Jak zrujnować gospodarkę - czyli Keynes wiecznie żywy  - N. Hultberg, Hans H. Hoppe, Murray N. Rothbard, Joseph T. Salerno - ebook
Wydawca: Fijorr Publishing Kategoria: Specjalistyczne Język: polski

Jak zrujnować gospodarkę - czyli Keynes wiecznie żywy ebook

N. Hultberg, Hans H. Hoppe, Murray N. Rothbard, Joseph T. Salerno

4 (1)

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Jak zrujnować gospodarkę - czyli Keynes wiecznie żywy - N. Hultberg, Hans H. Hoppe, Murray N. Rothbard, Joseph T. Salerno


Czwórka wybitnych ekonomistów szkoły austriackiej przedstawia zarys dzieła, które - podobnie jak przedtem marksizm - zatruwa nam życie, oddając w ręce państwa (Interwencjonizm) działalność gospodarczą, podporządkowując politykom i klasie próżniaczej naszą własność, pracę i jej owoce. na łamach tej fascynującej książki poznajemy nie tylko zasady wymyślonej przez Johna M. Keynesa "ekonomii cudu gospodarczego", osobę autora, ale także wyjaśnienie fenomenu popularności tej błędnej koncepcji. Pośrednio, choć nie to było zamiarem autorów, dowiadujemy się, jakie są korzenie obecnego kryzysu. Lektura obowiązkowa!


Tłumaczenie: Witold Falkowski

Opinie o ebooku Jak zrujnować gospodarkę - czyli Keynes wiecznie żywy - N. Hultberg, Hans H. Hoppe, Murray N. Rothbard, Joseph T. Salerno

Fragment ebooka Jak zrujnować gospodarkę - czyli Keynes wiecznie żywy - N. Hultberg, Hans H. Hoppe, Murray N. Rothbard, Joseph T. Salerno

Mity, kontestatorzy i Keynes
Keynes – portret człowieka






Mity, kontestatorzy i Keynes















Tytuł oryginału: Paradigms, Contrarians, and Keynes Tłumaczenie na podstawie publikacji w: American Institute for Economic Research – Research Reports, vol. LXX No. 13, 14 lipca 2003, s. 75-76.




Dlaczego w świecie idei radykalnie nowe ujęcia prawdy tak często spotykają się z gwałtownym sprzeciwem ze strony intelektualistów – czyli ludzi intelektu oddanych poszukiwaniu i ukazywaniu prawdy? Jak to jest możliwe, że dzisiejsi intelektualiści – doskonale zdając sobie sprawę z dogmatycznych przesłanek, jakimi ludzkość kierowała się, odrzucając Galileusza , Semmelweisa , Pasteura i innych rewolucyjnych odkrywców – trwają w tym samym ślepym uporze, mimo że pojawiły się już nowe prawdy?

Z różnych powodów intelektualiści na ogół przejawiali skłonność do braku tolerancji wobec nowego sposobu myślenia. Jak przypomina nam fizyk Fred Hoyle , naukowcy są ludźmi. Znacznie częściej, niż wydaje się laikom, ulegają dogmatyzmowi i właściwej wszystkim ludziom skłonności do zajmowania postawy zgodnej z aktualnie panującymi pojęciami.

Pomimo szumnych zapewnień o obiektywizmie swoich dociekań naukowcy łatwo stają się tendencyjni i mają skłonność do przemilczeń, co pozwala im hołubić swoje stare przekonania. Jeśli znaczną część życia poświęciło się uzasadnianiu jakiejś idei, to niezwykle trudno jest pogodzić się z faktem, że idea ta nie jest uzasadniona. Dlatego prawdę – ten najcenniejszy obiekt poszuki wań – poświęca się często na rzecz ochrony kruchego ego i zachowania dotychczasowych przekonań.

Skłonność naukowców do zachowawczości wobec nowych prawd ujawnia się przy zmianie paradygmatu. Jak wykazał Thomas S. Kuhn w Strukturze rewolucji naukowych, (Aletheia, Warszawa 2001), cała nauka zbudowana jest na podstawie paradygmatów lub, mówiąc inaczej, na ogólnym „sposobie widzenia rzeczy" w konkretnej dziedzinie. Gdy ustanowiony jest już pewien paradygmat, większość myślicieli ma trudności z dyskutowaniem jego podstawowych założeń – nawet wówczas, gdy paradygmat ten okaże się błędny.

Na przykład żyjący w I wieku astronom egipski Ptolemeusz ustanowił ptolemejski paradygmat Systemu Słonecznego, w którym Ziemia zajmowała centralne miejsce, a Słońce krążyło wokół niej, choć w rzeczywistości jest odwrotnie. Nawet wtedy, gdy Kopernik wykazał bezspornie około roku 1500, że ptolemejska koncepcja jest błędna, dominowała ona w kręgach intelektualnych jeszcze przez kolejne 180 lat. Dopiero Galileusz wbił ostatecznie gwóźdź do jej trumny.

Na tym właśnie polega jeden z największych dylematów ludzkich: gdy utrwali się pewien sposób widzenia rzeczy w danej dziedzinie, to nawet w obliczu nowej wiedzy podważającej stary paradygmat większość intelektualistów praktycznie nie jest w stanie – z powodu niedoskonałości ludzkiej natury – wyjść w swoim myśleniu poza ograniczenia narzucone przez ten paradygmat. Będą oni bronić utrwalonego punktu widzenia, nawet gdy wykaże się, że zawarte w nim podstawowe założenia są niemądre i nie do utrzymania. Będzie tak zwłaszcza wówczas, gdy znaczną część życia poświęcili nauczaniu i propagowaniu takiego sposobu widzenia rzeczy.

Z taką sytuacją mamy dziś do czynienia w wielu dziedzinach życia intelektualnego. Dzisiejsza społeczność akademicka, podobnie jak średniowieczni dogmatycy – trzyma się irracjonalnych mitów pomimo oczywistych dowodów, że ich poglądy są nie do utrzymania, tak jak nie do utrzymania były dawne teorie geocentryczne.

Przyjrzyjmy się przykładowi jednego z najbardziej utrwalonych paradygmatów dzisiejszego świata: keynesowskiej teorii popytu w ekonomii. Pomimo jej oczywistych słabości nasz naukowy establishment kurczowo się jej trzyma. Gdy przedstawicielowi społeczności akademickiej przedstawi się argumenty logiczne przemawiające za odrzuceniem teorii Keynesa , jego reakcja będzie najprawdopodobniej mieszanką pogardy i zakłopotania.

W całym świecie widoczne są dowody na to, że model keynesowski jest błędny i stanowi niebezpieczny sposób traktowania ekonomii politycznej. Zwiększanie popytu za pomocą pustego pieniądza nie jest jakąś odmianą „nowej ekonomii", jak w latach trzydziestych utrzymywał trust mózgów: Keynes i Franklin Roosevelt . Nie jest to w ogóle pełnoprawna ekonomia, lecz jeszcze jeden pretekst, aby potężne rządy mogły deprecjonować walutę w celu konfiskowania majątku swoich obywateli.





Keynesizm , w swojej pierwotnej postaci być może dobiegł już swoich dni jako licząca się teoria ekonomiczna. Jednakże, podobnie jak teorie ptolemejskie dominowały jeszcze przez 200 lat po Koperniku, tak różne odmiany neokeynesizmu mają wciąż decydujący wpływ na politykę dzisiejszych rządów, mimo że Ludwig von Mises dawno temu wyjaśnił, w jaki sposób działają rynki. Teorie te nadal stanowią niewzruszony fundament etatyzmu i są przyczyną coraz groźniejszych cykli koniunkturalnych towarzyszących gospodarce od dziesięcioleci.

Ekonomia keynesowska miała oczywiście swój początek w okresie Wielkiego Kryzysu . Zasadnicze przesłanie, które Keynes oznajmił zdumionemu światu w roku 1936, było następujące: państwo musi dokonywać olbrzymich inwestycji po to, żeby pobudzać popyt konsumentów i utrzymywać go stale na wysokim poziomie. Dzięki temu problemy związane z ubóstwem i cyklami koniunkturalnymi zostaną zredukowane. Słabość wolnej przedsiębiorczości polega na tym, że nie może ona wytworzyć u ludzi wystarczająco dużej siły nabywczej, to znaczy popytu. Rząd musi przejąć kontrolę nad systemem monetarnym, ponieważ prawo Saya dotyczące rynków jest nieważne.

Prawo Saya zrodziło się w głowie dziewiętnastowiecznego ekonomisty francuskiego J. B. Saya . Głosi ono, że produkcja jest przyczyną konsumpcji lub – innymi słowy – że produktywność ludzi określa ich siłę nabywczą. Jeśli na przykład ktoś uprawia dziesięcioakrowe poletko zboża i zebrał z niego plony, to jego rynkowa siła nabywcza będzie równa cenie zebranego zboża, za jaką inni będą je chcieli kupić. Ilość wyprodukowanego przez tego człowieka zboża określiła wielkość jego popytu na ubrania, transport, rozrywkę itd.

Prawo Saya rozpatrywane łącznie z Misesa teorią pieniądza i kredytu ujawnia, że rozumowanie Keynesa jest błędne: żaden przyrost wpompowanego w gospodarkę pieniądza, który przekracza wzrost wartości produkcji towarów i usług, nie spowoduje wzrostu siły nabywczej ludzi. Nie stanie się tak, ponieważ ceny tych towarów i usług wzrosną proporcjonalnie do wzrostu podaży pieniądza, a to zneutralizuje efekt zwiększenia ilości pieniędzy w kieszeniach ludzi.

Jeśli prawo Saya obowiązuje, to reakcją na Wielki Kryzys powinna być zgoda na swobodne kształtowanie się cen i płac, tak żeby samoistnie ustaliły się one na odpowiednim poziomie, pozwalając na zadziałanie prawa Saya. Gdyby postąpiono w ten sposób, naturalna produktywność ludzi wytworzyłaby siłę nabywczą niezbędną do wydostania się z kryzysu. A nie postąpiono w ten sposób, ponieważ Keynes rzekomo wykazał, że prawo Saya nie działa w warunkach współczesnej gospodarki.

Jednakże, jak wskazał Mark Skousen , Keynes poważnie zniekształcił prawo Saya po to, żeby je następnie odrzucić1. Zmajstrował kukłę, którą potem znokautował. Taka sztuczka intelektualna pozwoliła Keynesowi pozować na super-erudytę o błyskotliwej teoretycznej przenikliwości w sprawach dotyczących tajników funkcjonowania świata.

Wiele lat temu Henry Hazlitt również dostrzegł głupotę Keynesa i wykazał, że jego rzekomo błyskotliwy wywód obalający prawo Saya polegał na stwierdzeniu, iż prawo to jest nieważne, ponieważ jest nieważne2. Przypomina to fizyka, który nagle ogłasza, że prawo ciążenia przestaje nas obowiązywać, ponieważ już nie obowiązuje.

Można sobie wyobrazić, jak Franklin D. Roosevelt zareagował, gdy jego Trust Mózgów poinformował go o cudach, których można dokonać za pomocą „nowej ekonomii" Keynesa. Jeśli kapitalizm osiągnął stadium dojrzałe i nie jest już w stanie wytwarzać wystarczającej siły nabywczej, my – z Waszyngtonu – musimy interweniować i sprawić, żeby system znów zaczął działać. Skoro ludzie nie mają dość pieniędzy, to drukując więcej banknotów rozwiążemy nasze problemy. Możemy zapoczątkować niekończące się pasmo sukcesów zarządzanej przez państwo gospodarki. Na tym polegała wielka „innowacja" i „rewolucyjna przenikliwość" Keynesa, co widać, gdy pozbawi się ją całej elokwentnej żonglerki pojęciami i zmyślnego żargonu naukowego.



Szaleństwo takiej propozycji i łatwość, z jaką dali się na nią nabrać uczeni, budzą zakłopotanie, zwłaszcza gdy zastanowić się nad zasadami leżącymi u podstaw tego pomysłu oraz nad jego dalekosiężnymi konsekwencjami. A mimo to najpotężniejsza instytucja najpotężniejszego państwa na świecie uznała tę machlojkę podatkową za poważną teorię ekonomiczną. Wszystkie administracje Stanów Zjednoczonych , począwszy od prezydentury Roosevelta, powtarzają ten sam zabieg: drukują więcej pieniędzy, żeby uczynić nas „zamożniejszymi".

Neokeynesiści uzasadniają potrzebę inflacji pieniężnej, twierdząc, że jest ona koniecznym warunkiem „wzrostu gospodarczego". Jednakże nasza historia gospodarcza dostarcza dowodów na to, że jest to zwykłe kłamstwo.

Jak czytamy w The Statistical History of the United States, w latach 1850 – 1913 płace realne pracowników wzrosły trzykrotnie, a PKB wzrósł o 500 procent, osiągając na przestrzeni lat 1870 – 1913 średni przyrost w wysokości 4,3 procenta rocznie. Wszystko to stało się faktem, mimo braku inflacyjnych zastrzyków pustych pieniędzy pochodzących od Fed , jako że Fed jeszcze nie istniał3. W tym niezwykle produktywnym okresie gospodarka oparta była na „relikcie barbarzyństwa", jakim było złoto. Charakterystyczna była dla niej deflacja cenowa. W latach 1800 – 1913 wystąpił trzydziestoprocentowy spadek wskaźnika cen towarów konsumpcyjnych – z 43 do 304.

Na przekór tym niezaprzeczalnym faktom keynesiści nadal twierdzą, że dla utrzymania efektywnej gospodarki niezbędne jest zwiększanie podaży pieniądza. Twierdzą tak pomimo całkowitego zniszczenia dolara postępującego od roku 1913. Pomimo że średni wzrost PKB wynosi dziś zaledwie 2,5 procenta rocznie. Pomimo że wzrost płac realnych w ciągu ostatnich 30 lat był hamowany, ponieważ inflacja i podatki redukowały efekt wzrostu wynagrodzeń pracowniczych.

Nietrudno zrozumieć, dlaczego waszyngtoński establishment nie chce zmierzyć się z ekonomicznymi implikacjami tego zagadnienia. Oznaczałoby to bowiem, że jego keynesowski i neokeynesowski mit jest (i był przez ostatnie 65 lat) kompletnym błędem. Przyjęcie tej prawdy byłoby tym samym, czym dla Kościoła Katolickiego w XVI wieku była akceptacja odkryć Kopernika: oznaczałoby rezygnację ze znacznej części władzy. W takim przypadku neokeynesowscy bankierzy z Waszyngtonu musieliby oddać pokaźne obszary wpływów sektorowi prywatnemu, czego państwowy establishment oczywiście bardzo nie chce.

Dlatego irracjonalizm keynesizmu i neokeynesizmu dotąd nie umarł. Pomysł, że państwa mogą dla dobra obywateli zarządzać swoimi gospodarkami, manipulując stopami procentowymi i poziomami płynności wywiera wciąż przemożny wpływ na umysły naszych intelektualistów, mimo iż paradygmat centralnego planowania ewoluuje niepostrzeżenie w stronę gospodarczego faszyzmu. Paradygmat ten żyje w głowach etatystów na całym świecie jako naczelny dogmat ekonomiczny naszych czasów. Etatyści nie potrafią lub nie chcą się z niego wyzwolić. W rezultacie ludzkość niepotrzebnie cierpi.

Niestety wiąże się to nieodłącznie z naturą odkrywania prawdy. W każdym społeczeństwie olbrzymia większość intelektualistów pozostaje zamknięta w obrębie ustanowionych paradygmatów , nawet jeśli są one fałszywe. Tylko nieliczni myślicieleopozycjoniści są w stanie dojrzeć prawdę i ją głosić.

Takim właśnie umysłom świat zawdzięcza skoki rozwojowe (zmiany paradygmatów ) – w dziedzinie społecznej, moralnej i naukowej. Opozycyjni naukowcy mają dar widzenia poza horyzont dostępny ich kolegom oraz odwagę przeciwstawienia się mocno ugruntowanemu błędowi. Najważniejsze jednak, że kontestatora uznanych prawd nie dręczy żądza zdobycia popularności i poklasku za życia. Nie dba o akceptację ze strony establishmentu. Nie znaczy to, że odmówi przyjęcia wyrazów uznania, o ile takie się pojawią, ale to nie one stanowią główny motyw jego dążeń. To właśnie decyduje o jego sile i sprawia, że dysponuje przenikliwą ostrością widzenia.





Można tu dostrzec bardzo życiowe prawo: prawda jest dostępna tylko myślicielom opozycyjnym, ponieważ tylko oni dysponują umysłami na tyle otwartymi i kreatywnymi, żeby ją dostrzec. Nie znaczy to, że wszyscy kontestatorzy mówią prawdę. Jednakże prawda zawsze dociera do nas dzięki umysłom opozycyjnym – dzięki myślicielom takim jak Sokrates, Galileusz, Pasteur, Einstein, Mises. Intelektualiści należący do establishmentu potrzebni są do umacniania i rozpowszechniania już potwierdzonych prawd, nie są jednak skłonni do głoszenia prawd nowych. Niestety, wskutek niedoskonałości ludzkiej natury nieuchronnie stają na drodze opozycjonistom, którzy prawdy te chcą głosić.

Taka jest sytuacja dzisiejszej nauki i filozofii. Jak zwykle kontestatorzy toczą wojnę z establishmentem naukowym; rewolucja toczy się u fundamentów. Kruszą się stare, utrwalone mity i paradygmaty. Pod naciskiem nowych odkryć i wizji w ekonomii, fizyce, filozofii, biologii, medycynie i innych dziedzinach wybucha dyskusja o zagadnieniach, które wydawały się już przedtem rozstrzygnięte przez establishment.

Każdy krok naprzód, jakiego ludzkość dokonuje, możliwy jest dzięki temu, że niewielka grupa myślicieli-kontestatorów chce zakwestionować stary porządek. Podważając ustalone praw dy, wywołują rewolucję umysłową i uczą innych nowego sposobu myślenia.

Taka jest, kształtowana przez paradygmaty, natura postępu intelektualnego. Ktoś, kto chce poznać prawdę, musi zrozumieć, że ustalony porządek rzadko będzie miał mu ją do zaoferowania. Musi dysponować zdolnością niezależnego myślenia albo – jak to ujęła Ayn Rand – umieć „patrzeć własnymi oczami". Musi pielęgnować w sobie ciekawość i łaknienie prawdy bez względu na to, jaka ta prawda się okaże – nawet, gdyby miała ona zniszczyć jego najgłębsze dotychczasowe przekonania.

Cywilizacja czyni postęp z takimi oporami i z takim trudem dlatego, że każde pokolenie wydaje tylko niewielu intelektualistów zdolnych do takiej niezależności.











Keynes – portret człowieka















Na postać Johna Maynarda Keynesa – na jego charakter, dzieła oraz to, czym zajmował się przez całe życie – składały się trzy główne elementy, które wzajemnie na siebie oddziaływały. Pierwszym był jego pełen arogancji egotyzm, na którym Keynes budował swoje przeświadczenie, że z każdym problemem intelektualnym poradzi sobie szybko i bezbłędnie i że może gardzić wszelkimi ogólnymi zasadami ograniczającymi jego wybujałe ego. Drugim było silne przekonanie, że urodził się jako członek elity rządzącej Wielką Brytanią i że jego przeznaczeniem jest tej elicie przewodzić. Obie te cechy sprawiały, że Keynes traktował ludzi i narody z pozycji siły i dominacji. Trzecim elementem była głęboka nienawiść i pogarda w stosunku do systemu wartości i cnót cenionych przez burżuazję, do tradycyjnej moralności , do oszczędzania i gospodarności oraz do podstawowych tradycji życia rodzinnego.





Keynes przyszedł na świat w szczególnych okolicznościach – jako spadkobierca nie tylko kręgów rządzących Wielką Brytanią , ale także decydujących o życiu środowiska ekonomistów brytyjskich. Jego ojciec, John Neville Keynes , był bliskim przyjacielem i byłym studentem Alfreda Marshalla , profesora Cambridge i od pół wieku niekwestionowanego króla brytyjskiej ekonomii. Neville Keynes rozczarował Marshalla, ponieważ nie spełnił złożonych za młodu naukowych obietnic i opublikował tylko nijaki traktat z zakresu metodologii ekonomii, dziedziny pogardzanej jako z gruntu „nieangielska" (J. N. Keynes [1891] 1955). Klasycznym miejscem schronienia dla naukowca, któremu nie powiodło się, była administracja uniwersytecka. Neville skrzętnie skorzystał z tej możliwości i zakopał się w papierkowej robocie związanej z kontrolą i innymi wpływowymi funkcjami w administracji Uniwersytetu w Cambridge . Marshall czuł się zobligowany do moralnej odpowiedzialności za Neville'a. Wykraczała ona poza zakres zwykłej lojalności czy przyjaźni i przeniosła się na ukochanego syna Neville'a – Maynarda. Kiedy więc Maynard zdecydował się w końcu rozpocząć karierę ekonomisty w Cambridge , z pomocą pospieszyło mu dwóch tuzów uniwersyteckich: jego własny ojciec i Alfred Marshall .





Kochający tata zapewnił Maynardowi najlepsze wykształcenie dostępne dla angielskiej elity. Najpierw był stypendystą „Kolegium" w Eton , najbardziej prestiżowej szkoły prywatnej w Anglii. Stamtąd Maynard powędrował do King's College, który obok Trinity College był jednym z dwu najważniejszych kolegiów należących do Uniwersytetu w Cambridge . W King's wprowadzono go wkrótce do tajnego stowarzyszenia Apostołów – organizacji, której członkostwo było obiektem pożądania. Organizacja ta miała radykalny wpływ na system wartości Keynesa i na całe jego życie. Keynes dojrzewał społecznie i intelektualnie w dusznym, kumoterskim światku, w atmosferze tajemniczości i wyższości. Apostołowie nie byli zwykłym klubem w rodzaju tajnych stowarzyszeń w kolegiach Ivy League *. Świadomie tworzyli elitę intelektualną.

Interesowali się zwłaszcza filozofią i jej rolą w estetyce i w życiu. Apostołowie wybierani byli niemal wyłącznie spośród studentów King's i Trinity. Spotykali się w każdą sobotę wieczorem i przy zamkniętych drzwiach wygłaszali referaty i prowadzili dyskusje1. Resztę tygodnia członkowie stowarzyszenia spędzali praktycznie przemieszkując jedni u drugich. Przynależność do Apostołów nie kończyła się wraz z ukończeniem uczelni, lecz oznaczała członkostwo dożywotnie i za to ją ceniono. Dorośli Apostołowie (nazywani „Aniołami"), wśród nich Keynes , przez resztę życia przyjeżdżali do Cambridge na zebrania i brali czynny udział w rekrutacji nowych studentów. W lutym 1903 roku, w wieku dwudziestu lat, John Maynard Keynes , jako Apostoł numer 243 zajął miejsce w szeregu, który sięgał swymi tradycjami roku 1820, kiedy stowarzyszenie zostało założone. Kolejne pięć – sześć lat istotnych dla kształtowania osobowości, Maynard spędził niemal wyłącznie wśród Apostołów. Zdecydowało to o jego systemie wartości i postawie życiowej. Większość swego dorosłego życia również spędził wśród starszych i młodszych Apostołów, ich przyjaciół i rodzin.

Istotnym powodem silnego wpływu Stowarzyszenia Apostołów na swoich członków była działająca na wyobraźnię atmosfera tajemniczości. Jak pisze biograf Keynesa Robert Skidelsky :

Nigdy nie wolno lekceważyć siły oddziaływania tajemnicy. To ona była w dużym stopniu odpowiedzialna za powstanie przekonania, iż reszta świata jest obca. Tajemnica stanowiła o więzi, która nadawała rumieńców życiu Stowarzyszenia związanemu z zainteresowania

Derek Crabtree zastanawia się, dlaczego na Apostołów nie miał w tym czasie wpływu wybitny historyk konstytucji Frederic W. Maitland, mimo że był jednym z członków organizacji. Dochodzi do wniosku, że Maitland miał nieszczęście piastować stanowisko w Downing College, które było jednym z mniejszych i mniej znaczących kolegiów w Cambridge (zob.: Crabtree 1980: 18–19).

mi poszczególnych jego członków. W końcu znacznie łatwiej jest spędzać czas z osobami, przed którymi nie ma się żadnych większych tajemnic. A spędzanie z nimi dużej ilości czasu sprawia, że wzmocnieniu ulega to, co było pierwotną przyczyną ich związku. (Skidelsky 1983: 118, zob. też: Deacon 1986).

Niezwykłą arogancję Apostołów najlepiej oddaje półżartobliwe kantowskie powiedzenie krążące w Stowarzyszeniu: tylko Stowarzyszenie jest „rzeczywiste", natomiast reszta świata jest wyłącznie „fenomenem". Sam Maynard określał nie-Apostołów mianem „fenomenów". Wszystko to oznaczało traktowanie świata zewnętrznego jako mniej namacalnego, niewartego takiej uwagi jak wspólnotowe życie samego Stowarzyszenia. Był to żart z poważnym przesłaniem (Skidelsky 1983: 118). „Dzięki temu, że istniało Stowarzyszenie", pisał Apostoł Bertrand Russell w swojej Autobiografii, „w krótkim czasie poznałem ludzi, którzy byli najbardziej warci poznania". Russell zauważa wręcz, że gdy dorosły Keynes opuścił Cambridge , podróżował po świecie mając poczucie, że jest biskupem jakiejś sekty wędrującym po obcych krainach. „Prawdziwe zbawienie czekało na Keynesa gdzie indziej", pisze słusznie Russell, „wśród wiernych w Cambridge " (Crabtree i Thirlwall 1980: 102). Albo, jak na początku studiów pisał sam Maynard w liście do przyjaciela i współprzywódcy Gilesa Lyttona Stracheya : „Czy to jest monomania – to poczucie olbrzymiej wyższości moralnej, które jest naszym udziałem? Mam wrażenie, że większość ludzi znajdujących się na zewnątrz [świata Apostołów] zupełnie niczego nie rozumie – jest za głupia albo zbyt podła" (Skidelsky 1983: 118)2.



O dziesięć lat starszy od Keynesa Bertrand Russell nie lubił grupy Keynesa-Stracheya, która w pierwszej dekadzie XX wieku zdominowała studentów pierwszych lat studiów należących do Stowarzyszenia – głównie ze względu na jej przekonanie o wyższości moralnej homoseksualizmu nad heteroseksualizmem.

Dwie zasadnicze kwestie zdominowały życie w tej hermetycznej grupie pod egidą Keynesa i Stracheya. Pierwszą było silne przekonanie o znaczeniu miłości i przyjaźni przy jednoczesnym pogardliwym stosunku do wszelkich zasad, które ograniczałyby ego. Drugą stanowiła niechęć i pogarda dla wartości i moralności panującej wśród klasy średniej. Konflikt Apostołów z burżuazyjnymi wartościami polegał m. in. na pochwale awangardowej estetyki, na utrzymywaniu, że homoseksualizm ma moralną przewagę nad heteroseksualizmem (a biseksualizm jest na drugim miejscu, daleko za homoseksualizmem )3, nienawiści do takich związanych z rodziną wartości jak gospodarność i koncentracja na odległej przyszłości (a nie na teraźniejszości). („W dłuższej perspektywie", jak głosi późniejsze powiedzenie Keynesa, „wszyscy będziemy martwi").





Po ukończeniu Cambridge , Keynes i wielu jego kolegów Apostołów zamieszkało w Bloomsbury, niezbyt eleganckiej dzielnicy północnego Londynu. Tam utworzyli słynną obecnie Grupę Bloomsbury. Była ona ośrodkiem awangardy myśli estetycznej i moralnej, który stanowił najbardziej wpływowe środowisko kulturalne i intelektualne w Anglii w drugim i trzecim dziesięcioleciu XX wieku. Powstanie Grupy Bloomsbury miało związek ze śmiercią w 1904 roku wybitnego filozofa epoki wiktoriańskiej, klasycznego liberała Sir Leslie Stephena. Młode dzieci Stephena poczuły się wyzwolone spod kurateli surowego ojca i szybko urządziły dom w Bloomsbury, gdzie zaczęto organizować czwartkowe spotkania wieczorne. Thoby Stephen, chociaż nie był Apostołem, był w Trinity bliskim przyjacielem Lyttona Stracheya. Strachey i inni Apostołowie, a także jeszcze jeden dobry znajomy Stracheya z Trinity, Clive Bell , stali się regularnymi gośćmi tych zebrań. Po śmierci Thoby'ego w roku 1906 Vanessa Stephen poślubiła Bella i zebrania w Bloomsbury zaczęły odbywać się w dwóch mniejszych grupach. Ponieważ Clive był dobrze zapowiadającym się krytykiem sztuki, a Vanessa malarką, otworzyli oni salon spotkań piątkowych, których głównym tematem były sztuki wizualne. Jednocześnie Virginia i Adrian Stephenowie kontynuowali zebrania czwartkowe, na których omawiano tematy literackie, filozoficzne i kulturalne. W końcu Apostoł z Trinity Leonard Woolf, przyjaciel i rówieśnik Keynesa, ożenił się z Virginią Stephen. Pod koniec roku 1909 Keynes przeprowadził się do domu w Bloomsbury, który znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie Stephenów. Dzielił tam mieszkanie z artystą z Bloomsbury Duncanem Grantem, który był kuzynem Stracheya.

System wartości i poglądy Grupy Bloomsbury zbliżone były do ideologii Apostołów z Cambridge , aczkolwiek było w nich więcej miejsca dla sztuki. Maynard Keynes , jako wojujący przeciwnik wartości wiktoriańskich, stał się oczywiście wybitnym członkiem grupy. Szczególnie dużo uwagi poświęcano sztuce awangardowej i formalistycznej. Motorem działań w tej dziedzinie był Apostoł z Cambridge Roger Fry , który wrócił później do Cambridge jako profesor sztuk pięknych. Virginia Stephen Woolf została wybitną przedstawicielką powieści formalistycznej. Wszyscy oni z zapałem oddawali się uciechom rozwiązłego biseksualizmu, co ujawnił Michael Holroyd (1967) w swojej biografii Stracheya.

Członkowie Grupy Bloomsbury , należąc do kulturalnej koterii Cambridge , cieszyli się skromnym, odziedziczonym po przodkach dostatkiem. Jednakże z biegiem czasu coraz więcej funduszy potrzebnych na realizację wystaw i innych przedsięwzięć grupy pochodziło od jej lojalnego członka Maynarda Keynesa. Jak pisze Skidelsky, „Keynes stał się podporą finansową Bloomsbury Nie tylko wspierał grupę własnymi środkami [pochodzącymi głównie z inwestycji i spekulacji], które ochoczo przeznaczał na te cele, ale także organizował wsparcie finansowe dla tych przedsięwzięć (…)". Od czasów pierwszej wojny światowej trudno było znaleźć imprezę kulturalną albo rodzinną, której uczestnikami byli członkowie Grupy Bloomsbury , a która nie byłaby w jakiś sposób finansowana dzięki szczodrości, przedsiębiorczości albo kontaktom Keynesa (1983: 250; zob. też: 242–251).





Największy wpływ na życie Keynesa oraz na jego system wartości wywarła filozofia, a nie ekonomia. To dzięki filozofii doznał przełomowego doświadczenia. W kilka miesięcy po wprowadzeniu Keynesa do grona Apostołów, profesor filozofii na Trinity G. E. Moore , który został Apostołem dziesięć lat przed Keynesem, opublikował swoje magnum opus Principia Ethica (1903). Zarówno wtedy, jak i trzydzieści lat później, Keynes potwierdził, że Principia miały wielki wpływ na niego i innych Apostołów. Niedługo po ich publikacji Keynes pisał w jednym z listów, że książka Moore'a „jest dziełem niezwykłym, urzekającym, największym w tej dziedzinie" [podkreślenie Keynesa]. Kilka lat później pisał do Stracheya: „Nie sposób jest przecenić piękna i oryginalności Moore'a (…). Zdumiewająca jest myśl, że tylko my posiadamy rudymentarną wiedzę na temat prawdziwej etyki (…)". W eseju zatytułowanym „My Early Beliefs" („Moje młodzieńcze poglądy") z roku 1938, adresowanym do Grupy Bloomsbury , Keynes wspomina, że „wpływ, jaki wywarły na nas Principia i dyskusje wokół nich, zdominowały wszystko inne i prawdopodobnie nadal nad wszystkim górują". Dodawał, że książka „jest ekscytująca, pełna radości, stanowi początek nowego odrodzenia, nowego raju na Ziemi" (Skidelsky 1983: 133–134; Keynes [1951] 1972: 436–449). To bardzo poważne słowa jak na książkę z zakresu filozofii praktycznej!

Dlaczego Keynes ich użył? Po pierwsze Moore cieszył się charyzmą wśród studentów Cambridge . Ale oprócz osobistego magnetyzmu autora Principiów, Keynesa i jego kolegów pociągała nie tyle doktryna Moore'a , co jej konkretna interpretacja, specyficzny wydźwięk, jaki chcieli jej nadać. Mimo tak entuzjastycznego odbioru dzieła, Keynes i przyjaciele przyjęli tylko tę jego część, którą uważali za etykę osobistą Moore'a (czyli to, co nazywali „religią" Moore'a). Całkowicie odrzucili natomiast jego etykę społeczną (czyli to, co nazywali „moralnością"). Keynes i jego koledzy Apostołowie z entuzjazmem powitali ideę „religii", na którą miały się składać momenty „żarliwej kontemplacji i zjednoczenia" z obiektami miłości i przyjaźni. Zignorowali jednakże całą moralność społeczną lub ogólne zasady postępowania, odrzucając przedostatni rozdział pt. „Etyka a postępowanie". Keynes tak o tym pisze w swoim eseju z 1938 roku:

W naszej opinii jedną z największych zalet jego [Moore'a] religii było to, że czyniła moralność zbędną (…). Całkowicie odrzucaliśmy osobistą odpowiedzialność za przestrzeganie ogólnych zasad. Uważaliśmy, że mamy prawo osądzać każdy przypadek z osobna i że posiadamy niezbędną do tego mądrość. Była to bardzo ważna część naszej wiary. Broniliśmy tego przekonania zaciekle, a dla świata zewnętrznego stanowiło ono naszą najbardziej widoczną i niebezpieczną cechę. Całkowicie odrzucaliśmy zwyczajową moralność, konwenanse i tradycyjną mądrość. Byliśmy więc, w ścisłym tego słowa znaczeniu, amoralni. (Keynes [1951] 1972: 142–143).

Współcześni mu spostrzegawczy obserwatorzy podsumowali trafnie stanowisko Keynesa i jego kolegów ze Stowarzyszenia Apostołów. Bertrand Russell pisał, że Keynes i Strachey wypaczyli myśl Moore'a. „Chodziło im o życie pozbawione wysiłku, wypełnione delikatnymi półcieniami i przyjemnymi uczuciami. Przez dobro rozumieli gorące wzajemne uwielbienie wewnątrz elitarnej kliki" (Welch 1986: 43). Albo, jak ujęła to trafnie Beatrice Webb , filozofia Moore'a była dla Apostołów niczym więcej niż metafizycznym usprawiedliwieniem dla postępowania zgodnego z własnymi zachciankami, a odrzucanego przez innych ludzi" (ibid.).

Powstaje pytanie, do jakiego stopnia ta amoralność, odrzucenie ogólnych zasad ograniczających ego naznaczyła dojrzałe życie Keynesa? Sir Roy Harrod , uczeń i autor hagiograficznej biografii Keynesa, utrzymuje, że amoralność, podobnie jak inne nieprzyjemne cechy jego osobowości, charakteryzowały go tylko w okresie młodzieńczym, z którego jego idol szybko wyrósł. Jednakże wiele innych aspektów jego kariery i poglądów świadczy o tym, że Keynes przez całe życie był amoralny i gardził burżuazją . Ponadto Keynes , mając pięćdziesiąt pięć lat, w eseju z 1938 roku potwierdził swoje poglądy głoszone w młodości, pisząc, że amoralność jest „wbrew pozorom wciąż moją religią. (…) Jestem i zawsze będę amoralny" (Harrod 1951: 76–81; Skidelsky 1983: 145–146; Welch 1986: 43).

W zasługującej na uwagę pracy Skidelsky wykazuje, że pierwsza ważna książka naukowa Keynesa, jaką był Traktat o prawdopodobieństwie (A Treatise on Probability) (1921), miała związek z innymi jego zainteresowaniami. U jej źródeł była chęć sklecenia solidniejszej podstawy, która by posłużyła do odrzucenia wysuwanych przez Moore'a ogólnych zasad moralnych. Początki Traktatu miały formę referatu, który Keynes odczytał Apostołom w styczniu 1904 roku. Dotyczył on kwestionowanego rozdziału Moore'a pod tytułem „Etyka a postępowanie". Praca naukowa nad odrzuceniem Moore'a na podstawie teorii prawdopodobieństwa zajmowała Keynesa od roku 1904 do 1914, kiedy to rękopis Traktatu został ukończony. Główną jego tezą było twierdzenie, że Moore podporządkowuje konkretne działania ogólnym zasadom, posługując się empiryczną lub „frekwencyjną" teorią prawdopodobieństwa, czyli za pomocą obserwacji empirycznej częstotliwości zdarzeń, które należą do kategorii zdarzeń o określonym prawdopodobieństwie. W celu zanegowania możliwości stosowania ogólnych reguł do pojedynczych przypadków Traktat Keynesa przyjmował klasyczną aprioryczną teorię prawdopodobieństwa, w której stopień prawdopodobieństwa wyprowadzany jest na drodze dedukcyjnej i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością doświadczalną. Dobrze to wyjaśnia Skidelsky:

Argumentację Keynesa można więc interpretować jako próbę przyznania jednostce prawa do dążenia ku dobru (…) na drodze działań egotystycznych. Aby działać racjonalnie, jednostka nie ma obowiązku posiadać pewnej wiedzy na temat prawdopodobnych konsekwencji swoich czynów. Teoria ta wpisuje się w konsekwentną walkę Keynesa przeciwko moralności chrześcijańskiej. Wielu czytelnikom Keynesa nawet by się to podobało, ale dla współczesnego czytelnika związek ten nie jest oczywisty. Mówiąc ogólniej Keynes łączy racjonalność z praktyczną korzyścią. Okoliczności czynu stają się czynnikiem decydującym w ocenie prawdopodobnej słuszności. (…) Ograniczając możliwość pewnego poznania, Keynes nadał większe znaczenie sądom intuicyjnym (Skidelsky 1983: 153–154).

Nie możemy tu wdawać się w zawiłości teorii prawdopodobieństwa. Wystarczy powiedzieć, że aprioryczną teorię Keynesa zburzył Richard von Mises (1951) w swoim dziele z roku 1921 za tytułowanym Prawdopodobieństwo, statystyka i prawda (Probability, Statistics, and Truth). Mises wykazał, że pojęciem stopnia prawdopodobieństwa można posługiwać się sensownie tylko wtedy, gdy opisuje ono wyprowadzone empirycznie prawa dotyczące zdarzeń które są jednorodne, losowe i powtarzalne nieskończoną ilość razy. Oznacza to oczywiście, że teoria prawdopodobieństwa ma zastosowanie wyłącznie do takich zdarzeń w życiu człowieka jak loteria lub ruletka. (Zob. porównanie stanowisk Keynesa i Richarda von Misesa autorstwa D. A. Gilliesa [1973: 1–34.) Tak się złożyło, że teorię prawdopodobieństwa Richarda von Misesa przyjął jego brat Ludwig, mimo że poza tym bracia nie zgadzali się prawie w niczym (L. von Mises [1949] 1966: 106–115).





„O ile Moore był dla Keynesa wzorcem w dziedzinie etyki, o tyle Burke'owi słusznie należy się miano mistrza Keynesa w sprawach polityki", pisze Skidelsky (1983: 154). Edmund Burke ? Co mogło łączyć tego konserwatywnego piewcę tradycji z Keynesem – etatystą i zwolennikiem racjonalnego planowania centralnego? Podobnie jak Moore'a, tak i Burke'a Keynes czcił po keynesowemu, wybierając te elementy, które zgadzały się z jego charakterem i temperamentem. Znamienne, co Keynes przejął od Burke'a. (Keynes przedstawił swoje poglądy w długim nagrodzonym eseju z języka angielskiego na stopień licencjata pt. „Teorie polityczne Edmunda Burke'a".) Po pierwsze, gwałtowny sprzeciw Burke'a wobec ogólnych zasad w polityce, a zwłaszcza opowiedzenie się za pragmatyzmem, a przeciwko abstrakcyjnemu prawu naturalnemu. Po drugie, Keynes zdecydowanie zgadzał się z koncepcją wysokiej preferencji czasowej Burke'a, z deprecjacją niepewnej przyszłości w porównaniu z istniejącą teraźniejszością. Keynes przystawał więc na konserwatyzm Burke'a w takim sen sie, że był wrogiem „teraźniejszego zła dokonywanego w imię przyszłych korzyści". Istnieje też prawicowy aspekt ogólnego potępienia długiej perspektywy czasowej przez Keynesa, w której to perspektywie „wszyscy będziemy martwi". Jak mówi Keynes , „najważniejszym obowiązkiem rządów i polityków jest zapewnienie dobrobytu społeczności w chwili obecnej, a nie podejmowanie zbyt dużego ryzyka w imię przyszłości" (ibid.: 155–156). Po trzecie, Keynes podzielał uznanie Burke'a dla „naturalnej" elity rządzącej Wielką Brytanią . Oczywiście różnili się w sprawach polityki, ale Keynes zgadzał się z pochwałą rządów arystokratycznych głoszoną przez Burke'a. Uważał je za zdrowe, o ile kadry rządzące wyłaniane były spośród istniejącej naturalnej elity. Pisząc o Burke'u, Keynes wyraził się w następujący sposób: „samą machinę [państwo brytyjskie] uważał za zdrową, o ile tylko można było zagwarantować umiejętności i prawość tych, którzy są u władzy" (ibid.: s. 156).

Oprócz neo-burke'ańskiej pogardy dla zasad, braku zainteresowania przyszłością oraz podziwu dla istniejącej brytyjskiej klasy rządzącej, Keynes żywił też przekonanie, że prawda jest wyłącznie kwestią smaku, a w polityce nie ma na nią miejsca, lub jest go bardzo niewiele. Pisał: „Wybór prawdy lub szczerości jako metody może być oparty na uprzedzeniu wynikającym z przesłanek estetycznych lub osobistych i w wymiarze politycznym kłócić się z praktycznym dobrem" (Johnson 1978: 24). W istocie Keynes miał upodobanie do kłamania w polityce. Notorycznie tworzył statystyki, które pasowały do jego pomysłów politycznych i nawoływał do ogólnoświatowej inflacji pieniężnej, posługując się egzaltowaną hiperbolą zawartą w stwierdzeniu, że „słowa powinny być trochę szalone, by umożliwić szturm myśli przeciwko bezmyślności". Znamienne jednak, że gdy Keynes osiągnął już władzę, przyznał, że należałoby porzucić posługiwanie się takimi hiperbolami: „Gdy zdobędzie się już władzę i posłuch, nie powinno się korzystać z licencji poetyckiej" (Johnson and Johnson 1978: 19–21).





Stanowisko Maynarda Keynesa w dziedzinie ekonomii nie odstawało od jego poglądów filozoficznych i ogólnej postawy życiowej. „Obawiam się 'zasad'", oświadczył komisji parlamentarnej w 1930 roku (Moggridge 1969: 90). Zasady ograniczałyby mu tylko możliwości korzystania z nadarzających się okazji i stanowiły przeszkodę w dążeniu do władzy. Dlatego chętnie porzucał wcześniejsze poglądy i dokonywał zwrotów o 180 stopni, w zależności od sytuacji. Jaskrawym tego przykładem jest jego stanowisko dotyczące wolnego handlu. Będąc wierny Marshallowi , wyznawał – zdawałoby się niewzruszenie – jedną polityczno-ekonomiczną zasadę, mianowicie przekonanie o potrzebie wolności handlu. Będąc studentem Cambridge napisał do dobrego znajomego: „Sir, nienawidzę księży i protekcjonistów. (…) Precz z biskupami i taryfami". Przez następne 30 lat niemal wszystkie jego polityczne interwencje dotyczyły obrony wolnego handlu (Skidelsky 1983: 122, 277–229). Wtedy nagle, wiosną 1931 roku, Keynes zaczął głosić potrzebę protekcjonizmu i w latach trzydziestych stał na czele frontu opowiadającego się za gospodarczym nacjonalizmem i za polityką zmierzającą jawnie do wykończenia partnerów. Jednakże w czasie drugiej wojny światowej Keynes znów zaczął się opowiadać za wolnym handlem. Wydaje się, że żadne rozterki duchowe ani nawet wątpliwości, nie powstrzymywały go przed błyskawicznymi zmianami stanowiska.

Na początku lat trzydziestych prasa brytyjska naśmiewała się z jego zmienności kameleona. Jak pisze Elisabeth Johnson: „To był człowiek z gumy". Daily News and Chronicle z 16 marca 1931 opublikował artykuł zatytułowany: „Akrobacje ekonomiczne pana Keynesa" i opatrzył go rysunkiem podpisanym: Niezwykły występ. Pan John Maynard Keynes jako 'człowiek bez szkieletu' wykręca się jak korkociąg i bierze łyk" (…) (1978: 17).

Jednakże Keynes nie zaprzątał sobie głowy zarzutami o niespójność, uważając, że zawsze ma rację. Nie sprawiało mu to żadnej trudności, ponieważ nie przywiązywał najmniejszej wagi do zasad. Był więc gotów w każdej chwili zmienić barwy, byle tylko zwiększyć znaczenie swojego ego poprzez poszerzenie wpływów politycznych. Z biegiem czasu, jak pisze Elizabeth Johnson , Keynes „coraz jaśniej zdawał sobie sprawę ze swojej roli w świecie; był (…) głównym doradcą gospodarczym ówczesnego ministra finansów Wielkiej Brytanii, francuskiego ministra finansów, (…) prezydenta Stanów Zjednoczonych". Dążenie do zapewnienia jak największej władzy dla siebie i dla klasy rządzącej oznaczało oczywiście wyraźne opowiedzenie się za koncepcjami i instytucjami związanymi z centralnie zarządzaną gospodarką. Wśród szlachetnych przedstawicieli naturalnej elity rządzącej narodem umieszczał oczywiście siebie samego w roli uczonego-technika. Rola ta stanowiła dwudziestowieczną wersję „króla-filozofa", lub przynajmniej filozofa udzielającego królowi rad. Nic dziwnego, że Keynes „wysławiał prezydenta [Franklina D.] Roosevelta jako pierwszego przywódcę państwowego, który podejmując działania na dużą skalę, oparł się o wskazówki teoretyczne" (Johnson and Johnson 1978: 17–18).

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com