Kobieta w masce  - Sandra Field - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kobieta w masce - Sandra Field

Lia d’Angeli, światowej sławy skrzypaczka, na balu maskowym w Paryżu poznaje bardzo przystojnego biznesmena, Setha Talbota. Spędzają wspólnie niezapomniane chwile w hotelu, lecz Lia nie chce zdradzić Sethowi prawdziwego nazwiska ani pokazać twarzy pod maską. Rano znika bez słowa. Seth postanawia ją odnaleźć za wszelką cenę, choćby miał jej szukać po całym świecie...

Opinie o ebooku Kobieta w masce - Sandra Field

Fragment ebooka Kobieta w masce - Sandra Field







Sandra Field

Kobieta w masce

Tłumaczyła Małgorzata Fabianowska

Harlequin


Tytuł oryginału: His One-Night Mistress

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2005 Harlequin Presents, 2005

Redaktor serii: Małgorzata Pogoda

Opracowanie redakcyjne: Helena Burska

Korekta: Zofia Firek






© 2005 by Sandra Field

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Życie są zastrzeżone.


Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: COMPTEXT®, Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona


ISBN 978-83-238-5013-7
Indeks 389994
ŚWIATOWE ŻYCIE – 65

Konwersja: Nexto Digital Services


Droga Czytelniczko!


Witam serdecznie w maju. Wiosna w pełni, więc na pewno planujesz jakiś wyjazd na weekend. Może weźmiesz ze sobą jedną z książek z serii Światowe Życie? Oto pełna oferta:

Powrót do Grecji – opowieść o niespełnionej miłości, która odradza się po latach...

Kobieta w masce – historia uczucia, które połączyło Lię i Setha na balu maskowym w Paryżu...

Miodowy miesiąc w Paryżu i Życie jak teatr (Światowe Życie Duo) – dwie historie o miłości i... dużych pieniądzach.


Zapraszam do lektury





Małgorzata Pogoda


















Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.



Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


ROZDZIAŁ PIERWSZY




Olśniewająco. Oszałamiająco. Magnifique!

Amelia d’Angeli ruszyła w drugi koniec obszernego hotelowego foyer. Bogato złocone lustra, sięgające sufitu, ukazywały scenerię żywo przypominającą jedną z hulanek na dworze Ludwika XVI. Amelia ściskała w palcach gładki kartonik zaproszenia, które wczoraj wręczył jej paryski przyjaciel Mathieu.

– Bal maskowy – oznajmił z uroczym uśmiechem. – Ja nie mogę pójść, malheureusement. Weź ze sobą jakiegoś miłego młodzieńca i jedz, pij, tańcz do woli. – Na jego twarzy pojawił się cień ironii. – Może nawet wylądujesz z nim w łóżku, bo jesteś zbyt piękna jak na reputację zakonnicy, chérie.

Amelia przyjęła komplement z rezerwą; skłonność tego kobieciarza do flirtu znana była we wszystkich dzielnicach Paryża. Zamierzała natomiast skorzystać z części jego wskazówek. Najeść się, napić i wytańczyć. Na bal przyszła bez towarzystwa i tak też miała zamiar go opuścić.

Jestem sama i całkowicie anonimowa, pomyślała z zadowoleniem. Sława była dla niej czymś nowym i nie do końca przyjemnym. Tego wieczoru nie była jednak Amelią d’Angeli, olśniewającą młodą skrzypaczką, która przebojem wdarła się do świata muzyki, zwyciężając w odstępie sześciu miesięcy w dwóch prestiżowych konkursach. Zerknęła w najbliższe lustro i się uśmiechnęła. Była tajemniczym, kuszącym motylem, fruwającym między partnerami, z których żaden nie był w stanie go usidlić.

Jej kostium składał się z obcisłego, turkusowego kombinezonu, podkreślającego krągłość piersi i bioder oraz szczupłość talii i długich nóg. Na stopach miała ozdobne, turkusowe sandałki. Do ramion przypięła opalizujące szyfonowe skrzydełka. Całości dopełniała niezwykła maska. Niczym hełm zakrywała jej wysokie kości policzkowe, ukazując jedynie ciemne oczy. Burzę czarnych włosów utrzymywała w ryzach siateczka, zdobna w cekiny i pawie pióra. Amelia delikatnie rozprowadziła na policzkach, brodzie i szyi turkusowy podkład. Wargi pociągnęła lśniącą złotą szminką.

Świetny kostium, pomyślała z zadowoleniem. Mogę w nim być, kimkolwiek zechcę.

Nikt jej tu nie znał. Miała zamiar opuścić bal o północy, jak Kopciuszek.

Omiotła wzrokiem tłum. Maria Antonina, garbus z Notre Dame, kardynał wart pędzla El Greca, ponętna tancerka z Moulin Rouge. Obcy, anonimowi.

Podała portierowi numerowane zaproszenie. Jakiś mężczyzna szeptał mu coś do ucha; portier niecierpliwie machnął ręką w kierunku sali balowej i ledwo zerknąwszy na błyszczący kartonik, rzucił go za siebie na stolik. Amelia przeszła obok niego szybkim krokiem i zniknęła w tłumie.

W sali balowej rozbrzmiewały dźwięki staroświeckiego walca. Obite szafirową tkaniną ściany zdobiły lustra w bogato złoconych ramach, z sufitu zaś zwieszały się lśniące kryształowe żyrandole. Przy przeciwległej ścianie stały długie stoły, przykryte nieskazitelnie białymi obrusami, uginające się od wykwintnych potraw. Kelnerzy w białych marynarkach roznosili na tacach kieliszki wina i szampana.

I wtedy go zobaczyła.

Mężczyzna opierał się o ścianę, obserwując kłębiący się tłum. Rozbójnik w kapeluszu z szerokim rondem, wysokich butach i pelerynie, z czarną maską zasłaniającą twarz.

Żaden kostium nie potrafiłby ukryć wysokiego wzrostu, szerokich ramion czy otaczającej tego człowieka aury władczości i doskonałego opanowania, które najwyraźniej uważał za rzecz naturalną.

Typ mężczyzny biorącego to, na co ma ochotę. Prawdziwy rozbójnik.

Podobnie jak ona był sam.

Gdy spojrzał na nią, poczuła ciarki na plecach. Znieruchomiał niczym drapieżnik na widok ofiary.

Nawet za cenę życia nie zdołałaby się teraz poruszyć.

Motyl przyszpilony do ściany, pomyślała w panice; serce tłukło się jej w piersi jak oszalałe. Wiele razy w życiu bywała przestraszona. Uczucie to było częścią jej dążenia do doskonałości. Lecz tremę przed koncertem łagodziło przekonanie o posiadanych umiejętnościach technicznych. Wiedziała, że jak zwykle zdoła ją pokonać.

Ten strach był inny. Poczuła się obnażona – tylko dlatego, że jakiś nieznajomy obrzucił ją spojrzeniem! Mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziała – tego była pewna – i nie musiała więcej oglądać.

To śmieszne, pomyślała, zbierając całą odwagę, by stawić czoło nieoczekiwanej napaści.

Napaści? Przecież ten człowiek nawet jej nie dotknął.

Amelia przywołała najbliższego kelnera, zdjęła z jego tacy kieliszek czerwonego wina i kpiącym gestem wzniosła toast w kierunku nieznajomego.

Zamaszystym ruchem zdjął kapelusz i dwornie jej się skłonił, po czym wyprostował się i ruszył ku niej.

Wtem usłyszała tuż przy uchu męski głos, pytający z silnym akcentem:

Voulez-vous danser avec moi, madame?

Brytyjski żołnierz z okresu wojen napoleońskich zasłonił jej rozbójnika. Amelia pośpiesznie odstawiła wino na najbliższy stolik i odparła:

– Tak, chętnie.

– O, mówisz po angielsku – ucieszył się żołnierz i otoczył ją ramieniem.

Tańczył bardzo dobrze, za co była mu wdzięczna, i nie oczekiwał od niej konwersacji, co było jeszcze lepsze. Kątem oka dostrzegła rozbójnika w otoczeniu ponętnych chórzystek; wymknął się im, rzucając jakąś uwagę, a one zachichotały. Czując brak tchu, zapytała:

– Chciałabym przyjrzeć się orkiestrze, czy możemy przesunąć się w tamtą stronę?

Żołnierz posłusznie skierował się ku podium. Po skończonym walcu zabrzmiały dźwięki rumby. Do Amelii przysunął się klaun z purpurową krechą warg; automatycznie poddała się rytmowi, bezwiednie trzepocząc lekkimi skrzydełkami. Wkrótce klauna zastąpił dystyngowany dżentelmen prosto z kart powieści Jane Austen.

Gdy taniec się skończył, zza pleców starszego dżentelmena wychynął rozbójnik w rozwianej czarnej pelerynie. Nerwy Amelii napięły się do granic możliwości, choć od chwili, gdy go ujrzała, wiedziała, że spotkanie jest nieuniknione.

– Teraz moja kolej, jak sądzę – odezwał się miłym tonem, w którym pobrzmiewały jednak stalowe nuty.

Amelia uśmiechnęła się do partnera, podziękowała mu i spojrzała na przeciwnika. Tak, właśnie przeciwnika, co do tego nie miała żadnych wątpliwości.

Mogła go zignorować, lecz zawsze grzeszyła dumą, a poza tym... czyż wyzwania nie są po to, by się z nimi mierzyć?

Zanim zdołała otworzyć usta, rzekł tym samym tonem:

– Teraz moja kolej.

Jeszcze zobaczymy. Unosząc nieco podbródek, oznajmiła z przesadną grzecznością:

– Bardzo tu gorąco, nieprawdaż? Zprzyjemnością napiłabym się szampana.

– Jak masz na imię? – zapytał, jakby nie słyszał jej sugestii.

– Subtelność nie jest chyba twoją zaletą – odparła cierpko.

– Nie lubię tracić czasu.

– Więc może powinieneś znaleźć sobie inną partnerkę.

– Nie sądzę – uciął.

– Powiedz mi zatem swoje imię – rzuciła, spodziewając się, że odmówi.

– Nazywam się Seth Talbot. Jestem z Nowego Jorku. Ty też jesteś Amerykanką.

Jej domem było maleńkie mieszkanko w Greenwich Village.

– Urodziłam się w Szwajcarii, panie Talbot – rzekła chłodno.

Wystudiowanym gestem przywołała kelnera, który podał jej kryształowy kieliszek szampana. Uniosła go do ust, czując, jak bąbelki łaskoczą jej nozdrza.

– A więc bierzesz, co chcesz – powiedział miękko Seth Talbot.

– Czyż można inaczej?

– Nie w moim świecie. Cieszę się, że się rozumiemy.

– Nie możesz mnie rozumieć. Przecież nie wiesz, czego chcę – wypaliła.

– Od chwili, gdy na siebie spojrzeliśmy, chcieliśmy tego samego.

– Ponieważ nie umiem czytać w myślach – rzuciła – może mi powiesz, co to jest?

Chwycił ją za nadgarstek. Długie, szczupłe palce bez obrączki, dobrze utrzymane paznokcie.

– Puść – powiedziała spokojnie.

Uczynił to z niemal obraźliwą gwałtownością. Znów zabrzmiała muzyka.

– Przeszkadzamy tu – powiedział, objął ją ramieniem i ruszył.

Spowiły ją fałdy czarnej peleryny; ramię mężczyzny spoczywało ciężko na jej barkach i odczuwała to jak zażyłą pieszczotę. Mogła zaprotestować. Nawet krzyczeć. W zatłoczonej sali nie mógł zrobić nic bez jej zgody.

Czy kiedykolwiek tak się czuła? Szła jak zahipnotyzowana. Serce biło powolnym rytmem, po całym ciele rozchodziło się ciepło silnego, męskiego ramienia. Ujął jej dłoń i począł zmysłowo całować.

Włosy miał gęste i jedwabiste. Zapragnęła rzucić kieliszek na podłogę i zatopić palce w niesfornych, złotawych falach, pogłaskać go po karku. Zwysiłkiem ścisnęła mocniej nóżkę kieliszka, jak gdyby ten gest miał ją utrzymać przy zdrowych zmysłach.

Jego usta wciąż jeszcze muskały wnętrze jej dłoni. Przymknęła oczy, by nic nie zakłócało zmysłowych dreszczy, które wstrząsały jej ciałem. Gdzieś w trzewiach obudziło się bolesne pragnienie; przez kilka sekund poddała się mu, czując się bezcielesna jak motyl. Rozpościeram skrzydła w słońcu, pomyślała oszołomiona. Chłonę jego ciepło, omdlewam w złocistych promieniach. Ożywam, po to przecież jestem...

Daj spokój. Spójrz prawdzie w oczy. Dajesz się uwieść mężczyźnie, który mieszka w tym samym mieście, co ty.

Wyrwała rękę, ochlapując szampanem błyszczące sandałki.

– Przestań! – rzuciła bez tchu.

Podniósł głowę, nie wypuszczając z dłoni jej palców.

– Wcale nie chcesz, żebym przestał. Przyznaj się, że tak jest.

– Nic o tobie nie wiem!

– Opuściliśmy tylko wstępne zabiegi, to wszystko – rzekł stłumionym głosem. – Od razu przeszliśmy do sprawy.

Serce szarpnęło się jej w piersi, gdy usłyszała ten ton. Zobaczyła, jak pulsuje mu szyja.

– Ty też to czujesz – szepnęła mimo woli.

– Od pierwszej chwili, gdy tylko cię ujrzałem – potwierdził.

Czyż o tym nie wiedziała? Czy nie dlatego uciekła na parkiet z pierwszym lepszym tancerzem?

– Rozbójnik jest złodziejem, panie Talbot – rzekła słabym głosem.

– Jedynym celem motyla jest spółkowanie – odparował bez mrugnięcia okiem.

Oddychała ciężko.

– Złodziej bierze sobie, co chce, nie oglądając się na konsekwencje.

– Jeśli pragniesz, bym cię wziął, raczej nie można mnie nazwać złodziejem.

– Och, przestań – rzuciła poirytowana – starasz się mnie skołować.

– Możliwe – zgodził się, i nagle się do niej uśmiechnął.

Dobierała słowa z zimną precyzją.

– Nie szukam partnera. To tylko zwykły kostium. Wcale nie świadczy o moim charakterze.

Leniwie przesunął po niej spojrzeniem, wpatrując się w nią z niezwykłą intensywnością, jak gdyby była naga.

– A jednak wyglądasz bardzo prowokująco.

To gra dla dwojga, pomyślała w przypływie gniewu. Spojrzała w dół. Wywinięte cholewki butów z miękkiej skóry sięgały kolan, muskularne uda opinał błyszczący materiał spodni. Musnęła wzrokiem elegancką śnieżnobiałą koszulę z koronkowym kołnierzem, opaloną szyję, szerokie ramiona. Zalała ją fala pierwotnego pragnienia, szokująca w swej intensywności. Czy kiedykolwiek w życiu tak się czuła?

Nie. Nigdy. Zgodnym podziwu spokojem oznajmiła:

– Nie przebrałeś się za klauna z oślimi uszami i pobieloną twarzą, jak ten, z którym tańczyłam przed kilkoma minutami. Twój kostium też jest seksowny.

– Nareszcie przyznałaś, że jestem atrakcyjny. Widzę, że posuwamy się do przodu. – Uśmiechnął się.

– Nie bądź taki skromny. – Odwzajemniła uśmiech. – Przecież mam oczy. Każda kobieta uznałaby cię za atrakcyjnego.

– Doprawdy zabawne, ale nie o to chodzi. – W jego głosie pojawiły się twarde nuty. – Dzieje się ze mną coś, czego nigdy dotąd nie doświadczyłem. Ani razu, patrząc na kobietę, nie czułem absolutnej pewności, że muszę ją mieć. Przysięgam, że to prawda.

Dziwne, ale natychmiast mu uwierzyła.

– Mnie też nic takiego dotąd nie spotkało – wyjąkała.

Rozbrajająco delikatnie pogłaskał ją palcem po policzku.

– Dzięki za szczerość.

– W takim razie będę szczera. Nie mam zwyczaju wskakiwać nieznajomym do łóżka.

– Ja też nie. Może zaczniemy od tego, że wyjawisz mi swoje imię?

Instynkt podpowiadał jej, że powinna pozostać anonimowa.

– Mogę podać ci fałszywe imię albo żadne, wybieraj.

– Dlaczego jesteś tak tajemnicza?

– Mam swoje powody.

– Czy jesteś kimś, kogo znam?

Nie wyglądał na bywalca sal koncertowych, bardziej pasował do zadymionego klubu jazzowego.

– Wątpię.

– Jeśli mamy iść razem do łóżka, a o tym przecież rozmawiamy, muszę wiedzieć, kim jesteś – stwierdził.

Ma rację, spłoszyła się, myślę o przespaniu się z nim. Czyżbym postradała zmysły?

– Jeśli będziesz nalegał, koniec rozmowy – stwierdziła twardo.

– Czyżbyś miała kłopoty z prawem?

– Nie!

– Skoro nie jesteś sławna ani poszukiwana, mogłabyś podać mi fałszywe imię i nigdy bym się nie dowiedział, kim jesteś.

– Nie lubię kłamać.

– Ale lubisz wygrywać.

Zaśmiała się.

– Oczywiście. To źle?

– Ja też lubię wygrywać.

– Więc będzie to nowe doświadczenie. Trzeba poszerzać horyzonty, panie Talbot.

– Mam na imię Seth. Możesz nie uwierzyć, ale nie raz w życiu przegrałem.

Przeciwnie, znów uwierzyła mu natychmiast.

– Przykro mi.

– Wierzę – odparł. – Wiesz, zaczynasz mnie intrygować. Może to coś więcej niż pożądanie?

Poczuła przypływ paniki.

– Gdyby nawet rozbójnik zauważył motyla, rozdeptałby go – powiedziała cicho.

– A może wolałby cieszyć się jego pięknem? – poddał Seth.

– A potem musiałby pozwolić mu odlecieć. – Ze zdumieniem zauważyła w swoim głosie twardy ton.

Milczał, po czym gwałtownym ruchem zerwał maskę. Miał zielone oczy i władczy wyraz twarzy.

Przełknęła głośno ślinę.

– Chyba zwariowałam, myśląc o pójściu z tobą gdziekolwiek... a przecież jestem zupełnie trzeźwa – wykrztusiła z nagle ściśniętym gardłem.

– To nie ma nic wspólnego z szampanem – rzekł miękko. – Zdejmij maskę.

– Nie. Musisz mi obiecać, że nie dotkniesz maski. Nie będziesz wiedział, kim jestem. Tak właśnie chcę. Jeśli się nie zgodzisz, odejdę natychmiast, a gdy spróbujesz mnie zatrzymać, będę krzyczała.

– Widzę, że pole bitwy zostało określone. Mógłbym próbować zmienić twoją decyzję...

– Nie, jeśli mnie szanujesz.

Nagle zaczął się serdecznie śmiać.

– Moje życie było dotąd zbyt przewidywalne. W łóżku i poza nim. Ty jesteś zupełnie inna.

Czy o to właśnie chodziło krytykom? Amelia d’Angeli nigdy nie kroczy utartą ścieżką. Ryzykuje, by dotrzeć do serca muzyki.

W dziewięciu przypadkach na dziesięć ryzyko się opłaciło. A dziś? Jak będzie z tym mężczyzną?

Nie wiedziała.






ROZDZIAŁ DRUGI




Orkiestra zagrała ogniste tango.

– Nie wyglądasz na znudzonego życiem – zauważyła Amelia.

– Pozory mylą, piękny motylu.

Nieznajomy w pelerynie wiedział zatem, czym jest nieszczęście. Podjąwszy decyzję, zapytała:

– Zgadzasz się na moje warunki? Nie wyjawię imienia i nie zdejmę maski.

Ujął jej twarz w dłonie i pocałował. Było w tym palące pożądanie i wzajemny głód. Ogarnął ją płomień.

Powoli się wycofał. Stłumionym głosem wykrztusił:

– Zgadzam się na wszystko, byle mieć cię w swoim łóżku. Nie podobają mi się twoje warunki, ale dotrzymam ich.

Westchnęła i z ledwo dostrzegalnym uśmiechem oznajmiła:

– Okay. Możemy zostać na balu albo znaleźć miejsce, gdzie będziemy sami.

– Coraz bardziej mi się podobasz – rzucił niskim głosem.

– Życie jest krótkie, chcę je w pełni wykorzystać – parsknęła. – Bezpieczny kokon to nie dla mnie.

– Mam apartament w tym hotelu. Pójdziemy do mnie.

Nieznajomy musiał być zatem bogaty – pokój kosztował tu więcej, niż wynosiła jej miesięczna gaża.

– Nareszcie się dowiem, jak się tu mieszka – zaśmiała się.

– Więc nie obijasz się po Paryżu, czekając, kiedy będziesz mogła przenieść się do willi na Riwierze?

– Zarabiam ciężką pracą – odparła rozbawiona – i nie lubię się obijać.

– Jaka to praca? – wypalił.

– Legalna. Jestem chorobliwie ambitna i gwarantuję, że w ciągu dziesięciu lat o mnie usłyszysz. Ale dość o tym, chyba że zmieniłeś zdanie?

– Nie zmieniłem. Jesteś niezwykła. – Przywarł ustami do jej warg, po czym z udawanym spokojem zapytał: – Idziemy?

Gdy stanęli przed drzwiami apartamentu, nogi odmówiły jej posłuszeństwa.

– Nic o tobie nie wiem – wyjąkała – oprócz tego, że jesteś wysoki i silny.

– Nigdy nie skrzywdziłem motyla i nie zamierzam – zapewnił.

– Mam ci uwierzyć?

– To kwestia zaufania. Nie biorę kobiet siłą, nie muszę. Poza tym w każdym pokoju jest telefon, który łączy z recepcją. Jesteś tu naprawdę bezpieczna.

Widok luksusowego apartamentu odjął jej mowę.

– Możemy podziwiać wieżę Eiffla – rzekł Seth.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com