Maski w związku i uczucia, jakie się pod nimi kryją - Wolfgang Hantel-Quitmann - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2009

Maski w związku i uczucia, jakie się pod nimi kryją ebook

Wolfgang Hantel-Quitmann

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 262 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Maski w związku i uczucia, jakie się pod nimi kryją - Wolfgang Hantel-Quitmann

Wielka bliskość emocjonalna, przeżywana przede wszystkim w związkach partnerskich i relacjach małżeńskich, czyni nas szczególnie podatnymi na zranienia. Potrzebujemy masek, aby się pod nimi chronić, a czasami nawet ukryć. Potrzebujemy tej ochrony, aby możliwe były spotkania z innymi. Bez masek nie moglibyśmy doświadczać intymności, emocjonalnej bliskości, nie umielibyśmy przyjmować miłości i dawać jej. Jeśli lepiej zrozumiemy maski i uczucia, które się pod nimi kryją, poznamy lepiej nie tylko naszych partnerów i relacje z nimi, lecz także nas samych.

Opinie o ebooku Maski w związku i uczucia, jakie się pod nimi kryją - Wolfgang Hantel-Quitmann

Fragment ebooka Maski w związku i uczucia, jakie się pod nimi kryją - Wolfgang Hantel-Quitmann






Wolfgang Hantel-Quitmann

Maski w związku

i uczucia, jakie się pod nimi kryją


Tytuł oryginału: Die Masken der Paare Und welche Gefühle sie verbergen

Copyright © Verlag Herder Freiburg im Breisgau 2008

© Copyright for the Polish edition

by Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2009

Tłumaczenie

Ewa Anna Piasta

Redakcja i korekta

Paulina Zaborek

Redakcja techniczna

Wiktor Idzik

Projekt okładki

Justyna Kułaga-Wytrych

Zdjęcie na okładce

© sniegirova mariia, shutterstock.com

ISBN 978-83-7660-546-3

StartFragment

Wydawnictwo JEDNOŚĆ

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży tel. 41 349 50 50

Redakcja tel. 41 349 50 00

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Marcin Satro

© Copyright Wydawnictwo JEDNOŚĆ

EndFragment


Maski w miłości. Wprowadzenie

Strach, aby nie zostać zdemaskowanym, i tęsknota, aby zostać poznanym – oto prawdziwy dylemat.

Philipp Roth „Ludzka skaza”

Każda filozofia kryje także jakąś filozofię, każdy pogląd jest również kryjówką, a każde słowo maską.

Fryderyk Nietzsche „Poza dobrem i złem”

„Kiedy mu pokażę, co naprawdę czuję, on tego nie wytrzyma. Ukrywam więc swoje uczucia. Jednak długo tak być nie może. Czasami jest mi naprawdę źle i chce mi się wyć. Ale muszę funkcjonować, a jest to możliwe tylko wtedy, kiedy schronię moje uczucia pod maską. Mam wiele masek: jedną w codzienności, gdy wykonuję swoją pracę lub jako matka opiekuję się dziećmi, inną nakładam, jeśli gdzieś wychodzimy, czasami też chowam się pod maską, kiedy idziemy do łóżka. Szminka i ubiory są dla mnie niesamowicie ważne, ponieważ są częścią moich masek. Gdy wkładam ubrania i maluję usta szminką, zauważam, jak się pod nimi ukrywam. Moje maski oddziałują na innych, a najczęściej również na mnie samą. Wówczas czuję się lepiej, i chociaż dzień zaczął się okropnie, wiem, że jakoś dam sobie ze wszystkim radę. Najgorzej jest wtedy, gdy nie czuję kontaktu z samą sobą, co zdarza się ostatnio niestety coraz częściej. Wtedy nakładam szminkę, wchodzę do łóżka i zajadam się czekoladą”.

Po tej szczerej i zarazem bolesnej wypowiedzi klientka zaczyna płakać. Chcąc ją jakoś pocieszyć, pytam, czy oglądała film „Dziennik Bridget Jones”, w którym występuje Renee Zellweger – ona również zawsze je czekoladę, kiedy jest jej źle i coś się nie układa. Kobieta uśmiecha się, co i mnie cieszy. Wtedy zaczyna mówić: „Czy pan wie, co jest dla mnie najgorsze? Kiedy nie czuję kontaktu z samą sobą i tylko wegetuję. Wtedy jestem jak automat, pralka, taksówka, odkurzacz. Moje maski pomagają mi w życiu codziennym, ale w naszym związku chcę je zdjąć, chcę być taka, jaka jestem naprawdę. Chcę być kochana bez tych wszystkich masek… bez szminki. Ale nie wiem, czy mój mąż by to wytrzymał”. – „O wiele ważniejsze wydaje mi się pytanie, czy pani sama może to wytrzymać. Wyobrażam sobie, że taka całodzienna szczerość i otwartość wobec siebie samej oraz partnera musi być bardzo męcząca. Nawet jeśli pani wytrzyma prawdę o sobie samej, to jeszcze nie wiadomo, czy mogłaby pani znieść prawdę o swoim mężu”. – „Czy pan uważa, że zawsze należy w jakimś stopniu się okłamywać?” – „Tu nie chodzi o prawdę czy kłamstwo. Jako ludzie jesteśmy podatni na zranienia i potrzebujemy ochrony – przed nami samymi oraz przed innymi. Prawdziwe spotkanie jest czymś rzadkim i bliskość możemy znieść tylko wtedy, kiedy mamy jakąś ochronę. Sama pani mówiła o swoich maskach, i ma pani rację: potrzebujemy masek w miłości”.

Wielka bliskość emocjonalna, przeżywana przede wszystkim w związkach partnerskich i relacjach małżeńskich, czyni nas szczególnie podatnymi na zranienia. Wszyscy potrzebujemy masek, aby się pod nimi chronić, a czasami nawet ukryć. Potrzebujemy tej ochrony, abyśmy mogli doświadczać spotkań z innymi. Im jesteśmy sobie bliżsi, tym ważniejsze stają się maski. Bez nich nie bylibyśmy w stanie doświadczać intymności, emocjonalnej bliskości, nie umielibyśmy przyjmować miłości i dawać jej. Możemy być dla siebie bliscy, dopuścić drugiego człowieka do naszego intymnego wnętrza, ponieważ dzięki maskom jesteśmy wstanie chronić się przed zranieniami.

Niekiedy ludzie skarżą się, że ich partner stosuje maski, że je zmienia, że jego maski są zbyt ciemne, mroczne, fałszywe, czasem są to maski milczenia, tajemniczości. Ci ludzie uważają, że samo istnienie masek jest oznaką nieszczerości, braku miłości, a nawet oszustwa. Jednak nie chodzi o to, aby zdjąć drugiemu jego maskę, a nawet ją gwałtowanie zerwać, żeby zobaczyć ukrytą pod nią prawdziwą osobowość. Wtedy ten człowiek byłby bezbronny, pozbawiony ochrony, wrażliwy, łatwo dający się zranić i musiałby znowu czym prędzej zamknąć się w sobie albo założyć nową, inną maskę. Należy nauczyć się uważać maski za część osobowości, poznać ich język, rozumieć symbolikę i nawiązać kontakt z ukrytą pod nimi osobowością. Maski przemawiają swoim własnym językiem, mają swoje osobiste i intymne znaczenia, opowiadają historie o sobie i o tych, którzy je noszą.

Łacińskie słowo persona znaczy dosłownie „maska”. Oznacza zarówno osobę aktora, jak i przedstawianą rolę. Persona pochodzi od słowa personare, co znaczy „przenikać, dać się słyszeć”. Coś z istoty człowieka przenika, przedostaje się, przebija przez maskę. Musimy się nauczyć wsłuchiwać w to wszystko i obdarzać zrozumieniem. Kiedy poznamy maski drugiego człowieka, dowiemy się tego, na co od dawna czekamy. Kto z niecierpliwością chce zedrzeć z drugiego jego maski, aby wreszcie poznać ukrytą pod nimi prawdziwą osobowość, ten najczęściej osiągnie coś zupełnie przeciwnego. Ponieważ ten człowiek jeszcze bardziej będzie musiał się chronić i nakładać inne maski, trudniejsze do przejrzenia.

Maską może być idealny obraz samego siebie, a więc tego, jakim chciałoby się być. Pod maską ćwiczy się tę rolę, aż się jej wyuczy, aby następnie zintegrować z osobowością. Może to być rola, która jest skomplikowana, jak na przykład rola matki. Jeśli nie ma się ochoty przejąć roli własnej matki jako wzoru w postępowaniu wobec swoich dzieci, wtedy można pod osłoną maski ćwiczyć inną jej odmianę i próbować być matką we własnym wydaniu. Maskami mogą być opcje polityczne, osobiste poglądy i przekonania, za którymi można skryć te prawdziwe, ponieważ otwarte przyznanie się do rzeczywistych poglądów mogłoby wywołać wielkie konflikty lub pociągnąć za sobą negatywne skutki. Maską może być też uczucie, pod którym kryją się inne uczucia, a czasami nawet cały człowiek; tak samo jedne uczucia mogą się ukrywać pod maską innych uczuć. Im więcej znaczy dla nas nasz partner oraz relacja miłości, tym bardziej potrzebujemy maski, którą możemy się osłonić. Ważne jest, aby ostrożnie obchodzić się ze swoimi maskami, szanować maski drugiego człowieka, poznać je, umieć odczytywać i rozumieć. Nie mamy prawa zrywać czyjejś maski, żeby zdemaskować ukrytą za nimi rzekomą prawdę. Maski chronią nas jak skóra, a każde zranienie skóry boli.

Maski mają zawsze dwie strony, wewnętrzną i zewnętrzną. Dlatego osąd nasz wypada w zupełnie odmienny sposób, w zależności od tego, czy sami kryjemy się pod jakąś maską, czy też maskę nosi człowiek, którego chcemy poznać. Jeśli patrzymy na maskę z zewnątrz, wtedy nam ona przeszkadza, chcielibyśmy ją usunąć i zajrzeć pod jej powierzchnię. Niekiedy odbieramy maskę drugiego człowieka jako nieszczerość, próbę oszustwa, i to czyni nas jeszcze bardziej energicznymi, a nawet rozzłoszczonymi w naszym dążeniu do zajrzenia pod tę maskę. Jednak patrząc z perspektywy własnej maski, jesteśmy najczęściej zadowoleni z jej obecności. A każdą próbę zerwania nam tej maski przez kogoś odbieramy jako atak na nasze bezpieczeństwo, a czasami na własną osobę.

Nasz stosunek do masek jest najczęściej pełen sprzeczności. Z jednej strony boimy się, abyśmy nie zostali rozpoznani pod naszą maską, z drugiej strony tęsknimy za tym. Wszyscy chcemy być kochani takimi, jacy naprawdę jesteśmy, jednak zawsze się obawiamy, że nie będziemy kochani, jeśli inni nas zdemaskują i ujrzą bez masek. Ponieważ sprawy tak się mają, to tylko stopniowo uchylamy masek. Każde odsłonięcie naszej osobowości musi zostać przyjęte z miłością, abyśmy mieli odwagę jeszcze bardziej odsłonić maski i ukazać kolejną część naszej osobowości. Tylko wtedy, kiedy drugi człowiek zaakceptuje każde małe odsłonięcie naszego wnętrza, będziemy mogli odkryć przed nim trochę więcej i przez to pogłębić bliskość emocjonalną.

Maski wprawiają w zmieszanie tego, kto na nie patrzy i tak właśnie powinno być. One sugerują piękną, kompetentną, spokojną, pełną ufności rzeczywistość, a wszystko po to, by ten drugi się zakochał i potem już nie ustał w miłości. Tylko wtedy, kiedy miłość pozostanie, mamy odwagę pozwolić drugiemu zajrzeć pod powierzchnię naszych masek. Pisarka Maria Nurowska wyraża to dość drastycznie: „Nigdy się nie wie wszystkiego o drugiej osobie. To byłoby prawdopodobnie straszne. Codzienne kłamstwa tworzą warstwę ochronną, bez której widzielibyśmy nagie ciało. A tego nie dałoby się wytrzymać”.

Maski są nie tylko warstwą ochronną, lecz także częścią naszej osoby. Pod tym względem dobór masek nie jest przypadkowy. One mówią o nas bardzo dużo: o naszych nastrojach, pragnieniach, obawach, tęsknotach, a także o naszej osobistej dojrzałości. Wielkie niebezpieczeństwo tkwi w zagubieniu się w swoich maskach, w utracie relacji z sobą samym, z naszym prawdziwym „ja” i uczynieniu z nich masek charakteru. Musimy wytrzymać tę wędrówkę na krawędzi, między maską a osobowością, doświadczyć tego i to doświadczenie zintegrować z własną osobowością. Jeśli stracimy kontakt z samym sobą, co może zdarzyć się w kryzysach osobowości, wówczas to drugi człowiek pomaga nam niekiedy znaleźć powrotną drogę do siebie.

W drugim człowieku rozpoznajemy samych siebie. Martin Buber wypowiedział słynne zdanie: „Ja staję się przez ty”! Jeśli rozpoznamy maski drugiego, poznamy też samych siebie. Każda maska jest nie tylko kryjówką, lecz także komunikatem i odpowiedzią. Każdy nakłada specjalną maskę, stając w obecności drugiego. W każdej relacji małżeńskiej małżonkowie zmieniają siebie nawzajem, formują, uczą się od siebie. Hegel ujął tę zasadę wzajemności w piękną definicję, pisząc wykłady o estetyce: „Prawdziwa istota miłości polega na utracie świadomości samego siebie, na zatraceniu się w drugim człowieku, a dopiero w tym przemijaniu i zapomnieniu – na rzeczywistym posiadaniu siebie”. Czy tylko wtedy jestem sobą i w sobie, kiedy zatracę się w drugim? To jest niezwykle ryzykowne. Spotkanie z ukochaną osobą oznacza zawsze ryzyko zatracenia się w niej, zespolenia i zniknięcia w tej symbiozie, jak ma to miejsce, przynajmniej chwilowo, w seksualności. Dla drugiego oznacza to odpowiedzialność za nas, i odwrotnie, bo my też przejmujemy odpowiedzialność za drugą osobę, kiedy ona zatraci się w nas. W takiej ryzykownej grze maski są odbierane jako przeszkoda; zapomnieć się i zatracić można jednak tylko wówczas, gdy posiada się ochronę w postaci masek. Bez ochrony ranimy się nawzajem lub stapiamy ze sobą.

Maski mają swój czas, swoje pory. Jednych masek potrzebujemy na początku znajomości, drugich w czasie przechodzenia do następnej fazy tej relacji miłości i intymności, a jeszcze innych, gdy musimy wytrwać w codzienności stałego związku. Na początku próbujemy dopasować nasze maski do oczekiwań partnera, nakładamy szminkę, próbujemy wyrobić sobie jakiś nowy styl, ubieramy się tak, żeby być możliwie najbardziej atrakcyjnym dla partnera. Spotkanie bez tych upiększeń wydaje się ryzykowne. Okazywanie radości, szczęścia i miłości nie sprawia najczęściej żadnego problemu, ponieważ są w nas pozytywne uczucia i czujemy się mocni, natomiast obawy, smutek, złość, przykrość, wstyd lub zazdrość są o wiele bardziej ryzykowne, ponieważ cierpimy z powodu tych uczuć i czujemy się wtedy słabi.

Wszyscy nosimy maski, tylko ich nie widać. Nosimy niewidzialne maski, niezależnie od tego, czy mamy nałożoną szminkę, czy nie. Nasze zachowanie nie jest czystym odbiciem naszego wnętrza. Wręcz przeciwnie. Ludzie szukają bliskości, ale nie umieją tego okazać; kochają swojego partnera, a jednocześnie go ranią; zachowują się tak, jakby wszystko było w porządku, chociaż są smutni; skrywają swój strach pod dziarskim i pewnym krokiem; wydają się być serdeczni, a odczuwają wstręt; uśmiechają się, a pod maską radości tkwi wiele złości i gniewu; wydają się być na luzie, a jednocześnie knują zemstę; udają, że są spokojni, a w głębi skrywają kryzys. Uczucia pokazywane na zewnątrz nie zawsze są tymi, które odczuwamy wewnątrz, za złością kryje się smutek, za zazdrością strach przed utratą, za poczuciem winy i zwątpieniem w samego siebie lub za obawą przed nawiązaniem relacji, nieprzepracowana dawna miłość.

Uczucia stanowią centrum relacji małżeńskiej opartej na miłości. Wiele kryzysów we współczesnych związkach partnerskich powstaje z tego powodu, że partnerzy nie potrafią okazywać swoich prawdziwych uczuć, mają trudności w zrozumieniu własnych uczuć i uczuć małżonka, przypisują sobie nawzajem uczucia, które mają więcej wspólnego z nimi samymi niż z partnerem, albo żyją w całkowitym chaosie uczuciowym, z którego nie znajdują drogi wyjścia. Uczucia i maski prowadzą ze sobą grę, która może być tak samo piękna i frapująca, jak też siejąca zamęt i nieład. Jak można zrozumieć ludzkie maski, jakie uczucia kryją się za nimi, jakie historie one opowiadają? Czy istnieją maski ogólne, które zna każdy, czy wszyscy ludzie mają swoje własne maski? Czy istnieją maski strachu, złości, gniewu, zemsty, smutku, wstydu, poczucia winy, obrzydzenia lub nawet miłości? A może te uczucia same w sobie są maskami? Jeśli lepiej zrozumiemy maski i uczucia, które się pod nimi kryją, wtedy zrozumiemy lepiej nie tylko naszych partnerów i relacje z nimi, lecz także nas samych.

Wolfgang Hantel-Quitmann


1. Ślepy małżonek. Wolność i niewola masek

Co widzę i czego nie widzę, jest kwestią taktu. Być może małżeństwo w ogóle jest kwestią taktu.

Max Frisch „Powiedzmy, Gantenbein…“

Wszystko, co jest głębokie, lubi maski.

Fryderyk Nietzsche „Poza dobrem i złem”

Maski są tak różnorodne i kolorowe jak ludzkie formy wyrażania się. Maskę można rozpoznać po tym, że ona coś ukrywa. Spod zachowania, myślenia lub odczuwania człowieka wyłaniają się kontury osoby, które nie zgadzają się z zewnętrznym pozorem. Im bardziej dana osoba zostanie rozpoznana pod swoją maską, tym lepiej poznaje się też i maskę. Maska jest różnicą pomiędzy tym, jak dana osoba się zachowuje, a tym, jaka jest naprawdę – między pozorem a byciem.

Niektóre maski pasują dobrze do osoby i dużo czasu upłynie, nim się je rozpozna; niektóre rozpoznaje się szybko, ponieważ w ogóle nie pasują. Wówczas to musi trochę potrwać: aż przejrzy się daną maskę, i objawi się ukryta pod nią osoba. Czasami spotyka się maskę i szuka schowanej pod nią osoby, ale nie można jej znaleźć. Maski mają wprowadzać w błąd i w zmieszanie. Ich zadaniem jest również pozytywne zaprezentowanie siebie i własna ochrona. Osobie ochranianej mają umożliwiać nową swobodę działania. Niektórzy ludzie szukają maski u partnera, nie rozumiejąc rzeczywistej osoby, inni zaś chcą poznać osobę i czują, że jej maska im w tym przeszkadza.

Wszystkie formy i typy relacji mogą być jednocześnie maskami: silny mężczyzna, niezależna kobieta, chwalebny bohater, wyluzowany typ, kobieta uwodzicielska, zawadiaka, człowiek roztropny, zadumany typ, racjonalista, kobieta sentymentalna, głowa rodziny, troskliwy ojciec, wysportowany typ itd. Maski zawsze zawierają też informacje partnerskie: Jeśli będziesz mnie podrywać, nic więcej nie powiem; pozwól mi być bohaterem twoich dni; pozostaniemy na zawsze razem; jestem po twojej stronie, cokolwiek się zdarzy; z tobą chciałbym zbudować przyszłość; możemy rozmawiać o wszystkim; miejmy dzieci; pomóż mi pozbyć się moich obaw; jeśli mi to zrobisz, to wszystko skończone; zostaw te uczucia i odpuść sobie; wrzuć na luz; spróbuj mnie zrozumieć.

Pary spotykają się pod osłoną masek. Wtedy spotykanie się i okazywanie intymności przychodzi łatwiej, ale jednocześnie w formie bardziej skomplikowanej. Kiedy ta druga osoba jest sobą, a kiedy maską? Im więcej masek posiada dany człowiek, tym większe jest pole jego działania, a jednocześnie tym bardziej poplątane i chaotyczne dla partnera może być spotkanie z nim. Wszystkie pary stosują codziennie najrozmaitszą ilość masek. Wielu ludziom trudno jest samemu nie pogubić się w takiej ilości codziennych masek, a jakże tu jeszcze rozpoznać wszystkie metamorfozy partnera i jednocześnie na nie reagować? Choć dla zainteresowanego życie pod ukryciem masek może okazać się łatwe, będzie ono męczące dla innych ludzi.

To wszystko wydaje się skomplikowane, i takie faktycznie jest, ale przecież wszyscy codziennie prowadzimy tę grę masek. A każda maska jest związana z oczekiwaniami wobec roli, którą przyszło nam spełniać, z nadziejami, tęsknotami, obawami itd. Jesteśmy przy tym przyzwyczajani do nakładania naszych masek w zależności od kontekstu. Szczególnie mężczyźni wydają się często popełniać błąd i przenosić swój zawodowy sposób bycia i strategie rozwiązywania problemów na krąg prywatny i rodzinny. Kobietom w pracy częściej się wybaczy łzy niż agresywne krzyki. W przypadku mężczyzn jest odwrotnie: Agresja w pracy uchodzi za rzecz dozwoloną, jest oznaką siły i zdolności przebicia; jednak gdy mężczyźni mają fazy depresyjne, są uważani za mięczaków niepotrafiących znieść zbytniego obciążenia. Maska w fałszywym kontekście może być czymś przykrym, oznaczać koniec kariery zawodowej lub zapoczątkować koniec partnerskiej znajomości. Może jednak również wspierać osobisty rozwój, przyspieszyć karierę i pogłębić intymność w związku.

Między osobą a jej maskami istnieją trzy podstawowe warianty, w których zawierają się zarówno możliwości, jak i niebezpieczeństwa dla związku. Dla niektórych osób pod maską kryje się szczególna wolność, ponieważ widzi się tylko maskę, a nie człowieka. Jest to pewien rodzaj gry w chowanego, jak u dzieci, które zasłaniają ręką oczy i myślą, że nie są widoczne. Maska uniemożliwia rozpoznanie i tę anonimowość może człowiek wykorzystać, aby się w związku osłonić lub ukryć.

Maski są jednak nie tylko kryjówką – mogą udawać jakieś monstrum, świętych, nierządnice, gwiazdy estradowe czy filmowe, prezydentów, klownów itd. Osoba schowana pod maską ma możliwość sprawdzenia się w tej roli, ewentualnego wślizgnięcia się w inną rolę, wcielenia w życie innych części osobowości, doświadczenia siebie, poznania sprawiających trudności stron własnego „ja” oraz zintegrowania tego wszystkiego w swojej własnej osobowości, w swoim życiu i związku partnerskim.

W maskach kryje się jednak również niebezpieczeństwo zagubienia się w nich czasowo bądź stale. To w jakimś stopniu zależy po pierwsze od atrakcyjności maski, a po drugie od siły i właściwości własnej osobowości. Osobistości, politycy, gwiazdy show tkwią w maskach, które nadają im większego znaczenia, a kiedy nie odnoszą już sukcesów, nie doświadczają sławy i tracą stanowisko, mogą popaść w kryzys narcystyczny, ponieważ przeżywają ogromną utratę znaczenia. W masce są czczeni, podziwiani lub nawet kochani, a to może spowodować uzależnienie i sprawić, że nastąpi stopienie się człowieka z maską. Wtedy nie potrafią już rozróżnić własnej osobowości od maski i sami stają się maską. Tacy ludzie tracą kontakt z własnym „ja”, uważają maskę za swoją osobowość, biorą łupinę za orzech, to, co zewnętrzne za to, co stanowi o istocie. Teraz będzie mowa o trzech wariantach w relacji osoba – maska w obrębie związku partnerskiego.

Osoba pod maską Lub: Wolność pod maską

Partnerzy mają wiele tajemnic, które wnoszą w związek partnerski i nimi żyją. Mogą to być: obciążająca przeszłość, dziecko, perwersje seksualne, inna tożsamość, ciemne strony lub tajemne tęsknoty. Pod maskami chronią swoje tajemnice. Im większe są to tajemnice, im dłużej trwają i im większe mają skutki, tym mocniej nasuwa się pytanie, czy niczego nieświadomy partner naprawdę nic nie wie i jest taki naiwny lub ślepy. Yasmina Khadra, algierski pisarz, który publikuje pod pseudonimem obu imion swojej żony, opisuje w swojej książce pt. „Sprawczyni” jeden bardzo wyraźny i dobitny przykład.

Amin Jaafari znajduje się w ciężkim kryzysie psychicznym. Jego żona Sihem, z którą żyje od piętnastu lat w szczęśliwym, jak sądził, związku, wysadza się w powietrze jako zamachowiec i samobójczyni w popularnej i często odwiedzanej restauracji w Tel Awiwie, i zabija przy tym siedemnaścioro innych osób, głównie uczniów. Najgorsze jest to, że Amin nie zauważył żadnych niepokojących oznak. Czyżby jego żona przez te wszystkie lata małżeństwa nosiła maskę, pod którą nie mógł poznać jej jako osoby? Czy był ślepym małżonkiem? Czy jest jakoś współodpowiedzialny za jej czyny?

Sihem nie była politycznie radykalną czy fanatycznie religijną kobietą, przeciwnie – raczej nowoczesną, światową i w zachodnim stylu. Wiedli życie godne pozazdroszczenia jako arabscy Izraelczycy, on pracował jako lekarz i cieszył się uznaniem. Dla Amina Jaafari w jednym momencie wszystko się zmieniło. Wypełniła go poczucie winy, wątpliwości i drążące pytania: Jak mogłem nie zauważyć, że moja żona ma takie myśli? Co warte jest małżeństwo, kiedy jedna ze stron nagle popełnia samobójstwo i przy tym jeszcze pociąga za sobą innych ludzi? Jakie sygnały przeoczyłem? Na czym polega moja współwina? Czy naprawdę dobrze znałem swoją żonę? Na ile bliscy byliśmy sobie w małżeństwie?

Amin, jako małżonek i rdzenny Arab, jest przesłuchiwany przez policję jako pierwszy. Kto mu uwierzy, że nic nie wiedział o przekonaniach swojej żony, o jej kontaktach, jej oczywistym drugim życiu? Czy nie jest z nią w zmowie? Po przesłuchaniach przez policję Amin wszczyna poszukiwania. Jedzie do siedziby głównej palestyńskiego ruchu oporu do Betlejem i Dschenin. Tam zostaje potraktowany jako wróg, pobity, deportowany, wzięty za zdrajcę, doświadcza wielu gróźb. Musi się jednak dowiedzieć, jak to się stało, że jego żona wysadziła się w powietrze z innymi ludźmi, co ją do tego skłoniło, gdzie, jak i kiedy stracił z nią kontakt, a przynajmniej z ważną częścią jej osobowości, jak mógł być jako małżonek tak ślepy? Wreszcie po torturach, bólu i tajemnych podróżach przedostaje się do komandora, który go przyjął. Z tym młodym mężczyzną prowadzi szczerą i ostrą konfrontację, mającą zastąpić otwarty dialog, którego nie może już przeprowadzić ze swoją żoną. Arabski komandor mówi o ojczyźnie i honorze, a Amin Jaafari odpowiada mu, że tak jak ten zdecydował się na zabijanie, on jako lekarz wybrał życie. Te zdania mógł skierować również do swojej żony, gdyby wcześniej przeczuł, że zabije ona siebie oraz siedemnaście innych niewinnych osób. Jego wyobrażenie o żonie, która chętnie piła lemoniadę i nie była w stanie obojętnie przejść obok skamlącego szczeniaka, zostało całkowicie zburzone, runął także obraz ich długiego małżeństwa i jego własny. Rozmowa kończy się tak jak mogła zakończyć się otwarta dyskusja z jego żoną: Nie mają sobie nic więcej do powiedzenia. Jak małżonkowie mogli żyć razem przez te wszystkie lata, jak mogli się pożegnać tego ranka jak gdyby nigdy nic, bez najmniejszego przeczucia tego, co ona planowała tak szczegółowo już od dawna? Czy kobieta była śpiąca, a małżonek ślepy?

Maska Sihem była normą, dniem codziennym, niewinnością, za którą kryła całe swoje zwątpienie i polityczne zamiary. Ślepota Amina miała swój początek w jego własnych pragnieniach i tęsknotach. Chciał się uwolnić od nienawiści, zemsty, niewoli swojego narodu, chciał czynić dobro i jako chirurg ratować życie, chciał żyć z Izraelitami, sam stać się jednym z nich, kształtować przyszłość. Ale najwyraźniej to nie była przyszłość jego żony, to nie były jej pragnienia i cele; ona nie mogła pozostawić za sobą swego pochodzenia. Wzrastała jako sierota, naród arabski stał się jej rodziną i cierpienia tego narodu stały się jej osobistą raną, która była starsza niż małżeństwo. Być może miała nadzieję, że wraz z mężem rozpoczną nową drogę i będzie mogła uwolnić się od swojej historii, jednak później zobaczyła, że to się nie uda. A ponieważ z jej punktu widzenia nie był możliwy żaden złoty środek ani kompromis między tymi dwoma stanowiskami, wiodła podwójne życie, arabskie i izraelskie, jedno w masce kochającej żony, a drugie kobiety uśpionej, która kiedyś się obudzi i zacznie zabijać w imię swoich idei politycznych.

Aby przez lata móc żyć w takim związku, trzeba, z psychologicznego punktu widzenia, być zdolnym do wewnętrznego rozszczepienia. Dotyczy to po pierwsze kobiety-żony, która nosi maskę, pod którą ukrywa inną tożsamość. Po drugie dotyczy to również mężczyzny-małżonka, który rozdwaja się w swoich spostrzeżeniach, który widzi w prawdzie spojrzenia swojej żony, ale tak naprawdę ich nie dostrzega, nie rozumie i nie umie zinterpretować. Musi istnieć też pęknięcie w związku, w którym w jakiś dziwny i wykrzywiony sposób istniała partnerska intymność, pozbawiona nie tylko rozmów, ale i bliskości emocjonalnej. O tym, że wielu ludzi przynajmniej okresowo jest zdolnych do takiego działania, świadczą niezliczone romanse oraz podwójne życie. Oczywiście romans ze szczęśliwym człowiekiem w roli głównej jest pod względem moralnym czymś zupełnie innym niż zamach pociągający za sobą siedemnaście ofiar, ale jednak nie z punktu widzenia psychicznej zdolności do rozdwojenia. Jak długo można wytrzymać takie rozdwojenie, nie zostać nakrytym i nie popaść w obłęd? Jak można przez całe lata być tak ślepym małżonkiem?

Max Frisch pisał właśnie o takim ślepym małżonku i rozważał przy tym podobny przypadek, jak w książce Yasminy Khadry, tylko o wiele bardziej zabawny. Napisał powieść pt. „Powiedzmy, Gantenbein…”, w której protagonista ciągle na nowo odnajduje swoją tożsamość. Już sam tytuł jest konstruktywistycznym wyznaniem. Frisch bawi się maskami tożsamości jak dziecko, które się przebiera i ma przy tym dużo satysfakcji. „Przymierzam historie jak ubrania”. A w rolę miłosną wciela się niewidomy małżonek, który tylko odgrywa swoją ślepotę. Załatwił sobie u okulisty zaświadczenie, okulary dla niewidomych, przepaskę i laskę, i w takim jednoznacznym przebraniu obserwuje swoją żonę, innych ludzi i swoje własne reakcje na nich.

Ślepota, być może nawet ślepota psychiczna, byłaby rzeczą cudowną. Dla Gantenbeina istniało niewiele minusów. „Trudne było tylko to, że nie mogłem rozmawiać o filmach. Filmy są tym, co łączy”. Jednak pod względem politycznym, gospodarczym i społecznym człowiek niewidomy ma duże korzyści. „To, czego świat potrzebuje to ludzie jak Gantenbein, którzy nigdy nie mówią, co widzą…”. W małżeństwie taka ślepota oszczędza wiele konfliktów i katastrof. „Czasami Lila, jak każda kobieta bystrego umysłu, przeżywa jakieś załamania. Sytuacja zaczyna się od złego nastroju, co natychmiast zauważam, i każdy mężczyzna, który nie udaje niewidomego, zaraz by się zapytał, co się dzieje, najpierw czule, a potem coraz ostrzej, ponieważ ona milczy, a milczenie to jest coraz głośniejsze, czyli bardziej wymowne”. Widzący, a nie ślepy małżonek, nie ma szans nie zobaczyć takiej irytacji, chyba że udaje głupiego. W przypadku widzącego mężczyzny nie da się uniknąć pełnej trudu, a jednocześnie bezowocnej kłótni małżeńskiej, śledząc koncepcję Maxa Frischa. Dojdzie niechybnie do bezsennej nocy pełnej skarg i łkania, ataków i pojednań, krzyków i zapewnień o wybaczeniu. „Wszystko to zostaje Gantenbeinowi oszczędzone. Nie widzę po prostu jej złego humoru, który każdego, kto go dostrzega, czyni bezradnym; ja zaś mówię przed siebie na oślep lub milczę w obliczu jej nagłego zamilknięcia – chyba że Lila, zmuszona moją ślepotą, otwarcie opowiada o tym, co ją tym razem wprowadziło w zły nastrój; wówczas można na ten temat rozmawiać”. Tajemnice czynią życie codzienne zdecydowanie łatwiejszym, „dopiero tajemnica, która chroni jednego przed drugim, czyni z nich parę… codzienność można znieść tylko dzięki cudom”.

Wyobraź sobie, że możesz wszystko widzieć, ale inni ludzie myślą, że jesteś niewidomy. Jakaż to perfekcyjna i perfidna maska! Inni robiliby w twojej obecności różne rzeczy z założeniem, że nie są widziani. A ty wszystko widzisz, ale nie reagujesz. Czyż takie sytuacje nie zdarzają się czasami w każdym związku? Czyż ludzie nie zachowują się tak, jakby niczego nie dostrzegali, choć doskonale widzą, co ktoś robi i jak się czuje? Nie widzą tego i nie komentują, ponieważ sami nie chcieliby być obserwowani i zagadywani! Chodzi o obronę zasady. Okulary ślepca są nie tyle oszukiwaniem innych, co ochroną własnej osoby; maska ma na celu nie tylko wprowadzać w błąd drugiego człowieka, lecz przede wszystkim osobę, która ją nosi.

Osoba w masce Lub: Intymność poprzez maski

Pewna para poznała się w czasie karnawału, a dokładnie, w damskiej toalecie. On przebrał się za kobietę – monstrualnego wampa, ona swoją ukrytą osobowość owinęła w szmatki i paseczki. Wyglądali bardzo podobnie i dlatego uśmiechali się do siebie, aż stanęli przed lustrem w czasie nakładania szminki.

Później myśleli, że ich przebrania miały być może wyrazić ukrytą i niezintegrowaną część osobowości. Jakkolwiek rozpoznali się pod maską drugiej osoby. On poprosił ją pod wpływem dobrego humoru o trochę pudru, a potem o numer telefonu. A ona spełniła jego (jej) prośbę, i zaraz znowu zniknęli w tłumie bawiących się przebierańców. Dwa tygodnie później on do niej zadzwonił i powiedział, że jest wampem z damskiej toalety, ona zaś natychmiast wiedziała, o kogo chodzi. Kiedy spotkali się w następnym tygodniu, przyszli w swoich zwykłych ubraniach – i wówczas ujrzała go po raz pierwszy jako mężczyznę. Obydwoje byli nieco zmieszani; pod maskami przebrania spotkanie było łatwiejsze. Jednak zaprzyjaźnili się i zostali parą.

Kiedy opowiadali mi o swoim pierwszym spotkaniu sprzed dziewięciu laty, obydwoje pokryli się rumieńcem wstydu. Nie wstydzą się masek, które wtedy mieli, ale wyraźnego związku między tamtym spotkaniem w damskiej toalecie a obecnymi problemami, ponieważ przyszli na terapię z problemem chronicznej niechęci seksualnej. Tak jak ich pierwsze spotkanie w damskiej toalecie miało najwyraźniej podtekst erotyczny, tak ich związek partnerski jest enigmatyczny i skomplikowany. Dla niego maska wampa była ubogaceniem, ponieważ mógł w niej być uwodzicielski. Nie tylko wyglądał jak wamp, ale też nim był, ponieważ maska na krótki czas przemieniła go w postać, którą chciał grać. W wyniku płynącego z tego zadowolenia mógł wejść do damskiej toalety, czego by nie uczynił w normalnej sytuacji jako mężczyzna zahamowany seksualnie.

Uczucia w masce są inne niż uczucia pod maską. Pod maskę mogę się schować i żywić uczucia, które nie mają z maską nic wspólnego. Uczucie w masce jest z nią połączone, ucieleśnia i objawia się tylko w masce, wymaga spojrzenia na nią z boku. Trzeba popatrzeć na siebie oczami innych, przyjrzeć się własnej masce, a następnie próbować możliwości, które otwiera maska. Jeśli noszę maskę klowna, wtedy jestem postrzegany jako klown i odgrywam klowna. Mogę jako klown mówić prawdę, jak Hans Schnier w powieści Heinricha Bölla „Zwierzenia klowna”. Jako klown mówi on prawdę o zakłamaniu reńskiego katolicyzmu, której nie odważyłby się wyznać bez maski. W zależności od maski mam inne możliwości wypowiedzenia swoich poglądów i mogę sprawdzić się w jakiejś roli czy tożsamości.

A co by było, gdyby oboje – on i ona – założyli maski, żeby się nawzajem wypróbować i sprawdzić, jak to będzie przekroczyć granice? Być może byłby to sposób na zmianę relacji między nimi w całkiem nieoczekiwany sposób lub na odnowienie jej w pewnym stopniu? Może stworzyłoby to możliwość pogłębienia lub rozszerzenia intymności, nowego sposobu przeżywania seksualności, jak kiedyś w okresie zakochania? Może umożliwiłoby spojrzenie na partnera z innej perspektywy? To wszystko jest wykonalne, a dowiódł tego dobitnie Artur Schnitzler w swojej książce „Traumnovelle”. Mistrz filmowy, Stanley Kubrik, genialnie sfilmował ten materiał w swoim filmie „Oczy szeroko zamknięte”.

Albertyna i Fridolin wzięli udział jako para w balu przebierańców. A potem w domu „rzucili się sobie w objęcia jak po dawno niedoświadczonym szczęściu miłosnym”. Następstwa mentalne i partnerskie były ważniejsze niż następstwa seksualne, ponieważ „z lekkiej rozmowy o niewiele znaczących przygodach minionej nocy, wywiązała się poważna dyskusja o ukrytych i prawie nieprzeczuwanych pragnieniach, które nawet w najczystszą i najbardziej przejrzystą duszę mogą wsączyć ponury i niebezpieczny zamęt; rozmawiali też o tajemnych obszarach, za którymi prawie nie odczuwali tęsknoty i dokąd mógł ich zagnać niepojęty los, choćby tylko we śnie”. Prowadzili intymne rozmowy, które znany terapeuta związków partnerskich, Michael Lukas Möller, nazwał „dialogiem” lub „istotnymi rozmowami”, czyli rozmowami jakie normalnie są prowadzone podczas terapii dla par.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com