Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji. - Maciej Bennewicz - ebook
Wydawca: G+J Gruner Jahr Kategoria: Edukacja Język: polski

Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji. ebook

Maciej Bennewicz

5 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 320 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 9 godz. 27 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji. - Maciej Bennewicz

Miłość to najważniejsze uczucie w naszym życiu. Wielu psychologów twierdzi, że to ona decyduje o jakości życia. Nie trzeba ich nawet pytać. Każdy człowiek to wie. Najważniejsza jest miłość. Codzienne samopoczucie, sukcesy, energia do pracy, relacje z ludźmi – zależą od miłości. Miłość to źródło. Zatruta miłość zatruwa całe nasze życie. Skąd biorą się trucizny miłości? Jak znaleźć na nie antidotum? Kto i jak nas zatruwa? Jak stworzyć trwały i szczęśliwy związek? Czym różni się miłość od zakochania? Od czego zależy szczęście w relacji? Kiedy miłość staje się dojrzała? Kiedy partnerzy mogą sobie ufać? Odpowiedzi na te pytania stanowią tylko część rozwiązania, od którego zależy jakość twojego życia. Potrzebujesz rzetelnej wiedzy i praktycznych podpowiedzi. Potrzebujesz odnaleźć drogę do dojrzałej miłość . Potrzebny ci sposób na zbudowanie trwałej relacji. Potrzebujesz coachingu relacji. Potrzebujesz szczęścia. Pamiętaj! Jakość twojego życia to jakość twojej miłości. W tej książce znajdziesz potrzebne ci odpowiedzi.

Opinie o ebooku Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji. - Maciej Bennewicz

Cytaty z ebooka Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji. - Maciej Bennewicz

miłość można opisać za pomocą trzech elementów: intymności, czyli poczucia bliskości, namiętności, czyli zapału w relacji, oraz zaangażowania, czyli zobowiązania wobec drugiej osoby, wciąż ponawianej decyzji, że chce się być razem.
czy chcesz mieć ze mną dzieci? Po co chcesz mieć dzieci? Kto zajmuje się dzieckiem, w jakiej proporcji czasowej? Co należy do obowiązków ojca, a co matki? Kim jest dziecko w rodzinie? Jakie ma prawa i obowiązki? Co zamierzamy mu przekazać w postaci materialnej i w postaci wartości? Co to jest opieka? Czym jest wychowywanie? Na czym polega miłość rodzicielska? Jaki mamy stosunek do zakazów i nakazów w rodzinie? Ile chcemy mieć dzieci? Jak wspominasz własne dzieciństwo? Co sprawiło, że było szczęśliwe? Co cię martwiło, lękało w dzieciństwie, cze go nie lubiłeś, co było trudne? Kim jest dziecko? Jaki masz stosunek do własnej matki i ojca?
Im silniejszy wzorzec, tym mocniej trzyma, łudzi i kusi. Nasz mózg racjonalny uwielbia software’y, przyzwyczajenia, utarte szlaki. Setki razy coś cię odciągnie od zmiany. Zatem działaj i zmieniaj z minimalną choćby konsekwencją.
Jeśli nie jesteśmy w stanie zaakceptować i pokochać swoich bliskich w ich inności i odmienności, a zamiast tego staramy się ich sobie podporządkować, zawsze ich stracimy. W skrajnych przypadkach przedwcześnie umrą ze zgryzoty albo odejdą w złości.
Można żyć pod jednym dachem i w ogóle się nie komunikować. Wiesz już, jak działa mechanizm projekcji. Bywa niesłychanie trwały. Nazywam go w relacji mechanizmem lustrzanym , gdyż działa jak lustro. Zamiast widzieć realną osobę, która różni się od nas, ma swoje unikalne potrzeby, pragnienia, zapatrywania, przekonania, nierzadko zaskakujące, odmienne, ciekawe, dostrzegamy tylko własne potrzeby, projekcje odbite w drugiej osobie jak w lustrze. Jeśli z jakiegoś powodu, często przypadkiem, partner pomaga nam zrealizować potrzeby ukryte w projekcjach, jesteśmy zadowoleni, czujemy się zrozumiani i zaspokojeni. Nie przychodzi nam do głowy pytać o motywacje lub zrozumienie sytuacji po

Fragment ebooka Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji. - Maciej Bennewicz








Informacje o książce


Informacje o autorze

MACIEJ BENNEWICZ
(ur. 1961)

Menedżer, trener, coach, socjolog po Uniwersytecie Warszawskim ze specjalizacją z psychologii. Twórca Ośrodka Rozwoju Psychologicznego „Persona". Współtwórca i prowadzący cykl programów edukacyjnych dla młodzieży pt. „Ja" emitowanych w TVP1 w latach 1997–1999. Twórca i koordynator programu edukacji dla dorosłych „Animacje" realizowanego w Ośrodku „Komorów" w latach 1993–1997. Psychoterapeuta indywidualny i grupowy, aktywnie pracujący w terapii w latach 1989–2000. Prowadzi zajęcia z coachingu na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Dyrektor rozwoju w firmie Norman Benett Group, koordynuje prace związane z powstawaniem nowych projektów szkoleniowych i badawczych, działaniami zespołu trenerskiego oraz sprzedaży.

Posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie w pracy nad samorozwojem z grupami oraz indywidualnymi osobami. Supervisor zespołu trenerskiego.

Specjalizuje się w prowadzeniu szkoleń z dziedzin: Coaching i Mentoring, Kreatywność i Twórczość, Umiejętności Menedżerskie. Twórca metod: „Nawigacja relacji w kontaktach sprzedażowych" i „Uczenie sekwencyjne w pracy zespołowej".

Autor książek Coaching czyli restauracja osobowości (G+J Książki, 2008), Coaching czyli przebudzacz neuronów (G+J Książki, 2009) oraz Coaching Tao.

Niedługo ukaże się również Coaching i mentoring w praktyce. Maciej Bennewicz jest twórcą i liderem Polskiej Szkoły Coachingu w ramach Norman Benett Academy oraz coachem zrzeszonym w european Mentoring and Coaching Council (EMCC), a także prezesem EMCC Poland.


Część pierwsza
POROZMAWIAJMY O MIŁOŚCI


TAJEMNICA

Jeśli jesteś w cudownym związku, pełnym miłości, wsparcia i zrozumienia – to wspaniale. To osiągnięcie na miarę życiowego sukcesu. Być może to efekt twojej dojrzałości, a także dojrzałości twojego partnera lub partnerki. Być może wpłynęły na to lata doświadczeń oraz poznawanie się i dopasowywanie w oparciu o wzajemny szacunek i przyjaźń. Być może to przypadek. Może nieświadoma kompetencja. Stąd twoja strategia sukcesu – po prostu wiesz, jak wygrywać w swoim życiu, także miłość. Warto ten mechanizm zrozumieć i wykorzystywać świadomie również w innych obszarach. Szczerze mówiąc, działamy intuicyjnie częściej, niż nam się wydaje. Żyjemy współcześnie pod silnym dyktatem racjonalności, tymczasem intuicja wciąż wygrywa z logiką.

Znasz esemesowe emotikony? Wyobraź sobie, że w odpowiednich miejscach pojawia się mały obrazek, który pointuje treść lub stawia kropkę nad „i" albo znak zapytania. Od twojej wyobraźni zależy, w którym miejscu go postawisz. Pauza, czas na przemyślenie, chwila oddechu, refleksja. Czasami będę żartował, lecz w innych miejscach znajdziesz zdanie zupełnie serio. Moja żona zwróciła mi uwagę, że niektóre moje żarty dla części ludzi wcale nie są śmieszne. To naturalne. Mamy różne poczucie humoru, jesteśmy różni, zatem zdecyduj, w którym miejscu – twoim zdaniem – natrafisz na żart, kiedy poczujesz się sprowokowany, a kiedy moje słowa odbierzesz zupełnie serio. Wyobraź sobie wtedy, jak puszczam do ciebie oko albo uśmiecham się od ucha do ucha lub robię surową minę. Nie oznacza to, że cała książka jest niepoważna czy też, że jest jakimś wielkim skeczem lub przeciwnie ma wydźwięk niczym nudny wykład. Jest i taka, i taka. Ty zdecydujesz, czy będziesz się przy niej bawić, czy może zatrzyma cię na refleksji.

Będę pisał o toksynach miłości, zdradach, a nawet trucicielskim seksie. Im mniej jednak śmiertelnej powagi, tym więcej dystansu. Znajdziesz tu również kilka ważnych dla siebie sposobów na utrzymanie dobrej relacji, lub znalezienie najodpowiedniejszej dla siebie osoby, z którą taką relację będziesz mógł zbudować. Możesz też usłyszeć kilka ważnych odpowiedzi lub zadać sobie kilka ważnych pytań. Będę też zmieniał w tekście formę czasownika, raz zwracając się do kobiety, raz do mężczyzny. Tradycyjnie pisze się w rodzaju męskim, zwracając się do czytelnika jak do mężczyzny. To mi bardzo nie odpowiada. Uważam, że to stary, nieco szowinistyczny nawyk. Dlatego postanowiłem od niego odstąpić.

Mam na początek jedną radę, która może ci posłużyć nie tylko w kwestii miłości – przestań traktować siebie i swoje sprawy tak bardzo poważnie. Więcej luzu i dystansu, więcej radości.

Spędziłem wiele godzin swego cennego życia na rozmowach z ludźmi, spotkaniach biznesowych, konferencjach, wykładach, a także terapiach i coachingach, na salach uczelni i w gabinetach, w open space i aulach, i zadałem sobie pytanie, co łączy te, tak różne w charakterze i treści, sytuacje?

Wniosek nasunął mi się jeden – stworzyliśmy zabójczo nudną, śmiertelnie poważną cywilizację ludzi nieustannie zasadniczych, smutnych, przesadnie przejętych, dywagujących nad najdrobniejszymi szczegółami, doznających silnych emocji negatywnych, wśród których góruje niezadowolenie i surowość godna ceremonii w ministerstwie skarbu.

Tę samą powagę przenosimy do naszej codzienności. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli na obiad będzie zupa z paczki, a swój samochód umyjesz za dwa dni. Na planie życia słaba ocena, otrzymana przez twoje dziecko, nie ma znaczenia, a stłuczona szyba już jutro będzie tylko wspomnieniem. Im mniej w twojej codziennej miłości luzu i dobrego samopoczucia, tym bardziej napiętnowujesz siebie i swoje relacje sztywnością i smutkiem. Miłości to nie służy.

Jeśli jesteś zadowolona ze swoich relacji, raz jeszcze gratuluję. Mogą być jednak jeszcze lepsze. Wspaniale jest wiedzieć, że coś działa, lecz jeszcze lepiej wiedzieć, jak to działa. Możesz odkryć, na czym polega twoja strategia sukcesu w relacjach miłosnych i nie tylko. Warto jest też wiedzieć, jak utrzymać ten stan, a nawet go pogłębiać.

Jeśli jesteś singlem, a nie chcesz nim być, jeśli kilka twoich związków rozpadło się lub ten, w którym jesteś, nie daje ci satysfakcji, być może czas to zmienić? Oceniasz swój związek raczej pozytywnie, lecz wciąż czegoś w nim brakuje i nawet nie wiesz, co to mogłoby być? Jakaś tęsknota, potrzeba, nieuchwytna myśl? Możesz to zmienić. Możesz dowiedzieć się, czego ci potrzeba, co cię powstrzymuje, jak osiągnąć to, czego pragniesz w związku.

Jeśli twój związek przynosi ci wiele stresu, bólu, a nawet cierpienia – zmień to natychmiast. Być może teraz jest najlepszy moment.

Tak jak XIV Dalajlama i wielu buddystów wierzę, że człowiek powołany jest do szczęścia. Do szczęścia, które przeżywa tu i teraz i które dzieli z innymi, wpływając w ten sposób na swój dobrostan każdego dnia. Biorąc odpowiedzialność za własny los. Nie mam na myśli szczęścia symbolicznego albo nieokreślonej wizji duchowego wyzwolenia po śmierci. Mówię o spełnionym życiu w dojrzałej miłości. Teraz. Tak szybko jak to możliwe. Zdaję sobie sprawę, że to rewolucyjne stwierdzenie! Zwłaszcza, jeśli jest się przekonanym, że życie jest ciężkie, małżeństwo – nawet najgorsze – nierozerwalne, a świat raczej niesprawiedliwy, wymagający i pełny cierpienia. Będzie takich stwierdzeń, podobnie rewolucyjnych, jeszcze kilka w tej książce. Lecz nie poprzestaniemy na stwierdzeniach. Naprawdę, jeśli zechcesz, możesz się zmienić. To kwestia przekonań, a potem umiejętnych działań. Związek powstaje najpierw w głowie, lecz staje się prawdą poprzez konkretne działania. Warto mieć wpływ na jedno i na drugie.

Przekonania decydują o tym, że smutni stają się jeszcze bardziej smutni, radośni znajdują coraz więcej powodów do radości, biedni biednieją, a bogaci stają się coraz bogatsi. To drugie rewolucyjne stwierdzenie! Zmiany na lepsze, zmiany rewolucyjne, wbrew utartym opiniom, nie są tak trudne. Przekonasz się o tym. Jest w zasadzie tylko jeden poważny warunek. Stąd w pierwszych zdaniach tyle razy użyłem zwrotu „być może". Być może skorzystasz z mojej książki, być może niektóre rzeczy wprowadzisz w życie, być może zbudujesz dobry związek lub udoskonalisz istniejący, być może zechcesz zmierzyć się ze swoim największym wrogiem. Domyślasz się, kto nim jest?

Tak jest. Autorem swego życia, jego twórcą i producentem jesteś ty, osobiście. Swoim najlepszym przyjacielem, lecz nierzadko również największym przeciwnikiem. Oczywiście wiele osób przyczyniło się i nadal każdego dnia przyczynia się do tego, że jesteś tam, gdzie jesteś i robisz to, co robisz. Możesz jednak mieć wpływ na to, dokąd zmierzasz, co wybierasz i jaki jest twój związek, a przede wszystkim na jedno z najważniejszych uczuć i pragnień, jakim jest miłość.

Od lat jestem zawodowym coachem, czyli trenerem rozwoju osobistego. Przez wiele lat byłem także psychoterapeutą. Mam za sobą kilka nieudanych związków. Popełniałem błędy i wyciągałem z nich wnioski. Od lat jestem mężem i przyjacielem cudownej osoby. Żyję we wspaniałym małżeństwie. Kiedyś policzyłem, że przez ponad dwadzieścia lat pracy z ludźmi przeprowadziłem kilkadziesiąt tysięcy godzin profesjonalnych terapii, szkoleń i coachingów. Wiem, co mówię.

Możesz zmienić swój związek. Możesz zbudować udane małżeństwo. Możesz znaleźć partnera lub partnerkę na całe życie. Jednak to, od czego potrzebujesz zacząć, to zmiana siebie. Tak długo, jak mówisz: „To oni są winni", pozostajesz tam, gdzie jesteś, bez wpływu na własne życie.

Jeden z powodów wielokrotnego używania przeze mnie sformułowania „być może" także dotyczy ciebie. Dopóki nie uwierzysz, że możesz coś zmienić, nic nie możesz zmienić. To otoczenie, przypadek, inne osoby wymuszają na tobie nowe zachowania. Mówisz wtedy o szczęśliwym trafie albo złym losie, o pechu lub przypadku. Nie zauważasz swojego wpływu na własne sprawy.

Jednak wiesz doskonale, że jeśli ktoś w twoim środowisku na przykład często się spóźnia, podaje dziesiątki mniej lub bardziej prawdopodobnych wyjaśnień i usprawiedliwień, choć inni zdążyli na czas. Masz pewność, że taka osoba ma nieświadomą strategię spóźniania. Mówiąc potocznie: sama sobie to robi, jest twórcą szeregu zachowań, które w efekcie przynoszą spóźnienie. Obserwujesz inne osoby i spostrzegasz na przykład taką, która narzeka na częste przeziębienia i zapalenia górnych dróg oddechowych. Wtedy również oczywisty jest dla ciebie związek pomiędzy jej chorowaniem, jesienną aurą, permanentnym brakiem szalika, odkrytą głową i lekkim ubraniem. Ponadto nierzadko spotykasz ją na papierosie wypalanym pod biurowcem w deszczu lub chłodzie. Tradycyjnie nie założyła kurtki, a tym bardziej czapki i szalika, bo to przecież „tylko jeden szybki dymek". Papierosy, ubranie, jesień – cały mechanizm jest dla ciebie jasny. Choroba nie przychodzi przez przypadek, to wynik zachowania, a także przekonań przemarzniętej osoby, która bardziej sobie ceni swój wygląd niż zdrowie, choć sama tej oczywistej dla ciebie zależności może nie dostrzegać.

Podobnie jest z twoimi sprawami, a także sposobem zawierania znajomości, budowania związku i z większością problemów w relacjach. Być może nie zauważasz swoich strategii, własnego wpływu na sytuację, oskarżając – jak w przypadku infekcji – pogodę, klimat, a nawet los, pech, lekarza i co tylko zechcesz, byle utrzymać przekonanie o własnej niewinności i braku wpływu.

Co dobrego wynika z braku wpływu? Wtórne korzyści. Ten stan umysłu jest pod wieloma względami bardzo przyjemny. Jest umysłowością dziecka. Choć w dorosłym przebraniu i prawdziwych realiach duże dziecko wciąż może wierzyć, że otaczająca rzeczywistość, wydarzenia, ludzie, sytuacje to jakiś strumień życia, rzeka przypadków, w której zdarzy się to lub tamto. Wystarczy być posłusznym, przystosowanym, czasem skłamać lub coś przemilczeć, gdy jest się nieposłusznym lub przekroczy się normy, i wszystko po toczy się zgodnie ze wzorcem. Co prawda jest się wówczas we władzy innych – szefów, partnerów, kolegów, rodziców, rodzin, mężów, żon, ale za to ma się nieustającą nadzieję, że „oni" podadzą nam gotowe rozwiązania. Wygodnym i zniewalającym prawem dziecka jest również prawo do buntu przeciwko dorosłym. Grymaszenie, spóźnianie, kłamstwo, niedotrzymywanie słowa, brak umiejętności, błąd, a przede wszystkim brak odpowiedzialności to wszystko przywileje dziecka. Brak odpowiedzialności i poczucie braku wpływu stan bycia dzieckiem perfekcyjnie wzmacniają i utrzymują. Dorosły nierzadko jest zmuszony do znalezienia odpowiednich rozwiązań. Co go zmusza? Poczucie obowiązku. Stan odpowiedzialności za własne życie oraz za życie innych osób. Dorosły myśli o wyniku i rozwiązaniu. Przewiduje. Dziecko, skoncentrowane na sobie i własnych potrzebach, stara się maksymalizować przyjemności i unikać przykrości. W sytuacji, gdy czuje się bezradne albo po prostu zmęczone, może zwrócić się do dorosłego.

Co to ma wspólnego z miłością i budowaniem związku?

Otóż jest to wzorzec, czyli mechanizm, który działa często bez naszego udziału, jest odziedziczony po naszym środowisku wychowawczym. Do relacji, a nawet wcześniej do samej myśli o związku, wnosimy nasze wzorce, wytworzone i ugruntowane w dzieciństwie. Im bardziej jesteśmy uśpieni w naszych dziecięcych rolach, zaczarowani przez wpojone wzorce, tym silniej odczuwamy dwa skrajne odczucia: zadowolenie lub niezadowolenie z przypadków, które nam się przytrafiają. Nierzadko jest to również powód do przeżywania związków jako najważniejszych i zarazem najbardziej rozczarowujących obszarów naszego życia.

Jest kilka dość powszechnych szkodliwych przekłamań, które mogą skutecznie utrudnić budowanie udanych relacji; są to między innymi następujące przekonania:

  • Miłość trafia się w życiu w sposób niezależny od nas i spada na człowieka jak grom z jasnego nieba.

  • Prawdziwa miłość to odnalezienie swojej magicznej połówki. Połączenie z nią stworzy całość, lepszą od niekompletnej części, jaką jest pojedyncza osoba.

  • Miłość to nieustający kompromis.

  • Miłość to zakochanie i seks. Potem zauroczenie mija.

  • Można zakochać się bez wzajemności.

  • Miłość nie istnieje.

Z jakiego powodu te przekonania są tak niebezpieczne, jeśli w nie uwierzymy i uznamy za swoje? Jakie niosą za sobą konsekwencje?

Miłość trafia się w życiu w sposób niezależny od nas i spada na

człowieka jak grom z jasnego nieba.

Otóż miłość to wybór partnera. świadomy lub nie, ale jednak wybór. Dokonując go, decydujemy się odpowiedzieć na czyjeś zainteresowanie lub nie, zainteresowanie to okazać lub nie. Miłość jest w pewnym sensie stanem gotowości, najpierw biologicznej, hormonalnej, emocjonalnej, a potem społecznej – trzeba spełniać warunki formalne, by móc się z kimś związać; takim wymogiem jest na przykład pełnoletniość. Zaskoczenie miłością to raczej dowód bardzo nieświadomych, ukrytych przed samym zainteresowanym procesów psychologicznych, których – bądź co bądź – sami jesteśmy twórcami. euforyczny stan zakochania może mieć związek również z wybuchem seksualności u osób bardzo młodych i jest raczej związany z silnym popędem seksualnym niż z uczuciem tak złożonym i wieloaspektowym jak miłość. Może być również efektem niedojrzałości emocjonalnej i, jak każde zachowanie obronne, funkcjonować zamiast czegoś jako parawan. Na przykład zamiast zdawać trudny egzamin, znów jestem zakochana, zamiast rozwiązywać problemy w istniejącym związku, zakochuję się w następnej osobie itd.

Prawdziwa miłość to odnalezienie swojej magicznej połówki.

Połączenie z nią stworzy całość, lepszą od niekompletnej części, jaką jest pojedyncza osoba.

Połówkowa miłość, opisywana pomarańczową lub jabłkową metaforą, w której połówki szukają siebie i stworzą całość dopiero, gdy jedna połowa jabłka trafi na tę drugą, właściwą, jest z gruntu fałszywa. Już nawet samo porównanie do rozdzielonego owocu jest nietrafne. W przyrodzie nie istnieje połowa owocu. Jabłko rozkrojone na pół jest częścią całości, a żadna z połówek nie może istnieć samodzielnie. Pobrzmiewa w tym stara, religijna koncepcja o nierozerwalności małżeństwa oraz nadzieja na istnienie bratniej duszy, kogoś w rodzaju bliźniaka energetycznego. Wystarczy go spotkać, odnaleźć, a wszystko inne będzie proste, nic bowiem nie stanie na przeszkodzie takiemu scalonemu wreszcie owocowi. Niebezpieczeństwo tego przekonania polega na tym, że tkwi w nim założenie dotyczące bierności. Nie trzeba mieć żadnych specjalnych walorów ani umiejętności, podejmować starań ani podczas pozyskiwania partnera, ani budowania związku. Wystarczy znaleźć właściwą połówkę i wszystko stanie się proste. Tymczasem człowiek może istnieć samodzielnie, jest w pełni kompletną, ukształtowaną istotą. Ponadto na przestrzeni swego życia może wchodzić w rożne satysfakcjonujące związki z wieloma osobami, w tym w związki erotyczne i miłosne. Co więcej, może się rozwijać i zmieniać, tworząc coraz bardziej udane relacje, wynikające z jego dojrzałości, nie zaś cudownego przypadku.

Miłość to nieustający kompromis.

To złudne przekonanie ma na celu wywołanie wrażenia, że związek dwojga ludzi polega na permanentnych negocjacjach i opanowaniu sztuki ustępstw, małych rezygnacji, delikatnych przybliżeń. To skomplikowana i wykwintna gra, dzięki której związek może istnieć i w ramach której wciąż wynegocjowujemy lepsze dla obu stron porozumienia. Kompromisy możliwe są w biznesie, gdy dwóch kontrahentów inaczej niż dotychczas dzieli zyski. Jedna strona trochę spuszcza z tonu, druga dodaje nowe elementy. Ustala się przedział zgodności i w gruncie rzeczy chodzi o spotkanie w satysfakcjonującym przedziale cenowym lub usługowym, dotyczącym policzalnych i mierzalnych elementów. W żywej relacji miłosnej również odbywa się symboliczne i emocjonalne ważenie kosztów, jednak trudno je porównać do procesu biznesowego. Trzy zmyte talerze równają się dwóm odrobionym z dzieckiem za daniom z matematyki, zatankowane paliwo to kanapka z serem, a zgoda na seks równa się wymalowaniu kuchni? Trudno również szukać nieustających kompromisów pomiędzy różnymi upodobaniami, wartościami i potrzebami. On lubi mecze na żywo, lecz dla niej to męczarnia. Czy zdrowym kompromisem byłoby zostawienie żony pod stadionem w samochodzie na parkingu? A może rezygnacja z oglądania meczów? Wszystkich? Trzech rocznie? On chce oglądać całą ligę. Ona nie lubi tego w ogóle. Ona chce mieć dziecko już, on jeszcze nie czuje się gotów. W efekcie kompromisu będą mieli pół dziecka, trochę dziecka? W wielu domach jest tylko jeden telewizor. Ona uwielbia serial obyczajowy o 18.00, on zaś kryminalny o 18.30 na innym programie. Mają oglądać na zmianę – doradzi doradca od kompromisów? Nie, bo akcja kryminalnego jest tak pasjonująca, że on z wytęsknieniem czeka na nowy odcinek. Ona ma obejrzeć swój program w Internecie? A dlaczego ma oglądać w gorszej rozdzielczości? Inny przykład: pojawiły się wolne pieniądze. Jest okazja, żeby kupić nową pralkę. Spłacają sporo kredytów, więc nowy nie wchodzi w rachubę. Ona chce pralkę, bo stara kiepsko wiruje. On wolałby zmywarkę, bo nie cierpi zmywania naczyń, a to głównie jego obowiązek. Nie ma w sprzedaży pralkozmywarek. Chcę przez to powiedzieć, że bez żywej relacji miłosnej, w której traktuje się związek jako wspólne dobro, do którego wnosi się niezwymiarowane zaangażowanie, czas i energię w nadziei na wzajemność, kompromisy – nawet najdokładniej wynegocjowane – nic nie dadzą.

Miłość to zakochanie i seks. Potem zauroczenie mija.

To przekonanie często wypowiadane przez osoby zawiedzione poprzednimi relacjami lub wyrażające w ten sposób swój lęk przed bliskością. W gruncie rzeczy mowa w nim o stanie zakochania, które rzeczywiście może być początkiem i końcem okresu euforycznego i jednocześnie nadziei na trwalszy związek. Niezdolność do budowania kolejnych etapów relacji miłosnej, o których będzie mowa dalej, to spory problem. W takim przypadku funkcjonowanie od zakochania do zakochania może stać się sposobem na unikanie trwałej relacji, która może budzić szereg obaw, a nawet lęków, co z kolei może prowadzić do powstania kolejnych ograniczających przekonań. W każdym razie miłość ma swe etapy. Jest stan zachwytu, jest również okres dojrzałości i więzi. Trwały związek to proces, a nie stan. Podobnie jest z seksem. Zachowania erotyczne i współżycie to bardzo ważny element relacji, jednak ani niejedyny, ani nawet nie najważniejszy. funkcja erotyzmu również zmienia się w dojrzałych związkach i, wbrew opiniom, nie brak monogamicznych postaw zarówno po stronie mężczyzn, jak i kobiet.

Można zakochać się bez wzajemności.

Otóż według moich doświadczeń i przekonań nie można się zakochać bez wzajemności, gdyż zakochanie jest nierozerwalnie związane z relacją i świadomością bycia obdarzanym i obdarzającym uczuciem. Wtedy możemy mówić o początku relacji i dalszych jej konsekwencjach, takich jak seks, budowanie intymności, zaangażowania i stopniowo więzi lub wygaszeniu uczuć i decyzji o rozstaniu. Brak wzajemności to odpowiedź: nie, nie jestem zainteresowany, jestem zajęta lub nic nie wiem o twoich uczuciach. Miłość jednostronna jest masywną projekcją osoby „zakochanej", czyli przypisaniem swojego pragnienia do innej osoby, podobnie jak to się robi z przedmiotem marzeń, super komórką, wyśnionym samochodem, modnym ubraniem. Wówczas „zakochana" osoba projektuje, czyli rzutuje na drugą, często niczego nieświadomą osobę, swoje nadzieje, marzenia, frustracje, tęsknoty i nierzadko bierze je za rzeczywistość. To gra jednego aktora, który uwierzył, że jego własny cień jest partnerem, że wokół toczy się realne życie. Być może pojawi się również odmowa przyjęcia do wiadomości faktu odrzucenia. By stłumić ów ból, osoba odrzucona karmi się fantazjami o miłości niespełnionej i jednostronnej. To znakomity temat literacki lub filmowy. W życiu jednak do budowania związku miłosnego potrzebna jest zgoda dwóch osób. Na bazie tej zgody i odpowiedzialności za wspólną relację powstaje związek. Bez tego elementu jest tylko pojedynczy człowiek ze swoimi marzeniami, pragnieniami i nadziejami. Nie ma relacji, nie ma miłości. Stan tego rodzaju niewiele się różni się od pragnienia posiadania nowego samochodu, torebki lub kanału telewizyjnego. Bywa bardzo silnie wspierany przez pożądanie seksualne, hormonalną aktywność, dlatego tak częsty jest u osób bardzo młodych, gdy burza hormonalna i rodzące się coraz bardziej widome pragnienia seksualne popychają do aktywności społecznej i poszukiwania partnerów seksualnych. Wtedy bodaj iskra zainteresowania, kilka czynników wyróżniających, gest lub fotografia mogą uruchomić tęsknotę za partnerem lub partnerką idealną. Największa zaś aktywność odbywa się nie w świecie realnym, lecz w fantazjach.

Krzysztof Cugowski parę lat temu swoim zachrypniętym głosem informował nas słowami Andrzeja Mogielnickego: Bo do tanga trzeba dwojga / Zgodnych ciał i chętnych serc / Bo do tanga trzeba dwojga / Tak ten świat złożony jest. I miał rację.

Miłość nie istnieje.

Istnieje. Jest wspaniałym procesem poznawania się ludzi, uczenia się wzajemnych zachowań, przekonań i wartości. Przechodzeniem przez etapy relacji i okresy życia. Składa się z wzajemnych obietnic i działań na rzecz wspólnoty, ale również z atrakcyjnych nagród, których wiele można otrzymywać codziennie, gdyż udany związek potrafi je wytwarzać w nieskończonej ilości. Zawiera w sobie namiętność i erotyzm, przyjaźń i wsparcie, stabilizację i nieustanne tworzenie nowych wartości. Wymaga jednak aktywności ze strony partnerów. W miłości nic nie jest dane raz na zawsze: ani uroda, ani atrakcyjność seksualna, ani powodzenie finansowe, ani nawet zaufanie, zdrowie, majątek, rodzina. Wszystkie te elementy nieustannie dynamicznie się zmieniają. Związek trwały to w pewnym sensie życie na budowie własnego domu. Ten prawdziwy i symboliczny dom jest stale budowany, odnawiany, rozbudowywany, meblowany. Niektórzy członkowie rodziny wprowadzają się, inni wyprowadzają, wiele obyczajów, wartości, zadań się zmienia, lecz wciąż jest to ten sam dom, zbudowany i utrzymywany przy życiu przez daną parę. energią spajającą i dającą życie temu domowi jest miłość dwojga ludzi.

Wykonaj krótkie ćwiczenie. Dopisz również swoje stwierdzenia na temat miłości. Po prostu wynotuj zdania dotyczące miłości, które przyszyły ci do głowy po przeczytaniu tych przedstawionych powyżej. Mogą mieć one ogromną siłę.

To, w co wierzysz, staje się prawdą o tobie i twoim życiu. Jak to możliwe? Niebawem się przekonasz. Teraz jednak zerknij na zapisane zdania. Już czujesz różnicę. Pojawia się samoświadomość. Nasze myśli, a potem wypowiedziane słowa, stają się samospełniającą się obietnicą. Negatywne skojarzenia, obawy, zaprzeczenia w związku z miłością są jak zmarszczki mimiczne na twojej twarzy, zwłaszcza te wokół ust. Spójrz w lustro, jeśli kąciki twoich ust zazwyczaj opadają, być może przez twoją głowę przewija się wiele negatywnych uczuć, które potem tworzą ów trwały obraz na twarzy. Pewnie twoje relacje obfitują raczej właśnie w negatywne uczucia. Warto to zmienić. Jeśli zapisane słowa dotyczące miłości zawierają pozytywne skojarzenia, nadzieje, mocne strony, jesteś na dobrej drodze. Kąciki twoich ust są być może uniesione tak często, że wyrysowały niemal stały uśmiech na twarzy. Jesteś bliżej szczęścia.

Spójrz na inną listę przekonań dotyczących miłości. Ich funkcją jest wspieranie miłości i stan odpowiedzialności za uczucia, które kierujemy do drugiej osoby i otrzymujemy zwrotnie:

  • Miłość do tej samej osoby zmienia się z upływem czasu i może stać się dojrzalsza, bogatsza, pełniejsza.

  • Miłości można się nauczyć, tak jak każdego innego rodzaju uczuć i zachowań w relacjach z ludźmi.

  • Miłość to wzajemność, wymiana, dawanie i branie. Miłość jednostronna to fikcja, fantazja lub uzależnienie.

  • Miłość jest związana z odpowiedzialnością za własną postawę, w części za dobrostan drugiej osoby obdarzanej miłością, a także za wspólną relację.

  • Miłość może oznaczać trwałe dobre samopoczucie, lekkość, znakomitą zabawę i stan szczęścia.

  • Miłość jest ekologiczna, dlatego nigdy nie odbywa się cudzym kosztem. Jeśli ktoś cierpi w wyniku miłości lub ponosi szkodę, samo uczucie zostanie obarczone poczuciem krzywdy lub winy i może stać się toksyczne.

Jak widzisz, na temat miłości można powiedzieć wiele zdań. Nierzadko mogą być sprzeczne lub kontrowersyjne. Nie zwykliśmy pytać swoich partnerów, kandydatów na narzeczonych, mężów i żon, jak definiują miłość. Przyglądamy im się raczej przez okulary naszych własnych przypuszczeń, zakładając, że nasz pogląd na miłość, związek i relację jest oczywisty dla każdego, a zwłaszcza dla osoby ukochanej.

Związek zaczyna się od ciebie i, jak większość spraw w życiu, może podlegać twojemu wypływowi. Podobnie jak się robi ciasto, naprawia silnik samochodu lub maluje mieszkanie – związek się tworzy, buduje, a także określa i współtworzy. Można to robić dobrze lub źle.

Potrafisz rozróżnić dobre ciasto od niesmacznego, złą jakość od dobrej, dobrze prosperującą firmę od źle zarządzanej, dobrą usługę od złej. Masz tę umiejętność dzięki doświadczeniu i porównaniu. Miłość jest cudem właśnie z tego powodu, że wymaga niesłychanej uwagi na drugiego człowieka i fantastycznych, aczkolwiek prostych umiejętności. Tak jak wszystko w życiu, można ją „realizować" dobrze lub źle. Można się tego nauczyć. W dowolnym wieku.

Zdaniem wielu mistrzów rozwoju osobistego i coachingu jakość życia zależy od jakości zadawanych sobie pytań. To w odpowiedziach na takie pytania kryje się często odpowiedź na pytania zasadnicze: Kim jesteś? Dokąd zmierzasz? Co jest dla ciebie ważne? Dlatego będę zadawał ich wiele. Oczywiście warto się nad nimi zatrzymać i wyczerpująco na nie odpowiedzieć. Czasem jednak wystarczy samo pytanie. Niech krąży. Nasze genialne mózgi mają to do siebie, że już samo postawienie pytania zmusza je do intensywnej pracy nad odpowiedzią we dnie i w nocy, świadomie i nieświadomie.

Z tego powodu któregoś dnia po prostu zatrzymujemy się na środku ulicy ze złamanym obcasem w ręku, spóźnieni na jakieś bardzo ważne spotkanie, zastanawiając się, co zrobić na obiad, albo myśląc o dziecku w przedszkolu i zadajemy sobie jedno z najważniejszych pytań: Co ja tu robię? Dokąd tak biegnę? Jakie znaczenie ma dla mnie mój związek?

Być może miłość była dla ciebie czymś zupełnie innym niż dla twojego partnera lub partnerki? Może nadal różnicie się w swoich definicjach, a przez to oczekiwaniach. Nie ma w tym nic złego. Pierwszy krok do zmiany to po prostu odkrycie tajemnic i zrozumienie siebie. Tak jest, miłość jest tajemnicą i ty dla siebie być może także nią jesteś. Tajemnicą może być także ten lub ta, którą kochasz. Czas odkryć tajemnice miłości.


MIŁOŚĆ. CO TO TAKIEGO?

Mam dla ciebie kolejne krótkie ćwiczenie. Wyobraź sobie planetę, na której żyje cywilizacja nieznająca miłości. Jak będą zachowywali się jej mieszkańcy? Jak będą rozmawiać, budować relacje, podejmować decyzje? Co będzie dla nich ważne? Czego twoim zdaniem zabraknie? Pomyśl chwilę, odpowiedz, zapisz.

Przeczytaj swoje notatki. Masz przed sobą własną definicję miłości. Teraz porównaj, w jakim stopniu odpowiada ona twojej realnej sytuacji. Jest opisem twojej aktualnej relacji, miłości, którą odczuwasz, a może marzeniem o miłości idealnej, czy też pesymistyczną wizją, uwolnieniem od nazbyt trudnego przeżycia?

Zdaniem amerykańskiego psychologa Roberta Sternberga [1] i w polskiej literaturze autorstwa Bogdana Wojciszke [2], wybitnego badacza współczesnego społeczeństwa polskiego, miłość można opisać za pomocą trzech elementów: intymności, czyli poczucia bliskości, namiętności, czyli zapału w relacji, oraz zaangażowania, czyli zobowiązania wobec drugiej osoby, wciąż ponawianej decyzji, że chce się być razem.

Intymność rodzi się, kiedy ugruntowany jest już stan> zaufania i przywiązania. Wtedy pojawia się szacunek i pragnienie dbania o dobro partnera. Jego obecność jest wystarczającym bodźcem, wywołującym stan szczęścia i wzmacniającym przekonanie, że można na niego liczyć w potrzebie. Ważnym czynnikiem intymności jest wzajemność i współzależność. Obustronne zrozumienie, dzielenie się przeżyciami i dobrami duchowymi i materialnymi, wymiana informacji, których nie powierzymy innej osobie. Współzależność to poczucie wymiany na równych zasadach. Ja zależę od ciebie w podobny sposób, w jaki ty zależysz ode mnie w procesie wymiany dóbr, uczuć, potrzeb, wzajemnych usług. Słowo „usługa" nie jest przypadkowe. Ten ważny element miłości jest często niezauważany albo idealizowany. Tymczasem intymność rodzi się poprzez świadomą zgodę na wymianę różnych działań, zachowań, uczuć, pod warunkiem zachowania równowagi. Tradycyjny model rodziny proponuje przykładowy podział zadań: ty gotujesz, ja robię zakupy; ty bawisz się z dzieckiem, ja sprzątam kuchnię; ty naprawiasz samochód, ja naprawiam spodnie. Warunkiem tak rozumianej współzależności jest świadoma decyzja wymiany i podziału obowiązków. Jedna osoba jest w czymś sprawniejsza lub po prostu wybiera, lubi, potrafi wykonać daną usługę, druga odwzajemnia się w podobny sposób. Istnieje równowaga pomiędzy dawaniem i braniem wzajemnych usług zarówno na rzecz związku jako całości, jak i całkowicie indywidualnych korzyści, kiedy na przykład jedna osoba gotuje ulubioną potrawę specjalnie dla drugiej. Intymność to również dawanie emocjonalnego wsparcia, bycie po stronie osoby ukochanej wynikające z poczucia, że partner jest ważnym elementem życia. W początkowych etapach miłości zaufanie jest niskie, dominują inne czynniki, zwłaszcza związane z seksualnością i namiętnością. Stopniowo jednak rośnie znaczenie bliskości w relacji i nierzadko to ono staje się dominującym elementem budującym związek.

Namiętność to przeżywanie silnych uczuć związanych z osobą partnera, takich jak: radość, euforia, tęsknota, lecz również złość, niepokój, zazdrość oraz pożądanie, podniecenie seksualne. To pragnienie obecności drugiej osoby i połączenia się z nią fizycznego, lecz również przebywania w jednym miejscu, a także istnienia razem w perspektywie przyszłego życia. Myślom na temat ukochanej osoby oraz jej fizycznej obecności towarzyszy silna motywacja do działania dla jej dobra. Często jest to związane z zachowaniami seksualnymi, pragnieniem połączenia, posiadania dzieci, wykonywania usług na rzecz danej osoby. Stopniowo, kiedy mija faza zakochania, poziom oraz intensywność, a także skrajność przeżywanych uczuć maleje.

Trzeci element miłości to zaangażowanie. Żeby móc mówić o pełnej miłości, potrzeba również decyzji, że chce się w danym związku być i na jego rzecz świadomie działać, podejmując kolejne zobowiązania. W naszej kulturze, zwłaszcza miejskiej, takimi wyrazistymi zobowiązaniami są: wspólne zamieszkanie, następnie podział kosztów i zobowiązań finansowych wynikających ze wspólnego życia i wreszcie oficjalne narzeczeństwo i małżeństwo. Co ciekawe, trend ten jest dość nowym zjawiskiem, gdyż dla starszego pokolenia zobowiązanie miało charakter bardziej formalny, wymagający na przykład zgody rodziców, następnie oficjalnego narzeczeństwa, najczęściej usankcjonowanego religijnie, a w końcu małżeństwa zawieranego zgodnie z obyczajem kultywowanym w danej społeczności. Zaangażowanie stopniowo rośnie wraz z rozwojem związku i jest jego silnym stabilizatorem. Kolejne wspólne lub samodzielne decyzje na rzecz związku stanowią dowód rosnącego zaangażowania, a tym samym umacniają relację.

Nierzadko ten trzeci element stanowi najsilniej cementujący składnik miłości, gdy poprzednie dwa elementy słabną.

Możesz teraz samodzielnie albo wraz z partnerem wykonać ćwiczenie, które pozwoli określić etap związku i czynniki satysfakcji. Kategorie namiętności, intymności i zaangażowania podziel na czynniki materialne [fizyczne] i psychologiczne. Wynotuj, jakie działania, zachowania, okazywane emocje świadczą o danym etapie. Dla przykładu: zbliżenie seksualne można zaliczyć do fizycznego przejawu namiętności, a czuły esemes do psychicznego. Zwierzenie się ze swoich obaw dotyczących pracy to przejaw intymności psychicznej, a drobny prezent – materialnej. Możesz wyliczyć różne przeżycia, zachowania i sytuacje, które zaliczysz do poszczególnych kategorii. Możesz także określić poziom satysfakcji z każdego obszaru, na przykład w skali sześciostopniowej, gdzie 6=wspaniale, 5=bardzo dobrze, 4=dobrze, 3=średnio, 2=słabo, 1=źle.

Zanim jednak zaprosisz partnera lub partnerkę do tego ćwiczenia, upewnij się, że na pewno tego chcesz, że masz w sobie gotowość, i że podobnie jest z nim lub z nią. Wynik tego i kolejnych ćwiczeń może być dla was obojga nie lada zaskoczeniem, warto być na takie zaskoczenie przygotowanym i świadomie wykorzystywać ważne odkrycia. Dlatego warto też kontynuować czytanie książki i wykonywać kolejne ćwiczenia wspólnie, jeśli już raz się podjęło takiego zadania w parze. Dopiero kolejne ćwiczenia przyniosą sugestie dotyczące zmiany w relacji. Pierwsze pokazują, gdzie jesteś, gdzie jesteście, w jakim punkcie relacji, na jakim etapie związku, jaka jest wasza sytuacja. Kolejne pokażą, jak ulepszać związek lub jak zbudować związek szczęśliwy i trwały.

 

Czynniki materialne

Skala satysfakcji

Czynniki psychologiczne

Skala satysfakcji

Namiętność

       

Intymność

       

Zaangażowanie

       

Po wykonaniu zadania z partnerem relacji i porównaniu odpowiedzi warto porozmawiać o tym, co może sprawić, że wasz związek się polepszy. Zadaj sobie pytanie: czego możesz robić więcej, czego mniej, co inaczej, żeby relacja była taka, jaka chcesz, żeby była? Nie przerzucaj odpowiedzialności wyłącznie na partnera. Koncert życzeń wobec drugiej osoby w związku z zasady nie pomaga, lecz jedynie utrudnia komunikację i porozumienie. Odpowiedz najpierw sam wobec siebie. Korzystne może być również udzielenie podobnych odpowiedzi przez niego lub przez nią. Dopiero wtedy ujawnijcie odpowiedzi przed sobą.


KIM JESTEŚ?

Istotą funkcjonującą dzięki wzorcom, które ciebie uczłowieczyły na obraz i podobieństwo twego środowiska wychowawczego. Bez nich bylibyśmy równie wspaniali, lecz inni. Bez kar, nagród, napomnień, pouczeń, sugestii bylibyśmy jak dzieci wychowywane przez dzikie wilki albo małpy, niezdolne do powrotu do społeczeństwa. Opisywano i badano takie przypadki. Pouczające są również badania nad osobami, którym operacyjnie przywrócono wzrok. Choć w sensie medycznym ich oczy, nerwy wzrokowe i przewodnictwo elektryczne zostały naprawione i były całkowicie sprawne, ich mózgi kształtowały się bez wzorców wzrokowych. W efekcie tylko w części osoby takie były w stanie widzieć podobnie do innych ludzi. Niektórzy nie rozróżniali cienia od figur, inni kolorów, inni zaś woleli poruszać się z zamkniętymi oczami, gdy mieli zrobić coś szybko.

Wzorzec to nic innego jak pewien przepis na funkcjonowanie. Cały zestaw przepisów i recept powstaje w naszym umyśle bardzo wcześnie jako sposób reagowania, rozpoznawania zjawisk, a stopniowo także uczestniczenia w relacji. Smaki, zapachy, przedmioty, gesty, słowa – wszystkie te rozliczne bodźce wybrane z miliardów możliwości stają się naszym środowiskiem i bardzo szybko również nawykiem. Wiesz doskonale, że noworodki wrzucone do basenu pływają jak ryby. Automatycznie wstrzymują oddech i z otwartymi oczami machają rączkami i nóżkami wiosłując do brzegu. Jeśli jednak nauczymy je lęku przed wodą, żeby nauczyć się pływać, będą musiały najpierw się go oduczyć. Nasze odziedziczone po przodkach ciała i genetyczne dziedzictwo to hardware, baza, na której dopiero nadbudowa, czyli software, stwarza osobowość, zachowania, nawyki i całą resztę zautomatyzowanych reakcji i gotowych interpretacji.

Oczywiście uczymy się wzorców od naszych rodziców, opiekunów, pierwszych autorytetów nie tyle poprzez „metody wychowawcze", choć przez całe dziesięciolecia myślano w ten sposób, ile poprzez naśladownictwo i nieświadome zapożyczanie zachowań i związków emocjonalnych, które tym zachowaniom towarzyszą u dorosłych. Mówiąc prościej: uczymy się na przykład zachowania przy stole nie poprzez serię rodzicielskich poleceń i reprymend w rodzaju: usiądź prosto, nie garb się, zjedz wszystko, nie mów z pełnymi ustami, lecz obserwując dorosłych w trakcie posiłku. Nawet jeśli sto razy w czasie obiadu dziecko usłyszy: nie garb się, nie mlaskaj, a w tym samym czasie ojciec będzie siorbał z talerza i wykrzykiwał do gospodyni złośliwe uwagi o smaku zupy, zapamiętany zostanie wzorzec agresji i mlaskania, nie zaś pobożne życzenia na temat prostych pleców. Co gorsza, jeśli dziecko odczyta zachowania oraz intencje wobec siebie jako niespójne, wewnętrznie sprzeczne [ojciec siorbie, a matka w tym czasie napomina żeby „ładnie" jeść] – najprawdopodobniej odrzuci całość, całą sytuację lub cały autorytet, czyli osobę, zwłaszcza jeśli będzie otrzymywać od niej kolejne niespójne porcje informacji.

Już rozumiesz ojcze i matko, dlaczego tak ważna jest twoja wiarygodność w oczach dziecka. Ono widzi wszystko, a zwłaszcza subtelne emocje. Niczego przed nim nie ukryjesz. Nawet kiedy jest bardzo malutkie i twoim zdaniem głupiutkie. Uczy się twojego wzorca, a przede wszystkim twojego sposobu na związek, na miłość. Rozpoznaje w sekundę zniecierpliwienie lub lęk, złość lub zawahanie. Jakże ma się samo nie lękać, jeśli silna matka, która jest całym jego światem, lęka się – choćby pająka. Jakże ma się uprzejmie zwracać do kobiet, w tym do własnej siostry, jeśli ojciec warczy na matkę i okazuje zadowolenie, gdy rzuci kąśliwą, raniącą uwagę na jej temat.

Mamy tysiące zachowań i reakcji, będących wynikiem procesu warunkowania. Odkrycia profesora Iwana Pawłowa [3] znane są już powszechnie. Dwie początkowo niezależne sytuacje, dwa bodźce zostały ze sobą skojarzone. Badając fizjologię trawienia u psów, Pawłow stwierdził, że psy wydzielają ślinę nie tylko w trakcie posiłku, ale także w reakcji na bodziec, który posiłek poprzedzał. Psy były karmione na sygnał dzwonka lub lampki. Na skutek wielokrotnego powtarzania eksperymentu psy kojarzyły ze sobą oba fakty: jedzenie i dzwonek. Dawny bodziec obojętny, czyli dzwonek, przekształcił się we wtórny bodziec kluczowy. Teraz to dzwonek lub lampka wywoływały ślinienie.

Moje koty na dźwięk otwieranego zamrażalnika bądź przesypywania chrupek w słoju przybiegają z najdalszego miejsca w domu. Skojarzyły te dźwięki z jedzeniem. Kiedy kot Ryś chorował z powodu zapalenia pęcherza, przestał sikać do kuwety, gdyż to miejsce skojarzył z bólem. Kiedy żona wyjmuje porcelanowe talerze, domownicy spodziewają się świątecznej okazji. Gdy ostrzę nóż, na sam dźwięk zbiegają się domowe zwierzęta, a rodzina przygotowuje nakrycia do kolacji.

Masz swoje ulubione piosenki oraz takie, przy których robi ci się smutno? Zdarza ci się lepiej poczuć na sam widok kawy i zmarkotnieć na myśl o jakimś przedmiocie? Potrafisz się zasmucić, przejeżdżając jakąś ulicą i zdenerwować, gdy jedziesz inną? Każdy gest, przedmiot, słowo lub myśl mogą być wyzwalaczami określonego stanu, emocji, a także zachowania. Większości z nich nawet nie zauważasz.

Jeszcze bardziej determinujące są łańcuchy uwarunkowań, ciągi reakcji jak w klockach domina. Jeden klocek popycha drugi i kolejne. Wdrukowania natomiast to uwarunkowania, w przypadku których – zwłaszcza jako dzieci – zostajemy poddani silnemu stresowi, skrajnym emocjom pozytywnym lub negatywnym lub czujemy się bezbronni. Jeśli w takiej sytuacji pojawi się silna sugestia, skojarzenie dwóch niezależnych bodźców, w mózgu zostaje zapisany wydruk. Niestrawność i bolesne wymioty potrafią na wiele lat zniechęcić do konkretnej potrawy. Widok niegroźnego owada wywołać panikę jako wspomnienie alergii po ukąszeniu osy. Szydercza uwaga nauczycielki w obecności całej klasy przerodzi się w fobię wystąpień publicznych, a zgrzyt klucza w zamku wywoła wspomnienie pijanego ojca i lęk przed awanturą. Podobnie działa wiele instytucji społecznych, a przede wszystkim rodzina. To w niej odbywa się najsilniejsze i najważniejsze zadrukowywanie naszych umysłów, gdyż dotyczy zwłaszcza naszych relacji miłosnych, partnerskich, małżeńskich, a zatem naszej przyszłości już we własnych rodzinach.

Pomyśl o tych wszystkich momentach, kiedy z powodu nadziei innych osób, ich lęku, bezradności, oczekiwań, naiwności, przypadków, presji, kulturowych granic, obyczajów, ceremonii religijnych, ocen, egzaminów otrzymywałaś, otrzymywałeś wydruki, wzorce, stereotypy. Bezinteresownie, w dobrej wierze, w wyniku troski. Niekiedy wystarczały bardzo częste powtórzenia tych samych silnych bodźców, by wzorzec został zainstalowany. Jesteśmy istotami nawykowymi i naśladowniczymi. Te dwa mechanizmy są bazą uczenia się i uspołecznienia.

Jest też wiadomość dobra. Otrzymywaliśmy także wydruki pozytywne. Na przykład atmosfera świąt. Wystarczał już sam zapach pasty do podłóg, którą mama pokrywała dębowe deski w naszym mieszkaniu, żebym z radością oczekiwał świąt. W związku z wieloma podstawowymi bodźcami uruchamiał się, i nierzadko do dziś działa, cały system uwarunkowań. Bo jeśli święta, to zupa grzybowa i szczególne zachowanie rodziców, i obyczaj wyklejania ozdób, i rodzinne, milczące ślubowanie o „zawieszeniu broni" w codziennych konfliktach, itd. A jeśli związek, to na przykład: ciepła relacja, w której otrzymuje się wsparcie i wymianę.

Zostaliśmy bezwiednie zaprogramowani przed wielu, wielu laty. Szczęśliwi ci, którzy mają dobre programy operacyjne na życie. Ci z nas, którzy mają gorsze, na szczęście mogą to zmienić, choć porzucenie wzorca początkowo trochę boli. Mózg racjonalny stoi na straży naszego konserwatyzmu i zrobi wszystko, żebyś wybrał wzorzec. Konserwatyzm rozumiem tu jako upodobanie do sztywnych zachowań wspartych na wartościach i wzorach, których nieświadome źródło jest mocno zakorzenione w osobowości człowieka. Oznacza brak elastyczności, która skutkuje często zmniejszeniem empatii, czyli zdolności do współodczuwania. Skutkiem tego rodzaju sztywności jest też po prostu mniejsza skuteczność w rozwiązywaniu życiowych dylematów i osiąganiu upragnionych sukcesów.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.