Kreatywność. Jak ją rozwijać w sobie i w organizacji  - Marek Stączek - ebook
Wydawca: EdisonTeam.pl Kategoria: Specjalistyczne Język: polski

Kreatywność. Jak ją rozwijać w sobie i w organizacji ebook

Marek Stączek

(0)

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kreatywność. Jak ją rozwijać w sobie i w organizacji - Marek Stączek

Kolejna, i znów świetnie napisana, książka Marka Stączka. Tym razem autor „wziął na warsztat” jeden z procesów umysłowych szczególnie wyróżniających ludzi w całym świecie przyrody a jednocześnie niezwykle skomplikowany – kreatywność. Stączek nie tylko przystępnie tłumaczy, co współczesna psychologia o nim wie, ale pokazuje, jak go rozwijać. Ten praktyczny aspekt książki będzie niezwykle cenny dla każdej osoby, dla której twórcze myślenie jest podstawą aktywności zawodowej. A może nie tylko… Bo bez kreatywności trudno wyobrazić sobie satysfakcjonujące życie, nie tylko to profesjonalne.
Marcin Rotkiewicz, „Polityka”

Marek Stączek w sposób konkretny i uporządkowany pokazuje metody, dzięki którym organizacja może przejść od stadium rozwojowego „Pomysłowego Dobromira” do etapu, w którym mikro i makro innowacje spowodują skok wartości firmy. Autor Kreatywności podaje managerom i pracownikom konkretne narzędzia, dzięki którym kreatywność przestanie być świętem, a stanie się codziennością. Pokazuje, jak ważna jest rola środowiska sprzyjającego innowacjom, jak bardzo opłacalne jest stworzenie i rozwijanie takiego klimatu pracy.
Monika Lech, Dyrektor Pionu Informacje, Grupa Onet.pl S.A.

Książkę Marka Stączka otwiera intrygujące zadanie: „Kiedy wieje wielki wiatr, większość ludzi szuka schronienia, a tylko niektórzy budują wiatraki” i rzeczywiście, autor w dalszej części swoich rozważań podaje sposoby na budowanie. Dzieli się doświadczeniem związanym z rozwijaniem kreatywnego myślenia i przedsiębiorczego działania. Ciekawym zabiegiem jest zaproszenie do dyskusji ludzi ze świata biznesu, sztuki, organizacji, nauki. Czytelnik bez wątpienia znajdzie wiele praktycznych pomysłów i inspiracji. Gorąco polecam!
Edyta Brykała, Dyrektor Zarządzająca Noble Concierge

Opinie o ebooku Kreatywność. Jak ją rozwijać w sobie i w organizacji - Marek Stączek

Fragment ebooka Kreatywność. Jak ją rozwijać w sobie i w organizacji - Marek Stączek





Przedmowa

W 1772 roku Józef Haydn, dyrygent dworskiej orkiestry węgierskiego księcia Mikołaja Józefa Esterházy von Galántha, stanął przed karkołomnym zadaniem. Książę ciągle przesuwał datę rozpoczęcia urlopu całego zespołu. Muzycy uporczywie nalegali na kompozytora, aby zajął się ich sprawą i wpłynął na arystokratę. Haydn wiedział, że prosząc mecenasa, niewiele wskóra. Przemyślał swoje położenie i postanowił, aby w jego sprawie przemówiła... muzyka. Skomponował Symfonię pożegnalną (symfonia nr 45 fis-moll). To 25-minutowe dzieło rozpoczęła orkiestra w pełnym składzie. W miarę trwania utworu stopniowo cichły kolejne instrumenty, kończyły się bowiem napisane dla nich partie. Kolejni muzycy wstawali, gasili swoje świece i cicho wychodzili. Scena stopniowo pustoszała, aż do momentu, w którym symfonię zakończył duet skrzypcowy, a nie – jak to było w zwyczaju – cała orkiestra. Podobno – jak podają źródła – książę zrozumiał aluzję i dał upragniony urlop swojej orkiestrze.

Haydn znalazł sposób… i właśnie o tym jest ta książka. O szukaniu rozwiązań, twórczym działaniu, zarówno indywidualnym, jak i zespołowym. Marek Stączek dzieli się w niej spostrzeżeniami dotyczącymi kreatywnego myślenia i innowacji.

Zachęcam do lektury.

Jack Brown, EdisonTeam.pl


Wstęp

Wszystko, co nas otacza, miało swój początek w czyjejś głowie.

Harry Adler

Do zastanowienia. Potężne metropolie, Apple, Google, strzelisty gotyk, nowoczesne technologie, demokracja, penicylina, ekspresjonizm, V symfonia Beethovena, szachy, Zbrodnia i kara... wszystko to miało swój początek, rozwinięcie i zakończenie w ludzkim umyśle.

Do kogo. Książkę tę dedykuję tym wszystkim, którzy podzielają pogląd, że przez stworzenie ciekawych, oryginalnych i użytecznych koncepcji możemy kształtować nasze tu i teraz. Główne przesłanie tych rozważań adresuję do osób potrafiących budować układy społeczne, zespoły, firmy, w których panuje atmosfera tworzenia i przedsiębiorczego działania.

Do zastosowania. Dawno temu przeczytałem zdanie, które ma w sobie coś uwodzącego: Kiedy wieje wielki wiatr, większość ludzi szuka schronienia, a tylko niektórzy budują wiatraki. Zatem nie czekaj, rozpocznij budowanie.

Podczas pisania tej książki starałem się podzielić doświadczeniem, jakie zgromadziliśmy w zespole EdisonTeam.pl, prowadząc sesje kreatywnego myślenia oraz projekty wdrażania innowacji w organizacjach.

W treść książki wpisali się moi goście, których poprosiłem o rozwinięcie haseł związanych z kreatywnym myśleniem („słownik kreatywności”). Czytelnik odnajdzie tu wypowiedzi osób reprezentujących różne profesje, np.: aktora, pisarza, naukowca, trenera koszykówki, kompozytora, terapeuty, reportera, muzyka, prezesa spółki finansowej... Ten wybór podyktowany jest przekonaniem, że proces twórczego myślenia i zasady rozwijania kreatywności mają uniwersalny charakter. Uważam, że sposób poszukiwania pomysłów – niezależnie od miejsca, w którym się odbywa – przebiega w bardzo analogiczny sposób i ma w sobie coś ponadprofesyjnego, ponadbranżowego.

Sądzę, że Czytelnika zainteresowanego tematem twórczego myślenia szczególnie zaciekawi rozdział pierwszy – zadaję w nim cztery pytania o kreatywność osobom, które uważam za twórcze. W tej części spotkamy ludzi wywodzących się z trzech obszarów: świata mediów, biznesu i sztuki.

Wszystkim Wam, Drodzy Goście, serdecznie dziękuję za to, że zechcieliście podzielić się swoją wiedzą.

Większość rozdziałów zakończona jest dygresją, którą można by opatrzyć tytułem „przesłanie od naszego patrona”. W ten sposób chciałem upamiętnić postać wielkiego wynalazcy, autora 1093 patentów – Thomasa Edisona.

Książka, czego nie starałem się ukrywać, ma charakter nieco osobisty. Opowiadam w niej o tym, czego się dowiedziałem na temat kreatywnego myślenia, co zrozumiałem, co poznałem oraz z czym polemizuję.

Życzę miłej i inspirującej lektury.

Marek Stączek, EdisonTeam.pl

Warszawa, 20 stycznia 2012 roku

Ps. Ciąg dalszy rozważań o kreatywności można odnaleźć na blogu www.e-kreatywnosc.pl.


Rozdział pierwszy.
Moje cztery pytania do twórczych osób

Zaproszenie do rozmowy przyjęło dwanaście osób. Pytania koncentrowały się wokół znaczenia kreatywnego myślenia w środowisku, w którym dana osoba pracuje. Chciałem się dowiedzieć, jak każda z nich rozumie kreatywność. Próbowałem wydobyć od moich rozmówców pewien sekret. Prosiłem, aby podzielili się praktycznymi sposobami, które ułatwiają im tworzenie ciekawych pomysłów, oraz opowiedzieli, co robią, aby wspomagać innych w twórczym myśleniu.

Wszystkim rozmówcom zadawałem następujące pytania:

  1. Skąd czerpie Pan pomysły?
  2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?
  3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?
  4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Norbert BiedrzyckiPrezes Zarządu Sygnity S.A.

1. Skąd czerpie Pan pomysły?

Moja metoda to wysiłek fizyczny. Po kilkugodzinnej wyprawie rowerowej z synami, po spływie kajakowym czy np. po treningu przychodzi czas na wypoczynek, ale tylko mięśni… Wtedy do pracy „włączają” się intensywnie szare komórki. To się u mnie sprawdza. Dlatego nie rezygnuję z aktywności fizycznej. Już parę fajnych pomysłów przyszło mi do głowy właśnie w takich sytuacjach.

 

2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

Od lat pracuję w branży IT, w której stałą jest zmiana. Na pewno praca zespołowa jest jedną z metod wyzwolenia kreatywności. Członkowie takiego zespołu, nie krytykując żadnych swoich pomysłów, są w stanie po pierwsze dość szybko rozwiązać dany problem, a po drugie zweryfikować jego przydatność. Ale zespół musi mieć dużą autonomię, a niekiedy trzeba dać mu czas na wyzwolenie kreatywności. Są też jednostki, które wolą takie kwestie rozwiązywać samodzielnie w zaciszu gabinetu czy laboratorium. I tu też liczy się ich autonomia. Nie można jednak zapominać o egzekwowaniu rezultatów takiej kreatywności. Bo brak widocznych wyników może zniechęcić kolejne kreatywne jednostki.

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

Zawsze byłem pełen podziwu dla twórców programów kosmicznych w NASA. Zaczynali prawie od zera, bazując raczej na beletrystyce niż na szczegółowo przygotowanych projektach. Musieli ogarnąć wiele wątków jednocześnie, nie brakowało też czasami dramatycznych w skutkach błędów. Ale ludzki umysł (albo raczej setki umysłów) był sobie w stanie poradzić z podróżami w kosmos. Sam zresztą kiedyś brałem udział w projekcie związanym z przygotowaniem strategii wynoszenia ładunków na orbitę pozaziemską. Wiem, ile kreatywności, przedsiębiorczości wymaga ten temat. Nie mogę się doczekać kolejnego kroku po rezygnacji przez NASA z lotów wahadłowcami. To dopiero będzie wyzwanie wymagające kreatywności!

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Dla mnie synonimem słowa „kreatywność” jest termin „przedsiębiorczość”. Nie chodzi tylko o innowacyjne pomysły, takie rodem z literatury science-fiction. Pomysł, inicjatywa musi jednocześnie zawierać realne zastosowanie, najlepiej oferować kilka propozycji. I bardzo często ważniejszy od samej idei jest pomysł, jak ją zrealizować. Czyli kreatywność jako trampolina do zmiany, a nie sztuka dla sztuki. Pomysły muszą być osadzone w realiach tu i teraz.

Dariusz Bugalskidziennikarz, prezenter Polskiego Radia „Trójka”

1. Skąd czerpie Pan pomysły?

Dosłownie (prawie) – z powietrza, a dokładniej – z eteru. Bardzo wiele tematów programów pochodzi z listów i z wypowiedzi moich radiowych rozmówców. Udało mi się zdobyć sobie przez tych kilka lat pracy w radiu pewien zasób zaufania – ludzie proponują mi tematy. Potem trzeba spróbować je przetransponować na antenę – najlepiej, gdy również kreatywnie. Mój sposób polega na słuchaniu tego, co się mówi: co oznacza sformułowanie, gest, zachowanie?

Przykład: prowadziłem warsztaty z dziennikarstwa dla bardzo młodych ludzi, licealistów, którzy nie mieli radiowego doświadczenia. Ćwiczyliśmy różne elementy radiowego fachu. Jednym z nich jest tzw. hook – coś, co pomaga utrzymać uwagę słuchacza, kiedy nadaje się np. reklamy. Pewna dziewczyna zastosowała „hook” następujący: za chwilę posłuchamy rozmowy z…, a w tym czasie napijmy się razem herbaty (to znakomity sposób nie tylko na przeniesienie uwagi, ale i na stworzenie radiowej wspólnoty: herbata–dom–intymność–ciepło…). Ta dziewczyna jednak powtarzała tę zapowiedź co chwila. Dlaczego? Bo nie miała doświadczenia i panikowała? Owszem, ale też i dlatego, że jej nie szło, a ona to czuła. Program był nudny, a herbata zawiera przecież teinę! Dziewczyna mówiła: wiem, że to nudne, ale spróbujmy nie zasnąć. Ryzyko nadinterpretacji? Kreatywność niesie ze sobą ryzyko, nie przeczę.

Jeśli chodzi o pisanie – jest podobnie. Noszę ze sobą papier i ołówek i zapisuję, co usłyszę. A ponieważ bazgrzę, nie mogę czasem tekstu rozczytać. Często tracę, co napisałem, ale bywa, że zyskuję, np.: „słoiwa” – ze „słów”. Piękna, „międzyludzka” metafora.

 

2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

W moim zawodzie kreatywność jest istotna, bo… jest istotna. Stanowi podstawę i dziennikarstwa, i poezji. Trudno i darmo.

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

W dziennikarstwie zauważam pewną istotną zmianę: staje się ono coraz bardziej domeną i równocześnie ofiarą propagandy, zarówno w sensie komercyjnym, jak i politycznym. Informacji jest za dużo, a my jako „cognitive misers” ulegamy jej z pocałowaniem ręki. „Kreatywne” staje się dziś coś, co kiedyś było po prostu „rzetelne”: trzeba uważnie słuchać, badać, analizować i pokazywać (nie)konsekwencje. To jest tak rzadkie, że staje się kreatywne. Staram się wypracować tę postawę u siebie i u moich słuchaczy.

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Mistrzem kreatywności jest dla mnie Głupi Jasio z bajki: czujność, ryzyko, flow, intuicja, chwytanie współzależności.

Michał KicińskiPrezes Zarządu CD Projekt

1. Skąd czerpie Pan natchnienie/pomysły?

Oczywiście mówimy o dobrych pomysłach, a o takie wcale nie jest łatwo. Niestety, złych i przeciętnych pomysłów jest dużo więcej niż tych naprawdę dobrych. I tu w zasadzie kryje się sedno problemu, bo najlepsze pomysły przynoszą największe benefity, gwarantują sukces, natomiast te złe… gwarantują porażkę. Według mnie, dobrych pomysłów nie da się wymusić czy urodzić na siłę. Bardzo rzadko udaje się też wypracować je w sposób rzemieślniczy, powoli robiąc kolejne iteracje dokumentów czy projektów. Ciężko jest też je wymyślać w trakcie burz mózgów czy zebrań lub narad. Lata doświadczeń zawodowych pomogły mi wypracować pewne metody, wytyczyć drogi postępowania, które znacząco zwiększają szansę na wymyślenie czegoś naprawdę dobrego, a czasem… wręcz przełomowego. Przede wszystkim, aby zmierzyć się z zadaniem o charakterze kreatywnym, potrzebuję odpowiedniego stanu ducha i ciała. To znaczy stanu relaksu psychicznego i fizycznego.

Mam na to kilka wypróbowanych sposobów. Najczęściej stosuję lekki trening na siłowni, połączony z basenem i sauną. Mam ze sobą notatnik, bo właśnie wtedy, zupełnie znikąd wpadają mi do głowy bardzo dobre pomysły. A ja podążam tym tropem. Czasem – w ten właśnie sposób – udaje mi się rozpracować dane zagadnienie w dużych szczegółach i niejako samoczynnie. Notatki sporządzam dość pobieżnie, ale na tyle drobiazgowo, aby złapać główną ideę pomysłu. Bywa też tak, że notuję drobne detale, które choć nie są tak znaczące, ale stanowią wartość dodaną całości, a często byłyby trudne do wymyślenia w pośpiechu, w normalnym trybie pracy w biurze. Te detale to czasem pojedyncze zdania do reklam, pomysły na grafiki na koszulki, czy informacje na stronę www. Są to drobne, dobre pomysły, które świetnie wpasowują się w całość i sprawiają, że jest ona ponadprzeciętna. Generalnie proces twórczy trwa do wyczerpania tematu i potrafi to czasem znacząco przedłużyć mój pobyt na basenie. W kolejnych dniach przelewam idee na formę elektroniczną, jednocześnie recenzuję ją i oceniam chłodnym okiem. Na ogół to, co wcześniej wymyśliłem, wciąż wydaje mi się bardzo dobre, choć niektóre szczegóły, te najbardziej szalone, muszę ucywilizować. Zazwyczaj całość wymaga też wygładzenia i uzupełnienia, co jest już pracą bardziej rzemieślniczą. Dopracowanie dobrego pomysłu, gdy uchwyci się już jego ducha, jest zadaniem stosunkowo prostym. Zdarza mi się powierzać to współpracownikom, którzy następnie sami rozwijają i dopracowują zaproponowaną im ideę.

Wspomniany zestaw „siłowniano-basenowy” jest moją sprawdzoną metodą. Jest on o tyle skuteczny, że pozwala pozbyć się stresu i napięć nawet po najcięższym dniu i daje szansę dobrego rozgryzienia problemu nawet w trudne i męczące dni. Nie jest to oczywiście jedyna moja metoda. Świetnie sprawdzają się również medytacje oraz ćwiczenia oddechowe. Jest bardzo wiele rodzajów medytacji i każdy z nich powinien prowadzić do stanu głębokiego relaksu i odprężenia. Praktykowałem również ćwiczenia oddechowe, które szybciej przynoszą efekty zbliżone do medytacji, choć oczywiście doświadczenie to nie jest tak głębokie. Dodatkowo, dostarczenie organizmowi wielkiej dawki tlenu wspaniale rozświetla umysł. Czasem wystarczy zwykły spacer. W przypadku mojego Taty, którego aktywność zawodowa opiera się na nieustannej pracy intelektualnej (jest profesorem socjologii), jest to wręcz podstawowa metoda, która bardzo dobrze się sprawdza. Jeśli chodzi o mnie, to spacer nie do końca mi wystarcza, nie zawsze pozwala dostatecznie zredukować stres i uzyskać stan pełnego odprężenia. Czym innym są wyjazdy w góry, w które wybieram się często sam i zawsze z notatnikiem. Z ostatniego wypadu w Tatry wysłałem przez komórkę szkic strategii i planu działań firmy na najbliższe 4 lata. Wszystko idealnie i bardzo szybko ułożyło mi się w głowie podczas wędrówek, a siedząc w biurze, męczyłbym się nad tym dużo dłużej i – co najważniejsze – wynik byłby pozbawiony tej magicznej iskierki, która sprawia, że coś wyrasta ponad przeciętność.

Podsumowując, uważam, że każdy powinien odnaleźć własną metodę, w której uwalnia się kreatywność. Przy czym zachęcam do tego, by nie zamykać się w szablonach. U mnie jest to centrum rekreacyjne albo góry, a ktoś inny może dobrze myśleć, prowadząc samochód, biorąc prysznic, czy uprawiając jogging. Patrzmy po prostu, kiedy i w jakich sytuacjach dobrze nam się myśli i kiedy wpadają nam do głowy najlepsze pomysły. A potem starajmy się odtwarzać te sytuacje. Mamy szansę zaobserwować wtedy, że te dobre pomysły jednak nie wpadają nam do głowy w zupełnie losowy sposób, lecz są powiązane z sytuacją lub stanem, w którym się znajdujemy.

 

2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

Kreatywność jest dla mnie wartością najwyższą, fundamentem, na którym buduję dalsze działania. Dobry pomysł realizuje się przyjemnie i sprawnie. Dobry pomysł wręcz inspiruje i pomaga w tym, aby go urzeczywistnić w najlepszy możliwy sposób. Z tego względu mam niską tolerancję na pomysły średnie, o słabych nie wspominając. Zdarza mi się przeciągać lub wydłużać proces twórczy aż do czasu, gdy uznam, że pomysł i plan na jego wykonanie jest dostatecznie dobry. Czasem skutkuje to pracą z napiętymi terminami lub wręcz po terminach, ale z drugiej strony gwarantuje to dobry efekt ostateczny. A to jest dla mnie najważniejsze.

Muszę jednak zrobić tu pewne wtrącenie i przyznać, że nie wszystkie sukcesy są efektem dobrych pomysłów. Czasem potrzebny jest też łut szczęścia. Nasza gra „Wiedźmin 2” została wręczona przez premiera Tuska prezydentowi Obamie. Co oczywiście można uznać za szczytowe osiągnięcie PR. Informacje o tym obiegły cały kraj oraz wiele serwisów informacyjnych na całym świecie. Osiągnięcie tego wymagało nie tylko odpowiedniego nagłośnienia „Wiedźmina 2”, ale po prostu zwykłego szczęścia. Gdyby produkt był nieznany, nikt by nie wpadł na pomysł, aby podarować go Prezydentowi USA. Jednak w żaden sposób nie można było tej akcji zaplanować. Ot szczęście, któremu trzeba czasem odrobinę pomóc. Zresztą wydaje się, że chcącym szczęście bardziej sprzyja. Ostatnio mówiłem wspólnikowi, że mamy dużo szczęścia, że jakaś sprawa obrała taki i nie inny obrót, a on na to odpowiedział: „no właśnie dlatego, że sprzyja nam szczęście, jesteśmy dziś tu, a nie gdzie indziej. Ci, którym nie sprzyjało, tak daleko nie zaszli”. No i bardzo ciężko było mi się z tym nie zgodzić, gdyż w morzu ciężkiej pracy mieliśmy też momenty niewiarygodnego, wręcz trudnego do wytłumaczenia „fuksa”. Ale podać na to jakaś metodę…, tego niestety się nie podejmuję!

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

Przede wszystkim staram się pracować i otaczać ludźmi, którzy mają dobre pomysły. Może to, co powiem, jest politycznie niepoprawne, ale niestety zauważyłem, że ludzie dzielą się na tych, co mają dobre pomysły, i na tych, którzy choćby nie wiem ile czasu nad nimi pracowali, niestety dobrych pomysłów nie mają…

Jeśli chodzi zaś o samą inspirację, to przede wszystkim staram się usunąć strach. Dużo dobrych i przełomowych pomysłów wywołuje obawy, które tłamszą i uśredniają pierwotną, dobrą i odważną koncepcję. Strach jest bardzo powszechny w dzisiejszych czasach, zwłaszcza w środowisku korporacyjnym (z tego też względu grupa CD Projekt ma absolutnie antykorporacyjną kulturę organizacyjną). Staram się pokazywać, że nie ma się czego bać, że to, czego się boimy, zapewne nigdy się nie zdarzy, a nawet jeśli, to nie będzie to koniec świata. Zachęcam do podejmowania ryzyka i podążania jak najbliżej niebezpiecznej granicy, gdyż odważne, ale i dobre decyzje dają szansę na największe sukcesy. Na podorędziu mam firmową historyjkę o tym, jak przetrwaliśmy kontrowersyjną akcję promocyjną, polegającą na udawanym zamknięciu serwisu gog.com. Mówię, że jeśli przetrwaliśmy promocję, która wzbudziła tak ogromne kontrowersje, a nawet przekuliśmy ją w duży sukces, to naprawdę nie ma się czego obawiać.

Obok strachu, drugą rzeczą, do której zachęcam, jest bycie bezkompromisowym, jeśli chodzi o jakość pracy i pomysłów. Zachęcam do tego, by obstawać przy możliwie najlepszej i najbardziej przebojowej wersji pomysłu. Często otoczenie, które ma inne cele niż my, próbuje narzucić rozwiązania wygodne i korzystne dla nich, ale uderzające w jakość naszej pracy. Prostym przykładem może być sytuacja, kiedy dział produkcji nie chce zadeklarować konkretnych terminów dostaw nowych produktów, a dla działu marketingu korzystniejsze jest podanie w reklamie dokładnej daty premiery. Zachęcam wtedy do tego, aby marketingowcy tworzący reklamę obstawali przy stanowisku, że wskazanie dokładnej daty jest konieczne dla pełnej skuteczności przekazu. Choć dla pracowników innych działów może wyglądać to na szczegół bez znaczenia. Oczywiście przykład jest bardzo prosty, w życiu sytuacje są znacznie bardziej skomplikowane. Często zdarza się, że osoby nadrzędne w hierarchii, ale niemające wiedzy w danej dziedzinie, są bardzo skutecznymi „psujami” pomysłów swoich podwładnych.

Te dwa powyższe elementy związane są z procesem psucia dobrych pomysłów. Przy czym w pierwszym przypadku sami jesteśmy autorami tego procesu, zaś w drugim przypadku stara się to wymusić otoczenie.

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Można to ująć w jednym zdaniu. Kreatywność to zdolność do generowania dobrych pomysłów. To moja definicja. Spotkałem ludzi, którzy wręcz strzelali seriami najróżniejszych pomysłów, ale przytłaczająca ich większość była do niczego. Gdy jest to połączone z brakiem zrozumienia sedna problemu, nad którym się pracuje, to mamy przepis na prawdziwą katastrofę. Tacy ludzie potocznie uznawani są za kreatywnych, gdyż potrafią łatwo generować dużo różnych pomysłów, jednak bez sprawnego systemu samooceny i zrozumienia sedna problemu naprawdę jest z tego więcej szkody niż pożytku.

Jarosław KozińskiPartner, Tax Division. Ernst & Young

1. Skąd czerpie Pan pomysły? Pytania. Pomysły, rozwiązania są funkcją pytań, jakie sobie stawiamy. Bardzo trudno jest zaproponować nową odpowiedź na stare pytanie, bo nasz umysł lubi podążać utartymi ścieżkami...

Postawienie sobie pytań (a jeszcze lepiej spisanie ich) pomaga w staranniejszym wyartykułowaniu myśli, rozpoczyna proces tworzenia nowego rozwiązania.

Zadawanie pytań sprzyja również kwestionowaniu zastanego stanu rzeczy. Wymusza refleksję nad tym, czy jednak nie mogłoby „być lepiej”. Tak jak dziecięce: „Tato, a dlaczego…?”, często odkrywa absurdy rzeczywistości.

Jednak nie każde pytanie ułatwia znalezienie nowego rozwiązania. Unikam dwóch rodzajów pytań. Po pierwsze, tych, które krążą wokół natrętnego „nie” („Czy można ...?”, „Czy da się ...?”). Po drugie, takich, które oddają stan naszej bezradności i braku wiary w znalezienie rozwiązania. Dla mnie najbardziej wartościowe pytanie to: „Jak?”, „W jaki sposób?”. Ten rodzaj pytania od razu zakłada, że rozwiązanie istnieje, a nam „tylko” pozostała przyjemność odkrycia prowadzącej do niego drogi.

Out of the box? Out of y o u r box! Powszechnie znany postulat myślenia lateralnego jest trudny do zrealizowania, jeśli na co dzień myślimy i dyskutujemy – co najwyżej – w trzy osoby: „I, me and myself”...

Pewnym rozwiązaniem w zakresie wyzwolenie się z okowów własnych przekonań jest rozmowa z koleżanką lub kolegą. Już sama konieczność ubrania przebiegających myśli w słowa i składne zdania pomaga spojrzeć na rzeczy w świeży sposób. A jeśli rozmówca również jest fachowcem w naszej dziedzinie, to w krótkim czasie możemy: przeformułować istotę naszych pytań, odkryć prawdziwe sedno problemu i dostrzec alternatywne rozwiązania, choć moim zdaniem ten pomysł rzadko prowadzi do przełomowych odkryć. Natomiast czas spędzony z inteligentnym i komunikatywnym rozmówcą pracującym poza naszą sferą kompetencji może być w tym względzie bardzo wartościowy, jeśli – tu uwaga – opanujemy początkowe zniecierpliwienie (musimy tłumaczyć rzeczy „oczywiste”). Pytania od osoby z zewnątrz np.: „A czy pomyślałeś o tym, aby...?”, spowoduje, iż poczujemy przyjemny dystans od naszego „pudełka”!

Inną, nieco bardziej ekstensywną metodą jest zagłębianie się w „wiedzę fachową” z pozornie odległych od naszej dziedzin1: Również przyroda dostarcza niewiarygodnie wiele strategii symbiotycznych2 – niemalże gotowych „biznes modeli”. Wartościowe zapożyczenia z tej sfery są możliwe, jeżeli jesteśmy w stanie dostrzec tam analogię! Tak więc wiele możesz, jeżeli… kojarzysz.

 

2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

Od prawie dwudziestu lat jestem doradcą podatkowym. Praktykuję w dziedzinie, w której kreatywność daje się łatwo mierzyć oszczędnościami moich klientów. Rozwiązania podatkowe przechodzą pewien swoisty czteroetapowy cykl życia.

  1. Najpierw są „zbyt dobre, aby były prawdziwe”.
  2. Następnie znajdują się chętni, ufający nam na tyle, aby je wdrażać i czerpać z nich korzyści.
  3. Kiedy to się stanie, to wiedza o rozwiązaniu rozpowszechnia się tak, że zaczynają o nim wiedzieć inni doradcy, potem piszą o tym gazety, a w skrajnym przypadku zaczynają o nim mówić taksówkarze i fryzjerki.
  4. Wtedy reaguje ustawodawca i domyka przepisy tak, aby ograniczyć dostęp kolejnych osób czy podmiotów do korzyści stworzonych dzięki takiemu kreatywnemu rozwiązaniu.

Jak widać, aby niezbywalne prawo podatnika do oszczędzania mogło być realizowane, potrzebne są ciągle nowe, świetne pomysły. Kreatywność połączona z bardzo dobrym rozumieniem biznesu jest tu fundamentalnie ważna!

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

Po pierwsze: talent ma znaczenie, więc nie oszukujmy się, że każdy współpracownik „będzie kreował” z taką samą mocą, jeśli tylko poddamy go odpowiedniej procedurze lub zastosujemy wobec niego najlepszą nawet metodologię. Budowa organizacji czy grupy, która będzie kreatywna, rozpoczyna się podczas dobrej rekrutacji – zatrudniam najlepszych.

Po drugie: trzeba pozwolić ludziom rozwinąć skrzydła. Nie temperować i nie pouczać. Nie podpowiadać rozwiązań, które „kiedyś działały”. Raczej określić zadanie i czekać na rezultaty. Przy tak przygotowanym gruncie mam dwa jasno określone cele: 1) doprowadzenie do sytuacji znanej z anegdot: „niemal wszyscy wiedzieli, że problem nie ma rozwiązania, ale jeden nie wiedział, więc go rozwiązał!” (ale – tu ważne i realistyczne zastrzeżenie – zdarza się to rzadziej, niż byśmy chcieli); 2) wytworzenie poczucia akceptacji dla nowości, inności, a nawet… pewnej obrazoburczości (sic!). To drugie podejście stawia wyżej nieskrępowaną wolność tworzenia niż opanowanie warsztatu/rzemiosła przez twórcę. To właśnie w mojej ocenie przynosi lepsze rezultaty na wstępnym etapie rozwoju konsultanta. Oczywiście rolą starszych koleżanek i kolegów jest delikatne cenzurowanie tej „obrazoburczej twórczości”, by tylko najbardziej wartościowe rezultaty, te przesiane przez sito ich doświadczenia, były przedstawiane naszym klientom.

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Umiejętnością znajdowania rozwiązań. W każdej sytuacji i… szybko.

Dr Paweł ŁupińskiCountry Manager Poland, Bayer

1. Skąd czerpie Pan pomysły?

Mój sposób na kreatywność to szerokie kontakty biznesowe z kolegami zarówno z firm farmaceutycznych, jak również z innych dziedzin gospodarki, od marketingu i sprzedaży wina do produkcji elementów z betonu. Refleksja nad sposobami działania i docierania do klienta w różnych firmach stanowi dla mnie inspirację do wprowadzania zmian w mojej firmie. Poza tym istnieje coś takiego jak „olśnienie”. Najczęściej zdarza mi się to przed zaśnięciem. Wystarczy je zapisać i poddać pod dyskusję wewnątrz zespołu. Z takiego olśnienia rodzą się czasami niezłe rozwiązania.

 

2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

Otoczenie konkurencyjne zmienia się dziś bardzo szybko. Tylko będąc kreatywnym, możemy rozwijać swój biznes. Jeżeli my nie odkryjemy nowego sposobu działania, dotarcia do klienta czy nowego serwisu lub produktu, to za chwilę na ten pomysł wpadnie ktoś inny i to on przejmie nasz rynek. To truizm, ale jakże prawdziwy.

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

Staram się zapewnić współpracownikom możliwość podejmowania skalkulowanego ryzyka, tzn. uczenia się nawet na błędach. Praca w dobrej, pozytywnej atmosferze, tworzonej w głównej mierze przez szefa, pozwala odkryć pracownikom pokłady kreatywności, o jakich nawet nie wiedzieli, że istnieją.

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

...sztuką znajdowania wyjścia z każdej sytuacji.

Grzegorz Miecugowdziennikarz, redaktor TVN

1. Skąd czerpie Pan pomysły?

Inspirację biorę z różnych stron. Na przykład powieść napisałem zainspirowany książką o historii Wszechświata. Leżałem sobie nad ciepłym morzem i myślałem o tym, co mnie otacza, i pomyślałem, że chętnie bym o tym napisał, ale co? Esejów nikt nie czyta. I tak powstał pomysł na książkę, która wyszła w zeszłym roku. Czasami inspiruje mnie jedno zdanie rzucone przez kogoś obok. Moim pierwszym medialnym sukcesem był program Bubloteka nadawany w Polskim Radiu w Programie IV, w drugiej połowie ‘85 roku i przez cały ‘86. Realizator, wielbiciel muzyki klasycznej, po nagraniu programu, w którym grały zespoły punkowe, rzucił uwagę, że dla takich zespołów należałoby stworzyć listę najgorszych przebojów. I to był naprawdę sukces. Najważniejsze, by znaleźć się w okolicznościach, w których można takie pomysły realizować. Ja miałem to szczęście…

 

2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

Kreatywność ma dla mnie znaczenie podstawowe. Pracuję w telewizji informacyjnej, w której na pierwszy rzut oka wszystko jest codziennie inne, bo dni przynoszą coraz to nowe wydarzenia. Jednak tak naprawdę wszystko w tej inności jest bardzo powtarzalne, więc zdolność do pokazywania rzeczywistości w inny, nowy, kreatywny sposób jest bezcenna.

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

Żeby inspirować innych do kreatywności, trzeba z ludźmi dużo rozmawiać i nie odrzucać ich pomysłów. Nie anektować ich, ale podkreślać, że ten właśnie pomysł, który tak wypalił, to był nie mój, a tej i tej osoby. No i warto samemu od czasu do czasu wpaść na jakiś pomysł. Nie warto kierować się zbytnio badaniami. Warto wierzyć we własną intuicję.

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Dla mnie kreatywność to umiejętność złożenia ogólnie dostępnych fragmentów rzeczywistości w nową całość.

Zygmunt Miłoszewskipisarz, publicysta, autor powieści kryminalnych

1. Skąd czerpie Pan pomysły?

Natchnienie to bujda, nie wierzę w natchnienie, tajemne siły, które sprawiają, że genialne pomysły nagle materializują się w stukających w klawiaturę palcach. Wierzę w ciężką pracę, która pozwala dotąd szukać nowych pomysłów, dotąd ścierać je ze sobą i eliminować, aż na placu boju zostanie najlepszy. Na monitorze mam przyklejoną karteczkę: „a odwrotnie?”. I to jest mój sposób – żeby w każdej chwili zadawać sobie to pytanie, mózg ma bowiem tendencję do lenistwa, do wpadania w koleiny myślowe, co zresztą często jest mylone z natchnieniem, bo gdy mózg rozpędza się w koleinach, banałach i wyświechtanych schematach, to mamy wrażenie, że „samo się myśli”.

 

2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

Mogłoby się wydawać, że zawód pisarza to sto procent kreatywności, w rzeczywistości to raczej niewielki ułamek. Twórcze myślenie w pisaniu jest ważne, ale ważniejsza jest wiedza, na której się buduje fabułę. Wiedza o ludziach, miejscach, wydarzeniach, zależnościach. Kreatywność jest potrzebna w żonglowaniu tą wiedzą, lepieniu jej na różne sposoby – ale samo jej zdobywanie i posiadanie zawsze będzie ważniejsze.

Tak jak w innych dziedzinach życia. Od biedy da się zbudować dom bez koncepcji, najwyżej będzie pokraczny i się rozleci. Ale bez cegieł nie da się nawet zacząć.

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

Pracuję wyłącznie sam ze sobą, więc siłą rzeczy inspiruję też tylko siebie. Jak? Zawsze patrząc w górę. Warto zagryźć zęby, żeby dorównać swoim mistrzom i ich prześcignąć. Każda myśl, że się jest od kogoś lepszym, to zmarnowany czas.

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Kreatywność to najbardziej przereklamowana wartość współczesnego świata. Słowo wytrych, którym można zasłonić niekompetencję, brak wiedzy, starań i wysiłków. Sama kreatywność nic nie znaczy, dobre pomysły ma bowiem każdy idiota. Dopiero połączenie praktycznej wiedzy i wysiłku, żeby te pomysły zrealizować, stanowi wartość.

Adam NiewińskiPrezes Zarządu Xelion. Doradcy Finansowi Sp. z o.o.

1. Skąd czerpie Pan pomysły?

W moim przekonaniu, trzeba być ciekawym świata. Jeżeli chodzi o mnie, to natchnienie zazwyczaj pojawia się, kiedy rozszerzam horyzonty – idę na koncert, poznaję nowy kraj i jego kulturę lub robię cokolwiek, co nie ma nic wspólnego z codzienną rutyną. Najlepsze moje pomysły inspirowane są zazwyczaj informacjami, wydarzeniami i ludźmi z pozoru niemającymi ze sobą nic wspólnego. Może to być np. książka Haruki Murakamiego, która wywołuje pewne skojarzenia, swojego rodzaju „strumień świadomości” prowadzący do pomysłu na nową usługę finansową. Chodzi o to, żeby najpierw otworzyć się na nowe doświadczenia, a następnie pozwolić, aby umysł zaczął pracować w sposób zupełnie nieskrępowany i nieograniczony schematami codziennej pracy. Właśnie w takich warunkach najczęściej przychodzą mi do głowy nowe, dobre pomysły.


2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

Na obecnym etapie rozwoju rynku jest niezbędna, jest nie tylko warunkiem sukcesu, ale coraz częściej funkcją przetrwania firmy. Jest konieczna do skutecznego odróżnienia produktów i usług naszej firmy od reszty rynku, bez czego trudno jest dokonać jakiegoś znaczącego przełomu biznesowego, nie mówiąc już o osiągnięciu prawdziwego sukcesu. Bez kreatywności w biznesie można być co najwyżej przeciętnym.

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

Podstawowym warunkiem jest umiejętność delegowania zadań i rozliczenia się z rozwiązanych problemów. Powierzając pracownikowi odpowiedzialność za własny sukces (i uświadamiając mu to), dajemy mu szansę oraz motywację do stworzenia czegoś znaczącego i „własnego” i tym samym kreujemy idealne warunki do myślenia twórczego i wychodzenia poza oczywiste rozwiązania.

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Kreatywność to jest wyjście ze standardu, ze schematu, w którym większość z nas na co dzień funkcjonuje, którego została nauczona i przyjmuje jako pewną normę. Kreatywność to szansa na zrobienie czegoś wyjątkowego.

Grzegorz TomasiakPrezes Zarządu Wirtualnej Polski

1. Skąd czerpie Pan pomysły?

Najlepsze pomysły rodzą się podczas żywych dyskusji, nieraz w tzw. podbramkowych sytuacjach, w czasie ostrej – bo i tak bywa – wymiany zdań. Jeśli ma się wokół siebie ludzi odważnych, otwarcie wypowiadających własne opinie, po prostu: „nie sposób tego nie wykorzystać!”. Podstawą kreatywnych rozmów są: „interakcja” oraz „twórcze spięcie”. One pomagają wyjść poza rutynę i utarty schemat, stać się krytycznym, weryfikować poglądy, zwłaszcza te „jedynie słuszne”. Jestem zdania, że nie istnieją tzw. prawdy oczywiste – te należy nieustannie kwestionować i definiować na nowo. Rzeczywistość ulega ciągłym zmianom. Najgorszą rzeczą, którą możemy zrobić, jest udawanie, że tego nie dostrzegamy.

 

2. Jakie znaczenie ma kreatywność w Pana działaniu?

Specyfika branży internetowej wymusza kreatywność i ciągły rozwój. Tu nie wystarczy być solidnym rzemieślnikiem. Rozwiązania, które dziś zdają się niemożliwe do zaimplementowania, jutro wchodzą do powszechnego użytku. Wszystko błyskawicznie zmienia się i rozwija. Z tych względów ta gałąź rynku nie może funkcjonować bez twórczego myślenia, kreatywnego podejścia, entuzjazmu. Nieustannie potrzebuje nowych wyzwań, bodźców, koncepcji i rozwiązań.

Pracując w nowych technologiach, trzeba być elastycznym oraz mieć otwarty umysł. Liczą się: pasja w działaniu, nowatorskie podejście, umiejętność podejmowania ryzyka. W tym świecie kreatywność to konieczność. Bez niej Internet nie miałby racji bytu.

 

3. Jak Pan inspiruje innych do tego, by byli kreatywni?

Dbam o środowisko, w którym pracuję. Zapewne nie powiem w tym miejscu niczego odkrywczego, ale kluczem do sukcesu są ludzie. Zgrany zespół, w którym możliwa jest twórcza dyskusja. Pracownicy potrafiący współpracować ze sobą, niebojący się podejmowania ryzyka, śmiałego wypowiadania – a nieraz obrony – własnego zdania. Osoby, które mają i pomysły, i ambicje. Uważam też, że inspirujące jest zdrowe współzawodnictwo. Staram się pokazywać poszczególnym pracownikom ich mocne strony, doceniać atuty, ośmielać, zachęcać do działania. Jeśli krytykuję, to konstruktywnie. Nie zapominam przy tym jednocześnie o podtrzymywaniu dobrych relacji w całym zespole. To niełatwe, ale – zapewniam – satysfakcjonujące.

 

4. Czym dla Pana jest „kreatywność”?

Kreatywność to efektywne wykorzystywanie możliwości naszego mózgu. Według mnie nie jest darem przyrodzonym. Owszem, czasem to talent, ale często efekt ciężkiej pracy. Jestem pewien, że twórcze myślenie można w sobie rozbudzić. Jednak to nie wystarczy. Raz ujawnione trzeba nieustannie podsycać i rozwijać, stawiając przed sobą coraz to nowe cele, kwestionując prawdy zastane, weryfikując poglądy.

Andrzej SzeworskiPrezes Zarządu Pekao Financial Services Sp. z o.o.

1. Skąd czerpie Pan pomysły?

Choć kreatywność czym jest, każdy wie (a po przeczytaniu tej książki Marka Stączka wiedzieć powinien), to by uniknąć nieporozumień, na potrzeby mojej wypowiedzi, kreatywnością nazywam wymiennie: twórcze podejście, twórczą postawę, tworzenie, czy po prostu n o w e. Nie ma wątpliwości, że we współczesnym świecie bycie kreatywnym jest trendy – nie wypada nie być osobą kreatywną, nawet kiedy jest się ekstremalnym konserwatystą, głosicielem odwiecznych prawd i starych sprawdzonych rozwiązań w jakiejkolwiek dziedzinie. Ale już na pewno wypada być kreatywnym temu, kto w kwestii kreatywności głos zabiera. Znalazłszy się w ten oto prosty sposób w zacnym gronie kreatywnych, podjąłem się próby analizy, czy jestem, czy bywam, czy tylko staram się być kreatywny, a jeśli tak, to jak to robię?

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com