać,a on dał jej do zrozumienia,że zaniedbuje obowiązki.

Miała nadzieję,że Jake niebawem odkryje swą pomyłkę i przekona się,że Victoria Charlotte Radley jest osobą niezwykle sumienną. A równocześnie zdawała sobie sprawę,że powinna zignorować jego podejrzenia i robić swoje. Nigdy w życiu nie kierowała się emocjami,a jej uczucia zarezerwowane były dla braci i niedawno urodzonej bratanicy.

– Wydaje się sympatyczny – ciągnęła Gemma. – I musisz przyznać,że jest bardzo przystojny. Wysoki, ciemne włosy,wprost ideał. A te jego oczy... to po prostu zaproszenie do łóżka.

Vicky westchnęła. W tym momencie odezwał się jej pager.

– Wzywają mnie na ratownictwo – oznajmiła,zerknąwszy na wyświetlacz. – Dokończę obchód później i zadzwonię,kiedy dowiem się,w której sali operacyjnej będę.

– W porządku,a ja naniosę twoje dane na tablicę – obiecała Gemma.

– Dziękuję – odparła z uśmiechem Vicky i odeszła szybkim krokiem. – Jestem doktor Radley – przedstawiła się dyżurnej recepcjonistce. – Ktoś mnie do was wzywał.

– Tak... chodzi o jednego z pacjentów doktora Francisa. Zaraz go przyprowadzę.

Odeszła,a po chwili wróciła w towarzystwie jakiegoś młodego lekarza.

– Jestem Hugh Francis – rzekł do Vicky. – Dziękuję, że zechciała pani przyjść. Mam dziesięcioletniego pacjenta z podejrzeniem krwiaka podtwardówkowego.

– Czy on upadł? – spytała Vicky.

– Jeździł na deskorolce,stracił równowagę i uderzył głową o obudowę zjeżdżalni.

– Nie miał kasku? – Vicky zmarszczyła brwi.

– Nie mogłem z niego wiele wyciągnąć – przyznał Hugh. – Był bardzo wystraszony. Ale powiedział Ruth, jednej z naszych pielęgniarek,że miał kłopoty z jakimiś chuliganami. Kiedy szedł dziś rano do szkoły,otoczyła go w parku grupka napastników,którzy zaczęli mu wmawiać,że jest niezdarą,bo nie potrafi wykonać jakiegoś ćwiczenia na deskorolce. Namawiali go,żeby spróbował,a kiedy oświadczył,że nie ma kasku,zarzucili mu tchórzostwo.

– A on myślał,że dadzą mu spokój,jeśli to zrobi, prawda?

– No właśnie.

– Biedne dziecko – mruknęła ze współczuciem. – Czy stracił przytomność?

– Twierdzi,że nie,ale spóźnił się do szkoły. Nauczycielka zauważyła,że jest rozkojarzony i otępiały. Podejrzewała,że wąchał klej czy coś w tym rodzaju i wysłała go do ambulatorium. Powiedział,że boli go głowa,ale nie chciał ujawnić żadnych szczegółów.

– W takim razie dobrze się stało,że skierowano go do nas – oświadczyła Vicky.

– Pielęgniarka nie poczuła od niego zapachu żadnych toksycznych substancji,więc zadzwoniła do jego rodziców i zasugerowała,żeby go tu przywieźli.

– No dobrze. Co ustaliliście do tej pory?

– Jedenaście w skali Glasgow. Źrenice w normie, reagują na światło. Uszy OK. – Hugh zmarszczył brwi. – Ale nie podoba mi się jego ciśnienie,tętno i oddech.

– Czy badaliście oczy oftalmoskopem?

– Tak. Myślę,że ciśnienie wewnątrzczaszkowe wzrasta,ale chciałbym zasięgnąć opinii specjalisty.

– No dobrze,zaraz go obejrzę. Trzeba by zrobić tomografię komputerową.

– Już uprzedziłem,że niedługo tam będziemy.

Vicky uśmiechnęła się z aprobatą.

– Dobra robota – pochwaliła kolegę,idąc za nim do izby przyjęć. Na łóżku leżał blady,wystraszony chłopiec,a obok niego siedziała na krześle zaniepokojona kobieta.

– Pani Foster,to jest doktor Radley – oznajmił Hugh. – Jest neurologiem. A oto nasz pacjent Declan.

– Dzień dobry pani – Vicky powitała matkę chłopca. – Jak się masz,Declan? – Usiadła na łóżku i wzięła go za rękę. – Jestem Vicky i będę się tobą przez jakiś czas opiekować. Słyszałam,że miałeś niemiłą przygodę na deskorolce. Jeśli mi pozwolisz,zajrzę ci do oczu,a potem wyślemy cię na badanie komputerowe.

– Bardzo mi przykro,że sprawiam tyle kłopotu – wymamrotał chłopiec.

– Nie przejmuj się,po to tu jesteśmy. – Uścisnęła jego dłoń. – Wyleczymy cię bardzo szybko.

Hugh podał jej oftalmoskop,a ona zajrzała do oczu chłopca i kiwnęła głową.

– Tak,stanowczo muszę zobaczyć wynik tomografii. Czy wiesz,na czym polega to badanie,Declan?

– Nie.

– Tomograf komputerowy to rodzaj aparatu rentgenowskiego,który wykonuje zdjęcia głowy pod wieloma różnymi kątami i pokazuje warstwy znajdujące się w jej wnętrzu. Jeśli zechcesz,obejrzymy je później razem na komputerze; niewielu ludzi ma okazję widzieć wnętrze swojej głowy. Mogę też poprosić o przegranie tych zdjęć na płytę CD,którą będziesz mógł pokazać później kolegom.

– Nie mam żadnych kolegów.

Powiedział to obojętnym tonem,ale Vicky była pewna,że głęboko przeżywa swą samotność. Znała to uczucie z własnego dzieciństwa,i to aż nazbyt dobrze.

– Czy w twojej szkole są sami chłopcy?

– Nie.

– Pozwól,że udzielę ci dobrej rady – powiedziała łagodnym tonem. – Spróbuj rozmawiać z dziewczynkami. Może odkryjesz,że niektóre interesują się tym samym co ty.

– Dziewczyny nie lubią gier dla chłopców.

– Kiedy byłam w twoim wieku,interesowałam się grami komputerowymi,więc może spotkać cię miła niespodzianka. Spróbuj. Nie masz nic do stracenia. – Uśmiechnęła się do niego serdecznie. – Teraz Hugh weźmie cię na badanie,a ja porozmawiam z twoją mamą.

Pani Foster trzymała się najwyraźniej resztkami sił, bo gdy tylko Hugh wywiózł Declana z pokoju,po jej policzkach zaczęły spływać łzy.

– Bardzo przepraszam – wymamrotała,ocierając je dłonią. – Chyba jestem złą matką. Nie przyszło mi do głowy,że ktoś może go napaść w drodze do szkoły. Nie mam pojęcia,co mu zrobili ci chłopcy. I od jak dawna go prześladują. On nigdy mi o tym nie mówił.

– Prześladowane dzieci z reguły nie zwierzają się swoim rodzicom,bo boją się,że jeśli napastnicy zostaną ukarani,ich sytuacja ulegnie pogorszeniu. Niekiedy mają też wrażenie,że prześladowanie wynika z ich winy,bo z jakiegoś powodu różnią się od otoczenia: sposobem mówienia,kolorem włosów albo barwą skóry. Niech pani go często chwali,żeby podnieść jego poczucie wartości. A zanim zacznę leczyć syna,muszę zadać pani kilka pytań. Czy Declan miał kiedyś jakieś urazy głowy?

– Nie.

– To dobrze. Czy ktoś w jego rodzinie skarżył się na wybroczyny lub na krwawienia,które trudno było zatamować?

– Nie.

– To jeszcze lepiej. Czy cierpiał po urodzeniu na wodogłowie?

– Nie,nic podobnego.

– Czy ma jakieś uczulenia? Na penicylinę lub coś w tym rodzaju?

– Nie. Zawsze był zupełnie zdrowy.

– Czy przyjmuje jakieś leki?

– Nie. Co mu jest?

– Będę wiedziała więcej,kiedy obejrzę wynik tomografii,ale myślę,że jest to krwiak podtwardówkowy. Zdarza się to niekiedy,gdy ktoś mocno uderzy o coś głową.

– Czy to znaczy,że będziecie musieli go operować? – spytała z przerażeniem pani Foster.

– Nie mogę nic powiedzieć,dopóki nie zobaczę wyniku badania – odparła szczerze Vicky. – Czasem operacja nie jest potrzebna,bo mniejsze krwiaki wchłaniają się samoistnie. Niekiedy musimy wyciąć krwiak, zanim zacznie on nadmiernie uciskać mózg.

– Och,moje biedne dziecko! – jęknęła pani Foster.

– Czy pani chce,żebyśmy wezwali kogoś,kto się panią zaopiekuje?

– Mój mąż jest już w drodze.

– To dobrze.

Zanim nadjechał pan Foster,badanie było skończone. Vicky obejrzała wydruki i pokazała jeden z nich doktorowi Francisowi.

– To mi się bardzo nie podoba – powiedziała. – Będę musiała go wziąć na salę operacyjną.

Potem wróciła do Declana i jego rodziców.

– Jaki jest wynik badania? – spytała pani Foster.

– Niestety,niezbyt pomyślny – odparła łagodnym tonem. – Między mózgiem Declana a pokrywającą go błoną tworzy się krwiak. Uciska on na mózg,powodując jego obrzęk i niedotlenienie. Właśnie dlatego Dec lan ma zaburzenia wzroku i jest nieco oszołomiony. Dobra wiadomość brzmi tak,że mogę go operować. Zastosujemy znieczulenie ogólne,a potem wytnę drobny fragment jego czaszki i usunę krwiak. Będzie musiał spędzić jakiś tydzień na obserwacji w szpitalu,ale poza tym nic mu nie grozi.

– Czy on umrze? – spytała szeptem pani Foster.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com