Listy do Li - Cecylia Niewiadomska - ebook
Wydawca: Inpingo Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 170 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Listy do Li - Cecylia Niewiadomska

Autorka w niezwykle ciekawy sposób już od pierwszych kart książki przyciąga uwagę czytelnika. Li, tytułową piętnastoletnią bohaterkę, poznajemy z listów, które pisze do dziewczyny jej ciotka opiekunka. Ponieważ krewna nie umiała sobie poradzić z Li z powodu nagannego zachowania dziewczyny, w związku z tym umieściła ją na pensji. Jednak nie rezygnuje z kontaktu i próbuje chociaż listownie wytłumaczyć swoje stanowisko i rozwijać relację korespondencyjnie. O postępach w wychowaniu czytelnik dowiaduje się również z listów ciotki do przełożonej pensji. W korespondencji jest poruszonych bardzo dużo ważnych kwestii, które mają wpływać na kształtowanie charakteru młodej osoby: wartości moralnych, obowiązków, miłości, religii. Zbiór listów to prawdziwy podręcznik dobrego wychowania, jakże aktualny nawet dla współczesnego czytelnika.

Obecne wydanie zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Listy do Li - Cecylia Niewiadomska

Fragment ebooka Listy do Li - Cecylia Niewiadomska






Spis treści

  1. I. Wstęp
  2. II. Samowola i samodzielność
  3. III. Posłuszeństwo, karność
  4. IV. Bierne i czynne natury
  5. V. Frazes, słowo i czyn. Obowiązek, cel życia. Ojczyzna
  6. VI. Frazes, panowanie nad sobą, praca
  7. VII. Praca, zarozumiałość, wczesny rozwój umysłowy
  8. VIII. Wnikanie w siebie, podejrzliwość, drażliwość, nadwrażliwość
  9. IX. Prawda. Wola
  10. *
  11. X. Miłość, małżeństwo. Strój, rozrzutność
  12. XI. Przedwczesna miłość. Ujemna potęga miłości
  13. XII. Złośliwość, gadatliwość. Pogoda, radość życia, siła
  14. XIII. Równość i braterstwo, kultura
  15. XIV. Bohaterstwo
  16. XV. Bohaterstwo i obowiązek. Wyrabianie obowiązkowości. Wytrwałość
  17. XVI. Socjalizm, wolność
  18. XVII. Przyjaźń, poznawanie ludzi, poezja
  19. XVIII. Socjalizm i socjaliści – religia
  20. XIX. Pesymizm i narzekanie, egoizm
  21. XX. Dobroć, tajemnica
  22. XXI. Szczerość. Czytanie i dysputy
  23. **
  24. XXII. Szczęśliwa chwila
  25. XXIII. Sztuczność i prostota, praca nad sobą, uprzejmość, porządek, prosta droga do doskonałości. Trzy ideały
  26. XXIV. Dług
  27. XXV. Wojenka i rycerstwo. Narodowość
  28. XXVI. Program młodej dziewczyny. Wpływ przedwczesnej miłości
  29. XXVII. Takt towarzyski
  30. XXVIII. Niespodzianka
  31. KOLOFON

I. Wstęp

Droga moja Li!

Może nigdy z taką przykrością nie nadawałam ci tego imienia, dźwięcznego, lecz nie polskiego. Dlaczego nie Maria, Helena, Jadwiga, tylko – Li? Dźwięk przyjemny, lecz tak kruchy, lekki i wiotki, może dźwięczny i wdzięczny nawet niewątpliwie, ale gdzież w nim siła, powaga tak potrzebne naszej kobiecie? Wiem od matki, że sama nadałaś sobie to imię w dzieciństwie, zachwyciłaś nim wszystkich – i zostało. Dziś, gdy masz rok piętnasty, kiedy burza życia przedwcześnie cię wyrwała z rodzinnego gniazda, kiedy straciłaś wszystko, co jest szczęściem dziecka: rodziców, dom, majątek – dziś to Li w moich oczach robi cię zerwaną i rzuconą na drogę gałązką powoju. Co ją czeka – wiesz sama.

Pomyślisz może: śliczny wstęp do listu, a jeszcze listu ciotki opiekunki do sieroty w żałobie, której miała zastąpić matkę, po tygodniu – awanturniczym – odesłała na pensję i tu jeszcze prześladuje morałami o słodko-cierpkim smaku.

Czy pomyślisz tak, Li moja droga? Napisz otwarcie. W takim razie odłożę swoje listy na później, kiedy będziesz mogła już spokojnie i bezstronnie rozważyć wszystko, cośmy przeżyły w tym ciężkim tygodniu próby wspólnego bytu.

Chcę pisywać do ciebie, bo ten jeden został mi sposób porozumienia się z tobą, zbliżenia, oddziaływania na twój charakter i serce. Powierzyłam cię ludziom, którym ufam, których pracę wysoko cenię, ale to jeszcze nie ja. Zgadzamy się z sobą, lecz musimy być różni. Przy tym oni nie mogą znać tak twojej duszy, jak ja znałam ją i poznałam w tych ostatnich czasach – nikt z nich nie znał twoich rodziców i nie może zdać sobie sprawy z przyczyn twoich błędów, nikt wreszcie tam nie marzy o tym, co ja dla ciebie, nikt nie wie, jakie skarby w twej duszy złożone. Nikt cię nie kocha tak, jak ja cię kocham.

Zdaje mi się, że widzę skrzywione usteczka i łzy w oczach, kiedy mowa o miłości, lecz to mnie nie przeraża. Wierzę mocno, że Halina oceni kiedyś Li i ciotkę, a tydzień, który tak gwałtownie rozdarł nasz serdeczny stosunek, uważać będzie za dobry materiał do komedii obyczajowej. I kto wie, czy nie napiszesz jej sama, bo po ojcu i ciotce mogłaś odziedziczyć trochę zamiłowania do pióra.

Dość na dzisiaj. Chciałam tylko ci napisać (bo powiedzieć nie było można), żeś mi zawsze tą samą drogą i bliską istotą, że wierzę w twoje serce i charakter, w twoją przyszłość. Lecz potrzebujesz kierunku i rozumnej ręki. Sprawia to właśnie bujność twej natury. Liche zielsko, gdziekolwiek wyrośnie, kwiat wyda – pożyteczna roślina wymaga starań i opieki. Inaczej staje się zielskiem.

Liczę na ciebie – czekam. Pierwszą nadzieję, żeś na dobrej drodze, dadzą mi listy twoje, chociażby gorzkie i pełne wyrzutów: skoro przemawiasz do ciotki tyrana, to już dobrze, zrozumiemy się po trochu. Jak widzisz i w tym liście – pojednawczym – nie schodzę z drogi, na której chcę spotkać się z tobą, drogi szczerości. Mimo tysiąca dzieciństw, jesteś rozwiniętą przedwcześnie i nie będę traktowała cię, jak dziecko. Prawda w stosunkach ludzkich to zdrowie i siła, bez niej kwiat ten więdnie, ona przywraca mu życie, chociażby była gorzką i bolesną.

A więc na gruncie prawdy i miłości starajmy się zrozumieć, drogie dziecko, reszta sama znajdzie się z czasem.

Bądź zdrowa, silna, szukaj – spokoju i równowagi.

Kochająca cię bardzo

ciotka.

PS. Odbierzesz ten list bez kontroli i twoje listy do mnie również nie będą czytane. Porozumiałam się co do tego z przełożoną.

Serdeczne pozdrowienie.


II. Samowola i samodzielność

Drogie dziecko nienawidzące „niebotycznej” Haliny „nadzianej doskonałością i cnotami”, która przestała być prawie człowiekiem; biedne, zbolałe dziecko, nawołujące ciotkę tyrana do skruchy, szydzące z kontroli listów, karności i literatury dla młodzieży, która „zabija indywidualność”, a chce podług szablonu urabiać „cnotliwe dziewice” – dziękuję ci za te wszystkie szczere słowa, które mi pozwalają czytać w twojej duszy.

I tak dalece nie mam się za „nieomylną”, że według twej recepty myślałam o sobie i nie przeczę, iż znalazłam w sobie winy: mało cierpliwości, nie umiejętność pogodzenia obowiązków. Zapewne tym zbłądziłam i to przyznać mogę. Jestem niemłoda i kaleka. Z kulawą nogą trudno biegać za jaskółką i trudno się o nią nie lękać. Byłam może za twarda i surowa, może – nie jestem widać pedagogiem, jeżeli to wymaga dyplomacji. Postąpiłaś samowolnie, wydając od razu znaczną sumę na głupstwa bez wartości, zawiązując stosunki z nieznanymi mi osobami, uciekając z mojego domu, skoro nie chciałam tego tolerować – ale to, droga moja, nie jest samodzielność. Proszę cię bardzo, zastanów się nad tym: to samowola, bo robisz, co ci się podoba, bez rozwagi i myśli o jutrze. Brak samodzielności, bo nie umiałaś i nie mogłaś poradzić sobie sama w trudnym położeniu. Samodzielnym jest ten, kto sam umie kierować swoim postępowaniem, obrać drogę, dążyć do celu, zdobywać potrzebne środki, jednym słowem – wystarcza sobie. Pomyślże, moja droga, co by się z tobą stało, gdybyś nie miała nad sobą opieki, pomyśl tylko głębiej i szczerze, czybyś sobie poradziła. W moim przekonaniu – nie. I nie dziwię się temu: nic dotąd nie rozwijało w tobie samodzielności, a stosunki domowe pozwalały tylko rozkiełzać się zupełnej samowoli: chcę, więc robię – robię, bo chcę – taka była zasada twego postępowania. Matka słaba, widziała w tym samodzielność, ty – rzecz zupełnie prosta – nie rozróżniałaś tych pojęć. A to dwie rzeczy nawet zupełnie przeciwne. I małe dziecko bywa samowolne, choć zdajesz sobie sprawę, że nie może być samodzielnym.

Weźmy jeszcze na próbę taki przykład. Zadaj sobie pytanie, co byś uczyniła, gdybyś nagle znalazła się sama na świecie, bez rodziny, przyjaciół i pieniędzy.

Większość dziewcząt w tym położeniu stałaby się igraszką losu. Przypadek rozporządziłby ich przyszłością. Bardzo nieliczna garstka znalazłaby drogę własną.

Jesteś szczera i umiesz myśleć, więc mam przekonanie, że zastanowisz się nad tym poważnie. To będzie wystarczające. Rozróżnienie tych dwóch pojęć, tak dziwnie wśród młodzieży poplątanych, ogromnie cię wiele nauczy.

Nie wątpisz, że ci pragnę ułatwić tę pracę, więc jeszcze parę przykładów.

Zdarzenie rzeczywiste: szesnastoletnia panienka, córka niezamożnych, ale kulturalnych rodziców, nagle została sierotą. Zabrali ją na wieś krewni, aby im uczyła dzieci, ponieważ jakieś 4 czy 5 klas skończyła. Po roku przyszła do przekonania, że nie może być u nich dłużej. Poznała życie ze stron zupełnie nowych, smutnych i brzydkich zarazem, nie umiała sobie inaczej poradzić, więc zabrała mały węzełek, kilka rubli zarobku i powróciła sama do Warszawy. Gdzie stanąć? Na hotel nie miała pieniędzy i bała się, nie śmiała. Do dalszych znajomych nie miała odwagi się udać. Szukała wspólnego pokoju z kart wywieszonych i znalazła jakiś kącik. Teraz chodziło o pracę. Myślała, że dostanie małe dzieci do nauki, zapisała się w kilku kantorach, obejrzało ją kilka osób, ale wydawała się za młoda, a może... za ładna. A tymczasem, choć żyła herbatą i chlebem, pieniądze wychodziły. Obliczywszy, że jej zostało niewiele, zgodziła się do służby, za młodszą.

Służba nie była zła, ani szczególnie dobra. Miała pracę i odpoczynek, niezłe życie, sypiała z kucharką w alkowie. Czuła jednak, że nie wytrzyma tak długo. Ani zajęcie, ani sposób życia nie dawały jej zadowolenia. Powiedziała sobie: to nie moja droga. Zebrawszy znów trochę grosza, powróciła do wspólnego pokoiku i zaczęła zarabiać igłą. Płacono jej niewiele, bo niewiele umiała, lecz była zręczna, pracowita i miała gust. Zdobyła naukę kroju, wprawę, dobrą opinię, a wreszcie własny warsztat pracy.

Czy nazwiesz tę dziewczynę samodzielną?

Czy samowola dałaby jej siłę wytrwać w służbie, w otoczeniu dla niej bardzo przykrym, bo niższym umysłowo i moralnie? Czy wytrwałaby lata całe w magazynie, słuchając nieraz niesłusznych zarzutów, niesprawiedliwych uwag, trudnych poleceń? W niej obok woli działała rozwaga i to stanowiło jej siłę.

Można by zrobić jeszcze takie porównanie. Samowolny zagłębia się w puszczę nieznaną, nic nie wiedząc, jakie grożą tam niebezpieczeństwa, powodowany chęcią odważnego czynu, nowej rozrywki i szukania wrażeń. Samodzielny, jeśli tę puszczę przebyć musi, stara się przedtem coś o niej dowiedzieć, a wiedząc, że odwaga nie zawsze wystarcza, idzie śmiało, lecz z bronią, zapasami, według jakiegoś kierunku – z rozwagą.

Samodzielność jest jednym z najcenniejszych przymiotów człowieka: otwiera przed nim drogę życia, zapewnia mu na niej możliwe zwycięstwo, jest dla niego gwarancją szczęścia, dla ogółu zyskiem, bo samodzielny mało potrzebuje, a w zamian wiele daje. Człowiek samodzielny, z wiedzą i bez wiedzy, daje ludziom przykład, kierunek, oparcie, pomoc materialną i stokroć cenniejszą moralną, jest siłą i duchem społeczeństwa, stanowi jego czoło, choć może nie troszczyć się o to.

A samowola to ciężka choroba. Samowolny sam ginie i innych pociąga do zguby – nic nie zdobędzie, bo nie ma rozwagi – nic nie uznaje, prócz swego kaprysu, który dla niego jest jedynym prawem i szerzy spustoszenie, zamęt i zepsucie, bałamucąc mało krytyczne umysły, a przede wszystkim młodość. Samowola to plama na naszej przeszłości, to wada narodowa charakteru. Walczmy z tym wrogiem, a zdobędziemy więcej samodzielności.

Jak widzisz, list mój nie jest listem ciotki: to wyjaśnienie znaczenia dwóch wyrazów, odnoszące się nie tylko do ciebie. A ponieważ jesteś zdania, że „uczucie zostało wykreślone z naszego stosunku”, więc może właśnie taka wymiana poglądów doprowadzi nas łatwiej do porozumienia i poznania się wzajemnego w sposób głębszy. Chyba, pomimo wszystko, warta jestem w twoich oczach choćby tylko poznania? W gruncie jesteś istotą sprawiedliwą i wiem, że mi to przyznasz, proponuję ci zatem stałą korespondencję w tych kwestiach, w których właśnie najbardziej się różnimy albo nie znamy. Jeśli moje poglądy wydadzą ci się nieuzasadnione, powiesz mi najotwarciej, że się mylę. I w mojej duszy mieszka sprawiedliwość, więc postaram się zastanowić i może ci przyznam słuszność.

Z wielkim zajęciem czekam odpowiedzi, moje rozżalone i kochane dziecko, wierząc mocno, że wzajemne nasze przywiązanie wypłynie zwycięsko z tej próby.

Kochająca cię

ciotka.


III. Posłuszeństwo, karność

Li moja, droga, złota, jesteś bardzo mądrą, dziewczynką! Już dziś ta korespondencja sprawia mi wielką przyjemność, nie tylko dlatego że pisuję do ciebie, ale że umiesz czytać, odczuwać, rozumieć. I widzisz, dziecko moje: my się zrozumiemy prędko, zrozumiemy bardzo dobrze. Zaraz ci powiem, jak do tego wniosku przyczynił się twój list ostatni.

Piszesz, że „zabraniasz” mi takiego tonu, że nie pozwolisz mi żartować z siebie, że przemawiam, jak niańka do bobusia, który stawia pierwsze kroki, a ona go nazywa „klólem”, „Napoleonem!”

Wniknęłam zaraz w swoją winę i przyszłam do przekonania, że w twoim spostrzeżeniu jest jakaś część prawdy. Ziarenko. Coś niezależnego ode mnie: wyraz naszego stosunku. Tak w tej chwili czuję i tak piszę. Nie żądasz przecież ode mnie obłudy? Toby nas rozdzieliło, a szczerość nas zbliży. Przecież zupełnie szczerze uważam cię za dziewczynkę niezwykle inteligentną i przemawiam jak do człowieka, który zrozumie bardzo subtelne i poważne rzeczy – lecz obok tego jesteś dla mnie jakimś „dzidziusiem”, który trzyma się krzesła i stawia pierwsze kroki.

Nie gniewaj się o to, dziecko, bo to nic nie pomoże. Kiedy piszesz, że mi „zabraniasz” tego lub owego, że „gardzisz” posłuszeństwem, „godnym istot niedołężnych”, że rad nie potrzebujesz, bo one nikomu jeszcze nic nie pomogły itp. rzeczy, widzę przed sobą tego miłego dzidziusia i basta! Nic na to nie poradzę, że go widzę.

Lecz zapewniam cię najpoważniej, moja droga, że tylko od ciebie zależy, abym go nie widziała. O ile w twoich listach nie będzie takich właśnie wybryków „dzidziusiowych”, o tyle mój nastrój wróci do powagi. Byłam niegdyś nauczycielką, prowadzę dzisiaj pismo dla młodzieży, cóż dziwnego, że całe życie nauczyło mnie naginać myśl swoją do poziomu czytelnika i słuchacza? Jest to zupełnie już pomimowolne i bezwiedne.

A poziom – to pojęcie niezmiernie złożone, nie tak łatwe do zdania sobie sprawy. W tobie np. łączy się inteligencja z dzieciństwem. Nie obrażaj się, jak ja się nie obrażam o twoje wyrażenia, tylko pomyśl. Zastanów się nad sobą.

Czyż mogę bez uśmiechu traktować czytelnika, który mnie z całą śmiałością zapewnia, że np. posłuszeństwo jest „starym przesądem, skazanym na wymarcie wraz z ginącym pokoleniem”? Nie wiem, gdzie wyczytałaś, czy usłyszałaś ten frazes, ale nim go powtórzysz jeszcze komukolwiek, rozważ i chciej sobie wyobrazić, jak by życie społeczne wyglądało bez posłuszeństwa. Nie słuchają dzieci rodziców (nie wiem, czy od urodzenia, czy wiek na to jest oznaczony), nie słucha robotnik dozorcy, żołnierz zwierzchnika, urzędnik starszego, uczeń nauczyciela, słowem – władza nie istnieje, bo władzy bez posłuszeństwa być nie może. Matka, zamiast rozkazać, musi tłumaczyć dziecku, dlaczego stawia takie lub inne żądanie, a zanim wytłumaczy, ono tymczasem może zaziębić się, utopić, upaść, skaleczyć się, sparzyć, narazić na tysiące niebezpieczeństw fizycznych i moralnych. Wytłumaczenie może być potrzebne dla dobra dziecka po spełnieniu rozkazu, lecz posłuszeństwo musi być przede wszystkim odruchowe, bezwzględne, dla ludzi rozwiniętych oparte wyłącznie na zrozumianej już przez nich karności. Czyś sobie zdała sprawę, że bez posłuszeństwa, tego mechanicznego, ślepego posłuszeństwa, żadna społeczna praca wykonana być nie może, żaden cel osiągnięty, żadna organizacja utrzymana? Czy nie rozumiesz, że jest wprost niepodobieństwem tłumaczyć przyczyny każdego rozkazu? Ani dziecku, ani podwładnym. Nie tylko czasu nie ma – mocy nie ma. Oddanie komuś władzy to znaczy powierzenie mu prawa rozkazu, to znaczy zaufanie, że jego rozkaz będzie mądry i pożyteczny. I bez tego niepodobna żyć społecznie.

Naturalnie, że bywają złe rozkazy, naturalnie, że są nadużycia władzy. To inna kwestia. To rany społeczne, które się leczy, nad którymi się czuwa, lecz zasada nie może być zmieniona, bo się niczym zastąpić nie da, nawet najidealniejszym i najdoskonalszym rozwojem wszystkich jednostek. Takie rozwinięte jednostki właśnie będą posłuszne, bo zrozumieją zasadę. One tylko prędzej i łatwiej zapobiec mogą nadużyciom. Jeżeli to wszystko weźmiesz pod uwagę, jakże osądzisz sama swoje zdanie o „wymarciu posłuszeństwa” z tym zacofanym pokoleniem?

Pierwszym krokiem na drodze społecznego życia był rozkaz i posłuszeństwo. Zastanów się nad tym. Pierwszym krokiem. Bez tego żadna łączność niemożliwa. Nic osiągnąć nie można.

I ten, co rozkazuje, nie zawsze bywa najmądrzejszy: on tylko w danej dziedzinie ma władzę, bo w niej mu zaufano. Spotkasz w wojsku inteligenta żołnierza pod władzą niższego umysłowo oficera; spotkasz w biurze filozofa i poetę pod władzą doskonałego zwierzchnika, który nie zna się wcale na filozofii i poezji. Spotkasz w fabryce genialnego robotnika, który stanie się wynalazcą, zwróci przemysł na nowe tory, ale póki jest podwładnym, musi być posłuszny władzy.

Wielka mądrość leży w przysłowiu: kto nie umie słuchać, nie będzie umiał nigdy rozkazywać.

Jeżeli cię interesuje ta kwestia, patrz uważnie dokoła siebie, a znajdziesz na to dowodów tysiące i będziesz je rozumiała coraz głębiej. Nie umie rozkazywać, kto nie umiał słuchać.

Myślę, żeś już słyszała coś o skautingu – niewątpliwie zetkniesz się z nim wkrótce bliżej, bo ten prąd zdrowej siły szerzy się u nas szczęśliwie, jak roślina na bujny grunt rzucona. Wniknij w jego zasady, a przekonasz się, czym jest karność i posłuszeństwo w tym nowym ruchu XX w., więc chyba nowożytnym najzupełniej.

Na zakończenie przytoczę ci jeszcze mały obrazek wzięty z książki dla młodzieży, której treścią jest jednak życie.

Chłopcy podczas wakacji bawili się w wojsko, nie tak dorywczo, aby się bić co dzień, lecz chodziło im o systematyczne ćwiczenia i wyrobienie karności wojskowej, jako potrzebnej w życiu. I nadszedł taki dzień, że wychowawca powiedział: O trzeciej bądźcie na werandzie, obierzemy wodza. O trzeciej zebrali się chłopcy na werandzie, lecz nie było wychowawcy, który miał dać im przedtem konieczne objaśnienia. Czekali całą godzinę, wielu się znudziło i poszli sobie do lasu lub w pole. Po dwóch godzinach większość zdecydowała, że nie ma po co czekać dłużej, szkoda czasu. I każdy poszedł w swoją stronę.

Ale kilku zostało. Uważali się za żołnierzy i nie chcieli zejść z posterunku. O szóstej przyszedł wreszcie wychowawca i zaczął od tego: – Musieliście być poddani próbie. Aby być wodzem, trzeba złożyć dowody: posłuszeństwa, karności, cierpliwości, wytrwałości. Koledzy wasi, którzy się rozbiegli, cnót tych nie posiadają, spomiędzy siebie macie prawo wybrać wodza.

Czy uznajesz, że wychowawca miał słuszność?

Serdeczne pozdrowienie.

Ciotka.