Mamusine dobranocki - Jolanta Miśkiewicz - ebook
Wydawca: Goneta Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 76 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Mamusine dobranocki - Jolanta Miśkiewicz

Bajeczki i wierszyki dla dzieci do poczytania na dobranoc. Mama Grzesia zawsze wymyśla historie dla synka na dobranoc lub gdy pogoda go zatrzymuje w domu i chłopczyk robi się markotny. Okazuje się, że w ich domu mieszkają również krasnale, które zaprzyjaźniły się z ich psem Gromem. Krasnale uczestniczyły w życiu Grzesia i chciały mieć takie same przygody, jak ludzie. Wynikają z tego same perypetie, które oczywiście zawsze dobrze się kończą. Są też historie z ich życia zupełnie nieznane nikomu prócz mamy Grzesia, który bardzo lubił te historie i dopytywał się często o dalsze losy swoich pupilów.

Poznajemy też zapalczywość witamin schowanych w pudełku w szafce, które przechwalały się, która jest ważniejsza dla ich właścicieli. Literki też znalazły swoje miejsce na tych stronach i przemówiły swoim głosem. Jest też historia o Jędzuni, w której dokonuje się przemiana na lepsze. Okazuje się, że i auta na parkingu nocą mają wiele do powiedzenia, a nieposłuszny niedźwiadek przysporzył swoim rodzicom wielu trosk. Czerwona żabka w swoim środowisku była wytykana palcami, bo była czerwona wśród zielonych żabek. Na szczęście spotkała mądrego jeża, który wszystko jej wyjaśnił i sprawa zakończyła się szczęśliwie. Pojawia się tu też sosna, która nie chciała się z nikim przyjaźnić, więc nie była pożyteczna.

 

Jest wiele jeszcze innych historii, które ciekawią i przyciągają swoimi historiami. Wszystko poprzeplatana wierszykami. A że to jest książeczka dla dzieci, to rzecz jasna każda z historii — czy to jako bajeczka, czy jako wierszyk — ma swój morał i dobrze się kończy.

Opinie o ebooku Mamusine dobranocki - Jolanta Miśkiewicz

Fragment ebooka Mamusine dobranocki - Jolanta Miśkiewicz

Copyrights to:

Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera

www.goneta.net

ul. Archiwalna 9 45, 02-103 Warszawa

 

 

Korekta: Emilia Nowakowska

emi-n@wp.pl

 

Okładka: Małgorzata Szymszon

haxi69@gmail.com

 

Redakcja: Aneta Gonera

wydawnictwo@goneta.net

 

Konwersja do EPUB/MOBI:

www.inkpad.pl

 

ISBN: 978-83-63783-25-9

 

 

Wydanie 1.

Warszawa, październik 2013

Tekst całości ani we fragmentach nie może być powielany ani rozpowszechniany za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających innych, tym również nie może być umieszczany ani rozpowszechniany postaci cyfrowej zarówno Internecie, jak sieciach lokalnych bez pisemnej zgody wydawnictwa „Goneta” Aneta Gonera.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mamie, Maćkowi, Grześkowi

Spis treści

OD REDAKCJI

PRZYGODY KRASNALI DOMOWYCH

KRASNAL MINUS

WIELKANOCNY ZAJĄCZEK

SMUTNE DRZEWO

CZERWONA ŻABA

UPARTY NIEDŹWIADEK

ZIUTA

WYŚCIGOWY ŚLIMAK

NOCĄ NA PARKINGU

PÓŁECZKA

DOKĄD TRAFIŁ HOMER?

GDY ZGAŚNIE ŚWIATŁO

ŻUCZEK

SŁOŃ MRÓWKA

CO WIDZIAŁ WIATRACZEK

UCIECZKA TUPTUSIA

MIETKA PONURAK

LEŚNE DZIWADŁA

SEN MYŚLIWEGO

WITAMINY

PODRÓŻ BAŁWANKA DO AFRYKI

ZEBRANIE

JAK JĘDZUNIA ZOSTAŁA ANIOŁKIEM

BĄBEL

POD KAMIENIEM

OGONEK ZAJĄCZKA

MĄDRY JEŻYK

KOT PIES

CYFERKOWE PRZECHWAŁKI

KURKA

CO BY BYŁO, GDYBY LUDZIE PRZESTALI SPAĆ?

PRZYGODA ZUZANNY

STARY ŻÓŁW

KONKURS PIĘKNOŚCI

KAMELEON

Od redakcji:

Bajeczki wierszyki dla dzieci do poczytania na dobranoc. Mama Grzesia zawsze wymyśla historie dla synka na dobranoc lub gdy pogoda go zatrzymuje domu chłopczyk robi się markotny. Okazuje się, że ich domu mieszkają również krasnale, które zaprzyjaźniły się ich psem Gromem. Krasnale uczestniczyły życiu Grzesia chciały mieć takie same przygody, jak ludzie. Wynikają tego same perypetie, które oczywiście zawsze dobrze się kończą. też historie ich życia zupełnie nieznane nikomu prócz mamy Grzesia, który bardzo lubił te historie dopytywał się często dalsze losy swoich pupilów.

Poznajemy też zapalczywość witamin schowanych pudełku szafce, które przechwalały się, która jest ważniejsza dla ich właścicieli. Cyferki też znalazły swoje miejsce na tych stronach przemówiły swoim głosem, przechwalając się, która wiedzie prym wśród wszystkich. Jest też historia Jędzuni, której dokonuje się przemiana na lepsze. Okazuje się, że auta na parkingu nocą mają wiele do powiedzenia, nieposłuszny niedźwiadek przysporzył swoim rodzicom wielu trosk. Czerwona żabka swoim środowisku była wytykana palcami, bo była czerwona wśród zielonych żabek. Na szczęście spotkała mądrego jeża, który wszystko jej wyjaśnił sprawa zakończyła się szczęśliwie. Pojawia się tu też sosna, która nie chciała się nikim przyjaźnić, więc nie była pożyteczna. Można się też dowiedzieć, jak wyglądała wyprawa Bałwanka do Afryki.

Jest wiele jeszcze innych historii, które ciekawią przyciągają swoimi historiami. Wszystko poprzeplatana wierszykami. że to jest książeczka dla dzieci, to rzecz jasna każda historii czy to jako bajeczka, czy jako wierszyk ma swój morał dobrze się kończy.

Przygody krasnali domowych

Przygody krasnali domowych

 

 

Jak krasnale zaprzyjaźniły się z Gromem

 

— Mamusiu? — zapytał Grześ. — Czy krasnoludki mają psa?

— Nie, nie mają — poważnie odpowiedziała mamusia. — Wiesz przecież, że mieszkają w mysiej norce za twoim segmentem. Tam jest bardzo mało miejsca. Mieszczą się tylko maleńkie domowe krasnale i ich dobytek. Pomyśl, jak nasz Grom wcisnąłby się za segment, nie mówiąc już o mysiej dziurze.

— Masz rację — zgodził się Grześ. — To opowiedz mi, jak krasnale poznały naszego Groma.

— Dobrze, synku, ale przykryj się po uszy i zamknij oczka, a ja ci opowiem.

— Pewnego razu Troskal i Śmieszek, wiedząc, że w domu nie ma ludzi, wyszli, jak co dzień, zdobyć coś do jedzenia. Troskal jak zwykle martwił się, że nigdzie nie znajdą nawet okruszka, natomiast Śmieszek uspokajał go, co chwila chichocząc. Kiedy wygramolili się zza segmentu, stanęli jak wryci. Przed nimi leżała ogromna bestia, wpatrując się w nich błyszczącymi ślepiami, marszcząc nos i dysząc. Z jej gardła zaczął wydobywać się warkot, który rósł, gdy tylko krasnale się ruszyły. Śmieszek odważył się zapytać:

— Przeppppraszam, kkkim pan jest?

— Nigdy nie widziałeś psa? — zapytała bestia.

— Nnnieee. Jestem domowym krasnalem i znam tylko ludzi. Jest pan bardzo piękny, ale straszny — odparł Śmieszek.

— Warczę, bo jesteś obcy, ale nie bój się, nie gryzę, chyba że w ostateczności. I mów do mnie „psie” albo nazywaj mnie moim imieniem „Grom”, a nie „proszę pana” — powiedziała bestia, szczerząc w uśmiechu ogromne kły.

Troskal aż się cofnął z przerażenia.

— Uciekajmy — trącił Śmieszka.

— Coś ty? Przecież widzisz, jaki pan pies jest miły. Powiedział, że nie ugryzie.

A pies aż się przewrócił na grzbiet ze śmiech z tego, że został „panem psem”.

— Już mówiłem, że jestem Grom, a nie „pan pies”.

— No dobrze. Ja jestem Śmieszek, a to Troskal. Mieszkamy w mysiej norce za segmentem. Wyszliśmy, żeby znaleźć coś do jedzenia.

— Wskakujcie, podwiozę was do kuchni, bo i ja mam tam miskę, a też bym coś zjadł.

— A co pan… o przepraszam… a co w niej masz?

— Trochę kaszanki, trochę kiełbaski i trochę psich chrupek. Za dużo nie zjecie, więc mogę was poczęstować.

— Kiełbaski i kaszanki chętnie, ale za psie chrupki dziękujemy, cokolwiek by to nie było — odpowiedział Troskal.

— I jeżeli byłby pan… o rety, rety… przepraszam… byłbyś tak uprzejmy, to chcielibyśmy coś na wynos. Jest nas dziewięciu, więc siedmiu byłoby głodnych — dodał Śmieszek.

— Dobra, to jedziemy.

— Skąd się tu wziąłeś? — zapytał śmielszy Śmieszek.

— Ze schroniska. Wczoraj przywiozła mnie mama Grzesia, bo były jego urodziny. Bardzo się ucieszył. A jak ja się cieszę.

— Oj, ludzie idą, musimy się schować! — wrzasnęły chórem krasnale, usłyszawszy klucz obracający się w zamku i dały nura do psich uszu.

Grom zaczął powarkiwać i potrząsać głową, bo wcale mu się to nie spodobało. Przebiegł galopem po mieszkaniu i zahamował dopiero przy segmencie.

— Złaźcie! — mruknął do krasnali. — Poczęstuję was później i żebyście się więcej nie ważyli włazić mi do uszu! — pogroził im i pognał przywitać Grzesia.

— Mamusiu, dlaczego Grom do nas nie podbiegł od razu, tylko najpierw do segmentu, położył się na chwilę, potrząsał głową i mruczał po psiemu?

— Dlatego synku, że pieski mają do załatwienia swoje sprawy, o których my nie wiemy. Może kiedyś sam Grom ci o tym opowie.

 

 

Jak krasnale budowały wodociąg

 

— Mamusiuuu? — Grześ jak zwykle przed snem musiał pogadać. — Powiedz, jak krasnale piją? Przecież nie mają u siebie wody.

— Nie mają, ale noszą ją z naszej kuchni w maleńkich wiadereczkach, zrobionych ze znalezionych naparstków, które ja ciągle gubię. Ale to niedługo się już zmieni. Przykryj się dobrze, zamknij oczka, a ja ci opowiem, jak krasnale budują wodociąg.

Pewnego dnia Nierobek, zasapany, postawił wiaderko z wodą, otarł czoło i powiedział:

— Ty Profesorku jesteś taki mądry, to wymyśl coś, żeby nie trzeba było dźwigać tej wody. Jak jest mój dyżur, to ja ledwo żyję. Od razu mam migrenę, reumatyzm i boli mnie kręgosłup. Ręce i nogi też. Muszę się zaraz położyć. Wymyśl coś, a Majsterek powie nam, jak to zrobić.

— Przecież to proste — odpowiedział Profesorek. — Idźcie poszukać słomek do picia, które Grześ porozrzucał w mieszkaniu. Weźcie każdą po dwóch i ułóżcie jedną za drugą aż do kuchni. Koniec każdej słomki wetknijcie w następną, potem wam powiem, co dalej.

Krasnalki uwijały się jak w ukropie, tak bardzo spodobała im się myśl, że już nie będą musiały dźwigać wiader wody. Nawet Pracuś był już tym zmęczony i najsilniejszego Waligórkę bolały ręce od noszenia i nogi od biegania przez całe mieszkanie. Majsterek w tym czasie buszował na półkach Grzesia w poszukiwaniu plasteliny.

— Czemu nie pomagasz? — pytał go Pracuś.

— Szukam plasteliny — krótko odpowiedział Majsterek.

— Teraz ci się zachciało lepić? — oburzył się Pracuś.

— A czym uszczelnimy łączenia?

— Oj, masz rację. Że też ja o tym nie pomyślałem.

— Od myślenia to ja jestem! — napuszył się Majsterek.

W końcu wodociąg był gotowy. Krasnoludki odtańczyły taniec zwycięstwa, przy którym znów brakowało jednego z nich. Majsterek już dłubał nożykiem z połówki żyletki przy starej pestce od wiśni.

— Co ty znów dłubiesz?

— No przecież korek. Ta woda nie może lecieć wieki wieków. Jak nie potrzebujemy, to będziemy zatykać rurkę korkiem z pestki.

— Oj, jaki ty jesteś mądry — zachwyciły się pozostałe krasnale, tylko Profesorek mruknął:

— Przecież mądry to ja jestem.

— Ty też! — roześmiały się.

 

 

Jak krasnale chciały zimę zobaczyć

 

— Mamusiuuu? — zapytał Grześ. — Pójdziemy jutro na sanki?

— Pójdziemy, ale teraz już śpij — odpowiedziała uśmiechnięta mamusia.

— A krasnoludki jeżdżą na sankach?

— Dobrze, opowiem ci o zimie krasnoludków, ale przykryj się dobrze. Pewnego dnia krasnoludki grzały się w kącie pod kaloryferem i słuchały, jak Grześ rozmawia z mamusią. Wybierali się na sanki.

— Co to są sanki? — zapytał Nochal.

— Zimą pada śnieg — odpowiedział Profesorek. — To są takie bielutkie zimne gwiazdki, które spadają z nieba i układają się jedne na drugich. Robi się z tego pierzynka, po której dzieci jeżdżą na specjalnych pojazdach zrobionych z deseczek. Nazywają to sankami.

— Ja słyszałem, że do jeżdżenia po tym tam… śniegu… mają też łyżwy — wyrwał się z informacją Gapa.

— Nie po śniegu, ale po lodzie — poprawił go Profesorek. — Jak jest bardzo zimno, to woda zamienia się w przezroczysty kamień i to jest właśnie lód.

— Chodźmy też na zimę! — wołał Gapa.

— Nie na zimę, głuptasie, tylko na śnieg — znów poprawił go Profesorek. — Ale najpierw musimy te sanki zrobić. Waligórko, naznoś zapałek, Troskal ze Śmieszkiem będą strugać, ja im powiem jak, Pracuś będzie sklejał.

Po