Kłopoty Klary  - Andrzej Żurowski - ebook
Wydawca: Literatura Net Pl Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kłopoty Klary - Andrzej Żurowski

Zwierzęta, należące do domowej menażerii, bacznie obserwują życie rodzinne swoich właścicieli.

Tytułowa Klara, morska świnka, wraz z resztą domowego zwierzyńca – dwoma psami, kotką i chomikami uczestniczą w życiu ludzi, przeżywając ich kłopoty i smutki, sukcesy i radości, próbując im pomagać kiedy tylko jest to możliwe.

Opowieść napisana jest z perspektywy zwierząt i stara się pokazać, że również one mają swój świat i swoje troski, że podobnie jak ludzie potrzebują współczucia i zrozumienia.

Opinie o ebooku Kłopoty Klary - Andrzej Żurowski

Fragment ebooka Kłopoty Klary - Andrzej Żurowski





Andrzej Żurowski

Kłopoty Klary

czyli
Z dziećmi, a nawet i z dorosłymi ludźmi, jakoś da się żyć,
chociaż oczywiście nie mogą się równać z nami, zwierzakami

Literatura.net.pl

Wydanie I
Gdańsk 1997


Projekt okładki i strony tytułowej:
Dariusz Szmidt


Autorzy zdjęć:
Andrzej Żurowski, GB, Agencja BE&W


Redaktor: Elżbieta Smolarz


Korekta:
Barbara Bukowska-Przychodzeń


Wydanie I


© Copyright by Tower Press, Gdańsk 1997



ISBN 83-87342-04-1

Konwersja: Nexto Digital Services



1

– No, jesteś nareszcie – fuknęła Klara z wyrzutem, kiedy kotka w końcu wśliznęła się do sypialni Kai. – Wszyscy poza tobą od dawna czekają.

– Wam łatwiej, Kaja i Dziadek śpią. A tam na piętrze cały czas rozróba: Rafał za żadne skarby nie chciał zasnąć. Szalał w łóżeczku. Szkoda, że nie widzieliście, jak potem Magda i Andrzej na zmianę nosili go na rękach. A Rafał, zachwycony, tylko robił do mnie oko. – Kotka Maja jest wyraźnie zadowolona z tajnych układów z Rafałem. – Dopiero jak łaskawca zasnął, mogłam i ja wymknąć się cichutko.

– Ależ ci ludzie zabawni! – Szarotka z wyższością wydęła policzki. – Kto to widział, żeby na przykład poważny chomik musiał nosić chomiczęta, nim zasną. Prawda, Rocky?

– No dobrze, wreszcie wszyscy ludzie w tym domu śpią – Maja rozłożyła się wygodnie na parapecie. – Możemy zaczynać naradę. Po co nas, Klaro, wezwałaś w takiej tajemnicy?

– Zaczynamy! – pisnął Rocky.

– ...czynamy! – Szarotka zdążyła tylko z drugą połową słowa. Nigdy nie jest w stanie nadążyć, aby wraz z Rockym powiedzieć równocześnie to samo, chociaż bardzo się stara.

– Dobra, zaczynamy – mruknął Batiar i kłapnął zębami w stronę Rumora. Ot tak, dla podkreślenia swojej pozycji, jak zwykle. Ten cały Rumor też niby pies, ale z wysokości swej potężnej postaci owczarka podhalańskiego Batiar zawsze uważa, że tylko on ma prawo decydować za obydwa psy w tym towarzystwie. Bo też i co to z Rumora za pies: taki, ot, jamnik króliczy. Dobrze, że przynajmniej długowłosy, bo puchaty i nie widać jaki z niego chudzielec.

Zamiast przytaknąć, Rumor tylko merdnął ogonem, żeby nikomu przypadkiem nie przyszło do głowy, że on – arystokrata – może iść w zawody o psie pierwszeństwo z byle pastuchem. Owczarek, i to podhalański, proszę... Przyjaźnić się z Batiarem jeszcze ujdzie. Ale żeby z nim konkurować, przesada i zbytek uprzejmości. Rumor wskoczył na łóżko Kai i zaszył się pod kołdrą dziewczynki niczym w króliczej norze. Tylko bezczelnie wystawił nos na całe towarzystwo.

Klara potuptała w stronę akwarium i wspięła się na tylne łapki, żeby z niewielkiej wysokości, właściwej śwince morskiej, spróbować sprawdzić, czy aby rybki też są już gotowe do nocnej narady. Z tymi rybkami to stałe zawracanie głowy. Nieźle się nagłowić trzeba, żeby się z nimi dogadać. Nigdy pary z ust. Najwyżej trochę wody.

Ale rybki najwyraźniej są gotowe. Nawet Bojownik dał sobie na chwilę spokój z wygłupami. Dobrotliwie faluje przy ścianie akwarium i tylko od czasu do czasu łypie okiem w stronę Mieczyka, czyby tak nie rozwinąć znienacka swojej wspaniałej płetwy i nie pogonić strachajły. Mieczyk odpłynął w przeciwległy kąt akwarium – tak aby go od Bojownika oddzielało obydwoje Skalarów. Nigdy z tym postrzeleńcem nie wiadomo – ni stąd, ni zowąd rozwinie ten swój grzebień stubarwny i pogoni. Licho wie, kiedyś rzeczywiście mógłby nadgryźć Mieczykowi koniuszek jego pięknego ogona. Szkoda by było Mieczykowego ogona – taki czarniutki i tak cudownie sztywny, że Mieczykowa wprost nie potrafiod niego oderwać spojrzenia. W sumie jednak w akwarium spokój. Jeszcze tylko obydwie Molinezje gonią się wśród wodorostów, ale Klara może uznać, że rybki są do spotkania gotowe. Świnka morska odwraca się więc w stronę zgromadzonych zwierzaków i dla zwiększenia efektu przez chwilę jeszcze drapie się łapką za uchem.

– Zaczynamy! – decyduje wreszcie. – Tylko bądźcie cicho, bo Kaja mogłaby się obudzić.

– Nie obudzi się – Rumor wysunął nos spod kołdry swojej pani. – Ona tylko tak opowiada, że za oknem przez ogród od strony lasu łażą strachy i dlatego musi mieć przez całą noc zaświeconą lampkę. Bardzo dobrze – przynajmniej nam widno. A Kaja i tak śpi przy tym świetle jak suseł. Ja wiem najlepiej, bo przecież co noc posypiam trochę u każdego w łóżku. Ktoś w końcu musi pilnować porządku. Na Batiara nie mogę liczyć – chrapie, jak gdyby miał chrapy. Mimo że nie koń a pies, chociaż pastuch.

– Cicho, ty króliku jeden, do nory! – burknął basem Batiar. – Wie doskonale, że jamnik nie cierpi tego swojego przydomka króliczy.

– Spokój wreszcie! – Klara zaskrzypiała wystającymi ząbkami. – Nie ma się o co obrażać. Mnie też nazywają świnką, chociaż jestem świnką m o r s k ą.

– Zupełna racja – kotka jest zadowolona, że może przygadać psom. – Nie po to nie śpię już pół nocy, aby wysłuchiwać psiego jazgotu. – Z wysokości parapetu Maja omiotła psy powłóczystym spojrzeniem. Kiedy tak po kociemu mruży oczy, nigdy nie wiadomo czy mówi serio, czy kpi. – Nie martw się Klaro: świnką albo się jest, albo się nie jest.

– Świnią się bywa. Nawet jeżeli jest się kotką – odciął się spod kołdry Rumor, który z Mają zawsze ma trochę na pieńku.

– A k r ó l i c z y m jamnikiem jest się raz na zawsze – Maja bąknęła to tak obojętnie, jak gdyby to był jedynie pomruk przeciągania się. – Piszcz, Klara, co masz do wypiszczenia.

Widząc, że świnka morska ma rzeczywiście poważną minę, nawet kotka przestała kpiąco mrużyć oczy.

– Mam problem – zaczęła Klara.

– Kaja też ma problem – wtrącił się Batiar, przerywając śwince morskiej. – Magda stale na nią krzyczy, że zostawiasz bobki na dywanie. Tak, jakby Kaja mogła coś na to poradzić. Zobaczysz, Klara, przestaną wypuszczać cię z tej klatki. Doigrasz się.

– Nie przerywaj! – Klara ma minę naprawdę poważną. – To nasz wspólny problem: j a k i c h o s w o i ć?

Zwierzaki spojrzały po sobie szczerze zdziwione. Co ta Klara wygaduje? Nawet Bojownik przez chwilę zapomniał prowokować Mieczyka.

– Co ty gadasz? – pisnął w końcu Rocky. – Przecież nasi ludzie są całkiem nieźle oswojeni. Kaja regularnie daje mi rano pszenicę. O jabłku dla Szarotki – Rocky czule powąchał chomiczkę – także nie zapomina.

– Dziadek gotuje znakomicie – wtrącił Batiar. – Z Magdą i Andrzejem też da się żyć.

– No a z Rafałem – przytaknął koledze Rumor – z Rafałem to nawet można się dogadać.

– Byle pies, a trafiłeś w dziesiątkę – podchwyciła Klara. – Właśnie: dogadać się można tylko z Rafałem, a i z nim już coraz trudniej. Kiedy ledwie wyskoczył z brzucha Magdy – było z kim w tym domu porozmawiać. Jeszcze wciąż wydaje się z tych wszystkich ludzi najmądrzejszy; chociaż od kiedy nauczył się chodzić i zaczął używać tych ich słów, powoli zapomina prawdziwą mowę. Z miesiąca na miesiąc jest z nim coraz gorzej.

– Prawda – przytaknęła kotka. – Rafał rośnie i zamiast dalej używać porządnej mowy zwierzaków, uczy się od dorosłych tych ich wszystkich świstów i szelestów, których nikt, kto rozumny, nie może przecież ani pojąć, ani nawet powtórzyć. Te bbbbrrrrr, aoeuiy, aczczcz, uffff, echchch, rrrurrr, bzzzz i cała masa innych idiotyzmów.

– Nie przesadzajcie. Na razie i tak my, zwierzaki, więcej rozumiemy z tego, co Rafał gada, niż ludzie. Ale to prawda, może być gorzej – westchnęła Szarotka.

Rocky pokiwał głową, przyznając rację Szarotce, co ją wyraźnie podniosło na duchu.

– Ja nie widzę powodu do paniki. Na to po prostu nie ma rady i kropka. Jak by się to dalej nie potoczyło – my zwierzaki, przecież mądrzejsze, i tak więcej rozumiemy z tej nieporadnej ludzkiej mowy niż oni z naszej.

– Rumor ma rację – Rocky pokiwał głową w stronę Szarotki. – Dziwne tylko, że człowiek im mniejszy, tym mądrzejszy. Ot, taki Rafał; jeszcze niedawno wszystkie zwierzaki nazywał hau, hau. I śmiał się z dorosłych, bo miał rację: tylko oni nie rozumieli, że to hau, hau inaczej brzmi, kiedy chodzi o mnie na przykład, a inaczej, kiedy Rafał woła Batiara, i jeszcze inaczej kiedy pokazuje Szarotkę. Prawda, Szarotko? A może – Rocky rozejrzał się dumnie po wszystkich i jakby jeszcze bardziej próbował skurczyć swoje maleńkie chomicze ciałko – może po prostu tak już jest w ogóle, że im stworzenie mniejsze, tym mądrzejsze.

– Może, może... To zupełnie prawdopodobne – Bojownik zafalował w akwarium całą rozłożystością swej migotliwej stubarwnie płetwy. – Chyba tak nawet jest na pewno. W każdym razie my, rybki, mamy święty spokój. Z nami ludzie w ogóle nie usiłują się dogadać. Im się wydaje, że jesteśmy nieme. W tym domu to może Kaja coś tam jeszcze pojmuje.

– Coś w tym jest – Mieczyk śmignął wzdłuż akwarium. – Wygląda na to, że Kaja potrafirozróżnić, kiedy Bojownik jest naprawdę wojowniczy, a kiedy chce pokazać tylko, jaki jest piękny.

– Eeee, szkoda gadać – Maja przeciągnęła się, prężąc przy tym swój lśniący grzbiet wyraźnie w ten sposób, aby światło z nocnej lampki jak najefektowniej odbijało się w jej futerku. – Ludziom, a zwłaszcza dorosłym, wydaje się, że dopiero kiedy się poprzebierają, stają się piękniejsi. Magda to nawet raz po raz wyrzeka na Andrzeja, że mu się nie chce przebierać. A sama przecież na golasa wygląda o wiele ładniej niż w tych swoich bluzkach, które tak nieznośnie szeleszczą, aż uszy bolą. Możecie mi wierzyć, przecież zawsze siedzę na kaloryferze w łazience, kiedy Magda się kąpie. Pewnie, że wygląda ładniej, chociaż... – kotka mimochodem polizała futerko na ogonie – chociaż może Magda przebiera się dlatego, że jej wstyd, bo nie ma włosów. Tych parę kępek – śmiechu warte. Patrzcie, jaki Rocky dumny, że Szarotka taka włochata.

Chomik przybrał najobojętniejszą ze swych min i jeszcze bardziej niż zwykle wydął policzki; Rocky nie lubi pokazywać po sobie, jak bardzo Szarotka mu się podoba.

– Ja ich wszystkich nawet lubię – Klarze udało się wresz

cie dorwać do słowa. – Jak na ludzi są nawet całkiem niegłupi. Jak na ludzi, oczywiście, powtarzam. Tylko, że właśnie słabo oswojeni. Dlatego was tutaj zebrałam: może uda się nam wspólnymi siłami trochę tych ludzi wychować.

– Próżny trud. Z nimi nie pogadasz – Maja znowu kpiąco zmrużyła oczy. – Za bardzo tępi – czy może inaczej: nadto głusi i ślepi – żeby ich czegokolwiek nauczyć.

– Ależ Maju, pomyśl – Klara broni swojego zdania. – No pomyśl, te ich maniery...

– A co ty masz przeciwko ich manierom?

– Wszystko. Pierwsze z brzegu: nie słyszysz, jak Magda na mnie wykrzykuje za byle co, za parę bobków na dywanie?

– To prawda, ale ja idę na ustępstwa. Ten piasek w kuwecie jest całkiem do zniesienia. Nie ma innej rady – trzeba się przystosować.

– Ty zawsze byłaś sceptyczką! – Klara zaperzyła się nie na żarty.

– Patrzcie – kotka odwróciła się od Klary ostentacyjnie. – Ta świnka, morska zresztą, chciałaby ich nauczyć prawdziwej mowy i manier, a sama przejmuje od ludzi takie paskudne przekleństwa. Sceptyczka! Dobre sobie.

– To nie żadne przekleństwo, ty głupia kocico! To słowo, które Andrzej zawsze powtarza, kiedy nie udaje mu się do czegoś przekonać Magdy.

– Już się nie złość, Klaro – Maja przestała mrużyć oczy i przybrała ton bardziej mrukliwy. – I zapamiętaj sobie: z ludźmi można od biedy żyć, ale żeby ich czegoś nauczyć, nie wyobrażaj sobie. Najwyżej można ich oswoić. No, może jeszcze przysposobić do rozumienia najprostszych gestów. Albo dźwięków – ot, miauczenia, psiego szczekania, twoich pisków. Wiele pokoleń kotów musiało pracować na to, żeby chociaż część ludzi zrozumiała, że mruczenie nie zawsze oznacza rozkosz, a tylko grzeczność wobec nich, uprzejmość – rozumiesz? Do dzisiaj zresztą mało który człowiek pojmuje, że głaskanie jest przyjemnością nie tyle dla kota – w każdym razie nie zawsze – ile dla tego, który głaszcze. Bo wydaje mu się wtedy, że jest bardziej czuły i lepszy, niż jest.

Rumor nagle szczeknął ostrzegawczo. I rzeczywiście – Kaja zaczęła się przeciągać. Zaraz otworzy oczy i wstanie.

Batiar rozwalił się na środku pokoju i głośno zachrapał – będzie wyglądało na to, że twardo przespał całą noc. Rocky i Szarotka błyskawiczne zagrzebali się w trocinach. Bojownik dumnie ruszył za marmurową skałkę i zamarł w bezruchu. Reszta rybek zaszyła się w wodorostach. Tylko Maja spod przymkniętych powiek z ironicznym mruczeniem przygląda się, jak Klara zwiewa w głąb swojej budki.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com