Małżeńska przygoda  - Hannah Bernard - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Małżeńska przygoda - Hannah Bernard

Maria nie podziela pasji rodziców, którzy prowadzą ? rmę dla amatorów sportów ekstremalnych. Woli pracować w zaciszu biblioteki i pisać książki dla dzieci. Nie zgadza się jednak na sprzedaż rodzinnego interesu, zwłaszcza że kupcem ma być Eddie, lekkoduch, który kilka lat temu wyśmiał jej młodzieńcze uczucia. Rodzice obiecują odstąpić od sprzedaży, o ile Maria zrealizuje wszystkie punkty z ich ? rmowej oferty. Najpierw czeka ją skok ze spadochronem, z Eddiem w roli instruktora...

Opinie o ebooku Małżeńska przygoda - Hannah Bernard

Fragment ebooka Małżeńska przygoda - Hannah Bernard







Hannah Bernard

Małżeńska przygoda

Tłumaczyła: Wiktoria Mejer

Harlequin


Tytuł oryginału: The Marriage Adventure

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2005

Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga

Korekta: Jadwiga Przeczek







© 2005 by Hannah Bernard

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone.


Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona


ISBN 978-83-238-3077-1

Indeks 360325


ROMANS – 900

Konwersja: Nexto Digital Services


Już kwiecień, zapowiedź słonecznych i ciepłych dni, kiedy rozkwita nie tylko przyroda, ale i uczucia. Bohaterki naszych powieści spotkały miłość, może i Wy powinnyście zaufać sercu.

W kwietniu przygotowałam dla Was bardzo ciekawą ofertę.

Szczególnie polecam pierwszą część miniserii Siostry McIvor. Jestem pewna, że i w tym miesiącu ROMANS przyniesie Wam wiele radości. A oto wszystkie propozycje na kwiecień:


W pełnym słońcu – pierwsza część miniserii Siostry McIvor. Czy

Darcy, najstarsza z klanu, zaufa mężczyźnie, który przed laty boleśnie ją zranił?

Małżeńska przygoda – pełna humoru opowieść o dziewczynie, która marzyła o nudnym, spokojnym życiu, lecz los chciał inaczej.

Powrót wiosny – zgorzkniały samotnik spotyka kobietę, która zmusi go, by znów otworzył serce.

Wielka wygrana – czyli wspaniały przepis na to, jak uratować

związek.

Cztery serca, Weselna wróżba (DUO) – dwie opowieści o bardzo

nieufnych mężczyznach, którzy bali się emocjonalnego zaangażowania. Życzę przyjemnej lektury!


Grażyna Ordęga











Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.


Czekamy na listy.


Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


PROLOG


Rzeka była rwąca, głośna, tworzyła się na niej gęsta biała piana.

Maria siedziała na głazie i rzucała do wody krągłe, szare kamyki, które znikały bez śladu. Potem zaczęła rwać trawę i splatać ją w coś, co miało przypominać łódki. Nurt połykał je błyskawicznie, żadna nie utrzymała się na powierzchni. Za dwie godziny podobny los spotka i Marię. Wciągnie ją ta wzburzona czarna woda, gdzie płucom zabraknie powietrza, skąd nie można się wydostać…

Szkoła zacznie się dopiero za dwa tygodnie, więc czekało ją jeszcze kilkanaście dni przerażających przygód. Czemu rodzice uważali ten koszmar za świetną zabawę?

– Cześć.

Obróciła się i ujrzała wysokiego mężczyznę, którego twarz skrywał cień. Miała nadzieję, że na jej doskonale oświetlonej twarzy nie widać, jak bardzo Eddie jej się podoba.

Był cudowny, ale za stary dla niej. Kiedy ona osiągnie jego obecny wiek, stukną mu już dwadzieścia cztery lata, czyli stanie się zgrzybiałym starcem. Ogromna szkoda.

– O, to ty… Cześć.

– Twoi rodzice cię szukają.

Maria straciła rachubę czasu. Chyba faktycznie długo siedziała na brzegu, ponieważ poczuła ssanie w żołądku. Tylko czy powinna jeść przed spływem górską rzeką i potem pochorować się na jej środku? Ależ to byłby wstyd!

– Dzięki. Już idę.

Podniosła się i jeszcze raz spojrzała na wzburzony, spieniony nurt. Ogarnął ją paraliżujący strach, który nie opuścił jej nawet wtedy, gdy przestała patrzeć na rzekę i zawróciła z Eddiem do domku kempingowego. Umierała z przerażenia, ale nie miała wyboru. Musi wsiąść do tego głupiego kajaka i zachowywać się jak łowca przygód. Wszyscy uwielbiali nimi być, uważali, że to wspaniała zabawa. Tylko z nią było coś nie tak.

Szli przez kilka minut w milczeniu, gdy nagle zorientowała się, że Eddie zaczyna jej się przyglądać. Odwróciła twarz, by ukryć zdradliwe łzy, które spłynęły jej po policzkach, i zwolniła kroku w nadziei, że zostanie trochę z tyłu. Manewr się nie powiódł, gdyż Eddie również zwolnił. Wreszcie się zatrzymał.

– Co jest?

– Nic.

– Gadanie! Przecież widzę, że beczysz. Może polecę po twoją mamę, co?

Szybko otarła łzy i gwałtownie pokręciła głową.

– Nie, nie mów im, że płakałam.

– A niech to! Wpadłaś w jakieś kłopoty?

– Nie, wszystko w porządku.

– Właśnie widzę… Pewnie ryczysz przez chłopaka? Dziewczyny w twoim wieku w kółko to robią.

– Ale nie ja! I wcale nie ryczę, tylko… tylko łzy same pociekły mi z oczu.

Eddie się uśmiechnął.

– To przestań być taka nieszczelna, dziecino.

– Nie nazywaj mnie dzieciną!

– Przecież nią jesteś. Popatrz na siebie. Mała beksa.

– Przestań!

– Założę się, że to przez chłopaka.

– Nieprawda – prychnęła Maria. – To przez tę okropną, głupią rzekę!

Eddie aż się obejrzał w kierunku, z którego przyszli.

– O czym ty mówisz?

– Boję się. – Podzielenie się z kimś swoimi uczuciami sprawiło jej taką ulgę, że wyrzuciła z siebie wszystko: – Nie cierpię przygód! Nie znoszę nawet kolejki górskiej! Wszyscy lubicie się bać, a ja nie! I ta rzeka jest taka straszna. Umieram ze strachu, kiedy wpadam do wody i nie mogę oddychać. – Uklękła i zaczęła nerwowo wyrywać trawę, szarpać ją na kawałki i przesypywać między palcami. – Jestem tchórzem.

No to wydało się. Ktoś poznał jej największy sekret.

Eddie zbagatelizował sprawę.

– E tam, ta rzeka wcale nie jest taka niebezpieczna. Jak by była, twoi rodzice nie zabraliby cię z sobą.

– Wiem.

– Naprawdę będzie fajnie, zobaczysz. Przecież już brałaś udział w spływach, wszystko umiesz, przeszłaś szkolenie.

– Wiem.

– A jak wpadniesz do wody, to zaraz za tobą wskoczymy.

– Wiem. Ale strasznie się boję.

Eddie ukląkł obok niej.

– Jak nie chcesz płynąć, to powiedz rodzicom, nie będą cię zmuszać.

– Nie! – Serce w niej zamarło na samą myśl. że mogliby się dowiedzieć. – Nigdy im nie powiem, że się boję. I tobie też nie wolno. Ani słowa! Obiecaj mi!

– No to czego właściwie chcesz?

– Niczego. – Zacisnęła usta i jeszcze gwałtowniej zaczęła rwać trawę. Nie było żadnego wyjścia, wiedziała o tym doskonale.

– Dzieci… – mruknął z politowaniem Eddie, a Maria pomyślała z urazą, że jeszcze niedawno był takim samym dzieciakiem, więc nie ma prawa się wymądrzać. – Wracajmy, bo zaczną się o nas martwić.


Dwie godziny później znaleźli się w czwórkę na brzegu. Rodzice i Eddie nieśli kajaki, a Maria wiosła. Z każdym krokiem jej nogi stawały się coraz cięższe, serce biło coraz szybciej, w gardle rosła wielka kula. Wymyślała sobie od tchórzy, lecz to nic nie pomagało.

– Świetnie, poziom wody jest wysoki – ucieszył się ojciec. – Ale będzie jazda!

Maria rzuciła wiosła na brzeg i zajęła się sznurowaniem butów, żeby tylko nie patrzeć na szalejącą rzekę. Zaczynała się już trząść ze strachu. Masz w tej chwili przestać, rozkazała sobie w duchu. Nic ci nie będzie. To przecież pyszna zabawa.

Nagle usłyszeli zduszony krzyk, a po nim przekleństwo. Obrócili się i ujrzeli, jak Eddie opiera się o wielki głaz, a drugą ręką trzyma za stopę.

– Wszystko w porządku? – spytała Kara.

– Cholera, skręciłem kostkę. – Eddie skrzywił się z bólu. – Już puchnie.

– Jak to możliwe? – zdumiał się Harlan. – Skaczesz po górach jak kozica, a skręciłeś nogę na równej drodze?

– Widać jestem wyjątkowo zdolny – uśmiechnął się krzywo Eddie.

– Obejrzę ją – zaproponowała Kara.

– Dam sobie radę. Wrócę do domu i przyłożę lód. Płyńcie beze mnie.

– A możesz prowadzić samochód?

– Oczywiście, przecież do tego wystarczy jedna noga. Ale dobrze byłoby mieć kogoś przy sobie… – Jego wzrok spoczął na Marii.

Spłynęła na nią niewysłowiona ulga.

– Zostanę z tobą.

– Lepiej ja zostanę – zaofiarowała się Kara. – Szkoda, żebyś traciła spływ.

– Mamo, musisz płynąć, przecież zawsze sprawdzasz z tatą nowe punkty programu. Nic się nie martw, zaopiekuję się Eddiem.

Rodzice wymienili rozbawione spojrzenia na myśl o tym, że ich czternastoletnia córka będzie się opiekować dziewiętnastoletnim młodzieńcem, lecz w końcu się zgodzili. Zanieśli dwa niepotrzebne kajaki z powrotem do furgonetki, po czym zaczęli szykować się do odpłynięcia.

Eddie ruszył w kierunku samochodu, kuśtykając i wspierając się na ramieniu Marii. Ledwie znikli z oczu Karze i Harlanowi, zabrał rękę, wyprostował się i poszedł przed siebie normalnym krokiem. Maria zrobiła wielkie oczy.

– Twoja kostka…!

Obejrzał się z uśmiechem.

– Nie mów mi, że też się nabrałaś.

– Jak to? Nic ci nie jest?

Aż przewrócił oczami.

– Pewnie, że nie. – Otworzył drzwi od strony pasażera.

– Ale przecież uwielbiasz spływy! Im gorsza rzeka, tym lepiej się bawisz.

– To prawda.

– Dlaczego udawałeś? Po to, żebym nie musiała płynąć? – zdumiała się.

– Nie gadaj tyle, tylko wsiadaj. Wrócimy do domu i będziesz mogła się pobawić tymi swoimi kredkami.

– Rysuję węglem – sprostowała z godnością, zajmując miejsce w samochodzie. – Kredki są dla dzieci.

Zatrzasnął drzwi i mrugnął do niej przez okno.

– Czyli dla ciebie.

Fuknęła, a potem przez całą drogę w ogóle na niego nie patrzyła. Przez tyle lat bawili się razem, chociaż była od niego sporo młodsza, lecz potem on zdał do college’u i nagle zrobił się zupełnie dorosły. Bardzo jej brakowało tego dawnego Eddiego.

Kiedy wrócili do domku kempingowego, Maria usiadła przy stole, na którym rozłożyła przybory do rysowania, on zaś wyciągnął się na łóżku i zapatrzył w sufit.

– Wiesz, wcale nie musisz mi dziękować – rzucił po jakimś czasie.

– Dziękuje, Eddie – wymruczała niechętnie.

– W końcu będziesz musiała im się przyznać. Oni myślą, że to lubisz. Do licha, też tak myślałem! Bardzo dobrze umiesz udawać, ale przez to oni dalej będą cię wszędzie ciągać z sobą. Musisz się postawić.

– Nie.

– Dlaczego?

– Bo chcę być taka dzielna jak… – Omal nie powiedziała „ty", lecz w ostatniej chwili zdołała ugryźć się w język. –…rodzice. Zrobię to, przestanę się bać. Połknę bakcyla, zobaczysz.

Roześmiał się w taki sposób, że poczuła się bardzo niemądra i bardzo dziecinna.

– Dobra, to leć łykać bakcyla, bo chcę zadzwonić do mojej dziewczyny. – Sięgnął do kieszeni po telefon komórkowy. – No, idź się bawić, to prywatna rozmowa.

Wypadła z domku wściekła na cały świat, a na Eddiego w szczególności.

Dałaby głowę, że ta jego dziewczyna uwielbia przygody.






ROZDZIAŁ PIERWSZY


Wymarzony zięć jej matki siedział w salonie.

Nie zauważył jej, więc przystanęła w holu i przyjrzała mu się uważnie.

Nie widziała go przez kilka lat, podczas których on uprawiał najbardziej ekstremalne z ekstremalnych sportów, natomiast ona wyprowadziła się od rodziców i wiodła ciche, spokojne życie. Pracowała w bibliotece i uczęszczała na kurs malowania, a wieczorami czytała książki lub oglądała filmy, zadowalając się towarzystwem kota, ostatnio nawet dwóch. I było jej z tym dobrze.

A tu nagle znowu pojawił się Eddie.

Oprócz niego w pokoju nie było nikogo, widać mama poszła do kuchni pomóc ojcu. Eddie siedział na kanapie, zwrócony do Marii profilem, i zapatrzył się w ogień na kominku. Prawie się nie zmienił. Jego włosy nadal były ciemne i gęste, sięgały niemal do ramion. Eddie co jakiś czas strzygł się na krótko, a potem całymi miesiącami nie zawracał sobie tym głowy. Mężczyźni z długimi włosami wydawali się Marii zniewieściali i pretensjonalni, jedynie Eddie stanowił wyjątek, gdyż zawsze wyglądał świetnie. I bardzo męsko. Oczywiście w ogóle nie powinna zauważać takich rzeczy, przecież był dla niej jak starszy brat. Niestety miała z tym poważne kłopoty…

Bezpieczniej było dalej udawać psotną małą siostrzyczkę, więc zakradła się do pokoju, by zajść Eddiego od tyłu i zakryć mu oczy dłońmi. Znalazła się tuż za nim, lecz ledwie wyciągnęła ręce, obrócił się błyskawicznie, chwycił ją za nadgarstki, przeciągnął nad oparciem i nagle Maria znalazła się na plecach na kanapie, z głową opartą o tors Eddiego. Przez chwilę nie mogła złapać tchu.

– Cześć. Kopę lat.

– Cześć. Naprawdę myślałaś, że zdołasz mnie podejść?

Doskonale pamiętała ten głos, zarazem chropawy i aksamitny, nieodparcie seksowny. Czy powinno się tak myśleć o kimś, kto jest jak brat? Raczej nie.

Próbowała usiąść, lecz Eddie opasał ją ramieniem.

– Musiałam chociaż spróbować. – Z uśmiechem podniosła na niego wzrok. – Zawsze się chwaliłeś, że masz wyostrzone zmysły…

– Aha, chciałaś się przekonać, czy zrobiłem się stary i niedołężny?

Miał ciemne oczy; z daleka wydawały się piwne, lecz z bliska okazywały się ciemnoniebieskie. Maria nigdy nie zdołała do tego przywyknąć, zawsze ją to zaskakiwało.

– Skądże znowu! Chociaż masz już z górki, to przed tobą jeszcze długa droga, nic się nie martw.

– Nie wiem, czy pamiętasz, ale staczasz się z tej górki razem ze mną.

– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Urodzili się tego samego dnia, choć w odstępie pięciu lat.

– Lepiej mnie puść. – Maria próbowała odepchnąć jego ramię. – Rodzice chcą, żebyśmy się pobrali i żyli długo i szczęśliwie. Po co mamy im robić nadzieję?

Owinął wokół palca pasmo jej włosów. Raczej mu się nie spieszyło, by ją puścić. Maria pewnie zdołałaby się uwolnić, gdyby się uparła, lecz było jej dobrze, więc nie zamierzała się upierać. Eddie lekko pociągnął ją za włosy.

– Zawsze lubiłem niebezpieczne sytuacje.

– Wiem. Ale czy pamiętasz, że ja nie?

– Wciąż nie połknęłaś bakcyla, dziecino?

Dziecino? Nie zauważył, że nie miała czternastu lat?

– Nie nazywaj mnie tak. I nadal wcale nie chcę być łowcą przygód.

Uniósł brwi.

– Naprawdę?

– Aha.

– Zbuntowałaś się rodzicom?

– Aha.

– Dzielna jesteś.

– Z wiekiem przecież się mądrzeje. Aj, nie ciągnij mnie za włosy!

– Przepraszam, jeśli za mocno. Szukałem siwych.

Kiedy się przekomarzali, czuła się nieco pewniej, gdyż zachowywali się jak za dawnych czasów. Mimo to powinna wreszcie się odsunąć.

I zrobi to. Za chwileczkę…

– Do licha! Znalazłeś?

– Co?

– Mój siwy włos.

Na jego twarzy odbiło się rozbawienie. Maria zobaczyła siateczkę drobnych zmarszczek wokół oczu oraz uśmiech, któremu nie można się było oprzeć. Pomyślała, że chyba wpadła w niezłe tarapaty.

Czemu nie trzymał się z dala kilka lat dłużej? Jeszcze nie zdążyła znaleźć spokojnego, nudnego, zbierającego znaczki męża.

– A masz choć jeden siwy włos?

– Tak, zobaczyłam go dziś rano. Chciałam wyrwać, ale mama zawsze mówi, że w miejsce jednego wyrasta siedem nowych, więc go zostawiłam.

Wsunął dłoń w jej kasztanowe włosy, przesypał je między palcami.

– Możesz go sobie pomalować fl amastrem wodoodpornym, na pewno produkują pomarańczowe.

– Nic nie będę z nim robić, zestarzeję się z godnością.

– Ale jeszcze się nie zestarzałaś, więc czemu w swoje urodziny siedzisz w domu, zamiast umówić się z kimś na randkę?

– A ty?

– Jem dzisiaj kolację z najpiękniejszą dziewczyną na świecie, twoja matka mi to obiecała.

Ratunku! – pomyślała Maria.

– Przecież wiesz, że ta najpiękniejsza dziewczyna na świecie jest zamężna.

Oczy Eddiego rozszerzyły się gwałtownie.

– Wyszłaś za mąż?

Skorzystała z jego zaskoczenia, wyślizgnęła się z objęć i usiadła na drugim końcu kanapy.

– Jeszcze nie – uśmiechnęła się przekornie – ale mama jest zamężna. To ona zaprosiła cię na kolację, nie ja.

Łypnął na nią ponuro.

– Nieźle mnie nastraszyłaś.

– Daj spokój, Eddie, przecież wiesz, że przez ciebie inni mężczyźni nie mają u mnie szans. Już nikt inny nie przerzuci mnie przez ramię i nie zniesie z górskiego szczytu, ratując przed śmiercią od udaru słonecznego,

Mrugnął do niej, lecz Maria odwróciła wzrok, niezadowolona z siebie. Nie powinna z nim fl irtować, lepiej porozmawiać poważnie, w końcu byli dorosłymi ludźmi.

– Całe wieki cię nie widziałam. Gdzie byłeś?

– Tu i tam… Częściej tam niż tu.

– Kto by pomyślał? – skwitowała cierpko. – Kiedy wróciłeś? Od dawna jesteś w mieście?

– Od tygodnia.

– O, jak na ciebie to długi pobyt.

– Tym razem zostaję na dłużej, bo Samuel mnie potrzebuje. Jestem nie tylko jego wujkiem, ale i ojcem chrzestnym, powinienem o niego zadbać.

Zaskoczona Maria spojrzała na niego sceptycznie. Eddie miałby usiedzieć w jednym miejscu, i to dlatego, by opiekować się dzieckiem? Niemożliwe!

U ślicznego synka Jenny zdiagnozowano autyzm, a ponieważ chłopczyk był przy tym nadpobudliwy, praca z nim wymagała wiele wysiłku. Jego ojciec porzucił rodzinę, gdy dziecko okazało się chore, więc siostra Eddiego naprawdę potrzebowała pomocy.

– To jak długo zostaniesz? Całe wakacje?

– Na pewno przez jakiś czas. Na razie twoi rodzice zatrudnili mnie jako konsultanta w swojej firmie. Powoli dopracowujemy szczegóły umowy. – Nim zdążyła spytać, o jaką umowę chodzi, dodał: – Ale już dość o mnie, powiedz, co u ciebie?

– Świetnie, bo nic się nie dzieje. Żadnych przygód, bardzo przyjemne życie. A jak twoi rodzice? Od dawna ich nie widziałam.

Ich rodzice przyjaźnili się i obie rodziny często wyjeżdżały razem na wakacje oraz ferie zimowe, oczywiście spędzane nadzwyczaj aktywnie. Wszyscy bawili się znakomicie, tylko Maria nie znosiła ani jazdy na nartach, ani skoków na bungee, ani innych fascynujących wyczynów. Dopiero po długim czasie, gdy Eddie zniknął już z horyzontu, zebrała się na odwagę i przyznała rodzicom. Ponieważ nigdy nie zmuszali jej do niczego, od tamtej rozmowy mogła podczas wyjazdów chodzić na spacery lub zostawać w domku kempingowym z książką i kubkiem gorącej czekolady, podczas gdy reszta z zapałem szukała ekstremalnych doznań.

Eddie szczególnie je uwielbiał, brał udział w każdej wycieczce, a Maria coraz częściej dostrzegała szczególne spojrzenie, jakim Harlan i Kara obrzucali najpierw jego, a potem ją, jakby ich porównywali na jej niekorzyść. W niebezpiecznych sytuacjach on się śmiał, ona łykała łzy. On z pieśnią na ustach wspinał się na górskie szczyty, ona – sapała, opływała potem i zastanawiała się, za jakie grzechy nie urodziła się w rodzinie wygodnych mieszczuchów.

Stosunek Marii do Eddiego zmieniał się wraz z upływem czasu. W dzieciństwie ten dzielny chłopiec z sąsiedztwa był najwspanialszym towarzyszem zabaw, uwielbiała go bezgranicznie i podziwiała. Potem, szczególnie na wyjazdach, nie cierpiała, bo jej rodzice traktowali go jak wymarzonego syna. A jako nastolatka zakochała się w nim, co doprowadziło do pewnego upokarzającego wydarzenia, gdy miała siedemnaście lat. Od tej pory widywała go bardzo rzadko, ponieważ podróżował po całym świecie. Jej rodzice regularnie dostawali pocztówki z najbardziej nieoczekiwanych miejsc, zawsze z takim samym dopiskiem: „Pozdrówcie ode mnie Marię".

– Dalej siedzą w Egipcie i już przestali zapewniać, że nie

długo wrócą. – Eddie popukał ją w ramię. – Hej, mieliśmy mówić o tobie.

Zmarszczyła nos.

– O mnie? Jestem nudna i prowadzę nudne życie.

Roześmiał się, jakby usłyszał dobry żart.

– Wiem od twojej mamy, że pracujesz jako ilustratorka i pisarka.

Maria żachnęła się lekko. Akurat mama tak by powiedziała! Eddie musiał mocno przeredagować jej słowa.

– Jesteś pewien, że użyła słowa „praca"?

Zachichotał.

– Nie, użyła innego.

– Tak właśnie myślałam. A jednak to jest praca, chociaż na razie mało dochodowa, lecz to się zmieni. Do tego mam etat w bibliotece.

– Podobno piszesz książki dla dzieci?

– Tak. Najpierw ilustrowałam cudze, a potem zaczęłam pisać własne. To spore wyzwanie.

– Ale też brzmi jak niezła zabawa.

– Cóż, nie jest to skakanie ze spadochronem ani wspinaczka na Mount Everest, lecz ja się w tym spełniam.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com