Kryzys wieku średniego - Andre Daigneault - ebook
Wydawca: Święty Wojciech Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 106 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kryzys wieku średniego - Andre Daigneault

Kobiety i mężczyźni około czterdziestego roku życia przechodzą często kryzys zwany "kryzysem wieku średniego". Książka ta stara się wyjaśnić jego mechanizmy i to, co jest stawką w tym kryzysie: przejście z "działać" do "być". Inaczej mówiąc, chodzi o to, aby stać się naprawdę sobą. W rzeczywistości bowiem kryzys ten jest kryzysem tożsamości.

W całym tym przewrocie, jaki powoduje, może on stać się okazją do zbawiennego wysiłku samoanalizy, dzięki któremu chrześcijanin, pojednany ze sobą i z Bogiem, będzie wreszcie w stanie odpowiedzieć na swoje, głęboko w nim wpisane, powołanie. Dlatego właśnie Kryzys wieku średniego nie jest wcale przeszkodą w rozwoju osobowym - jest naszą życiową szansą.

André Daigneault pochodzi z Montrealu. Kapłan katolicki, kaznodzieja i rekolekcjonista, odpowiedzialny za Ognisko Miłości w Sutton w Quebecu. Opublikował szereg książek. W języku polskim ukazały się: Dobry łotr. Tajemnica miłosierdzia (2002), Droga niedoskonałości. Świętość ubogich ( 2010), Od serca z kamienia do serca z ciała. Przez życiowe kryzysy ( 2012).

Opinie o ebooku Kryzys wieku średniego - Andre Daigneault

Fragment ebooka Kryzys wieku średniego - Andre Daigneault




Zamiast wstępu…

Kto ośmieliłby się twierdzić, że nigdy nie zdarzyło mu się stracić gruntu pod nogami i o mało co się nie utopić? Wciągnięci w straszny wir, czujemy jak błyskawicznie toniemy. Porażka zdaje się nieunikniona. Nie pozostaje nic innego, jak pragnąć dotknąć wreszcie dna i z całych sił energicznym odbiciem postarać się, wbrew wszelkiej nadziei, wypłynąć na powierzchnię. A tymczasem, czy nie trzeba by było w tym właśnie momencie pozwolić się pochłonąć, ośmielić się spojrzeć na swoje życie we wszystkich jego aspektach, bez obawy o to, że trzeba się przyjrzeć jego najciemniejszym obliczom? Tym, które zbyt często każą nam jednym machnięciem ręką zmieść całe lata życia, ponieważ w głębi wiru widzimy jedynie nicość. Taka rewizja jest zbawienna. W rzeczywistości, pozwalając w ten sposób ściągnąć się na dno, aż do własnej nicości, możemy zadecydować o wejściu do krainy głębi naszego serca. Nie do Nibylandii, do której mielibyśmy pokusę uciec, ale do krainy prawdziwie rzeczywistej, posiadającej swoją kartografię i historię, historię naszego życia.

To o takie zanurzenie chodzi, kiedy dobijamy do etapu życiowego zakrętu. I od nas jedynie zależy przemienienie go w łaskę, łaskę autentyczną, nawet jeśli jest ona najczęściej bolesna w doświadczeniu. Prawidłowo zresztą używa się tu nazwy kryzysu. To kryzys wieku średniego. Na skrzyżowaniu dróg, pomiędzy młodością a starością, możliwe jest nadanie swemu życiu nowego kierunku. Inaczej mówiąc – nadanie nowego sensu, pod warunkiem jednak, że nie będziemy się czepiać jakiegoś wyobrażenia młodości i że nie będziemy jej przeceniać. Pod warunkiem również, że nie będziemy przedstawiać sobie w czarnych kolorach obrazu starości, jaki sobie stworzyliśmy…

Byłoby jednak zarozumiałością, by uzbroiwszy się w swoją busolę, liczyć na własne siły w tej pogoni za właściwym kierunkiem. Zresztą kryzys mocno by te siły osłabił. By przejść przez tę próbę – ponieważ kryzys wieku średniego właśnie nią jest – należy się uciec do absolutnie szczególnej łaski, do łaski zawierzenia. Wejście w proces zawierzenia prowadzi do pojednania z naszą ludzką naturą w szerokim tego słowa znaczeniu; do pojednania z człowiekiem, jakim się jest, ze swoimi siłami i swoimi słabościami, swoimi zaletami i swoimi wadami. Do zaakceptowania się takim, jakim się jest. Aby to osiągnąć, dobrze byłoby zrzucić maski i fałszywe pozory. Jeśli kryzys wieku średniego jest próbą, to jest próbą prawdy. Nadanie nowego sensu naszemu życiu to przede wszystkim zadecydowanie o byciu prawdziwym.

Nie jesteśmy sami w tej walce o prawdę. I doświadczamy tego właśnie w samym środku tej próby.

UWIELBIAJ I ZAWIERZ SIEBIE

„Nie niepokój się o wartość twego życia, o jego anomalia, rozczarowania, o jego przyszłość mniej czy bardziej zagmatwaną i ciemną. Czyń to, co Bóg zechce.

Ofiaruj Mu, pośrodku Twoich niepokojów i niezadowolenia, ofiarę duszy upokorzonej, która składa ukłon mimo wszystko właśnie surowej Opatrzności…

Nieważne, że w głębi siebie samego czujesz jakby naturalny ciężar, skłonność do zamknięcia się w sobie, w swoich smutkach i brakach… Nieważne, że po ludzku, czujesz się „przegrany”, skoro Bóg znajduje Cię udanym i według swego upodobania… Powoli Pan cię zdobędzie i zyska dla siebie…

Błagam cię, kiedy poczujesz się smutny, sparaliżowany – uwielbiaj i zaufaj.

Uwielbiaj, ofiarując Bogu swoje życie, które wydaje ci się zniszczone różnymi okolicznościami: nie ma piękniejszego daru jak rezygnacja z tego, kim mogliśmy być!

Zaufaj, ślepo zatrać się w zawierzeniu Naszemu Panu, który pragnie sprawić, byś był Go godzien i który do tego doprowadzi, nawet jeśli do końca pozostaniesz w ciemności, bylebyś tylko trzymał Jego rękę, zawsze tym mocniej, im bardziej jesteś zawiedziony, zasmucony.

Bądź całkowicie szczęśliwy, mówię ci to. Trwaj w pokoju. Bądź niestrudzenie łagodny. Niczemu się nie dziw, ani twojemu fizycznemu zmęczeniu, ani twoim moralnym słabościom. Spraw, by narodził się i zachowuj zawsze na swej twarzy uśmiech, odblask uśmiechu naszego Pana, który pragnie działać poprzez ciebie i dlatego coraz bardziej zajmować twoje miejsce.

W głębi swej duszy umieść przede wszystkim jako podstawę wszelkiego działania, jako kryterium wartości i prawdy, myśli, które cię zalewają, niezmienny Boży pokój.

Ponieważ twój czyn musi nieść daleko, powinien emanować on z serca, które cierpiało: to prawo, w sumie słodkie… Kiedy poczujesz się smutny, uwielbiaj i zaufaj”[1].

Teilhard de Chardin


1

Wskrzeszenie Łazarza

Panie, oto choruje ten, którego kochasz.

(J 11,3)

CZAS ZERWANIA

Współcześni badacze przeważnie zgodnie uważają, że pomiędzy trzydziestym piątym a pięćdziesiątym piątym rokiem życia – trudno tu o precyzję, tak bardzo zależy to od osoby – a szczególnie pomiędzy czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem mężczyźni i kobiety przechodzą pewnego rodzaju kryzys, słynny kryzys wieku średniego, kryzys życiowy. Wszystko podajemy w wątpliwość, ponieważ nie wiemy już, gdzie jesteśmy. To właśnie moglibyśmy nazwać kryzysem nostalgicznym. Na nowo pojawia się w pamięci wszystko, co przeżyliśmy od czasu lat młodzieńczych. Tak bardzo chcielibyśmy powrócić do tego okresu naszego życia. I rzeczywiście, przyjmujemy niektóre postawy i zachowania nastolatka. W rozsypce, wzburzeni, udręczeni, reagujemy czasem jak ci młodzi, którzy domagają się, by pozwolić im wreszcie „żyć własnym życiem”. Odmawiamy starzenia się; ubieramy się jak nastolatkowie, upajamy się nic nie znaczącymi wypadami; nie chcemy już stawiać czoła naszym zobowiązaniom. Mamy wrażenie, że nikt nas nie rozumie. Ten brak zgody na starzenie się powstaje z wewnętrznych rozdarć, konfliktów, rozdźwięków, nieporozumień ze współmałżonkiem i dziećmi – u osób w związkach małżeńskich. Czasem nawet z rozstań. Kryzys wieku średniego nie oszczędza osób niezamężnych czy nieżonatych, także duchownych i kapłanów. Oni też poddani są pokusie podania wszystkiego w wątpliwość i niektórzy opuszczają swoje wspólnoty.

Chociaż mężczyźni i kobiety są tak samo tym kryzysem dotknięci, jednak rozpoczyna się on prędzej u tych ostatnich. W rzeczywistości kobiety są przeważnie szybciej dojrzałe. I tak jak prędzej wchodzą w kryzys młodzieńczy, tak kryzys wieku średniego pojawia się w ich życiu o wiele wcześniej. Ponieważ te dwa kryzysy prowadzą do zerwań pozwalających na przejście do kolejnego stadium rozwoju (z dzieciństwa w dorosłość w przypadku kryzysu młodzieńczego), są one niezbędne dla zbudowania osobowości. Niektórzy psycholodzy zresztą zauważyli, że fakt, iż nie przeszło się kryzysu wieku dojrzewania lub że minął on niemal niepostrzeżenie, może pociągnąć za sobą o wiele dotkliwszy kryzys wieku średniego.

Nawet jeśli wszystkie kryzysy mają swoje znaczenie, to kryzys wieku średniego jest jednak zasadniczy. Przychodzi czas, gdy mężczyzna, jak i kobieta, muszą wejść w głąb swego serca i stawić czoła własnym zranieniom. To nie jest już pora na dokonywanie wyborów co do przyszłości: albo zrzekamy się naszej odpowiedzialności, albo nie przestajemy szanować zobowiązań, których podjęliśmy się w sposób wolny i świadomy, kiedy mieliśmy dwadzieścia czy trzydzieści lat. Niezależnie od tego, czy wybierzemy przeciwstawienie się czy wierność, to w stosunku do tych pierwszych wyborów określamy siebie.

Jak wyjść zwycięsko z tego kryzysu wieku średniego? To pytanie, na które spróbujemy znaleźć odpowiedź. Chrześcijańską odpowiedź. Niniejsze rozważanie jest konkluzją wielu lat kapłaństwa i duchowego towarzyszenia. Pragnie sięgnąć i odnawiać się ze źródła, to jest z samego Słowa Bożego, poruszyć ten temat z biblijnego punktu widzenia. Wiele fragmentów, tak Starego, jak i Nowego Testamentu, oferuje nam pod tym względem przejmujące światło, pod warunkiem, że potrafimy im zadać właściwe pytanie. Spróbujemy więc posuwać się krok za krokiem w wyjaśnianiu kryzysu wieku średniego za pomocą kluczy tej lektury, które pomogą nam w głębszym zrozumieniu szczególnie dwóch spośród nich – epizodu z wędrowcami do Emaus oraz fragmentu, który mówi o wskrzeszeniu Łazarza. Zacznijmy od tego ostatniego…

WSKRZESZENIE ŁAZARZA

Przyjrzyjmy się z bliska wydarzeniu, które w swojej symbolice porównywalne jest z kryzysem wieku średniego. Chodzi o wskrzeszenie Łazarza, takie, jak je opisuje rozdział 11. Ewangelii św. Jana…

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus usłyszawszy to rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei!». Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić». Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego!» Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć».

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Rzekła Marta do Niego: «Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Rzekł do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».

Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus ujrzał, jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzieście go położyli?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!». Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: «Oto jak go miłował!» Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»

A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!»[2].

WSZYSCY JESTEŚMY ŁAZARZAMI

Jaki istnieje związek pomiędzy tym wydarzeniem a kryzysem wieku średniego? Nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie jest on oczywisty, to niewątpliwie istnieje. Z kim bowiem w istocie utożsamić czterdziestolatka pośrodku swego kryzysu, jak nie z Łazarzem? Łazarz zmarł, pochowano go w grobie. Umieszczono kamień u wejścia do groty. Otóż jeśli staramy się wytłumaczyć, co się dzieje w trakcie kryzysu wieku średniego, trudno dobrać słowa. Trudno zdefiniować stan, w jakim tkwi osoba. W najlepszym przypadku może ona wyrazić go w niejasnym przybliżeniu: „Coś jakby we mnie umarło, nie ma już tu życia”. Przyjrzyjmy się z bliska temu, co przekazuje nam Ewangelia. Powiadamia się Jezusa: „Panie, oto choruje ten, którego kochasz”. Jeszcze niedawno Jezus i Łazarz spotkali się i nic nie zapowiadało ani nie pozwalało przeczuć tajemniczej choroby, w którą ten ostatni miał popaść. Nagle Łazarz zachorował i z powodu tej choroby umiera. Tak jest z osobami z naszego otoczenia, które wchodzą w kryzys wieku średniego. Nagła zmiana, która się w nich dokonuje, sprawia, że z trudem je rozpoznajemy. Do tego stopnia, że w małżeństwie, zdarza się, iż żona nie może już rozpoznać swego męża i vice versa.

CZAS OCZEKIWANIA

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.