Józia. Olga Karylos - Leon Potocki - ebook
Wydawca: Inpingo Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 94 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Józia. Olga Karylos - Leon Potocki

Zbiorek Leona Potockiego z 1856 roku zawierający dwie powieści: „Józia. Powieść z czasów Stanisława Augusta” oraz „Olga Karylos. Powieść poznańska z roku 1815”. Leon Potocki (1799–1864) był polskim pisarzem i pamiętnikarzem używającym pseudonimu Bonawentura z Kochanowa. Uhonorowano go tytułem szambelana dworu Królestwa Polskiego. Współcześni cenili go jako pamiętnikarza i autora prac dotyczących historii obyczaju. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim. Brał udział w walkach powstania listopadowego pod dowództwem generała Dembińskiego. Po upadku powstania wyemigrował na kilka lat do Drezna, następnie przebywał na Litwie. Po powrocie na stałe do Warszawy brał czynny udział w życiu publicznym: zajmował się działalnością redaktorską, naukową oraz pisarską. Był jednym z założycieli „Biblioteki Warszawskiej”. W jego dorobku literackim znalazły się m.in. zbiorki poezji, np. „Wiersze rozmaite” (1830), powieści – „Szkic towarzyskiego życia miasta Warszawy z drugiej połowy XIX stulecia” (1854), „Dwaj bracia artyści. Zarys życia towarzyskiego XIX wieku” (1856), „Zarysy życia towarzyskiego z XIX stulecia” (1856), „Wincenty Wilczek i pięciu jego synów” (1859) oraz liczne tomy wspomnień, szkiców, pamiętników. Obecne wydanie książki zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Józia. Olga Karylos - Leon Potocki

Fragment ebooka Józia. Olga Karylos - Leon Potocki





Spis treści

  1. JÓZIA
  2. ROZDZIAŁ I Matka Przenajświętsza
  3. ROZDZIAŁ II Litwa
  4. ROZDZIAŁ III Amsterdam
  5. ROZDZIAŁ IV Państwo Van der Hosen
  6. ROZDZIAŁ V Przygody pana Gacińskiego
  7. ROZDZIAŁ VI Dalszy ciąg przygód pana Gacińskiego
  8. ROZDZIAŁ VII Celesta
  9. ROZDZIAŁ VIII Świacko i Szczorce
  10. ROZDZIAŁ IX Warszawa i Rokotów
  11. ROZDZIAŁ X Nieboszczyk król
  12. OLGA KARYLOS
  13. KOLOFON

JÓZIA

Powieść z czasów Stanisława Augusta

 Eritis sicut Deus


ROZDZIAŁ I

Matka Przenajświętsza

Dass gleich dein Herz der Blume verde,

Mein süsses Kindlein, achte drauf:

Geschlossen ist sie nach der Erde,

Doch nach dem Himmel geht sie auf

– Józiu, raz jeszcze powtórz, że ja twoim jedynym kochankiem, powtórz, że jedynym twoim skarbem!

– Na kochanka zgoda, ale co do skarbu, inaczej się rzeczy mają: mam bowiem jeszcze inny skarb, jak ciebie.

– To żart! – odpowiedział Paweł Czerec, śmiejąc się.

– Jeżeli mi nie wierzysz, zobacz co w tym koszyku chowam.

– Józiu! – krzyknął Paweł przerażony, zaglądając w koszyk – droga Józiu! To złoto skradzione, skąd byś ty, biedne dziewczę, do tylu pieniędzy przyszła? Powierz mi ten skarb, podrzucę go potajemnie temu, komuś go wzięła. Józiu! Jak mogłaś się dać uwieść czartowi kochając mnie, uczciwego chłopca? Drżę cały, może te wróble, co na lipie siedzą nas podsłuchały i hańbę naszą po świecie rozgłoszą. Może w twych warkoczach zatknięte róże, oczy i uszy, może...

– Milcz! Kto kocha ten nie posądza – rzekła Józia, dzwoniąc pieniędzmi. – Ten skarb jest mój. Matka Boska mi go darowała. Weź go, wyzwól się na czeladnika, zostań majstrem, ale bądź oszczędnym, a nade wszystko nie rób tego szaleństwa, abyś kupował ową czerwoną kamizelę, której tak bardzo pragniesz, ona cię w oczach moich nie upiększy.

– Józiu, wiesz jak święcie każdemu twemu słowu wierzę, tyś mnie nigdy nie oszukała, ale przysięgam ci, że szeląga z tych pieniędzy się nie dotknę, dopóki mi szczegółowo nie opowiesz, jakąś koleją do nich przyszła. Podobne złoto na Litwie nieznane. Na każdej sztuce obraz Matki Boskiej.

– To kremnickie dukaty z najczystszego złota – odpowiedziała Józia, a usiadłszy z nim na ławie pod lipą i zrobiwszy znak krzyża świętego, tak do Pawła mówiła:

– Słuchaj mnie z uwagą. Nigdym rodziców moich nie znała. Cesarscy żołnierze, przechodząc przez Galicję, podrzucili mnie niemowlęciem w Tarnowie na rynku w sieni kamienicy Pod Opatrznością, która do panny Anieli Marylskiej należała. Zlitowała się nade mną i wzięła mnie do siebie. Niech jej to Bóg wynagrodzi, ja się jej nie wywdzięczę chyba modlitwą, bo już w grobie leży.

Chowała mnie jak własną córkę i żeby nie była w sam dzień Wniebowstąpienia Matki Przenajświętszej nagle umarła, pewno by o mnie w testamencie nie była zapomniała, bo mi nieraz mówiła, że brat jej od wielu lat o nią się nie troszczy i nie jemu, ale mnie swój majątek zapisze. Miała i inną do niego urazę: że owdowiawszy, córek swoich nie powierzył siostrze, ale nimiecką Madamę przyjął, a pono nie osobliwą katoliczkę.

Pan Marylski w górnictwie do znacznego majątku doszedł, ale skoro po siostrze kamienicę i znaczny kapitał odziedziczył, porzucił wieś i osiadł z trzema córkami w Tarnowie.

Na mnie krzywo spoglądał, jednak mnie z domu nie wydalił i używał do posługi córek, z których najmłodsza w jednym ze mną była wieku. Potrzebowały usługi, byłam służącą: chciały się bawić, byłam ich towarzyszką.

W niedzielę, śliczna jak dziś była pogoda, zgromadziły się u nas sąsiedzkie dzieci, bawiłyśmy się w obszernej sieni, było nas około trzydzieści dziewcząt. Bronisława, najstarsza córka Marylskiego, której obchodziłyśmy urodziny, wymyśliła nową zabawę. Każda miała powiedzieć swoje nazwisko, potem ustawiać nas chciała podług porządku, w jakim następują litery w elementarzu. Amsicka ławnika córka, miała być najpierwszą, po niej dziewczę, której nazwisko się literą B zaczynało itd. – W końcu miała komenderować, aby litera I z M, litera W z C, lub jak jej do głowy przyjdzie, tańczyła. Z kolei zapytana o nazwisko mego ojca, nie wiedziałam, jak odpowiedzieć. Dziewczęta na mnie szydersko spojrzały, ja się zarumieniłam, aż mnie twarz paliła, nie zgadując, czemu ze mnie szydzą i czemu się zapłoniłam. Zaczęłam płakać, a starsze dziewczyny szeptały, że ja znajdek, podrzutek i inne obelżywe słowa na matkę moją plując, których nie rozumiałam. Potem otoczyły mnie mówiąc, żem niegodna bawić się z dziećmi uczciwych rodziców.

Rzewnie płakałam, że ja jedna nie mam ojca. Wyszłam z domu, nie wiedząc co robię i uciekałam prosto do lasu; raz po raz tylko słyszałam głos dziewcząt wołający za mną: znajdek! podrzutek!

– Przeklęte dziewczęta! – przerwał jej Paweł. – Ale strzeż się Józiu, żeby się ludzie o twoim pochodzeniu nie dowiedzieli, bo starsi mego cechu nigdy by mnie nie wyzwolili, żebym się ożenił z dziewczyn, co ojca nie miała.

– Nie troszcz się o to Pawle! Dziś już jestem mądrzejszą: tu przybywszy, ukleiłam sobie nazwisko z imienia mojej dobrodziejki i nazywam się teraz Józefa Anieleska. Ale gdzież się zatrzymałam w moim opowiadaniu?... Otóż gęstym lasem szłam coraz dalej, pełna żalu, nie bacząc na drogę, na gałęzie, co twarz biły i włosy targały, nie słuchając śpiewu ptaków, ciągle tylko płakałam, że ja jedna nie mam ojca.

Może parę godzin tak się błąkałam, aż spotykam piękne nagie dziecię. Prosiło mnie, żebym mu mój fartuszek darowała, mówiąc, że mu zimno. Wnet żal zamienił się w litość. Dałam mu fartuszek biały w niebieskie paski, który mi panna Aniela na gwiazdkę darowała.

Za nim przyszło inne dziecię równie piękne, równie nagie i prosiło mnie o mój kontusik, mówiąc, że mu zimno. Oblekłam mu mój niedzielny kontusik.

Za nim przyszło trzecie dziecię równie piękne, równie nagie i prosiło mnie o moją spódniczkę, mówiąc, że mu zimno. Oddałam mu moją zieloną spódniczkę.

Już ciemno było, gdy przyszło czwarte dziecię, równie piękne, równie nagie i prosiło mnie o moją koszulkę, mówiąc, że mu zimno. Zdjęłam moją koszulkę i chciałam je nią odziać: wtem ujrzałam przed sobą cudownej piękności panią ze złotą koroną, odzianą w purpurowe szaty. Wzięła piękne, nagie dziecię na ręce, które jeden róg mojej koszulki w jednej rączce trzymało, tak, iż między nim i mną rozpostartą była.

Księżyc zabłysnął spomiędzy świerków, a ja widząc krzyż w drugiej rączce dziecięcia i oblicze jego ognistą łuną oblane, padłam na kolana i te tylko słowa wymówić mogłam: „kto jesteś? Czy i ty nie masz ojca?”

„Ja jestem twoją matką, on moim Boskim synem” odpowiedziała mi ukoronowana pani.

Odrzekłam: „to wdziej tę koszulkę memu miłemu bratu, kiedy mu zimno, ja mu służyć będę jako wierna służebnica jego”.

Ona na to: „Duch Święty natchnął ci te słowa, boć on jest Pan twój, a syn Boży. On tobie i wszystkim, których ukochasz, błogosławić będzie!” To mówiąc, dała wzniesioną ręką znak gwiazdom, a w rozpostartą koszulkę spadły z nieba te złote pieniądze z jej świętym obrazem.

Gdym się schyliła, aby w te jedyne moje odzienie skarb ten zawiązać, znikła z ziemi matka i Boskie dziecię, jakby się przed moimi dzięki uchronić chcieli.

Zostałam na tym samym miejscu, oczy wlepione w niebo, w nadziei, że ich jeszcze ujrzę.

I widziałam matkę i syna coraz wyżej w niebo się wznoszących, otoczonych świętymi pańskimi, aniołów chórem, widziałam i pannę Anielę.

Chmura zakryła oczom moim ten święty obraz. Cicho było w lesie, tylko świerków iglice wiatrem kołysane, raz po raz Ave Maria zmawiały.

I ja się modliłam; gdym spostrzegła zbliżające się ku mnie światło nie lękałam się, lubo sowy okropnie krzyczeć zaczęły. Po chwili rozpoznałam, iż zgrzybiały starzec z białymi włosami i długą brodą z zapaloną drzazgą w ręku do mnie się zbliżał.

Przystąpiwszy do mnie ukląkł, płakał, uściskał mnie – zaczął dziwną modlitwę do matki Boskiej, która mu się we śnie objawić miała, dziękował, iż jedyne dziecko które przed trzema dniami był pochował zmartwychwstało i że aż do zgonu jego ma przy nim pozostać.

Nie rozumiałam go, ale ponieważ mnie córką swoją nazywał, ja go ojcem mianowałam.

Skończywszy modlitwę, wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej chaty, o kilka stai odległej od miejsca gdzieśmy się spotkali. Tam przy ogniu przypatrzywszy mi się rzekł: „Kasiu, jakeś ty w grobie wyładniała! Czy wszyscy serca czystego w aniołów się po śmierci zamienią? Ale mi pokaż, coś to zawinęła w twoją śmiertelną koszulkę!”

Obejrzawszy mój skarb, mówił dalej: „zakopiemy to złoto, bo choć stary, zapracuje na nasze potrzeby, ale uzbierać posag dla ciebie będzie mi trudno, te pieniądze będą twoim jedynym majątkiem”.

Znużona i senna położyłam się na jego łożu, które się tylko ze słomy i wełnianej kołdry składało. Zaraz zasnęłam i spałam do rana. Obudziwszy się nie mogłam przyjść do siebie, nie pojmowałam, co się ze mną stało, ale przeżegnawszy się, wróciła mi pamięć i rozwaga.

Przy łóżku znalazłam mój fartuszek w niebieskie paski, kontusik niedzielny i spódniczkę zieloną. Skorom się ubrała, przyszedł starzec z lasu. Uściskał mnie, przyniósł mi mleka i chleba, a zgadywał jak nieboszczka panna Aniela wszystko, co mi tylko przyjemnym być mogło. Do tego stopnia byłam u niego szczęśliwą, że jedną tylko miałam obawę, żeby pan Marylski mego schronienia nie odkrył i do powrotu do Tarnowa nie zmusił, ale dzięki Bogu ani jego, ani jego córek nie spotkałam dotąd.

Poczciwy starzec – którego nazwiska nie wiem – był węglarzem, mało zarabiał, ale żem się skrzętnie jego ogrodem i kuchnią trudniła, na niczym nam nie zbywało. Ludzie się dziwili, jaki niesłychany plon miałam z ogrodu, jak mi dobrze krowa doiła i kury niosły. Czegom się dotknęła, wszystko rosło i mnożyło się. Ale nie pyszniłam się z tego i Temu dziękowałam, który mi błogosławić raczył. Staruszek zaręczał, że nigdy w takim dostatku nie żył jak od dnia, w którym jego droga Kasia zmartwychwstała. Pytał się także, czym się w niebie tak dobrze gospodarzyć nauczyła.

Pełen słodyczy, w dziecinnych moich rozrywkach był mi dziecinnym towarzyszem, w wolnych od pracy godzinach gorliwym nauczycielem: jemu winnam, że na książce czytać umiem, a jednak ludzie mówili, że on niespełna rozumu. Prawda, że nie jedno mówił, co nikt nie rozumiał, ale i dziecko tyle rzeczy gwarzy, dlatego żeby mu słowa w uszach brzmiały, że ja go za równie przy zmysłach będącego jak siebie samą miała.

I jemu, jak mojej drogiej pannie Anieli Bóg nagłą śmierć przeznaczył. Jednak dniem pierwej niż skonał miał jeszcze dosyć siły, aby sobie grób w ogrodzie wykopać obok miejsca, gdzie swoją żonę pochował.

Położywszy się w nim nazajutrz, błogosławił mi, prosząc, abym puchem jego usta pokryła, a gdy się ten przestanie przez oddech poruszać, grób deską zamknęła i ziemią zasypała. Potem kazał mi skarb mój odkopać i w świat pójść, zaręczając, że służąc ludziom wiernie i pracowicie, Bóg mnie nie opuści.

Ostatnie słowa, które z ust jego słyszałam, były: Widzę córkę moją w niebiosach, wyciąga rączki do mnie. Ty nie jesteś moim dzieckiem, tyś aniołem zesłanym, aby mi ostatnie dni życia osładzać!

Chciał mnie raz jeszcze uściskać, lecz mu na siłach zbywało. Pocałowałam jego zimne usta, ale już nie oddychał. Trzy dni jednak go nie odstąpiłam, ciągle skubiąc z poduszki puch, który mu na usta kładłam.

Trzeciej nocy grób zasypałam; wdziałam najlepsze odzienie, a skarb odkopawszy, starannie go w suknie zaszyłam.

*