Morfina - Melisa Kuźniar - ebook
Wydawca: Novaeres Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2011

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 67 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Morfina - Melisa Kuźniar

Kiedy miłość staje się obsesją, macierzyństwo przekleństwem, a sztuka zapomnieniem. Historia, która staje się coraz bardziej rzeczywista, będąc coraz mniej realną.

 

Morfina” to zapis myśli płynących spod świadomości. Monolog wewnętrzny nastolatki, której przemyślenia na temat świata, otoczenia oraz najbliższych, a także siebie samej zapełniają kolejne karty utworu. Jest to relacja szczera i bezkompromisowa, ujawniająca dramat bohaterki i jej niezwykle pogmatwany stosunek do matki. To jedna z tych książek, które dzielą czytelników – albo się ją kocha, albo nienawidzi.

Opinie o ebooku Morfina - Melisa Kuźniar

Fragment ebooka Morfina - Melisa Kuźniar




Strona redakcyjna


L’HISTOIRE I

Evviva l’arte! Człowiek zginąć musi -

cóż, kto pieniędzy nie ma, jest pariasem,

nędza porywa za gardło i dusi -

zginąć to zginąć, jak pies, a tymczasem,

choć życie nasze splunięcia niewarte:

Evviva l’arte! [1]

Panować nad swoim ciałem. Panować nad swoim duchem. Panować nad sytuacją, nad słowami, uczuciem. Nie dać powodu swojemu reżyserowi, żeby musiał przydepnąć nasze stopy, które ze wstydu / strachu / z granicy odchylają się ku górze swoją wewnętrzną stroną; żeby reżyser nie musiał stawać na naszych stopach, przydeptując wstyd, stres i nieopanowanie. „Nie stresuj się”. Nie dać powodu, by z pulpitu spadły nuty, by wiersz nie miał serca, by rock’n’roll był obcy.

Evviva l’arte! Niechaj pasie brzuchy,

nędzny filistrów naród! My, artyści,

my, którym często na chleb braknie suchy,

my, do jesiennych tak podobni liści,

i tak wykrzykniem; gdy wszystko nic warte,

Evviva l’arte! [2]

Na przykład złość. Co ją definiuje? Jak się jej wyzbyć? Czegokolwiek nie zrobisz, jak się nie zachowasz – czujesz, jak mrówki złości wpuszczają do twojego mózgu swój kwas. W głowie robi ci się ciemno od ich czarności, od ich ilości. Teraz retardacja – starasz się pokonać to, co cię buduje. Niszczyć tę złość znaczy niszczyć siebie. Mrówkowe komórki padają zabite, ale w głowie pozostają śmierdzące i gnijące złoża złości. Należałoby się tego wyzbyć, lecz następne żyjątka już nadchodzą.

Evviva l’arte! Duma naszym bogiem,

sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi,

możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem,

ale jak orły z skrzydły złamanemi ?

więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte?

Evviva l’arte! [3]

To wszystko gra na scenie. Pochłania – jest wręcz życiobrajna dla każdego, kto w niej uczestniczy.

Aktor. Reżyser. Widz. Muzyk. Statysta. Scenarzysta. Recenzent. Scenograf. Producent. Stylista. Ty. Ja.

Evviva l’arte! W piersiach naszych płoną

ognie przez Boga samego włożone:

więc patrzym na tłum z głową podniesioną,

laurów za złotą nie damy koronę,

i chociaż życie nasze nic niewarte:

Evviva l’arte! [4]

Na deskach teatru, na miękkim gryfie, z brakiem wkładu w długopisie szlag cię nie trafi... udusić się swoją miłością, odkaszlnąć bólem, przestraszyć strach.

Dopiero wtedy, gdy zaskoczy kogoś pytanie Sarah Kane z 4:48 Psychosis: „Naprawdę nie czujesz nic?” – będzie znał odpowiedź.

Chodzi o to wszystko. Mogłabym napisać, że w moim życiu pojawiają się kolejne kobiety... ale nie – bo pojawiają się też faceci. Napiszę, że wokół są ludzie; nie kobiety, nie mężczyźni, nie dorośli, nie dzieci, a ludzie – wszyscy tacy sami, mali, nieznośni, słabi, lecz silni, krzyczący... a jednak niektórzy są niezwykli, rozpie.dalają mnie swoją obecnością albo zaskakują, i zamiast się kogoś panicznie bać, nagle kocham.

I ten mętlik, bo jest coś wyżej, wyżej! Ale prowadzą do tego małe rzeczy... no dobra, opowiem Ci coś, ale sobie nie myśl... no rany. Dobra – jestem wybrakowana emocjonalnie, nie odczuwam miłości od matki i może dlatego, gdy ktoś okazuje mi zainteresowanie, to się przywiązuję. Jestem głupia, potrzebuję opieki, jestem głupia.

Muszę się innym wydawać dziwna, bo zawsze kochałam szkołę – obiekt nienawiści większości osób. Już nie zmienię tego świata, on po prostu jest, a ja w nim; i muszę w coś wierzyć, bo inaczej to jedynie zwariować idzie – więc wierzę w siłę miłości tego świata, w piękno życia. Już się naprawdę nie boję. To znaczy boję się, ale panuję nad strachem. Po prostu: co będzie, to będzie. Nigdy nie przestanę kochać szkoły, nie przestanę kochać ludzi, z którymi tyle przeżyłam, ale pewnie w końcu nasze drogi się rozejdą, a ja zostanę... już to wiem. Mogę się jednak zawieść, może to wszystko będzie wyglądać zupełnie inaczej. Tęsknię bardzo...

Co to znaczy: kamień spadł mi z serca? Och... na pewno spadł mi w dzień zakończenia roku szkolnego. Poczułam się bezpieczniej i lżej, ucisk na tkanki się zmniejszył. W ogóle wiedziałam, że coś we mnie pękło, coś się poluzowało, że jest już lepiej. Normalność jest najlepsza na wszystko. Zawsze będę czuła w sobie głęboko sentyment, zawsze będę skrycie tęsknić za tym, co było, za Eagle... ale to, co było, miało mnie tylko czegoś nauczyć. Oj, nauczyło! Im bliżej, by pójść do kolejnej szkoły, tym bardziej jestem spokojna, tym więcej mam w sobie wewnętrznej siły. Teraz muszę to tylko lepiej wykorzystać, nie tracić tak od razu. Niech mnie ten entuzjazm trzyma! Naprawdę niczego się nie boję aż tak mocno, by mogło mnie to sparaliżować... Panowanie nad uczuciami może być moją największą bronią.

Jak ja na początku nie lubiłam Eagle. Pierwsze słowa na ten temat powiedziałam wtedy, kiedy Eagle wychodziła z autokaru: „To jest ten wasz cały Orzeł?”. Szybko odwróciłam wzrok, nie chciałam marnować czasu. Gdyby to się tak jakoś inaczej ułożyło... jakoś tak inaczej... po prostu... Może zbiorę w sobie tę siłę, by ominąć te lata, by zacząć na nowo, by Eagle nie była ważna. Jak by to było, gdybym się wtedy nie uniosła honorem i nie chciała zwrócić na siebie uwagi, żeby być oryginalną. Zastanawiam się, jak by to było, ale – nie będzie! Z jednej strony chciałabym, żeby mi już przeszło (na razie czuję się tak, jakby mi przechodziło, ale w końcu dużo czasu minęło, więc to może obojętność, uodpornienie się na ten czas), ale z drugiej strony tak pięknie jest kochać z taką siłą... Tak mnie to uczucie dowartościowywało pod każdym względem... No i gdyby nagle mi tego zabrakło, byłoby trochę pusto i zawiodłabym się bardzo, że jednak mija z czasem, że nie trwa wiecznie. Bo miłością nie będzie już samo wspomnienie o niej.

Ale wieje, no! Niech tylko przestanie w dzień. To znaczy żeby nie był aż tak silny, bo od tamtej burzy to ja się boję. Po prostu wolałabym, żeby tak nie wiało, żeby jutro przyjemnie nam się spacerowało...

Przecież nie może być tak, że dwoje ludzi spędza ze sobą mnóstwo czasu, poświęca się dla drugiej strony, uczy nawzajem, pomaga, wspiera... a potem nagle dzieje się coś, przez co nawet wspólna rozmowa w cztery oczy wydaje się nie na miejscu. Już tyle stron o tym wszystkim zapisałam, że powinno to umrzeć śmiercią naturalną, a jednak nie umiera.

? Co zrobisz, jak się skończy szkoła?

? Umrę.

[...]

Ta miłość walczy jedynie o spojrzenie i uśmiech... o psychiczny spokój tworzony przez poczucie, że ta specyficzna więź nie jest jednostronna. Tak właściwie jaki to ma sens? Podświadomie chcemy żyć, więc taka więź też ma prawo bytu i może dawać szczęście. Gdybym zniszczyła tę miłość, byłoby to porównywalne do odebrania sobie życia.

Boję się kolejnej rosy na trawie

I słońca na niebie o świcie,

Kiedy to na szarej trawie półoświetlanych dróg

Spotkać Cię mogę i nie utrzymać nóg,

By choć przez chwilę podążać ten krok

I na chwilę zamilknąć, zatrzymać Twój wzrok.

Szkoda, że tego nie da się naprawić. My tego nie chcemy budować. Po co budować coś na sypiących się fundamentach, na realnym bagnie? Boję się swojej miłości. Od miłości do nienawiści. Przychodzą różne emocje – wilkołak, yeti i grizzly.

***

Wiesz, czym jest dla mnie Ocean? Takim papierosem ? prowadzi do autodestrukcji, ogranicza; często trzeba się z tym chować, czasem, owszem, wytrzymam pięć dni bez, ale i tak do tego wracam. Dobra. Bardzo złe porównanie to było, ale pasuje.

Tylko że przez Ocean...

Brodzę wśród małych kamyczków

Błękitnoniemiękkiej rozpostartej fali

Wzburzonej, przegiętej, ugiętej pod drugą,

Choć tamta ją mniej boli.

Obrośnięta odwagą bałwana białego,

Co w grzywy mądrości większej

ulega zmianie czasem

Ocean jednej fali, więc ja nie mogę patrzeć na niebo

i szukać tej fali

Gdy cichnie... w końcu?

I gołębie przylatują przycichłe,

lecz białe już,

a nie błękitne.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.