Madeleine i czterech jeźdźców apokalipsy - Jarosław Zaniewski - ebook
Wydawca: Novaeres Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 199 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Madeleine i czterech jeźdźców apokalipsy - Jarosław Zaniewski

Madeleine, wybitna znawczyni pism starożytnych, otrzymuje zaproszenie do Egiptu, gdzie odkryto zagadkową Komnatę Wiedzy. We współpracy z profesorem Azarem z Uniwersytetu Kairskiego kobieta podejmuje się odczytania hieroglifów, które pozwolą otworzyć komnatę i poznać jej tajemnicę. Naukowcy nie wiedzą, że po piętach depczą im członkowie złowrogiego zakonu jjezuitów (sic!), a ich odkryciu towarzyszyć będzie zdrada i śmierć. Wielkimi krokami zbliża się bowiem biblijna apokalipsa…

 

Madeleine i czterech jeźdźców apokalipsy to ekscytująca opowieść, pełna niespodziewanych zwrotów akcji, momentami zabawna, momentami przerażająca.

Opinie o ebooku Madeleine i czterech jeźdźców apokalipsy - Jarosław Zaniewski

Fragment ebooka Madeleine i czterech jeźdźców apokalipsy - Jarosław Zaniewski








Strona redakcyjna


Rozdział 1

Następnego dnia, po tym jak Gabriel opowiedział Madeleine, w jakich warunkach mieszkają Ada i Mateusz, dziewczynka postanowiła spytać kolegę, czym zajmują się jego rodzice, bo martwiła się o niego i o jego siostrę. Mateusza nie było jednak w szkole, co jeszcze bardziej zmartwiło Madeleine. Postanowiła więc odwiedzić go po zajęciach. Poprosiła tatę, by zawiózł ją do Mateusza. Po przywiezieniu córki, tato szybko odjechał, bo się śpieszył.

Madeleine, zobaczywszy dom wyglądający jak ruina, była zdziwiona, że ktoś może jeszcze w takich warunkach mieszkać. Po chwili zadumy zaczęła zbliżać się ku wejściu, ale gdy miała już zapukać do drzwi, usłyszała jakieś krzyki. Poszła więc najpierw zobaczyć przez okno, co dzieje się w środku. To, co tam ujrzała, nie napawało optymizmem. Zobaczyła, jak ojciec Mateusza krzyczał na niego, pokazując mu pustą butelkę po wódce.

– Mówiłem ci, że masz mi załatwić wódkę, bo jak nie, to bardzo się zdenerwuję! Masz mi za godzinę przynieść wódkę. Jak nie, to pożałujesz!

– Dobrze tato, przyniosę – z płaczem odpowiedział chłopak.

Madeleine po chwili pomyślała o siostrze Mateusza i szybko zaczęła się za nią rozglądać, lecz nigdzie jej nie widziała. Zobaczyła tylko wielki bałagan i mamę Mateusza, która leżała na kanapie i co jakiś czas podnosiła się, krzycząc:

– Ja chcę wódki! Przynieście mi szybko!

Nagle przybiegła Ada i odezwała się z płaczem.

– Tato, zostaw go! Zalaz ci psyniesiemy wódkę.

– No to już, idźcie po tę wódkę! – odpowiedział z krzykiem. Po chwili Mateusz i Ada wybiegli z domu, nie zauważyli jednak stojącej pod oknem Madeleine.

– Ee! Stójcie, czekajcie! – zawołała dziewczynka.

– A co ty tu robisz? – zapytał Mateusz. W jego głosie pobrzmiewało zdziwienie przemieszane ze wstydem.

– Martwiłam się o ciebie, bo nie byłeś dziś w szkole.

– Dziękuję za troskę. A teraz biegnijmy. Po drodze wszystko ci wyjaśnię.

Gdy Mateusz powiedział Madeleine całą prawdę o swoich rodzicach, dziewczynka nie mogła uwierzyć, że ktoś tak traktuje własne dzieci.

– To jest okropne! – powiedziała ze złością Madeleine. – A gdzie teraz biegniemy?

– Idziemy prosić ludzi o pieniądze. Jak tylko uzbieramy, ile trzeba, to kupimy wódkę dla mamy i taty, a za resztę kupimy sobie coś do jedzenia. Ty lepiej idź do domu.

– Nie! Ja was tak nie zostawię. Pomogę wam, ale jak tylko kupimy wódkę i zaniesiemy im ją, to pójdziemy do mnie do domu i przenocujecie u mnie. I powiem swoim rodzicom o wszystkim. Oni coś powinni na to poradzić. Tylko mi nie odmawiaj.

– Dobrze, Madeleine – ze łzami w oczach odpowiedział Mateusz, myśląc przede wszystkim o dobru swojej siostry.

Poszli więc do centrum Zakopanego i zaczęli prosić ludzi o datki. Mateuszowi było bardzo źle z tym, że musi oszukiwać ludzi, mówiąc im, że to na jedzenie, a tak naprawdę chodziło o wódkę dla jego rodziców. Robił to jednak dla swojej siostrzyczki, by nie musiała wysłuchiwać ich krzyków.

Gdy już uzbierali odpowiednią sumę, poszli szybko do sklepu i kupili coś do jedzenia. O kupienie wódki poprosili bezdomnego mężczyznę, bo takim malcom nikt by jej nie sprzedał. Mateusz już od dawna miał z nim umowę, że w zamian za dostarczenie im wódki mężczyzna może sobie z ich pieniędzy kupować tanie wino.

Gdy już wszystko kupili, szybko ruszyli do domu, by przekazać zakupy rodzicom. Już przed domem Mateusz powiedział do Madeleine i Ady:

– Zostańcie na podwórku. Ja sam wejdę do domu i dam im zakupy. Zaraz wracam.

– Dobrze, my tu poczekamy i się troszkę pobawimy – odpowiedziała Madeleine.

Wchodząc do domu, Mateusz trochę się bał, że ojciec coś mu zrobi za to, że tak długo go nie było.

– Tato, mamo, już jestem. Mam to, co chcieliście – powiedział drżącym głosem.

– No, nareszcie, smarkaczu! Dawaj to szybko, bo dostaję już szału. Jeśli jeszcze raz będziemy musieli tak długo czekać, to pożałujesz – odparł ojciec chłopaka groźnym tonem.

– Mogę iść z Adą do koleżanki na noc? – zapytał grzecznie Mateusz.

– Tak, spadajcie! – krzyknął ojciec.

– Dziękujemy – odpowiedział z radością chłopak i wybiegł szybko z domu, biorąc pod pachę tylko parę najpotrzebniejszych ciuchów, by powiedzieć Adzie, że mogą iść do Madeleine.

– I co? Możecie iść do mnie? – zapytała Madeleine.

– Tak, możemy.

– Cieszę się bardzo. Pogramy sobie w gry komputerowe – odparła Madeleine.

„Przynajmniej będą bezpieczni” – pomyślała w duchu.

– Hula, hula! – krzyczała Ada, ciesząc się bardzo.

Chociaż do domu Madeleine szło się na nogach około dwóch godzin, droga mijała im bardzo fajnie. Mateusz miał w końcu trochę czasu, by opowiedzieć Madeleine wszystko o swoim życiu. A później porzucali się trochę śnieżkami i bawili się w berka. Czas minął im bardzo szybko.

– O, jus jesteśmy – krzyknęła z radością Ada.

– Tak, kochanie, jesteśmy – rzekła Madeleine. – Kochaną masz tę siostrzyczkę – zwróciła się do Mateusza.

– Wiem, dlatego muszę o nią zadbać – odparł chłopak.

– No, to chodźmy do domu, ogrzejemy się i zjemy kolację – dodała Madeleine.

– Nareszcie jesteście – powiedziała Anna, otwierając im drzwi, jakby w ogóle nie zdziwiła się obecnością Mateusza i Ady. – Chodźcie do domu, bo na pewno przemarzliście.

– Dzię dobly pani – przywitała się Ada.

– Cześć, kochanie – odpowiedziała Anna i wzięła Adę na ręce, mocno ją tuląc. – Madeleine, zaprowadź gości do salonu i usiądźcie przy kominku, to zaraz zrobi się wam ciepło, a ja prędko przygotuję kolację.

– Dobrze, mamo – odpowiedziała Madeleine.

Czekając na kolację, Mateusz i Madeleine wygłupiali się z Adą.

– Siadajcie do stołu. Kolacja gotowa – powiedziała mama Madeleine, przerywając im zabawę. – Po kolacji pójdziecie do pokoju trochę się pouczyć, a ja zajmę się Adą – dodała.

– Dobrze, mamo – odrzekła Madeleine.

Pomagając mamie w sprzątaniu po kolacji, dziewczynka opowiedziała jej, czego się dziś dowiedziała o rodzicach Mateusza i Ady. Zszokowana Anna tylko pokręciła głową.

– Mamo, czy Ada i Mateusz będą mogli u nas przenocować? – spytała Madeleine, kończąc rozmowę.

– No pewnie, że tak. Jak tata wróci, to z nim porozmawiam i coś wymyślimy – odparła Anna. – A teraz idźcie się pouczyć.

– Dobrze, już idziemy – odpowiedziała Madeleine, zawołała Mateusza, który zajmował się swoją siostrą, i razem z nim pobiegła do swojego pokoju.

Ada tymczasem została z Anną w salonie. Już w pokoju Madeleine przekazała Mateuszowi dobrą wiadomość:

– Możecie u nas przenocować.

– Super! – krzyknął radośnie chłopak.

I tak, Madeleine uczyła się z Mateuszem, a jej mama bawiła się z Adą. Wyglądali wszyscy jak jedna szczęśliwa rodzina.

Gdy pojawił się tata Madeleine, mama zawołała wszystkich na pączki, bo Anna dzwoniła wcześniej do niego, że mają gości. Po posiłku wszyscy razem obejrzeli dobranockę, a następnie rodzice Madeleine położyli dzieci do łóżek. Sami długo rozmawiali o tym, co zrobić, by rodzice Ady i Mateusza zaczęli się interesować swoimi dziećmi, a nie tylko alkoholem. Wpadli na pomysł, by udać się do opieki społecznej. Niech ta zajmie się ich rodziną.

– Chodźmy już spać – powiedziała Anna.

– Dobrze, kochanie. Jutro wszystko załatwię – odparł Gabriel, ziewając.

Rano, przed wyjazdem do pracy, Gabriel wybrał się do opieki społecznej i wszystko opowiedział. Kobieta, która go wysłuchała, odparła:

– Wie pan, ile mamy takich spraw?

– Ile?

– Bardzo dużo. To jest mała miejscowość i panuje tu duże bezrobocie, dlatego wielu ludzi pije. Nie jesteśmy w stanie dopilnować wszystkich rodzin. Jak tylko będziemy mieć więcej czasu, zajmiemy się tą rodziną – dodała, bagatelizując całą sprawę.

– Pani chyba żartuje! To nie może czekać. Przecież tym dzieciom może się coś stać! – powiedział z oburzeniem Gabriel.

– Spokojnie. Postaram się pójść do nich jak najszybciej – rzuciła szybko pani Krystyna (a w każdym razie takie imię widniało na jej identyfikatorze).

– Jak mam być spokojny, skoro te dzieci cierpią? Ale dobrze. Poczekam i mam nadzieję, że się pani postara – dodał zdenerwowany Gabriel.

– Tak, postaram się.

– To do widzenia pani – rzekł Gabriel i wyszedł, trzaskając drzwiami.


Rozdział 2

Około dwóch tygodni później, w niedzielę, Madeleine z Mateuszem i Adą bawili się w parku w pobliskim mieście, lepiąc ze śniegu różne figurki. Mimo że był już początek marca 1987 roku, zima trwała w najlepsze. Zrobiło się dość późno, więc Madeleine zadzwoniła z budki telefonicznej do domu, by tata po nich przyjechał – musieli się jeszcze przygotować do szkoły. Z tego powodu Mateusz z Adą nie mogli u nich nocować, więc Gabriel odwiózł ich do domu, sprawdzając na miejscu, czy rodzice dzieci nie są zbyt pijani i agresywni. Po upewnieniu się, że wszystko jest w porządku, ojciec z córką wrócili do domu. Gdy zjedli kolację, położyli się spać, bo, jak wiadomo, nikt nie lubi poniedziałków.

Madeleine jednak widocznie coś trapiło, bo nie mogła zasnąć. Udało jej się to dopiero około dwudziestej pierwszej. W domu zapadła cisza. Nagle rozległ się przerażający krzyk.

– Nie! Nie...

Anna szybko pobiegła do Madeleine, bo krzyk dochodził z jej pokoju.

– Co ci się stało, kochanie? – spytała się mama, tuląc małą do siebie.

– Szybko, szybko! Musimy jechać do Mateusza! – powiedziała Madeleine, szlochając.

– Po co? Co ci jest, kochanie? – spytała zaniepokojona Anna, bo nigdy nie widziała córki tak rozhisteryzowanej.

– Mamo, szybko! Coś mu się stało. Czuję to!

– Co ci jest, aniołku? – spytał Gabriel, który po chwili także wbiegł do pokoju.

– Tato, ubieraj się! Szybko! Musimy jechać! – krzyczała Madeleine.

– Kochanie, to był tylko zły sen – uspokajała dziewczynkę mama.

– Nie! Ja wiem, że coś im się stało!

– Dobrze, kochanie. Ubierz się szybko. Zaraz pojedziemy, tylko się uspokój – odparł Gabriel.

Pomyślał sobie, że faktycznie coś może być na rzeczy. Z drugiej strony zdawał sobie jednak sprawę, że równie dobrze jego córka może mieć tylko jakieś złe przeczucia.

– Dobrze, tato – stwierdziła Madeleine i w pośpiechu zaczęła się ubierać.

Oboje z tatą ubrali się bardzo szybko i, nie tracąc czasu, ruszyli w drogę. Pogoda zrobiła się okropna; była zawierucha i około -20 stopni mrozu.

– Tato, szybciej! – krzyknęła Madeleine.

– Nie mogę jechać za szybko, bo będziemy mieć wypadek – odpowiedział zaniepokojony, jadąc dalej w skupieniu.

Na chwilę zapadła cisza.

– Zatrzymaj się, tato! – niespodziewanie krzyknęła Madeleine. – Stój!

– Już się zatrzymuję! Spokojnie, skarbie – odpowiedział mężczyzna, od razu hamując.

Madeleine szybko wyskoczyła z samochodu i zaczęła wołać Mateusza. Gabriel nic z tego nie rozumiał, ale nagle coś usłyszał. Przypominało to głos dziewczynki. Zaczął się rozglądać, lecz z powodu zamieci trudno było cokolwiek zobaczyć.

– Cicho, Madeleine! Coś słyszałem – powiedział.

– Latunku! Latunku!

– Słyszysz, Madeleine? – spytał Gabriel.

– Tak, słyszę.

– To chyba stamtąd – pokazał palcem i szybko pobiegł we wskazane miejsce, a Madeleine ruszyła za nim.

Głos był coraz mocniejszy, więc biegli dalej. Zdawało im się, że dochodzi z lasu, ale raczej z miejsca znajdującego się stosunkowo blisko drogi.

– O mój Boże! To naprawdę wy! – stwierdził Gabriel, widząc Mateusza siedzącego przy drzewie, tulącego Adę do siebie i przyciskającego ją jednocześnie do drzewa tak, by dziewczynka była osłonięta z każdej strony.

Nagle Ada rzuciła się w stronę Gabriela i mocno się do niego przytuliła.

– Już jesteśmy, Mateusz! – krzyknęła Madeleine, łapiąc chłopaka za rękę, lecz on ani drgnął. Nic też nie odpowiedział.

Gdy Madeleine zorientowała się, że Mateusz w ogóle nie reaguje, zaczęła do niego krzyczeć.

– Odezwij się! Co ci jest?! Obudź się! – wołała. On jednak nie reagował.

Widząc to, Gabriel podszedł do nich i zbadał chłopcu puls, ale nic nie wyczuł. Wiedział już, że Mateusz nie żyje. Wiedział, że musi powiedzieć o tym córce.

– Przykro mi, ale... – zaczął.

– Nie! To nie może być prawda! – krzyczała z płaczem Madeleine. – Nie! Nie! Nie!

Dziewczynka krzyknęła tak głośno, że Gabriel o mało nie ogłuchł. Wtem zauważył coś bardzo dziwnego. Wydawało się, że naokoło Madeleine coraz silniej zaczyna wiać wiatr.

Wyglądało to tak, jakby otaczało ich tornado. Skojarzył od razu, że ma to związek ze złością Madeleine, więc przytulił ją i poprosił, by się uspokoiła. Gdy wiatr zaczął się uspokajać, zobaczyli zawieszoną w powietrzu białą postać chłopca, która wołała: „Zaopiekuj się Adą!”. Powtórzywszy to jeszcze kilka razy, postać powoli zaczęła znikać w oddali. Madeleine wiedziała, że to duch Mateusza, odpowiedziała mu więc:

– Nie martw się. Zaopiekuję się nią.

– Dziękuję. O mnie się nie martwcie. Tam, dokąd idę, nie ma już cierpienia. Wszystko będzie dobrze.

W czasie, gdy duch mówił, było go widać coraz słabiej i słabiej. Wreszcie zniknął zupełnie.

Madeleine była tym wszystkim tak zszokowana, że zupełnie zapomniała o Adzie. Dopiero po chwili zobaczyła dziewczynkę.

– Co z Adą, tato? – zapytała, spoglądając na ojca.

– Wszystko dobrze – oznajmił mężczyzna.

Madeleine zobaczyła teraz, że jej ojca otacza jaśniejąca łuna.

– Co to jest? – spytała, wskazując na łunę.

– Nie wiem! – odpowiedział po chwili. – Ta aura chyba ogrzewa Adę – dodał.

– Ale skąd...? – ze zdumieniem zapytała dziewczynka.

– Nie wiem. Może to zasługa Mateusza – odpowiedział zmieszany ojciec. – Chodźmy szybko. Trzeba wezwać karetkę i policję.

Po przyjeździe karetki stwierdzono zgon Mateusza, a Gabriel został poinformowany, że trzeba wziąć Adę na obserwację.

– Nie martw się, słonko, wszystko będzie dobrze – powiedział Gabriel, mocno tuląc Adę.

Ta jednak płakała i bez przerwy wymawiała imię brata. Była w lekkim szoku. To wszystko, co się stało, musiało pozostawić ślad w jej serduszku i umyśle.

– Zaraz przyjadę do ciebie. Już nikt więcej cię nie skrzywdzi – dodał roztrzęsiony Gabriel.

– Przepraszam pana, ale musimy już jechać – powiedział lekarz, zamykając drzwi karetki.

– Nie martw się. Zaraz będziemy! – krzyknął na koniec Gabriel, po czym podszedł do Madeleine, która nadal siedziała nad ciałem Mateusza i płakała.

– Nie płacz, aniołku – uspokajał ją Gabriel.

– Dlaczego? Dlaczego on...? I w taki sposób...? – pytała, tuląc się do ojca.

– Nie wiem, aniołku, ale najwyraźniej Bóg tak chciał – odparł.

Nagle Gabriel dostrzegł przemykającą wśród drzew ciemną postać. Wyglądała jak ta z jego snu i znów usłyszał jej okropny śmiech. Trochę to go zaniepokoiło, lecz postanowił to zignorować. W tym momencie postać znikła.

Gdy zabrano już ciało Mateusza, Gabriel i Madeleine pojechali do domu i opowiedzieli Annie o wszystkim, co się stało. Następnie pojechali do szpitala, by zobaczyć się z Adą. Anna była zszokowana. Trudno jej było w to wszystko uwierzyć. Pomyślała sobie, że zrobi co w jej mocy, by adoptować Adę i dzięki temu oszczędzić dziewczynce dalszego cierpienia. Zdążyła już bardzo ją pokochać.

***

Na szczęście sąd bardzo szybko przyznał Annie i Gabrielowi prawo do adopcji. Trwało to około miesiąca. Równie szybko sąd skazał rodziców Ady i Mateusza. Dostali karę 12 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci syna.

Madeleine bardzo się cieszyła z faktu, że Ada będzie jej siostrą i że może dotrzymać słowa danego Mateuszowi. Jednak po tej całej tragedii w jej sercu został ślad, który sprawił, że bardzo wydoroślała. Postanowiła też ćwiczyć sztuki walki. O swoich nadprzyrodzonych umiejętnościach, które odkryła w czasie tragedii, zdecydowała się nie mówić rodzicom. Uznała, że ten dar pochodzi od Mateusza i ma chronić ludzi przed złem.


Rozdział 3

Minęło 25 lat. Madeleine wyrosła na piękną kobietę. Została młodym i wielkim, szanowanym naukowcem, specjalistą od historii starożytnej. Potrafiła odszyfrować wszelkie starożytne pisma, a także doskonale kojarzyła fakty. Pracowała jako wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie zarządzała w Katedrze Archeologii i Historii.

Również Ada wyrosła na mądrą dziewczynę. Skończyła ekonomię i właśnie rozpoczęła pracę jako księgowa na tym samym uniwersytecie co Madeleine.

Anna i Gabriel byli dumni ze swoich córek, ale nie mogli doczekać się wnuków, ale na razie ani Madeleine, ani Ada nie miały zamiaru brać ślubu. Wolały zająć się najpierw swoją karierą, przez co nie miały nawet chłopców.


Rozdział 4

Był 24 grudnia 2012 roku. Madeleine i Ada były w domu rodziców. Wszyscy jedli wigilijną kolację, wesoło rozmawiając.

– Madeleine, jak dalej będziesz zajmować się tylko swoją karierą, to zostaniesz starą panną – powiedziała Anna, śmiejąc się.

– Oj, mamo! Nie masz się o co martwić. Na pewno znajdę odpowiedniego chłopaka, który dorówna mi urodą i intelektem – odpowiedziała ironicznie i z uśmiechem.

– Dobrze mówisz, aniołku. Moje córeczki nie mogą brać ślubu z byle kim – wtrącił Gabriel.

– Kochanie, ty im tak nie mów, bo nigdy nie zostaniesz dziadkiem. Pewnie, że mają sobie znaleźć dobrych mężów, ale w tym rzecz, że one w ogóle nie myślą o chłopakach, tylko o swojej karierze – odpowiedziała mama.

– Mamo, a pamiętasz, jak Madeleine zjeżdżała na jabłuszku, a ty na nartach, i wjechała w ciebie, przez co upadłaś, turlając się po śniegu? A gdy wstałaś, wyglądałaś jak bałwanek, a my z tatą pokładaliśmy się ze śmiechu – powiedziała Ada, zmieniając szybko temat.

– No! No! Ale wtedy śmiesznie wyglądałaś, kochanie – wtrącił Gabriel, śmiejąc się głośno.

Zrobiło się naprawdę wesoło i tak przez całą kolację zebrani wspominali zabawne sytuacje, jakie im się przytrafiły. Tę sielankę przerwał nagle telefon, który odebrała Anna.

– Madeleine, to do ciebie – powiedziała, dając jej słuchawkę.

– Kto to? – zapytała Madeleine.

– Profesor Markowski.

– W Wigilię? Czy coś się stało?

– Nie wiem. Mówi, że to bardzo ważne – odparła Anna, oddając córce słuchawkę.

– Cześć, Tomasz. Czy coś się stało?

– Włącz szybko telewizor! – odezwał się straszliwie podniecony głos w słuchawce.

– Po co?

– Zaraz zobaczysz. Włączaj szybko!

– Dobra, nie gorączkuj się – odparła Madeleine.

Gdy już włączyła i zobaczyła, co się stało, aż usiadła z wrażenia.

– To prawdziwa sensacja. Egipscy archeologowie odkryli pod Sfinksem Komnatę Wiedzy. Jeszcze do niej nie weszli, gdyż twierdzą, że nie wiedzą, jak się tam dostać, bo wykonane z kamienia drzwi nie mają żadnych klamek. Naukowcy próbowali już wszystkiego, ale bezskutecznie. Mówią, że na drzwiach znajdują się nieznane inskrypcje, które trzeba odszyfrować, bo to one mogą być kluczem do otworzenia tajemniczych wrót. Z Egiptu mówiła dla państwa Marta Pochenek.

– Dziękujemy ci, Marto. Jak tylko dowiemy się czegoś nowego, będziemy państwa informować na bieżąco. Do zobaczenia. Dla Faktów mówił Kamil Dekczer.

Wszyscy z niedowierzaniem, w osłupieniu, patrzyli w telewizor.

– I co ty na to, Madeleine? – spytał profesor.

– To... To... niesamowite – odpowiedziała, jąkając się.

– Ale powiem ci coś jeszcze – dodał mężczyzna.

– Co? Że przyleciało UFO? – zażartowała, będąc już i tak pod dużym wrażeniem tego, co usłyszała.

– Nie wygłupiaj się. Lepiej usiądź.

– Siedzę. Mów! – odparła ciągle w wielkim szoku.

– A wiesz, kogo poprosili o odszyfrowanie tych hieroglifów?

– Pewnie tego głupka profesora Jonatana z Uniwersytetu Harvarda – odparła Madeleine.

– Nie. Ciebie! – odparł profesor podniesionym głosem, ciesząc się z tego, że to on mógł przekazać jej tę wiadomość, bo był bardzo ciekaw jej reakcji.

– Co?! To niewiarygodne... Jest! Jest! Jest! – krzyknęła głośno. – Super! Naprawdę mnie? – zapytała z niedowierzaniem.

– Tak, naprawdę! Chcą tylko ciebie. Uważają, że jesteś najlepsza.

– To wszystko chyba mi się śni. Uszczypnij mnie, mamo – powiedziała Madeleine, podejrzewając, że to nie dzieje się naprawdę. – Au! Mamo, to bolało – stwierdziła, dziwiąc się, że mama zrobiła to naprawdę.

– Przecież chciałaś – odrzekła Anna.

Wszyscy zaczęli się śmiać.

– Słuchaj: musisz się niestety szybko spakować, bo wylatujesz za cztery godziny. Samolot jest o 21.30. Bilet ci już zarezerwowałem – mówił dalej profesor.

– Tak szybko?! – spytała z radością.

– Tak. To bardzo pilna sprawa. Słuchaj uważnie. Samolot wyląduje w Kairze. Stamtąd odbierze cię profesor Abdul Azar, archeolog z Uniwersytetu Kairskiego. Będzie miał tabliczkę z twoim nazwiskiem. On zawiezie cię do hotelu – poinstruował ją profesor.

– Dobrze. Już się pakuję.

– No to kończę. Będę dzwonił do ciebie codziennie i słuchał twoich relacji. Udanej podróży. Pa!

– Pa.

***

– Co się stało, aniołku? – zapytał zaniepokojony Gabriel.

– Nie uwierzycie. Jeśli to odkrycie naprawdę jest Komnatą Wiedzy, może ono zmienić nasz cały świat. Mogą tam być ukryte największe tajemnice starożytności. Tato! To może zmienić cały nasz światopogląd.

– No i tego się właśnie obawiam. Przecież to może wywołać kompletny chaos – odparł zaniepokojony Gabriel.

– Nie martw się, tatku. Będziemy informować ludzi tylko o takich rzeczach, które nikomu nie zaszkodzą, a ty, Ada, pakuj się. Jedziesz ze mną. Będziesz moją asystentką – dodała, zwracając się do siostry.

– Co? Naprawdę?! – spytała tamta ze zdumieniem.

– Tak! Mówię poważnie.

– Huulaaa! – krzyknęła radośnie Ada, sepleniąc jak wtedy, gdy była dzieckiem.

– Pomogę wam, dziewczynki, w pakowaniu – wtrąciła Anna.

– Dziękujemy, mamusiu – odparły obie jednocześnie i zabrały się za pakowanie.

Gabriel jednak nie był tym wszystkim zachwycony. Wyglądało wręcz na to, że jest mocno zaniepokojony. Widać też było, że wie o czymś ważnym, co mogło być istotne dla sprawy.

Kobiety już w godzinę były spakowane. Gabriel zamówił im taksówkę, a gdy ta przyjechała, dziewczyny szybko się pożegnały.

– To pa, tatko. Pa, mamo – powiedziały, dając rodzicom buziaki.

– Tylko uważajcie na siebie. Ada, dbaj o to, by Madeleine o niczym nie zapominała. Wiesz, jaka ona jest roztrzepana. A ty, Madeleine, pilnuj Adę przed nieuczciwymi ludźmi, bo wiesz, że jest bardzo naiwna – powiedziała Anna, dając im matczyne rady.

– Mamo, przecież nie jesteśmy już dziećmi – oznajmiła Madeleine, marszcząc czoło.

– Dobra, dobra... Ja tam swoje wiem. No to pa, dziewczynki – dodała Anna, machając im na do widzenia.

– Pa, pa, aniołki – pożegnał się Gabriel.

„Żeby tylko wszystko było dobrze” – pomyślał.


Rozdział 5

Dziękuję ci, Madeleine, że mnie ze sobą zabrałaś. Ale z tego wszystkiego zapomniałam o pracy. Jak ja im jutro wytłumaczę, że nie przyszłam? – zagadnęła Ada w drodze na lotnisko.

– Nie martw się, siostra. Jutro zadzwonię do rektora i wszystko mu wytłumaczę. Przecież nie znalazłabym w tak krótkim czasie lepszej asystentki niż ty.

– Dzięki. Jesteś najlepszą siostrą na świecie – odparła Ada.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.