Literat - Agnieszka Pruska - ebook
Wydawca: Oficynka Kategoria: Kryminał Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Literat - Agnieszka Pruska

Dzień dobry, znalazłem mumię!

Wczesnym rankiem samotny biegacz pokonuje codzienną trasę między Sopotem a Gdańskiem. W wykopie przy ulicy Hallera niespodziewanie dostrzega siedzącą postać. Zaintrygowany zbliża się do niej, by z przerażeniem odkryć, że ma przed sobą mumię. Jak się okaże, znalezienie zwłok to dopiero początek serii makabrycznych zdarzeń.

W szranki z psychopatycznym seryjnym zabójcą staje komisarz Barnaba Uszkier. W pogoni za mordercą będzie musiał też poznać się z członkami pewnego Klubu Miłośników Kryminałów…

Agnieszka Pruska – członkini Oliwskiego Klubu Kryminału. Posiada stopień mistrzowski w aikido. Nie może żyć bez czytania, teraz również bez pisania, co oznacza, że komisarza Uszkiera nieraz jeszcze zobaczymy w akcji.

Opinie o ebooku Literat - Agnieszka Pruska

Fragment ebooka Literat - Agnieszka Pruska



Październik 2011 — styczeń 2012 roku

A gdybym tym razem zrobił mumię? Tyle o nich czytałem… Kurwa, to byłoby coś! Jak w Egipcie… Ciekawe, czy łatwo jest taką przygotować? I co jest do tego potrzebne? Cholera, będzie cuchnąć, sąsiedzi się wściekną… Na pewno będę potrzebował CIAŁA. Ale skąd je wziąć? Nie ukradnę przecież zwłok z zakładu pogrzebowego, na pewno pilnują zmarłych. Od razu podnieśliby alarm, wezwali gliny, a rodzina nieboszczyka zabiłaby za zgubienie ukochanego zmarłego. Chociaż… może są takie zakłady, w których wszyscy wszystko olewają i nikt się nieboszczykami nie przejmuje? Ale jak to sprawdzić, nie mogę przecież zwizytować wszystkich Hadesów i innych takich… A właściwie, kto powiedział, że muszę robić mumię w domu? Mało to jest miejsc nadających się do tego? Chyba mnie pogięło, przecież mogę… No jasne, tam będzie OK. Tylko to ciało. Muszę jednak postarać się o własne zwłoki, najlepiej takie, których nikt nie będzie szukał. Kogoś samotnego. Może bezdomnego? Nie, bez sensu, bezdomni są brudni i zaniedbani, mogłaby mi mumia źle wyjść ze względu na jakieś syfy, a na dodatek musiałbym dotykać taki gnój. Ciało do mumifikacji powinno być starannie przygotowane, a nie pokryte wielotygodniowym brudem. Swoją drogą ciekawe, jak to robili w starożytności? Nie trafiał się im nigdy jakiś bogaty flejtuch do obróbki? A może wliczali to w koszta handlowe zawodu albo kasowali dodatkowo za usługę czyszczenia zwłok? Muszę poczytać więcej na ten temat i przyjrzeć się ludziom na ulicach… Zobaczymy, na kogo najlepiej zapolować.

Poza tym fajnie by było, gdyby to było MŁODE CIAŁO. Mumia będzie wtedy ładniejsza, a i robota przy niej przyjemniejsza. No i jakoś muszę dopaść kandydata na mumię… Trucizna? Nie, może nie chcieć wypić. Poza tym musiałbym go najpierw poznać, a to może być niebezpieczne. Jego znajomi mogliby mnie rozpoznać… No nic, pomyślimy, nikt mnie nie goni, a sposobów zadawania śmierci jest tak dużo. Warto by było wypróbować ich jak najwięcej… Od czego zacząć? Wikipedia? Nie, no bez jaj. Tyle to sam wiem. Jakieś książki specjalistyczne by się przydały. Nikt mnie przecież nie nauczy, jak zrobić mumię. O, i jakiś podręcznik anatomii na początek. To się zawsze przyda.

Złota polska jesień należała już do przeszłości, a pogoda nie pozwalała zapomnieć o zbliżającej się zimie, serwując mieszkańcom Gdańska deszcz, wiatr, a nawet przymrozki. Na dworze było bardzo nieprzyjemnie, wilgotno i chłodno. Coraz krótsze dni też nie zachęcały do spędzania czasu na powietrzu. Większości ludzi zaczynały się marzyć wakacje, wyjazd do Bułgarii, Chorwacji albo chociaż na kilka dni na którąś z ciepłych wysp. Na dłuższe spacery wychodzili tylko właściciele psów, entuzjaści dreptania z kijkami lub miłośnicy świeżego powietrza (bez względu na jego temperaturę).

Biegnący chodnikiem wzdłuż ulicy Hallera młody mężczyzna miał w uszach słuchawki, a płynąca z MP3 muzyka pomagała mu utrzymać rytm. Mimo paskudnej nawet jak na tę porę roku pogody, biegacz nie rozglądał się na boki, tylko równym krokiem przemierzał ulicę. Tego dnia wracał już do domu po przebiegnięciu trasy z Gdańska do Sopotu i z powrotem. Ten dystans pokonywał trzy razy w tygodniu, przygotowując się do Biegu Niepodległości, który miał się niebawem odbyć. Mężczyzna brał w nim udział już czterokrotnie, za każdym razem poprawiając wynik sprzed roku. Ustanowienie własnego nowego rekordu stało się dla niego punktem honoru. Wyjście z ciepłego łóżka w paskudny październikowy poranek wymagało sporej dozy samozaparcia, szczególnie w sobotę, ale o tej porze biegało mu się najlepiej. Większość ludzi, którzy nie musieli iść do pracy, po prostu jeszcze spała, z wyjątkiem emerytów wstających o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Mężczyzna uśmiechnął się sam do siebie. Zaczął dzień bardzo wcześnie, więc będzie miał sporo czasu na różne przyjemności, na które po pracy nie ma szans. Nie zmieniając rytmu biegu, zaczął planować dzień, ale nie mógł się tak od razu zdecydować, co chciałby robić. Kusiło go parę rzeczy, czekały nieprzeczytane książki, wieczorem był umówiony ze znajomymi.

Dobiegając do rozkopanego skrzyżowania Hallera z Czarnym Dworem, mężczyzna, podobnie jak chyba większość gdańszczan, zastanowił się, czy prace związane z modernizacją dróg przed EURO 2012 zostaną skończone w terminie. Dobrze by było. Zwolnił przed skrzyżowaniem i truchtając w miejscu, rozejrzał się, czy nic nie jedzie. Z racji pory, dnia tygodnia i pogody ruch panował znikomy, ale od czasu do czasu jakieś samochody jednak się pojawiały. Przepuszczając forda, mężczyzna poczuł, że ignorowany przez niego od jakiegoś czasu nacisk na pęcherz staje się nie do wytrzymania. Rozejrzał się więc w poszukiwaniu jakiegoś ustronnego miejsca. Jego wzrok padł na hałdy ziemi znajdujące się po drugiej stronie remontowanego torowiska. Do jego celów nadawały się znakomicie. Nie namyślając się długo i nie rozglądając na boki, szybko pokonał wykopy, schował się w osłoniętym miejscu i ulżył pęcherzowi.

Wychodząc zza zasłaniającego go pagórka, spojrzał w kierunku, z którego nadbiegł, a potem na swoje buty. Jasna cholera, to jednak fakt, że ciśnienie działa negatywnie na myślenie. Mógł wykorzystać minięty chwilę temu lasek, to nie — jak ostatni osioł przelazł przez błotnisty wykop i teraz zamiast butów ma dwie ubłocone gule. Prychając z niezadowoleniem i teraz już patrząc pod nogi, mężczyzna po raz kolejny wszedł do wykopu, rozglądając się uważnie i starając omijać co bardziej grząskie miejsca. Po chwili jego wzrok padł na siedzącą w wykopie w sporym oddaleniu od latarni postać. W panującym jeszcze półmroku sylwetka była niezbyt dobrze widoczna i mężczyzna zawahał się, potem pomyślał, że przecież do ułomków nie należy, i ostrożnie podszedł do skulonego człowieka. Przez moment był pewny, że widzi pijaka, który nie dał rady wyjść z wykopu. Mignęła mu myśl o wyziębieniu ciała w tej temperaturze, ale potem przyjrzał się dokładniej. Ożeż! To trup! I to nie taki świeży, tylko jakaś mumia!

Biegacz ani antropologiem, ani archeologiem nie był, ale mumię od świeżego trupa odróżnił bez trudu. Przyjrzał się dokładniej i odniósł niezbyt przyjemne wrażenie, że mumia patrzy na niego. Wzdrygnął się mimowolnie i spojrzał ponownie. W wysuszonej, ciemnobrązowej twarzy zmarłego ktoś umieścił sztuczne gałki oczne. Efekt był makabryczny. Mężczyzna poczuł ciarki na plecach i przypomniały mu się wszystkie obejrzane horrory. Rozejrzał się uważnie dookoła i obok mumii zauważył niedużą dziwną skrzynkę. Na dodatek zmumifikowane zwłoki ubrane były współcześnie, co jeszcze bardziej potęgowało nierealność sceny. Mumie kojarzyły mu się głównie z Egiptem, no, może jeszcze z kurhanami scytyjskimi, więc podświadomie spodziewał się stosownego braku „odzienia”. Przez jakiś czas stał jak sparaliżowany, mając w głowie kompletną pustkę. Potem zdolność myślenia wróciła i spośród myśli kłębiących się w głowie biegacza jedna wysunęła się na prowadzenie: skąd, do cholery, wzięła się ta mumia? W wykopie w środku miasta? W Polsce?

Mężczyzna dopiero po upływie dłuższej chwili uświadomił sobie, że wypadałoby skorzystać z telefonu i powiadomić policję, ale ociągał się jeszcze chwilę. Bo niby co im powie? Że znalazł mumię na Hallera? Zaraz go spytają, ile wypił… Przez głowę przebiegła mu kusząca myśl, żeby po prostu pobiec dalej i udawać, że mumii nie ma, ale wrodzona ciekawość przeważyła. Sięgnął po telefon, chwilę czekał na połączenie, a potem lekko zmieszany powiedział:

— Dzień dobry, znalazłem mumię.

Po drugiej stronie zaległa cisza, potem biegacz usłyszał zduszone parsknięcie i w końcu odezwał się dyżurny:

— Skąd pan dzwoni?

— Z wykopu — wypalił bez namysłu mężczyzna.

— Panie, dowcipy się pana trzymają? Po wczorajszych imieninach? — spytał dyżurny, zapominając o poproszeniu o dane rozmówcy, po czym kontynuował: — Niech pan nie zapomina, że możemy pana zidentyfikować po numerze telefonu — zagroził. — Pana nazwisko?

— Sebastian Zięgosz, ale ja się nie ukrywam — powiedział biegacz. — Aaa, panu chodzi o to, że to dowcip? Nie, nie wracam z imprezy, jestem trzeźwy, biegałem rano i w wykopie na Hallera znalazłem coś, co przypomina mumię.

— Pan się na tym zna?

— Nie, do diabła, jestem księgowym, a nie archeologiem, ale to nie znaczy, że nie wiem, jak wygląda mumia — parsknął mężczyzna. — Stoję przed wysuszonymi zwłokami ludzkimi, które mają szklane oczy — dodał.

— Mumia nie jest sztuczna? Może to jakiś żart? — dopytywał się policjant, który podobnie jak przed chwilą biegacz nie mógł się pogodzić z faktem istnienia mumii w środku miasta.

— A tego to nie wiem, ale plastik to nie jest. — Mężczyzna przyjrzał się mumii, a potem tknięty nagłym impulsem powąchał ją. — Poza tym, wie pan, ona jakoś dziwnie pachnie, jakby jakimś olejkiem.

— Dobra, niech pan tam czeka, zaraz będziemy — zdecydował policjant.

— Tylko się pośpieszcie, jest już prawie jasno, zaraz zacznie się większy ruch i przyjdą gapie…

Biegacz rozłączył się, spojrzał na mumię z ciekawością pomieszaną z obrzydzeniem, odwrócił się od niej i rozejrzał. Na razie w zasięgu wzroku nie było ludzi, tylko nieliczne przejeżdżające samochody. Westchnął i poszukał sobie w miarę wygodnego miejsca do siedzenia na betonowych podkładach. Radiowóz pojawił się po dziesięciu minutach i mężczyzna poczuł ulgę. Po pierwsze zaczęło mu już dokuczać zimno, bo co innego biegać w chłodny poranek, a co innego siedzieć praktycznie bez ruchu, a po drugie zdecydowanie wolał, żeby pierwsi pojawili się policjanci, a nie ciekawscy. Z radiowozu wysiadło dwóch funkcjonariuszy i podeszło do czekającego na nich mężczyzny.

— Aspirant Adamkiewicz. To pan zgłaszał?

— Tak, chcecie ją zobaczyć? Tam siedzi — mężczyzna wskazał na znalezisko.

— O cholera! — wyrwało się posterunkowemu. — Wygląda, jakby na nas patrzyła.

— Niech pan poczeka, obejrzymy ją.

— Proszę bardzo, ale uprzedzam, że ja już i tak byłem koło niej — wzruszył ramionami Zięgosz.

Policjanci podeszli do znaleziska. Przez chwilę przyglądali mu się ze zdumieniem. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Aspirant przykucnął i przyjrzał się twarzy mumii z bliska, z trudem powstrzymując się przed jej dotknięciem.

— Do diabła, wygląda na to, że jest prawdziwa — powiedział oniemiały.

— Stara?

— Nie mam pojęcia. Chodzi mi o to, że są to ludzkie zwłoki, a nie jakaś halloweenowa kukła. — Adamkiewicz zamyślił się. — Dzisiaj dyżur ma chyba nadkomisarz Uszkier, on lubi takie dziwne sprawy. Poza tym ma kumpla patologa, pewnie go od razu ściągnie do takiego dziwadła. — Sięgnął po telefon.

Rozmawiał przez chwilę, a potem zadowolony odwrócił się do posterunkowego.

— Miałem rację, przyjedzie prosto z domu, zabierze po drodze Widockiego i podkomisarz Więdzik — oznajmił. — Czy może pan opowiedzieć, jak doszło do tego… odkrycia? Po co pan wchodził do wykopu? — zwrócił się do Zięgosza.

Nieco zawstydzony biegacz opowiedział policjantom o wszystkim. Głupio mu było przyznać się do wykorzystania pobliskich zwałów ziemi jako toalety, ale bez tego wyznania jego pojawienie się w wykopie nie miałoby uzasadnienia. Aspirant drążył jeszcze temat, gdy obok zatrzymała się toyota RAV 4 i wysiadły z niej trzy osoby, wszystkie po cywilnemu. Policjanci z patrolu wyraźnie na niech czekali, co zaskoczyło Zięgosza. Spodziewał się bowiem kolejnych radiowozów, a nie samochodu prywatnego.

Mężczyźni byli, tak na oko, trochę po trzydziestce, obaj bruneci, z tym że wyższy miał sylwetkę sportowca, niższy był krępy i lekko pucułowaty. Za to kobieta… młoda, rudowłosa, smukła. Byli to oczekiwany nadkomisarz Barnaba Uszkier, jego przyjaciel, patolog, doktor Jerzy Widocki oraz najmłodsza w zespole, podkomisarz Anna Więdzik. Widząc spojrzenia Zięgosza, rzucane raz na nich, raz na toyotę, Uszkier już wiedział, czego się spodziewać, i po raz kolejny przemknęła mu myśl o kupnie lekko przechodzonego berlingo. Uniknąłby ciekawskich spojrzeń i złośliwych komentarzy.

— No? Co macie? — spytał.

Aspirant zameldował się i wskazał mumię. Nowo przybyła trójka wpatrywała się w nią przez chwilę, po czym Uszkier zwrócił się do towarzyszącego mu patologa:

— I co myślisz?

— Na pewno nie sztuczna. Co do jej wieku nie będą zgadywał. — Widocki był bardzo ostrożny. — Wiesz, ja mam do czynienia z, że tak powiem, świeżymi szczątkami, więc trudno mi oceniać mumię jedynie po jej wyglądzie, bez badań laboratoryjnych.

— Mówi pan o wieku mumii czy o wieku człowieka, który został mumią? — zaciekawiła się Więdzik.

— I jedno, i drugie — mruknął patolog.

— Płeć?

— Sądząc po łukach nadoczodołowych, szczęce i brodzie, to jest to mumia kobiety. — Patolog rozejrzał się dookoła i spytał: — Kiedy będzie reszta?

— Technicy już jadą — zameldował posterunkowy.

— To dobrze. — Lekarz spojrzał ciekawie na drewnianą skrzynię stojącą obok.

— Myślisz o tym samym? — Uszkier zauważył to spojrzenie.

— Tak.

— Cholera, lepiej jak ją otworzymy u ciebie. Pilnuj, żeby żadnemu nadgorliwemu ciekawskiemu nie przyszło do głowy zajrzeć do środka. — Nadkomisarz pokręcił głową z niedowierzaniem. — Zamienię kilka słów ze świadkiem. — Ruszył w stronę przemarzniętego Zięgosza.

— Chciałbym już pójść do domu.

— Patrol zaraz pana podwiezie. Aspirant na pewno już z panem rozmawiał, więc nie widzę powodu, żeby pan dalej marzł. — Widząc, że facet trzęsie się z zimna, Uszkier zrezygnował z rozmowy. — Będziemy mieli na pewno parę pytań, ale to później, ktoś do pana zadzwoni i umówi się na rozmowę.

— Może ta laska? — nie wytrzymał Zięgosz, z wrażenia zapominając, że pyta o policjantkę na służbie.

— Podkomisarz Więdzik? Całkiem możliwe. — Uszkier podkreślił słowo „podkomisarz” i popatrzył rozbawiony na mężczyznę.

— Ten facet to lekarz?

Biegacza zżerała ciekawość. Nie co dzień widzi się policję, szczególnie kryminalną, przy pracy. Z wrażenia zapomniał o znalezisku i całą uwagę skupił na ekipie dochodzeniowej.

— Patolog — odpowiedział Uszkier, który zaczynał się dobrze bawić.

— Nie za młody?

— Panie, ja już skończyłem osiemnaście lat — prychnął ironicznie Widocki.

— No ale…

— I chciałbym pana poinformować, że patologiem nie zostaje się po ukończeniu siedemdziesiątki, a decyduje o tym wiedza i doświadczenie.

— A nie za młody pan jest na doświadczenie?

— Nie, i zdaje się, że to my zadajemy pytania, nie pan — uciął patolog i odwrócił się w stronę mumii, a aspirant o mało nie popłakał się z radości.

— Hm…

— Ma pan jeszcze jakieś pytania czy patrol może pana odwieźć? — spytał uprzejmie Uszkier i widząc spojrzenie Zięgosza, uprzedził jego pytanie. — Tak, policjanci czasem jeżdżą czymś innym niż dziesięcioletni golf. Posterunkowy, odwieźcie świadka, a potem tu wróćcie.

— Tak jest — wyprężył się służbowo policjant.

Uszkier, Widocki, Więdzik i aspirant przez chwilę patrzyli za niknącym radiowozem, potem nadkomisarz wzruszył ramionami. Nie pierwszy raz spotkał się z podobną reakcją. Fakt, z pensji policjanta i przy dwójce dzieci pewnie takiego samochodu by nie kupił, ale odziedziczył całkiem spory spadek po ciotecznym dziadku, a jego żona Magda jako tłumacz zarabiała zupełnie nieźle. Ale żeby od razu tłumaczyć się wszystkim z klasy posiadanego samochodu?

— Kupię golfa…

— To będziesz wysłuchiwał narzekań, czym ta nasza policja jeździ — prychnął patolog. — Za młody jestem, jasne…

— Oj, bo ludzie mają takie wyobrażenie: policjant powinien być alkoholikiem, rozwiedzionym, najlepiej spłukanym albo skorumpowanym, a patolog starcem — uśmiechnął się aspirant.

— A policjantka brzydka — Uszkier spojrzał z sympatią na młodą i ładną podkomisarz Annę. — Ten facet wyraźnie się ucieszył na myśl, że może do niego zadzwonisz, żeby się umówić na rozmowę.

— Nie jest w moim typie — mruknęła dziewczyna.

— Wiem, ale on nie wie. — Uszkier zdążył już poznać słabość koleżanki do mężczyzn o diabolicznym wyglądzie.

— Rany, ludzie są tacy przewidywalni — westchnął lekarz.

— Zgadza się, jak tylko wysiedliśmy, to już mu się zaczęły kłębić pytania — wzruszył ramionami Uszkier. — O, technicy są, przypilnuj ich, a my się z Anią przejdziemy. Może znajdziemy coś związanego z przetransportowaniem mumii w to miejsce. Pan niech zostanie, mogą jacyś ludzie przyjść, to przypilnuje pan, żeby tu nie wleźli. A technicy niech zrobią dyskretnie zdjęcia, jakby się ktoś pojawił.

— Morderca zawsze wraca na miejsce zbrodni, o to chodzi? — podkomisarz popatrzyła zdziwiona na Uszkiera.

— Wiesz, moja ciocia Lusia twierdzi, że to prawda — uśmiechnął się.

— Ta bibliotekarka?

— Tak, a przy okazji miłośniczka i znawczyni kryminałów — uzupełnił Uszkier, wychodząc z wykopu i podając rękę koleżance. — A wiesz, że nigdy nie słyszałem o znalezieniu mumii w środku miasta, trochę to nietypowe, nie? Zdjęcia gapiów nie zaszkodzą.

Co prawda jeden z policjantów już sprawdzał jezdnię w najbliższej okolicy, ale Uszkier rozszerzył nieco teren poszukiwań, poza tym wolał sprawdzić to osobiście. Lustracja terenu nie przyniosła efektu, wszystko było rozjeżdżone przez ciężki sprzęt i zadeptane przez robotników. Zresztą najwygodniej byłoby przywieźć mumię samochodem, podjechać do upatrzonego miejsca, szybko wyjąć ją i posadzić w wykopie. Tyle tylko, że należałoby to zrobić w nocy i na dodatek mieć trochę szczęścia. Samochód na jezdni bez świateł stwarzał niebezpieczeństwo wypadku, a stojący na awaryjnych mógł wzbudzić ciekawość innych kierowców. W obu przypadkach zainteresowałby się nim patrol policji. Tak, osoba, która przywiozła mumię, musiała wziąć to pod uwagę.

— Nic tu po nas, trzeba będzie pogadać z robotnikami, może rzuciło się im w oczy coś dziwnego. — Uszkier popatrzył w stronę pracujących techników. — Powinni niedługo skończyć, za dużo śladów to tu nie ma.

— Może coś będzie na samej mumii?

— To już sprawdzą u Jurka. Mam nadzieję, że coś znajdą.

— Była kiedyś taka sprawa?

— U nas? Nie przypominam sobie, ale niepokoi mnie to, że mumia wygląda na zrobioną profesjonalnie, oczywiście dla takiego laika jak ja — zastrzegł się nadkomisarz.

— Ciekawe, co jest w tej skrzyni. Masz jakiś pomysł? — Więdzik zgrabnie zeskoczyła z nasypu.

— A ty nie? — zdziwił się Uszkier. — Nie czytałaś nic o mumiach? W szkole chyba też coś na ten temat było. Nie pamiętasz?

— Jakoś mnie to nigdy specjalnie nie interesowało, ale oczywiście mniej więcej wiem. — Podkomisarz spojrzała ponownie na skrzynię i skrzywiła się. — Poważnie myślisz, że to są organy wewnętrzne tej mumii?

— Tak sądzę, dlatego nie pozwoliłem jej tu otworzyć, lepiej niech Jurek to sprawdzi.

— Przypuszczam, że będę musiał konsultować swoje badania ze specjalistą, nie znam się dobrze na procesie mumifikacji — mruknął patolog, słysząc ostatnie słowa Uszkiera.

— Też tak sądzę, ale co do wieku osoby, z której zrobiono mumię, to chyba możesz się sam wypowiedzieć?

— Mogę, mogę. Zobaczę również, czy da się ustalić, jak zginęła.

— Mumifikacja nie zatarła śladów? — spytał przysłuchujący się rozmowie aspirant.

— Zależy, jeżeli uraz dotyczył tkanek miękkich, to będzie problem, jeżeli kości, rentgen wykaże uszkodzenia.

— A otrucie?

— Zależy od trucizny i wieku mumii.

— Skończyliście? — Nadkomisarz popatrzył na techników, wiedząc, że zaczęli przysłuchiwać się rozmowie. — Dobra, to znikamy stąd.

— A mumia?

— Też — Uszkier wskazał na podjeżdżający samochód do przewozu zwłok. — Kiedy się nią zajmiesz?

— Od razu, intryguje mnie.

— Jedziesz ze mną czy z nimi? — wskazał wzrokiem zbliżających się od strony samochodów mężczyzn.

— Z nimi, zmieszczę się.

— Dobra, dzwoń, jak coś ustalisz. Powinienem być u siebie, chyba że by mi się jakieś drugie zwłoki trafiły, co statystycznie jest mało prawdopodobne. Panowie, to was również dotyczy, jak tylko coś będziecie mieli, dzwońcie. Gdyby mnie nie było, to do komisarz Więdzik, też ma dzisiaj dyżur.

— Pan to jest jednak optymistą, panie komisarzu. Raczej nie ma szans, żebyśmy dzisiaj cokolwiek mieli — roześmiał się jeden z techników.

— Cud, jak w ogóle coś będzie. Tu nie ma co badać. Pozbieraliśmy, co się dało, ale tak naprawdę to bieda, prawie nic nie ma. No, są niedopałki, ale sądzę, że po robotnikach.

— Wiem, to nie miejsce zbrodni, nie ma właściwie czego badać, ale zdjęcia mi podeślijcie, tych gapiów, jak będą, też.

— Jest co badać — zaprotestował patolog. — Mumia może dać sporo informacji.

— Mam taką nadzieję. Cześć!

Uszkier wsiadł do samochodu zamyślony. Usiłował sobie przypomnieć, czy gdzieś wśród informacji, jakie przyszły ostatnio do komendy, nie było wzmianki o znalezieniu zmumifikowanych zwłok. Nic takiego sobie nie przypominał, ale nie był zbyt wiernym czytelnikiem biuletynów, mógł coś przeoczyć.

— Nie pamiętasz, czy nie pisali gdzieś o takim znalezisku?

— Nie, jakbym na coś takiego trafiła, to, uwierz mi, na pewno bym zapamiętała i od razu uprzejmie ci doniosła — uśmiechnęła się podkomisarz Więdzik.

— Szkoda. No nic, spytam Gołębia — postanowił Uszkier.

Sierżant Roman Gołąb był najstarszym spośród współpracowników nadkomisarza, miał pięćdziesiąt lat i właściwie mógłby już przejść na emeryturę, lecz — jak twierdził — „zanudziłby się na śmierć”. Był wdowcem, jedyny syn już się usamodzielnił, więc swój czas dzielił pomiędzy dwie pasje: łowienie ryb oraz pracę. A ponieważ przygody wędkarskie nie pochłaniały jego całego czasu wolnego, sierżant śledził przebieg wszystkich interesujących go spraw i na własną rękę zdobywał przeróżne informacje, które, być może, będzie mógł kiedyś wykorzystać w praktyce. Jako że był chodzącą skarbnicą wiedzy w zakresie ciekawszych przypadków zabójstw, Uszkier był pewien, że jeżeli sierżant usłyszał kiedykolwiek cokolwiek na temat znalezienia jakiejkolwiek mumii, to będzie o tym pamiętał. Miał nadzieję, że będzie mógł dostać Gołębia do pomocy w tej sprawie. Nie było to jednak takie pewne. Wiedza, gotowość do pracy w godzinach nadliczbowych, a także znajomości w różnych środowiskach sprawiały, że sierżant był bardzo chętnie widzianym współpracownikiem, a oficerowie prowadzący śledztwa prawie się o niego bili. W odróżnieniu od podkomisarz Więdzik Gołąb posiadał ogromne doświadczenie, zarówno zawodowe, jak i życiowe. Idąc drogą kolejnych skojarzeń, Uszkier spojrzał na siedzącą obok kobietę i mimowolnie uśmiechnął się. Podkomisarz Więdzik była najmłodsza, a jednak świetnie dogadywała się z sierżantem. Nie przeszkadzały im różnice wieku, płci, doświadczenia ani wykształcenia. Anna skończyła ekonomię, sierżant poprzestał na technikum. Oprócz tego Więdzik należała do zupełnie innego pokolenia. Była przykładem młodej niezależnej kobiety i deklarowała, że pozostanie singielką, bo rodzina w pracy policjanta to tylko balast. Z tym z kolei nie zgadzał się Uszkier, od trzynastu lat szczęśliwie żonaty, ojciec dwóch synów. Ponieważ żona nadkomisarza była tłumaczem i nie miała nic wspólnego z policją, dom był dla niego miejscem odpoczynku. Starał się więc rozgraniczyć życie rodzinne od zawodowego i pracę zostawiać na progu domu, ale z tym bywało różnie. Czasem dopiero widok synów uświadamiał mu, gdzie się znajduje. Nie wyobrażał sobie jednak, że mógłby wracać do pustego mieszkania. Dwóch nastolatków prowadziło już życie towarzyskie, a ponieważ mieszkali w szeregówce, miejsca było sporo i u synów często bywali koledzy, którzy walnie przyczyniali się do panującego gwaru. Na wspomnienie tego hałasu Uszkier aż się uśmiechnął.

— A ty jak myślisz? — pytanie wyrwało go z rozmyślań.

— Być może zgadzam się z tobą, ale powtórz, bo się zamyśliłem — uśmiechnął się przepraszająco.

— Pytałam, czy dużo jest osób, które potrafiłyby tak spreparować ludzkie zwłoki.

— Nie wiem, ale raczej nie. Co prawda ludzie pracujący w zakładach pogrzebowych mają wiedzę, którą mogliby wykorzystać przy robieniu mumii, ale… ta wyglądała jak prawdziwa, a nie jak nieudolna kopia.

— A ten zapach?

— Właśnie, w starożytności używano olejków do konserwacji zwłok, to by się też zgadzało.

— Chyba nie myślisz, że jest autentyczna? — podkomisarz spojrzała na Uszkiera zdezorientowana.

— Na pewno nie, chociażby ze względu na sztuczne gałki oczne. Chodzi mi o to, że ktoś się przyłożył — uśmiechnął się nadkomisarz, dojeżdżając do komisariatu. — Sprawdź, czy jest Gołąb, Krupa albo Prokosz. Za kwadrans spotkamy się u mnie.

— Gdybyś zapomniał, to przypominam, że dzisiaj jest sobota, więc nie wiem, czy są, ale sprawdzę.

Uszkier miał nadzieję, że może dziwnym trafem jeszcze któryś z jego podkomendnych będzie miał dzisiaj dyżur. Po pierwsze chciał od razu omówić nietypowe znalezisko, a po drugie był po prostu niezmiernie ciekawy ich reakcji, szczególnie Witolda Prokosza, z którym znał się jeszcze ze szkoły. Wiadomo było, że muszą czekać na informacje od patologa i techników, bo na razie nie mają żadnego punktu zaczepienia. Anonimowe, kobiece zwłoki, zmumifikowane, wiek ofiary nieznany, wiek mumii nieznany, przyczyna śmierci nieznana, miejsce popełnienia zbrodni nieznane, brak świadków, oprócz faceta, który znalazł ofiarę. Czyli po prostu jedno wielkie nic. Nastawił wodę na kawę i wyjrzał przez okno, mając nadzieję, że się nieco rozchmurzyło. Nadzieja okazała się złudna: szarobure niebo i wiejący wiatr nie zachęcały do opuszczania domów. Uszkier pomyślał o biegaczu, który z takim samozaparciem biegał o świcie, o bardzo wczesnym świcie. Pokręcił głową z podziwem. Sam wolałby zostać w łóżku, niż męczyć się w takich warunkach. Przypomniał sobie jednak, że wiele osób puka się palcem w głowę, gdy on sam po pracy gna na trening albo chodzi lekko poobijany po zajęciach.

Ale biegać nie lubię — mruknął do siebie i rozmasował nadwyrężony wczoraj nadgarstek.

W tym momencie rozległo się pukanie i zanim zdążył odpowiedzieć, do pokoju weszli podkomisarz i sierżant. Gołąb był w stroju wędkarskim i Uszkier złapał się na tym, że rozgląda się za wędką sierżanta.

— Miał pan być na rybach, sierżancie.

— No miałem, wpadłem tylko na chwilę, bo aspirant Jadlina miał mi oddać sprzęt, który pożyczał. Ryba nie zając, nie ucieknie, a mumia, no ja pierdziule — sierżant użył ulubionego zwrotu — jeszcze mi się nie trafiła.

— Panu nie, a komuś innemu? — spytała Więdzik, nalewając mężczyznom kawę, a sobie herbatę. Musiała być czujna, bo gdyby napoje przyrządzał Uszkier, bez pudła dostałaby kawę, której nie znosiła.

— W ogóle nie słyszałem, żeby ktoś spreparował zwłoki w ten sposób. — Gołąb rozsiadł się wygodnie przy biurku Prokosza, widząc, że Anna zajęła nieduży fotel stojący w rogu pokoju.

— Jakieś zwłoki na wpół spreparowane? Albo cokolwiek, co może być wstępem do mumifikacji? — nadkomisarz popatrzył na Gołębia z nadzieją.

— Nic, komisarzu, w ogóle na nic takiego nie trafiłem, a pan wie, że ja lubię takie informacje. Owszem, znaleziono parę razy zwłoki, które się same częściowo zmumifikowały, ale, wnioskując z tego, co mi Ania powiedziała, te są produktem całkowicie ludzkim. — Za obopólną zgodą w kontaktach prywatnych lub służbowych nieoficjalnych sierżant zwracał się do podkomisarz po imieniu.

— Cholera, miałem nadzieję, że się pan kiedyś na coś podobnego natknął, jak nie osobiście, to chociaż na jakaś wzmiankę o tym — westchnął nadkomisarz.

— Ania mi tylko powiedziała, że to mumia i właściwie nic więcej. — Ton Gołębia sugerował, że Uszkier powinien mu wszystko dokładnie opowiedzieć.

— Zostaje pan?

— A pan by nie został? — odpowiedział pytaniem sierżant.

— Dużo do opowiadania nie ma. Doktor ma zadzwonić, jak coś będzie wiedział, technicy tak samo. Na razie więc mamy suche fakty.

Nadkomisarz opowiedział Gołębiowi o porannym znalezisku, doskonale wiedząc, że tę opowieść będzie powtarzał jeszcze kilkukrotnie. Zarówno reszcie swoich współpracowników, jak i szefowi oraz wszystkim napotykanym w komendzie. Pewnie też znajomym. Wieści o nietypowych śledztwach prowadzonych przez policję zawsze szybko się rozchodzą i po kilku dniach wiedzą już o nich nie tylko ludzie związani ze sprawą. Nadkomisarz nieraz był wypytywany o szczegóły różnych spraw, ale oczywiście próby uzyskania informacji z pierwszej ręki przez osoby postronne spełzały na niczym. Zapewne gdyby poranny biegacz znalazł wisielca, nikt by się tym tak nie ekscytował. Co innego mumia.

Po krótkim wahaniu Gołąb postanowił jednak pojechać nad jezioro, obiecując sobie, że niedzielę poświęci na szukanie podobnych przypadków. Może coś przeoczył? Po jego wyjściu Uszkier zabrał się do bieżącej roboty, bo jak zwykle miał „papierkowe” zaległości, a inspektor Karol Kalinowski już mu o to suszył głowę. Po chwili zorientował się, że z czytanego po raz drugi protokołu przesłuchania nie rozumie ani słowa. Mumia bezwzględnie i całkowicie zawładnęła jego umysłem. Spojrzał na zegarek. Było jeszcze za wcześnie, żeby Widocki miał dla niego jakieś informacje, chyba że natknąłby się na coś bardzo istotnego, ale wtedy sam by zadzwonił. Spojrzał tęsknie i z nadzieją na telefon i aż podskoczył na dźwięk sygnału. Niestety była to linia wewnętrzna.

— Uszkier.

— Było włamanie do sklepu osiedlowego, patrol jest już na miejscu, technicy zaraz wyjadą. Jedziesz? — w słuchawce rozległ się głos podkomisarz.

— Nie, jedź sama. Jurek może zadzwonić. — Włamanie nie było wydarzeniem, do którego musiałby od razu wyjeżdżać nadkomisarz, a Więdzik powinna nabrać wprawy.

— Dobra, ale jakby co…

— Dzwoń, ale dyskretnie, niech nie wiedzą, że mnie o coś pytasz. — Uszkier miał na myśli techników i patrol.

— OK, to spadam.

Po rozmowie Uszkier ponownie popadł w zamyślenie. Cały czas nurtowało go pytanie, gdzie można dokonać mumifikacji zwłok, tak żeby nikt tego nie zauważył. Po chwili siadł do komputera i wrzucił w wyszukiwarkę „mumifikacja zwłok zakład pogrzebowy”. Odkrył, że usługa balsamowania zwłok jest oferowana przez wiele firm. Ale czy korzystając z zaplecza takiego zakładu, można nie tylko przygotować zwłoki do pochówku bądź transportu, ale i zrobić mumię taką jak ta, którą znaleźli? Uszkier spisał kilka numerów i rozpoczął obdzwanianie.

Czasem przedstawiał się jako krewny zmarłego i pytał o balsamowanie, czasem występował jako policjant i próbował dowiedzieć się, czy ktoś mógłby spreparować mumię, wykorzystując sprzęt znajdujący się w zakładzie pogrzebowym. Raz posunął się do tego, że przedstawił się jako przyjaciel zmarłego archeologa i spytał wprost o możliwość zmumifikowania jego zwłok, ale tak, jak to robili starożytni Egipcjanie, co wywołało lekki szok u rozmówcy. Wniosek z rozmów był oczywisty: w zakładzie pogrzebowym da się przygotować ciało do mumifikacji, ale trudno byłoby to zrobić tak, żeby nikt tego nie zauważył.

Uszkier westchnął i zaczął szukać informacji na temat dawnych sposobów mumifikacji. Lektura okazała się ciekawa i obszerna, a przestępcy tak mili, że nie zrobili akurat nic, do czego musiałby wyjechać w teren, tak więc gdy telefon brutalnie oderwał go od lektury, ze zdziwieniem zorientował się, że minęła już trzynasta.

— Uszkier.

— Widocki.

— Masz coś?

— Trochę tak, to jest świeża mumia. Kobieta miała leczone zęby i sądząc po materiałach użytych do wypełnień, ostatnie leczenie przeszła najdalej pięć lat temu, może mniej.

— Możesz po tym stwierdzić, gdzie była leczona?

— Nie, gdyby miała jakiś implant z numerem seryjnym, to i owszem. Po wypełnieniu w zębach nie, ale raczej leczyła się prywatnie.

— Może po zębach?

— O ile miała robione zdjęcie panoramiczne, w co wątpię, bo zęby ma ogólnie w dobrym stanie.

— Cholera. Coś jeszcze?

— Wiek to około 35 lat.

— Linie papilarne?

— Mógłbym się pokusić o zdjęcie odcisków z mumii, czemu nie, ale nie w tym przypadku, bo ma przypalone opuszki palców.

— Sprytnie. Prześwietlałeś ją?

— Tak. Brak złamań, przyczyną śmierci jest uraz głowy. Uderzenie zostało zadane z dużą siłą, z góry, skośnie, raczej od przodu.

— Od której strony?

— Lewej.

— Czyli napastnik był praworęczny.

— Najprawdopodobniej.

— Rodzaj narzędzia?

— Nie wiem jeszcze. Na pewno ani młotek, ani kij bejsbolowy. Coś o większej powierzchni. Nie widać śladów na skórze, więc narządzie będzie trudniej dopasować. W każdym razie musicie szukać czegoś o prawie okrągłej powierzchni, pęknięcia od uderzenia rozchodzą się równomiernie od jednego punktu.

— Jak od ciosu pięścią?

— No… może podobnie, ale nikt nie byłby w stanie zadać ciosu o takiej sile. — Widocki zawahał się na chwilę. — Mnie się to kojarzy z uderzeniem piłeczką wypełnioną czymś ciężkim, taką o średnicy około dziesięciu centymetrów.

— Widziałeś coś takiego?

— Piłeczkę? Owszem. Narzędzia raczej nie.

— A sztuczne oczy?

— Stare, bardzo stare. Nie sądzę, żeby na ich podstawie można było się czegoś istotnego dowiedzieć. Dałem chłopakom, może znajdą producenta.

— To już coś.

— Niekoniecznie, to era przedkomputerowa. Nie mają też numerów seryjnych. Mówię ci, że są bardzo stare.

— Jak bardzo?

— Nie wiem, ja jestem patologiem, nie znam się na sztucznych oczach.

— Jak chłopacy nic sami nie znajdą, trzeba się będzie poradzić jakiegoś wiekowego okulisty — mruknął Uszkier.

— Wjechałem im na ambicję, przyłożą się.

— W to nie wątpię. Każdy by chciał zidentyfikować oczy mumii, taka sprawa zdarza się raz na sto lat — roześmiał się nadkomisarz.

— Rzeczywiście, farciarze z nas — mruknął Widocki. — Dobra, Barni, wracam do roboty. Jakby co, to będziesz tu?

— Zależy o której. Zapomniałeś, że mam życie rodzinne? Łap mnie na komórkę, nic takiego nie planuję, żebym nie mógł rozmawiać. Czekaj, a wzrost?

— Jakieś sto sześćdziesiąt pięć, sto siedemdziesiąt centymetrów. Coś jeszcze?

— Nie.

— To do usłyszenia.

— Cześć.

Nadkomisarz zamyślił się. Miał nadzieję, że dzięki rekonstrukcji wyglądu twarzy i ewentualnie porównaniu zębów z danymi dentystycznymi uda się im zidentyfikować ofiarę — przecież nie mogło być zbyt wiele zaginionych kobiet w wieku trzydziestu pięciu lat o podobnej budowie ciała. Uszkier pokręcił głową z niedowierzaniem. Jak mógł do tej pory nie sprawdzić bazy osób zaginionych, przecież płeć ofiary była mu znana! To chyba wpływ mumii, pomyślał, siadając do komputera, by przeglądać dane.

Okazało się, że nie są znane losy czterech kobiet spełniających założone warunki. Komisarz poczuł się zaniepokojony. Jeżeli zabójcy nie zależało ani na ukryciu zwłok (przecież wręcz je wyeksponował, jakby się nimi chwalił), ani na uniemożliwieniu identyfikacji ofiary, to znaczy, że uważa, iż te dane nie pomogą policji w śledztwie. Chwila, a zniszczone opuszki palców? Po co zabójca usuwał linie papilarne? Nadkomisarz spojrzał jeszcze raz na adresy podane przy nazwiskach zaginionych kobiet i sięgnął po słuchawkę.

— Jest ktoś wolny? — spytał dyżurnego.

— Aspirant Jadlina właśnie wrócił.

— Dobra — ucieszył się Uszkier. — Niech do mnie przyjdzie.

Po chwili rozległo się energiczne pukanie i w drzwiach pojawił się wyraźnie zaintrygowany Jadlina, który przy okazji oddawania sprzętu wędkarskiego zdążył już pogadać z Gołębiem na temat sensacyjnego znaleziska. Aspirant był całkiem przystojnym blondynem o wzroście nieco powyżej średniego i wiecznie roześmianych niebieskich oczach, nawet gdy sytuacja wymagała tego, by zachował poważny wyraz twarzy. Jadlina miał dwadzieścia osiem lat i bardzo chciał się dostać do szkoły oficerskiej, w czym popierał go bezpośredni zwierzchnik — nadkomisarz Uszkier. Od kiedy w komendzie zaczęła pracować podkomisarz Więdzik, sekretarka inspektora, osoba życzliwa wszystkim ludziom i chcąca ich uszczęśliwiać (niekiedy na siłę), usiłowała tych dwoje zeswatać. Jak na razie z mizernym skutkiem, mimo że oboje młodzi policjanci bardzo się lubili. A jako że doskonale zdawali sobie sprawę z usiłowań pani Matyldy, zdarzało się, że celowo dostarczali jej pożywki do rozmyślań i działania.

— Coś już wiadomo o mumii? — spytał Jadlina, nim się za nim drzwi zamknęły.

— Niewiele. Znamy przybliżony wiek i wzrost ofiary oraz mniej więcej wiemy, kiedy mogła zginąć. — Uszkier zastanawiał się, jak uniknąć pełnej opowieści o nietypowym znalezisku. — Dokładnie opowiem wszystko w poniedziałek rano u starego, bo inaczej musiałbym to powtarzać tyle razy, ilu jest pracowników w komendzie — zdecydował się na szczerość.

— Szkoda, ale dobrze to rozumiem — uśmiechnął się Jadlina. — Myślałem, że wezwał mnie pan w związku z tą mumią — popatrzył na komisarza pytająco.

— W zasadzie tak. Sprawdziłem osoby zaginione. Cztery kobiety pasują wiekiem, wzrostem i datą zaginięcia, jedna cztery lata temu mieszkała w Gdańsku. Chciałbym, żebyś tam podjechał i sprawdził, czy zostało po niej coś, co może zawierać jej DNA. — Podał aspirantowi wydruk z adresem zaginionej.

— Zależy z kim mieszkała. Cztery lata to sporo — mruknął Jadlina. — Jak z rodzicami, to mogli zachować cały jej pokój nietknięty, jak z mężem, to pewnie zaszły w mieszkaniu jakieś zmiany.

— Ani tak, ani tak — uśmiechnął się Uszkier. — Mieszkała z dużo młodszą siostrą, a właściwie siostra mieszkała u niej. Pochodzą z jakieś dziury i jak młodsza dostała się na studia, to zamieszkała u niej.

— Trzydzieści pięć lat, jak zginęła, siostra na studiach, duża różnica wieku — zastanowił się Jadlina.

— Teraz ta kobieta jest już pewnie po studiach i pracuje. Dzisiaj jest szansa, że zastaniesz ją w domu.

— Dobra, już się zbieram.

— Tylko…

— Wiem, delikatnie — uśmiechnął się aspirant.

Ledwie zamknęły się za nim drzwi, zadzwonił telefon, linia wewnętrzna. Uszkier popatrzył na aparat z niechęcią i podniósł słuchawkę.

— Uszkier.

— Już wróciłam, mogę przyjść? — podkomisarz Więdzik chciała zdać relację.

— Śmiało, wstawiam wodę.

Nadkomisarz był ciekaw, jak dziewczyna sobie poradziła. Mimo pozwolenia nie dzwoniła z miejsca przestępstwa, więc albo było to coś banalnego, albo podkomisarz nabierała wprawy również w komenderowaniu ludźmi. Albo może jedno i drugie.

— Poradziłaś sobie? — zapytał, gdy tylko Anna zamknęła za sobą drzwi.

— Tak, to raczej nie będzie nic skomplikowanego, mnóstwo śladów, łącznie z pozostawionym łomem.

— Ktoś ich spłoszył?

— Możliwe. Taka pogoda, mogli zakładać, że ludzie będą siedzieć w domach.

— E tam, zawsze ktoś się plącze po ulicach, chociażby właściciele psów z pupilami. Raczej obstawiałbym niedopitych po wczorajszej imprezie, ale to już sama ustalisz — uśmiechnął się. — Słuchali cię? — spytał, mając na myśli ekipę, z którą Ania pojechała na miejsce włamania.

— Tak, już się chyba do mnie przyzwyczaili — westchnęła z ulgą, bo bardzo ją to denerwowało, że jest przez niektórych kolegów, delikatnie mówiąc, lekceważona.

— Musisz sama decydować na miejscu i nie tłumaczyć się ze swoich decyzji, nawet jakby cała reszta uważała inaczej, bo będą próbowali podważać to, co powiesz. Najwyżej ja cię potem objadę, jak palniesz jakieś głupstwo.

— Pocieszające…

— Nie przejmuj się. Zawsze tak jest, nowy płaci frycowe, a jeszcze kobieta… Jakby nie było, policja to środowisko męskie.

— Mam to prowadzić?

— Tak, chyba że stary zdecyduje inaczej. W razie potrzeby konsultuj się ze mną lub z Witkiem.

— A mumia? — Włamanie było zdecydowanie mniej ciekawe.

— Nad mumią będzie pewnie pracował cały zespół.

— Urodziło się coś nowego?

— Tak. — Uszkier streścił rozmowę z patologiem i opowiedział o tym, czego się dowiedział w zakładach pogrzebowych.

— Jest jakaś zaginiona w tym wieku?

— Tak, cztery, w tym jedna z Gdańska. Jadlina tam pojechał.

— Będziesz czekał na niego?

— Nie, próbkę DNA odda bezpośrednio do laboratorium, a na wyniki i tak trzeba będzie poczekać. Generalnie ze wszystkim musimy się wstrzymać do poniedziałku — westchnął Uszkier. — Spadam do domu i tobie też radzę, przyszły tydzień może być ciężki.

— Muszę napisać raport. — Więdzik ruszyła do drzwi. — Ale jakbyś się czegoś dowiedział…

— Jasne, zadzwonię i oderwę cię od tego bruneta, z którym Magda cię ostatnio widziała. — Nadkomisarz przypomniał sobie opowiadanie żony.

— Wywiad działa — roześmiała się Anna.

— A jak! Ponoć wysoki, przystojny…

— Ale nudny — westchnęła podkomisarz.

— Nie ma pełni szczęścia — podsumował Uszkier, zamykając drzwi od pokoju. — To do poniedziałku, cześć.

— Cześć.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com