Miesiąc w Grecji  - Rebecca Winters - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Miesiąc w Grecji - Rebecca Winters

Podczas pobytu w Grecji Dominique poznaje atrakcyjnego greckiego biznesmena Andreasa. Ich romans wkrótce kończy się ślubem, jednak od początku nad tym małżeństwem wiszą ciemne chmury. Pewna kobieta kocha skrycie Andreasa i posunie się do każdej podłości, by odbić go Dominique. Jej intrygi przynoszą skutek, drogi świeżo poślubionych małżonków szybko się rozchodzą. Jednak żadne z nich nie chce podpisać papierów rozwodowych...

Opinie o ebooku Miesiąc w Grecji - Rebecca Winters

Fragment ebooka Miesiąc w Grecji - Rebecca Winters






Rebecca Winters

Miesiąc w Grecji

Tłumaczyła Małgorzata Borkowska

Harlequin


Tytuł oryginału: Husband by Request

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2006 Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga Korekta: Ewa Popławska, Władysław Ordęga





© 2005 by Rebecca Winters

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji
części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o.

00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4
Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa
Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona
ISBN 978-83-238-5008-3
Indeks 360325
ROMANS – 909

Konwersja: Nexto Digital Services


Drogie Czytelniczki!


Witajcie na początku lata! Na pewno większość z Was już

zaplanowała wakacyjne wyjazdy – oby były bardzo udane – i niecierpliwie odlicza dni do urlopu. Czerwcowe książki z serii ROMANS zabiorą Was w wiele ciekawych miejsc, dzięki nim odbędziecie podróż do Grecji, Australii i na pustynię. W tym miesiącu szczególnie polecam pierwszą część miniserii Biurowy romans, a także nową książkę Waszej ulubionej Rebecki Winters. A oto wszystkie czerwcowe tytuły:


Miesiąc w Grecji – Rebecca Winters opisuje dzieje małżeństwa, które jest solą w oku pewnej pozbawionej skrupułu intrygantce.

Mężczyzna doskonały – pierwsza część miniserii Biurowy romans. Kobieta zafascynowana mężczyzną, którego nie widziała na oczy, ma wreszcie okazję poznać swój ideał...

Książę pustyni – burzliwy romans praktycznej Angielki

z romantycznym szejkiem.

Na ratunek miłości – dwoje życiowych rozbitków odzyskuje wiarę w ludzi i w lepsze jutro.

Sprawa honoru, Ślubny kontrakt (DUO) – dwie opowieści o

małżeństwach na niby, które okażą się równie trwałe jak te zawarte
z wielkiej miłości...

Życzę przyjemnej lektury!


Grażyna Ordęga






Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.


Czekamy na listy. Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


ROZDZIAŁ PIERWSZY


– Mamo, jak wyglądam? – Dominique wyszła z łazienki ubrana w żółte bikini.

Pełne miłości oczy matki wypełniły się łzami.

– Niewiarygodnie pięknie.

– Wiesz, o co pytam.

– Nikt by się nie domyślił, że miałaś usuniętą pierś. – Andreas z pewnością zauważy różnicę.

– Wyłącznie wtedy, gdy będziecie we własnej sypialni.

Dominique spojrzała na matkę.

– Jeśli kiedyś jeszcze dopuści mnie do siebie na tyle blisko. – Ożenił się z tobą po mastektomii, a od chwili, gdy go opuściłaś, wciąż odmawia zgody na rozwód. W ogóle nie widzę problemu.

Dominique była odmiennego zdania. – Po tym, w jaki sposób odeszłam, wątpię, żeby chciał mnie przyjąć z otwartymi ramionami.

– No cóż, przyznaję, tego bym się nie spodziewała. Lecz kiedy zrozumie, dlaczego tak się stało i przez co musiałaś przejść, obdarzy cię jeszcze większym uczuciem. – Mówisz jak każda matka. Boję się jednak, że samo zrozumienie nie wystarczy. – Serce bolało ją z tęsknoty za mę żem. Od rozstania minął rok, ale dla niej ta separacja trwała całą wieczność. – Na szczęście już jest po wszystkim. Doktor Canfield zapewniła cię przecież, że jesteś całkiem zdrowa.

Dominique przytaknęła z widoczną radością.

– Tak czekałam na tę wiadomość! W szkole średniej żałowałam, że nie mam większego biustu, lecz okazało się, że dzięki małym piersiom jestem idealną kandydatką do operacji. Modlę się, żeby to była prawda, bo jeśli coś pójdzie źle i zrobi się jakiś wyciek albo implant zacznie się otorbiać, znów będą mnie kroić.

– Kochanie… Sama słyszałam, jak doktor Canfield mówiła, że takie komplikacje zdarzają się najwyżej u dziesięciu procent pacjentek. Nie szukaj problemów, gdzie ich nie ma. – Masz rację. Powinnam się skoncentrować na tym, jak zorganizować spotkanie z Andreasem.

– A czemu po prostu do niego nie zadzwonisz?

– Wolę, żeby najpierw mnie zobaczył. Chcę go zaskoczyć, rozumiesz? Kiedy już wrócimy do Bośni, przeprowadzę małe śledztwo, ale tak, by się nie zorientował, że próbuję się czegoś dowiedzieć.

– W takim razie może zaczniesz się przebierać? Inaczej nie zdążymy na lotnisko.

Dominique pospiesznie umknęła do łazienki. W żadnym wypadku nie chciała spóźnić się na samolot.

Trzęsącymi się rękami pakowała nowy kostium. Następnym razem, kiedy go włoży, będzie stała przed swoim mężem. Po jego oczach pozna, czy nadal jej pragnie. Wtedy będzie wiedziała, czy jest jakaś szansa dla ich małżeństwa.

Dwanaście godzin później wchodziła do pokoju w konsulacie Stanów Zjednoczonych w Sarajewie, gdzie pracowała dla swojego ojca. Nadszedł czas, żeby zrealizować powzięty plan.

Podczas lotu z Nowego Jorku wymyśliła, że z automatu telefonicznego spróbuje zadzwonić do firmy Andreasa w Atenach. Postanowiła udawać sekretarkę bośniackiego importera, który pragnie przedyskutować możliwości wspólnego interesu. W ten sposób się dowie, czy Andreas jest w mieście.

Przejrzała korespondencję i już zamierzała wymknąć się na pobliską pocztę, gdy odezwał się dzwonek telefonu wewnętrznego.

– Tak, Walterze? – spytała, słysząc głos recepcjonisty. – Przyszedł Paul Christopoulos.

Serce zaczęło jej walić jak młot. Najlepszy przyjaciel Andreasa, a zarazem jego asystent, był tutaj?

Mogła się spodziewać różnych zbiegów okoliczności, lecz ten omal nie zbił jej z nóg. Opadła na krzesło i przez chwilę siedziała nieruchomo, czekając, aż minie oszołomienie.

Mógł być tylko jeden powód wizyty Paula w konsulacie w Sarajewie. Prawdopodobnie Andreas chciał się z nią rozwieść i wysłał przyjaciela, żeby omówił warunki ugody.

Rok temu poprosiła Andreasa o rozwód, ale jedyną odpowiedzią, jaką dostała, były pieniądze, które przekazał na jej konto. Pieniądze, których nigdy nie tknęła.

Milczeniem odpowiedział też na dwie kolejne prośby, które wystosował jej nowojorski adwokat. Miała już pewność, że Andreas nie zamierza pozwolić jej odejść. Dyspo nował majątkiem i władzą, które pozwalały mu na narzucanie swoich reguł.

W końcu zrozumiała, że przemawia przez niego zraniona duma i zgodzi się na rozwód, dopiero gdy ochłonie. Pojawienie się Paula oznaczało, że zbyt długo odwlekała zasadniczą rozmowę z mężem.

– Mam powiedzieć, że musi umówić się na spotkanie? Czy przyjmiesz go od razu? – ponaglił ją Walter.

Jednak Dominique była myślami tysiące kilometrów stąd.

Najwidoczniej Andreas ma jakąś kobietę i chce zacząć nowe życie. Zupełnie jak ona, tyle że ona pragnęła żyć u boku swojego męża…

– Poproś, żeby wszedł, Walterze. I nie łącz mnie z nikim.

Podniosła się z krzesła, żeby powitać Paula. Obaj przyjaciele byli dobrze zbudowani i wysocy. Kruczowłosy Andreas mierzył prawie metr dziewięćdziesiąt, rudy Paul był jeszcze wyższy.

Lojalny, niezawodny Paul… Przyjaciel, któremu Andreas ufał jak własnemu bratu. Z satysfakcją spostrzegła, że z pewnym opóźnieniem zareagował, gdy wyciągnęła na powitanie rękę. Od chwili, gdy widział ją po raz ostatni, w jej wyglądzie nastąpiła spora zmiana.

Co więcej, rok temu stosunki między nimi były dość napięte, czemu zresztą zawiniła Dominique. Rozhisteryzowana z bólu, opuściła gmach sądu, zanim jeszcze rozpoczęła się sprawa przeciw Andreasowi.

Paul towarzyszył jej na lotnisko, próbując wytłumaczyć, że nie powinna wyjeżdżać, zanim nie porozmawia z Andreasem. Jednak była tak rozgorączkowana i pogrążona w smutku, że w ogóle nie słuchała jego argumentów. Na koniec oświadczyła, że chce zakończyć swoje czteromiesięczne małżeństwo. Teraz miała wrażenie, że to wszystko działo się całe wieki temu.

Oparła się o brzeg biurka i skrzyżowała ręce na piersi. – Miło cię znów zobaczyć, Paul. Siadaj. Chcesz się czegoś napić?

Nie usiadł jednak. – Nie, dziękuję, pani Stamatakis.

Pani Stamatakis… Jaki oficjalny ton. – Od kiedy rok temu opuściłam Ateny, nikt się tak do mnie nie zwraca. – Po powrocie do rodziców zdjęła obrączkę i znów zaczęła używać panieńskiego nazwiska. – Zmieniłaś się – mruknął pod nosem.

Innymi słowy, pomyślała, nie przypominam już tej niepewnej siebie młodej kobiety, która przed rokiem uciekła od Andreasa. Od czasu tej bolesnej decyzji nastąpiła w niej drastyczna przemiana. W umyśle i wyglądzie. To, że Paul pozwolił sobie na tak osobistą uwagę, dowodziło, jak wielki przeżył szok.

Uśmiechnęła się przekornie na myśl, że zapewne Andreas zareaguje podobnie, nawet jeżeli będzie chciał się z nią rozwieść.

Na to jednak nie zamierzała pozwolić. W każdym razie jeszcze nie teraz.

– A ty się w ogóle nie zmieniłeś. – Wciąż miał ten sam poważny wyraz twarzy i nosił te same okulary w ciemnej oprawie. Między nim a jej trzydziestotrzyletnim mężem był tylko rok różnicy, ale Paul wydawał się znacznie starszy.

Nie odwzajemnił uśmiechu, ale przynajmniej mogła mieć satysfakcję, że jej wygląd i zachowanie mocno nim wstrząsnęły. Po raz pierwszy widziała, jak stracił zimną krew. Z pewnym wahaniem otworzył teczkę i wyciągnął z niej jakieś dokumenty.

– Tutaj masz wszystko. – Podał jej papiery. – Moim zdaniem to bardzo wspaniałomyślna oferta. Wystarczy, że złożysz podpis i znów będziesz mogła być panną Dominique Ainsley.

Bez zaglądania do środka włożyła papiery z powrotem do jego teczki.

– Zanim cokolwiek podpiszę, chcę się zobaczyć z Andreasem. Gdzie on jest?

Paul spojrzał na nią z namysłem. – Na jachcie.

No tak… Był wrzesień, najlepsza pora, żeby wypłynąć
na „Cygnusie".

– Kiedy wraca?

– To zależy od Olimpii – odparł po chwili.

Czuła, że serce jej zamiera. Jak widać, Olimpia wciąż wiele znaczyła w jego życiu. Jej imię wywołało bolesne wspomnienie. To przede wszystkim z jej powodu Dominique zdecydowała się opuścić Andreasa. Ciekawe, czy Paul zrobił to specjalnie, żeby ją zranić?

Cóż, osiągnął swój cel, a jednak nic nie odwiedzie jej od postanowienia, że musi zobaczyć się z mężem i walczyć o swojej małżeństwo.

– Nawet mnie to nie dziwi. Oboje kochali Maris – chodziło o tragicznie zmarłą siostrę Andreasa – to bardzo ich do siebie zbliżyło. – Obeszła biurko. – Zakładam, że przyleciałeś tu jego prywatnym samolotem?

Sprawa była tak oczywista, że Paul nawet nie odpowiedział. A może po prostu był zbyt zaskoczony faktem, że imię Olimpii nie wywołało reakcji, jakiej się spodziewał?

Udając, że nie zauważyła jego milczenia, ciągnęła:

– W takim razie wrócę do Grecji z tobą.

– Andreas spodziewa się mnie jeszcze dzisiaj.

– Nie ma sprawy. Dużo podróżuję służbowo, więc paszport mam stale przy sobie. – Lekarstwo również, dodała w myślach.

Z szuflady biurka wyciągnęła torebkę. Kątem oka dostrzegła, że Paul sięga po komórkę.

– Na twoim miejscu nie robiłabym tego. Nadal jestem panią Stamatakis, jak sam przed chwilą zauważyłeś. Mój mąż twierdził, że będzie mnie zawsze kochał, więc chyba nie zamierzasz ingerować w nasze sprawy.

Paul był bezgranicznie oddany Andreasowi, z którym przyjaźnił się od dziecka, jednak teraz stracił nieco panowanie nad sobą. Wciąż milczał, nie wiedząc, jak zareagować. Po raz pierwszy była świadkiem takiego fenomenu.

– Paul, tym razem ja proszę o pomoc. I chyba mogę jej od ciebie oczekiwać? Jeszcze dziś chciałabym zobaczyć się z Andreasem. Możemy ruszać?

Wyszli z pokoju.

– Powiedz tacie, że wyjechałam do Grecji. W ciągu kilku dni będę znała swoje plany i wtedy się z nim skontaktuję – poinformowała Waltera, gdy mijali recepcję.

Przyjrzał im się z zaciekawieniem.

– Oczywiście.

Trzy godziny później helikopter, który czekał na nich w Atenach, zabrał ich na Kefalinię.

Dominique z zachwytem patrzyła na bujną roślinność i złote plaże, które kiedyś zwiedzała z Andreasem. – Nie widzę „Cygnusa" – powiedziała, gdy śmigłowiec zniżył lot nad Fiskardo, uroczym portowym miasteczkiem. – Andreas płynie teraz z Zakynthos. Spodziewa się mnie dopiero późnym popołudniem.

Dominique rzuciła okiem na zegarek. Było wpół do trzeciej.

– Świetnie. W takim razie możemy kilka godzin spędzić na zakupach. Skorzystam z tej hojnej oferty, jaką dla mnie przygotował.

Wyjeżdżając z Sarajewa, nawet nie zatrzymała się w domu rodziców, żeby spakować rzeczy.

Paul chodził z nią po sklepach ze stoicką miną, za którą, zdaniem Dominique, ukrywał niechęć do niej. Chyba nigdy nie pogodził się z myślą, że została żoną Andreasa.

W przymierzalni jednego z butików zdjęła biurowy kostium i włożyła błyszczące bikini, a na ramiona narzuciła przewiewne plażowe wdzianko z białej koronki. Stopy wsunęła w sznurkowe sandałki, a z włosów wyciągnęła szylkretowy grzebień, który podtrzymywał fryzurę. Przeczesała szczotką srebrnozłote pasma, pozwalając im opaść swobodnie na jedną stronę.

Kiedy opuściła przymierzalnię, Paul otworzył usta ze zdumienia. Nie sposób było nie zauważyć, jaki jest zaskoczony. To już po raz drugi w ciągu jednego dnia, pomy ślała zadowolona. Nigdy jeszcze nie widziała, żeby komuś udało się wytrącić z równowagi niewzruszonego zausznika Andreasa.

Rzuciła okiem w stronę portu i spostrzegła, że jacht już przypłynął.

Andreas… Serce zabiło jej z nadzieją, gdy wyobraziła sobie minę, jaką zrobi mąż na jej widok.

Pospiesznie zapłaciła za wybrane rzeczy i ruszyła w stronę motorówki, która czekała przy nabrzeżu. Przy sterze siedział jeden z marynarzy z „Cygnusa". Widząc zbliżającego się Paula, mężczyzna wyskoczył na brzeg.

– Pani Stamatakis! – wykrzyknął zdumiony, wpatrując się w Dominique wytrzeszczonymi oczami. Najwidoczniej zmiana, jaka zaszła w nieśmiałej, chudziutkiej kobiecie, którą poślubił Andreas, faktycznie musiała być niewiarygodna. – Cześć, Myron. Dawno się nie widzieliśmy. Co u ciebie? – Wszystko dobrze. – Rzucił niespokojne spojrzenie na Paula.

– A jak tam twoja rodzina? Nico pewnie dorównał ci już wzrostem. – Wsiadła do motorówki, zanim Paulowi czy Myronowi przyszło do głowy, żeby jej pomóc.

Kompletnie zbity z tropu marynarz mruknął coś niezrozumiale. Jego wystraszona mina potwierdzała podejrzenia Dominique, że Andreas i Olimpia są kochankami.

Przed rokiem Andreas zaprzeczył takiemu oskarżeniu. Może zresztą mówił wtedy prawdę… Zdaje się jednak, że obecnie sprawy przyjęły inny obrót.

– Proszę. – Myron wskoczył do łodzi i pospiesznie podał jej kapok.

Po jego minie widziała, że jest przerażony i ma wielką nadzieję, że Paul w jakiś sposób zapobiegnie nieszczęściu, które niewątpliwie nastąpi, gdy Dominique znajdzie się na jachcie. Jednak Paul spokojnie usiadł na ławeczce, jakby w ogóle nie dostrzegał jego zdenerwowania.

Myron nie miał wyboru. Włączył silnik i skierował motorówkę w stronę „Cygnusa". Kilka minut później wchodzili po trapie na pokład, gdzie powitały ją zaskoczone twarze załogi.

Jacht zawsze był dla jej męża azylem, a teraz Dominique zakłócała spokój świętego miejsca. Trudno… Wciąż przecież była panią Stamatakis.

Steward w końcu odzyskał przytomność umysłu i powitał ją na pokładzie. Jak dotąd nie dostrzegła nigdzie ani Andreasa, ani Olimpii.

– Pozwoli pani, że zaniosę bagaż do kabiny dla gości?

– Nie ma potrzeby, Leon. Wezmę je z sobą do naszej sy
pialni.

– Ale…

Nie zwracając uwagi na wystraszonego stewarda, Dominique ruszyła w stronę schodów, które prowadziły do głównej sypialni. Nie wiedziała, czego może się spodziewać, ale to już nie miało znaczenia. W ciągu ostatniego roku uświadomiła sobie, że powodem jej ucieczki był przede wszystkim kompleks niższości, poczucie własnej niedoskonałości.

Andreas potrzebował jej podczas napawającej wstrętem i bardzo głośnej sprawy o cudzołóstwo, jaką wniósł przeciw niemu mąż Olimpii. Prosił, żeby mu zaufała, jednak urazy psychiczne spowodowane chorobą, a także niedojrzałość Dominique, nie pozwoliły jej wytrwać przy mężu do końca.

Dlatego właśnie była tu teraz. Chciała mu powiedzieć, jak bardzo żałuje, że nie starczyło jej wiary w ich miłość… Że zabrakło jej siły, by trwać przy nim i poczekać, aż wszystko się wyjaśni.

Co prawda zrobiła to z rocznym opóźnieniem, ale teraz chciała go wysłuchać. I dać ich małżeństwu szansę, na jaką zasługiwało.

Jak na skrzydłach przebiegła korytarz, kierując się do sypialni, gdzie jako nowożeńcy spędzali szczęśliwe noce. Z bijącym sercem zapukała do kajuty, a gdy nie usłyszała odpowiedzi, ostrożnie uchyliła drzwi.

Ze zdumieniem odkryła, że elegancką kajutę przerobiono na pokój dziecinny. Były tu malutka komoda i stolik do przewijania niemowląt, a przed biurkiem ustawiono huśtawkę. Oszołomiona patrzyła na dziecięce kocyki rozłożone na dużym małżeńskim łożu, obok którego stało łóżeczko z zamontowaną nad nim elektroniczną nianią. Wciąż nie mogąc otrząsnąć się z szoku, odłożyła zakupy i na palcach podeszła do łóżeczka.

W środku, przyciśnięty do szczebelków, spał na pleckach czarnowłosy chłopczyk, ubrany w niebieski komplecik.

Syn Andreasa?

A więc przyjechała za późno…

Z jej ust wyrwał się pełen rozpaczy jęk, który obudził niemowlę. Chłopczyk spostrzegł przyglądającą mu się obcą osobę i wybuchnął płaczem.

– Nie bój się, maleńki. Nie bój się.

Im usilniej próbowała go uspokoić, tym głośniej płakał, a jego rączki i nóżki rozpaczliwie wierzgały w powietrzu.

Instynktownie wyjęła dziecko z łóżeczka, co tylko pogorszyło sprawę. Malec rozkrzyczał się w niebogłosy, prężąc się w jej ramionach. Chwyciła kocyk, który leżał na łóżku, i huśtając niemowlę, chodziła z nim po kajucie, ale dziecko nie dawało się ukoić.

Nagle z głębi korytarza dobiegł kobiecy głos: – Już idę, Ari. Już idę.

Drzwi się otworzyły i do pokoju wpadła ciemnowłosa, ponętna kobieta z butelką w ręku. Była jeszcze piękniejsza niż przed rokiem.

Kiedy spostrzegła, kto trzyma jej dziecko, zatrzymała się z cichym okrzykiem i gwałtownie pobladła. Najwyraźniej Dominique była ostatnią osobą, jaką Olimpia spodziewała się spotkać na jachcie.

Gdyby wzrok miał magiczną moc, z pewnością Dominique w ułamku sekundy znalazłaby się gdzieś daleko we wszechświecie.

Olimpia pospiesznie wyciągnęła ramiona. Niemowlę natychmiast wtuliło buzię w szyję mamy i objęło ją z całej siły.

– Przepraszam, że go przestraszyłam. Kiedy tu wchodziłam, nie miałam pojęcia, że w pokoju jest dziecko. Próbowałam go uspokoić, ale zdaje się, że tylko bardziej go przeraziłam.

Olimpia pocałowała synka, który już całkiem ucichł. – Pewnie szukasz Andreasa – powiedziała cicho, obrzu cając Dominique niechętnym spojrzeniem. – Jeszcze jest w Atenach, ale spodziewamy się, że wkrótce do nas wróci… Prawda, Ari?

Do nas…

Wyglądało na to, że Olimpia i Andreas już od dłuższego czasu muszą być rodziną. Tylko dlaczego w takim razie Andreas tak długo zwlekał z udzieleniem zgody na rozwód?

Przez wiele miesięcy dręczyły ją wyrzuty sumienia, że nie wierzyła w swojego męża. Teraz jednak znów opadły ją wątpliwości. Może wcale nie był jej wierny i postąpiła słusznie, odchodząc od niego?

Jej ciałem wstrząsnął dreszcz bólu. Poczuła zmieszanie, widząc, że Olimpia nie sprawia wrażenia wytrąconej z równowagi ani przestraszonej. Kiedy już minął pierwszy szok, wyglądała wręcz na zadowoloną z siebie. I z pewnością nie zamierzała nawiązać z Dominique rozmowy.

Patrząc na nie z boku nikt nie domyśliłby się, że kiedyś były przyjaciółkami, a w każdym razie Dominique przez wzgląd na Andreasa próbowała zaprzyjaźnić się z Olimpią.

Paul doskonale zdawał sobie sprawę, co robi, kiedy bez żadnego oporu zgodził się zabrać ją z sobą na „Cygnusa". Najwidoczniej spodziewał się, że gdy zobaczy dziecko, bez wahania podpisze dokumenty rozwodowe i natychmiast umknie do Sarajewa. Teraz pewnie z radością zacierał ręce…

Lecz w ten sposób mogła postąpić dawna Dominique, cierpiąca na chroniczny brak wiary w siebie. Nowa Dominique wróciła do Grecji, aby udowodnić Andreasowi, że jest pewną siebie, silną kobietą. Za wszelką cenę musiała pozostać na jachcie do jego powrotu. Najpierw wysłucha, co Andreas ma do powiedzenia, oceni jego słowa, i dopiero wtedy zdecyduje, czy podpisać dokumenty rozwodowe, czy walczyć o męża.

– Przepraszam, Olimpio, że tak się wdarłam. – Wyprostowała dumnie ramiona.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com